malwinaskrok
25.01.11, 18:10
Mam problem z 9 letnim synem. Od zawsze był bardzo związany ze mną, taki prawdziwy "maminsynek" i tak jest do dziś. Nie lubi nawiązywać nowych kontaktów, wszytko co nowe go stresuje, nie lubi szkolnych bali, hucznych urodzin, spędów rodzinnych. W gronie dobrze znanych mu osób, rodziny potrafi roznieść chałupę. Nowe sytuacje i obce osoby zmieniają go całkowicie, tak jakby miał dwie osobowości. Myślałam, że będzie z tego wyrastał, proponuję zajęcia grupowe, jakiś sport, basen - bez rezultatu. Rękoma i nogami broni się przed jakimikowliek spotkaniami w grupie. W szkole na szczęście nie jest źle, chodzi bez problemu, nawet czasem rozrabia ale tylko z "najbliższymi" kolegami. Bal karnawałowy skończył się po 40 min. telefonem koleżanki do mnie, że syn źle się czuje. Po rozmowie z nim dowiedziałam się, że było za dużo dzieci i za głośno. Nie chcę popełnić błędu, ale nie mam pojęcia jak postępować. Próbować na siłę zmieniać, czy dać mu wolną rękę i zoastawić jak jest. Męczy mnie też jego wręcz lęk separacyjny, nie lubi zostawać na noc u babci, wszędzie stara się być ze mną. Jest moim jedynym i długo wyczekiwanym dzieckiem i pewnie jestem nadopiekuńcza, ale czy to moja wina? Czy to taki typ a nieodcięta pępowina to druga sprawa, czy mam to łączyć ze sobą? Jak mu pomóc, czy pomoc jest mu potrzebna? Czy wszelkie wprowadzanie zmian nie spowoduje, że będzie nieszczęśliwy? Prosze o rady, dziękuję.