Dodaj do ulubionych

Krzyczę... :(((

10.12.06, 22:00
Jestem mamą dwóch chłopców - starszy ma 5 lat, młodszy 2. Mój główny problem
to brak umiejętności zachowania spokoju w sytuacjach kiedy moi chłopcy
zachowują się niegrzecznie... Jestem osobą szybką, zdecydowaną i ,niestety,
raczej nerwową. W przypadku dwulatka umiem sobie wytłumaczyć, że on nie
wszystko rozumie i dlatego czasem zachowuje sie źle, ale starszy synek potrafi
mnie doprowadzic do ostateczności! Ostateczność to mój krzyk, po prostu
wrzeszczę na niego strasznie! Staram się tego nie robić, staram się ze
wszystkich sił, ale po kilku "cichych" dniach, w konfliktowej sytuacji -
wszystko wraca... Mój pięciolatek potrafi zdenerwować nawet najłagodniejsze
osoby, a co dopiero mnie! Mój krzyk jest krzykiem bezradności i rozpaczy,
kiedy synek świadomie i z uśmieszkiem na buzi robi dokładnie odwrotnie niż go
prosiłam! I tak kilka, kilkanaście razy dziennie... Mój mąż mówi, że mój krzyk
nic nie daje, że synek nic sobie już z tego nie robi. I ma rację, ale ja
krzyczę chyba bardziej z własnej potrzeby rozładowania napięcia! Karzemy synka
np.: tym że nie ogląda dobranocki, nie gra na komputerze lub że nie czytamy mu
przed snem, ale on coraz częściej te kary lekceważy!!! Czasem grożę mu
biciem, ale nie biję bo to też nie metoda. Co mam robić żeby nie krzyczeć i
nie czuć się tak bezradnie?! Dodam,że potem czuję się jeszcze gorzej, że znowu
dałam się ponieść złym emocjom...
Obserwuj wątek
    • asia889 Re: Krzyczę... :((( 11.12.06, 09:43
      On specjalnie wyprowadza Cię z równowagi. Twój krzyk to punkt dla niego. Pamiętaj o tym, a będzie Ci łatwiej zapanować nad sobą.
      Polecam książkę "Każde dziecko może nauczyć się reguł" Annette Kast-Zahn. Jest to bardzo dobry poradnik dotyczący wychowania dzieci od wieku niemowlecego do szkolnego.
      • verdana Re: Krzyczę... :((( 11.12.06, 10:37
        Czy Twoim głównym problemem nie jest aby zmęczenie? Człowiek nie maszyna i ma
        okresloną wytrzymałość. Zmęczenie oznacza brak cierpliwości. A z kolei
        dyscyplina wewnętrzna i postanowienie sobie "Już wiecej nie będę krzyczeć" nie
        zawsze wcale wychodzi wszystkim na dobre. To znaczy w podręcznikach psychologii
        i wychowania dzieci - owszem. W realu w matce bulgoce wściekłość. Nie
        nakrzyczy, ale nałoży na dziecko wredną i nieprzyjemną karę, albo będzie tak
        oschła, ze już krzyk byłby lepszy. Wiem, przerabiałam, aniołem i chodzacą
        cierpliwoscią to ja nie jestem.
        Mam dla Ciebie dwie rady. Dobrą, ale trudną - postaraj się zwalić więcej
        wychowania na ojca dzieci, tak aby nie było, ze Ty jesteś jedyna od karania.
        Zostaw komuś czasem dzieci i wyjdź choć raz w tygodniu z domu, choćby sama.
        Druga - świetna, ale niepedagogiczna. Ja, gdy zorientowałm się, ze nie tylko
        krzyczę ale i mowię w gniewie rzeczy nieprzemyślane, czym wykanczałam
        psychicznie najstarsze, młodszemu powiedziałam - właśnie tak w wieku 5-6
        lat. "Mam taki paskudny charakter, ze czasami wrzeszczę za bardzo i mówię coś,
        co wcale nie musi być słuszne. Weź to pod uwagę i pamietaj, ze teraz krzyczę, a
        potem mi przejdzie". Działa całkiem dobrze.
        • 2razy_mama Re: Krzyczę... :((( 11.12.06, 17:26
          Dziękuję za rady i dobre słowo. Ja chyba rzeczywiście jestem zmęczona! Pracuję
          zawodowo, opiekuję się dziećmi, zajmuję się domem... Mąż czasem stara się
          pomagać a czasem wszystko zostawia mnie, bo jest zmęczony - a ja to niby w pracy
          odpoczywam...(tak twierdzi bo mam spokojną pracę, 8 godzinną, a on wraca ok.
          19.00 -20.00).
          Verdanie dziękuję szczególnie za drugą radę, poczułam, że nie tylko ja nie mam
          cierpliwości... Wykorzystam oba pomysły!
          Pozdrawiam!!!
          • magda270519761 Re: Krzyczę... :((( 13.12.06, 10:04
            Też czasem się drę jak głupia , a póżniej żałuje , obiecuje sobie , że ostatni
            raz , ale chyba trzeba by było być bez nerw zupełnie , żeby nigdy nie podnosić
            głosu!!
            Oczywiście więcej krzyczę na starszą córkę , która ma 12 lat i zaczyna się u
            niej era ciągłego buntu , lenistwa i totalnego bałaganiarstwa - miny i
            pyskowanie, młodsza nie ma jeszcze 2 lat i tu mniej krzyczę , albo prawie wcale
            , bo rozumie , że nie wszystko ona jeszcze rozumnie, zresztą jak starsza córka
            była mała też tak na nią nie krzyczałam i zauważyłam , że im starsze dzieci tym
            bardziej zaczyna się próba sił i coraz bardziej trudno się opanować.
            • linka9 Re: Krzyczę... :((( 13.12.06, 22:47
              verdana napisała:

