Uśpiony instynkt tacierzyński

19.04.12, 12:53
Witam, zarejestrowalem sie w tym portalu stosunkowo niedawno, poniewaz chciałbym z kims podzielic sie swoimi problemami, watpliwsciami i obawami wzgledem dziecka. Z gory przepraszam za brak polskich znakow. Otóż w maju ubiegłego roku urodził mi się synek, jest to nasze pierwsze dziecko, co prawda nieplanowane ale w momencie gdy dowiedzialem sie ze moja dziewczyna jest w ciazy bylismy juz 6lat razem i planowalismy wspolna przyszlosc. Ucieszylismy sie i zapewnialem moja przestraszona polowke ze damy sobie rade, sa przeciez rodzice, znajomi, ktorzy maja dzieci itd., wiec wszystkiego zdazymy sie nauczyc. I tak tez bylo, po urodzeniu dziecka ukladalo nam sie swietnie, w pologu bardzo pomagalem mojej dziewczynie, aby nie meczyla sie za bardzo, skoro i tak duzo wycierpiala. Niedlugo potem wzielismy slub, sielanka. W listopadzie dostalem oferte dobrze platnej pracy, dzieki ktorej moja- juz- zona moglaby nie pracowac i opiekowac sie mlodym. Niestety praca byla daleko od domu i tylko w weekendy moglem widywac sie z rodzina. Jakos wytrzymalismy ten okres (trwalo to do polowy lutego) mimo iz czasem bylo ciezko ( mieszkamy z moimi rodzicami i moja matka jest troche nadopiekuncza i zapomina ze to my jestesmy rodzicami a nie ona). Lecz od momentu powrotu wszystko jakby sie skomplikowalo, zaczelo do mnie docierac ze tak naprawde ominelo mnie cos z zycia mojego syna, czesto klocimy sie o metody wychowawcze (drobne roznice ale jednak ). codziennie slysze komentarze ze cos robie zle mojemu synowi, ale w moim przekonaniu inaczej nie znaczy zle. Np, zona zarzuca mi ze nie jestem blisko dziecka zawsze i wszedzie, ale ja chce aby maly umial bawic sie sam, gdy nikogo nie ma w zasiegu wzroku bo znam dzieci ktore do tego stopnia sa maminsynkowate ze gdy straca na minute matke z oczu to placz i ryk nie do zniesienia. Albo gdy podczas zabawy, gdy w drugim pokoju sa moi rodzice wraz z siostra czyli trzy osoby pilnujace a my z zona mamy czas zeby np wypic kawe, to gdy maly sie przewroci, badz uderzy i zacznie plakac ona od razu leci jak gdyby inni nie potrafili sie zajac placzacym dzieckiem.. Ale czasem takze i mnie wydaje sie ze cos robie nie tak, ze wielu rzeczy nie wiem, ot np u lekarza, nie znam w ogole stanu zdrowia, tzn gdzie u lekarza byl, na jakich badaniach, jakie mial wyniki i gdzie jeszcze trzeba z nim pojsc. Albo co do jedzenia moge mu dac a czego nie, jak go ubierac na dana pogode, nie wiem co zrobic gdy placze a jest nakarmiony wypoczety i przewiniety i wtedy sie denerwuje, na samego siebie ze przeoczylem najwazneijsze momenty w nauce ojcostwa. Niby takie łatwe do nauczenia rzeczy ale jednak to ciagle uswiadamianie mi przez zone i matke ze cos robie zle sprawia ze czuje sie zlym ojcem. A chce przeciez jak najlepiej dla mojego dziecka. Rozmawialem juz o tym z zona i powiedziala ze zmieni nastawienie, ale problem powraca co jakis czas niepostrzezenie, a ja nie wiem juz co mam zrobic zeby odzyskac utracony czas. Mówi sie ze instynkt macierzynski rekompensuje cala niewiedze, czy to znaczy ze moj instykt tacierzynski jest uspiony? Czy w ogole go mam?
    • rulsanka Re: Uśpiony instynkt tacierzyński 19.04.12, 13:06
      Wydaje mi się, że masz bardzo dobry instynkt tacierzyński, a głównym błędem żony jest nie tyle nadopiekuńczość (choć to być może też), co odsuwanie ciebie na boczny tor.
      Trudno, żebyś wiedział, jak leczone było dziecko, skoro ciebie przy tym nie było. To nie jest kwestia instynktu, tylko doświadczenia i zdobytej wiedzy. Ja zanim urodził się syn, miałam zaledwie blade pojęcie o azs, crp, szczepionkach.
      Podobnie z odżywianiem. W wieku niemowlęcym daje się dziecku posiłki zgodnie z jakimś schematem, i to też nie wynika z instynktu. Twoje dziecko ma teraz prawie rok. W zasadzie możesz mu dawać teraz wszystko (o ile nie jest alergikiem), poza rzeczami sprzecznymi ze zdrowym rozsądkiem (czipsy i piwo).
      Jakbyś był głównym karmicielem, to byś wiedział co i jak. Nic nie stoi na przeszkodzie, a nawet wskazane jest, byś przejął część monopolu żony. Mój mąż od zawsze zajmował się synem i dobrze sobie radzi. Ja oczywiście czasem "wiem lepiej" i się wymądrzam, ale też wiem, że spokojnie mogę dziecko zostawić mężowi na tydzień i że sobie poradzi. Dzięki temu mają świetny kontakt.
    • yoma Re: Uśpiony instynkt tacierzyński 19.04.12, 13:25
      Wiesz no - żona została sama z nadopiekuńczą teściową i przez ten czas wszystko robiły we dwie, to się przyzwyczaiła. A pewnie też teściowa wytresowała żonę tak, że teraz wstaje i leci zamiast pić kawę :)

      Wiedzę w kwestii opieki nad dzieckiem szybko nadrobisz. A oto motto dla ciebie: podobno nie ma lepszego wyznania miłości niż "Kochanie, śpij, ja wstanę do dziecka".

      I pomyślcie o wyprowadzce.
    • el_elefante Re: Uśpiony instynkt tacierzyński 19.04.12, 14:51
      To, żeby się wyprowadzić na bezpieczną (wprost proporcjonalna do zaborczości) odległość od babć, cioć i innych zaangażowanych, to jest jak najbardziej słuszna myśl. Pytanie na ile realna i na ile wy jesteście zdeterminowani.
      Owszem, może i masz małe zaległości, ale nie jest to nic, czego nie dałoby się nadrobić. Jak powyżej - to głównie wiedza dotycząca obsługi dziecka. To po pierwsze. Po drugie, jeśli chodzi o czas spędzony z dzieckiem, nie tylko ilość się liczy, ale również i jakość. Niestety nic nie napisałeś na temat swoich kontaktów, czy masz jakieś zajęcia z dzieckiem tylko twoje, czy spędzasz z nim czas sam na sam czy zawsze w obecności mamy / babci, co robisz przy dziecku itd. Taki maluch wisi i jeszcze jakiś czas wisieć będzie na mamie i nic na to nie poradzisz. Twoim zadaniem jest tymczasem być z dzieckiem w taki sposób, aby miało do ciebie zaufanie, żeby nauczyło się, że oprócz mamy jest ktoś jeszcze, zupełnie inny pod wieloma względami. Myślę, że doskonale wiesz o co mi chodzi. A twój czas tak naprawdę dopiero nadejdzie, gdy mały podrośnie i okaże się, że z tatą są inne zabawy niż z mamą. Na razie wszystko mu jedno, kto pomaga mu ustawiać klocek na klocku :). Zaczną się męskie wyprawy, pokazywanie świata, pokonywanie wyzwań na placach zabaw, pierwszy rowerek, basen i cała masa innych rzeczy. Wszystko przed wami.
      A co na dzisiaj? Dobrze jak jest coś, co przy dziecku robi tylko tato. Doskonale nadaje się kąpanie - pole do popisu dla zabaw i bliskość taty. Ciepło się robi, bierz synka i w długą na spacery. Jak będzie ryczał, to tez dasz sobie radę. Wcale nie musisz w tym celu kopiować zachowania mamy albo babci, sam wypracujesz swój własny sposób radzenia sobie z młodym, może nawet lepszy. A młody musi się przekonać, że tato reaguje inaczej, ale też jest fajnie.
      Trzeba kawałeczek po kawałeczku odzyskać stracony teren, ale nie za szybko, bo to rodzi opór.
      Co do różnic metod wychowawczych, to uważam że ogólny kierunek powinien być spójny, inaczej jest rozgrywanie dzieckiem pomiędzy rodzicami i rozgrywanie rodzicami przez dziecko później. Ale w tym, że mama zareaguje inaczej a tato inaczej nie ma nic złego tak długo, jak zmierzamy do osiągnięcia wspólnego celu. Dziecko z łatwością nauczy się tych różnic, tato nie może być ta samą osobą co mama, są inni, i co więcej - mają różne funkcje do spełnienia. Syn jak się uderzy, jeszcze długo pobiegnie po ratunek i wypłakanie do mamy, nie licz na to, że będziecie równoważni. Ale może się okazać, że tato nieporównanie lepiej czyta książki, puszcza autka, zbiera patyki, że jego ręka jest pewniejsza i silniejsza gdy trzeba się przytrzymać pokonując przeszkodę itd. Albo że wręcz są rzeczy, które tylko z tatą można robić.

      Nie odzyskasz utraconego czasu, ale masz go wiele przed sobą. O jednym wg mnie warto pamiętać: że wracasz w jakoś tam poukładany stan, który od od dłuższego czasu funkcjonuje. Wpasuj się w niego tak jak jest nawet, jeśli miałbyś zacisnąć czasem zęby. Jak poczujesz się pewniej, zacznij dodawać coś od siebie. Inaczej będziesz postrzegany jak ktoś, kogo nie było, nagle przyszedł i się wymądrza. Spokojnie, to nie są rzeczy, które można poukładać z dnia na dzień.
    • mama_myszkina Re: Uśpiony instynkt tacierzyński 19.04.12, 16:45
      W zachowaniu żony nie ma nic nietypowego - przyzwyczaiła sie, że jest z dzieckiem sama i wszystko wokół niego robi. Dodatkowo, zapewne Twoja mama nakręciła rywalizację o to, kto się lepiej zajmie dzieckiem. No i żona stała się nadopikuńcza, bo inaczej teściowa by ją i tak wyręczyła. Tutaj upatrywałabym źródła problemu - w utrwaleniu się tego nawyku.

      Warto pomyślec o wyprowadzce. Nie musicie przecież wyprowadzać się daleko od rodziny. Ale chociaż trzy ulice dalej, do własnego kata. Na nowym terenie mozece wspólnie ustalać swoje zasady a żona będzie wolna od presji tesciowej. Widać, że kochasz żonę i synka, więc nie powinieneś mieć kłopotu z postawieniem się w jej sytuacji. To jej pierwsze dziecko i być może teściowa wjeżdżała jej na ambicję i krytykowała jej zdolności jako matki. Żona chcąc uciąć te przytyki (nie musiały być werbalne, wystarczy,ze Twoja mama np. szybciej podbiegała do synka kiedy płakał) stała się nadopiekuńcza. I ona pewnie tę presję czuje dalej, bo to zinternalizowała. Dlatego wyprowadzka to dobry pomysł.

      I moze zadbaj o czas z dzieckiem. Żona może się buntować, bo pewnie podskórnie się boi o dziecko ale trudno. Ja nie mam własnych dzieci ale zajmuję się szkoleniem psów i powiem Ci, że jak z powodu mojej niedyspozycji mąż musiał się zająć problemowym psem, którego właśnie rehabilitowałam, to walczyłam ze sobą, bo miałam ochotę sama iść na ten spacer mimo,ze nie za bardzo mogłam. No i się przekonałam,ze nie miałam racji. Wyobrażam sobie, że w przypadku dziecka takie uczucie musi być z tysiąc razy silniejsze. To nie jest skierowane przeciwko Tobie, to po prostu strach przed utratą kontroli i tym,ze coś moze się stać. Ale ten strach nie powinien odsuwać Ciebie od synka. Tak wiec wytłumacz żonie,ze tak już jest, że styl rodzicielstwa mamy i taty nie musi być taki sam i że na pewno zadbasz o bezpieczeństwo synka. I idźcie na spacer a żona niech idzie na plotki do koleżanki, na zakupy, niech weźmie kąpiel, zrobi paznokcie, poczyta... Niech wykorzysta ten czas dla siebie. Z czasem odpuści i doceni. Tylko na boga, nie spuszczaj dziecka z oczu na dworze! ;)
    • jotde3 Re: Uśpiony instynkt tacierzyński 19.04.12, 19:49
      koksik wyluzuj ;) przypakuj troche i Ci sie humor poprawi ;) a tak na serio to w jakims społeczeństwie chyba arabskim syn preprowadza sie do ojca jak ma 5 lat . wtedy rola ojca w wychowaniu syna jest najważniejsza . ja swojej zostawiam te małe bąki ( czasem pobujam na kolanku i uspokajam babe jak chce lecieć z byle czym do doktora ) a zajmuje sie jak są troche starsze .przecież cyca nie dam a takiego kilkumiesiecznego grzdyla wiele wiecej nie interesuje . zostaw kobietom co kobiece :)
      • mama_myszkina Re: Uśpiony instynkt tacierzyński 19.04.12, 20:38
        W tym amym społeczeństwie kamieniuje się zgwałcone kobiety (bo się nie upilnowały), oblewa kwasem żony itp.

        Mężczyzna powinien uczestniczyć w wychowaniu dziecka od najmłodszych lat. Inaczej ma wszelkie szanse pozostać 'panem tatą' na zawsze.
        • jotde3 Re: Uśpiony instynkt tacierzyński 20.04.12, 08:40
          mama_myszkina napisała:

          > W tym amym społeczeństwie kamieniuje się zgwałcone kobiety (bo się nie upilnowa
          > ły), oblewa kwasem żony itp.

          twoja odpowiedz to jak " a u was biją murzynów "
    • Gość: karmin Re: Uśpiony instynkt tacierzyński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.12, 22:30
      Bardzo się przejąłeś i sam ten fakt świadczy, że jestes dobrym tatą i pewnie takim pozostaniesz.
      Naturalne jest, że skoro zona opiekowała się dzieckiem sama, to doskonale je zna, a Ty o wielu rzeczach pojecia nie masz. Nie powinna wytykać tego Tobie, ale też rozumiem ją trochę. Mój mąz od 2go msca zycia naszej córki do teraz a ma 3,5r. pracuje daleko od domu. Relacje między nim a córka sa zaskakująco dobre, bo w miarę mozliwości dbalismy o to, ale także napotyka na sytuacje, gdy nie umie sobie poradzić. Żadna tragedia się nie dzieje, jak jestem w pobliżu, pomagam, a jak mnie nie ma zawsze jakoś sobie radzi i niejednokrotnie podziwiam jak sobie poradził. Instynkt działa wtedy czy co, ale potrafi pobic mnie na głowę w pomysłach, jak wybrnąc z trudnej sytuacji. Spieranie się co do metod wych. to norma i dopuszczam, ze rodzice moga sie róznić w podejściu o ile w kwestiach zasadniczych sie zgadzają. Mysle, ze dziecko lepiej odnajduje się w rodzinie, gdzie kazdy rodzić pokazuje, iż jest indywidualnością, a nie gdzie działa się wg. jednego słusznego schematu. To co z tatą przejdzie, z mamą nie i odwrotnie. Ja to wykorzystuję np. młoda zero lęku przed wodą, ja się nie nadaję, by z nia do wody wchodzić, bo tak pilnuję, ze ona ma zero przyjemności, a ja mega stres o młoda i słysząc krytyczne uwagi męża, ze dziecku zyc nie daję. Wchodzi więc tata i dziecko nie dośc, ze jest bezpieczne, to jeszcze moze się wyszalec do woli i przy okazji uczy sie pływać. Ja sobie cykam fotki lub kręce ich. kwestia dogadania pewnych spraw między rodzicami, zrozumeinie, ze nie tylko przy mnie dziecko jest bezpieczne i kazdy zadowolony. Nie trzęsę się nad córką, ale także biegnę na płacz córki i nie interesuje mnie, ze sa z nia osoby bliskie jej, które zając sie mogą. jako mama wiem, ze nikt tak nie ukoi jak ja i pozwalam sobie na to z całą swiadomością:D Beksy nie wychowuję, młoda zero histerii w sobie ma, więc sporo tez zalezy od dziecka jakie ono jest z natury. Tak więc spokojnie, bedzie dobrze. Rozmawiajcie z sobą i kochajcie Ty jak tata, zona jak mama. Dwie matki nie są dziecku potrzebne;) Aha, nie usiłuj koniecznie wychowac syna twardziela, bo już widziałam takie próby i nie za fajnie to sie konczyło. maluch jest mały, potrzeba mu czułości i taty nie zestresowanego swymi powinnościami:P
    • mruwa9 Re: Uśpiony instynkt tacierzyński 20.04.12, 00:40
      Instynkt rodzicielski (macierzynski, ojcowski) jest IMHO przereklamowany.
      Nie trzeba sie obwiniac z powodu braku jakis abstrakcyjnych doznan metafizycznych, wywolywanych przez obecnosc dziecka , zamiast tego warto poczuc sie po prostu odpowiedzialnym za los i zycie wlasnej rodziny. Na przyklad zaczynajac od zapewnienia niezaleznego od tesciow/rodzicow lokum, zebyscie wlasne malzenskie (oraz te dotyczace koncepcji wychowania dziecka) mogli rozwiazywac we wlasnym gronie, bez swiadkow w osobie mamy. I poswiecajac dziecku czas, ktorego potrzebuje, dzielac sie obowiazkami z partnerka, bo dziecko jest tak samo twoje, jak i jej. I masz nie tylko rowne z partnerka prawa, ale rowneiz rowne obowiazki wobec dziecka.
      Jesli bedziesz sie z tych obowiazkow wywiazywal jak nalezy, to bedzie dobrze.
    • kacper.wozniak Re: Uśpiony instynkt tacierzyński 20.04.12, 14:26
      Witam serdecznie,

      W sytuacji, w której się Pan znalazł trudnością, z tego co rozumiem, są różnice w metodach wychowawczych reprezentowanych przez Pana żonę i mamę. Nie ma jednej dobrej metody, dlatego chciałbym się skoncentrować na konkretnych przykładach, które pan podaje:

      > codziennie slysze komentarze ze cos robie zle mojemu synow
      > i, ale w moim przekonaniu inaczej nie znaczy zle. Np, zona zarzuca mi ze nie je
      > stem blisko dziecka zawsze i wszedzie, ale ja chce aby maly umial bawic sie sam

      Zgadzam się z opinią, że nie ma konieczności "zajmowania dziecka" 24h/dobę. Bardzo ważne w rozwoju małego człowieka, jest to, żeby uczył się kreatywności i samodzielności w zabawach. To co może robić rodzic, to stworzyć warunki do tego typu rozwoju. Osobiście jestem wielkim fanem zabawek niedokończonych (przedmiot codziennego użytku, puste pudło kartonowe, kubki, po jogurcie i sucha kasza manna)

      > Albo gdy podczas zabawy, gdy w drugim pokoju sa moi rodzice wraz z siostra
      > czyli trzy osoby pilnujace a my z zona mamy czas zeby np wypic kawe, to gdy ma
      > ly sie przewroci, badz uderzy i zacznie plakac ona od razu leci jak gdyby inni
      > nie potrafili sie zajac placzacym dzieckiem..

      Nie wiem czy tak jest w tym przypadku, ale często to czy dziecko płacze np po upadku zależy nie od bólu, który czuje, tylko od emocjonalnej reakcji osób je otaczających. Wiele razy widziałem sytuację, w której rodzic mówił np "O upadłeś, nic ci nie jest? Jak nie, to jak chcesz możesz wstać i wrócić do zabawy." Dziecko częściej rozpłacze się jeśli reakcja otoczenia zasugeruje mu, że stała mu się krzywda.

      > Ale czasem takze i mnie wydaje si
      > e ze cos robie nie tak, ze wielu rzeczy nie wiem, ot np u lekarza, nie znam w o
      > gole stanu zdrowia, tzn gdzie u lekarza byl, na jakich badaniach, jakie mial wy
      > niki i gdzie jeszcze trzeba z nim pojsc. Albo co do jedzenia moge mu dac a czeg
      > o nie, jak go ubierac na dana pogode, nie wiem co zrobic gdy placze a jest naka
      > rmiony wypoczety i przewiniety i wtedy sie denerwuje, na samego siebie ze przeo
      > czylem najwazneijsze momenty w nauce ojcostwa. Niby takie łatwe do nauczenia rz
      > eczy ale jednak to ciagle uswiadamianie mi przez zone i matke ze cos robie zle
      > sprawia ze czuje sie zlym ojcem. A chce przeciez jak najlepiej dla mojego dzie
      > cka. Rozmawialem juz o tym z zona i powiedziala ze zmieni nastawienie, ale prob
      > lem powraca co jakis czas niepostrzezenie, a ja nie wiem juz co mam zrobic zeby
      > odzyskac utracony czas.

      Konkretne zachowania rodziców mogą lepiej lub gorzej wpływać na prawidłowy rozwój dziecka. Nie uważam, że istnieje coś takiego jak "zły ojciec" albo "zła matka". Kwestie dotyczące wiedzy (co można dziecku dać do jedzenia, jakie miał wyniki w różnych badaniach, gdzie był u lekarza), można nadrobić pytając żonę o konkrety, studiując wyniki badań. Jeśli chodzi o ubieranie na określoną pogodę, to warto pamiętać, że najlepiej jest zdać się na własne obserwacje. Jak widać, że mu zimno to założyć mu coś dodatkowego, jak gorąco, to zdjąć (na marginesie mam wrażenie, że w naszej kulturze częściej dzieci przegrzewamy niż przeziębiamy).

      > Mówi sie ze instynkt macierzynski rekompensuje cala ni
      > ewiedze, czy to znaczy ze moj instykt tacierzynski jest uspiony? Czy w ogole go
      > mam?

      To czy mamy instynkt, czy nie moim zdaniem jest wtórne. Najważniejsze jest to czy uważnie obserwujemy potrzeby wyrażane przez dzieci i na nie reagujemy. Dziecko jest bardzo kompetentne w kwestii swojego własnego rozwoju, trzeba mu towarzyszyć i reagować na potrzeby. A na to nigdy nie jest za późno.
    • aleksandra1357 Re: Uśpiony instynkt tacierzyński 20.04.12, 21:57
      A ja napiszę: słuchaj żony, pytaj ją o wszystko i zajmuj się jak najwięcej dzieckiem, to się szybko nauczysz, zresztą z czasem będzie łatwiej, bo dziecko samo Ci powie, co z nim trzeba robić.
      A tak serio, to trochę mnie załamało, to co piszesz: że są maminsynki, które jak tracą matkę z oczu, to ryk i Ty chcesz tego uniknąć. Widać, że zaniedbałeś też lekturę o dzieciach: lęk separacyjny jest całkowicie normalny i nie należy z nim walczyć. Dziecko do pewnego wieku musi mieć matkę lub ojca ciągle przy sobie. Co nie znaczy, że trzeba się nim zajmować - może się bawić samo, ale obok, jeśli tego potrzebuje. Zostawianie dziecka samego, żeby się oduczyło "nadmiernego" przywiązania, jest głupotą.
      Po drugie: jak moje dziecko się przewróci i bardzo płacze, to też do niego biegnę, gdyż potrzebuje mojego przytulenia, a nie teściowej czy dziadka. To ja jestem od tego, żeby ukoić jego płacz i jeśli mogę, to biegnę. Bo w chwili zagrożenia dziecko najszybciej uspokoi się u matki. Czemu mam w imię chorych zasad pić sobie kawkę i słuchać, jak dziecko zanosi się płaczek u kogoś innego na ręku?
      Te dwa przykłady pokazują Twoje nastawienie: chcesz wychować twardziela, zaprzeczasz podstawowym oczywistościom w rozwoju dziecka, chcesz dostosować dziecko do swoich wymyślonych zasad, zamiast dowiedzieć się czegoś o dziecku i jego potrzebach.
      Jeszcze dużo pracy przed Tobą. Albo problemu.
      Nie potrzeba Ci instynktu tacierzyńskiego tylko więcej wiedzy, czasu spędzonego z dzieckiem i pokory w słuchaniu żony.
Pełna wersja