annubis74
28.09.09, 00:37
Przeczytałam to co napisałaś w wątku "trochę nadziei"
Niestety zgadzam się z Tobą, piszę niestety, bo wolałabym żeby Bóg był taki
jakim przedstawia go kościół, wszechmocny, miłosierny, współczujący. Aby
wysłuchiwał naszych modlitw. Pamiętam tę opowieść o wierze, która przenosi
góry... czytając te wszystkie wątki o bogu myślę sobie że w modlitwach
wszystkich osieroconych była taka wiara która powinna dźwignąć wszystkie góry
świata, a jednak nic to nie dało...
Skoro śmierć jest tak wspaniałym doświadczeniem jak historie opisane w wątku
"trochę nadziei" to dlaczego się jej boimy, chcemy się przed nią ochronić,
dlaczego rozpaczamy kiedy odchodzą nasi bliscy??? Dlaczego nasze życie
kompletnie się rozsypuje... Dlaczego czujemy się tak potwornie i
niesprawiedliwie ukarani???
Nie chcę wpisywać się w wątku "trochę nadziei". Mnie on nie daje nadziei... ja
nie chcę widywać żadnych świętych, chciałabym tylko jeszcze choć raz zobaczyć
moja Mamę... Nie chcę jednak polemizować z tymi wszystkimi którzy widzą w tym
sens... jakikolwiek sens.. albo choć trochę nadziei