              > Czy Twoim głównym problemem nie jest aby zmęczenie?
              >postaraj się zwalić więcej
              > wychowania na ojca dzieci, tak aby nie było, ze Ty jesteś jedyna od karania.

              Całkowicie popieram tu Verdanę. Natomiast przy okazji chciałabym poruszyć inny
              problem: czy i kiedy - Waszym zdaniem - krzyk należy leczyć (tłumić?).

              > "Mam taki paskudny charakter, ze czasami wrzeszczę za bardzo i mówię coś,
              > co wcale nie musi być słuszne. Weź to pod uwagę i pamietaj, ze teraz krzyczę,
              > a potem mi przejdzie". Działa całkiem dobrze.

              Czy należy założyć, że niektórzy muszą się wykrzyczeć (dla zdrowia psychicznego?
              mniejszego zła?) czy jednak jest to reakcja, którą bezwzględnie należy eliminować?
              • verdana Re: Krzyczę... :((( 13.12.06, 23:13
                Myśle, ze nalezy eliminowac, skoro krzyk staje się głównym środkiem
                porozumiewania. Gdy nie umie sie w inny sposób załatwic problemów, zwyczajnie
                porozmawiać, negocjować czy zwrócic uwagę. Kiedy krzyki i awantury są jedyną
                lub główna metodą wychowania dziecka. Gdy dziecko zaczyna się bać - nie tylko
                gdy rodzic krzyczy, ale rodzica w ogóle - bo może w kazdej chwili wybuchnąć.
                Ale naprawdę, nie widzę nic złego, kiedy co pewien czas, niezbyt często,
                autentycznie wściekły człek zrobi awanturę z krzykiem. I uważam też, że nie
                jest dobrze uczyć dzieci, ze nigdy nie należy podnosić głosu - nie nalegałabym,
                by dzieci z natury spokojne uczyć robienia awantur z wrzaskiem, ale jestem za
                tym, by pozwolić dziecku impulsywnemu czasem podnieść głos. Na mamę także - bez
                wyzwisk, bez niekulturalnych odzywek, ale podnieść głos i dziecko czasem musi.
                Krzyk jest jednym ze sposóbow wyrażania uczuć. Niektorzy potrafią z niego bez
                problemu zrezygnować, inni, z pozoru niewzruszeni, schodzą spokojnie na zawał
                koło 40, a jeszcze inni - i to jest najgroźniejszy typ, o czym zreszta
                wspominałam, z uroczym uśmiechem i niezwykle spokojnym tonem wyrządzają dziecku
                krzywdę nie do odrobienia.
                Kiedyś w "Twoim Dziecku" przeczytałam radę "Krzyk i klapsy nie mogą być
                stosowane w wychowaniu dziecka. Gdy trzeba dziecko ukarać można na przykład
                zabrać mu na pare dni ukochana przytulankę."
                To ja już wolę nawrzeszczeć.
                • linka9 Re: Krzyczę... :((( 14.12.06, 00:13
                  verdana, chociaż nieraz z Toba ostro polemizowałam, teraz nie o polemikę chodzi,
                  autentycznie pytam, bo odczucia mam mieszane czytając różne wątki i obserwując
                  życie.

                  verdana napisała:

                  > Myśle, ze nalezy eliminowac, skoro krzyk staje się głównym środkiem
                  > porozumiewania.

                  Nie tyle chodzi o główny środek porozumienia, co częste wyrzucenie z siebie
                  negatywnych emocji. Powiem tak: zawsze byłam przeciwna, uważałam, że człowiek
                  musi się kontrolować, ale to założenie czysto idealistyczne, bo cyborgami nie
                  jesteśmy, a co poniektóre dzieci jednak niejednego z równowagi wyprowadzają.

                  > zwyczajnie
                  > porozmawiać, negocjować czy zwrócic uwagę.

                  Załóżmy, że to wszystko funkcjonuje.

                  >Kiedy krzyki i awantury są jedyną
                  > lub główna metodą wychowania dziecka.

                  Wątpię, aby dla założycielki tego wątku krzyk był jedyną czy główną metodą.
                  Jest pewnie częstą, czy w związku z tym dopuszczalną?

                  > Gdy dziecko zaczyna się bać - nie tylko
                  > gdy rodzic krzyczy

                  Problem w tym, że małe dzieci, a także starsze, te wrażliwsze zawsze będą się
                  tego krzyku bały. Więc przyjmując, że ojciec nie wspiera, praca dodaje swoje
                  trzy grosze w zakresie stresu i zmęczenia, do tego choleryczny charakter i
                  pojawia się pytanie: matka ma leczyć się z krzyków (psychoterapia? leki?) czy
                  przyjąć właśnie, że charakteru całkiem zmienić się nie da, a dziecko krzyk
                  zrozumie (zaakceptuje)

                  > Ale naprawdę, nie widzę nic złego, kiedy co pewien czas, niezbyt często,
                  > autentycznie wściekły człek zrobi awanturę z krzykiem.

                  Tylko jak zwykle pojawia się problem z ustaleniem owych granic. Bo generalnie
                  psycholodzy stoją na stanowisku, że krzyczeć na dzieci nie wolno. Jeżeli
                  krzyczymy niejako mimo woli, impulsywnie, nie potrafimy się opanować to może
                  jednak jest to sygnał, żeby skorzystać z pomocy fachowców (sięgnąć po lekarstwa?)

                  > ale jestem za
                  > tym, by pozwolić dziecku impulsywnemu czasem podnieść głos.

                  Cały czas własnie do tego zmierzam, czy osoby impulsywne (dzieci/dorośli)
                  powinny się hamować na siłę, tłumić swe reakcje czy jednak móc wykrzyczeć BEZ
                  poczucia winy?

                  > bez wyzwisk, bez niekulturalnych odzywek

                  Tego typu wrzaski w ogóle z góry odrzucam i potępiam

                  > Krzyk jest jednym ze sposóbow wyrażania uczuć.

                  Zauważ jednak, że zdecydowanie częściej ludzie krzyczą w domu niż w pracy.
                  Panuje raczej powszechne potępienie tego typu zachowań. Nikt nie godzi się na
                  to, aby nauczycielka wrzeszczała na dzieci, domagamy sie innego typu metod.

                  >Niektorzy potrafią z niego bez
                  > problemu zrezygnować, inni, z pozoru niewzruszeni, schodzą spokojnie na zawał
                  > koło 40, a jeszcze inni - i to jest najgroźniejszy typ,

                  Myślisz, że na ogół jest albo ..., albo...?

                  > wspominałam, z uroczym uśmiechem i niezwykle spokojnym tonem wyrządzają
                  >dziecku krzywdę nie do odrobienia.

                  zgoda i tak bywa

                  > Kiedyś w "Twoim Dziecku" przeczytałam radę "Krzyk i klapsy nie mogą być
                  > stosowane w wychowaniu dziecka. Gdy trzeba dziecko ukarać można na przykład
                  > zabrać mu na pare dni ukochana przytulankę."

                  Ktoś inny na forum proponował, coś w stylu obrażania się na dziecko, co też w
                  pewnym sensie jest dyskusyjne.

                  > To ja już wolę nawrzeszczeć.

                  Ale czy dziecko woli (już niekoniecznie Twoje, ale tak generalnie)?

                  I jeszcze jedno rozważam tu nie tyle lekko podniesiony, ostry ton, co właśnie
                  krzyk, wrzask o treści jednak akceptowalnej. Po prostu nie wiem, czy takie mamy
                  należy uspokajać czy jednak bezwzględnie zachęcać do wizyty u specjalisty.
                  Oczywiście jeżeli mówimy o krzyku raz na kilka miesięcy to nie ma sprawy, ale
                  tak na co dzień ...?
                  • anna_sla Re: Krzyczę... :((( 14.12.06, 00:29
                    Krzyku nie da się w 100% zahamować, bo skoro ktoś krzyczy i to często wynika to
                    głównie z temperamentu i charakteru, którego nie da się ot tak zmienić. Nie
                    powinno się zbyt często krzyczeć, sama mam z tym problem, ale wbijam sobie do
                    głowy, że ja nie chcę by moje dziecko się mnie bało i truchlało gdy krzyczę, bo
                    albo zastraszę i stłumię dziecko albo zbuntuję tak, że nic nie zadziała.. Krzyk
                    trzeba tłumić, ale z drugiej strony jakiś jego procent jest potrzebny, by
                    dziecko również czasem się bało i wiedziało, że wszystko ma swoje granice. We
                    wszystkim trzeba ponieść konsekwencje. Jeśli krzyczysz, potem wytłumacz dlaczego
                    ze szczegółami, nie tylko dotyczącymi Twojej reakcji, ale również powodu takiej
                    reakcji. Okazanie dziecku słownie bezradności w tamtej chwili pomoże zrozumieć
                    mu, jaką przykrość wyrządza krzyczącemu oraz to, że ów krzyk nie jest samym
                    krzykiem w sobie, ale objawem uczucia drugiego człowieka. Ani mama ani tata to
                    nie maszyny i dziecko trzeba uczulić na istnienie emocji i uczuć owego opiekuna.
                • anna_sla Re: Krzyczę... :((( 14.12.06, 00:20
                  Jestem podobnym charakterem, kto wie czy nie bardziej nerwowym.. Będąc nianią
                  2-latka i jego brata 7-mio latka byłam dokłądnie w takiej samej sytuacji. Nie
                  mogłam olać temat, bo dzieci to nie przedmiot, najstarszy uważał, że jestem z
                  nimi, bo muszę i za to mi płacą. Dlatego jemu wolno wszystko bo stracę pracę.
                  Podstawowym problemem było to co zaobserwowałam, że za mało miłości otrzymywał.
                  We wszystkim musiał ustępować młodszemu, jako pierwszy karierowicz szkolny
                  musiał mieć same pozytywy w nauce, być grzeczny, mama w rozmowie z innymi przy
                  nim go krytykowała!! A tu wyskoczyły z tego nacisku różne problemy dysklektyczne
                  itp.. I to był jego słaby punkt.. brak okazywania uczucia.. Więc ja robiłam
                  zupełnie odwrotnie, przytulałam go (stał jak słup z niby niezwruszoną miną),
                  buziak na powitanie, buziak na do widzenia, zabawy szturchańce i wszelkie gdzie
                  można troszkę potulić takiego sztywniaka.. Chcąc mi również pokazać jakim jest
                  złym chłopcem (bo takim go kreują rodzice nie widząc jego potrzeb) robił mi na
                  złość, był okropny, nie można było z nim lekcji robić, bo mówił, że jest to
                  głupie, a z czasem gdy miękł, że on jest głupi. Stawałam nad nim w strzępach
                  nerwów i mówiłam, że on jest bardzo inteligentny, że jeszcze nie widziałam
                  mądrzejszego 7-mio latka, a te zadania są naprawdę trudne (nie wiedzieć ile to
                  10-6? :o), powtarzałam miliony razy. WYchodziłam do łazienki ochłonąć, wracałam
                  tłumaczyłam jeszcze raz, zjadaliśmy po 6 cukierków z 10-ciu itd.. a w chwilach
                  wyjątkowej słabości stawałam z opuchniętą głową nad nim i mówiłam, że kompletnie
                  nie wiem jak z nim rozmawiać, że może on ma jakąś propozycję, wymieniałam co już
                  zrobiłam i nie skutkowało.. On zachowując się źle nie był zapraszany do
                  oglądania bajek z młodszym, do zabaw, w których chciał uczestniczyć.. Bez
                  współpracy nie bawimy się z nim, taka była reguła.. W nagrodę za dobre
                  zachowanie, za współpracę przy lekcjach zabierałam ich na lody, wycieczki i
                  wesołego miasteczka, ale przede wszystkim musiałam mu udowodnić, że nie robię
                  tego dla pieniędzy tylko dla nich samych, bo mi na nich zależy. I w tym celu
                  niejednokrotnie zostawali u mnie dłużej (po godzinach), spotykałam się z nimi w
                  wolne dni itd.. Wiesz jaki był efekt? Nie chcieli wracać do domu. Nawet ten
                  wychuchany rozpieszczony najmłodszy, który nie miał na co narzekać.. To był
                  duuuży problem..

                  Moja córka gdy mnie zdenerwuje, mówię do niej, że nie lubię takiego zachowania,
                  nie chcę w tym momencie z nią rozmawiać i nie interesuje mnie to co ma mi do
                  powiedzenia. Bardzo ją kocham ale jej zachowanie w tym momencie nie jest do
                  przyjęcia i ja nie jestem chętna do jakiejkolwiek współpracy z nią i chcę by
                  wiedziała jak mi teraz przykro i chcę by poszła sobie do pokoju.. Krzyczę też na
                  nią gdy nie daję sobie rady, ale staram się tego nie robić nie tylko ze względu
                  na nią, ale również na chłopaków (5-cio miesięcznych), któzy boją się mojego
                  krzyku. Nie stosuję bariery, że czegoś jej nie powiem, bo nie zrozumie. Mówię
                  jej wszystko włącznie z tym, że źle się zachowałam, byłam niegrzeczna, bo nie
                  umiałam inaczej się zachować i zrobiłam jej krzywdę, że tak jest mi ciężko i nie
                  radzę sobie ze wszystkim, że w złości potrafię powiedzieć coś brzydkiego, ale to
                  nie znaczy, że jej nie kocham, a ona jest złym dzieckiem. Ale jest moją jedyną
                  córką. Każde dziecko można w ten sposób wyróżnić "bo jesteś pierworodny", "bo
                  jesteś najmłodszy", "bo jesteś jedynym synem jakiego mam", "jedyną córką".
                  Trzeba mieć conajmniej trójkę dzieci jednej płci by limit się wyczerpał..
        • patyk.od.zosi Re: Krzyczę... :((( 15.12.06, 22:51
          verdana,
          jesli mozna,tez skorzystam z Twoich rad :)
          _______
          pozdr.,
          patyk
    • teletombola1 Re: Krzyczę... :((( 14.12.06, 02:20
      Ja nie krzyczę, ja wrzeszczę! Nie mogę sobie z tym poradzić, tzn. żeby przestać.
      Najpierw mówię spokojnie, tłumaczę, potem czuję jak krew mi "bulgoce" i
      wydzieram się jak głupia, a potem mam moralnego kaca - dosłownie i cały czas
      sobie powtarzam, że chyba powinnam pójść do psychologa czy do psychiatry, bo ja
      się nerwowo wykończę, a przy okazji moje dzieci. Najgorsze jest to, że wtedy
      widzę w sobie mojego tatę, a przecież obiecałam sobie kiedyś, że nie będę taka
      jak on. Nie wiem, czy sama sobie z tym poradzę, tymbardziej, że u mnie to jest
      tak ja Verdana mówiła, że ojciec mało się dziećmi zajmuje, to ja jestem z nimi
      24h na dobe i rzeczywiście czasami mam dość. A najbardziej kocham chwile kiedy
      jestem na chwilę w domu sama. Starszy syn idzie do szkoły, młodsze dzieci do
      przedszkola (tylko na 3 godziny, ale zawsze coś). Mam wyrzuty sumienia. Nie
      czuję się dobrą matką, chociaż bardzo ich kocham.
      • 2razy_mama To co pisze Teletombola1 - to ja!!! 15.12.06, 21:12
        >Najgorsze jest to, że wtedy
        >widzę w sobie mojego tatę, a przecież obiecałam sobie kiedyś, że nie będę taka
        > jak on.
        To tak jak u mnie!!!

        > Mam wyrzuty sumienia. Nie
        > czuję się dobrą matką, chociaż bardzo ich kocham.
        To znowu tak jak ja!!!

        Różnice też są - ja na szczęście pracuję. To oznacza 9 godzin dziennie bez
        dzieci... W weekendy krzyczę częściej - niestety! No i ja mam "tylko" dwoje
        dzieci. Trzeciego nie chcę, bo bym chyba zwariowała!!!
        U psychologa dziecięcego byłam,pani poradziła mi system słoneczek żółtych (dobre
        zachowanie dziecka) i czarnych (złe). Po całym dniu nagroda lub kara. Sprawdza
        się, ale nie zawsze... Jak chyba każda metoda. Mimo to polecam.

        Do wszystkich Mam, które uważają, że dzieci BOJĄ się krzyczącej mamy, otóż NIE
        BOJĄ się!!! Po jakimś czasie mój krzyk spłynął po synku jak po kaczce, teraz to
        samo już obserwuję u młodszego!
        • anna_sla Re: To co pisze Teletombola1 - to ja!!! 15.12.06, 21:31
          >> Do wszystkich Mam, które uważają, że dzieci BOJĄ się krzyczącej mamy, otóż NIE
          > BOJĄ się!!!

          córka wyraźnie się mnie boi i jej zachowania nie można z niczym innym pomylić..
          • 2razy_mama Re: To co pisze Teletombola1 - to ja!!! 15.12.06, 21:40
            Może chłopcy są "impregnowani"? A może moi akurat tacy są? Nie boją sie i już!
            To widac... choć czasem chciałabym jakieś ich reakcji. Teraz patrzą, niby tego
            słuchają, i...robią swoje. Gdyby się bali to by jakoś się tym przejmowali,
            starali by się poprawić, zapobiec krzykom...
            • anna_sla Re: To co pisze Teletombola1 - to ja!!! 16.12.06, 08:49
              Może starszy już się "przyzwyczaił" (o uodpornieniu nie ma mowy.. chyba), może w
              tym krzyku brakuje jakiejś konsekwencji, np. mówisz, że coś zrobisz np. za karę
              i tego nie robisz, więc olewka, bo wie, że nie zrobisz. A może jakaś inna, która
              sprawia, że on traktuje ów krzyk jako krzyk sam w sobie kierując się własnymi w
              tym momencie racjami, które są dla niego ważniejsze uważając, że go nie
              rozumiesz. Pohałasujesz trochę i przestaniesz, może czegoś tu brakuje, a młodszy
              może brać przykład ze starszego brata. Widzi jak on się zachowuje w tej sytuacji
              i powiela to. Podobnie z resztą było z zachowaniami chłopców którymi ja się
              opiekowałam. Widząc, że sobie nie radzę (na samym początku) "traktowali" moje
              nerwy jak dobrą zabawę. Młodszy przy starszym toćka w toćkę to samo, a jak
              byliśmy sami (ja i młodszy) to zupełnie inna bajka, bardziej układny, ugodowy
              jakby więcej rozumiał..
    • asia889 Re: Krzyczę... :((( 14.12.06, 07:53
      Wiecie, ja też strasznie krzyczałam. Byłam z dziećmi 24 godz. na dobę, przez 7 dni w tygodniu (teraz zresztą też). Mąż ciągle w pracy. Od wymagania i karania byłam tylko ja (bardzo podobała mi się rada włączenia ojca do karania - ale raczej trudna). Zmęczenie i niemożność wyegzekwowania pożądanch zachowań u dzieci robiły swoje. Awantura przy wyjmowaniu z wanny, awantura przy wychodzeniu na dwór, problem z powrotem do domu (płaczące niemowlę w wózku, a syn za nic nie chce wracać bo ma swoje plany). Okropność!!! Ledwo przeżyłam ten okres buntu u moich dzieci (ok 2.5 roku).
      Nie jestem i nie byłam przeciwniczką krzyku. Oczywiście jeśli można się powstrzymać to lepiej dać na wstrzymanie, jeśli już się "gotuję" to lepiej wykrzyczeć i nie dusić pretensji w sobie, bo inaczej zawał albo jakaś choroba psychiczna. Pomysł z psychoterapią i lekami mnie zszokował (głównie leki - na co właściwie miałyby pomóc? na zmęczenie?). Ja mam do tego inne podejście. Jeżeli za dużo krzyczymy na dzieci, to znaczy, że powinniśmy zmienić nasze metody wychowawcze na bardziej skuteczne. Bardzo przydatna jest lektura forum "wychowanie" (kopalnia pomysłów), dokształcanie się w psychologii dziecięcej, czytanie książek na temat dzieci. Kiedy wiemy co i jak i dlaczego nie ma już potrzeby krzyczeć.

      PS. Bardzo polecam wzmacnianie zachowań przez nagradzanie. Skuteczna i bardz przyjemna w egzekwowaniu metoda.
      • bess Re: Krzyczę... :((( 14.12.06, 23:37
        Mam podobny problem, jestem z dziecmi sama cale dnie (glownie chodzi o synka,
        ktory ma prawie 3 lata, bo corka dopiero 6 mcy))- zauwazylam, ze duzo wiecej
        cierpliwosci mam wtedy, gdy jestem wyspana. Poza tym staram sie byc w stosunku
        do niego maksymalnie konsekwentna i widze, ze to dziala. Poza tym nie zaaskakuje
        go, ale zwykle mowie: Krzysiu za pare minut idziemy/konczymy itp.
        Widze tez, ze moje dziecko histeryzuje, gdy jest zmeczone lub glodne (w sumie
        normalka), wiec staram sie nie dopuszczac do takich stresowych kombinacji.
        Ogolnie nie jest bardzo rozowo, ale jakos znosnie. pocieszam sie, ze do pracy
        wracam z a pol roku i jeszcze zatesknie za tymi czasami, kiedy moglam siedziec w
        domu.
        Maz podtrzymuje mnie na duchu (stara sie pomagac jak moze, ale wiadomo, ktos
        musi zarobic na dom), ze nie powinnam miec kaca moralnego, po tym jak
        krzyknelam, czy dalam klapsa. Ja rowniez daje sobie prawo do bycia zla i
        zmeczona bez zbytnich wyrzutow sumienia, choc to nie jest łatwe.
    • zuzanna_anna Re: Krzyczę... :((( 15.12.06, 13:12
      Bez wzgledu na to , czy wrzeszczymy "slusznie" czy nieslusznie, trzeba pozniej
      dziecku wytlumaczyc dlaczego krzyczalysmy i ewentualnie za krzyk przeprosic.

      Najgorsze jest to, ze dzieci ucza sie tej samej formy wyladowywania
      frustracji. Jak jestem maksymalnie zdenerwowana, wychodze na chwile do lazienki
      i probuje zdystansowac sie do sytuacji. Dobrze jest tez zerknac w lustro i
      zobaczyc swoja zlosc na twarzy, bardzo pomaga.
      • 2razy_mama Jakie leki?!!! 15.12.06, 21:34
        Niektóre z Was, Drogie Mamy, chcą eliminować krzyk lekami... Jakimi? Na
        uspokojenie? Może, ale to na krótką metę, przecież całe życie nie będę jechać na
        lekach! Można się uzależnić! Psychoterapia - zgoda. To jest jakiś pomysł!

        Acha! Napiszę jeszcze, że od czasu kiedy założyłam ten wątek, a więc od prawie
        tygodnia, nie nawrzeszczałam na chłopców ANI RAZU! Może to jest metoda? Pogadać
        z takimi Mamami jak ja?!

        DZIĘKI za wsparcie!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka