bazia8
02.02.11, 14:00
Ostatnio ukazała się książka o biedzie, w jaki sposób tłumaczycie dzieciom, że inni mają mało, malutko, a czasem brakuje na podstawowe potrzeby? Moja 4,5 latka na razie problemu nie dostrzega, pieniądze są dla niej abstrakcją (jak brakuje, wystarczy iść do bankomatu, lub zajrzeć do skarbonki). Zwracam jej uwagę na to, że nie można marnować jedzenia (tzn. bawić się w sposób, który powoduje konieczność wyrzucenia), zabawki, którymi się nie bawi oddajemy innym dzieciom (niekoniecznie biedniejszym), jednym słowem to, co komuś (albo nam) może się przydać wykorzystujemy. To zresztą wiąże się też z ekologią i poszanowaniem miejsca, w którym mieszkamy.
Na razie Mała chodzi do prywatnego przedszkola, nie ma w nim dzieci z bardzo bogatych rodzin, ani bardzo biednych. Zwykle są to dzieciaki, które nie dostały się do państwowego przedszkola (jest tylko jedno, na wielkim nowym osiedlu) lub dzieciaki zapracowanych rodziców, którzy mają w okolicy dziadków i dzięki temu mogą wcześniej wyjść do domu.
Za rok szkoła (raczej publiczna).
Oczywiście tłumaczę wiele przy okazji czytania baśni, ale w tych tradycyjnych problem jest wykrzywiony: biedny chłopek-roztropek zostaje królewiczem, biedna sierotka trafia na bogatego księcia. Jednym słowem przypadek, łut szczęścia, los...
Droga Pani Ekspert proszę o kilka słów, oczywiście ciekawa jestem też opinii forumowiczek.