Dodaj do ulubionych

co dalej???

01.01.08, 10:56
Witam.
Na wstępie chciałabym życzyć każdej mamie szczęśliwego Nowego Roku.
Wiem, że podobny wątek był niedawno poruszany, postanowiłam jednak obszerniej opisać moja sytuację. Być może samo „wypisanie” pomoże mi uporać się z tym wszystkim.
Moja córeczka w styczniu skończy rok. Była dzieckiem zaplanowanym, wyczekanym, i trzeba było się trochę postarać by zaistniała na tym świecie. Gdy dowiedziałam się o tym że jestem w ciąży byłam przeszczęśliwa. Niestety ciąża była pasmem różnych trudnych chwil. Pierwszy ginekolog, do którego trafiłam powiedział, że nie potrzebnie się fatygowałam, gdyż i tak nie donoszę. To co wtedy czułam nie da się opisać słowami. Potem cała ciążę drżałam. Nie było wielu komplikacji, ale słowa tego palanta prześladowały mnie, aż do rozwiązania. Poród też zakończył się cesarką. Trzymali mnie 3 dni z odchodzącymi wodami, aż dziecko zaczęło trącić puls. Ale w końcu urodziła się moja mała córa. Zdrowa, maleńka ale cudowna. Hmm.. cudowna trwało całe 3 dni po porodzie. Oczywiście nie obyło się bez inkubatora 4 dni z żółtaczką, a ja obok plastikowego pojemnika, zastanawiałam się czy to na pewno moje dziecko... a Może się gdzieś pomylili?? (Dzieci w inkubatrokach leżały na innej sali). Gdy w końcu po 10 dniach spędzonych w szpitalu wróciliśmy do domu... zaczął się baby blues. Prawie przez 2 miesiące byłam nieobecna i nie wiele pamiętam z tego okresu. W zasadzie to czarna dziura... Niby wszystko ok... każdy był zachwycony moim macierzyństwem, że niby taka dobra, czuła... prawdziwa matka... a ja czułam, że nie kocham tej dziewczynki.. że muszę się nią zająć i muszę coś zrobić... MUSZE!!! Nie chce... muszę.... miesiące mijały i okazywały się uczucia do córki. Najpierw lęk.. potworny lęk o to czy wszystko będzie dobrze.. czy jest zdrowa... do 7 miesiąca córka ulewała okropnie.... dwa razy o mało nie wyładowałyśmy w szpitalu. Na szczęście udało się tego uniknąć. I nagle córka przestała chorować i zrobiła się taka fajna... Uwierzyłam, że może już koniec tej złej passy. Niestety zaczęła potwornie chorować i okazało się, że ma anemię. Do tego doszły problemy w małżeństwie. I coś pękło... Nagle złość, nienawiść i furia wybuchły ze zdwojona siłą... Moja córka skończy w styczniu rok.. a ja po prostu najchętniej uciekłabym od niej i zastawiła wszystko za sobą. Czuje, że nie panuję nad złością. Że w końcu zrobię jej krzywdę... albo sobie.. Czuje nienawiść do swojego dziecka... choć tak bardzo chcę żeby była najszczęśliwsza. Czuję jeden wielki wyrzut sumienia. Dodatkowo dzieje się ze mną coś dziwnego. Mój mąż twierdzi że mówię jakieś rzeczy na głos, a ja kompletnie tego nie pamiętam. Choć mówiłam (podobno) to przed chwilą.
Nie wiem co dalej... nie chcę takiego życia dla mojej córki. Co robić? Co czuć? Co dalej?....
Obserwuj wątek
    • palina22 Re: co dalej??? 02.01.08, 09:02
      Witam, proponuje wizyte u psychologa,obca osoba ktora napewn
      spotkala sie juz z podobna sytuacja napewno wie co poradzic,
      pozdrawiam
    • justyna_dabrowska Re: co dalej??? 02.01.08, 11:28
      Radziłabym jak najszybciej poszukac pomocy u psychiatry bowiem to co
      PAni opisuje przypomina objawami depresje poporodową a tę trzeba
      leczyc - im szybciej tym lepiej.
      Do psychiatry nie jest potrzebne skierowanie

      Pozdrawiam
      JD

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka