Dodaj do ulubionych

powrót do źrdeł

18.08.10, 17:52
Bułgaria 2010, czyli powrót do źródeł
Kto pamięta czasy siermiężnego PRL-u, ten wie że o wyjazdach turystycznych na
Zgniły Zachód można było tylko pomarzyć. Korowody z paszportem, przydziałem
dewiz, czarnorynkowy kurs dolara, etc skutecznie odstraszały amatorów
słonecznej Sycylii, Prowansji, czy Costa Del Sol. Za to Morze Czarne ze
wszystkimi swymi atrakcjami stało otworem i pamiętam jak to w latach 60’, po
zakończeniu obowiązkowego Studium Wojskowego na Politechnice, wybraliśmy się
pociągiem na wypoczynek do Varny. Podróż tę udało nam się powtórzyć (w
Czechosłowacji przez którą jechaliśmy mówią: opakować) za 10 lat, tym razem
już własnym maluchem, w okolice Burgas.
Po wielu latach, przewróceniu porządku nie tylko w Europie do góry nogami,
postanowiliśmy przypomnieć sobie te klimaty. Klimaty dziurawych dróg,
cudownego morza Czarnego, kisłego mleka z kebabczetami, tamtejszego wina, i
przecudnej urody widoków po drodze. Opracowanie marszruty i rezerwacja
noclegów nie nastręczała specjalnych trudności i tak oto w połowie czerwca
spakowaliśmy auto, i zaopatrzeni w 2 zgrzewki wody- wyruszyliśmy. Przygodo, ahoj!
dzien 1. :
Przygody zaczęły się już pierwszego dnia. Wyjeżdżając z Radomia zastaliśmy
srogi znak, że droga do Rzeszowa jest zamknięta (były co prawda powodzie ale
już dość dawno, więc co to się mogło stać?). Spietraliśmy i pojechaliśmy na
Tarnobrzeg, do czasu, bo przed Sandomierzem znów szlaban. Wróciliśmy do
„naszej” drogi – wszystko OK, aliści w Rzeszowie zobaczyliśmy groźne tablice
że nie ma dojazdu do Barwinka i wysyłają nas na przejście w Chyżnem. Tym razem
nie posłuchaliśmy- dochodzenie na stacji benzynowej, telefon na 112,
przepytywanie miejscowych kierowców- wszystko mi mówi że mnie ktoś oszukuje,
bo droga jest czynna. Ruch wahadłowy przy osuwiskach spowolnił nas ale nie
zatrzymał, i tak to ze sporym opóźnieniem meldujemy się na granicy ze
Słowacją. Kwestia zamkniętej drogi Radom- Rzeszów nie dawała nam spokoju i
uzbrojeni w doświadczenia (oszustwo z drogą do Barwinka) w powrotnej drodze
kierujemy się z Rzeszowa, mimo ostrzeżeń, na Radom. I co? I nic. Dojechaliśmy
do samego Radomia, dopiero na przedmieściach miasta był 2km objazd.
Niewiarygodne!! Czynna jest notabene druga równoległa droga (i przejście)
przez Jasło i Gorlice, więc czemu jechać przez Chyżne??!!!
Nadrobiliśmy trochę jadąc przez Słowacje i Węgry i późnym popołudniem
dotarliśmy do Debreczyna. Nawigacja podprowadziła nas pod wskazany adres, po
którym niestety NIC nie było, był adres Diyoszegi 2,4,...8.. ale nie 6. I znów
dochodzenie wśród miejscowych, telefon do właścicielki, mówiącej pięknym
węgierskim (niestety wyłącznie), i dwoje bardzo uczynnych anglofońskich
miejscowych wytłumaczyło nam: Uwaga! Znaczy to że to jest osiedle na 6 km
wylotowej drogi z Debreczyna!! Lokalizacja rzeczywiście śliczna, piękne
osiedle nowych domków nad jeziorkiem, mamy do dyspozycji cały parter domku,
ok. 150m2 z wszystkim czego dusza zapragnie. Krótki odpoczynek kolacja i spać,
bo przed nami długa droga i wielka niewiadoma: Rumunia.
Obserwuj wątek
    • piautre1 Re: powrót do źrdeł 18.08.10, 17:54
      dzien 2
      Wczesnym rankiem wkraczamy do Rumunii, co od razu widać. Roboty drogowe (drum in
      lucru) wyraźnie psują nam przeciętną ale jeszcze gorsze są dziury, tam gdzie nie
      zdążyli jeszcze z robotami. Celem naszym jest wesoły cmentarz (cimitrul vesel) w
      miasteczku Sapinta, coś niebywałego w skali europejskiej. Pięknie pomalowane
      nagrobki ze scenkami rodzajowymi jak np. chłop przy kieliszku a baba przy
      miotle, czy też kobita z nogami w górze na masce samochodu. A wszystko to na
      niewielkiej, dobrze zagospodarowanej powierzchni. W planach mamy Suceavę, Arbore
      i malowane cerkwie Bukowiny Rumuńskiej, i nocleg w miasteczku w narciarskiej
      strefie (jest, a jakże, kolejka linowa) w Piatra Neamt. Po drodze stajemy na
      obiad (włoska carbonara z miejscowym kaszkawałem), co było niezapomnianym
      przeżyciem, i moja manżelka (od: „manger”?) odtąd nie tykała miejscowego
      jedzenia. Niestety żałosna przeciętna ok. 30km/h kazała nam zrewidować
      plany i zrezygnować z Suceawy. Mamy za to więcej czasu by napawać się widokami
      przepięknej Bukowiny, tym bardziej ze drogi są coraz lepsze. Jedziemy przez
      piękne wioski (ograniczenie do 40km/h- przestrzegane!), z malowanymi domkami,
      rzeźbionymi wrotami, mijamy kościoły, i zamki. Zachwycające, niesamowite widoki
      górskie, jakże inne od znanych nam. Ponieważ lasy porastające góry są liściaste
      i nie ma urwisk skalnych, całość sprawia wrażenie „miękkiej krągłości”.
      Dojeżdżamy do Piatra Neamt widokową drogą, nad jeziorkiem utworzonym przez tamę
      Bicaz.
      dzien 3
      Gdy w Prowansji jechaliśmy z Caromb (koło Avignon) do Antibes, wybrałem drogę
      prowadząca przez najładniejszy i najgłębszy w Europie Wielki Kanion Verdon
      (Gorges du Verdon). Droga z Piatra Neamt przez Bicaz zachwalana jest jako
      porównywalna z kanionem Verdon. Głębokość kanionu dochodząca miejscami do 500m,
      z malowniczym potokiem i droga wykuta w skale czynią tę drogę jedną z
      najpiękniejszych widokowo. Drogi wyraźnie poprawiły się, widać olbrzymią forsę z
      Unii, niedługo będą lepsze od naszych. Przed wjazdem do wąwozu widzimy
      zaimprowizowaną pralnię kilimów i dywanów- rura 150mm doprowadza wodę z potoku
      górskiego do studni z kręgów. Napowietrzanie jak w pralce bąbelkowej- prosto i
      skutecznie, a drąg z naturalnym hakiem służył do operacji kilimami. Szeroko
      reklamowane różowe jeziorko (lacu rosu) okazało się niestety normalnym brunatnym
      bajorem, ze sterczącymi kikutami drzew, postoju jednak nie żałujemy, nieopodal
      pięknie zachowana stuletnia chałupa. Po drodze do Sibiu, gdzie zaplanowaliśmy
      trzydniowy postój mamy w planach odwiedzenie Sighisoary- perły Transylwanii i,
      jeśli pozwoli czas, obejrzeć wioskę i kościół warowny w Biertan.
      Drogi zdecydowanie się poprawiają, w zasadzie są bardzo dobre. Są równe, w miarę
      puste i b. dobrze oznakowane bez zbędnych ograniczeń, co sprawia że średnia
      prędkość bardzo wzrosła. Po drodze (nie tylko tu, ale w całej Rumunii) widać
      mnóstwo budujących się hotelików i pensjonatów.
      Sighisoara zwana jest perłą Transylwanii. Na wjeździe wita nas przepięknie
      położona nad rzeką efektowna bazylika, a dalej wchodzimy do miasta. Kamieniczki
      prezentują się wspaniale, każda ozdobiona inaczej i pomalowana inaczej- jak na
      konkurs. Weszliśmy oczywiście na otoczone murami wzgórze zamkowe z wieżą
      zegarową. Pod zegarem są figury czterech postaci poruszających się w takt
      kuranta. Przez wzgląd na swą urodę, Sighisoara nazywana jest najczęściej
      rumuńskim Carcassonne.
      Dalsza droga zaprowadziła nas do kościoła warownego, otoczonego murami z
      okienkami strzelniczymi w miejscowości Biertan. Rumuni biorą pieniądze z Unii i
      odnawiają swoje zabytki na potęgę, nie zawsze w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem i
      dobrym smakiem. Przy kościele była wieża obserwacyjna pięknie odnowiona, tyle ze
      na zewnątrz na tynku namalowano ręcznie „kratkę” imitującą kamienie. Wygonił nas
      deszcz, a już niedaleko Sibiu- kolejne oberwanie chmury, na tyle silne, że
      wyjeżdża na drogę policja i w tempie 30 km/h reguluje prędkość maksymalną. Do
      Sibiu dotarliśmy tradycyjnie ok. 20:00.
      • piautre1 Re: powrót do źródeł 18.08.10, 17:55
        dziem 4
        Zwiedzanie okolic Sibiu zaczynamy od ulokowanego nieopodal Brasov grodu Prejmer,
        umieszczonego na liście UNESCO. Wioska z grodem warownym, wybudowana przez
        Krzyżaków, zachowana jest w nienagannym stanie. Ciekawostka tkwiła w tym, że
        kościółek otoczony był warownym murem z oknami strzelniczymi, z zębatą kratą. Do
        tego muru od wewnątrz dobudowano (doklejono) 4 kondygnacje pomieszczeń do
        których był dostęp poprzez wewnętrzne drewniane krużganki często łączone
        drewnianymi schodami. Pomieszczenia (270 po ca 12m2) przeznaczone były na
        magazyny pozwalające przetrwać oblężenie. Obecnie w kilku pomieszczeniach
        umieszczono muzealne wyposażenia dawnej szkoły, warsztatu tkackiego czy typowej
        izby. Między magazynami ciągnie się dookoła korytarz, również dostępny dla
        zwiedzających jak krużganki. Obok wioski Prejmer położona jest bliźniacza, choć
        nieco inna i mniejsza wioska Harman. Tam zmierzaliśmy również, lecz zaczepiony
        anglojęzyczny rumuński przewodnik niemieckiej wycieczki zapytał nas o dalsze
        plany i poradził, że ze względu na ograniczenia czasowe lepiej pojechać od razu
        do zamków Pelisor i Peles w miejscowości Sinaia. I miał rację!- z tego nie
        można zrezygnować. Są to „perły Karpat”
        Zamek Peles zbudowany w stylu niemieckiego renesansu i zamek Pelisor-
        pseudośredniowieczny pałac. Zamki robią niesamowite wrażenie, takich jeszcze nie
        widzieliśmy. Oba zostały obfotografowane ale żadne zdjęcia nie oddadzą urody
        tych budowli. Na zwiedzanie wnętrz zamków z przewodnikiem potrzeba 4 godzin. And
        no photo inside.
        W powrotnej drodze odwiedziliśmy zamek Bran, gdzie mieszkał sam Drakula oraz
        Rasnov z olbrzymim zamkiem na szczycie pobliskiej góry. Powrót do hotelu
        tradycyjnie o 20:00
        dzien 5
        Rano wyruszyliśmy w kierunku Curtea de Arges, z zamiarem obejrzenia monastyrów
        Horezu i Cozia oraz ciekawego widokowo jeziorka Lacul Vidranu. Niestety w drodze
        zatrzymały nas osuwiska skalne. Drogę zamknięto w miejscu, gdzie na pocieszenie
        zobaczyliśmy piękny wodospad górski. W pełnym słońcu na tle pełnej zieleni
        prezentował się wspaniale.


