verdana
16.08.11, 13:32
To już chyba było, ale w kontekście kilku ostatnich wątkow umacniam się w swojej opinii, ze obecnie zdecydowanie za bardzo ingerujemy w rozwój dziecka.
Są tabelki, są zestawy umiejętności, jest wzorzec idealnego zachowania (ani niesmiałe, ani agresywne, ani wycofane, ani zbyt śmiałe) i rodzice, w dodatku nakłaniani przez specjalistów przykrawają dzieci do tego wzorca - ćwiczą jedno, wygaszają drugie, leczą trzecie.
Poza wypadkami ewidentnych problemów, mam coraz większe wrazenie, że szkodzimy dzieciom, nie akceptując prawdę mówiąc żadnego z nich. Akceptujemy dziecko 'przyszłe", po korekcji zębów, poprawie ortografii, wyleczeniu z niesmiałosci. To, ktore mamy, wymaga naprawy, jest wadliwe.
Tyle, ze dzieci naprawiane uczą się przede wszystkim tego własnie - ze nie są doskonałe, a rodzice chcieliby, aby były. Nie mówię tu o wychowaniu, tylko własnie o korygowaniu "wad", o których dziecko doskonale wie, ze są wadami.
Czy nie daloby się zaakceptować części wad? Bo teraz coraz bardziej dziecinstwo jawi mi się jako okres, ktory służy tylko przyszłosci - warto poswięcić jego sporą część, aby dorosłość była wspaniała. Tylko bez szczęśliwego i w miarę beztroskiego dziecinstwa - nie będzie - choćby zęby były proste, a ortografia bez zarzutu.