fyrlok
05.02.06, 23:07
Nie było złotego mostu Koniewa na Śląsku
Rozmawiał Józef Krzyk 26-01-2006 , ostatnia aktualizacja 26-01-2006 23:00
Kilka dni po utracie Katowic Albert Speer, minister odpowiedzialny w
niemieckim rządzie za gospodarkę, napisał do Hitlera: "Wojna jest przegrana".
Bez Górnego Śląska nie dało się zapewnić niemieckim zakładom produkującym
uzbrojenie stali, a całemu przemysłowi - węgla - mówi dr hab. Zygmunt
Woźniczka
Józef Krzyk: Do 1989 roku wszystko było proste: źli Niemcy i dobry Związek
Radziecki, który nas wyzwolił. Potem niektórzy mówili tylko o popełnianych
przez sowieckich żołnierzy mordach, a nadejście Armii Czerwonej nazywają
zdobyciem. Gdzie racja?
Zygmunt Woźniczka *: To wcale nie jest takie proste. W odniesieniu do zdarzeń
ze stycznia 1945 roku w Zagłębiu Dąbrowskim i w Katowicach zdecydowanie
bardziej uprawniony jest termin wyzwolenie, bo te tereny były przed II wojną
światową częścią państwa polskiego. Zdecydowana większość mieszkańców
traktowała kilkuletnie rządy niemieckie jak okupację i z nadzieją czekała na
ich koniec. Ale sprawa już wcale nie była tak jednoznaczna w Gliwicach,
Bytomiu czy Zabrzu, które przed 1939 rokiem należały do Niemiec i gdzie
większość mieszkańców identyfikowała się z państwem niemieckim. Opowiadanie,
że się wyzwalało Niemców, jest śmieszne. Owszem, zdarzali się tam
antyfaszyści, były osoby zmęczone przedłużającą się wojną, ale w Gliwicach
ludność cywilna stawiła zbrojny opór wkraczającej Armii Czerwonej. Ludzie
popełniali samobójstwo, żeby nie wpaść w ręce czerwonoarmistów.
Nawet nieliczni mieszkający tam Polacy nie mogli nadejścia Armii Czerwonej
traktować jak wyzwolenia. Rosjanie traktowali wszystkich jednakowo -
mordowali, gwałcili i okradali. Nie ma się co zresztą dziwić ich nienawiści i
wściekłości. Niemcy mordowali ich bliskich, więc teraz brali odwet. Szeregowi
żołnierze, a nawet oficerowie, nie orientowali się w takich zawiłościach,
które dla nas są ważne - że tu przebiegała polsko-niemiecka granica, że była
polska i niemiecka część Śląska i że większa część ludności była dwujęzyczna.
Ba! Nawet ich to nie obchodziło. Paradoksalnie najwięcej wiedzy na ten temat
mieli enkawudziści, ale ci nie mieli żadnego interesu w tym, aby
powstrzymywać swoich żołnierzy przed gwałtami. To wszystko zresztą działo się
jeszcze przed konferencją w Poczdamie, która przyznała Polsce tereny na
wschód od Odry. Zanim to się stało, Śląsk był traktowany jak inne części
Rzeszy.
Są tacy, którzy twierdzą, że takie stawianie sprawy to zrównywanie
odpowiedzialności sprawców wojny - Niemców i ofiar - Związku Radzieckiego...
- Na Śląsku jeden system totalitarny - hitlerowski został zastąpiony drugim -
sowieckim. Nawet urządzone przez ten pierwszy system obozy koncentracyjne i
obozy pracy zostały wykorzystane przez ten drugi. Tak było w przypadku Zgody
w Świętochłowicach. Było też tak, że niektórzy funkcjonariusze partii
nazistowskiej przechodzili na służbę partii komunistycznej. Gwałty i rabunki
popełniane na ludności cywilnej były po II wojnie światowej tematem bardzo
długo przemilczanym. Z drugiej strony, opisując cierpienia cywilnej ludności
na Śląsku w 1945 roku, łatwo można zatracić proporcje ówczesnych zdarzeń.
Żeby uniknąć pułapki, warto pamiętać, że Rosjanie, których dziś się oskarża o
zbrodnie, sami byli ofiarami systemu totalitarnego. Ich nienawiść do wroga
była perfidnie wykorzystywana przez Stalina.
Czy to prawda, że Śląsk dostał się w ręce Armii Czerwonej prawie bez walki?
