piautre1
18.08.10, 17:52
Bułgaria 2010, czyli powrót do źródeł
Kto pamięta czasy siermiężnego PRL-u, ten wie że o wyjazdach turystycznych na
Zgniły Zachód można było tylko pomarzyć. Korowody z paszportem, przydziałem
dewiz, czarnorynkowy kurs dolara, etc skutecznie odstraszały amatorów
słonecznej Sycylii, Prowansji, czy Costa Del Sol. Za to Morze Czarne ze
wszystkimi swymi atrakcjami stało otworem i pamiętam jak to w latach 60’, po
zakończeniu obowiązkowego Studium Wojskowego na Politechnice, wybraliśmy się
pociągiem na wypoczynek do Varny. Podróż tę udało nam się powtórzyć (w
Czechosłowacji przez którą jechaliśmy mówią: opakować) za 10 lat, tym razem
już własnym maluchem, w okolice Burgas.
Po wielu latach, przewróceniu porządku nie tylko w Europie do góry nogami,
postanowiliśmy przypomnieć sobie te klimaty. Klimaty dziurawych dróg,
cudownego morza Czarnego, kisłego mleka z kebabczetami, tamtejszego wina, i
przecudnej urody widoków po drodze. Opracowanie marszruty i rezerwacja
noclegów nie nastręczała specjalnych trudności i tak oto w połowie czerwca
spakowaliśmy auto, i zaopatrzeni w 2 zgrzewki wody- wyruszyliśmy. Przygodo, ahoj!
dzien 1. :
Przygody zaczęły się już pierwszego dnia. Wyjeżdżając z Radomia zastaliśmy
srogi znak, że droga do Rzeszowa jest zamknięta (były co prawda powodzie ale
już dość dawno, więc co to się mogło stać?). Spietraliśmy i pojechaliśmy na
Tarnobrzeg, do czasu, bo przed Sandomierzem znów szlaban. Wróciliśmy do
„naszej” drogi – wszystko OK, aliści w Rzeszowie zobaczyliśmy groźne tablice
że nie ma dojazdu do Barwinka i wysyłają nas na przejście w Chyżnem. Tym razem
nie posłuchaliśmy- dochodzenie na stacji benzynowej, telefon na 112,
przepytywanie miejscowych kierowców- wszystko mi mówi że mnie ktoś oszukuje,
bo droga jest czynna. Ruch wahadłowy przy osuwiskach spowolnił nas ale nie
zatrzymał, i tak to ze sporym opóźnieniem meldujemy się na granicy ze
Słowacją. Kwestia zamkniętej drogi Radom- Rzeszów nie dawała nam spokoju i
uzbrojeni w doświadczenia (oszustwo z drogą do Barwinka) w powrotnej drodze
kierujemy się z Rzeszowa, mimo ostrzeżeń, na Radom. I co? I nic. Dojechaliśmy
do samego Radomia, dopiero na przedmieściach miasta był 2km objazd.
Niewiarygodne!! Czynna jest notabene druga równoległa droga (i przejście)
przez Jasło i Gorlice, więc czemu jechać przez Chyżne??!!!
Nadrobiliśmy trochę jadąc przez Słowacje i Węgry i późnym popołudniem
dotarliśmy do Debreczyna. Nawigacja podprowadziła nas pod wskazany adres, po
którym niestety NIC nie było, był adres Diyoszegi 2,4,...8.. ale nie 6. I znów
dochodzenie wśród miejscowych, telefon do właścicielki, mówiącej pięknym
węgierskim (niestety wyłącznie), i dwoje bardzo uczynnych anglofońskich
miejscowych wytłumaczyło nam: Uwaga! Znaczy to że to jest osiedle na 6 km
wylotowej drogi z Debreczyna!! Lokalizacja rzeczywiście śliczna, piękne
osiedle nowych domków nad jeziorkiem, mamy do dyspozycji cały parter domku,
ok. 150m2 z wszystkim czego dusza zapragnie. Krótki odpoczynek kolacja i spać,
bo przed nami długa droga i wielka niewiadoma: Rumunia.