2razy_mama
10.12.06, 22:00
Jestem mamą dwóch chłopców - starszy ma 5 lat, młodszy 2. Mój główny problem
to brak umiejętności zachowania spokoju w sytuacjach kiedy moi chłopcy
zachowują się niegrzecznie... Jestem osobą szybką, zdecydowaną i ,niestety,
raczej nerwową. W przypadku dwulatka umiem sobie wytłumaczyć, że on nie
wszystko rozumie i dlatego czasem zachowuje sie źle, ale starszy synek potrafi
mnie doprowadzic do ostateczności! Ostateczność to mój krzyk, po prostu
wrzeszczę na niego strasznie! Staram się tego nie robić, staram się ze
wszystkich sił, ale po kilku "cichych" dniach, w konfliktowej sytuacji -
wszystko wraca... Mój pięciolatek potrafi zdenerwować nawet najłagodniejsze
osoby, a co dopiero mnie! Mój krzyk jest krzykiem bezradności i rozpaczy,
kiedy synek świadomie i z uśmieszkiem na buzi robi dokładnie odwrotnie niż go
prosiłam! I tak kilka, kilkanaście razy dziennie... Mój mąż mówi, że mój krzyk
nic nie daje, że synek nic sobie już z tego nie robi. I ma rację, ale ja
krzyczę chyba bardziej z własnej potrzeby rozładowania napięcia! Karzemy synka
np.: tym że nie ogląda dobranocki, nie gra na komputerze lub że nie czytamy mu
przed snem, ale on coraz częściej te kary lekceważy!!! Czasem grożę mu
biciem, ale nie biję bo to też nie metoda. Co mam robić żeby nie krzyczeć i
nie czuć się tak bezradnie?! Dodam,że potem czuję się jeszcze gorzej, że znowu
dałam się ponieść złym emocjom...