- W Katowicach były tzw. boje opóźniające. Niemcy bronili węzłów
komunikacyjnych i wycofywali się, gdy już nie było innego wyjścia. Gdy 27
stycznia od strony Siemianowic wkroczyła do Katowic Armia Czerwona, już nie
napotkała oporu. Przez kilkadziesiąt powojennych lat stale obecny w
historiografii był zwrot o "złotym moście" Iwana Koniewa. Ten złoty most,
albo inaczej złote wrota, miał polegać na genialnym posunięciu radzieckiego
marszałka, który, oskrzydlając Śląsk z kilku stron, zmusił wojska niemieckie
do pospiesznego wycofania się. W ten sposób bez większych walk, a więc także
bez zniszczeń, udało się przejąć śląskie huty i kopalnie. Prawdy w tym micie
jest niewiele. W rzeczywistości Niemcy nie pozwolili się ani zniszczyć, ani
okrążyć. Dobrze się bronili mimo olbrzymiej przewagi przeciwnika. Stalin,
który liczył na to, że w ręce Koniewa wpadną dziesiątki tysięcy jeńców,
których można będzie odesłać do pracy na Syberii, wpadł we wściekłość.
Koniew, który nie popisał się już na przyczółku sandomierskim, 5 lutego
musiał tłumaczyć się przed NKWD. I pewnie w tamtej chwili sam wymyślił, albo
ktoś mu podpowiedział, historyjkę o złotych wrotach.
Tymczasem Niemcy po wycofaniu się odtworzyli front, który zamknął Armii
Czerwonej dalszy marsz w stronę południową. Część Górnego Śląska dostała się
w ich ręce dopiero wiosną, Cieszyn - w ostatnich dniach wojny.
Czy wypędzenie Niemców z Górnego Śląska nie przyniosło Stalinowi żadnych
korzyści?
- Zdobycie Górnego Śląska umożliwiło Związkowi Radzieckiemu przyspieszenie
ofensywy na Berlin i zakończenie II wojny światowej. To stwierdzenie powtarza
się od wielu lat i wiele osób traktuje już je z powątpiewaniem, bo mogłoby
się wydawać, że ze strategicznego punktu widzenia niewielki obszar Górnego
Śląska miał niewielkie znaczenie. Jednak na tym niewielkim obszarze
skoncentrowany był przemysł, który dostarczał w tamtym czasie Niemcom ponad
połowę potrzebnego węgla i stali. Nieprzypadkowo w kilka dni po utracie
Katowic Albert Speer, minister odpowiedzialny w niemieckim rządzie za
gospodarkę, skierował do Hitlera raport, który rozpoczął od słów: "Wojna jest
przegrana". Wyjaśnił, że bez Górnego Śląska nie da się zapewnić zakładom
produkującym uzbrojenie stali, a całemu przemysłowi - węgla. Z drugiej strony
w górnośląskich fabrykach i warsztatach natychmiast po wkroczeniu Rosjan
ruszyła praca dla Armii Czerwonej - naprawa i uzupełnienie sprzętu. Dzięki
temu można było skrócić trwający zazwyczaj pół roku okres przerwy między
wielkimi operacjami wojskowymi. Ofensywa na Berlin ruszyła już w połowie
marca 1945 roku.
Czy w ostatnich latach udało się nam dowiedzieć czegoś nowego na temat 1945
roku?
- Tak, m.in. na podstawie wcześniej niedostępnych archiwów niemieckich. Dziś
nie ma żadnych obostrzeń cenzuralnych. Historycy już sporo wiedzą i o tym
piszą. Wielu ludzi wojna nie obchodzi, ale w końcu przebije się to też do
świadomości większej liczby ludzi. Pokutuje jednak postrzeganie historii z
perspektywy warszawskiej. Nie ma się co dziwić, bo to w Warszawie powstaje
większość podręczników. Ale i tak udało się, już wiele osób wie o deportacji
Ślązaków do sowieckich łagrów i o zbrodniach Salomona Morela.
A co zostało jeszcze do zrobienia?
- Nie wiemy jeszcze wszystkiego o tym, jaka była skala powojennych represji.
Ważne jest, żeby polscy historycy pracujący nad dziejami najnowszymi poznali
racje historyków niemieckich. Tak samo ważne jest, żeby historycy niemieccy
poznali nasze racje. Nie tylko historyków, ale zwykłych ludzi, Polaków ze
Śląska i Polaków z Kresów, którzy na Śląsk zostali przerzuceni na podstawie
stalinowskich decyzji o przesunięciu granic. Wciąż nie znamy skali rabunków
sowieckich. Nie wiemy, ile wywieźli urządzeń przemysłowych ani dzieł sztuki.
* Zygmunt Woźniczka jest historykiem z Uniwersytetu Śląskiego, w tym roku
ukaże się jego książka poświęcona zakończeniu II wojny światowej na Śląsku.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35055,3133468.html