Dodaj do ulubionych

dylematy matki pracujšcej...

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.10.07, 09:44
Witam serdecznie

Mam 7-mio miesięcznego Synka,wyczekanego, bo po 5ciu latach w końcu
nam sie udało.Kiedybyłam w cišży, umówiłysmy się z mojš mamš, że po
macierzyńskim wrócę sobie spokojnie do pracy, a ona się Młodym
zajmie. Jak uzgodniły?my tak tez zrobiły?my i....tu się zaczyna mój
problem.Wróciłam do pracy i jestem starsznie "rozdwojona" - z jednej
strony chcę pracowac, bo prace mam fajnš i nawet dobrze płatn.š. Ale
z drugiej strony tyle czasu mi ucieka, tak mało się widze z synem,
tęsknię za nim strasznie, niejednokrotnie jadę do pracy i
beczę.Szkoda mi tego czssu, kiedy nie jestem z nim, męczy mnie
?wiadomosc, że praktycznie rzecz ujmujšc to moja mam mi go
wychowuje. Nie, zebym miała zastrzeżenia, nie robi nic, czego nie
uzgodni ze mnš, zawsze mnie pyta o wszeklie nowo?ci, które chce
wprowadzić. I Młody jest u niej bardzo zadowolony, nie płacze i nie
marudzi. To bardziej we mnie problem siedzi.Mama mi dzwoni i opiuje,
co nowego zrobił, co zjadł, opisuje mi reakcje, a ja aż skręcam
się , bo nie wiedzę tego i nie ma mnie przy nim.
I miotam się w sobie - i?c na wychowawczy czy nie?? Troche byłoby
krucho z kasš za jednš wypłatę. A może pzremóc sie w sobie i
pracować? Wszak Małemu nie jest ?le u babci??Ale - czy to sie na
mnim nie odbije jako? "psychicznie", że nie był ze mnš od małego,
tylko z babciš? A mama cały dzień spedzała z nim tylko w weekendy??
Czy to bedzie dla niego "normalkš', czy lepiejdla niego byłoby gdyby
był ze mnš???
Mam nadzieję, ze dobrze wytłumaczyłam mój problem i dobzre bedę
zrozumiana. Ciężko mi wyj?ć z tego impasu, nie wiem, co lepsze i co
korzystniejsze byłoby dla Syna i dla mnie.Pomóżcie proszę, napiszcie
jakie sš Wasze odczucia, przeżycia, może która? z was jest w
podobnej sytuacji??i Pani Justyno, co pani na to????
Pozdrawiam serdecznie :o))
Obserwuj wątek
    • Gość: Aleksandraja1 Re: dylematy matki pracujšcej... IP: 82.112.132.* 10.10.07, 10:52
      Kochana Mamo Synka.
      Opiszę Ci co i ja było u mnie. Wniosek będzie jednoznaczny.
      Kiedy urodziłam pierwszą córeczkę byliśmy młodzi, biedni i bez pomysłu jak to
      będzie.
      Prze moje dzieciństwo z pełnym zaparciem postanowiłam sobie, że moich dzieci nie
      będzie wychowywał nikt z rodziny.
      Kiedy mała skończyła 6mcy (strasznie maleńka była) daliśmy ja do żłoba.
      Pracowałam do 3ciej tylko ale i tak cale jej dzieciństwo mi uciekło. Teraz po 10
      latach zdałam sobie sprawę ze wiele nie pamiętam,a wyrzuty sumienia mam do dzisiaj.
      Jeśli chodzi o konsekwencje to u Twojego brzdąca będą inne niż u mojej, bo
      jednak to Twoja mama sie nim zajmuje.
      U mojej malej w ogóle nie ma blokady przed obcymi, jest niesamowicie kontaktowa
      i bardzo łatwo aklimatyzuje sie w nowym otoczeniu.
      Ale za to ma silne poczucie walki o wpływy w grupie, przesadnie walczy o
      wszystko niszcząc czasami dobre stosunki miedzy koleżankami.
      Można by o tych cechach dyskutować, skąd sie wzięły itd ale mi sie wydaje, ze
      żłoba, przedszkola itd.
      mamy ze sobą dość dobry kontakt, nie licząc tego, że wchodzi w czas pokwitania:)
      Przez cale lata sumienie mnie gryzło, że jednak tak łatwo dałam sie zmanipulować
      mężowi również młodemu jak ja, teściom i, że strasznie głupio postąpiłam,
      myśląc, że pracując będę bardziej użyteczna, niż będąc w domu z mała.
      Głupota do kwadratu.
      Oczywiście u Ciebie są inne powody chęci powrotu do pracy ale priorytet jest
      jeden-SYNEK!
      Teraz po10 latach urodziłam drugie dziecko.
      Sytuacja jest podobna do Twojej, bo po kilku latach pracy za granicą w byle
      jakich pracach za marne pieniądze, dostałam świetna pracę, gdzie popracowałam
      tylko rok. I była decyzja co robimy.
      Oczywiście jest ciężko z jedną wyplata, brak wsparcia socjalnego, nie ma
      rodzinki do pomocy ( czego nawet bym nie chciała), strata super pracy bez
      możliwości powrotu( urlop tylko 4 mce bezpłatnego).
      Dla mnie to była przesada oddać dzidzie 4-miesięczna do żłoba od 8.30 do 17.30!
      Od początku strasznie parłam do tego, żebym mogła zostać w domku z małą, chociaż
      doskonale znałam konsekwencje finansowe.
      Dzięki Bogu i mi jest łatwiej i dojrzalej patrzeć na tę sytuację i mąż dojrzał i
      rozumie.Wygraliśmy. Zostałam w domu, bez bólu zrezygnowałam z pracy. Wierze, że
