Dietetyk - stolica

30.03.09, 12:06
Dziewczyny! Wiem, że większość z Was nie potrzebuje nawet myśleć o dietetyku,
ale mam znajomego z poważną otyłością. U niego wynika to chyba z jakichś
problemów zdrowotnych - wiem, że w dzieciństwie przeleżał w szpitalu dość
długo. Wiem również, że był już u dwóch dietetyków, ale nie przyniosło to
żadnych efektów i jest zniechęcony. Ja na własną rękę nie zamierzam mu
pomagać, zwłaszcza że wada wzroku wyklucza właściwie dłuższą aktywność
fizyczną. Ale obiecałam, że jeśli znajdę dobrego lekarza to będę z nim chodzić
na spotkania. Wyszukiwarka nic mi nie pokazała. Znacie kogoś naprawdę dobrego?
    • missmurder Re: Dietetyk - stolica 30.03.09, 12:10
      Ja co prawda otyłości nie mam, ale korzystałam z usług dietetyczki. Niestety,
      nie w pełni byłam zadowolona i zrezygnowałam na początku marca. Teraz muszę w
      końcu odezwać się do dietetyczki, której namiary dostałam od bardzo zadowolonej
      znajomej, bo jeszcze mam trochę do zrzucenia. Pani pracuje w Foodline, ale nie
      wiem, czy tak publicznie mogę jej imię i nazwisko podawać ;)
      • eponak Re: Dietetyk - stolica 30.03.09, 12:14
        Akurat myślę, że dobra reklama nikomu nie szkodzi i nikt nie będzie miał za złe
        ;) Ale jeśli nie chcesz, to może na gazetowego? Mam adres trochę inny niż nick:
        eponak2@... :) Kiedy się wybierasz? Bo może zrecenzowałabyś tego lekarza po
        wizycie? Obawiam się, że kolejny kiepski lekarz tylko zniechęci znajomego
        jeszcze bardziej :/
        • missmurder Re: Dietetyk - stolica 30.03.09, 12:26
          Sprawdź maila :)
          • eponak2 Odebrane :) 30.03.09, 12:38
            O, imienniczka, miło mi niezmiernie i dziękuję :) Tą jedną dietetyczkę bankowo
            ominę i poczekam na Twoją recenzję pani z Foodline :) Jeśli będziesz zadowolona
            to chyba zrobię koledze prezent w postaci indywidualnej diety :) Dziękuję,
            dziękuję :)
      • magdalaena1977 Re: Dietetyk - stolica 30.03.09, 23:09
        Ja od miesiąca odchudzam się u pani H. G. z Foodline. Jest miła i konkretna, ale
        efektów na razie nie ma (poza ciągłym wygłodzeniem i osłabieniem).

        Zresztą w ogóle mam wrażenie, że są dwa problemy z dietetykami

        - najchętniej odchudzaliby osoby, które żywią się czipsami i leżą przed TV.
        Jeśli ktoś je chude wędliny, warzywa itp., a mimo to nie chudnie, stanowi
        problem. Zwłaszcza jeśli ma inne schodzenia.

        - nie są w stanie (nie chcą ?) wejść w skórę pacjenta. Dla mnie najgorsza jest
        niewiara w moje odczucia. Np. w to, że ja nie jestem w stanie najeść się samymi
        warzywami. Jeśli nie ma węglowodanów czy tłuszczy , to poziom cukru mi nie
        wzrasta i ciągle jestem głodna.

        Czy miałyście lepsze doświadczenia ?
        • pierwszalitera magdalaena1977 31.03.09, 00:25
          Magdalena, jako osoba zajmująca się zawodowo odchudzaniem ludzi z nadwagą mogę ci z całym spokojem napisać, że tylko warzywami NIE MOŻNA się najeść. No nie da się. Nawet jak zapchasz sobie cały żołądek błonnikiem, to organizm "wyczuje" sobie, że to nie jest liczba kalorii, której potrzebuje i się odezwie. Diety polegające na redukcji kalorii są zresztą raczej kontraproduktywne. Pierwsze sygnały już odczuwasz - głód i osłabienie. Następną konsekwencją będzie spowolnienie spalania i masz wielką szansę na wspaniały efekt jo-jo. :-/ A jeżeli nawet przy sporej redukcji kalorii znacząco nie chudniesz, to masz najwyraźniej problem insulinowy i powinnaś szybciutko obejrzeć się z jakimś programem niksoinsulinowym. W Polsce popularny jest Montignac. Ja nie jestem do końca jego zwolenniczką, ale lepsze to niż takie panie dietetyczki, które orientują się na przestarzałych (i obalonych) teoriach, i na dodatek podejrzewają cię pewnie, że sobie podjadasz. Jeżeli jeszcze płacisz za to ciężkie pieniądze, to możliwe, że będzie to jedyne, czego się pozbędziesz. Wierz mi, ja już nie raz miałam osoby u siebie, które prez taką "dietetyczną karierę" dorobiły się chorobliwej nadwagi ponad 120kg, a jadły liczbę kalorii, od której 60 kg kobieta umarłaby z głodu. Organizm się dopasował. I znam lekarzy, i dietetyków, czyli ludzi niby obeznanych z fizjologią, którzy tym ludziom nie wierzyli i kazali napić się na głód wody. O genetycznym przystosowaniu do złych czasów i metodach naszego ciała radzenia sobie z niskokalorycznym odżywianiem chyba nigdy nie słyszeli. Wśród wielu ciągle pokutuje przekonanie, że jesteśmy maszynami i wystarczy dodać, albo odjąć i osiągnie się zamierzony efekt. Na krótką metę może się to udaje, ale nikt nie pyta, czy tym ludziom udaje się utrzymać zrzuconą wagę oraz co dzieje się z nimi za kilka miesięcy, albo lat. Życzę powodzenia! :-)
          • eponak Pierwszalitero... 31.03.09, 00:47
            ...a może Ty przyjmujesz w stolicy lub jej okolicy? Bo po całodniowym urabianiu
            kolegi, żeby się zgodził na wizytę, zakończonym "zastanowię się" trochę jestem
            zniechęcona. Jeśli lekarze z poleconych miejsc nie będą mieć opinii
            superzainteresowanych tematem to lepiej nie próbować nawet umawiać się na
            wizytę. Bo o to się sprawa rozbija: lekarz ustala dietę, jaką sam sobie mogę
            wymyślić i raz na długi czas sprawdzi, pokręci nosem, że nie jest tak szybko jak
            on by chciał etc. Jeśli się kolega znowu natnie na lekarza, to zrezygnuje z
            odchudzania kompletnie i dostanie zawału przed skończeniem 30 lat :/ A Ty może
            zajęłabyś się nim, żeby się nie poddał przed drugą wizytą?
            • pierwszalitera Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 01:35
              Niestety, do stolicy mam około tysiąc kilometrów. Pracuję w niemieckiej poradnii dla ludzi z nadwagą. Ten problem jest na zachodzie Europy w o wiele większym stopniu zaawansowany niż w Polsce, więc mamy tu chyba troszkę więcej doświadczenia. I lekarze i pacjenci. ;-) Jedno musisz jednak wiedzieć, jeżeli twój "pacjent" nie wykazuje dostatecznej własnej motywacji, to wiele nie zdziałasz. Schudnąć jest naprawdę bardzo trudno i nie mówię tu o kosmetycznych pięciu kilogramach, które szczupła dziewczyna może sobie wygłodzić. Wszelkie metody na chybcika nie działają i celem powinna być długotrwała i stała zmiana przyzwyczajeń żywieniowych. Niekiedy dochodzą do tego też dosyć bolesne zmiany w stylu życia, a nawet w psychologicznym ustrojstwie, typu radzenie sobie ze stresem, rekompensacją innych potrzeb i umiejętność rozróżniania fizjologicznego głodu od innych emocji. I oznacza to też walkę na zawsze, bo ludzie ze znaczną nadwagą nie mogą się łudzić, że tracąc 20-30 kg pozbywają się ich na zawsze i z łatwością będą utrzymywać szczupłą sylwetkę. To wszystko jest bardzo zniechęcające, więc każdy musi wiedzieć dla siebie, czy warto. W końcu każdy ma prawo do własnych decyzji. Może twój znajomy odważyłby się na eksperyment bez lekarza? Znam bowiem całkiem fajną książkę niemieckiego autora, lekarza, według którego ja pracuję, przy insulinoodporności i znacznej nadwadze funkcjonuje z reguły, nawet przy domowych zastosowaniu, całkiem dobrze. Dobre przy tym jest, że dietę można ułożyć sobie według własnych upodobań, można najeść się relatywnie do syta i nie ma żadnych przeciwskazań zdrowotnych. Ilość i jakość proponowanych posiłków dba o należytą ilość energii potrzebą do wysokiego metabolizmu oraz chroni mięśnie. Tylko diabetycy z insuliną muszą troszkę uważać, mierzyć na bieżąco cukier, bo przy diecie spada zapotrzebowanie na insulinę. A jak nawet nie będzie miał ochotę na dietę, to może przeczytać sporo o genach, przyczynach otyłości i "naturalnym" odżywianiu. A nawet niewielkie zmiany w odżywianiu wprowadzane malutkimi kroczkami mogą dać całkiem dobre efekty i motywować do większego wysiłku. Program uwzględnia i białko, i węglowodany, jest w pewnym sensie prostszą i udoskonaloną o ewolucyjne różnice, metodą Montignaca.
              Tytuł głupi, ale nie należy się nim zniechęcać ;-)
              kobieta.interia.pl/news/chudnij-podczas-snu,1074649
              • eponak Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 01:56
                On właśnie chyba zamierza sam się odchudzać (na lekarzy ma uczulenie), więc na
                pewno podrzucę mu tą książkę. Motywację teoretycznie ma, ale odkąd go znam (2
                lata) rytmicznie męczę go o zrobienie coś z wagą, ale ta wciąż pokazuje "err" i
                nawet do końca nie wiadomo ile on tak naprawdę waży ;)Przy BMI rzędu 40-42
                (wiem, że BMI nie oddaje wszystkiego), myślę że raczej nie ma za dużego wyboru,
                bo to jest zagrożenie dla zdrowia, więc schudnąć musi. I nie wiem, czy przy
                takiej otyłości wystarczy samodziałanie i eksperymentowanie. Prawdę mówiąc,
                wydaje mi się że dobry lekarz jest niezbędny. Na razie jego diety polegały na
                ograniczaniu ilości zjadanego jedzenia i przerzuceniu się z coli na colę light
                oraz z soków na wodę smakową. Może źle myślę i jestem wredny babiszon, ale
                uważam, że ma marne szanse na samoodchudzanie, jeśli sam sobie będzie wymyślał
                na chybił trafił co zje (wczoraj mało nie umarł ze śmiechu słysząc o indeksie
                glikemicznym).

                Ja też nie mam doświadczenia, bo nigdy się nie odchudzałam, a jedyną dietę jaką
                stosowałam to przejście na potrawy bez soli i mięsa (poza mięsem ryb). Więc mogę
                go jedynie wspierać i kontrolować, ale sama nie ułożę żadnego rozsądnego planu.
                Dlatego wolę się jednak zdać na lekarza - bo samoodchudzanie może jednak zrobić
                więcej krzywdy, jeśli się tego nie robi z głową. Tyle, że lekarz musi mieć
                niestety indywidualne podejście do leczonego i wykazywać zainteresowanie oraz
                zrozumienie :/
                • pierwszalitera Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 13:53
                  eponak napisała:

                  Może źle myślę i jestem wredny babiszon, ale
                  > uważam, że ma marne szanse na samoodchudzanie, jeśli sam sobie będzie wymyślał
                  > na chybił trafił co zje (wczoraj mało nie umarł ze śmiechu słysząc o indeksie
                  > glikemicznym).

                  Chyba masz rację. To ciężki przypadek. Ja mam częściej do czyniena z "uświadomomionymi" odchudzającymi, tzn. z takimi, którzy znają wszystkie diety, ich zasady działania, wszystko już próbowali i potrafią lepiej od lekarza wytłumaczyć, dlaczego u nich nie działa. ;-) Z jednej strony ułatwia mi to trochę sprawę, z drugiej jednak wiem, że podchodzą do wszystkiego co zaproponuję z wielkim sceptyzmem i tysiącem fachowych pytań, więc nie mogę pozwolić sobie na niepokryte obietnice. Jednak by cokolowiek osiągnąć u pacjenta potrzeba sporego "Leidensdruck", czyli po polsku sporej presji cierpienia z powodu nadwagi, bo inaczej potrzeba zmiany czegokolwiek nie zostanie zrozumiania i przyjęta. U twojego pacjenta zauważam typowe objawy wyparcia problemu, czyli jak nie zajmuję się moją nadwagą, to ona nie istnieje. Tacy też przychodzą, prowadzeni przez rodziców, partnerów itp. Zwykle nie przychodzą po raz drugi, albo przychodzą, by udowodnić, że nie da się schudnąć. O takich mówimy zwykle, że nie są jeszcze "so weit", czyli nie są jeszcze gotowi i nie próbujemy straszyć chorobami, albo przekonywać, bo to wiele nie da. Jak sama wiesz też, lekarz nie oznacza też jeszcze dobrego doractwa i bardzo łatwo jest wpaść na reklamę jakiś instytutów, które sprzedają cuda niewidy i robią faktycznie więcej szkody niż pożytku. Gdybyś jednak znalazła dobrego lekarza, to naturalnie byłoby to o niebo lepsze od próbowania samemu w domu. Zaproponowałam samoodchudzanie, bo to mógłby być tylko wstęp, zainteresowanie tematem, a ten program jest naprawdę bezpieczny. Propaguje raczej odżywianie według biologicznego zegara, tzn. spore węglowodanowe śniadanie, mieszany obiad i białkowa kolacja dla obniżenia insuliny. W zasadzie nie różni się od zwykłego odżywiania, ograniczyć trzeba się tylko troszkę, a efekty, takie właśnie niby po drodze, mogą być przy tak wysokim BMI spore. Takim prostym sposobem moja najmilsza pacjentka, zresztą dziewczyna z polskimi korzeniami, spadła w ciągu pół roku z 146kg na 124kg. Można powiedzieć, że wcale nie dużo i wcale nie szybko, ale najważniejsze jest, że znalazła coś, gdzie nie chodzi głodna, nie straciła jeszcze masy mięśniowej i co może prowadzić wiele lat, bez obawy znużenia i przerwania diety. Przy takiej wadze strach przed (długim) głodem jest bowiem wielki.
                  No i wody smakowe zawierają często też cukier. Ograniczamy wtedy odrobinkę kalorii, ale te nie grają większej roli, jeżeli popijąc słodzoną wodę nie pozwalamy spaść wysokiej insulinie. Samo ograniczenie kalorii wiele tu nie da. Wysoki poziom insuliny jest odpowiedzialny też za ciągłe uczucie głodu, więc mamy do wyboru, albo jemy, albo cierpimy. Szczuplakom trudno coś takiego zrozumieć. Też nie potrafiłam. ;-)
                  Tak mi przyszło do głowy, W Polsce muszą być przecież jakieś fachowe czasopisma i medyczne publikacje zajmujące się tematem. Szukaj tam może lekarzy autorów, którzy coś w ten deseń piszą, albo nawet zajmują się praktyczną działalnością. Szukaj takich pojęć, jak insulina, insulinoodporność w połączeniu z nadwagą, otyłością, adipositas, diety low carb. Być może w ten sposób dotrzesz do kogoś kompetentnego?
                  • beauty-gosiek Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 14:07
                    pierwszalitera napisała:

                    U twojego pacjenta zauważam typowe objawy wyparcia problemu, czyli jak nie zajmuję się moją nadwagą, to ona nie istnieje.

                    czy można coś na to poradzić? pytam bo chyba ja mam takie objawy, wmawiam sobie że nie jest tak źle (dopóki nie zajdę do sklepów i w nic się nie zmieszczę), choć powinnam zrzucić minimum 7 kilo żeby mieć BMI w normie.
                    • pierwszalitera Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 14:46
                      Trudne. U niektórych osób z dużą nadwagą istnieje nawet coś takiego, jak u anorektyków, tzn. zaburzona percepcja własnego ciała. Tylko w odwrotnym kierunku. Myślą, że są szczuplejsi niż są w rzeczywistości. Ale problem zaczyna się nawet już przy definicji nadawagi. Nie każdy, u kogo BMI przekracza 25 będzie chory. Nie każdy z nadwagą cierpi z powodów estetycznych. A medycynie wiadome jest też, że lepiej jest trzymać nieco podwyższoną, ale stałą wagę, niż skakać z góry w dół i na odwrót. Najlepszym wyjściem byłaby faktycznie zamiana stylu życia i odżywiania, a jeżeli waga przy tym spadnie, to tym lepiej, ale nie stawiać tego na pierwszej pozycji, bo u niektórych ludzi oznacza to zbyt wysoką presję i budzą się w nich kontramechanizmy. Motywacja jest dobrą rzeczą, ale taka pośrodku, ani za dużo, ani za wiele, bo łatwo się wtedy rozczarować i ulec zgubnej regule wszystko-albo-nic. To naprawdę temat rzeka. Ale może faktyczynie nie jest jeszcze u ciebie tak źle? Czasem lepiej nie kierować się ideałem piękności, tylko zaufać swojemu własnemu uczuciu. :-)
                      • beauty-gosiek Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 15:12
                        pierwszalitera napisała:

                        > Trudne. U niektórych osób z dużą nadwagą istnieje nawet coś takiego, jak u anor
                        > ektyków, tzn. zaburzona percepcja własnego ciała. Tylko w odwrotnym kierunku.
                        > Myślą, że są szczuplejsi niż są w rzeczywistości. Ale problem zaczyna się nawet
                        > już przy definicji nadawagi. Nie każdy, u kogo BMI przekracza 25 będzie chory.
                        > Nie każdy z nadwagą cierpi z powodów estetycznych. A medycynie wiadome jest te
                        > ż, że lepiej jest trzymać nieco podwyższoną, ale stałą wagę, niż skakać z góry
                        > w dół i na odwrót. Najlepszym wyjściem byłaby faktycznie zamiana stylu życia i
                        > odżywiania, a jeżeli waga przy tym spadnie, to tym lepiej, ale nie stawiać tego
                        > na pierwszej pozycji, bo u niektórych ludzi oznacza to zbyt wysoką presję i bu
                        > dzą się w nich kontramechanizmy. Motywacja jest dobrą rzeczą, ale taka pośrodku
                        > , ani za dużo, ani za wiele, bo łatwo się wtedy rozczarować i ulec zgubnej regu
                        > le wszystko-albo-nic. To naprawdę temat rzeka. Ale może faktyczynie nie jest je
                        > szcze u ciebie tak źle? Czasem lepiej nie kierować się ideałem piękności, tylko
                        > zaufać swojemu własnemu uczuciu. :-)


                        ano właśnie, mi się wydaje że jestem szczuplejsza niż w rzeczywistości, nie
                        jestem chora mimo BMI 26,64, nie cierpię zbytnio z powodów estetycznych
                        (przynajmniej póki jestem ubrana), ale szlag mnie trafia kiedy nie mieszczę się
                        w talii w sklepowe 44 (po ciąży brzuszek został) i muszę kupować to w co się
                        mieszczę a nie w to co mi się podoba. |Tak więc moja motywacja trwa kilka dni
                        lub tygodni (no bo jestem taaaaaaki grubas skoro w sklepie nic na mnie nie ma) a
                        potem umiera śmiercią naturalną do następnego razu wyjścia do sklepu..
                        Czy da się jakoś wpłynąć na motywację, zwiększyć ją żeby trwała trochę dłużej
                        niż miesiąc lub dwa?..
                        • pierwszalitera Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 15:33
                          beauty-gosiek napisała:

                          > Czy da się jakoś wpłynąć na motywację, zwiększyć ją żeby trwała trochę dłużej
                          > niż miesiąc lub dwa?..

                          Jak znajdziesz na to patent, to przyślij, będę sprzedawać moim klientom, zapłacę ci tantiemy i będziemy obie bogate. ;-)
                          Mnie się wydaje, że jeżeli jedyną twoją motywacją jest brak ciuchów, to nie wystarczy. ;-) Poza tym poczekaj, niedługo wejdą na polski rynek firmy produkujące ciuchy dla puszystch. Tak jak w Niemczech. Teraz przy tych wszystkich filialach Ulli Popken i podobnych, kobiety z nadwagą nie czują się już tak dyskryminowane i nawet w społeczeństwie zwiększyła się tolerancja dla większego ciała. Przy BMI 26 radziłabym ci po prostu znaleść sobie fizyczne hobby, jak taniec, jakiś fajny, może nawet trochę egzotyczny sport i starać się tylko trzymać wagę. Z doświadczenia wiem, że prowadząc sportowy tryb życia łatwiej nam o motywację do innych rzeczy. Może zmoblizuje cię to też do zdrowszego odżywiania i porzucenia mniej korzystnych nawyków? A nic tak dobrze nie wpływa na ładną sylwetkę jak ruch. Ciała może być i za wiele, ale jak jest prężne, gładkie i dobrze ukrwione, to prezentuje się nawet w rozmiarze 44 i większym, całkiem dobrze. :-)
                          • beauty-gosiek Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 15:52
                            pierwszalitera napisała:

                            > beauty-gosiek napisała:
                            >
                            > > Czy da się jakoś wpłynąć na motywację, zwiększyć ją żeby trwała trochę
                            dłużej niż miesiąc lub dwa?..
                            >
                            > Jak znajdziesz na to patent, to przyślij, będę sprzedawać moim klientom,
                            zapłacę ci tantiemy i będziemy obie bogate. ;-)

                            i tak oto moje nadzieje legły w gruzach.. :(
                            czyli wychodzi na to ze trzeba znaleźć radość w odchudzaniu albo odchudzać się
                            przy okazji (tak żeby odchudzanie nie było celem samym w sobie) a potem już
                            ładnie i gładko wszystkie kilogramy spadają..
                            no to.. to też jest jakiś patent :)
                          • magdalaena1977 Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 17:17
                            pierwszalitera napisała:

                            > beauty-gosiek napisała:
                            >
                            > > Czy da się jakoś wpłynąć na motywację, zwiększyć ją żeby trwała trochę dł
                            > użej
                            > > niż miesiąc lub dwa?..
                            >
                            > Jak znajdziesz na to patent, to przyślij, będę sprzedawać moim klientom, zapłac
                            > niedługo wejdą na polski rynek firmy produkujące
                            > ciuchy dla puszystch. Tak jak w Niemczech. Teraz przy tych
                            > wszystkich filialch Ulli Popken i podobnych, kobiety z nadwagą
                            > nie czują się już tak dyskryminowane
                            A czy w Niemczech są też duże ciuchy o takich bardziej .... kobiecych kształtach
                            ? Bo Ulla Popken (poza stylem, który mi kompletnie nie leży) szyje na panie
                            pozbawione talii i wyłącznie z małym biustem.

                            Bo ja owszem chciałabym schudnąć, ale myślę, że nawet przy górnych strefach
                            prawidłowego BMI (co jest moim celem) zwykłe żakiety 42 będą za małe w biuście.
                            • pierwszalitera Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 21:19
                              magdalaena1977 napisała:

                              > A czy w Niemczech są też duże ciuchy o takich bardziej .... kobiecych kształtac
                              > h
                              > ? Bo Ulla Popken (poza stylem, który mi kompletnie nie leży) szyje na panie
                              > pozbawione talii i wyłącznie z małym biustem.

