Gość: oczko1981
IP: 153.19.105.*
22.04.14, 13:44
chciałam tutaj poruszyć temat dotyczący świadomości w społeczeństwie faktu własności dziecka i dzielenia się przez nie tą własnością.
Część mojej rodzinki jest trochę "szalona" ale nie myślałam że do tego stopnia. W Święta Wielkanocne miała miejsce sytuacja, która w pierwszym momencie mnie zaskoczyła, później już tylko oburzyła. Otóż syn 4,5 roku dostał od zajączka koparkę (zamówioną przez niego samego, łącznie z tym że napisał nawet list do zająca), nie był to jedyny prezent, ale ten chyba najbardziej mu się spodobał. Chodził z nią, wszystko nabierał, pełnia zadowolenia. W pewnym momencie jego 40 letnia ciotka (matka 20 letniej córki) chwyciła mu tą koparkę i usiadła na kanapie mówiąc, że ona teraz się będzie nią bawiła. Syn przyszedł i powiedział, że to jego koparka. Ciotka odpowiedziała, że teraz będzie jej, ostatecznie syn wyrwał jej ją po krótkiej szamotaninie i wymianie zdań między nimi i uciekł do innego pokoju. W trakcie wymiany zdań między nimi mimo, że siedziałam w tym samym pokoju, nie wtrąciłam się, ale gdy uciekł poszłam za nim i powiedziałam, że to jego koparka, a ciocia powinna zapytać go czy może pobawić się jego zabawką. Ze łzami w oczach powiedział: tak mamo i zaczął się dalej nią bawić. Z pokoju natomiast doszła mnie rozmowa teściowej (na co dzień opiekującej się naszym synem) z moim mężem, w której nam (rodzicom) zarzuciła, że powinniśmy wesprzeć ciotkę, bo on nie umie się dzielić. Aż mną zatrzęsło, ale nie weszłam w tę rozmowę, bo usłyszałam że mąż odpowiedział coś dobitnie. Podobna sytuacja wydarzyła się po wyjściu z kościoła, gdy syn niósł maskotkę, a jedna ze znajomych teściowej chciała ją zobaczyć i stwierdziła, że chyba ją sobie weźmie, syn odpowiedział, że to jego maskotka, ja głośno to potwierdziłam, a teściowa: przecież pani jej Ci nie weźmie pokaż, pokaż. Wkurza mnie coś takiego. Gdyby dorosłemu zabrać rzecz (najładniejszą bluzkę, telefon, komputer, czy inną osobistą rzecz) i stwierdzić, że teraz ja ją będę używać, to niejeden dorosły ostro by zareagował. Ale dziecku można zabrać, głupio żartować, aż się poryczy? Co sądzicie takich sytuacjach? Dodam tylko że gdy do syna przyjeżdża kuzyn (2 lata) to zgodnie się bawią, oczywiście pewne zabawki są bardziej oblegane i korzystają z nich na zmianę i czasem syn pyta, czy jego zabawki zostaną w domu, po wyjściu małego ale wg mnie to normalna reakcja dziecka. Nie wyobrażam sobie że dziecko nauczone dzieleniem się wszystkim ze wszystkimi będzie umiało zadbać o swoje rzeczy osobiste: plecak, piórnik, książki w szkole. Nie rozumiem tego wszystkiego. Sami syna uczymy, że trzeba pytać właściciela różnych rzeczy o zgodę, więc dlaczego inni nie mieliby też go o to pytać? Czy tylko dlatego że wielu wydaje się że dorosłym wszystko wolno?