        Popołudnie, zgodnie z planem, mieliśmy spędzić na starówce w Sibiu. Rumunia nie
        była tak bardzo zniszczona podczas wojny, co pozwoliło zachować sporo zabytków.
        Sibiu jest naprawdę warte obejrzenia, większość domów jest odnowiona i
        zagospodarowana. Jak zwykle w Rumunii każdy dom jest inaczej zdobiony i na inny
        kolor pomalowany. Nawet we wioskach domy zdobione są bardziej lub mniej
        strojnie, ale każdy dom coś choć troszkę ma. Kolory też różne- od szarości po
        czerwienie, śliwki, fiolety, pomarańcze, zielenie. We wioskach i małych
        miasteczkach domy stoją wzdłuż drogi przyklejone do siebie. Za domami zwykle
        znajduje się obejście z małym podwórkiem. Na ogół ukryte prezentuje się bardzo
        biednie i kontrastuje z fasadą domu. Z ulicy wchodzi się na podwórko, a potem do
        domu. Wchodzi się przez bramę z furtka szczelnie zasłaniającą obejście,
        częstokroć bramy wykonane są z rzeźbionego drewna.
        Starówka w Sibiu z głównym placem, na którym znajduje się katedra, prezentuje
        się wspaniale. Liczne kościoły, katedry i bazyliki dodają uroku, toteż chodząc z
        mapa obejrzeliśmy różne zakamarki, np. most kłamców i dużo biedniejsze tzw dolne
        miasto. Tym razem powróciliśmy do hotelu wcześniej by spakować się przed
        jutrzejszą podróżą.
        • piautre1 Re: powrót do źródeł 18.08.10, 17:57
          dzien 7
          Wstaliśmy, zgodnie z planem o 6:30, boć to przed nami Bułgaria. Jeszcze tylko,
          nie obejrzany onegdaj, słynny monastyr Cozia, z oryginalnymi freskami
          bizantyjskimi. Położenie przy samej drodze ściąga nie tyko wiernych lecz i
          turystów. Niewielki kościół otoczony jest ukwieconymi jednopiętrowymi budynkami
          towarzyszącymi. Zrobiono delikatną renowację acz w dyskretny sposób.
          Ale trza ruszać, bo przed nami długa droga. Mimo dobrej jakości szosy, wioski i
          miasteczka spowalniały i dopiero od Pitesti pomknęliśmy autostradą. Przed samą
          granicą nieco poplątaliśmy się, przeoczyliśmy drogowskazy (może ich nie było) i
          wskazówki nawigacji (Garmin zwany pieszczotliwie Gargamelem) i w końcu
          wjechaliśmy na granicę która wyglądała jak stare magazyny socjalistyczne, z
          dojazdami zastawionymi starymi skrzynkami. Pojawiły się jakieś samochody- no to
          my (pod prąd) za nimi. Okazało się jednak że musimy wrócić do tych „magazynów”.
          Jeszcze tylko urocza Rumunka w budce przy bramce skasowała nas ( z niewiadomych
          przyczyn) na 6 euro i ruszamy!.
          Opuszczamy zatem piękną Rumunię i kilka słów podsumowania:
          Po pierwsze to już nie ten kraj rojący się od cyganów, naciągaczy, żebraków i
          złodziei.
          Słynne drogi rumuńskie na których łamało się resory przechodzą do bajek.
          Niewiarygodny strumień pieniędzy unijnych każe oczekiwać, że za 2 lata będą dużo
          lepsze niż w Polsce. Infrastruktura takoż. Pensjonaty i hotele na bardzo
          przyzwoitym poziomie.
          Jedzenie. No cóż- ja jestem wszystkożerny, ale moja „manżelka” cierpiała bardzo,
          głównie na brak dostatecznej ilości warzyw i owoców.
          Z komunikacją- bez problemów, znajomość angielskiego czy francuskiego (nawet u
          celnika z granicy!)- prawie powszechna.
          Widoki- architektura, a przede wszystkim wspaniałe krajobrazy warte są wyrzeczeń.
          Wykonaliśmy odpowiednie telefony, zaopatrzyliśmy się w lewa i w drogę do Sozopola.
          Droga przez Bułgarię innej jakości- widać że kiedyś była lepsza niż w Rumunii- i
          tak już pozostało, tempo modernizacji kraju dużo mniejsze, inne tez widoki. Na
          przedmieściach Varny widzimy drogowskaz na Burgas i, mimo iż Gargamel pokazuje
          inaczej, decydujemy się tędy jechać. Jak przyjezdni spod Radomia, niedoceniamy
          postsocjalistycznego rozumowania, półgodzinny koszmar z omijaniem metrowych
          (maluch by wpadł) dziur, błogosławię duże (17”) koła i AWD. Późnym popołudniem
          dojeżdżamy do naszego ośrodka Santa Marina ulokowanego na skraju Sozopola.
          Zakwaterowanie i krótki rzut oka na okolice. Widok z olbrzymiego tarasu na
          zatokę i zachód słońca jest zasłużoną nagrodą za trudy podróży.
          Prześliczny ośrodek jak mini miasteczko w zieleni, z własną infrastrukturą,
          plażą na którą można zjechać (i wjechać) windą. Trzy baseny, boiska do
          siatkówki, koszykówki, plac zabaw etc. Nas, ponieważ trenujemy tenis stołowy na
          Spójni, najbardziej interesowała gra w pinponga. I tu zaskoczenie- sprzęt będący
          na wyposażeniu ośrodka (naiwnie własnego nie wzięliśmy) nadawał się tylko do
          nauki dzieci. Ale najgorsze były stoły od których piłka się nie odbijała!!! Po
          kilku minutach męki – zrezygnowaliśmy. W ośrodku jest (obowiązkowo) sieć wi-fi,
          co pozwalało na bieżąco śledzić m.in. Mistrzostwa Europy, gdzie to na kilka
          rozdań przez końcem, po koncertowej wręcz grze naszych par, byliśmy jeszcze na
          pierwszym miejscu (jak wiadomo zdobyliśmy „tylko” wicemistrzostwo).
          • piautre1 Re: powrót do źródeł 18.08.10, 17:58
            dzien 8-9
            Pierwsza wizyta w Sozopolu- jest to urocze miasteczko rybackie położone na
            kamiennym półwyspie. Brukowane uliczki, zakamarki i tarasy, tawerny tworzą
            niepowtarzalną atmosferę. Prześliczne stare domy- większość z nich drewniane lub
            obijane drewnem z czerwonymi dachami wpisane do rejestru dziedzictwa
            kulturowego. Stary port, łodzie i kutry rybackie, klifowe urwiska, wysepki
            tworzą piękny krajobraz. Na targu świeże warzywa i owoce, bardzo dobre wino (5
            lewa) i piwo (1 lewa). Dwa dni wypoczynku i poznawania okolicy. Jutro- Istambuł!!
            dzien 10
            Droga do Istambułu- czerwona wg mapy- zaskoczyła nas, niestety in minus. Kręta,
            wyboista, dziura na dziurze, i gdyby nie drogowskazy na Turcję pewnikiem
            zmienilibyśmy trasę. Okazał się ,że zamiast remontować (modernizować) drogę,
            obniżyli jej status ( do żółtej), a czerwoną (wraz z numerem) przenieśli na
            starą żółtą, o czym dowiedzieliśmy się dopiero w drodze powrotnej. Jeszcze tylko
            niezamierzone korowody na granicy (1 godzina) i meldujemy się w Turcji. Drogi
            wspaniałe, zachęcające do szybszej jazdy, ale gdy naiwnie, na autostradzie
            ustawiłem na tempomacie 130, zatrzymała nas policja. Okazało się ze owa
            autostrada jest tylko drogą szybkiego ruchu, bo jeszcze nieodebrana, i można tu
            jechać tylko 99km/h (??!). Sztuka negocjacji pozwoliła wykpić się za 50 Euro (z
            proponowanych 300).
            Przed wyjazdem przezornie wgrałem do Gargamela aktualna mapę Turcji, i bardzo
            dobrze bo bez tego błąkalibyśmy się po Istambule do dziś. Ten godzinny dojazd do
            hotelu to niezapomniane przeżycie, naprzód wyrzuciło nas z głównej drogi (tylko
            dla tramwajów i taksówek), potem uliczka zaczęła się zawężać do szerokości
            objuczonego osła, jechałem po kramach i towarach wystawionych na ulicę, przez
            zakazy wjazdu czy zgoła ruchu. Gargamel podprowadził nas pod sam hotel, a
            urzędujący przed drzwiami portier spojrzał na rejestrację, zdjął pachołek i
            wskazał miejsce do parkowania. Ponieważ zarezerwowałem hotel w starej dzielnicy
            Sultanahmed, w pobliżu wszystkich najważniejszych miejsc, przewidując
            potencjalne problemy napisałem do hotelu Legend z prośbą o rezerwację miejsca
            parkingowego. I bardzo dobrze, bo miejsc było w sumie 2! Dojazd – hardcore-, ale
            lokalizacja i widok z tarasu hotelowego- bajkowy. Błękitny meczet o rzut
            beretem, przepiękny widok na morze Marmara i cieśninę Bosfor!! Ale czas nie
            pyta- nie staje, wyruszamy więc w miasto. Po wyjściu z hotelu naradzamy się (z
            mapą) gdzie iść, aż tu zaczepia nas starszy jegomość pytaniem czy mówimy po
            francusku (?), poczym zarzuca użytecznymi informacjami gdzie co obejrzeć, kiedy,
            za ile itp. Na zakończenie zapytał skąd pochodzimy, bo nie wyczuł (!?) obcego
            akcentu. Szkoda że nie spróbowałem na nim dość dobrze opanowanego akcentu
            arabskiego. Zaczynamy oczywiście od hipodromu z którego pozostał jeno obelisk-
            identyczny jak w Karnaku i na Placu de la Concorde w Paryżu. No ale naprzeciwko:
            najokazalszy- Błękitny Meczet, na wstępie dostajemy pelerynki do osłonięcia
            różnych nagości i worek na buty (po zdjęciu) i bez przeszkód wchodzimy do
            środka. Tłum wiernych i niewiernych przeplata się ze sobą w każdym meczecie,
            widać że religii nie traktują ortodoksyjnie, islam i chrześcijaństwo żyją w
            zgodzie obok siebie. Coś takiego widzieliśmy tylko w Egipcie, gdzie to kościół
            koptyjski był na równych prawach z islamem. Jeszcze wyraźniej widać to w Aya
            Sofia (Święta Zośka), która wszak powstał przed erą islamu- tj w IV wieku, a
            przecie Mohamet urodził się w VI wieku (570r). Język turecki to nie arabski, w
            którym spisany jest Koran, toteż by zostać praktykującym muzułmaninem trzeba się
            arabskiego (w mowie i piśmie!!) nauczyć. Turcję jednak ciągnie bardziej do
            Europy, mimo nikłego procenta powierzchni w Europie, niż do Azji. Zarówno
            Błękitny Meczet jak i Aya Sofia (Hagia Sofia, wg różnej dowolnej pisowni) są
            budowlami zapierającymi swą wielkością dech w piersiach. Najstarsza i
            najbardziej znana na świecie Aya Sofia już (jako jedyna spośród spotykanych
            świątyń) skomercjalizowała się i pobiera opłaty za wstęp.
            Wieczorem wizyta na Wielkim Bazarze. Późno już i stragany zamykają się, ale w
            otwartym jeszcze sklepie za grubą „omegę” z 3 cyferblatami Turek chce 160
            wariatów (lirów, 2:1 do złotówki). Nie korzystamy i wracamy do hotelu
            kontemplować wspaniałe widoki z restauracji na hotelowym tarasie
            dzien 11
            Drugi dzień pobytu w Istambule przeznaczamy na spokojny (nic już nie musimy)
            kilkugodzinny spacer. Po drodze zahaczamy o Grand Bazar, gdzie cena „omegi”
            spadła już do 120 TL, i zwiedzając leżący przy głównej arterii grobowiec Suffi
            Paszy udajemy się na poszukiwanie słynnego meczetu Sulejmana wraz z niemniej
            słynnymi grobowcami. Meczet przechodzi właśnie renowację (nie szkodzi) ale
            grobowce są otwarte dla zwiedzających. Grobowce pięknie malowane, ozdobione, i
            puste (bez tłumu zwiedzających). Marszruta wiedzie w stronę dzielnicy taxim,
            gdzie to mieszkałem podczas pierwszego pobytu w tym mieście. Po drodze chcemy
            obejrzeć Nowy Meczet oraz Targ Egipski czyli spice bazar. Nowy Meczet (z XVI
            wieku, więc stosunkowo młody) jest wspaniały. Olbrzymi, prześlicznie wykończony
            a i atmosfera inna niż w dwóch pierwszych, dopiero jak hałaśliwa wycieczka
            włoska poszła sobie, mogliśmy zrobić zdjęcia i poczuć klimat tego miejsca.
            Odwiedzamy jeszcze rzecz prosta kompleks pałacowy Topkapi, a przed hotelem
            widzimy jak rozkładają (?na sprzedaż?) dywany. Oczywiście, skoro już wyjeżdżamy..
            W drodze do hotelu znajdujemy, ze na Grand Bazar, scena zegarka spadła już do 80
            TL. Po dłuższych targach i ceregielach łaskawca spuścił do 50. Droga do domu tym
            razem niekłopotliwa (już znana) toteż kolację z winkiem jemy już na naszym
            tarasie w Sozopolu.
            • piautre1 Re: powrót do źródeł 18.08.10, 17:59
              Kolejne dni spędzamy na leniwym wylegiwaniu się nad cudownym morzem Czarnym,
              wycieczkach po okolicy, łącznie z Burgas i zakupach w tutejszym Centrum
              Handlowym (carrefour). Wieczorne spacery, no i obróbka tych kilkunastu GB zdjęć.
              Nie ma czasu na nudę. Z wycieczek polecam Nesseber. Starożytna Messambria jest
              pięknym nadmorskim miasteczkiem, większym i bardziej tłocznym niż Sozopol. Co
              rzuca się od razu w oczy to olbrzymia ilość świątyń, niektóre z nich w całkiem
              niezłym stanie. Bazylika- ta najstarsza leżąca tuz nad brzegiem morza pochodzi z
              V wieku, a w niej uwił sobie gniazdko uliczny grajek na banjo. Zdobienia
              (zachowane w większości świątyń) ceramiczne wyglądające jak denka butelek.
              Piękne plaże, stary port zachęcają do odwiedzenia. Dużo małych tawern i
              restauracyjek (np. w formie jaskiń ze stalaktytami), a budownictwo na Starym
              Mieście – bardzo przypominające Sozopol.

              Czas opuszczać Bułgarię, ale w planie mamy jeszcze najwspanialszy w Bułgarii
              Monastyr Rylski. Wyruszamy o 7:00 bo przed nami kawałek drogi. Po drodze mijamy
              pola słoneczników, które pięknie rozwinęły się na nasze pożegnanie i wpadamy na
              autostradę do Sofii. Przed Rilą zbaczamy nieco z drogi by obejrzeć tzw piramidy
              w Stobie- formacje kamienne w kształcie piramid. 2 lewa za wejście. Jazda przez
              góry w strugach deszczu też dodawała uroku przygodzie. Niedaleko anonsowane
              głośno 7 jeziorek rylskich ale głównym celem, dla którego jechaliśmy 500 km jest
              sam monastyr. Założony w XIV wieku był przez lata symbolem oporu przeciwko
              tureckiej okupacji, dziś tłumnie odwiedzany i podziwiany. Przepiękna lokalizacja
              w sercu gór dodaje mu jeszcze uroku. Dwie godziny spędzone tam wydawały się
              chwilką. Ruszamy na poszukiwanie hotelu. Poszukiwanie to właściwe słowo, bo mimo
              uprzedniej rezerwacji w Blagoevgradzie, nie było to łatwe. Gargamel nie miał aż
              tak szczegółowej mapy miejscowości. Po tłumaczeniu symultanicznym (nalewkowy na
              CPN znał drogę ale nie znał języka, a miejscowa turystka znała angielski choć
              nie znała drogi, żandarmi znali pismo rysunkowe, a napotkany przechodzień język
              migowy) docieramy co celu, którego nie możemy znaleźć. Znów dochodzenie wśród
              miejscowej ludności- okazało się ze mały i sympatyczny hotelik (piękny i duży
              pokój, na dole sklep i restauracja ukryty miał szyld wśród zieleni,
              niedostrzegalny z drogi. Jutro przez Sofię, Serbię do Aradu na nocleg
              • piautre1 Re: powrót do źródeł 18.08.10, 18:02


                Po spełnieniu obywatelskiego obowiązku (druga tura wyborów) , zbyt wazna by
                odpuscic bo widmo powrotu..... (aż ciarki przechodzą)...
                kierujemy się na Serbię. Droga przez Belgrad jest dużo szybsza, choć niestety
                trzeba wykupić zielona kartę (100 Euro!). Na granicy z Serbią przypominają się
                czasy PRLu- toaleta jaką ostatnio widziałem na dworcu w Laskowicach w roku 1975.
                Nocleg w małym hoteliku w Aradzie- ciekawostka: nazwa: svenska i o takiej
                rejestracji samochody właściciela i kolegów?!
                Ostatni postój wyznaczyliśmy sobie w Bardejowie- ślicznym słowackim miasteczku.
                Przepiękny rynek (też w dziedzictwie Unesco) z katedrą i ratuszem, okazałe
                baszty. Urok tego miasteczka sprawia ze warto tak zaplanować podróż by tamtędy
                przejechać. Nieopodal Bardejovskie Kupele czyli uzdrowisko z wodami
                uzdrawiającymi i skansenem leżącym nieopodal. Wioska żywcem zachowana z XVIII
                wieku.
                Droga do Polski też z niespodziankami, choć tym razem in plus. Jadąc na
                przejście graniczne widzimy, co potwierdza Gargamel, tabliczkę z napisem Polska.
                Na mapie jest ledwo widoczna czarna nitka drogi. Jedziemy! I bardzo słusznie:
                droga piekna a napotykane po drodze łemkowskie cerkwie tylko to potwierdzają.
                Mija 23 dzień podróży.

                • Gość: lesiomar Re: powrót do źródeł IP: 80.50.17.* 24.11.10, 13:20
                  gratulację, bardzo dobra relacja, masz lekkie pióro; ale dlaczego nie zamieściłeś relacji w całości na jednej z kilku dostępnych stron podrózniczych?? pozdr
    • bulgarskiewakacje Re: powrót do źrdeł 18.08.10, 19:24
      Coś pięknego, czytałem z zapartym tchem, błagadaria, gdybym mógł prosić o
      ewentualne, bardziej szczegółowe dane trasy - to będę zobowiązany, bowiem w
      przyszłym roku planuję zwiedzanie Rumuni w drodze do Bg.
      Mój email bulgarskiewakacje@gazeta.pl
      No i może przez rok poprawią się jeszcze drogi w Rumuni.
      • piautre1 Re: powrót do źrdeł 18.08.10, 20:22
        fotoforum.gazeta.pl/5,2,piautre1,4.html
        link do klku wybranych zdjęć, zrobiłem w sumie klikanaście GB.
        • alaias11 Re: powrót do źródeł 19.08.10, 15:06
          Podziękowania za świetną lekturę -> / zdolności literackie
          na 6 !!! - dawniej 5 ;-) /
          i masę faktów, ujętych w tak wysoką formę literacką.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka