moja ukochana Mama

03.08.07, 17:08

Odeszła, 20 lipca , godz 12:10,
dla mnie zatrzymał sie czas
Tak bardzo chciała życ, tak bardzo!!!!!!!!
miała tyle planów, marzeń
tak dzielnie walczyła......
tak bardzo ją kocham
Mamo!!!!!!!!!!!!!!!!!!

jak wszystkich chyba dręczą mnie pytania
- czy wiedziała że umiera
- czy wiedziała że to akurat ten moment
- czy wiedziała że bylismy w tych ostatnich jej chwilach
- czy była zła że nie umiemy jej pomóc, uratowac jej jakos
- czy miała by szanse życ gdyby zdiagnozowano szybciej jej chorobe
- czy wczesniejsza operacja dałaby jej szanse na życie, nie wyleczenie ale
jeszcze chocby kilku miesięczne życie
- i dlaczego tak szybko

próbowałam pytac o to jej lekarza ale chyba nie chciał odpowiadac albo nie
wiedział co odpowiedziec....

po smierci płakałam tylko dwa razy...raz gdy umierała i drugi w dzien pogrzebu
gdy w kaplicy otworzyli trumnę i ją zobaczyłam
no i teraz gdy czytałam to forum
nie wiem czy wczesniej działały tak na mnie tabletki uspokajające które
zaczełam brac 5 dni przed jej smiercią które dała mi pielęgniarka mówiąc ze
już niedługo umrze.....dlaczego ja nie płacze....czy to jest szok czy jstem
jakas inna, mam z tego powodu wyrzuty sumienia
wczesniej płakałam prawie codziennie gdy lekarz powiedział ze ma 30% szans na
przeżycie moze te 30% to były te trzy miesiące które spędziła w szpitalu i
gdzie umarła

    • malaa9 Re: moja ukochana Mama 03.08.07, 17:10
      czy mozna liczyc na tym forum na pomoc specjalisty??????
      chciałabym porozmawiac z psychologiem
    • sonja12 Re: moja ukochana Mama 03.08.07, 22:14
      Cześć, moja mama zmarla 20 stycznia , mineło juz pól roku, a mnie sie
      wydaje ,że to bylo wczoraj.Tez zadawałam takie pytania co ty, ale do dzisiaj
      nie znam odpowiedzi na nie.Pytasz dlaczego nie płaczesz, jak ktoś napisał na
      forum ,że smak prawdziwej żałoby przychodzi dopiero po 2 miesiacach i z
      własnego doświadczenia moge powiedzieć, że to prawda.Ja jak tylko dowiedziałam
      sie o chorobie mamy , 11 sierpnia ub.roku to byl szok , nieprzespane,
      przepłakane noce, i pytanie skąd to sie wzięło????? Nikt w rodzinie nie
      chorował,nikt tego nie zrozumie kto tego nie przezyje.Nie było dnia ,żebym nie
      płakała,jadąc do mamy do szpitala, w domu , a mama tak chciala zyć, tyle miała
      planów, ten pieprzony rak zniszczył mame w ciągu 4 miesięcy, chociaz do końca
      wierzyła,że będzie dobrze.A ja mamę oszukałam, nie powiedzialam o przerzutach,
      tylko mówiłam mama wyjdziesz z tego.W internecie wyczytałam,że żyje się dwa
      lata ,a tu tylko 4 miesiace, w życiu bym nie pomyślała.
      Nie miej wyrzutów sumienia ,że nie płaczesz,to przyjdzie samo, płacz trochę
      pomaga, rozmowa z mamą , ja chodzę 2 razy dziennie na cmentarz, po prostu
      czuję,ze muszę tam iść, wyżalic się mamie, ale wiem ,że już NIC nie będzie tak
      jak wcześniej,tak mi JEJ brakuje strasznie, tesknię , a jestem tylko ciekawa,
      czy ona mnie widzi , ale juz sama nie wiem co o tym mysleć, czy tam cos jest
      czy nie.Tez zadaję pytanie dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe,
      DLACZEGO ,moja mamusia musiała odejść,tego nie oddadzą zadne słowa co
      przezywamy, żadne!!!!Pozdrawiam cię serdecznie ewa
      • ginger_marta Re: moja ukochana Mama 03.08.07, 23:11
        wiem co czujesz...niestety 26 czerwca odeszła moja Mama nie było mnie obok niej
        widziałam ja tylko kilka dni wcześniej miałam anginę nie chciałam jej zarazić bo
        była bardzo osłabiona...znam ból gdy widzimy najbliższą osobę na pożegnaniu to
        był najtrudniejszy moment dopiero wtedy dotarło do mnie co się stało na
        pogrzebie było już inaczej... Mama chciała zostać skremowana nie docierało do
        mnie, że to Ona...dopiero jak idę na cmentarz jak siadam na jej grobie tak jak
        na szpitalnym łóżku, gdy widze jej imie i nazwisko wtedy łzy same napływają do
        oczu z tym nie da się walczyć...
        Życzę mnóstwo siły i mocno przytulam
    • malaa9 Re: moja ukochana Mama 04.08.07, 13:42
      to był piątek.....jak codziennie jechalismy z tatą do niej na godz 12 do szpitala
      zawsze na nas czekała przez te trzy miesiące....upał był okropny....a jej pokój
      był po slonecnej stronie.....mama lubiła miec chłono....tata całe rano szukał
      dla niej wentylatora...kupił go dla niej żeby jej ulżyc w tej duchocie..... brat
      był u niej juz wczesniej.....my przyjechalismy chwilke przed 12 ....mama była
      juz półprzytomna....nawet nie wiem czy zdążylismy...o 12:10 lekarz napisał ze zmarła
      moze czekała na nas....to był moment...oczy miała tak szeroko otwarte....gdy
      podeszłam żeby się z nią przywitac i ucałowac ją złapałam ją za ręke...była taka
      zimna....a zawsze była taka ciepła....
      • malaa9 Re: moja ukochana Mama 04.08.07, 13:45
        cieszę się że znalazłam to forum
        bo tak naprawdę to nie mam z kim o tym porozmawiac
        znajomi unikają tego tematu....a ja chyba zresztą też....bo boję sie że przy
        nich się rozpłacze....ale potrzebuje tej rozmowy....tutaj mogę płakac i pisac co
        czuje bez żadnego zachamowania
        dziękuję za wsparcie
        • haritka dziekuja że jesteście 04.08.07, 15:10
          Moja mama w niedzielna noc dostała udaru krwotocznego,od początku lekarze mówili
          stan krytyczny ale ja wierzyłam ze mama wyjdzie z tego( zawsze była silna i
          bardzo kochała życie). Choć była nieprzytomna to wyglądała tak ładnie sama
          oddychała, była cieplutka. Niestety zmarła w czwartek 2.08.2007 około godziny 11
          tej rano. Byłam na nią zła że się poddała i mnie zostawiła bo jeszcze miała tyle
          fajnych chwil przed sobą, była całkiem zdrowa.

          Jedna chwila,w niedziele o 18-tej przysłała mi jeszcze @maila, że do naszego
          malutkiego oczka wodnego w ogrodzie przyszła żaba i bym szybko przyjechała
          zrobić jej zdjęcie.
          A o 23-ej jechaliśmy do szpitala z którego już nie wróciła.

          Tak jak malaa9 zadaję sobie setki pytań czy wszystko zrobiłam, czy wszystko
          teraz jest dobrze co się z mamą dzieje. Miałyśmy tyle bliskich codziennych
          planów, no wiecie takich banalnych. Codziennie rozmawiam z mama i mam napady
          płaczu, szczególnie gdy patrze na jej osobiste drobiazgi.Przede mną spakowanie
          jej rzeczy, chyba wtedy nie dam rady a nie chce by robił to ktoś obcy.
          Przy tacie i bracie nie płacze bo oni są słabsi ode mnie i muszę być twarda.

          ALE JA CHOLERNIE TĘSKNIĘ i myślę jak to będzie BOJĘ SIĘ

          dziś rano mama mi się śniła:

          Ubrana w sportowe ubranie siedziała w jakieś oszklonej nowoczesnej poczekalni
          samiuteńka na brzegu ławki i uśmiechała sie do mnie tak mocno a ja byłam po
          drugiej stronie szyby .

          tak wiersz Pam Brown umieszczę na nagrobku bo to cała moja mama

          Jeśli warto było coś zobaczyć, usłyszeć,powąchać,dotknąć lub spróbować. Ty mnie
          tam zabierałaś
          - bez względu na błoto, śnieg, deszcz czy brak gotówki. Dziękuje ci za życie
          wypełnione wspomnieniami, które pomagają mi przetrwać te chwile bez ciebie.


          Dziekuje ze piszecie bo to mi pomaga choc rycze jak....

          ania
    • m-i-l-v-a Re: moja ukochana Mama 04.08.07, 20:26
      Bardzo Wam wszystkim współczuje. Ja musiałam "pogodzić sie" ze śmiercią
      obydwojga rodziców w ciągu jednego roku. Każde z tych rozstań było traumatycznym
      przeżyciem. Po śmierci taty, a nawet już wcześniej, kiedy dowiedziałam sie, ze
      jego stan jest beznadziejny ciągle płakałam. Informacja dotarła do mnie, gdy
      byłam bardzo daleko od domu. Przerażała mnie myśl, ze mogłabym nie zdażyc sie
      pożegnać. Zdążyłam. Tato leżał w szpitalu. Lekarze mówili wprost, ze stan jest
      beznadziejny, ale będą robić wszystko co w ich mocy. Słyszałam tylko to drugie,
      uczepiłam sie tej informacji i o tym tylko myślałam i mówiłam: "będą robić
      wszystko, co w ich mocy, na pewno im sie uda... Nie udało sie. Tato umarł w
      szpitalu (dwie godziny wcześniej wyszłam ze szpitala- nie byłam przy nim w tym
      najtrudniejszym momencie). Wiadomość o jego śmierci wywołała cała fale łez.
      Jeszcze nie otrząsnęłam sie z jednej żałoby, musiałam zaakceptować fakt, ze
      teraz mama....
      Lekarz powiedział wprost, ze ona umiera. Poinformował mnie, ze to potrwa
      najwyżej tydzień. Stwierdził tez, ze najlepiej byłoby, gdyby mama umierała w
      domu, w otoczeniu bliskich. Byłam zrozpaczona. Informacja zwaliła mnie z nóg,
      ale mama nie mogła o niczym wiedzieć, wiec nałożyłam sobie maskę, która została
      mi jeszcze na długo po jej śmierci.
      Byłam przy mamie do końca. Chroniłam przed ludźmi, którzy mogliby zdradzić, ze
      wiedzą jak jest źle. Stałam sie pielęgniarką, chociaż nie mam nic wspólnego z
      tym zawodem (tego nie wybaczę polskiej służbie zdrowia). Kiedy przypominam sobie
      minę mamy, kiedy źle dokręciłam welflon i krew zaczęła przeciekać przez bandaż ,
      jeszcze teraz robi mi sie niedobrze. A tak chciała iść do szpitala, mieć
      świadomość, ze jeszcze o nią walczą. Musiała sie zadowolić moimi kłamstwami.
      Wezwałam do domu lekarza onkologa tylko po to, żeby powiedział, ze w szpitalach
      strajki, ze jest leczona w domu. Dowiedziałam sie tez jak będzie wyglądało to
      przejście do drugiego życia. Byłam pewna, ze nie dam sobie rady. Ale dałam. Do
      konca próbowałam zartować, ona zreszta tak samo (teraz wiem, ze robiła to dla
      mnie). Gdy umierała (byłam wtedy z siostra)., przytulałam ja i mowiłam jej, ze
      jest bardzo piekna, kochana, ze wszystko będzie dobrze (żadnej paniki- nie wiem
      skad wzięlam na siły). Chociaz ona z pewnoscia juz tego nie słyszała.
      Potem chyba przez tydzień sniło mi sie to , co przezywałam na codzien. Nocne
      czuwanie, sen, gwałtowne przebudzenie i nasłuchiwanie czy mama oddycha. Cisza i
      niesamowsty strach, co zastane, gdy podejde do łozka mamy...
      A płacz, taki bez oporów, to nastąpiło dopiero miesiac po pogrzebie. Dostałam
      ciepły list od przyjaciół z bardzo daleka. Takie głaskanie na odległosc... i wtedy.
      Za kazdym razem najbardziej bałam sie tego, ze bedzie to świadome umieranie
      połaczone z niewyobrazalnym lękiem. Nie zauwazyłam tego lęku...
      Trzymajcie sie.
      • aneri59 Re: moja ukochana Mama 04.08.07, 20:42
        m-i-l-v-a Moja ukochana Mama zmarła 3 lata temu byłam przy niej do końca.
        Piszesz, że "Chociaz ona z pewnością juz tego nie słyszała."
        Otóż z tego o czym sama się przekonałam i jak reagowała Mama oraz to co mówiła mi pielęgniarka to słuch umiera ostatni, więc napewno twoja Mama cię słyszała.
        Dobrze, że mówiłaś do niej, że byłaś spokojna i zapewniłaś jej spokojne przejście na drugą stronę. Ja również bardzo się obawiałam momentu przejścia,
        starałam się być spokojna nie panikować, prrzytulałam Mamę do siebie, cały lęk gdzieś zniknął, a po odejściu Mamy nastąpiła jakaś ulga, że Mama nie musi już więcej cierpieć.
        Pozdrawiam
        • m-i-l-v-a Re: moja ukochana Mama 06.08.07, 15:22
          Dzięki Aneri, z dwóch powodów. Niby nie powinno to mieć żadnego znaczenia, czy
          słyszała, bo już JEJ nie ma (tu jej nie ma), ale ma ogromne.
          Myślę, że u mojej Mamy taki był właśnie początek tego przejścia " z życia do
          życia"- spokojny, pełen ufności. Miałam wrażenie, że w ostatnim dniu była już
          bardziej TAM i wcale nie była przerażona. Czułam, że widzi już tę drugą stronę
          z niecierpliwością chce sie tam znaleźć. Teraz z perspektywy półtora miesiąca
          jestem wdzięczna losowi, ze pozwolił mi bez leku doprowadzić Ją do tej granicy,
          przez którą musiała już przejść sama.Jestem wdzięczna Bogu (i nie tylko), że dał
          mi siły.
          ... i jeszcze Ci dziękuje za zdanie: "...nastąpiła jakaś ulga, że Mama nie musi
          już cierpieć". Ja też odczułam taką ulgę. Miałam poczucie winy, że tak myślałam,
          ale gdy patrzyłam na jej cierpienie, a w uszach wciąż dźwięczały mi słowa
          lekarza wypowiadającego ten ostateczny wyrok, wiedziałam, że to dla Niej
          najlepsze, chociaż wcale się z tym nie godziłam...... i chociaż stało się już, w
          dalszym ciągu się nie godzę. NIE!
      • esthti Re: moja ukochana Mama 04.08.07, 22:02
        moja mama, moja kochana mama. Mysle o niej kazdego dnia chociaz juz jej ze mna
        nie ma od 392 dni.wierze ze mnie slyszy jak do niej mowie, ze mi nadal pomaga
        i czuwa. bardzo ja kocham i nigdy sie nie pogodze ze jej nie ma juz.
        • m-i-l-v-a Re: moja ukochana Mama 06.08.07, 15:29
          Ja też myślę, że patrzą na nas z innej perspektywy. Nie wiem czy cieszą się z
          naszych radości, przeżywają nasze potknięcia i smutki. Mam nadzieję, że nie, bo
          mam inne wyobrażenie Raju: "miejsce nieograniczonego szczęścia, niezmąconego
          niczym spokoju, beztroski". Mimo tego za każdym razem, gdy mi się w życiu
          przytrafi coś miłego lub coś całkiem odwrotnego, myślę sobie: Co by na to
          powiedzieli, widzę ich zadowolone lub zatroskane miny.... Mam jakieś wewnętrzne
          przekonanie, że jest im dobrze....no i pewność, że kiedyś się z nimi spotkam.
          • malaa9 Re: moja ukochana Mama 12.11.07, 13:16
            TO JUZ 115 DZIEN JAK JEJ NIE MA....a ja nadal nie moge sie z tym pogodzic.....i
            zrozumiec.....ciągle płacze gdzies pocichu,tak aby nikt nie widział,,,ale moze
            chce zeby zobaczył
            • gaja2856 Re: moja ukochana Mama 14.11.07, 20:52
              Dzis mija drugi miesiąc odkąd zostałam sama...
              To co napisałaś m-i-l-v-o ścisneło mnie za serce i przypomniała
              wszystko przez co przechodziłam razem z mamą
              Tak naprawde moja mama zaczeł umierać na trzy dni przed świętami
              Wieliejnocy kiedy to po wypadku w domu pogotowie zabrało ją do
              szpitala i skąd już nigdy nie wyszła o własnych siłach
              (patologiczzne złamania lewej ręki obydwu nóg pęknięty kręgosłup)
              Przed mamą lekarze grali swoje role mnie nie oszczędzali mówiąc że
              leczą ją tylko dla mojej wygody żeby była łatwiejsza w pielęgnacji
              Potem szpital rehabilitacyjny potwierdzający moja bajeczke do której
              chciałam ja przekonać że lekarze walczą o nia że jest szansa
              Potem dom, najlepsi rehabilitancji, Boże jaka ona była szczęśliwa
              jak rehabilitancji mówili że jeszcze razem z nia pójdą na spacer że
              będzie chodzić
              A potem był wyrok....
              Lekarka okazała raz w zyciu trochę człowieczeństwa a może strachu
              kiedy powiedziała sanitariuszom żeby zabrali nosze z mama by w cztry
              oczy mi powiedziec że ona umiera, że nie ma szans, że mózg jest
              zaatakowany (tylko dlatego jej tego nie powiedziała że zagroziłam że
              jeśli to zrobi pozwe ją za złamanie trzynastego punktu kodeksu
              lekarskiego)
              Z każdym dniem było gorzej mama była świadoma ale nie mogła sie
              swobodnie wypowiadać (przez ucisk mózgu)
              Mimo to cały czas wirzyłyśmy, mówiła nie płakaj wszystko będzie
              dobrze
              W moje urodziny na kilka dni przed śmiercią życzyła mi bym nigdy nie
              płakała by spełniły sie wszystkie moje marzenia (a ja marzyłam tylko
              o jednym, aby wydarzył się cud)
              Zmarła kilka dni później w domu przy mnie byłyśmy same (lekarz
              wyszedł pół godziny wcześniej Po jej śmierci do domu wpadło
              pogotowie które zaczeło od razu z grubej rury mówić o tym że ciało
              nie może byc w domu itp... (a ona mogła to wszystko jeszcze słyszeć )
              Mam żal do siebie że odeszłam od jej łóżka kiedy chciała trzymać
              mnie za rękę (bałam się, chciałam dzwonić po pogotowie)
              Mam żal że ojciec umarł 3 lata wcześniej że zostawił nas same i że
              sama musiałam przez to przechodzić
              Mam żal do lekarzy którzy zabrali mi rodziców
              Jedyną istotą która sie zmiłowała był Bóg który nie pozwolił by mama
              dłużej cierpiała który zabrał ja do siebie do rodziny
              Może to głupie ale ja tez czekam na to aż mnie do siebie zabierze
              przecierz tam mam całą rodzinę
              • m-i-l-v-a Re: moja ukochana Mama 02.01.08, 22:42
                Przepraszam, ze na tak długo zostawiłam bez odpowiedzi Twoją wypowiedz. Nie
                zaglądałam tu od dawna, bo pochłonęły mnie inne, niestety również smutne
                wypadki. Byłam tu w święta, zaglądałam w Sylwestra,a więc wtedy kiedy
                szczególnie trudno znosić samotność, ale było to tylko nieme utożsamianie się z
                tymi co cierpią. Jakoś nie miałam ochoty, a może siły, aby cokolwiek napisać. A
                może po prostu nie chciałam sie rozkleić. Wtedy jednak obiecałam sobie, ze muszę
                odpowiedzieć na Twój bardzo smutny post. Bardzo dobrze Cię rozumiem, bo
                rzeczywiście moje przeżycia były podobne. Chyba już nigdy nie przekonam się do
                polskiej służby zdrowia, do bezdusznego traktowania umierających.... i tu
                przepraszam za sarkazm....bo czymże jest jeszcze jedna śmierć w porównaniu z
                wagą walki o lepsze zarobki (wszak na każdej wojnie muszą być ofiary). Od tej
                śmierci minęło już pól roku, a ja mam poczucie winy, że nie potrafiłam wywalczyć
                dla swojej mamy prawa do godnego umierania.... i wciąż nie mogę pogodzić się z
                faktem, ze o coś takiego trzeba w moim kraju walczyć, błagać, żebrać....
                Dokładnie tak samo było, gdy rok wcześniej umierał mój tato.
                Smutne jest to, co piszesz na temat Twoich oczekiwań. Myślę, ze to nie my
                decydujemy o momencie tego przejścia i mam nadzieję, ze zdobyłaś jakąś
                wewnętrzną siłę, żeby żyć.
                Zaczął się Nowy Rok, jest więc okazja do składania życzeń. Ja chciałabym je
                złożyć Tobie. Podobnie, jak życzyła Ci w dniu urodzin Twoja mama, życzę Ci abyś
                nigdy więcej nie miała powodów do płaczu, znalazła motywację.
                Z doświadczenia wiem, ze pocieszanie w stylu: "Bog daje nam tyle, ile jesteśmy w
                stanie znieść", w sytuacji, gdy od nadmiaru TEGO DAWANIA padamy na twarz to
                marne pocieszenie- dlatego ode mnie dla CIEBIE nic w tym stylu.
                Zyczę Ci po prostu szczęścia.
            • m-i-l-v-a Re: moja ukochana Mama 02.01.08, 23:43
              malaa9 napisała:

              > TO JUZ 115 DZIEN JAK JEJ NIE MA....a ja nadal nie moge sie z tym pogodzic.....i
              > zrozumiec.....ciągle płacze gdzies pocichu,tak aby nikt nie widział,,,ale moze
              > chce zeby zobaczył

              Utrata bliskich, to coś czego nigdy nie da się zrozumieć, jakoś racjonalnie
              wytłumaczyć. Bardzo boli brak ich fizycznej i psychicznej bliskości. Tęskni się
              niewyobrażalnie, szczególnie gdy źle, a źle często, również z powodu tej straty.
              Myślę malaa, że może dojrzałaś do tego, zeby się komuś wypłakać (tu oczywiście
              mozesz zawsze, ale chodzi mi o kogoś realnego). Ludzie nie są bezduszni, ale
              czasem nie wiedzą jak się zachować w przypadku żałoby, najczęściej nie poruszają
              tego tematu, żeby nie przywołać fali bólu, ale gdy tylko dasz sygnał..... są
              gotowi i pewnie chętnie podstawia swoj mankiet. Zyczę Ci szczescia
    • strus.s Re: moja ukochana Mama 16.11.07, 08:48
      Nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia z powodu tego że nie płaczesz
      lub płaczesz "za mało" po stracie bliskiej osoby. Każdy człowiek
      jest inny i inaczej reaguje w takich sytuacjach. To zależy też od
      tego jakie wcześniej miało się przeżycia no i oczywiście kogo się
      traci.
      Wiem o tym po sobie bo straciłem kolejno ojca, siostrę, żonę i matkę
      (no i w pewnym sensie córkę z powodu zaburzeń psychicznych).
      Po ojcu nie płakałem wcale. Dopiero po siostrze. Ale największym
      dramatem była strata żony.
      I też zadawałem sobie wiele pytań, które pozostawały bez
      odpowiedzi...
      Chcąc "wykrzyczeć, wyrzucić" z siebie swój ogromny ból pisałem dla
      niej wiersze. Gdybyś chciała wiedzieć co wtedy przeżywałem to wejdź
      na moją prywatną stronę: grapp.jaworzno.pl/wier.htm
      Pozdrawiam Cię serdecznie
Pełna wersja