      bez problemu znajdę coś fajnego po roku czy dalej.I wiem, że to najlepsze co mi,
      małej i naszej całej rodzinie może się zdarzyć.
      Oczywiście każdy jest inny i Twoja sytuacja jest super z mamą, ale to, że teraz
      płaczesz nie skończy się jak mały podrośnie. Juz zawsze będziesz myśleć o
      straconym czasie. Przynajmniej ja tak mam. A pieniądze? Praca? Przecież nie
      pracujesz nad szczepionką ratującą życie świtu. Chyba, że tak!
      Daj sobie spokój. Daj Sobie i dzidzi, tak wyczekanej, czas na życie. Piszę z
      takim zapałem, bo wiem jak strasznie to jest ważne!
      KOchana Mamo!
      Już nic nie wróci tego czau kiedy Maleństwo uśmiecha sie po pobudce z porannego
      spania, mówi mamamamamamama i myślisz, ze to właśnie do Ciebie! Kiedy wyciąga
      rączki tylko do Ciebie.
      OJEJ. Ja rozumiem, jak to jest z pieniędzmi, ale jeśli jest choć cień szansy, że
      przetrwacie choć rok bez Twojej wypłaty to bądź z synkiem.
      Ojej.Powodzenia CI życzę i napisz co myślisz.
      aleksandraja1@gazeta.pl
      Buziaki.
      • Gość: mamu?ka:o) Re: dylematy matki pracujšcej... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.10.07, 12:59
        Myslę, że masz rację . Chwil, które teraz mi uciekajš, nigdy już nie
        odzyskam. Synek mi ro?nie z dnia na dzień i żal mi, że mnie nie ma
        przy nim . Ale ciężko mi przepchnšć tš decyzję przez mojego męża -
        on nie widzi generalnie problemu, skoro Mały jest u babci i mu tam
        dobrze. Ale ojciec to nie matka - nie przywišzuje się tak sercem i
        duszš do dziecka, więc nie czuje tego problemu.Dziękuje Ci bardzo za
        Twójš wypowed? - potwierdziłas moje obawy co do żalu za kilka lat.
        Chyba musze przeprowadzić poważna rozmowę w domu, bo ja jestem
        wła?ciwie przekonana. Jedynie, co mnie powstrzymuje to fakt, że
        muszę zamienić mieszkanie na większe i może się to wišzac z
        kosztami.Ale, zobaczymy jeszcze jak to bedzie. na razie sercem i
        duszš jestem za tym, aby i?c na wychowawczy.Oj, nie jest łatwo być
        pracujšcš mamš, oj nie....
        • Gość: Aleksandraja1 Re: dylematy matki pracujšcej... IP: 82.112.132.* 10.10.07, 13:20
          co do Twojego męża to jest identycznie jak było z moim przy pierwszej córce. Do
          niego po prostu w żaden sposób nie docierało ani nie miał nawet w swoich
          wyobrażeniach tego, jakie są uczucia, emocje, konsekwencje emocjonalne i u
          dziecka i u matki jeśli zaistnieje taka sytuacja.
          Trzeba, i Ty musisz, być całkowicie przekonana, 100%, że dacie rade, że to dobra
          decyzja, że tak jest optymalnie przecież dla jego syna!!!
          To nie jego siostrzeniec, bratanek, sąsiad tylko syn.
          Pierworodny, wyczekany.
          Wiem co czujesz, przed taką rozmową jest ciężko, bo potem możesz usłyszeć, że to
          Ty chcesz się obijać, że teraz tylko on zarabia, że sama chciałaś ścisnąć pasa i
          takie tam.
          Nie wiem jaki jest Twój mąż.
          Może podejdz do niego dyplomatycznie, nic na ostrzu moza, bo sie postawi i muru
          nie przebijesz. Moze pogadaj z mama, zeby Ci pomogla w argumentacji, ze moze
          troszke zmeczona, juz nie te lata, ze badania musi zrobic(odpukac...)Facetów
          trzeba urabiac i potem czuja sie tacy ważni ze na wszystko sie godza a Ty
          bedziesz z synkiem. Jeszcze potem bedzioe z tego dumny, ze utrzymuje swoja
          ukochana rodzine sam.
          Matko, trzymaj sie, musisz być pewna czego tak na prawdę chcesz. nie możesz
          chcieć być z synkiem i chcieć pracować, bo maż wykorzysta Twoje wahania i
          zacznie tobą manipulować. To jest wszystko takie delikatne.
          A mieszkanie? Matko kochana. Za 1,5 roku wymienicie!
          Nic nie jest ważniejsze od tego pierwszego roku z mama.
          Mogłabym założyć ruch szerzący świadomość jakie ważne sa chwile matki z
          dzieckiem, tak bardzo przezywam swoja decyzje z pierwszym dzieckiem.
          Namawiam, gorąco namawiam.
          Pozdrowienia i koniecznie napisz w przyszłości jaka decyzja.
    • justyna_dabrowska Re: dylematy matki pracujšcej... 10.10.07, 14:29
      Cóż...tę decyzję każdy z nas podejmuje sam. Nie umiwm jej podjąc za
      Panią. Moge tylko powiedziec że z obydwojgiem swoich dzieci byłam
      dośc długo w domu i nie żałuję. Nie wydaje mi się też by ucierpiała
      na tym moje "kariera".

      Pozdrawiam serdecznie
      JD
    • gosiakd1 Re: dylematy matki pracujšcej... 10.10.07, 15:59
      Może mnie tu Panie zakrzyczą ale moje zdanie jest nieco inne.
      Otóż pracuję w firmie, która zatrudnia bardzo dużo młodych ludzi,
      młodych matek. Często rozmawiam z tymi właśnie mamami, które prawie
      rozdygotane pędzą do domu, bo dziecko z babcią czy nianią a ona w
      pracy, co sie z maleństwem dzieje, Ono tyle nowych rzeczy potrafi a
      ja tego nie widzę itp...
      Przyszła taka refleksja: czy to nie matka bardziej potrzebuje
      dziecka niż dziecko matki, będąc przez te kilka godzin pod bardzo
      dobrą opieką? Oczywiście, to RODZICE SĄ NAJWAŻNIEJSI I NIKT ICH NIE
      ZASTĄPI!!! Ale moze to Młoda Mama ma problem nie mogąc oderwać się
      od dziecka? Sama jestem mamą 2-letniego brzdąca. Do pracy wróciłam
      od razu po urlopie mac. Zmusiły mnie do tego finanse, ale nie
      żałuję, ponieważ spotykając sie z ludźmi, wychodząc z domu robię też
      coś dla siebie, nie jestem sfrusrtowana siedzeniem w domu,
      gotowaniem, sprzątaniem, opieką nad dzieckiem. Ono jest moim skarbem
      największym i potrzebuje mamy spokojnej, zadowolonej z siebie.
      Rozwiązaniem dla Ciebie będzie może obniżenie wymiaru czasu pracy w
      ramach urlopu wychowawczego do 0,5 czy 3/4 etatu?
      • Gość: mamuśka:o) Re: dylematy matki pracujšcej... IP: *.byt.3s.pl 10.10.07, 21:23
        nie zakrzyczę...ale każda z nas jest inna - jedna potzrebuje
        wiekszego kontaktu z dzieckiem inna mniejszego. Ja widocznie
        potrzebuję większego.Lubię swoją pracę, ale dziecko dla mnie jest
        milion razy ważniejsze.Długo na niego czekalam.Dlatego miotam się od
        ściany do ściany i nie wiem, co będzie lepsze. Choć serce podpowiada
        mi, że powinnam zostać z Młodym...Echhh nie jest lekko, oj nie...
        • mama303 Re: dylematy matki pracujšcej... 10.10.07, 22:22
          Gość portalu: mamuśka:o) napisał(a):
          > Choć serce podpowiada
          > mi, że powinnam zostać z Młodym...Echhh nie jest lekko, oj nie...

          Oj każdej z nas serce podpowiada podobnie ale jest jeszcze rozum.
          Ja byłam zmuszona wrócic do pracy ze wzgledu na finanse a rezygnacja
          z dobrej pracy /dobre zarobki, opieka medyczna, wypracowana dobra
          atmosfera w pracy/ wydawały mi sie lekkomyślnoscia własnie w
          sytuacji gdy pojawiło sie dziecko.
          Przeżywałam bardzo, miałam podobne rozterki ale... obecnie niczego
          nie żałuję. Córcia rozwija sie doskonale, nie ucierpiała na tym
          napewno a zyskała coś bardzo cennego - ma doskonały kontakt z
          babcią /prawie taki jak ze mną :-)/, która była z nią do czasu
          pójścia do przedszkola.
          Wtedy rozważałam rezygnacje z pracy, teraz z perspektywy czasu wiem
          że zrobiłabym wtedy ogromny błąd.
          Kobiety czasem pochopnie rezygnują z pracy a potem są niezadowolone
          ze swojego życia.
    • veev Re: dylematy matki pracujšcej... 11.10.07, 12:41
      Tak naprawde nikt tego za Ciebie nie rozstrzygnie. Plusy i minusy widzisz sama i
      sama musisz sobie odpowiedziec, co jest teraz najwazniejsze. Moze da sie to
      zorganizowac tak, zebys pracowala krocej, w elastyczniejszych godzinach, brala
      czesc pracy do domu? To przeciez tak naprawde chodzi o niewiele, rok, dwa lata -
      to w sumie rzadko jest czas, ktorego sie "zawodowo" nie da nadrobic.

      Ja (mowie teraz wylacznie za siebie) nie wyobrazam sobie, ze nie pracuje - nie
      tylko z powodow finansowych. To jest mi potrzebne tak samo, jak rodzina, dom i
      inne aspekty zycia.

      v.
    • blueberry77 Re: dylematy matki pracujšcej... 11.10.07, 12:56
      Ja jestem w bardzo podobnej sytuacji - mój synek też ma 7 miesięcy i ja też
      pracuję, a w tym czasie synkiem zajmuje się moja teściowa. Tylko że ja wróciłam
      do pracy jak mały miał pół roku i na razie pracuję 3 dni w tygodniu
      (wykorzystuję zaległy urlop). Niestety już od listopada będę pracować 4 dni w
      tygodniu, a od nowego roku w pełnym wymiarze, ale to stopniowanie pozwoliło mi
      się przystosować do nowej sytuacji i jednocześnie pobyć więcej z dzieckiem.
      Oczywiście tęsknię i jestem trochę zazdrosna, że synek więcej czasu spędza z
      babcią niż ze mną, ale z drugiej strony uważam, że praca pozwala mi trochę się
      oderwać od domowej rutyny, odświeżyć podejście do dziecka, dzięki niej mam
      kontakt z ludźmi, za którym tęskniłam będąc w domu i mimo zmęczenia wracam do
      mojego synka wieczorem stęskniona i pełna energii, w wolne dni z radością
      poświęcam mu całą swoją uwagę. Wydaje mi się, że dzięki pracy mam więcej
      cierpliwości dla dziecka, że mniej się denerwuję i bardziej doceniam każdą
      spędzoną razem chwilę. Sporo też na tym forum (albo raczej na forum Niemowlę)
      było wypowiedzi zmęczonych mam, które żaliły się, że mają dość siedzenia w domu,
      że każdy dzień jest taki sam, że brakuje im kontaktu z dorosłymi ludźmi, itd.
      Oczywiście każda z tych sytuacji ma swoje za i przeciw, ja pokazałam Ci moje
      "za", a wybór należy do Ciebie :).

      A czy na dziecku się to odbije? Myślę, że bardziej może się na nim odbić Twoja
      frustracja, więc zrób tak, żebyś Ty była szczęśliwa i spełniona. Pomyśl, że
      tysiącami dzieci zajmują się obcy ludzie (nianie i opiekunki w żłobkach) i
      raczej nie wyrastają z nich skrzywieni psychicznie dorośli ;)
      • 2razy_mama Re: dylematy matki pracujšcej... 13.10.07, 21:12
        Ja mam dwóch synków, za każdym razem wracałam do pracy po macierzyńskim. Za
        pierwszym razem (po 26 tyg.) został z synkiem mój Tato (!), a za drugim razem
        (po 18 tyg.) byłam w bardziej komfortowej sytuacji, bo z dziećmi zostali moi
        Rodzice we dwójkę. Za pierwszym razem beczałam cały ostatni weekend przed
        pójściem do pracy, za drugim - już nie płakałam - już wiedziałam, że robię
        dobrze... Bo wg mnie sprawy materialne też są ważne, nie uciekniemy od tego, czy
        to nam pasuje czy nie! Czy byłabym szczęśliwsza siedząc w domu i licząc czy
        wystarczy mi pieniędzy męża do kolejnej wypłaty?! NIE!!! Pracuję i dzięki temu
        stać mnie na lepsze jedzenie, prywatnych lekarzy, zabawki. Czy moje dzieci były
        nieszczęśliwe bo nie były ze mną cały dzień? Nie sądzę - moi Rodzice to
        troskliwi dziadkowie, mądrzy ludzie.
        Moja rada - pracuj, a po południu (i w weekendy)spędzaj czas z dzieckiem
        (intensywnie!), baw się , przytulaj, bądź cała tylko dla dziecka! Mam
        koleżanki,które niby siedzą z dzieckiem w domu, a tak naprawdę prawie wcale mu
        tego czasu nie poświęcają...
        • yarpen111 Re: dylematy matki pracujšcej... 14.10.07, 20:52
          Doskonale Cie rozumiem.
          Ja jestem mama 10 miesiecznego Kuby i jestem na urlopie wychowawczym.
          Nie zdecydowalam sie na powrot do pracy, bo za dlugo staralam sie o maluszka,
          zbyt dlugo na niego czekalam, by teraz tracic jego niemowlectwo. To przy mnie po
          raz pierwszy sie usmiechnal, to ja widzialam jak pierwszy raz siada, jak
          klaszcze w raczki po raz pierwszy, jak wstaje, jak robi tant tany! Nie wyobrazam
          sobie,zebym mogla tych chwil nie widziec!
          Duzo sie teraz mowi o tym, ze liczy sie jakosc spedzanego czasu z dzieckiem, a
          nie ilosc.. niestety wedlug mnie i niektorych pwsychologow dzieciecych jest to
          slogan dla tych ludzi, ktorzy nie chca "poswiecic" kariery dla dziecka. Ja
          uwazam,ze przez 2-3 lata swiat zawodowy mi sie nie zawali. Moze po powrocie do
          firmy mnie zatrudnia , moze nie, bede sie martwic tym pozniej. Mi praca nie jest
          neizbedna do zycia, zawsze byla tylko dodatkiem do zycia, a nie calym zyciem,
          chociaz wiem,ze dla niektorych jest priorytetem. Ja nie musze koniecznie
          wychodzic codziennie do pracy,zeby spotakc sie z ludzmi czy zrobic cos dla
          siebie. Wystarczy mie jeden dzien czy dwa w tygondiu, wtedy Maluchem zajmuje sie
          babcia,czy maz, a ja wychodze na 3-4 godziny.Jesli sytuacja finansowa nei zmusza
          cie do pracy, to uwazam,ze fajnejest byc z dzieckiem w domu i na nic innego bym
          tego nie zamienila!Takie chwile zdarzaja sie w zyciu TYLKO raz, a prace zawsze
          mozna zmienic. Dziecinstow szybko przemija, warto z niego czerpac radosc i
          cieszyc sie nim, bo nim sie obejrzymy wyrosna nam poxciechy i pojda w swoja strone:)
          Pozdrawiam i zycze podjecia modrej decyzji!
          • mama303 Re: dylematy matki pracujšcej... 15.10.07, 14:39
            yarpen111 napisała:

            > To przy mnie po
            > raz pierwszy sie usmiechnal, to ja widzialam jak pierwszy raz
            siada, jak
            > klaszcze w raczki po raz pierwszy, jak wstaje, jak robi tant tany!
            Nie wyobraza
            > m
            > sobie,zebym mogla tych chwil nie widziec!

            No właśnie, to często chodzi bardziej o "dobro" mamy niż dziecka i
            nawet to rozumiem :-)
            • Gość: Aleksandraja1 Re: dylematy matki pracujšcej... IP: 82.112.132.* 15.10.07, 15:45
              Ludzie święci!!!!
              NIeeee! To niby tak można obrócić kota ogonem, jak adwokat na sali sądowej, ale
              nikt nie zastąpi mamy! NIkt. Najlepsza babcia!Niania! NIkt!
              PO co w ogóle Pani komentuje, to brzmi jak usprawiedliwianie się, że jednak
              poszło sie do pracy.
              Ja też przeszłam wszelkie możliwe sytuacje ( jak opisane powyżej w poprzednich
              postach) i jako dziecko. Mnie wychowywała głównie babcia i ciotka ale całe życie
              brakowało mi mamy. Oczywiście była, pracowała, była obok jak wracała z pracy,
              ale kontakt był lepszy z babcią. I mimo jako maluch nie umiałam wyrazić ani
              świadomie zdefiniować emocji, to pamiętam taki jakiś smutek i "płacz pod
              wierzchem", że nie z mamą jestem.
              I proszę teraz to skomentować! Niee...ale ja i tak nie przekonam, bo to przecież
              będzie, że o nieświadome niczego niemowlaki chodzi...eehhhh.
              • mama303 Re: dylematy matki pracujšcej... 15.10.07, 17:18
                Gość portalu: Aleksandraja1 napisał(a):

                > PO co w ogóle Pani komentuje, to brzmi jak usprawiedliwianie się,
                że jednak
                > poszło sie do pracy.

                Jak to po ja komentuję?
                Bo na forum jestem :-)
                I wydaje mi się że naprawdę to my matki mamy z tym często większy
                problem - to znaczy z rozstaniem z dzieckiem.
                Sytuacje w życiu bywaja różne i super oczywiscie jak matka może i
                chce zostać w domu z dzieckiem, ale... jeśli nie może/nie chce to
                nie trzeba niczego robić na siłę bo w moim przekonaniu dziecku
                krzywda sie nie stanie. Matce też :-).
                No i oczywiscie pisze to także przez pryzmat swojego dzieciństwa -
                moja mama i tata pracowali - nigdy nie odczuwałam przez to jakiejś
                krzywdy a moja mama była dla mnie najważniejsza na świecie chociaz
                był czas gdy opiekowała sie mną kochana ciocia, do której oczywiscie
                zawsze miałam i mam sentyment /z wzajemnoscią :-)/ chociaz niewiele
                pamietam z tego czasu.
    • Gość: Ewa Re: dylematy matki pracujšcej... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.10.07, 13:41
      Myślę, że dla dziecka zdecydowanie lepiej jeżeli może być z mamą do
      3 roku zycia. Nawet kochana babcia nie zastapi mamy a codzienne
      wielogodzinne rozstania zaburzają potrzebę bezpieczeństwa, burzą
      świat malca który powinien być bezstroski jak kolorowa bajka.

      Ktoś napisał że to dla matki jest ważne a nie dla dziecka.
      Nieprawda. Spotkałam się też z opiniami, że matka zostaje w domu z
      dzieckiem bo jej się nie chce pracować! Siedziałam z moim dzieckiem
      w domu dopóki nie poszło do przedszkola, jestem bardzo zadowolona że
      podjęłam taką decyzję ale wielokrotnie było mi ciężko siedząc całe
      dnie w domu z maluchem, koleżanki pracowały i nie miały czasu albo
      mieszkały daleko i nie chciało mi się jechać autobusem z wózkiwm
      przez całe miasto. To był chyba największy problem-brak kontaktu z
      ludźmi, często czułam się samotna. Ale uważam że podjęłam słuszną
      decyzję. A do osób twierdzących że siedzenie w domu z dzieckiem to
      lenistwo, nicnierobienie itd powiem tak: pracuję już w trzecim
      miejscu i żadna praca nie jest tak wyczerpująca jak spędzanie z
      niemowlakiem 24g na dobę. Według mnie to te mamy które podrzucają
      swojego malca innym a same idą do pracy (często czystej łatwej i
      przyjemnej) są wygodne. Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka