Dodaj do ulubionych

Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy...

06.06.13, 18:58
...rzucić, czy innej granicy, z torby i wysłał w świat bez nich?

Bo ja, o naiwności, nigdy nie bałam się takiej ewentualności, wszystki dragi pakuję w foliówkę i od razu pokazuję przy odprawie. A teraz mi panie w ubezpieczalni jedna z drugą radzą lekarza prosić o zaświadczenia, że takie leki mam zażywać i na co. Ponieważ wybieram się dalekawo, to nie chciałabym leków stracić. Nie sądzę jednak, żeby lekarz od ręki mi wysmarował taką kwitancję po jakiemuś tam i muszę sama to sprokurować po jakiemuś tam, którym nie władam, dlatego bardzo bym chciała sobie tej fatygi oszczędzić. A może istnieją gdzieś takie formularze w różnych językach i wystarczy personalia i nazwy wpisać, w dodatku jako formularze wyglądają wiarygodniej niż kartka A4 z połową stempla egzotycznej przychodni w egzotycznym kraju?
Obserwuj wątek
    • maith Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 19:19
      Nigdy. A latałam sobie np. do Irlandii, gdzie w aptekach jest tylko paracetamol i witaminy, więc brałam na zupełnie wszelki wypadek torbę leków na "cokolwiek komukolwiek się wydarzy" ;) Tylko większość nie w bagażu podręcznym.
    • marikooo Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 19:23
      Z bagażu głównego nic nigdy mi nie wygruzili. W podręcznym nie próbowałam dragów przemycać ;)
    • teresa104 No właśnie ja bym chciała w podręcznym 06.06.13, 19:31
      mówię o aerozolach, których co prawda nie zamierzam przyjmować, ale z obowiązku lepiej mieć, są płynami, są pod ciśnieniem, nie chcę ich narażać na zmienne warunki.
      • kotwtrampkach Re: No właśnie ja bym chciała w podręcznym 06.06.13, 20:09
        o, sama jestem ciekawa, jak by to było.
        do tej pory przewoziłam leki pod postacią tabletek w podręcznym, bez żadnego pokazywania. nigdy nie wygrzebali, ale nieraz się zastanawiałam, jak sie tłumaczyc, gdyby postanowili mi zarzucić przemyt...
        Z naszej ustawy o narko wynika , że trzeba znać zakazane substancje i tych do naszego kraju nie można wwozić pod groźbą kary (nawet z kraju, gdzie posiadanie jest legalne). Tak sobie dumam, czy nie trzeba by zerknąć w przepisy kraju, do którego zmierzasz i państw gdzie planujesz przesiadki (albo nad terytorium których będzie się odbywał lot?).
        • teresa104 Re: No właśnie ja bym chciała w podręcznym 06.06.13, 20:32
          No więc dlatego ja właśnie, żeby uprzedzić problemy, wszystko zawsze od razu pokazywałam zapakowane w przezroczystą strunówkę, aerozole mają metalowe korpusiki, zakładałam, że i tak ktoś zechce rzucić na to okiem po prześwietleniu.
          Przejrzałam regulaminy kilku przewoźników i właściwie przeważa stanowisko, że zaświadczenie trzeba mieć na leki płynne powyżej 100 ml i zaopatrzone w igły. Czyli nie moje.
          Tyle że ja planuję też loty lokalnymi liniami i przejście granicą lądową, gdzie, jak twierdzą niektórzy, "trzepią" w poszukiwaniu narkotyków, bo narkotyki są tam głównym towarem eksportowym. I w rezultacie trzepania wytrzepią mi leki.
          • zooba Re: No właśnie ja bym chciała w podręcznym 07.06.13, 09:57
            Teść z cukrzycą na insulinie musiał mieć ze sobą zaświadczenie od lekarza (z pieczątką, ale po polsku), że musi brać insulinę (dwa rodzaje) i do tego ma specjalny pen z glukozą - nigdy nie było z tym problemu i zawsze te strzykawki latały w podręcznym, również z powodu niskim temperatur w luku bagażowym.
            • majenkir Re: 07.06.13, 14:16
              zooba napisała:
              > Teść z cukrzycą na insulinie musiał mieć ze sobą zaświadczenie od lekarza (z pieczątką, ale po polsku), że musi brać insulinę (dwa rodzaje) i do tego ma specjalny pen z glukozą


              Pen to ma z insulina, nie glukoza ;). Pewnie do tego ma glucagon (hormon syntetyczny podnoszacy cukier we krwi w przypadkach ciezkiej hipoglikemii ). sorry, to tak na marginesie :P.
    • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 19:49
      Mnie osobiście nie, bo leki, jeżeli jakieś biorę, pakuję w bagaż do nadawania. Problematyczne leki, podpadające pod kategorię prawdziwe dragi, czyli jakieś benzodiazepiny, wyciągam z opakowania i wkładam do kosmetyczki w bagażu, albo do torby podręcznej luzem. Nie chcę się narażać, by przypadkiem znaleziono całe opakowanie i zaczęto domagać się recepty. To upierdliwe. Nie biorę ich jednak zbyt wiele, czasem, gdy lecę na krótko i wiem, że będzie mega stresująco, złe warunki do odpczynku itp., to biorę na wszelki wypadek jedną czy dwie pigułki na sen. Tego nikt w moje torebce, otchłani czarnej, nie znajdzie. ;-) W bagażu podręcznym zdarza mi się mieć też opakowanie paracetamolu, czy aspiryny i nigdy nikt nie robił problemów. Byłam jednak świadkiem, gdy zatrzymano starszego pana z torbą pełną leków w podręcznym i poproszono o pokazanie na nie recpety. Nie wiem, jak to się skończyło, ale mając już spore doświadczenie z celnikami na lotnisku nie liczyłabym na litość i zrozumienie. Recepta wystawiona na twoje nazwisko z pieczątką lekarza jednak wystarczy. Może być już taka wykupiona, najlepiej z miarę aktualną datą. Generalnie, gdy potrzebujesz stale jakiś leków, to zawsze lepiej wziąć ze sobą nową receptę. Na wypadek, gdyby leki ci w obcym kraju zginęły (kradzież, czy podobna katastrofa). Prawie wszędzie są międzynarodowe apteki, możesz się wtedy zaopatrzyć w nowe. Gdybym leciała jednak poza Europę, to poprosiłabym lekarza by wypisał nazwę substancji czynnej leku i dawkę, a nie nazwę leku konkretnej marki popularnej u na przykład u nas , będzie wtedy łatwiej.
      • nomina Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 20:10
        Tereso, wprawdzie ja takich kłopotów nie miewałam, ale też nie wybywałam daleko, no i w czasach, kiedy jeszcze nie widziano terrorysty w każdym turyście (z wyjątkiem prawdziwych terrorystów). Ale wydaje mi się, że na wszelki zaświadczenie możesz mieć.

        I myślę, że wystarczy taka opcja: lekarz prowadzący wystawia Ci informację, że z powodu stanu zdrowia/ze względu na procesy chorobowe pacjenta wymaga stosowania (stałego stosowania) leków takich a takich. Dobrze, jak to będą nazwy międzynarodowe substancji. I teraz z takim świstkiem idziesz do tłumacza przysięgłego. Moim zdaniem - to wystarczy, ale niech się może wypowie jeszcze jakaś forumowa lekarka.
        • teresa104 Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 20:16
          Aż do przysięgłego, myślisz?
          • nomina Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 21:35
            Pewności nie mam, ale może tak dla bezpieczeństwa? Wiesz, czerwona urzędowa pieczęć plus nie każdy celnik zna języki słowiańskie i nie każdy biega w łacinie medycznej... To nie są wielkie kwoty, ale może się przydać?
      • teresa104 Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 20:12
        Jadę poza Europę, w Europie wcale bym się nie zastanawiała, bo z każdego miejsca w Europie mam wszak blisko do domu i nigdy katastrofy nie będzie.

        Zrealizowane recepty w Polsce zostawia się w aptece, chociaż przyznam, że nigdy nie próbowałam ich od farmaceuty dostać z powrotem, ale zdaje się, że są podstawą do regulowania płatności aptekom przez NFZ, więc te ich nie wydają, jak przypuszczam.

        Na litość celników faktycznie nie liczę po tym, jak we Frankfurcie pozbawiono mnie ostatniego tamponu z kieszeni, który z narażeniem godności osobistej oszczędzałam, by sobie go wrazić, jak już będę w samolocie, żeby mi wystarczył do kibelka na kolejnym lotnisku. Ot, banalna sprawa, a jaka atrakcyjna opowieść;)
        • marikooo Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 21:00
          teresa104 napisała:

          > Na litość celników faktycznie nie liczę po tym, jak we Frankfurcie pozbawiono m
          > nie ostatniego tamponu z kieszeni

          Łojezusicku, dlaczego???
          • teresa104 Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 21:19
            Miałam wtedy pewną koncepcję, ale zapomniałam, jakaś myśl niepoczciwa to chyba była.
        • virgaaurea Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 21:08
          > Na litość celników faktycznie nie liczę po tym, jak we Frankfurcie pozbawiono m
          > nie ostatniego tamponu z kieszeni, który z narażeniem godności osobistej oszczę
          > dzałam, by sobie go wrazić, jak już będę w samolocie, żeby mi wystarczył do kib
          > elka na kolejnym lotnisku. Ot, banalna sprawa, a jaka atrakcyjna opowieść;)

          umarlam:D
          ze niby jako przedmiot niebezpieczny czy co?
          moja najwieksza strata to opakowanie poltwardego sera koziego (mial byc moim sniadaniem) w arrecife, ktory zakwalifikowano to jako plyn;
          • nomina Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 21:34
            Virgaaureo, Ty się nie śmiej. Jak przed laty wwoziłam na Wschód gotówkę w ilościach potrzebnych mi do przeżycia (plus opłaty za noclegi), ale przekraczającą te ustawowe bodaj 100 dolarów, to chowałam je w podpaskach, wychodząc z założenia, że przy zakodowanym kulturowo wstydzie tam mi nikt nie będzie grzebał.

            Może ten celnik Teresy znał te metody :)?

            Zresztą - w takim tampaksie to może nabój niezłego kalibru przewieźć.
            • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 21:40
              nomina napisał(a):

              > Zresztą - w takim tampaksie to może nabój niezłego kalibru przewieźć.

              Szkoda tylko, że naboje widoczne są albo w skenerze, albo zgłaszają się podczas przechodzenia przez bramkę.
        • kis-moho Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 22:15
          Bo we Frankfurcie są rąbnięci celnicy, moją znajomą wzięli kiedyś na przeszukanie plecaka i opędzelkowanie w celu wykrycia przemycanych narkotyków. I byli przy tym bardzo nieprzyjemni. Pewnie rutynowo, ale znajoma się najadła strachu, bo dwa dni wcześniej w tym samym plecaku szmuglowała dla nas zupełnie nielegalnie jakieś odczynniki ze Stanów. Lecąc przez Frankfurt też bym uważała ;o)
          A tak serio - MSZ czy nasza ambasada w tym kraju nie ma żadnych informacji na stronie?
          • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 00:27
            kis-moho napisała:

            > Bo we Frankfurcie są rąbnięci celnicy, moją znajomą wzięli kiedyś na przeszukan
            > ie plecaka i opędzelkowanie w celu wykrycia przemycanych narkotyków. I byli prz
            > y tym bardzo nieprzyjemni.

            No już nie budujmy jakiś legend. Na każdym lotnisku sprawdzają, jednak na takich większych, międzynarodowych, szczególnie jeżeli chodzi o loty spoza strefy Schengen, nieco dokładniej. I nie bez powodu. Kiedyś oglądałam dokumentację na ten temat, w pale się czasem nie mieści co ludzie ze sobą wożą. Ja tam jestem nawet zadowolona, że sprawdzają, bo jak widziałam te tony żywności, jakieś surowe mięso i podobne rzeczy, to aż się za głowę złapałam. A najnieprzyjmniejsze rzeczy zdarzyły mi się na polskich lotniskach. Nigdzie nie wymagano ode mnie, bym ściągała buty i przechodziła zimą po brudnej i mokrej posadzce, tylko w Polsce. I nigdzie też nie spotkałam się, by celnicy robili niesmaczne uwagi na temat seksualnej atrakcyjności pasażerek, tylko właśnie w Polsce. Frankfurt wspominam mile, byłam tranzytem, miałam mało czasu pomiędzy lotami, a że lotnisko olbrzymie, w pośpiechu się pogubiłam. Miła obsługa pomogła znaleźć mi drogę do mojego miejsca odlotu.
            • kis-moho Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 00:34
              > No już nie budujmy jakiś legend.

              Żadne tam legendy, takie testy to rutyna na wielu lotniskach. Mnie spotkało to samo w Londynie, z tym, że panowie byli sympatyczniejsi od tych z frankfurtu, może mieli lepszy dzień.

              Nigdzie nie wymagano ode mnie, bym ś
              > ciągała buty i przechodziła zimą po brudnej i mokrej posadzce, tylko w Polsce.

              A, bo nie byłaś w Budapeszcie. Ale Okęcia też nie wspominam najlepiej, miałam na sobie nerkoocieplacz co poskutkowało dość mało przyjemnym obmacywaniem przez celniczkę. Za to w Londynie roi się od panów z bardzo dużą bronią, też nieprzyjemnie.
              Ale jak ma być dzięki temu bezpieczniej, to w końcu żaden dramat, nie latam na tyle często żeby mi to zatruwało poranki.
              • pinupgirl_dg Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 12:13
                > > Nigdzie nie wymagano ode mnie, bym ściągała buty i przechodziła zimą po
                > > brudnej i mokrej posadzce, tylko w Polsce.
                >
                > A, bo nie byłaś w Budapeszcie.

                Ja też ściągałam buty w paru miejscach z prostej przyczyny - bo pasażerowie przede mną ściągali. Czy to było polecenie ze strony pracowników, czy ich wolna wola, bo np. wiedzieli, że w butach "zadzwonią" - nie wiem. Jak nikt przede mną nie ściągał, to ja też się nie wyrywałam. Parę razy mnie pani obmacała, raz wyrzucono mi butelkę coli (o której na śmierć zapomniałam i jeszcze się zarzekałam, że na pewno nie mam żadnych płynów), ale nigdy żadnych szczególnych kłopotów nie miałam. Z lekami nie wiem, bo ostatni raz latałam, jak nie potrzebowałam żadnych.
              • genepi Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 12.06.13, 11:27
                > Za to w Londynie roi się od panów z bardzo dużą bronią, też nieprzyjemnie.

                A to się zgadza. Ja wracając spoza kontynentu przez Heathrow miałam nieprzyjemność bycia otoczoną przez zwartą grupę takich panów bo na skannerze pokazał się dziwny przedmiot w kieszeni mojego polaru. Zostałam przez nich uprzejmie poproszona o wyjęcie i pokazanie. Muszę przyznać że strach potrafi przykryć zaciekawienie bo też i sama byłam ciekawa co tam noszę, zwłaszcza że wracałam po miesiącu szwędania się po bezdrożach (bez prania polaru). Panowie podnieśli broń w chwili kiedy wyjmowałam złamanego pod kątem 90 stopni batonika kit kat.
                Wiedziałam że słodycze kiedyś mnie zgubią...
            • teresa104 Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 05:52
              No, ja boso zasuwałam we Frankfurcie, buty podległy prześwietleniu, ale wszelkie takie szykany przyjmuję biernie i urazy nie zachowuję. Jak przynajmniej sto razy wybiorę się z każdego większego lotniska, będę miała wstępny obraz tego, gdzie jest niemiło, gdzie miło.

              Uwag o mojej atrakcyjności nie słyszałam nigdzie, co pewno znaczy, że nie ma czego komentować;)
              • maggianna Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 10:07
                Na poczatek jedno wyjasnienie - kontrole bezpieczenstwa, paszporty, ochrona granic etc to nie celnicy tylko straz graniczna czyli sluzby mundurowe (nie maja tez nic wspolnego z obsluga lotniska). I tak w Polsce jest to oddzielna instytucja, w niektorych krajach policja np w Niemczech granicami zajmuje sie policja federalna, w Hiszpanii policja narodowa. Celnicy stoja w pomieszczeniach z napisem "nothing to declare" ;-)

                Ze wzgledu na oszczednosci w czesci krajow UE kontrole bezpieczenstwa na lotniskach (czyli te przejscia ze skanerami) prowadza zewnetrzne firmy ochroniarskie - tak jest np w Niemczech - i odkad przestala to byc policja faktycznie na lotnisku we Frankfurcie zrobilo sie nieprzyjemnie - chamstwo, krzyki, dotykanie bez zezwolenia, popychanie - ostatnie dwie wizyty wspominam bardzo zle, latam czesto, ze wzgledow zawodowych wiem jak taka kontrola powinna wygladac i na czym powinna sie skupiac i niestety Frankfurt jest niechlubnym wyjatkiem i nie ma to nic wspolnego z surowym miesem (to kontrola sanitarna). Do zdejmowania butow, wlaczania laptopa, torebek foliowych z kosmetykami jestem przyzwyczajona, slucham tego co mowia i stosuje sie do polecen, krzyki sa nie na miejscu.

                Co do lekow - jezeli pojemniki sa do 100 ml wlozylabym do kosmetykow i zabrala do bagazu podrecznego, ewentualnie zrobilabym kopie recepty, proszac lekrza zeby pod nazwa handlowa leku w nawiasie zapisal nazwe miedzynarodowa substancji i tyle. Na pewno nie bralabym zadnych substancji z grupy benzodiazepanow do krajow poza UE bez specjalnych papierow, w niektorych krajach moze to zostac uznane za narkotyki. Sprawdzilabym tez przepisy dot wwozu substancji medycznych do kraju do ktorego sie wybierasz - czesto sa informacje co mozna a czego nie nalezy zabierac.

                Poza lekami ktore przyjmuje na stale na dalsze podroze mam zawsze ze soba cala apteczke - leki przeciwbolowe, przeciwgoraczkowe, przeciwymiotne etc, wszystkie leki zabieram w opakowaniach i z ulotkami i jak na razie nikt nigdy nie byl apteczka zainteresowany - ani na lotniskach ani na granicach ladowych (Europa, Azja, Ameryka Pn i Pld).

                Na przyklad lecac na Kube mialam ze soba podwojne zapasy lekow bez recepty i wszystko zostawilam bo tam nawet paracetamol jest na wage zlota.
              • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 10:11
                teresa104 napisała:

                > No, ja boso zasuwałam we Frankfurcie, buty podległy prześwietleniu, ale wszelki
                > e takie szykany przyjmuję biernie i urazy nie zachowuję.

                Owszem, buty ulegają prześwietleniu, ale przedtem pozwalają ci usiąść, buty zdejmujesz, a pani celniczka wrzuca je na taśmę. A kiedy czekając siedzisz sprawdzają ci stopy ręcznym skenerem. Z takim standardem spotkałam się na niemieckich i szwajcarskich lotniskach. W skarpetkach biegać nie musisz i już na pewno nie tam, gdzie mokrymi butami (bo wejście na lotnisko jest zaraz przy bramkach bezpieczeństwa, jak w Wrocławiu na przykład) człapali inni.

                Jak przynajmniej sto r
                > azy wybiorę się z każdego większego lotniska, będę miała wstępny obraz tego, gd
                > zie jest niemiło, gdzie miło.

                Niemiło jest jak są osobiste szykany, a trzymanie się reguł nie jest szykaną. Historia o tamponie jest wprawdzie barwna, ale przekoloryzowana. Nikt tamponu wyrzucić ci nie kazał. Kazano ci go tylko wyjąć z kieszeni. Pasażer przechodząc przez bramkę bezpieczeństwa nie może mieć bowiem niczego w kieszeniach. Mnie w Zurychu kazali wyjąć dwie pomięte chusteczki higieniczne. Ale niczego wyrzucać nie musisz. Wystarczylo włożyć tampon do torebki, kosmetyczki, kieszeni ubrania wierzchniego, albo w ostateczności na dno koszyka przechodzącego przez skan. Po drugiej stronie można sobie wszystko ulokować w kieszeniach jak chcesz. Ja w każdym razie, gdy kazano mi biegać po mokrej podłodze protestowałam. Pani celniczka nie uraczyła mnie nawet odpowiedzią. A co mnie jeszcze bardziej zdziwiło, byłam jedyna, która zareagowała, inni biernie poddawali się sytuacji. Możliwe, że w Polsce jest się przyzwyczajonym do naciągania przepisów, w każdą stronę. Dodam tylko, że biegającego samopas i obwąchującego dosyć natrętnie pasażerów psa, w czasie gdy panowie w służbowych mundurach ucinali sobie pogawędkę, widziałam też tylko i jedynie w Polsce. Czułam się jak przeniesiona do PRL-u. W innych krajach te psy od narkotyków wśród ludzi są na smyczy. Ja tam wolę, gdy wiem, czego mi nie wolno, ale mogę spodziewać się też podobnego zachowania od drugiej strony. Jak jest na przykład wywieszka, że zabronione jest wwożenie serów i produktów mlecznych z pewnych krajów z powodu aktualnego zagrożenia epidemiologicznego (widziałam kilka razy), to nie podejrzewam też nikogo o szykany, gdy zabierają mi moją kanapkę z kozim serem.

                > Uwag o mojej atrakcyjności nie słyszałam nigdzie, co pewno znaczy, że nie ma cz
                > ego komentować;)

                Uwagi nie były na temat mojej atrakcjyności, a aktrakcjyności innej kobiety. Dla mnie równie niesmacznie, chociaż obgadywana pani nie miała o tym pojęcia. Celnicy byli młodzi, bardzo młodzi, miałam wrażenie, że zabrano ich prosto z gimnazjum i podobnie niedojrzale się właśnie zachowywali.
                Nic na to nie poradzę, latam średnio często, niezbyt chętnie, ale lotniska traktuję neutralnie. Upierdliwe jest najwyżej czekanie w klimatyzowanych pomieszczeniach i napoje w cenie złota. Ale w Polsce prawie za każdym razem skacze mi ciśnienie. Jestem pewna, że Polska nie jest tu wyjątkiem, ale nie leciałam jeszcze ani do Budapesztu, ani do Sofii, ani do Moskwy, więc porównuję tylko z lotniskami, które znam.
                • maggianna Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 10:24
                  >Owszem, buty ulegają prześwietleniu, ale przedtem pozwalają ci usiąść, buty zdejmujesz, a >pani celniczka wrzuca je na taśmę. A kiedy czekając siedzisz sprawdzają ci stopy ręcznym >skenerem. Z takim standardem spotkałam się na niemieckich i szwajcarskich lotniskach.

                  Chyba trafiam do gorszych terminali na lotniskach bo do tej pory na zadnym niemieckim ani szwajcarskim lotnisku nie mialam mozliwosci usiasc zeby zdjac buty, zdejmowalam buty tuz przed bramka, wkladalam na tasme, przechodzilam w skarpetkach i tyle (ale korzystam tylko z duzych lotnisk - FRA, Dusseldorf, Berlin, Monachium, Genewa i Zurich). Z siedzeniem i czekaniem tez sie nie spotkalam, widzialam raz cos takiego na lotnisku w Brukseli ale siedzenie bylo juz za bramka, wiec facet przede mna przeszedl w skarpetkach i potem zaprosili go na krzeselko (nadal w skarpetach) z butami w reku.
                  Jak jest mokro lub jestem na bosaka to prosze o folie na stopy i nie ma problemu jej dostaniem.
                  • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 11:05
                    > Chyba trafiam do gorszych terminali na lotniskach bo do tej pory na zadnym niem
                    > ieckim ani szwajcarskim lotnisku nie mialam mozliwosci usiasc zeby zdjac buty,
                    > zdejmowalam buty tuz przed bramka, wkladalam na tasme, przechodzilam w skarpetk
                    > ach i tyle (ale korzystam tylko z duzych lotnisk - FRA, Dusseldorf, Berlin, Mon
                    > achium, Genewa i Zurich).

                    Na niektórych wymienionych przez ciebie lotniskach byłam tylko raz, latam prywatnie, nie zawodowo, więc załóżmy, że chodziło o szczęście. Latam najczęściej z Düsseldorfu, bo to moje najbliższe lotnisko, do osiągnięcia w 25 minut podmiejską kolejką. A od kiedy Lufthansa lata także w miarę tanio do Europy wschodniej, korzystam z niego także przy lotach do Polski. Zawsze, ale to zawsze, mogłam w Düsseldorfie siadać do ściągania butów. Podobnie było w Zurychu, bo tam bywam też często.

                    > Jak jest mokro lub jestem na bosaka to prosze o folie na stopy i nie ma problem
                    > u jej dostaniem.

                    Super, będą następnym razem wiedziała, o co prosić na polskich lotniskach. Ciekawa jestem miny celników.
                    • maggianna Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 11:15
                      > Super, będą następnym razem wiedziała, o co prosić na polskich lotniskach. Ciek
                      > awa jestem miny celników.

                      Faktycznie, jak poprosisz celnikow o folie na stopy to beda mieli niezle miny, na pewno sie zdziwia :-)
                • teresa104 Mój tampon 07.06.13, 21:39
                  Tampon po prostu mi wyrzucono do pojemnika z innymi wyrzucanymi rzeczami. Mówisz, że mogłam dać nura po niego? Zasmarkaną chustkę mi oddano - gwoli sprawiedliwości.

                  Na buty we Frankfurcie dają ci kuwetę osobną od kuwety na torbę. Wkładasz buty i boso przechodzisz przez bramkę. Leciałam z Frankfurtu kilka razy i procedura wyglądała zawsze tak samo, owszem, mogłam sobie na bosaka przysiąść w boksie i czekać na panią, która przyjdzie mnie staranniej obmacać.

                  Do reszty się nie odniosę, reminiscencje mało mnie zajmują, a i ciśnienie mam w normie.
                  • pierwszalitera Re: Mój tampon 07.06.13, 21:59
                    teresa104 napisała:

                    > Tampon po prostu mi wyrzucono do pojemnika z innymi wyrzucanymi rzeczami.

                    Sytuacja tak mało prawdopodobna, że wywołała by u mnie ogromną ciekawość i ja bym zapytała dlaczego. Dziwię się, że jako osoba zwykle starannie obserwująca i kreatywnie opisująca otaczającą cię rzeczywistość pozostawiłaś taką ciekawostkę bez wyjaśnienia. ;-) Przecież tego tampona nie wyciągnęli ci z kieszeni, tylko wyjęłaś go najprawdopodobniej sama. Podałaś go komuś do ręki? To pewnie uznano, że chcesz się go pozbyć. Ja bym też nie używała tampona, który przeszedł przez łapy kogoś na lotnisku.
      • kotwtrampkach Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 20:17
        pierwszalitera napisała:

        > Recepta wystawiona na twoje nazwi
        > sko z pieczątką lekarza jednak wystarczy. Może być już taka wykupiona, najlepie
        > j z miarę aktualną datą.

        receptę u nas zabierają w aptekach w momencie wydawania leku. Ciekawe, czy mogą dac jakieś potwierdzenie z rachunkiem, rachunek imienny? Tylko ile będzie to ważne bez tłumaczenia?...
        • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 20:52
          kotwtrampkach napisała:

          > receptę u nas zabierają w aptekach w momencie wydawania leku. Ciekawe, czy mogą
          > dac jakieś potwierdzenie z rachunkiem, rachunek imienny? Tylko ile będzie to w
          > ażne bez tłumaczenia?...

          Rachunek nie będzie wystarczający, bo pokazuje tylko, że leki kupiłaś w aptece i za nie zapłaciłaś. Na jakiej podstawie ci je wydano, na takim rachunku nie ma, bo jedyną osobą zaświadczającą ci konieczność imiennych leków jest lekarz. Więc jeżeli apteka recepty ci nie wyda, bo potrzebuje receptę jak dowód do ubezpieczalni, to należy zwrócić się do lekarza, by wypisał ci pro forma dodatkową receptę prywatną. Nie orientuję się, czy takie coś jest w Polsce możliwe, u mnie są dwa rodzaje recept i ta prywatna jest ci też w aptece zwracana, bo to sprawa pomiędzy tobą a lekarzem, tych leków nikt ci nie refunduje.
          • teresa104 Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 21:14
            Jak już się będę zwracać do lekarza po receptę, żeby ją pokazywać, może to też być to w sumie dowolna recepta, z refundacją i bez refundacji, skoro nie ma służyć wykupieniu leków, a po powrocie do kraju i tak będzie już nieważna, bo przeterminowana.

            No i jak już będę się zwracać do lekarza, to mogę się zwrócić o kwitek: potwierdzam, że pani ......... ma zażywać leki ....... zapobiegające symptomom choroby ......... . Oba dokumenty wymagają tłumaczenia, objętościowo tekstu na recepcie będzie niewiele mniej.
            Zachodu mi to zatem nie oszczędza.
            • virgaaurea Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 21:17
              tereso - napisz po ang, co trzeba, niech lekarz podstepluje jak tam pojdziesz, recepte sxeruj, a potem wykup; az tak duzo zachodu to nie jest;
              • turzyca Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 13:20
                virgaaurea napisała:

                > tereso - napisz po ang, co trzeba, niech lekarz podstepluje jak tam pojdziesz,
                > recepte sxeruj, a potem wykup; az tak duzo zachodu to nie jest;

                Podpisuje sie pod tym, na liscie napisalabym jeszcze substancje czynne.
                I zrobilabym jakis ladny naglowek, zeby wszystko wygladalo bardzo oficjalnie, im oficjalniej tym lepiej, jak lekarz oprocz swojej pieczatki imiennej przywali tez pieczatke przychodni to tylko na plus.

                Choc ja bym jednak poprosila lekarza o dodatkowe recepty, z wypisana substancja czynna, zeby jak sie lekom cos, tfu, tfu, stanie, to zeby moc je kupic na nowo.
                • virgaaurea Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 13:44
                  > Choc ja bym jednak poprosila lekarza o dodatkowe recepty, z wypisana substancja
                  > czynna, zeby jak sie lekom cos, tfu, tfu, stanie, to zeby moc je kupic na nowo

                  nie ma sensu, w wiekszosci przypadkow poza unia nie zrealizuje sie unijnej recepty;

                  a jak zrozumialam, teresa wybiera sie gdzies poza EU i tego dotyczy watpliwosc;
                  zreszta w unii nie ma sensu bawic sie w te zaswiadczenia - w razie potrzeby mozna przeciez pojsc do lekazra i dostac wszystko jeszcze raz;
                  • turzyca Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 15:17
                    > nie ma sensu, w wiekszosci przypadkow poza unia nie zrealizuje sie unijnej rece
                    > pty;
                    >
                    > a jak zrozumialam, teresa wybiera sie gdzies poza EU i tego dotyczy watpliwosc;

                    Jesli masz kwitek, to zawsze masz wieksze szanse niz bez kwitka. Im oficjalniejszy kwitek tym wieksze szanse.
                    A nawet jesli i tak Cie odesla do lekarza, to on tez woli dostac do reki jakakolwiek oficjalna podkladke niz uwierzyc czlowiekowi na gebe.

                    > zreszta w unii nie ma sensu bawic sie w te zaswiadczenia - w razie potrzeby moz
                    > na przeciez pojsc do lekazra i dostac wszystko jeszcze raz;

                    A tu jestem odmiennego zdania, z recepta idziesz do apteki, kupujesz, wychodzisz, zajmuje ci to 5 minut, umowic sie do lekarza, przygotowac do wizyty (bo nawet jak znasz jezyk, to mozesz niekoniecznie wiedziec, jak sie nazywaja poszczegolne organy czy choroby), ew. zaplacic za wizyte z wlasnej kieszeni, odsiedziec swoje w poczekalni, porozmawiac z lekarzem, pojsc do apteki, kupic, wyjsc, zalatwic od ubezpieczyciela zwrot kosztow wizyty. Nöööö, ja tam wole miec po prostu druga recepte.
                    I jeszcze przekonac lekarza, ze faktycznie potrzebujemy np. leku na stawy, ktory w naszej ojczyznie mozemy odsprzedac jako srodek aborcyjny - to brzmi jak atrakcyjna metoda spedzania urlopu.
                    • virgaaurea Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 15:59
                      > Jesli masz kwitek, to zawsze masz wieksze szanse niz bez kwitka. Im oficjalniej
                      > szy kwitek tym wieksze szanse.
                      > A nawet jesli i tak Cie odesla do lekarza, to on tez woli dostac do reki jakako
                      > lwiek oficjalna podkladke niz uwierzyc czlowiekowi na gebe.

                      turzyco, piszesz to na podstawiie wlasnych doswiadczen? naprawde tak robisz?
                      pytam, bo sporo jezdze z lekami;

                      zrealizowanie recepty, to jest przeciez kwestia przepisow danego kraju, a nie "szansy" (juz w ogole pomijam to, ze recepta traci waznosc); w unii zasadniczo wazne sa unijne recepty, poza nia - przewaznie juz nie;

                      > Nöööö, ja tam wole miec po prostu
                      > druga recepte.
                      jesli bedziesz miec kopie poprzedniej recepty i zaswiedczenie, ze na cos chorujesz i przyjmujesz dane leki, nowa (wazna w unii) recepta nie wniesie nic nowego;
                      za to podwojna recepta mozna sobie narobic problemow w polsce - lekarz moze ci wypisac stale leki max. na 3 miesiace, nie moze ci wypisac "zapasowych", na nastepne 3; przypadkowy lekarz (ktory nie jest twoim wujkiem) raczej nie bedzie sie podkladal i wypisywal recepty, nad ktora nie ma kontroli;

                      do tego jest masa komplikacji o ktorych juz mi sie az nie chce pisac - tylko jedna dla przykładu: opakowania sa czesto dostosowane do tych 3mcy i pudelko w ktorym jest 100 sztuk potrafi byc refundowane, a pudelka po 50 sztuk - nie (a czesto w ogole nie sa dostepne); wiec jesli zamiast jednego pudelka dostaniesz 2 recepty, na dwa pudelka, kazde z nich oddzielnie - zrobia ci sie pelnoplatne; do tego - jesli wrocisz po zalozmy 1,5 miesiacach - ta druga, niewykorzystana za granica, recepta jest niewazna (bo termin minal), a mamy teraz zdaje sie system, ktory rejestruje kupowane przez nas leki;
                      szansa, ze w unii zakwestionuja ci leki jest imho tak mala (mi ich naprawde NIGDY nikt nie ogladal), ze nie warte jest to wszystko zachodu;
                      • turzyca Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 16:17
                        > zrealizowanie recepty, to jest przeciez kwestia przepisow danego kraju, a nie "
                        > szansy" (juz w ogole pomijam to, ze recepta traci waznosc); w unii zasadniczo w
                        > azne sa unijne recepty, poza nia - przewaznie juz nie;

                        Ujelabym to w ten sposob: sa kraje, gdzie kazda tabletka jest wbita w system i wydadza Ci dokladnie 11 dawek, jak napisal lekarz. A sa kraje, gdzie kupienie leku teoretycznie na recepte, jest tylko kwestia ponegocjowania, przekonania osoby po drugiej stronie lady. Negocjacje kiedys obserwowalam, sama na szczescie ich nie musialam uprawiac. Ale mam z gorki, bo potrzebuje tylko jednego leku i w podrozy mam blistry wetkniete w kazdy kawalek bagazu.

                        przypadkowy lekarz (ktory nie jest twoim wujkiem) raczej nie bedzie si
                        > e podkladal i wypisywal recepty, nad ktora nie ma kontroli;

                        Takich doswiadczen nie mialam, lekarze, dla ktorych bylam wieloletnia pacjentka nie robili problemow z wystawieniem drugiej recepty jako zabezpieczenia na podroz. Szczegolnie ze to recepta bez refundacji.

                        > szansa, ze w unii zakwestionuja ci leki jest imho tak mala (mi ich naprawde NIG
                        > DY nikt nie ogladal), ze nie warte jest to wszystko zachodu;

                        Zakwestionowania lekow w unii tez nie biore pod uwage, ale uwzgledniam ginace bagaze, kradzieze, przegrzanie i inne przyjemnosci.
                        A ze to tej pory nie mialam problemow z dodatkowa recepta, to wolalam sie zabezpieczyc w ten sposob niz szlajac sie po lekarzach, z ktorymi nie mam wspolnego jezyka.
                        • maggianna Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 16:28
                          Nie spotkalam sie z sytuacja zeby apteka wydala lek na recepte wystawiona w innym kraju, nawet w UE - portugalskiej recepty nie moglam wykupic w Hiszpanii i na odwrot, moze zwiazane to bylo z tym ze lek refundowany i w ES kosztowal 3.5 EUR, w PT juz 35 EUR.

                          Zaliczylam w trakcie urlopu lekarza w miedzynarodowej klinice w Wietnamie - wypisal recepte ktora zostala od razu zrealizowana w tej samej klinice - recepty nawet nie dostalam do reki tylko od razu leki, to samo miala kolezanka w Tajladnii, wizyta i leki. Jedyne do czego mozna miec szczescie to ze dany lek lub jego lokalny zamiennik akurat w tym kraju bedzie bez recepty, ale wozenie zapasowej recepty moim zdaniem nic nie da, juz predzej jakis skrocony odpis choroby i zalecenia ktore pomoga lokalnemu lekarzowi wystawic recepte.
                          • kis-moho Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 16:56
                            > Nie spotkalam sie z sytuacja zeby apteka wydala lek na recepte wystawiona w inn
                            > ym kraju, nawet w UE - portugalskiej recepty nie moglam wykupic w Hiszpanii i n
                            > a odwrot, moze zwiazane to bylo z tym ze lek refundowany i w ES kosztowal 3.5 E
                            > UR, w PT juz 35 EUR.

                            Ja kupowałam w PL na receptę wystawianą w Austrii, to nie jest żaden problem. Oczywiście nie możesz liczyć na żadną refundację, no bo i jak? Ubezpieczenie zdrowotne płacisz tylko w jednym kraju. Ale pełnopłatnie nie ma żadnego problemu.
                            (Dla porządku - w moim wypadku to były pigułki, więc rzecz i tak pełnopłatna, wszędzie chyba wymagająca recepty)
                          • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 16:57
                            maggianna napisała:

                            > Nie spotkalam sie z sytuacja zeby apteka wydala lek na recepte wystawiona w inn
                            > ym kraju, nawet w UE - portugalskiej recepty nie moglam wykupic w Hiszpanii i n
                            > a odwrot, moze zwiazane to bylo z tym ze lek refundowany i w ES kosztowal 3.5 E
                            > UR, w PT juz 35 EUR.

                            Oczywiście, że jest to możliwe. Mój tato kupował lekarstwa w Niemczech wypisane przez polskiego lekarza. Prywatnie kupisz praktycznie wszystko. Czasem nawet zupełnie bez recepty, jak przekonasz aptekarza, że jakiś lekarz ci je przepisał. Aptekarz to przecież sprzedawca i żyje z utargu. Istnieją tylko nieliczne leki, które są na liście ścisle kontrolowanych i wtedy bez recepty nie da rady. Ale na litość boską, jasne, że nie na receptę refundowaną, przecież apteki nie mają umów z zagranicznymi ubezpieczalniami. Pełna cena może być naturalnie bardzo wysoka.
                            • nomina Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 21:41
                              Potwierdzam. Ja daję receptę na lek niedostępny w polskich hurtowniach, a potrzebny mi (w PL nie ma odpowiedników), znajomemu, on sam mi kupuje albo wysyła receptę do przyjaciół w Niemczech. Czyli nie dość, że polska recepta, to jeszcze inna osoba niż pacjent ją realizuje. I przechodzi (i wiem, że nie ja jedna kupuję tak ten lek). Najbardziej mnie wzrusza, jak recepta oddaje mi taki druczek realizacji i kosztu, żebym przedłożyła mojej ubezpieczalni do zwrotu pieniędzy. Szczęśliwy kraj...
                      • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 16:49
                        virgaaurea napisała:

                        > za to podwojna recepta mozna sobie narobic problemow w polsce - lekarz moze ci
                        > wypisac stale leki max. na 3 miesiace, nie moze ci wypisac "zapasowych", na nas
                        > tepne 3; przypadkowy lekarz (ktory nie jest twoim wujkiem) raczej nie bedzie si
                        > e podkladal i wypisywal recepty, nad ktora nie ma kontroli;

                        Ale my piszemy o recepcie prywatnej, nie refundowanej przez ubezpieczenie. O ile wiem, lekarz może przepisać ci co uzna za konieczne beż żadnych ograniczeń ilościowych i jakościowych. Ograniczenia dyktuje ubezpieczalnia i dotyczą tylko recept refundowanych. Oczywiście musiałabyś zapłacić za te lekarstwa wtedy pełną sumę, zresztą w zagranicznej aptece i tak nie mają umowy z twoją ubezpieczalnią, więc jest tak zawsze, ale tu chodzi o receptę na wszelki wypadek. Jeżeli masz leki, od których zależy twoje życie, to takie zabezpieczenie jest moim zdaniem koniecznością.
                        • maggianna Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 16:57
                          W Polsce lekarz nie przepisze wszystkiego bez ograniczen ilosciowych - nie jestem ubezpieczona wiec nie mam refundowanych lekow czyli recepty na 100% i nie moge dostac recepty na wiecej niz 3 opakowania (ktore starczaja na 3 miesiace). Sa dosc dokladne regulacje co do obrotu lekami, najwyrazniej w Niemczech rynek nie jest tak dobrze uregulowany ze lekarze moga przepisac wszystko w kazdych ilosciach.
                          • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 17:08
                            maggianna napisała:

                            S
                            > a dosc dokladne regulacje co do obrotu lekami, najwyrazniej w Niemczech rynek n
                            > ie jest tak dobrze uregulowany ze lekarze moga przepisac wszystko w kazdych ilo
                            > sciach.

                            Oczywiście, że rynek jest uregulowany, nie rozśmieszaj mnie. Tylko prywatnie oznacza prywatnie i jest to sprawa pomiędzy tobą a lekarzem. To się nazywa tajemnica lekarska i skoro ubezpieczalnia ci tych leków nie musi refundować, nie musi nawet wiedzieć, że lekarz ci je przepisał. Ja już nie raz dostawałam leki "na życzenie", na prywatną receptę, często od lekarza innej specjalizacji, bo nie chciało mi się chodzić po receptę do odpowiedniego, musisz się tylko z tym liczyć, że te leki wtedy więcej kosztują. Takie recepty nie są nawet zatrzymywane przez apteki, oddają ci je przy zakupie z powrotem. Gdyby apteki sprzedawały tylko leki z koszyka ubezpieczalni i refundowane, to koncerny farmaceutyczne już dawno by upadły.
                            • maggianna Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 17:22
                              W Polsce nie ma takiej opcji - internista nie wypisze mi tabletek antykoncepcyjnych ani specjalistycznych lekow - zeby moj lekarz rodzinny wypisal leki zalecone przez endokrynologa musialam przyniesc zaswiadczenie i historie choroby od endokrynologa - nie ma czegos takiego jak prywatna recepta, wszystkie leki na recepte sa rozliczane - i mowie caly czas o lekach nierefundowanych - nie mam ubezpieczenia i chodze tylko prywatnie do lekarzy i wszystkie leki sa pelnoplatne bo nie mam prawa do refundacji.

                              Czyli jednak w Polce ten rynek jest duzo lepiej uregulowany bo leki na recepte sa traktowane jako produkty scislego zarachowania i do kazdego leku apteka musi miec oryginal recepty i nie ma to nic wspolnego z tajemnica lekarska.
                              • kis-moho Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 17:32
                                W Austrii tak nie jest, czasem jestem zdumiona tym, jak latwo jest dostac dostep do lekow. Bylam u lekarza w pracy, mowie, ze skonczyly mi sie pigulki, zapytal tylko jakie i wypisal mi recepte. Poszlam do rodzinnego, mowie, ze mam niedoczynnosc tarczycy i skonczyly mi sie leki, zapytal tylko jaka dawke biore i tyle, wspomnial cos o koniecznosci kontroli poziomu hormonow za jakis czas przy okazji.
                                Oczywiscie, pewnie ktos moze tego naduzywac, ale to bardzo wygodny system. Pewnie bardzo niebezpieczne leki sa pod wieksza kontrola, ale jak ktos chce sobie zrobic krzywde albo wykonczyc bogata ciotke, to ma i inne sposby pod reka. A w Polsce ciagle latalam od gina do endokrynologa i z powrotem, bo kazda glupote dostawalam na trzy miesiace, mimo, ze to sa leki ktore biore od lat.
                              • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 17:40
                                maggianna napisała:

                                > W Polsce nie ma takiej opcji - internista nie wypisze mi tabletek antykoncepcyj
                                > nych ani specjalistycznych lekow - zeby moj lekarz rodzinny wypisal leki zaleco
                                > ne przez endokrynologa musialam przyniesc zaswiadczenie i historie choroby od e
                                > ndokrynologa - nie ma czegos takiego jak prywatna recepta, wszystkie leki na re
                                > cepte sa rozliczane

                                To moim zdaniem fatalne rozwiązanie produkujące szklanego pacjenta i traktujące dorosłych ludzi jako dzieci do kontrolowania.


                                > Czyli jednak w Polce ten rynek jest duzo lepiej uregulowany bo leki na recepte
                                > sa traktowane jako produkty scislego zarachowania i do kazdego leku apteka musi
                                > miec oryginal recepty i nie ma to nic wspolnego z tajemnica lekarska.

                                Dla kogo lepiej? Dla pacjenta na pewno nie, bo podważa jego prawo do samostanowienia. Społeczne państwo jest od zapewnienia ludziom sensownego ubezpieczenia, by każdy, niezależnie do sytuacji życiowej mógł skorzystać z opieki lekarskiej. Z tego mogą wynikać pewne ograniczenia i konieczności. Nie ma jednak prawa do wtrącania się w zaufany stosunek pomiędzy lekarzem i pacjentem oraz narzucania rodzaju terapii, jeżeli ktoś chce płacić z własnej kieszeni. Niemiecki system lepiej mi odpowiada i według moich informacji, o wiele lepiej też funkcjonuje w praktyce.
                                Swoją drogą, życie bez ubezpieczenia zdrowotnego, to trochę naiwność.
                                • maggianna Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 18:09
                                  > Swoją drogą, życie bez ubezpieczenia zdrowotnego, to trochę naiwność.

                                  Naiwna nie jestem, ubezpieczenie zdrowotne mam ale nie w Polsce i jest to ubezpieczenie prywatne oferowane przez pracodawce - biore rachunek i ubezpiecznie pokrywa koszty opieki medycznej na calym swiecie, w tym 100% refundacje lekow niezaleznie gdzie kupionych, wiec wedlug prawa polskiego jestem nieubezpieczona bo nie korzystam z systemu panstwowego i nie odprowadzam skladek na NFZ.
                                  • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 21:37
                                    maggianna napisała:

                                    wiec wedlug prawa polskiego jestem nieubezpieczona bo
                                    > nie korzystam z systemu panstwowego i nie odprowadzam skladek na NFZ.

                                    No to nie bardzo rozumiem, dlaczego chwalisz system, z którego nie korzystasz, i od którego nie jesteś w razie czego uzależniona. Przecież, to że polski system zdrowotny, który nie płaci wprawdzie kosztów poniesionych przez twoje leczenie, ale rejestruje wszystkie twoje recepty (i historię choroby), jest nadużyciem tego systemu. A to, że nie możesz dostać dowolnej ilości lekarstw na raz jest dla ciebie upierdliwością i szykaną. Żadną tam lepszą regulacją. Chyba, że zakładasz, że potrzebna ci jest taka kontrola, bo nie możesz wspólnie z lekarzem decydować, kiedy następnym razem zgłaszasz się na wizytę. Takie ograniczenie jest bowiem uzasadnione tylko kontrolą kosztów wygenerowanych przez ubezpieczonych, a przecież w twoim przypadku nie gra to żadnej roli.
                                • pinupgirl_dg Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 08.06.13, 14:48

                                  > Swoją drogą, życie bez ubezpieczenia zdrowotnego, to trochę naiwność.

                                  Nie, to jest prawo do samostanowienia.

                                  BTW też bardziej mi się podoba system zagraniczny, w Polsce to faktycznie upierdliwe biegać od specjalisty, do specjalisty. Nie wiem, czy z punktu widzenia ubezpieczyciela jest to opłacalne, trudno powiedzieć. Nie sądzę, żeby chodziło o kontrolę, bo wszelkie leki dostaję "na gębę", często od lekarza, do którego przychodzę z ulicy, tyle tylko, że specjalność musi się zgadzać.

                                  --
                                  • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 08.06.13, 15:25
                                    pinupgirl_dg napisała:

                                    > Nie, to jest prawo do samostanowienia.

                                    Jeżeli uważasz, że ma się prawo do głupoty, to masz rację. Ale jak dostaniesz pierwszy rachunek szpitalny, to szybko zmienisz zdanie na ten temat. Prywatne leczenie jest bardzo kosztowne, nie wiesz nawet jak kosztowne, bo tych kilka badań lekarskich ekstra, płaconych z własnej kieszeni, to nie jest w ogóle prywatne leczenie. W Niemczech nawet bardzo bogaci ludzie się ubezpieczają, bo jakikolwiek zabieg ratujący życie, to może być wydatek wielu tysięcy euro. Poród w szpitalu to na przykład wydatek około 3 tys. euro. Jak wygląda to prawo do samostanowienia można zobaczyć w Stanach. Tam ludzie bez ubezpieczenia wegetują czasem (bo to nie jest życie) z poważnymi chorobami i zdani są na łaskę opieki społecznej, która płaci często mniej niż minimum, tego co potrzebne.
                                    • pinupgirl_dg Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 08.06.13, 15:32
                                      > Jeżeli uważasz, że ma się prawo do głupoty, to masz rację.

                                      Już przerabiałyśmy ten ten temat. Po drugie - w PL można się przekonać, jak drogie jest leczenie, również będąc ubezpieczonym. Ci wszyscy ludzie zbierający pieniądze za pośrednictwem fundacji na leki i operacje ratujące życie, zwykle płacą składki. Więc nie uważam, że ubezpieczenie za granicą to taka głupota. Każdy robi, jak uważa i nie widzę powodu, żeby to komuś wytykać.
                                      • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 08.06.13, 15:42
                                        pinupgirl_dg napisała:

                                        Więc nie uważam, że ubezpieczenie za granicą to taka głupota. Każdy
                                        > robi, jak uważa i nie widzę powodu, żeby to komuś wytykać.
                                        >

                                        Ja nikomu nie wytykałam braku ubezpieczenia w Polsce. Magianna napisała bowiem najpierw, że nie jest ubezpieczona, dopiero w następnym poście wyjaśniła, że chodzi o ubezpieczenie w Polsce, bo inne, owszem, posiada. Do tego stosunkowo lukratywne. Chociaż nie wiem, jak wygląda to pełnym zakresie, bo w raj na ziemi, w którym pracodawca płaci wszystko, nie wierzę. Ale jak ktoś może pojść bezproblemowo do lekarza prywatnie w każdym kraju i ma wszystkie leki bezpłatne, to może wyciągać sobie z polskiego systemu rodzynki i go chwalić. Ale to nie znaczy, że system jest dobrze uregulowany.
                                        • pinupgirl_dg Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 08.06.13, 15:58
                                          > Ale jak ktoś może pojść bezproblemowo do lekarza prywatnie w każdym kraju i ma
                                          > wszystkie leki bezpłatne, to może wyciągać sobie z polskiego systemu rodzynki i go
                                          > chwalić. Ale to nie znaczy, że system jest dobrze uregulowany.

                                          A tego to ja wcale nie twierdzę, chociaż nie narzekam jakoś bardzo, to widzę dużo rzeczy do poprawy. Np. te przepisywanie leków tylko przez specjalistę. Poza tym, że to niewygodne dla pacjenta, to jeszcze tworzy gigantyczne kolejki u specjalistów.
                              • nomina Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 21:49
                                I tak, i nie.

                                To, o czym piszesz - 3 miesiące i karteczka, to dla NFZ. A że lekarz woli nie wypisywać, to może boi się kontroli całościowej. Ale formalnie ma prawo. Trzy miesiące to po to, żeby nie kupować refundowanych leków na nie wiadomo jakie kwoty (dla NFZ do dopłaty), a każdy lekarz z czynnym PWZ ma prawo wypisać Ci leki, z wyjątkiem tych, które podlegają specjalnej kontroli (lecznictwo zamknięte, te na dawną różową receptę). I na leki pełnopłatne apteki wcale nie muszą mieć recept, NFZ tego nie sprawdza (prawdę mówiąc, nie wiem, czy może). Wiem to od samych aptekarzy, i to z różnych aptek, nie znają się, więc nie jest to uzgodniona wersja wydarzeń.

                                Tak że wydaje mi się, że chyba jesteś trochę oszukiwana, żebyś przychodziła na płatne wizyty :).

                                Aczkolwiek wierzę, że są choroby czy przebiegi chorób, które wymagają dokładnego dostosowania do stanu zdrowia pacjenta, np. jeśli bierzesz leki na nadciśnienie i masz po nich ciśnienie dobre, to lekarz może Cię zobaczyć raz w roku. Ale jak masz np. podatne na wahania hormonów schorzenia endokrynologiczne, jak chcesz antykoncepcję, jak masz niedobory immunologiczne i bierzesz kroplówki itp. - to trzeba Cię zbadać co dany okres, żeby upewnić się, czy ta dawka jest jeszcze właściwa.
                                • bathilda Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 22:47
                                  nomina napisał(a):

                                  > I na leki pełnopłatne apteki wcale nie muszą mieć re
                                  > cept, NFZ tego nie sprawdza (prawdę mówiąc, nie wiem, czy może). Wiem to od sam
                                  > ych aptekarzy, i to z różnych aptek, nie znają się, więc nie jest to uzgodniona
                                  > wersja wydarzeń.

                                  W to mi trudno uwierzyć - że mogę przyjść do apteki, zażądać antybiotyku czy innego leku na receptę, powiedzieć że nie chcę refundacji i po prostu mi dadzą.
                                  • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 23:06
                                    bathilda napisała:

                                    > W to mi trudno uwierzyć - że mogę przyjść do apteki, zażądać antybiotyku czy in
                                    > nego leku na receptę, powiedzieć że nie chcę refundacji i po prostu mi dadzą.

                                    No nie, musisz mieć receptę, ale pełnopłatną, która nie podlega rejestracji w NFZ. U mnie nazywa się ona prywatna i jak widać możliwe jest to też w Polsce, tylko lekarze z jakiegoś powodu tego nie robią. Możliwe, że za wypisanie recepty z refundacją dostają więcej pieniędzy za pacjenta od ubezpieczalni, a tak prywatna recepta redukuje w oczach NFZ wizytę do samej tylko porady lekarskiej, czyli tańszej. Mniejszy zarobek dla lekarza.
                                  • maggianna Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 08.06.13, 00:01
                                    Nie wydadzą, jezeli lek jest na recepte to trzeba ja dostarczyc nie zależnie od tego czy jest pelnoplatny czy refundowany. Skończyły mi sie kiedyś leki, receptę zostawiłam w biurze i próbowałam w drodze do domu w paru aptekach i w żadnej nie było możliwości otrzymania leku bez recepty.

                                    Jezeli nalezy sie do systemu ubezpieczeniowego w PL czyli do NFZtu to lekarz na recepcie zawsze wpisze poziom refundacji, nie ma wyboru, jezeli lek jest pelnoplatny to wpisze 100%, refundacja nalezy sie każdemu przy każdej recepcie jak długo nalezy do systemu.
                                    Ja nie moge dostać recepty z refundacja bo do NFZtu nie należę i lekarz miałby potem problem wiec na recepcie poza 100% mam zawsze dopisek "nieubezpieczony".

                                  • nomina Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 08.06.13, 13:00
                                    Wierz mi, że wydają i nie są z nich rozliczani. Oczywiście, nikt Ci nie wyda leku, jak przyjdziesz z ulicy, ale jak farmaceuta Cię zna i wie, co bierzesz, a chwilowo nie masz recepty (np. wizyta za dwa tygodnie, a lek, który bierzesz stale/długo i nie możesz przerwać, kończy Ci się za kilka dni), to Ci wyda. Zresztą - przejrzyj net, serwisy zdrowotne, ile razy osoby dostawały furagin, nabawiając się zapalenia pęcherza np. w weekend, tabletki antykoncepcyjne czy inne leki potrzebne nagle - bez recepty, jeśli były nierefundowane.
                        • virgaaurea Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 17:37
                          ale tu chodzi o receptę na wszelki wypadek. Jeżeli mas
                          > z leki, od których zależy twoje życie, to takie zabezpieczenie jest moim zdanie
                          > m koniecznością.

                          litero, ale taka recepta jest nierealizowalna i moze ja "wolno mysle";), ale prawde powiedziawszy nie wiem, w czym taka recepta mialaby pomoc;
                          (pisze w kontekscie postu teresy104, krajow pozaeuropejskich, a nie polskiej recepty przy pobycie w niemczech, recepta prywatna jest wazna tylko w unii)
                          nie wiem, gdzie wybiera sie teresa, i w sumie gdyby to napisala, cala dyskusja bylaby mniej "teoretyzujaca", na pewno okazaloby sie, ze ktos te rejony zna i mozna byloby poradzic konkretniej - po opisie teresy moge sie tylko domyslac ze albo azja pld/wsch albo am. pld/srodkowa; ale moze jeszcze jakies inne miejsce?

                          w kazdym razie, jesli pojde do pierwszej lepszej apteki, to:
                          1. duza szansa, ze nikt nie zrozumie, co na recepcie jest napisane (w wielu miejscach w azji pld/wsch, chinach, japonii czy korei to graniczaca z pewnoscia, znajomosc lacinskich liter jest tam rzadkoscia);
                          2. bardzo prawdopodobne, ze nie bedzie leku od razu;
                          3. nawet jesli zrozumieja, zazwyczaj tzreba uderzac do lekarza po recepte lokalna;

                          w razie koniecznosci dokupienia leku (jesli zostal np. ukradziony) jesli nie zna sie lokalnego jezyka w ogole najlepiej uderzac od razu do miedzynarodowej kliniki (czesto sama szybciej do niej dotrzesz, niz ci apteka lek dostarczy, nawet jesli jakims cudem zrozumieja o co chodzi i beda chcieli sprowadzic lek)
                          jesli tam dotrzesz - recepty nawet nie zobaczysz, lekarz przepisze recepte, ale ty dostajesz do reki lek; kopia poprzedniej recepty czy zaswiadczenie o chorobie, czy skrotowy opis, o ktorym wspominala chyba magianna beda b. pomocne, prawdziwa recepta, prywatna, czy nie - nic "dodatkowego" ci nie da;

                          jesli ci (albo komukolwiek innemu) recepta prywatna poza europa w czyms pomogla, to sie bardzo chetnie dowiem i doucze, bo mnie sprawa zywo dotyczy;
                          • pierwszalitera Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 17:48
                            virgaaurea napisała:

                            > jesli ci (albo komukolwiek innemu) recepta prywatna poza europa w czyms pomogla
                            > , to sie bardzo chetnie dowiem i doucze, bo mnie sprawa zywo dotyczy;

                            Prawdę mówiąc musiałabym dopytać, jak to było u innych poza Europą, ale nie wszystkie destynacje poza to kraje trzeciego świata. Wybierać można się też na przykład do Stanów, Australii, Afryki Południowej, czy nawet krajów arabskich. Tam gotowa recepta może ułatwić zdobycie nam leków, bo ewentualny lekarz, do którego się zwrócimy, nie musiałaby nawet przeprowadzać odpowiednich badań i stawiać diagnozy na nowo.
                            • virgaaurea Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 18:12
                              > Prawdę mówiąc musiałabym dopytać, jak to było u innych poza Europą, ale nie wsz
                              > ystkie destynacje poza to kraje trzeciego świata. Wybierać można się też na prz
                              > ykład do Stanów, Australii, Afryki Południowej, czy nawet krajów arabskich. Ta
                              > m gotowa recepta może ułatwić zdobycie nam leków, bo ewentualny lekarz, do któr
                              > ego się zwrócimy, nie musiałaby nawet przeprowadzać odpowiednich badań i stawi
                              > ać diagnozy na nowo.

                              teresa napisala o tym, ze te kraje zyja z narkotykow czy cos w ten desen, i to mnie jakos "zafiksowalo" na 3 swiecie; no w kazdym razie dlatego zalozylam, ze to nie stany, australia czy kanada;

                              > m gotowa recepta może ułatwić zdobycie nam leków, bo ewentualny lekarz, do któr
                              > ego się zwrócimy, nie musiałaby nawet przeprowadzać odpowiednich badań i stawi
                              > ać diagnozy na nowo.
                              no ale mam kopie starej recepty i zaswiadczenie po ang. co mi jest i co biore; caly czas o tym pisalam, ze te rzeczy (wg mojej wiedzy i doswiadczenia - poki co) wystarczaja zupelnie; zwlaszcza, ze jak dziewczyny powyzej pisaly, potwierdzam to tez - w PL nie dostaniesz pelnoplatnej recepty bez limitu ilosciowego, o wiele latwiej jest zrobic kopie niz kombinowac z dodatkowa recepta; mi sie to akurat nie bardzo podoba, bo mam wrazenie, ze traktuje sie pacjenta, jak kretyna, ale jest jak jest i nie zmienie tego;
                              czasem sie nawet nie dziwie, kiedy czytam (jak w dzisiejszej gazecie), co ludzie potrafia w siebie wlac, zeby sie odchudzic (dinitrofenol)
                              no a same leki woze podwojnie - w rejestrowanym i ze soba, wiec w sumie czuje sie dosc spokojna;

                              nawiasem mowiac na bliskim wschodzie tez sie nigdy pies z kulawa noga moimi lekami nie zainteresowal, wliczajac w to izrael, gdzie widzialam ludzi wywalajacych z bagazu wszystko lacznie z brudnymi gaciami i skarpetami;)
                              nie wiem, moze to przypadek, ale sprawdzano je tylko (tez nie za kazdym razem oczywiscie) w krajach, gdzie wlasnie jest wiekszy problem z narkotykami; a taka porzadna kontrole to mialam jedna jedyna, wiec szansa na to w sumie jest niewielka;

    • virgaaurea Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 06.06.13, 21:02
      nie kazal wyrzucic, ale tylko dlatego, ze bylam przygotowana:/

      poniewaz gdybym zostala bez nich, bylby niezly problem - zawsze pakuje podwojnie - do rejestrowanego i do podrecznego (ale nie mam plynow ani aerozoli)
      do rejestrowanego dolaczam kopie recepty (xeruje zanim zrealizuje, prosze lekarza, zeby wyraznie w miare pisal), mam tez kopie przy sobie i zaswiadczenie (po angielsku) ze to biore;
      w europie pies z kulawa noga na te moje swistki nie spojrzal, w innych krajach roznie, bywalo, ze mi to ogladano, raz nawet dosc dlugo (tyle, ze nie wiem, ile w tym bylo problemow z weryfikacja substancji, a ile klopotow z odczytaniem lacinskich liter, obstawiam to drugie);
    • veev Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 12:01

      Mnie raz zatrzymali podręczny do dokładnego obejrzenia, bo miałam w nim leki (dużo różnych na żołądek i podobne problemy, przepisanych przez lekarza) w ziplocku. Nie pamiętam już, czy tylko z podręcznym leciałam, czy to był długi lot i potrzebowałam je mieć przy sobie, w każdym razie obmacali, obejrzeli, pozaglądali do opakowań, przetrzepali resztę walizki przy okazji i oddali. Nie miałam przy sobie recepty ani żadnego zaświadczenia (teraz myślę, że pewnie ksero recepty jednak warto by wziąć na takie okazje).
      Kojarzy mi się, że to było jakieś niemieckie lotnisko, czyli pewnie Monachium albo Frankfurt.

      I to był jedyny raz, kiedy ktoś się lekarstwami zainteresował; potem leciałam z tym samym zestawem jeszcze parę razy (zawsze w podręcznym) i nie było żadnych problemów.

      A z butami nie zaobserwowałam żadnej reguły, czasem każą ściągać trampki, a czasem pozwalają w wysokich martensach przejść ;)
    • filoruska Wschód Europy i okolice 07.06.13, 12:14
      Moskiewskie lotniska znam od lat. Buty się zdejmuje. Usiąść też jest gdzie. Foliówek nigdy nie zakładam, bo są wielokrotnego użytku. Wolę przejść się na boso.
      Na krajowym Szeremietiewie chyba słabiej było, ale tam są takie tłumy, że leci wszystko w tempie ekspresowym. Na nowym Domodiedowie sprawdzają dokładniej.
      Tam na lotniskach kontrola bagażu jest dwa razy - raz przy wejściu na lotnisko, a drugi raz przy odprawie. W obu miejscach przechodzi się też przez bramki. Pierwsze bramki obsługuje policja, drugie już służby lotniskowe. Kilka lat temu udało mi się dogadać (bez łapówki) i przewiozłam w bagażu rejestrowanym dwie butelki z substancją łatwopalną. Ale to było jeszcze przed czasem ograniczeń płynów. Kiedyś trafiłam na idiotę, któremu się musiałam tłumaczyć z grubej teczki dokumentów, bo mu się nie podobało kilka kilo papieru w mojej torebce. Z innym kiedyś sobie pożartowałam, bo nie mogliśmy znaleźć, dlaczego na bramce piszczę, a ręczny skaner nic nie znajduje (piszczała wsuwka we włosach). Wszystko zależy, na kogo się trafi.
      Leków nigdy mi nie sprawdzano. Kosmetyków też, a woziłam tego tony. Do posiadania tony kosmetyków Rosjanki podchodzą z dużym zrozumieniem.
      Z celnikami nigdy nie miałam do czynienia, bo zawsze przechodzę przez zielony korytarz. Kolega kiedyś musiał coś deklarować, ale miło to wspomina.
      W Turkmenistanie bagaże mi przetrzepali bez mojej obecności. Mieli ponad godzinę, zanim wyrobiłam wizę. Nic nie zginęło. Kolega tam wiózł w podręcznym paschał, to po drodze na lotniskach musiał się trochę tłumaczyć, ale uśmiech wystarczył. Jak wyjeżdżałam, to kilka osób po kolei trzepało mi dokumenty, a bagażu praktycznie nie sprawdzili i dzięki temu udało mi się wyjechać bez procedur celnych. Miałam przedmiot, który można wywozić tylko za odpowiednią zgodą. Wszystkie papiery miałam, tylko nie chciało mi się w to bawić i czekałam, czy sami zapytają. Nie zapytali, więc też się nie odzywałam.
      • pierwszalitera Re: Wschód Europy i okolice 07.06.13, 12:40
        filoruska napisała:

        > Z celnikami nigdy nie miałam do czynienia, bo zawsze przechodzę przez zielony k
        > orytarz.

        Myślę, że jako celników określa się w tym wątku każdą służbę kontrolną na lotnisku, bo zdaje się, że są to te same osoby, tylko raz spotykasz je przy odprawie, a raz przy ewentualnej kontroli celnej po przylocie do miejsca docelowego. Nawet jak przechodzisz przez zielony korytarza "nic do oclenia" musisz się liczyć z tym, że zainteresuje się tobą celnik i zechce sprawdzić ci walizkę. Zwykle te kontrole są wyrywkowe i częściej przy lotach spoza Europy oraz przy ludziach z większym bagażem.
        • filoruska Re: Wschód Europy i okolice 07.06.13, 21:11
          To nie są te same służby. Kontrolę dokumentów załatwiają inne służby, kontrolę bezpieczeństwa załatwiają inne służby, a za sprawy celne odpowiadają służby celne. Oczywiście, że celnik może chcieć mi obejrzeć bagaż, gdy idę zielonym korytarzem, ale nie musi. Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło, A na granicach lądowych zwykle wymienialiśmy kilka zdań ogólnikowych: celnik pytał, co wiozę, a ja odpowiadałam, że nic i celnik szedł do kolejnej osoby.
    • marta_monika Re: Czy ktoś Wam kiedyś na lotnisku kazał leki wy 07.06.13, 21:49
      Tak, kilka razy. Na lotnisku w Brukseli - lot do Nowego Jorku. Wyrzucili mi proszki z kosmetyczki w torebce. Moja wina - byly luzem bez pudelka i na tym sreberku nie mozna bylo odczytac calej nazwy. Drugi raz w Londynie - znowu lot do Stanow. Zabrali mi ta taka wode w aerozolu do nosa i krople do oczu, ale to bylo wtedy, gdy akurat byl jakis wyzszy stopien bezpieczenstwa. I trzeci raz na lotnisku w Meksyku - przylot do Meksyku i wyrywkowa kontrola bagazu i zabrali mi cale opakowanie Rutinoscorbinu i cos jeszcze, chyba Ibuprom. Podobno mozna bylo miec tylko 50 tabletek.
      Ci od bezpieczenstwa i przeszukiwania bagazu sa rozni. Jak maja zly dzien to wywalam wszystko bo panu/pani nie podoba sie na monitorku ksztalt lokowki do wlosow. Jak nie patrza dokladnie to udalo mi sie wejsc na poklad z pelna butelka wody w torebce bo sie zagapilam. Jak wygadasz podejrzanie to Cie bez pardonu rozbiora, np w Tel-Awiwie, a jak maja ustawiona slabo bramke to nawet metalowe zamki w dlugich kozakach nie pisnely.
    • caroline.1 MEDIF form 11.06.13, 11:05
      Tereso, w internecie jest on dostępny w pdf, także na stronach różnych linii lotniczych. Prawdopodobnie nikt nie będzie chciał go czytać, ale dla spokoju ducha mieć warto.

      Ja natomiast przeżyłam spory stres pół roku temu, kiedy nie wiadomo po co zadzwoniłam na infolinię LOT-u z zapytaniem, czy przewożona przeze mnie w specjalnej torbie insulina będzie wliczana do wagi bagażu podręcznego (torba ta była niewielka, a ciężka). Panienka poinformowała mnie, że żadnej insuliny, która nie będzie w penie, na pokład nie wniosę i tyle. Czyli że musiałabym mieć osobny pen dla każdej ampułki :) Żeby było zabawniej, to nieszczęsny MEDIF był umieszczony na stronie LOT-u wszędzie, tylko nie przy diabetykach (np. w zakładce dla kobiet w ciąży i pacjentów podróżujących na noszach). Oczywiście, insulinę w ampułkach na pokład wniosłam bez problemu (jak zawsze zresztą), nikt zaświadczeń oglądać nie chciał, a przesiadałam się trzy razy, kontrolę celną przeszłam razy pięć.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka