Dodaj do ulubionych

O Alice Miller

26.01.08, 22:35
Mam przed sobą dwie jeszcze nie przeczytane pozycje: "Gdy runą mury milczenia" oraz "Bunt ciała". Niestety, tylko te dwie udało mi się dostać. Przejrzałam pobieżnie treść i mam wrażenie, że autorka ma bardzo wiele racji, ale jest zbyt zapalczywa i nieco zaślepiona. Dlaczego nic nie wspomina o ludziach, którzy pomimo trudnego dzieciństwa nie mają problemów ze sobą? Przecież życie to nie wzór matematyczny. Rodzeństwo zazwyczaj wychowuje się w identycznych warunkach, a potem okazuje się, że dzieci tych samych rodziców są zupełnie inne, inaczej wychowują swoje dzieci, inaczej odczuwają wszystko i inaczej patrzą na świat. Chyba jest gdzieś w człowieku jakiś wewnętrzny "core", kręgosłup moralny, osobowość, dusza, sumienie i to stanowi o nas, jako ludziach. Spoglądając na wychowanie z perspektywy Miller można popaść w obłęd. Należałoby kontrolować każdy swój ruch, słowo, gest, bo przecież wszystko to może mieć wpływ na kształtowanie osobowości naszego dziecka. Tymczasem okazyjne zdenerwowanie i taka zwykła ludzka słabość - tego chyba też nasze dzieci muszą się nauczyć. Bo to po prostu życie. Fakt, że pacjenci Miller to dzieci skrzywdzone przez rodziców nie oznacza przecież, że nie ma całej rzeszy innych skrzywdzonych, którzy radzą sobie śwetnie. A może ja się mylę? Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • scher Re: O Alice Miller 27.01.08, 10:11
      female.psycho napisała:

      > Co o tym myślicie?

      To samo co Ty.
      • Gość: córka Re: O Alice Miller IP: *.adsl.inetia.pl 27.01.08, 11:19
        Myślę, że bardzo bym nie chciała być dzieckiem takich idealnych, w rozumieniu
        Alice Miller, rodziców.
    • arwen8 Re: O Alice Miller 27.01.08, 14:09
      female.psycho napisała:

      > Przejrzałam pobieżnie treść i mam wrażenie

      Female, spróbuj najpierw przeczytać powoli i wnikliwie, bez
      pośpiechu, zastanawiając się nad tym, jak to, o czym pisze Miller
      pasuje do Twoich własnych przeżyć i uczuć. A później napisz o swoich
      wrażeniach.

      Na razie wygląda na to, że chcesz usłyszeć opinię innych zanim
      zdecydujesz na poważnie zabrać się za te książki. Spróbuj jednak
      wyrobić WŁASNĄ opinię, ale po uważnym przeczytaniu książek. Wówczas
      zauważysz, że klarowna odpowiedź na Twoje pytanie jednak jest
      zawarta w książkach Miller (szczególnie pod kątem Twojego pytania
      polecam "Zniewolone dzieciństwo").
      • female.psycho Re: O Alice Miller 27.01.08, 21:12
        arwen8 napisała:

        Spróbuj jednak
        > wyrobić WŁASNĄ opinię, ale po uważnym przeczytaniu książek.

        Moja opinia jest taka: kiedyś niewolnictwo uważano za rzecz normalną. Brak prawa głosu kobiet w polityce uważano za rzecz normalną. Teraz za rzecz normalną uważa się wychowywanie dzieci przez rodziców tak jak chcą, byle nie dochodziło do strasznych patologii. Tymczasem wychowywanie dzieci w sposób bezmyślny to zbrodnia przeciwko ludzkości popełniana nagminnie i codziennie przez, o zgrozo, większość ludzi na tej ziemi. Alice Miller jest prekursorką pewnej rewolucji społecznej, ale jak to zwykle bywa - pewnie minie jeszcze z kilkadziesiąt lat, zanim masowo wszyscy zaczną przyznawać jej rację i zacznie tworzyć się coraz więcej ruchów na rzecz wyzwolenia dzieci spod jarzma głupoty i ignorancji rodziców. Fakt, że dziecku należy się szczęśliwe dzieciństwo, miłość, troska, szacunek i uwaga zacznie być obowiązującym prawem. Piszę tak, choć podtrzymuję wszystko, co napisałam w pierwszym swoim poście. Po prostu ludzie są bardziej i mniej odporni na krzywdę doznaną przez rodziców, ale krzywda pozostaje zawsze krzywdą. Tylko ludzie inaczej ją odreagowują. No i oczywiście jest morze różnicy pomiędzy zwykłym rodzicem, któremu naturalnie zdarzają się błędy, ale ogólnie jest ok. (takich rodziców ma wiele przecież osób), a kompletnie bezmyślnym bałwanem (nazwijmy rzecz po imieniu), który wrzeszczy na dziecko tylko dlatego, że sam jest zdenerwowany nie weryfikując, czy jego gniew na dziecko jest uzasadniony. Przy czym ten bałwan jest pastorem, dyrektorem banku, albo uznanym profesorem i niechby ktoś spróbował mu zwrócił uwagę, jak ma wychowywać własne dziecko.
        Niestety, nie mam "zniewolonego dzieciństwa", ale na pewno zdobędę.
        • Gość: córka Re: O Alice Miller IP: *.adsl.inetia.pl 27.01.08, 22:45
          Tylko czy wtedy gdy już wszystko będzie pod kontrolą, każdy gest, każde słowo,
          każde zachowanie, to nie będą to przypadkiem "Rodzice ze Stepford"? Doskonałe,
          opanowane, niezawodne automaty? Czy da się kochać całkowicie kontrolując
          emocje? Miłość to nie tylko czułość. To także strach o ukochaną osobę,
          zdenerwowanie, czasami gniew... Czy w ogóle możliwe jest całkowite
          wyeliminowanie negatywnych emocji bez naruszenia tych pozytywnych?
          • female.psycho Re: O Alice Miller 28.01.08, 00:23
            Gość portalu: córka napisał(a):

            Czy w ogóle możliwe jest całkowite
            > wyeliminowanie negatywnych emocji bez naruszenia tych pozytywnych?

            Ależ nie! I nie o to chodzi w dobrym wychowaniu, aby negatywne emocje eliminować. Wręcz przeciwnie. Chodzi o wyrażanie wszystkich emocji, ale w mądry sposób. To nie znaczy, że trzeba się cały czas kontrolować i pilnować. Człowiek myślący nie musi tego robić i wychowuje dobrze swoje dzieci jakby automatycznie. Znam ludzi, których rodzice wychowywali całkiem dobrze. Obdarzyli miłością, pielęgnowali zdolności dziecka, wsłuchiwali się w jego potrzeby, nie wyjechali na lata z kraju, a jeśli już to utrzymywali ścisły kontakt listowny i telefoniczny. W minimalistycznym ujęciu chodzi przynajmniej o to, by nie zostawić dziecka samego sobie, otoczyć mądrą miłością i nie tłamsić jego osobowości. To już wystarczy, by kogoś nie skrzywdzić.
    • helena474 Re: O Alice Miller 29.01.08, 14:54
      female.psycho napisała:

      > .Spoglądając na wychowanie z p
      > erspektywy Miller można popaść w obłęd. Należałoby kontrolować
      każdy swój ruch,
      > słowo, gest, bo przecież wszystko to może mieć wpływ na
      kształtowanie osobowoś
      > ci naszego dziecka. Tymczasem okazyjne zdenerwowanie i taka zwykła
      ludzka słabo
      > ść - tego chyba też nasze dzieci muszą się nauczyć. Bo to po
      prostu życie.

      Właśnie, takie jest życie. Dziecko powinno je poznać również w tych
      niepięknych odsłonach, oswoić się z negetywnymi emocjami i co
      najważniejsze nauczyć się z nimi radzić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka