verdana
05.12.10, 22:51
Od lat w okolicach świąt pojawiają się te same wątki - o Mikolaju, czyli - czy należy uswiadamiać dzieci jak jest naprawdę, czy nie.
I co roku zastanawiam się, czy mam rację - bo wydaje mi się, ze zaczynam być osobistym wrogiem tego pana. Póki rodzice mowią malutkiemu dziecku, ze prezenty przynosi Mikolaj, nie mam nic przeciw temu, choc uwazam, ze lepiej nie. Ale gdy 7-8-9 latek zaczyna mieć wątpliwosci, zauwaza, ze cos się nie zgadza, widzi sklepowe opakowania, czy też ktos cos mu powiedział, a rodzice ida w zaparte i tłumaczą, ze się myli, ze to Mikolaj - w tym momencie budzi się we mnie dzikie, antymikołajowe (a może antyrodzicielskie) zwierzę.
Bo bajeczka dla małych dzieci - to jedna sprawa. A zaprzeczanie faktom, zwykłe kłamstwa, podwazanie inteligencji dziecka, ktore czegos się domysla - to już nie jest "podtrzymywanie krainy dzieciństwa' , tylko oszustwo. I mam niemiłe wrażenie, ze nie po to, aby dziecko się dobrze bawiło - pewnie bawiłoby się lepiej, gdyby potwierdzić, zę z jego inteligencją jest wszystko OK:), ale po to, by rodzice mogli dłużej bawić się "slodką naiwnoscia" dziecka, mieć wrażenie, ze są wszechmocni i mogą dziecku wmówić co tylko chcą.
Czyli - nie lubię Mikolaja:)