koksik197
19.04.12, 12:53
Witam, zarejestrowalem sie w tym portalu stosunkowo niedawno, poniewaz chciałbym z kims podzielic sie swoimi problemami, watpliwsciami i obawami wzgledem dziecka. Z gory przepraszam za brak polskich znakow. Otóż w maju ubiegłego roku urodził mi się synek, jest to nasze pierwsze dziecko, co prawda nieplanowane ale w momencie gdy dowiedzialem sie ze moja dziewczyna jest w ciazy bylismy juz 6lat razem i planowalismy wspolna przyszlosc. Ucieszylismy sie i zapewnialem moja przestraszona polowke ze damy sobie rade, sa przeciez rodzice, znajomi, ktorzy maja dzieci itd., wiec wszystkiego zdazymy sie nauczyc. I tak tez bylo, po urodzeniu dziecka ukladalo nam sie swietnie, w pologu bardzo pomagalem mojej dziewczynie, aby nie meczyla sie za bardzo, skoro i tak duzo wycierpiala. Niedlugo potem wzielismy slub, sielanka. W listopadzie dostalem oferte dobrze platnej pracy, dzieki ktorej moja- juz- zona moglaby nie pracowac i opiekowac sie mlodym. Niestety praca byla daleko od domu i tylko w weekendy moglem widywac sie z rodzina. Jakos wytrzymalismy ten okres (trwalo to do polowy lutego) mimo iz czasem bylo ciezko ( mieszkamy z moimi rodzicami i moja matka jest troche nadopiekuncza i zapomina ze to my jestesmy rodzicami a nie ona). Lecz od momentu powrotu wszystko jakby sie skomplikowalo, zaczelo do mnie docierac ze tak naprawde ominelo mnie cos z zycia mojego syna, czesto klocimy sie o metody wychowawcze (drobne roznice ale jednak ). codziennie slysze komentarze ze cos robie zle mojemu synowi, ale w moim przekonaniu inaczej nie znaczy zle. Np, zona zarzuca mi ze nie jestem blisko dziecka zawsze i wszedzie, ale ja chce aby maly umial bawic sie sam, gdy nikogo nie ma w zasiegu wzroku bo znam dzieci ktore do tego stopnia sa maminsynkowate ze gdy straca na minute matke z oczu to placz i ryk nie do zniesienia. Albo gdy podczas zabawy, gdy w drugim pokoju sa moi rodzice wraz z siostra czyli trzy osoby pilnujace a my z zona mamy czas zeby np wypic kawe, to gdy maly sie przewroci, badz uderzy i zacznie plakac ona od razu leci jak gdyby inni nie potrafili sie zajac placzacym dzieckiem.. Ale czasem takze i mnie wydaje sie ze cos robie nie tak, ze wielu rzeczy nie wiem, ot np u lekarza, nie znam w ogole stanu zdrowia, tzn gdzie u lekarza byl, na jakich badaniach, jakie mial wyniki i gdzie jeszcze trzeba z nim pojsc. Albo co do jedzenia moge mu dac a czego nie, jak go ubierac na dana pogode, nie wiem co zrobic gdy placze a jest nakarmiony wypoczety i przewiniety i wtedy sie denerwuje, na samego siebie ze przeoczylem najwazneijsze momenty w nauce ojcostwa. Niby takie łatwe do nauczenia rzeczy ale jednak to ciagle uswiadamianie mi przez zone i matke ze cos robie zle sprawia ze czuje sie zlym ojcem. A chce przeciez jak najlepiej dla mojego dziecka. Rozmawialem juz o tym z zona i powiedziala ze zmieni nastawienie, ale problem powraca co jakis czas niepostrzezenie, a ja nie wiem juz co mam zrobic zeby odzyskac utracony czas. Mówi sie ze instynkt macierzynski rekompensuje cala niewiedze, czy to znaczy ze moj instykt tacierzynski jest uspiony? Czy w ogole go mam?