kinmalek
04.04.11, 03:05
Opiszę pokrótce jak to wygląda,córka(3.5)po wykąpaniu ląduje w swoim lóżeczku,które znaduje się w naszej sypialni.Ma tak jak lubi,dwie malutkie lampki,pluszaki itp.Potem czytamy jej bajki,a potem głaskanie po rączce.Całość trawa około 40 min,potem pożegnanie,i wychodzimy,i zaczyna się wymyślanie,picie,ból gardła,siku,poprawianie kołdry,i nie ma to końca,jak próbujemy to zakończyć,np.słowami mama teraz nie może bo je kolację a tata pracuje zaczynają się spazmy,tracimy w końcu cierpliwość,krzyczą wszyscy,córka zasypia w końcu o 23!codziennie obiecuje że nie będzie tak robić,ale wieczorami znowu to wraca.na moje pytanie czemu tak robi,odpowiada że chce żebyśmy przy niej leżeli,ale ona do zasnięcia potrzebuje półtorej godziny,nieważne o której ją się połozy i jaki miała dzień.Nie możemy sobie pozwolić żeby tak z nią leżeć,niestety.I tu moje pytanie,czy powinniśmy jednak z nią zostawać,czy ona faktycznie tego potrzebuje,czy jest to tylko chęć przedłużenia pójścia spać?A może stanowczo odmawiać chodzenia do niej i nie zważać na jej płacze?Co robić,te wieczory są tragiczne,a na dodatek jak wreszcie zaśnie to ja zaczynam robić w domu to co miałam zaplanowane i do łożka docieram o 3 w nocy,a rano wstaję niewyspana i nerwowa.proszę o rady!