lew1961
14.02.06, 08:16
Kiedy byłem małym chłopcem biegałem po łące i wąchałem stokrotki. Budowałem
tamy w strumyku i zachwycałem się zapachem wiosny. Jadłem bułkę (za 50 gr) z
masłem i pomidorem i leżąc nad Bobrem wsłuchiwałem się w warkot latających
dwupłatowców. I byłem bardzo nieszczęśliwy, bo ksiądz na religii przyłożył mi
linijką po łapie, a milicjant wyrzucił wentyli do Bobru za to, że
przejechałem po zamkniętym moście. Jak przyszedłem do domu zbyt późno, czy
skąpany w kałuży, to ojciec złoił mi skórę wiklinową lub drucianą trzepaczką,
bądź też kablem od żelazka tak, że aż syczałem niczym czajnik z gwizdkiem.
Och gdyby wówczas były takie niebieskie linie, to bym wyrodnemu ojcu pokazał
gdzie raki zimują. Ale skąd ciemny chłop mógł wtedy wiedzieć, że przemocą
reformy się nie tworzy?
Jak byłem większy, to chodziłem na czyny społeczne. Zbierałem makulaturę czy
złom, siałem trawę i sadziłem drzewka. Zbierałem też znaczki – najlepsze były
Radzieckie i Wietnamskie. Byłem bardzo dumny z towarzysza Gierka, Rewolucji
Październikowej i jeździłem na saksy (do DDR-u i na Węgry). Wierzyłem w św.
Mikołaja, że kiedyś stworzą szczepionkę na nieśmiertelność i że zamieszkamy
na Marsie.
I nagle obudziłem się z ręką w nocniku. Gierka chcieli powiesić na latarni,
jeden z Hermaszewskich okazał się złodziejem, a Lenina chcą kupić Amerykanie.
Mnie nie stać na wczasy, dzieci moje nie wiedzą, co to kolonie letnie, a na
naszej ulicy Świadkowie Jehowy wybudowali „świątynię”.
Jakże z nostalgią wspominam dzieciństwo, gdy obserwuję jak mafia przenika
dzisiejszą glinę, prokuraturę i sądy. Gdy z mojej krwawicy „umysłowi” tworzą
sobie spółki. Wolny rynek to znaczy korupcja, a miliardy zdefraudowanych
pieniędzy to pryszcz. „Land Rover” zapada się w asfalt, dom mój
systematycznie podlewa powódź. I pomyśleć, że kiedyś skutecznie odstraszył
mnie wyrok za włam po lizaki?
Ech, że też mój stary nie był jakimś KC-ykiem i nie wychował mnie na
porządnego złodzieja?
Grzegorz Niedźwiecki
grzegorz-niedzwiecki.blog.onet.pl/