Dodaj do ulubionych

Pamiętnik emigranta

27.08.07, 14:00
Dzień pierwszy:
Z jedną torbą podróżną, bez złotówki w kieszeni, z suchym prowiantem
i dowodem osobistym wsiadłem do busa kolegi jadącego do Holandii.
Podróż była przyjemna, z przystankami, w ciepłą pogodę, ze
wspomnieniami na byłej granicy w Eisenach. 900 Kilometrów zrobiliśmy
w 10 godzin. Po drodze pełno wiatraków. Nie było wiadomo, kiedy
przekroczyliśmy granicę Niemiecko-Holenderską. Na miejscu deszcz i
pełno małych, dzikich królików biegających po campingu i śmiesznych
rowerów stojących gdzie popadnie.
Dzień drugi:
Pobudka o godzinie 6 rano i po 20 minutach wyjazd do pracy. Okazało
się, że znali tam już Polaków. W czasie II Wojny Światowej zasłużyli
się przy obronie mostu w Arnhem. Tyrka była ciężka i długa, bo 11
godzin, ale za konkretną stawkę. Oczywiście padał deszcz, choć nam
nie przeszkadzał, bo robiliśmy w środku. Na mieście było widać
mnóstwo mieszanych par i egzotyki; murzyn z białą. Arabki w
chustach, Turcy, azjaci to normalka. Dziwne fryzury itp. No i ci
rowerzyści wożący partnerów na bagażnikach w poprzek. W Holandii są
to pojazdy wybitnie uprzywilejowane; mają specjalnie wytyczone
ścieżki, mogą jeździć na pasach i nie daj Boże ich potrącić. Tylko
te kierownice, przypominające czasy Hitlera.
Dzień trzeci:
Słyszę, że wyrzucili Leppera z rządu. Czas najwyższy. Poza tym zero
wiadomości z Polski, jedynie formułę obejrzeliśmy w TiVi. Wieczorem
obowiązkowy wjazd do sauny i solarium. Wcześniej zaliczyłem basen.
Czasem można się było załapać na jakuzi. Przy okazji nie omieszkałem
zapalić trawki, choć generalnie w ogóle nie palę. Tam to legalne.
Żarcie było darmowe, solidne, szefa mieliśmy ok. Trwają
właśnie "Vierdaagse". Przez trzy dni Holendrzy pielgrzymują na
pieszo ponoć 200 km. Nogi im krwawią, ale mus to mus.
Dzień siódmy:
Czuję trochę zmęczenie, zwłaszcza, że spałem na wąskiej pryczy na
górze, ale nie biorę zaliczek, bo ciułam twardo na urlop w
Chorwacji. W Polsce bezrobocie, ale wzrost gospodarczy rośnie;-) Do
królików się już przyzwyczaiłem, Tęsknię za domem, ale rzygać mi się
chce na kraj. Jest luz i zwisa mi, że robię na czarno u Polaka.
Paczka chłopaków była równa; zwłaszcza Mariusz, który świetnie
kucharzył. Jedynie Jan hydraulik zajmował się plotkarstwem. Do moich
obowiązków należało mycie garów. Wcześniej obieranie ziemniaków. Na
campingu leją się totalnie wszyscy wodą lepiej niż na naszym
śmigusie dyngusie. Ponoć też u nich taka tradycja raz w roku.
Dzień czternasty:
Zadzwoniłem do domu, kupiliśmy na tankszteli w Niemczech polską
gazetę i piwo. Nie biorę zaliczek - fantazja szefa. Robota idzie jak
cholera, poznaliśmy kilku innych emigrantów. Mówią, że nie wrócą do
Polski, bo czują się zdradzeni. Opaliłem się już na darmowym
solarium i przytyłem nawet, choć były praktycznie dwa posiłki
dziennie. Nauczyłem się liczyć do dziesięciu po Holendersku, ale
reszty, ani w ząb. Mało, który Holender znał Niemiecki, prędzej
angielski. Lało tam niemal na okrągło, ale jakoś się nie
przeziębiłem.
Dzień trzydziesty:
Robota skończona, mieszkania już wynajęte, wracamy do domu.
Zarobiłem kilka tysięcy i wara skarbówce od moich pieniędzy. Sam
sobie na to zapracowałem i wydam wszystko na solidny urlop. Włączam
telewizor i dostaję rozstroju nerwowego jak widzę, co się dzieje w
naszym parlamencie. Bóg mi świadkiem, że nie pójdę na wybory dopóki
nie nastaną okręgi jednomandatowe lub prawdziwa demokracja. Niech
szlag trafi ten cały cyrk. Poznałem kolejny kraj, uszczęśliwiłem
rodzinę i za jakiś czas jadę znowu zagranicę.
G.N.

Ps.
Miałem wybór, zostać gwiazdą programu "Sprawa dla reportera"
Elżbiety Jaworowicz, którą sprowadziłem przedsiębiorcy agro-
turystycznemu z Jeżowa Sudeckiego, albo jechać do Holandii za
chlebem. Wybrałem to drugie.


---------------------------------------------------------------------
-----------
grzegorz-niedzwiecki.blog.onet.pl/
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka