bieda

02.02.11, 14:00
Ostatnio ukazała się książka o biedzie, w jaki sposób tłumaczycie dzieciom, że inni mają mało, malutko, a czasem brakuje na podstawowe potrzeby? Moja 4,5 latka na razie problemu nie dostrzega, pieniądze są dla niej abstrakcją (jak brakuje, wystarczy iść do bankomatu, lub zajrzeć do skarbonki). Zwracam jej uwagę na to, że nie można marnować jedzenia (tzn. bawić się w sposób, który powoduje konieczność wyrzucenia), zabawki, którymi się nie bawi oddajemy innym dzieciom (niekoniecznie biedniejszym), jednym słowem to, co komuś (albo nam) może się przydać wykorzystujemy. To zresztą wiąże się też z ekologią i poszanowaniem miejsca, w którym mieszkamy.
Na razie Mała chodzi do prywatnego przedszkola, nie ma w nim dzieci z bardzo bogatych rodzin, ani bardzo biednych. Zwykle są to dzieciaki, które nie dostały się do państwowego przedszkola (jest tylko jedno, na wielkim nowym osiedlu) lub dzieciaki zapracowanych rodziców, którzy mają w okolicy dziadków i dzięki temu mogą wcześniej wyjść do domu.
Za rok szkoła (raczej publiczna).
Oczywiście tłumaczę wiele przy okazji czytania baśni, ale w tych tradycyjnych problem jest wykrzywiony: biedny chłopek-roztropek zostaje królewiczem, biedna sierotka trafia na bogatego księcia. Jednym słowem przypadek, łut szczęścia, los...
Droga Pani Ekspert proszę o kilka słów, oczywiście ciekawa jestem też opinii forumowiczek.
    • verdana Re: bieda 02.02.11, 14:36
      W bajkach jest bieda.
      Myslę, ze to trochę za wczesnie na zrozumienie złozonej problematyki spolecznej. Dla 4,5 latka świat jest taki, jaki widzi wokół siebie. Moja córka doznała absolutnego szoku, gdy w pierwszej klasie poszła do kolezanki - a u kolezanki był w domu idealny porzadek i ani jednej ksiązki. Córka naprawdę sadziła, ze ludzie mają w domu bałagan i ksiżąki - tak jak wszyscy w rodzinie.
      Dla syna takim szokiem był kolega, który przyszedł na obiad i nie rozpoznał prostej potrawy - nie był biedny, ale jego rodzice prowadzili restaurację, 8-latek był cay dzień sam i nie jadał obiadów.
      Dla 4,5 latak pieniądze maja prawo być abstrakcją, bo ich nie używa.
    • joshima Re: bieda 02.02.11, 18:54
      A tak właściwie to po co jej chcesz to tłumaczyć? Pytam bo sądzę, że cel jaki się chce osiągnąć sugeruje środki :)
      • bazia8 Re: bieda 02.02.11, 19:26
        ekhm
        tak, jak napisałam na razie pieniądze, konieczność ich zarabiania, oszczędzania jest dla Młodej kompletną abstrakcją, ale wpływy zewnętrzne (koleżanki, reklamy w prasie, tv, wspólne zakupy) sprawiają, że problem nabrzmiewa. Próbuje zwracać uwagę, że środki są ograniczone, nie można mieć wszystkiego. Niedawno pytała mnie o akcję Pajacyk (PAH), dlaczego właściwie zbiera się pieniądze dla dzieci, czemu rodzice nie mogą im dać jedzenia etc. Chciałabym zwrócić jej uwagę na to, że są dzieci porzucone, głodne, zaniedbane. Może właściwie nie chodzi o samą biedę, problem jest głębszy. Nie chodzi o to, by była wdzięczna za kupowanie zabawek, co to to nie; ani żeby czuła się winna, że jest syta, a nam nie brakuje na podstawowe potrzeby.
        • verdana Re: bieda 02.02.11, 19:43
          Dziecko swietnie zrozumie, ze środki sa ograniczone, jak nie dostanie tego co chce.
        • joa66 Re: bieda 02.02.11, 19:51
          Chciałabym zwrócić jej uwagę na to, że są dzieci porzucone, głodne, zaniedbane.

          Są też biedne, chociaz nieporzucone i kochane...

          Nie wiem czy trzeba jakoś specjalnie przygotowywać i uświadamiać dziecko. Przecież nie żyjecie na bezludnej wyspie. Nawet jeżeli w przedszkolu nie widzi biedy, pewnie widzicie czasami bezdomnych, żebraków, widzicie wezwania do pomocy / akcji charytatywnych itp. Pytanie o Pajacyka jest jedną z takich mozliwości - trzeba powiedziec prawdę dostosowana do wieku. Przeciez wszyscy wiemy dlaczego są głodne dzieci . I my naszym codziennym zachowaniem uczymy dziecka stosunku do biedy..i trwa to lata.....

          Kiedy mówimy o biedzie pojawia się też inny problem. Czy chcemy, zeby nasze dzieci traktowały biedę ( w tym ewentualna swoją) jako kataklizm, przez który życie jest nic nie warte, czy jako problem, z którym należy się zmierzyć a radość życia umiały tez czerpać z rzeczy niematerialnych.
          • verdana Re: bieda 02.02.11, 19:55
            Ja mam jeszcze jdną watpliwość i od lat sama nie wiem, jak to rozwiazać.
            Mam watpliwosci, czy male dziecko powinno "pomagać" - czyli oddawać swoje zabawki, ubranka itd. biednym dzieciom Dzieciom znajomych - jak najbardziej. Dawanie czegoś "biednym dzieciom" powoduje, ze dziecko czuje się od nich lepsze, takie "łaskawe". A nie powinno.
            Sama nie wiem, jak to załatwić, ale ja włączałam dzieci w akcje charytatywne dopiero wtedy, gdy były starsze.
            • joa66 Re: bieda 02.02.11, 20:36
              ale ja włączałam dzieci w akcje charytatywne do
              > piero wtedy, gdy były starsze
              .


              To zależy od rodzaju akcji - my od niemowlaka bralismy syna na Orkiestrę, za każdym razem tłumacząc o co mniej więcej chodzi (oczywiście dwulatkowi nie opowiadalismy o chorobach, tylko o tym, że chore dzieic będą mogły szybciej wrócić do domu- ten dom był zrozumiały)

              Z pomoca "biednym" jest trudniej. Jak nauczyc czegokolwiek dziecko kiedy człowiek sam jest głupi jak but. Pamiętam sytuację sprzed paru lat kiedy przygotowywałam paczkę żywnościową dla potrzebujących. Oczywiście robiłam to przy okazji własnych zakupów. Doszłam do półek z makaronami - Sobie kupuję makarony z tych droższych i w zasadzie oduchowo chciałam takie wziąć takie do paczki. Potem zaczęłam się zastanawiać czy może nie lepiej by było kupić makaron tańszy, ale za to dużo więcej. No i kupiłam ten tańszy i pchałam ten wózek, w ktorym obok siebie leżały makarony "lepsze" i "gorsze". Czułam się podle i do tej pory nie wiem co było lepsze.


              p.s. problem oddawania zabawek i ubranek można wspaniale załatwic argumentami ekologicznymi :) Dziecko nie oddaje wtdy "biednym" tylko oszczędza planetę. Ale to oczywiscie nie rozwiązuje problemu- co najwyżej redukuje problem "czucia się lepszym'
              • verdana Re: bieda 02.02.11, 22:56
                Orkiestra to coś zupelnie innego - nie zbiera sie na "biedne dzieci", tylko potencjalnie na kazde chore dziecko. Zupełnie inny rodzaj dobroczynnosci, choroba dotyczy wszystkich.
                Samo oddawanie ubranek i zabawek innym jest OK, moje dzieci oddawały głównie znajomym. O ile ekologia przemawia do mnie przy ubrankach (pod warunkiem, ze nasze dzieci też nosza używane, my nosimy używane - inaczej dziecko szybko złapie, ze cos tu nie tak), o tyle nie w przypadku zabawek. Zabawki dla dziecka nie są tylko "produktem", ktory się wytwarza w fabrykach, sa zwykle jakos związane z nią uczuciowo.
                • joa66 Re: bieda 02.02.11, 23:18
                  Oddawanie czegokolwiek co nalezy o dziecka wbrew jego woli jest nie fair. Co prawda z tego powodu moje dziecko miało długo p...nik w pokoju, ale trudno. Zaoszczędzone pieniązki mogło oddać w kazdej chwili- zabawek, niektórych ubrań - nigdy.

                  Ale to jest inny problem.

                  Myślę, że prędzej czy później dziecko przejmie naszą postawę, tzn to czy faktycznie czujemy się lepsi (gorsi) czy nie. Nie wierzę w wychowtwanie od-do, czyli teraz mówimy o biedzie, za chwilę o filmie, a potem o koleżance w pracy, a to wszystko nie ma ze soba nic wspólnego..

                  Może więc zamiast zastanawiac się jak dziecku opowiadać o biedzie, pomyślec co sami o tym myslimy.
                  • joshima Re: bieda 03.02.11, 00:18
                    joa66 napisała:

                    > Nie wierzę w wychowtwanie od-do, czyli
                    > teraz mówimy o biedzie, za chwilę o filmie, a potem o koleżance w pracy, a to w
                    > szystko nie ma ze soba nic wspólnego..
                    Otóż to. To zawsze wychodzi "w praniu" i ma jakiś namacalny kontekst.
            • joshima Re: bieda 03.02.11, 00:15
              verdana napisała:

              > Dawanie
              > czegoś "biednym dzieciom" powoduje, ze dziecko czuje się od nich lepsze, takie
              > "łaskawe". A nie powinno.
              1. Dorośli też tak robią i tak się czują, cokolwiek by nie mówili.
              2. Prędzej właśnie dziecko niż dorosłego posądziłabym o obdarowanie kogoś bez potrzeby poczucia się lepszym.
              • verdana Re: bieda 03.02.11, 13:55
                Tak, własnie o to chodzi. Ale dorosły ma przynajmniej jakieś podstawy. dziecko, które bardzo wczesnie zaczyna się czuć "lepsze" , staje się gorsze...
            • a.nancy Re: bieda 03.02.11, 14:25
              verdana napisała:

              > Ja mam jeszcze jdną watpliwość i od lat sama nie wiem, jak to rozwiazać.

              nie podkreślać zbyt mocno biedy (tamtych) i łaskawości (swojej)? uczyć dzielenia się, tak po prostu, bez wskazywania na różnice społeczne/majątkowe? zacząć od zwykłych sytuacji - mam paczkę cukierków, to poczęstuję innych. to pozornie nie to samo, co "pomaganie biednym", ale pozwala wyrobić nawyk - jeśli mam czegoś dużo, a ktoś mało lub wcale, to się podzielę.
              • verdana Re: bieda 03.02.11, 14:47
                Mam paczkę cukierków i czestuję, kupuję komus prezent - to dla mnie zupełnie inna sytuacja, niż dobroczynność. I dziecko czestuje mamę, nie dlatego, ze mama "ma mało", bo mama ma zazwyczaj więcej - tylko, zeby mamie zrobić przyjemność.
    • justyna_dabrowska Re: bieda 03.02.11, 17:09
      Cóż...decydujące jest i tak to co robimy a nie to co mówimy. Warto więc zacząc od siebie, spróbować "Objąc refleksją" własny stosunek do biedy (i do bogactwa) do braku i nadmiaru, do konsumpcji. Sprawdzić nas ile w naszym stosunku do drugiego człowieka ważne jest to ile ten człowiek posiada...tu kształcące sa wakacje na wsi, tam gdzie ludzie zyja bardzo prosto i mało mają. Poprzez nasz stosunek do tych ludzi uczymy dziecko pewnej postawy wobec dylematu "mieć czy być". A rozmowe zaczęłabym wtedy gdy pojawią sie pierwsze pytania...bo inaczej to może mieć charakter nazbyt akademicki, nie miec żadnego oparcia w doświadczeniu dziecka...
      Pozdrawiam
      jd
    • mmala6 Re: bieda 03.02.11, 17:24
      bazia8 napisała:

      > Ostatnio ukazała się książka o biedzie, w jaki sposób tłumaczycie dzieciom, że
      > inni mają mało, malutko, a czasem brakuje na podstawowe potrzeby? Moja 4,5 latk
      > a na razie problemu nie dostrzega,
      Jak nie dostrzega problemu to w czym problem? jak zacznie pytać to będziesz odpowiadać. Ona i tak nauczy się od WAS tego jak się zachowywać wobec biednych, głodnych i chorych.

      pieniądze są dla niej abstrakcją (jak brakuj
      > e, wystarczy iść do bankomatu, lub zajrzeć do skarbonki). Zwracam jej uwagę na
      > to, że nie można marnować jedzenia (tzn. bawić się w sposób, który powoduje kon
      > ieczność wyrzucenia), zabawki, którymi się nie bawi oddajemy innym dzieciom (ni
      > ekoniecznie biedniejszym), jednym słowem to, co komuś (albo nam) może się przyd
      > ać wykorzystujemy. To zresztą wiąże się też z ekologią i poszanowaniem miejsca,
      > w którym mieszkamy.

      Mój syn w ten sposób oszczędza wodę- żeby nam planeta nie wyschła. Aspekt finansowy do niego nie przemawia. Bo przecież wody się nie kupuje;-)

      > Na razie Mała chodzi do prywatnego przedszkola, nie ma w nim dzieci z bardzo bo
      > gatych rodzin, ani bardzo biednych. Zwykle są to dzieciaki, które nie dostały s
      > ię do państwowego przedszkola (jest tylko jedno, na wielkim nowym osiedlu) lub
      > dzieciaki zapracowanych rodziców, którzy mają w okolicy dziadków i dzięki temu
      > mogą wcześniej wyjść do domu.

      No ale raczej dzieci rodziców ze minimum krajowym tam nie chodzą.

      > Za rok szkoła (raczej publiczna).

      To źle, że publiczna? czy dobrze, czy co?;-)

      > Oczywiście tłumaczę wiele przy okazji czytania baśni, ale w tych tradycyjnych p
      > roblem jest wykrzywiony: biedny chłopek-roztropek zostaje królewiczem, biedna s
      > ierotka trafia na bogatego księcia. Jednym słowem przypadek, łut szczęścia, los
      > ...

      Czepiasz się baśni;-) Tobie mama nie czytała o księciu i żebraku? masz wykrzywiony obraz? tam są zawarte inne treści niż biedny-bogaty. Ja chciałam być taką sierotką, która spotka księcia:-) aspekt 'biednej' sierotki kompletnie mnie obszedł.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja