hania_2006
17.02.07, 13:23
Jak pewnie większość z obecnych tu osób o żałobie i jej fazach wiem dużo.
Zaczęłam czytać o niej dwa dni po śmierci męża, chciałam wiedzieć, co się ze
mną dzieje i będzie działo. Mój mąż był pierwszą z najbliższych mi osób,
która umarła. Moi rodzice żyją, bardzo dawno temu umarł mój ukochany dziadek
ale on nie mieszkał z nami. Widywałam go w wakacje. Pamiętam, że było mi
smutno ale to nie było to, co się ze mną dzieje teraz. Swoich babci właściwie
nie znałam. Jednym słowem jeszcze niecałe trzy miesiące temu nawet sobie tego
nie wyobrażałam. Przed śmiercią męża żyłam w normalnym dla mnie świecie -
nasze wspólne rozmowy, wycieczki, nasza ukochana córka, rodzina, praca,
zakupy, gotowanie, sprzątanie, spotkania ze znajomymi itp. Teraz tego
wszystkiego nie ma! Może poza pracą, chociaż nie potrafię się na niej skupić
i nie odczuwam w związku z nią takich emocji jak kiedyś. Moja córka nie
mieszka w Polsce, rozmawiam z nią dużo ale i tak zostaje do zagospodarowania
zwykły dzień i dni wolne. No i spotkania ze znajomymi, mają raczej charakter
żałobny, zawsze wcześniej czy później uda mi się zejść na interesujące mnie
tematy. Mój obecny świat to dom pogrzebowy, kaplica, kościoły, cmentarz i
czytanie o żałobie, stracie, osieroceniu. Irytują mnie ludzie, którzy
wyobrażają sobie, że powinnam się interesować zwykłymi codziennymi sprawami i
mi o nich opowiadają. Bardzo się męczę, nie wiem jak sobie pomóc. Myślę o
powrocie do starych zainteresowań, ale bez przekonania. Napiszcie, jak sobie
radzicie. Byłabym wdzięczna też za opinię psychologa - co mamy robić aby
pomóc sobie i naszym najbliższym? Hanka