                              Muszę cię rozczarować. Niemiecke sklepy nie są pod tym względem lepsze od polskich. Czasem zdarzy mi się dostać coś, co pasuje i na górę, i na dół, ale mój biust nie należy do największych. A Ulla Popken jaka jest, sama widziałaś. Moja koleżanka się tam ubiera, ale ona ma raczej figurę kuleczki i brzuszek bardziej wystający od biustu. Jak znajdę tu biuściastą markę, to się pochwalę. :-)
                              • nanah Badania? 31.03.09, 23:15
                                Pierwszalitero, już kiedyś wczytywałam się w Twoje wypowiedzi na temat
                                odchudzania i diet i zastosowałam trochę wskazówek w praktyce. Przestawiłam się
                                na trzy posiłki bez podjadania z przerwą 5-6 godzin, węglowodany rano, po
                                południu mix a wieczorem białko z warzywami. Trochę schudłam przy okazji (4-5 kg
                                w 3 miesiące) i zaczęłam zastanawiać się, jakie badania powinnam wykonać, by
                                sprawdzić sprawy związane z nadwagą i schudnąć więcej (aktualnie BMI wynosi 27).
                                Dodam, że od pół roku dość intensywnie ćwiczę jogę (1,5 godziny co drugi dzień,
                                czasem codziennie). Mimo to nadal mam sporą nadwagę i źle się z tym czuję. Na
                                dietetyka niestety mnie nie stać, a chciałabym zająć się sobą dobrze.
                                Podpowiesz, które sprawy zdrowotne sprawdzić?
                                • pierwszalitera Re: Badania? 31.03.09, 23:46
                                  Specjalnych badań nie potrzebujesz. Nadwaga bardzo, bardzo rzadko związana jest z jakąś chorobą, chociaż wielu ją tak tłumaczy i liczy na szybką pomoc lekarską. Nawet skłonnońć do insulinoodoporności jest tylko genetyczną predyspozycją organizmu i w ubogim na pożywienie środowisku raczej zaletą, a nie wadą. Sprawdź sobie tylko ogólnie najważniejsze parametry, które robi się przy zwykłym badaniu krwi. Tak by sprawdzić ogólne zdrowie. Najważniejszy jest poziom cukru, by wykluczyć cukrzycę. U cukrzyków bowiem chudnięcie jest bardziej problematyczne, często nie obejdzie się bez medykamentów, a gdy ktoś bierze dodatkowo insulinę, to może być wyjątkowo trudno. No i hormony tarczycy. Przy niedoczynności też można mieć problemy ze zrzuceniem wagi. Jeżeli chciałabyś program przeprowadzić trochę intensywniej, to spróbuj dwóch posiłków białkowych dziennie. Tzn. rano węglowodany, a w południe i wieczorem białko z warzywami. Jedz tyle białka, byś czuła się w miarę nasycona. Możesz wypróbować przez tydzień, albo dwa, jak u ciebie działa. Jeżeli będziesz czuła się dobrze i zauważysz spadek wagi, to najprawdopodobniej reagujesz wrażliwie na węglowodany i możesz taki bardziej białkowy sposób utrzymać bardzo długo. Dla uspokojenia możesz co jakiś czas sprawdzać krew, ale nie powinno być negatywnych zmian, a jeżeli cierpisz na podwyższony cholesterol albo ciśnienie, to zmiany powinny być przez częściowe wyeliminowanie działania insuliny i redukcję wagi raczej pozytywne. Zostań jednak przy węglowodanach rano, to jest dobre, by utrzymać spalanie na wysokim poziomie i dla samopoczucia oraz motywacji. Coś słodkiego człowiek przecież potrzebuje. ;-) Radziłabym też do jogi jeszcze inną, trochę intensywniejszą odmianę sportu, coś, przy czym możesz się porządnie spocić. Może byś też skorzystała z książki, którą podałam wyżej? Nie mam z reklamy tej lektury niestety żadnych finansowych korzyści. ;- ) Jeżeli masz okazję, to zrób sobie też analizę masy ciała. Jeżeli na przykład po kilku miesiącach diety traci się sporo masy mięśniowej, to znak, że je się za mało. Lepiej więc nie głodować. No i BMI 27, to nie jest aż tak tragiczna nadwaga, dasz sobie radę. :-)
                                  • nanah Re: Badania? 01.04.09, 22:41
                                    Dziękuję Ci serdecznie, Pierwszalitero, za wyczerpującą odpowiedź:) Szczerze
                                    powiem, że Twoje fachowe porady przywróciły mi wiarę w możliwość schudnięcia, bo
                                    wielokrotnie próbowałam już różnych diet i przede wszystkim to sobie chyba
                                    rozregulowałam metabolizm i poczucie głodu i sytości - chyba jak większość
                                    Twoich pacjentów.
                                    Jeśli chodzi o inną aktywność fizyczną, to w przyszłości chciałabym dołączyć
                                    lekcje tańca. Niestety z uwagi na wadę serca nie bardzo mogę biegać (inne bardzo
                                    intensywne treningi też nie dla mnie), więc pozostanę przy jodze. W sumie to na
                                    każdych zajęciach można się porządnie spocić:) Ćwiczę akurat taką metodę, która
                                    z wyobrażeniem o siedzeniu w lotosie w oparach kadzidełek ma mało wspólnego.
                                    Tak czy siak, spróbuję dorwać polecaną przez Ciebie książkę - może jednak
                                    ustalisz z autorami jakieś wynagrodzenie za skuteczną promocję?:) Spróbuję też
                                    intensywniej z obiadami białkowo-warzywnymi. Mam jeszcze jedno pytanie -
                                    generalnie gdy mam ochotę na deser czy coś słodkiego, to jem albo po śniadaniu
                                    albo obiedzie. Ale w tej intensywnej wersji powinnam zrezygnować z jakichkolwiek
                                    słodkości po obiedzie, prawda?
                                    Dziękuję Ci raz jeszcze i pozdrawiam:)
                                    • pierwszalitera Re: Badania? 01.04.09, 23:34
                                      Jeżeli chodzi o słodkości, to pamiętaj, że węglowodany do węglowodanów. Do śniadania możesz więc zawsze zjeść coś słodkiego, obojętnie czy herbata z cukrem, bułka z miodem, drożdżówka, słodkie płatki z rodzynkami i orzechami, jakiś owoc, czy nawet kawałek czekolady, czy batonika. Jeżeli zdecydowałaś się na białkowy obiad i kolację, to raczej żadnych słodyczy. Zawsze możesz cieszyć się na rano, by pofolgować słodkiemu. Jednym wyjątkiem do białka jest gorzka czekolada, ale nie korzystałabym z tego codziennie. Alternatywą do słodyczy może być wieczorem garść migdałów, albo orzechów. Te są wprawdzie kaloryczne, ale "insulinowo" idealne i bardzo zdrowe.
                                      • nanah Re: Badania? 02.04.09, 13:16
                                        Super jest ta opcja ze słodkim śniadaniem:) Poprawia mi humor i naprawdę mam w
                                        ciągu dnia więcej energii. Kiedyś wydawało mi się, że w ogóle słodkich rzeczy na
                                        diecie nie powinno się jeść, więc ten sposób jedzenia to świetna odmiana.
                                        Zanotowałam, żeby na obiad już słodyczy nie jeść.
                                        A jak jest z alkoholem? Nie ma znaczenia, czy wręcz odwrotnie? Oczywiście mam na
                                        myśli drinki, piwo czy wino ze znajomymi w weekend:)
                                        • pierwszalitera Re: Badania? 02.04.09, 13:48
                                          Odpowiem krótko: to zależy. ;-) Ogólnie alkohol nie sprzyja odchudzaniu. Są badania, które pokazują, że u niektórych ludzi, alkohol przyśpiesza nieco spalanie, ale to są z reguły ci szczupli (nie ma sprawiedliwości na świecie), u innych spowalania, więc nie ma co ryzykować. Piwo i słodkie drinki, to i tak węglowodany, insulina strzela więc w górę. Lampka, ale tylko jedna, wytrawnego wina, białe, albo czerwone, jest dozwolona nawet do białkowych posiłków i wieczorkiem. Kilka kawałeczków sera do tego i można dosiąść się do przyjaciół. ;-)
                                          • nanah Re: Badania? 02.04.09, 14:37
                                            Dzięki za odpowiedź, Pierwszalitero. Odetchnęłam z ulgą, że chociaż lampkę
                                            wytrawnego wina mogę wypić z przyjaciółmi:)
                                            Pytania mi się mnożą - zastanawiam się również, jak to jest np. z Colą Light czy
                                            Zero? Kiedyś próbowałam Diety South Beach i tam można było używać słodzika.
                                            Tylko - czy przypadkiem nasz organizm nie wystrzeli z insuliną także na inne
                                            słodkie rzeczy?
                                            • pierwszalitera Re: Badania? 02.04.09, 23:34
                                              Co do słodzika, to nie ma do końca pewności. Podobno nie powoduje reakcji insulinowej, u niektórych ludzi pobudza jednak dziwnym trafem apetyt. Trzeba więc wypróbować indywidualnie. Z drugiej strony rzeczy ze słodzikiem są strasznie słodkie i czasem dobrze się od tego odzwyczaić. Gdy jemy potem "prawdziwe" słodycze, wystarcza nam zwykle mniejszy stopień zasłodzenia. ;-)
                                              • nanah Re: Badania? 05.04.09, 17:27
                                                Dzięki serdeczne Pierwszalitero za wszystkie wskazówki:) Jestem Ci naprawdę
                                                wdzięczna za pomoc i mam nadzieję, że w końcu ustabilizuję sobie wagę.
                                                • nanah Chyba u mnie nie działa:( 20.04.09, 09:14
                                                  Pierwszalitero, byłabym Ci bardzo wdzięczna za komentarz. Od trzech tygodni
                                                  stosuję wersję Śn - węglowodany, Ob - białko + warzywa, Ko - białko + warzywa.
                                                  Między posiłkami tylko woda, kawa (bez mleka) lub herbata. Również w Święta
                                                  utrzymałam ten system. A waga ani drgnie:( Ważę dokładnie tyle samo, co trzy
                                                  tygodnie temu. Czuję się dobrze, to zdecydowany plus. Ale na schudnięciu także
                                                  by mi zależało...
                                                  Jak myślisz, w czym rzecz? Czy może jeszcze powinnam zaczekać, aż organizm
                                                  zaskoczy? A może powinnam jeść mniej (ew. mniej kalorycznie - nie zwracałam do
                                                  tej pory na to uwagi). A może taka dieta na mnie nie działa?
                                                  Mam z czego chudnąć - przy wzroście 1,60 ważę 68 kg. Do specjalistycznej analizy
                                                  składu ciała nie mam dostępu, ale zważyłam się na wadze podającej takie rzeczy u
                                                  znajomej (i wyszło mi 22% tłuszczu, 56% wody i 44% mięśni). Nie wiem, na ile to
                                                  może być rzetelny pomiar.
                                                  Do tego min. 3 razy w tygodniu (w porywach do 5) chodzę na intensywną dość jogę
                                                  (1.5 godziny).
                                                  I co tu robić?
                                                  • pierwszalitera nanah 20.04.09, 22:23
                                                    Jak chcesz, to napisz do mnie na pocztę gazetową. Bym miała adres zwrotny. Może spróbujemy wykombinować coś bardziej indywidualnego. :-)
                                                  • nanah pierwszalitero, masz maila:) n/t 24.04.09, 06:20
                  • eponak Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 16:49
                    Takim prostym sposobem
                    > moja najmilsza pacjentka, zresztą dziewczyna z polskimi korzeniami, spadła w ci
                    > ągu pół roku z 146kg na 124kg. Można powiedzieć, że wcale nie dużo i wcale nie
                    > szybko, ale najważniejsze jest, że znalazła coś, gdzie nie chodzi głodna, nie s
                    > traciła jeszcze masy mięśniowej i co może prowadzić wiele lat, bez obawy znużen
                    > ia i przerwania diety. Przy takiej wadze strach przed (długim) głodem jest bowi
                    > em wielki.

                    > Tak mi przyszło do głowy, W Polsce muszą być przecież jakieś fachowe czasopisma
                    > i medyczne publikacje zajmujące się tematem. Szukaj tam może lekarzy autorów,
                    > którzy coś w ten deseń piszą, albo nawet zajmują się praktyczną działalnością.
                    > Szukaj takich pojęć, jak insulina, insulinoodporność w połączeniu z nadwagą, ot
                    > yłością, adipositas, diety low carb. Być może w ten sposób dotrzesz do kogoś ko
                    > mpetentnego?

                    Akurat kolega to typ, że nie zna żadnej typowej diety (czyli generalnie nie wie
                    co ile ma białka, tłuszczu, węglowodanów etc i potrawy dobiera w ciemno), ale
                    podejrzewam że na złość w końcu by poszedł ze dwa razy do lekarza, żeby pokazać
                    że efektów nie ma a on sobie świetnie poradzi sam ;)

                    To, co napisałaś, skleiłam w jedną wiadomość i mu wysłałam. Obiecał się
                    zastanowić, ale praca z tą książką chyba mu odpowiada. Zresztą, wyboru nie ma,
                    bo już ją zamówiłam :) Jeśli się uda, to poszukam pism branżowych i lekarzy
                    specjalizujących się w tego rodzaju diecie, bo nawet konsultacja raz na jakiś
                    czas się przyda. Czy miałaś takie przypadki, którym ta dieta nie pomogła w
                    ogóle? Bo jeśli po, dajmy na to, dwóch-trzech miesiącach nie będzie poprawy
                    choćby o kilka kg, to wolę sobie nie wyobrażać jak się to skończy. I czy tą
                    dietę mogę stosować ja, jeśli chcę utrzymać stałą wagę (BMI ok 20), a niestety
                    nie trawię soli i żadnego mięsa poza rybim? ;)
                    • pierwszalitera Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 21:07
                      eponak napisała:

                      Czy miałaś takie przypadki, którym ta dieta nie pomogła w
                      > ogóle? Bo jeśli po, dajmy na to, dwóch-trzech miesiącach nie będzie poprawy
                      > choćby o kilka kg, to wolę sobie nie wyobrażać jak się to skończy. I czy tą
                      > dietę mogę stosować ja, jeśli chcę utrzymać stałą wagę (BMI ok 20), a niestety
                      > nie trawię soli i żadnego mięsa poza rybim? ;)

                      Przypadki, w których dieta nie działa naturalnie są. Ale im większa nadwaga i im bardziej dietetycznie dziewiczy organizm, tym lepsze osiąga się zwykle rezultaty. Gwarancji dać niestety nie mogę. Dobrą stroną tej diety jest, że reguluje długofalowo wydzielanie insuliny i pacjenci mają przez to mniej problemów z nagłymi atakami głodu. Nie należy jednak oczekiwać cudów, w postaci 10kg mniej w 10dni, bo podobne obiecanki to biologiczne bzdury. Jedna ważna wskazówka, jeżeli zauważamy szybciutkie zmiany na wadze, na przykład z dnia na dzień tyjemy, albo tracimy 1-2 kg, to związane jest to tylko z wahaniami wody i nie należy się zniechęcać. Lepiej ważyć się w większych odstępach. Ludzie ze sporą nadwagą mają skłonność do dramatycznych wahań wody w organiźmie, wyrównanie poziomu insuliny i redukcja masy tłuszczowej ten problem zwykle jeżeli nie niweluje, to na pewno zmniejsza. Dobrą pomocą jest analiza składu ciała, coś takiego można zrobić u lekrzy dietetyków albo nawet w dobrych klubach sportowych. Zrobione raz na jakiś czas daje kontrolę, czy tracimy faktycznie tłuszcz.
                      Jeżeli chodzi o "chudzielców" ;-) z BMI w okolicach 20, to dietę stosować naturalnie można, bo to w zasadzie tylko inny sopsób odżywiania, ale czy się przy niej schudnie, to zależy od genetycznej predyspozycji. Przy BMI 20 masa tłuszczowa nie jest wysoka i organizm może się upierać, by ją zachować. W końcu mamy do czynienia tylko i wyłącznie z poprawkami kosmetycznymi, według biologicznie mało sensownego ideału piękności, prawda? ;-) Przyznam się jednak, że jak zaczynam podchodzić gdzieś do 22, to też rezygnuję wieczorami z węglowodanów i staram się jeść więcej w pierwszej połowie dnia, nie pogryzająć jednak między posiłkami. Kalorycznie mam nawet wrażenie, że jem wtedy więcej, tylko trochę inaczej i u mnie działa. Mnie BMI w okoliach 21 jednak wystarczy, mam wtedy najlepszą figurę. Poniżej wyglądam za szczupło, tracę trochę biust i biodra, to było fajne w wieku lat 25, ale po 40-stce jakoś mi już nie do twarzy. ;-)
                      Wieczorami jem wtedy mięso, ryby, jajka, sery z warzywami. Taki białkowy snack. Oczywiście bez mięsa i soli też jest ok. Nie jesz w ogóle soli? Sól jest bardzo ważnym elementem, przesada w każdą stronę jest niedobra.
                      • eponak Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 21:30
                        Chodzi o taki sprzęt do mierzenia procentowej zawartości tłuszczu w organizmie?
                        Ja sobie świetnie zdaję sprawę, a i kolega pewnie też, że odchudzanie to nie
                        jest kwestia kilku tygodni. Ale ten patent z rzadszym mierzeniem się jest
                        świetny :) Widziałam kiedyś program o dziewczynie, która żyła właściwie na
                        witaminkach w proszku i tabletkach, a ważyła się kilka razy dziennie i tyła, a
                        nie chudła. A takie ważenie się raz na powiedzmy tydzień jest niezłe :)Chodzi o
                        to, żeby powoli, małymi kroczkami dążyć do utraty wagi.
                        Ja akurat schudnąć nie chcę, ważę idealnie jak dla mnie, bo mam i tyłek i biust
                        i żadnej kości poza obojczykami u mnie nie widać, a przy tym nie martwię się o
                        jakieś fałdki na brzuchu ;) Ale pytałam o to czy też to mogę stosować, bo takie
                        grupowe przejście na tą dietę może pomóc psychicznie koledze. Mój TŻ też mógłby
                        na tym skorzystać przy okazji ;) I jak w takim wypadku wygląda gotowanie czegoś
                        ekstra czy pieczenie od czasu do czasu? Kompletnie trzeba z tego zrezygnować czy
                        można raz-dwa w miesiącu się wyłamać? Dlatego nie odchudzałam się nigdy, bo
                        przerażała mnie rezygnacja z dań specjalnych, które pewnie idealnie zdrowe nie są :)
                        A to, że soli nie jem to pozostałość po tym, jak ktoś z rodziny w ramach
                        leczenia musiał przejść na dietę bez soli, słodyczy, mięsa itd. Żeby nie drażnić
                        i nie kusić cierpiącego już i tak wystarczająco chłopaka, był szlaban na
                        powyższe. Poza tym nie można było dodać do potrawy soli, ale później kto chciał
                        to indywidualnie przyprawiał. I pewnie przez lenistwo (nie soliłam) odzwyczaiłam
                        się od soli, bez niej mi potrawy o wiele bardziej smakują :) Nie jest tak, że w
                        ogóle soli nie mam w posiłkach, bo cześć produktów jest już posolona sama w
                        sobie (np wędzona makrela), a dzięki temu eksperymentowi przekonałam się, że
                        wielokrotnie przesadzamy soląc potrawy.
                        • pierwszalitera Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 21:48
                          > Chodzi o taki sprzęt do mierzenia procentowej zawartości tłuszczu w organizmie?

                          Dokładnie. Fachowo nazywa się coś takiego Bioelectrical impedance analysis (BIA).

                          Ale pytałam o to czy też to mogę stosować, bo takie
                          > grupowe przejście na tą dietę może pomóc psychicznie koledze. Mój TŻ też mógłby
                          > na tym skorzystać przy okazji ;) I jak w takim wypadku wygląda gotowanie czegoś
                          > ekstra czy pieczenie od czasu do czasu? Kompletnie trzeba z tego zrezygnować cz
                          > y

                          Jeżeli zamówiłaś książkę, to zobaczysz, że można pozwalać sobie na słodkości, albo specjalne potrawy, tylko ważne jest zachowanie pewnych zasad. Można dietę też spokojnie stosować z solidarności. Poczytaj, a gdyby coś było niejasne, to napisz, może być nawet na gazetowy, to postaram się wyjaśnić.
                          • eponak Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 21:56
                            Zamówiłam, ale poszła na adres kolegi ;) Ale dorwę i też przeczytam. Dzięki
                            wielkie pierwszalitero za fachową pomoc, jeśli kolega zgodzi się na tą dietę, a
                            jakieś efekty będą to się pochwalę w jego imieniu. Dziękuję :)
                            • pierwszalitera Re: Pierwszalitero... 31.03.09, 23:48
                              Jeżeli mogłam choć trochę pomóc, to się cieszę. :-) Zawsze to trochę trudno tak na odległość.
          • maith Obalone teorie 01.04.09, 01:33
            > tylko warzywami NIE MOŻNA się najeść. No nie da
            > się. Nawet jak zapchasz sobie cały żołądek błonnikiem, to organizm
            > "wyczuje" sobie, że to nie jest liczba kalorii, której potrzebuje > i się
            odezwie. Diety polegające na redukcji kalorii są zresztą
            > raczej kontraproduktywne. Pierwsze sygnały już odczuwasz - głód i
            > osłabienie. Następną konsekwencją będzie spowolnienie spalania i
            > masz wielką szansę na wspaniały efekt jo-jo.[...]

            > Wierz mi, ja już nie raz miałam osoby u siebie, które prez taką
            > "dietetyczną karierę" dorobiły się chorobliwej nadwagi ponad
            > 120kg, a jadły liczbę kalorii, od której 60 kg kobieta umarłaby z
            > głodu. Organizm się dopasował.

            Czy dobrze rozumiem, że to, co w Polsce jest w tej chwili propagowane (jedz
            mniej, o to jest strasznie kaloryczne, wybierz lepiej coś mniej kalorycznego, te
            całe tablice kalorii publikowane ciągle w dumnych z siebie gazetach itd.) to
            zostało już dawno na Zachodzie obalone i jest takim... 75B, które pasuje bardzo
            małej ilości osób?

            A mogłabyś coś więcej napisać o tym problemie insulinowym?
            • maith To do Pierwszejlitery i z niej ten cytat n/t 01.04.09, 01:34

            • pierwszalitera Re: Obalone teorie 01.04.09, 14:24
              maith napisała:

              > całe tablice kalorii publikowane ciągle w dumnych z siebie gazetach itd.) to
              > zostało już dawno na Zachodzie obalone i jest takim... 75B, które pasuje bardzo
              > małej ilości osób?

              Mniej więcej. ;-) Faktem jest bowiem, że tyje się, gdy przyjmujemy więcej kalorii niż spalamy, ale w drugą stronę nie funkcjonuje to tak łatwo. Nasze organizmy posiadają bowiem bardzo efektywne biologiczne mechanizmy sprzeciwiające się traceniu na wadze. Jak wiadomo nasz gatunek rozwinął się w sytuacji, gdy jedzenie nie było dostępne na każdym rogu, więc umiejętność radzenia sobie z okresami głodu i niedoborów była genetycznie uprzwilejowana. W zasadzie więc to, co my uważamy za wadę, tendencja do tycia, jest znakomitym wynalazkiem natury pozwalającym przetrwać nam w ciężkich czasach. W dużym uproszczeniu wygląda to tak, że w sytuacji, gdy zmniejszamy liczbę kalorii nasz organizm dopasowuje się do powstałej sytuacji i wcześniej, albo później redukuje spalanie. Do tego nie trzeba nawet naukowych potwierdzeń, ktoś, kto przeżył kiedyś sytuację jo-jo, wie doskonale jak to funkcjonuje. Oprócz tego ograniczenie ilości energii ma inne negatywne skutki. Ponieważ nasze organizmy nie spalają chętnie tłuszczu, a już na pewno nie w sytuacji, gdy brakuje paliwa w formie węglowodanów, albo białka, w kryzysowych sytuacjach spalamy więc najczęściej własną tkankę mięśniową. Wszelkiego rodzaju głodówki do tego prowadzą. Po prostu nasze organizmy potrzebują cukru. Na przykład nasze mózgi odżywiają się tylko i wyłącznie cukrem, a cukier wytwarzany jest z węglowodanów, albo, gdy tych nie ma w wystarczającej ilości, z białka. Z tłuszczu się tego nie da, więc przy niedoborach organizm próbuje cukier oszczędzać, obniżając spalanie w mięśniach, albo gdy sytuacja trwa dłużej zacznie też je spalać. Nasze organizmy uważają odżywianie mózgu bowiem za ważniejsze. Tracimy wprawdzie na wadze, ale możliwe, że stosunek tłuszczu do mięśni zostaje taki sam, czyli niekorzystny. Przy redukcji spalania, spalamy automatycznie mniej tłuszczu, na to nie ma rady. U niektórych ludzi te mechanizmy są efektywniejsze niż u innych. Za to odpowiedzialne są genetyczne różnice. Ci ludzie mają z natury trochę podwyższone wydzielanie insuliny. Z tego powodu łatwiej przybierają na wadze. Duże i częste ilości węglowodanów potrafią rozhuśtać u nich nawet wydzielanie do takiego stopnia, że komórki mięśniowe zaczynają bronić się przed nadmiarem i blokują przyswajanie cukru. W efekcie podwyższony cukier w krwi powoduje kolejną nadprodukcję insuliny, która na zasadzie łomu próbuje otworzyć komórki mięśniowe. Ta zabawa może skończyć się nawet w cukrzycy, kiedy własna produkcja insuliny nie działa już na oporne mięśnie. Problemem jest przy tym jednak, że cukier nie dostaje się tam gdzie powinien, czyli do mięśni. W rezultacie spada znowu spalanie, a nadmiar cukru wędruje z krwi przy pomocy insuliny do tkanki tłuszczowej. Poza tym te ciągłe wahania cukru i wysoki poziom insuliny powodują częste uczucia głodu, człowiek je, tyje i znajduje się w błędnym kole. Ograniczenie ilości kalorii w tej sytuacji nie pomaga, bo nawet najmniejsze ilości węglowodanów utrzymują niekorzystną sytuację, do tkanki mięśniowej trafia jeszcze mniej i spalanie spada do minimum. W takiej sytuacji można tyć od niskotłuszczowego jogurtu z owocami i małego, głupiego herbatnika wrzuconego gdzieś między zęby. O głodzie nawet nie wspomnę.
              Dlatego by schudnąć musimy uregulować wydzielanie insuliny i dbać o wysokie spalanie w mięśniach, by organizm nie czuł potrzeby oszczędzania. W praktyce można ograniczyć ilość węglowodanów i przejść na dietę białkową. U wielu ludzi sprawdza się jednak lepiej dieta kombinowana, czyli węglowodany tylko w pierwszej połowie dnia, kiedy insulinoodporność jest najsłabsza, a w drugiej połowie dnia tylko białko. To jest wygodniejsze, nie daje też wrażenia, że trzeba z wszystkiego zrezygnować i łatwiej wtedy też o wysokie spalanie, bo cukier jest dobrym paliwem, dostarcza szybkiej energii i utrzymuje wysoką przemianę materii, jeżeli oczywiście nie bombarduje się nim ciągle i daje możliwość odbudowania poziomu insuliny. Oczywiście to co napisałam jest bardzo ogólne i w dużym skrócie, czasem w indywidualnym przypadku trzeba troszką pokombinować, ale mniej więcej coś takiego robimy w naszej poradnii i to działa. Kaloriami się nie zajmujemy, ja nawet czasem nie wiem, ile co ma kalorii i w tych wyjątkowych wypadkach, gdy coś takiego potrzebuję, to godzinami szukam w poradnii książki z tabelami, którą ktoś tam gdzieś znowu wrzucił do innej szafy. ;-)
              Acha, w Ameryce diety low carb są bardzo popularne. Pokazało się bowiem, że wszystkie próby light z ograniczonym tłuszczem i kaloriami sprzyjały jeszcze powstawaniu otyłości, właśnie dlatego, że tłuszcz zastąpiono węglowodanami. U szczupłych ludzi, ze "zdrową" regulacją, ograniczenie kalorii i pięć malutkich posiłków dziennie z owocami i jogurtem, by schudnąć kosmetyczne 3kg może i działa, ale u tych z biologicznym handycapem, to raczej wstęp do prawdziwej otyłości. Ostatnio jednak nawet szczupłe gwiazdy odżywiają się low carb. Do tych należą między innymi modelka Heidi Klum, Beyonce i Kylie Minogue.
              A teraz trzypińdzisiąt mi się należy. ;-)
              • pierwszalitera I jeszcze... 01.04.09, 15:12
                I jeszcze zdanie o indeksie glykemicznym. Zwolennicy Montignaca często się na niego powołują i w gruncie rzeczy mają rację. Jednak najnowsze badania pokazują, że wzrost poziomu cukru nie zawsze w prostej lini odpowiada insulinowej odpowiedzi, więc często nie ma potrzeby rezygnacji ze wszystkich "niedobrych" węglowodanów. Porcja makaronu nie musi być wcale grzechem. Z drugiej strony niektóre węglowodany, zaliczone przez indeks jako bezpieczne, jak na przykład owoce, mają u ludzi z zaawansowaną insulinoodpornością niekorzystne działanie. Tacy ludzie potrafią tyć nawet od jabłek, więc glykemiczny indeks jest tylko orientacją, do tego nieco skomplikowaną.
                • beauty-gosiek Pierwszalitero!! 01.04.09, 15:42
                  Ty jesteś bardzo ale to bardzo mądra w tej kwestii.
                  Oj przydałabyś mi się bardzo w odchudzaniu.
                  Może wtedy tak byś mi ułożyła jadłospis że motywacja by mi wzrosła.. :)
                  • beauty-gosiek Re: Pierwszalitero!! 01.04.09, 15:50
                    ale obawiam się że to trzypińdzisiąt by nie starczyło, prędzej bym poszła z
                    torbami w kartonie pod mostem mieszkać :)
                  • pierwszalitera Re: Pierwszalitero!! 01.04.09, 15:54
                    Ojej, zaraz się zarumienię. ;-) To żadna mądrość, tylko zainteresowanie biologią i psychologią. Na wszelki wypadek studiowałam oba kierunki, ale tylko jeden, ten psychologiczny ukończyłam i miałam szczęście poznać lekarza dietetyka, który wprowadził mnie w temat. Obserwując jednak przemiany na dietetycznym rynku jestem niemalże pewna, że wielu rzeczy jeszcze nie wiemy i jak się dowiemy, to łatwiej będzie nam zrozumieć indywidualne różnice między ludźmi. Bo teraz trochę jeszcze poruszamy się w ciemnościach, zaczynamy zwykle od standardu i patrzymy jak pacjent reaguje. No i czasem nie wiemy dlaczego u jednego coś działa lepiej, a u drugiego jakoś mniej.
                    • maith Re: Pierwszalitero!! 01.04.09, 18:34
                      W porównaniu z tym co piszesz, przeciętny polski dietetyk ma klapki na oczach.
                      Jakbyś założyła internetową poradnię w polskim necie, to obstawiam, że miałabyś
                      tłum klientów :)
                      • pierwszalitera Re: Pierwszalitero!! 01.04.09, 21:39
                        maith napisała:

                        > Jakbyś założyła internetową poradnię w polskim necie, to obstawiam, że miałabyś
                        > tłum klientów :)

                        Możliwe, że się nad tym zastanowię. :-) Nie myślałam, że jest takie zainteresowanie. Ja oprócz tego robię jeszcze coś innego i prawdę mówiąc, te rzeczy z odżywianiem i odchudzaniem traktowałam długo tylko jako dodatkowe zajęcie, trochę hobby i robiłam to, by jako psycholog nie stracić kontaktu z klientem. No i o przeniesieniu się na polski net też jeszcze nie myślałam. Na razie niemieckie stawki trochę bardziej mi odpowiadają, tym bardziej, że rachunki płacę też w euronach. ;-)
                        • nanah Re: Pierwszalitero!! 02.04.09, 13:21
                          Popieram Maith:)
                          Jak widzisz po tym i poprzednim wątku, zapotrzebowanie na fachową wiedzę
                          dietetyczną jest bardzo duże:) Skoro istnieje już e-terapia (kontrowersyjna
                          etycznie i badania na temat skuteczności przynoszą czasem sprzeczne wyniki), to
                          poradnictwo dietetyka przez Internet tym bardziej ma rację bytu. Ale wyobrażam
                          sobie, że to nie ta półka zarobków.
                          Piszesz, że pracujesz z klientami by nie stracić kontaktu jako psycholog. Jak
                          właściwie wygląda Twoja praca? Czy zajmujesz się omawianiem kwestii
                          psychologicznych - motywacji, trudności, zaspokajania jedzeniem emocjonalnych
                          potrzeb, czy też warsztat psychologa wykorzystujesz przy okazji doradzania menu?
                          • pierwszalitera Re: Pierwszalitero!! 02.04.09, 14:12
                            Z reguły moja praca ogranicza się z reguły do tej dietetycznej. Do tego należy analiza masy ciała, anamneza, czyli ujęcie historii pacjenta dotycząca wagi, diet, chorób, przejść życiowych. Rozmawiamy o aktualnym stylu życia i odżywiania pacjenta, o jego celach wagowych, wyobrażeniach i życzeniach. No i robię mu w końcu propozycje i układamy wspólnie plan. To znaczy sporo w tym pracy psychologicznej, jednak nie robię terapii i jak widzę, że mam przed sobą kogoś z poważnymi zaburzeniami łaknienia, to proponuję czasem wizytę u doświadczonych kolegów. Na życzenie pacjenta, albo gdy rozmowa zejdzie na ten temat, rozmawiamy też o potrzebach emocjonalnych, rekompensacjach, przymusach, o stresie i omawiamy (proste) strategie radzenia sobie z tymi problemami. Czasem wyjaśniam coś pacjentowi psychologicznie, jak, co i dlaczego funkcjonuje, to jest dobre dla zrozumienia własnego zachowania i motywacji, jednak nie staram się pacjenta "ratować". Musi on mieć u nas cały czas uczucie pełnej kontroli, możliwości podejmowania własnych decyzji, w tym nawet rezygnacji i traktować nas jak usługę. Moim kolegą jest zresztą lekarz internista, więc nie jesteśmy gabinetem psychologicznym. ;-)
                            • milstar Re: Pierwszalitero!! 02.04.09, 21:12
                              Pierwszalitero: a czy zdarzył ci się pacjent, u którego dieta nie działała przez pół roku? Jeśli tak, to co wtedy robiłaś, czy proponowałaś jakieś modyfikacje ewentualnie badania?
                              Pytam, bo ja właśnie jakaś taka dietoodporna jestem
                              • pierwszalitera Re: Pierwszalitero!! 03.04.09, 00:00
                                Droga milstar, pewno, że są ludzie bardziej oporniejsi na działanie diety, ale wybacz, nie będę potrafiła podać ci tu konkretnych wskazówek, co powinnaś zrobić. Do tego potrzebowałam sporo informacji i wynik badania analizy ciała. Postarałam się odpowiedzieć na sporo pytań, ale nie jestem w stanie zrobić tu indywidualnej porady i do tego rozważać przeróżne możliwości i modyfikacje. Nawet nie wiem, co ci teraz napisać, bo to naprawdę temat rzeka. Sorry. Może przeczytasz też tą książkę, którą polecałam? Możliwe, że wcale nie jesteś taka dietodporna, tylko niesprawnie się do tego zabierałaś.
                                • milstar Re: Pierwszalitero!! 03.04.09, 19:20
                                  Dzięki. Postaram się ją zdobyć.
                                  • 987ania Re: Pierwszalitero!! 03.04.09, 21:46
                                    Właśnie kupiłam książkę na allegro.
                • eponak Re: I jeszcze... 01.04.09, 15:49
                  A jak sprawdzić czy ktoś jest insulinoodporny? Da się to jakoś szybko ustalić?
                  Oj, ale byś miała klientek w Polsce :):)
                  • pierwszalitera Re: I jeszcze... 01.04.09, 16:15
                    Zwykle nawet ustalać nie trzeba. Jeżeli masz nadwagę i miałaś ją już zawsze, nawet jako dziecko, to prawdopodobnie to masz. Jeżeli masz w rodzinie diabetyków, to prawdopodobieństwo jest spore, że oddziedziczyłaś. Niektórzy naukowcy są zdania, a badania raczej potwierdzają, że cały metabliczny syndrom związany jest insulinoodpornością, więc jeżeli ktoś z niewiadomych przyczyn cierpi na choroby serca, poywyższone ciśnienie, niekorzystny choleterol, zaburzone parametry tłuszczów, to też może to mieć. Jeżeli jesteś raczej szczupła i masz tendencję do tycia w okolicach brzucha, naczęściej odpowiedzialna jest za to insulina. Jeżeli należysz do osób, które nie potrafią długo wytrzymać bez jedzenia, oraz po zjedzeniu czegoś słodkiego reagują szybkim głodem, a nawet nieprzyjemnymi reakcjami, jak trzęsące się ręce, kręcenie się w głowie, mdłości itp, to poziom insuliny jest wysoki, nawet jak masz figurę modelki. ;-) U ludzi, którzy po obfitym posiłku gromadzą w organiźmie wodę, widać na wadze i po puchnących kończynach, też odzywa się wysoka insulina. Jeżeli po obfitym posiłku szybko robisz się znowu głodna, masz problemy najeść się do syta, albo masz dziwne niezrozumiałe ataki ochoty na słodkie, to też może być wysoka insulina. Oprocz tego można to wykryć specjalnym badaniem, które jest trochę skomplikowane, normalnie lekrze tego nie robią. Może jakiś endokrynolog. Ale takie badanie jest w zasadzie zbędne, bo regulacja wydzielania insuliny dietą w każdym przypadku jest korzystna, bo w zasadzie u każdego można wydzielanie insuliny rozhuśtać, u niektórych tylko trochę dramatyczniej. To nie jest choroba sama w sobie, tylko nasz fizjologia trafiająca na zbyt bogate środowisko. Jeżeli nie masz nadwagi, w odżywianiu orientujesz się według naturalnych sygnałów głodu i sytości, nie masz problemów ze zdrowiem, to nie musisz martwić się insuliną. :-)
                    • pierwszalitera Re: I jeszcze... 01.04.09, 16:27
                      Zapomniałam jeszcze o PCOS, który zwykle związany jest z nadwagą (choć nie zawsze) i insulinoodpornością. Wyregulowane wydzielania insuliny i spadek wagi powoduje u wielu kobiet powrót normalnych owulacji i płodności.
                      Tak na marginesie, doskonałym sposobem na zmniejszenie insulinoodporności jest fizyczny ruch. Przełamuje odporność komórek mięśniowych i zwiększa ich zapotrzebowanie na cukier, przez co nie potrzebujemy już takich ilości insuliny do jego "przerobienia".
                • maith Pierwszalitero, dzięki i jeszcze głupie pytanie 01.04.09, 17:38
                  Dzięki za wyjaśnienie. I mam jeszcze jedno głupie pytanie - Czy faktycznie
                  różnica między mleczną czekoladą a gorzką jest tak duża, jak twierdzą zwolennicy
                  Montignaca?

                  Swoją drogą jakby to zabawnie nie brzmiało, moja rodzina właśnie z zapałem się
                  zaczęła dietować (mamy tu ostatnio trochę akcji medialnych i to chyba stąd), z
                  czego połowa to zwolennicy ograniczania kalorii (wchodzisz i widzisz gotowane
                  pory jako cały ich obiad) a druga to zwolennicy Montignaca (tu jest trochę
                  bardziej skomplikowanie).
                  • pierwszalitera Re: Pierwszalitero, dzięki i jeszcze głupie pytan 01.04.09, 21:22
                    maith napisała:

                    > Dzięki za wyjaśnienie. I mam jeszcze jedno głupie pytanie - Czy faktycznie
                    > różnica między mleczną czekoladą a gorzką jest tak duża, jak twierdzą zwolennic
                    > y
                    > Montignaca?

                    Zgadza się, tylko, że ta gorzka czekolada musi mieć co majmniej 70 procent kakao, by zaliczana była jako gorzka. Nie każda czekolada, która tak się nazywa, więc taką jest. ;-)
                • 987ania Re: I jeszcze... 02.04.09, 22:47
                  pierwszalitro to teraz skąd mam widzieć co jeść? Od kilku dni staram się trzymać
                  Montignaca. A teraz się okazuje, ze to też nie jest za dobry pomysł. I co teraz?
                  Do tego karmię piersią i mam napadowy głód na słodycze. Nigdy wcześniej czegoś
                  takiego nie miałam. Powiem szczerz, że załamałaś mnie. Będę wyć!!
                  • pierwszalitera Re: I jeszcze... 03.04.09, 00:09
                    Jeżeli masz ochotę na słodkie przy Montigniacu, to możliwe, że jesz za mało. Powiększ porcje białka. Poza tym, kilka dni to trochę krótko. Poziom insuliny potrzebuje trochę czasu, by się wyregulować. Jeżeli jesteś głodna, zjedz dodatkowo coś białkowego, może ochota na słodkie też w ten sposób zniknie. Jeżeli należysz jednak do ludzi, którzy nie potrafią wytrzymać bez słodyczy, to spróbuj tego:
                    Chudnij podczas snu www.fit.pl/wydawnictwa/chudnij_podczas_snu,128,22,22,4079,0,0,0,0.html
                    • 987ania Re: I jeszcze... 03.04.09, 21:49
                      Dziękuję za wskazówki. Książkę będę miała w poniedzialek.
              • magdalaena1977 Re: Obalone teorie 02.04.09, 18:27
                pierwszalitera napisała:
                > Na przykład nasze mózgi odżywiają się tylko i wyłącznie cukrem, a cukier
                > wytwarzany jest z węglowodanów, albo, gdy tych nie ma w
                > wystarczającej ilości, z białka.
                A czy Twoim zdaniem możliwe jest, że na z zbilansowanej diecie z sensowną
                ilością kalorii, jestem trochę ... mało błyskotliwa ?
                Bo mam wrażenie, że mój organizm w pierwszej kolejności obcina dawki cukru dla
                MÓZGU.

                Jakiś czas temu w szpitalu przechodziłam dobową głodówkę (diagnostycznie - pod
                kontrolą lekarza). W ogóle nie było to przyjemne, ale najdziwniejsze było jak
                zaczęła mi szwankować umiejętność bezproblemowego czytania po angielsku. Miałam
                książkę, patrzyłam i jakoś treść do mnie nie docierała.
                • pierwszalitera Re: Obalone teorie 02.04.09, 23:44
                  Przy dobowej głodówce cierpi się na gwałtowny spadek poziomu cukru,
                  więc możliwe, że odczuwamy pewny brak koncentracji i osłabienie. Ale
                  zanim mózg wyłączy ci się zuepłnie trochę trwa. ;-) Przedtem
                  organizm nadgryzie trochę i przekształci w cukier własne mięśnie.
                  Trzeba pamiętać, że serce to też jest mięsień i częste oraz dłuższe
                  głodówki mogą go uszkodzić. Interesujące jest, że przy dłuższej
                  głodówce u wielu ludzi osłabienie i głód mijają, pojawia się nawet
                  wzmocnienie percepcji oraz koncentracji, a czasem nawet spory
                  przypływ energii i euforia. To jednak złudne uczucie i nie jest, jak
                  się błędnie przyjmuje efektem oczyszczania organizmu, tylko
                  desperacką reakcją organizmu na głód i zalaniem go endomorfinami,
                  byśmy ruszyli w końcu na poszukiwanie żywności.
              • jolka-pol-ka Re: Obalone teorie 05.04.09, 18:30
                Pierwszalitero, Ty jesteś Wielką literą!
                Teraz rozumiem instynktowne zachowania mojego męża. On normalnie
                jest jak zwierzę i je tak, jak piszesz :)
                Dzięki Twojej radzie nie katuję go już fruktozą, chłopina od 20
                stycznia zgubił już 11,5 kg, a najważniejsze, że nie chodzi głodny :D
          • madzioreck Re: magdalaena1977 01.04.09, 17:59
            pierwszalitera napisała:

            > Magdalena, jako osoba zajmująca się zawodowo odchudzaniem ludzi z nadwagą mogę
            > ci z całym spokojem napisać, że tylko warzywami NIE MOŻNA się najeść. No nie da
            > się. Nawet jak zapchasz sobie cały żołądek błonnikiem, to organizm "wyczuje"
            > sobie, że to nie jest liczba kalorii, której potrzebuje i się odezwie. Diety po
            > legające na redukcji kalorii są zresztą raczej kontraproduktywne. Pierwsze sygn
            > ały już odczuwasz - głód i osłabienie.

            Coś w tym musi być. Przecież jeśli np. otyłego człowieka przestaniemy karmic, to
            prędzej umrze z głodu niż bardzo schudnie...
        • milstar Re: Dietetyk - stolica 31.03.09, 08:08
          > Zresztą w ogóle mam wrażenie, że są dwa problemy z dietetykami
          >
          > - najchętniej odchudzaliby osoby, które żywią się czipsami i leżą
          przed TV.
          > Jeśli ktoś je chude wędliny, warzywa itp., a mimo to nie chudnie,
          stanowi
          > problem. Zwłaszcza jeśli ma inne schodzenia.

          Mam niestety podobne odczucia.
          Pojutrze idę do nowego dietetyka, chcę mu pokazać dietę, którą z
          większym lub mniejszym zapałem, za to z zerowymi efektami stosuję od
          lipca. Ciekawe, co powie...
          Ja na szczęście nie muszę jeść samych warzyw: w posiłkach musi być
          też białko i węglowodany. I jak dla mnie to te posiłki są za duże i
          za często :(
          • winter76 Re: Dietetyk - stolica 31.03.09, 09:03
            Ja chodzę do dietetyczki od końca listopada,schudłam 17 kg,nie chodzę głodna,mam naprawdę urozmaiconą dietę i czuję się wspaniale.Czyli da się,tylko trzeba trafić na profesjonalistkę :)
            • magdalaena1977 Re: Dietetyk - stolica 31.03.09, 11:03
              winter76 napisała:
              > Ja chodzę do dietetyczki od końca listopada,schudłam 17 kg, nie
              > chodzę głodna, mam naprawdę urozmaiconą dietę i czuję się wspaniale.
              To super !
              a wcześniej próbowałaś się odchudzać ?

              > Czyli da się,tylko trzeba trafić na profesjonalistkę :)
              zdradź , gdzie Cię tak fajnie odchudzili .
              Bo może to po porostu kwestia organizmu ?
              • winter76 Magdalaena1977 31.03.09, 18:56
                Ja się już wcześniej odchudzałam sama,efekt jo-jo był ja najbardziej ;) Więc postanowiłam zapłacić i w końcu zrobić to jak trzeba.Chodzę do dietetyczki w centrum Sopotu.
                • winter76 Re: Magdalaena1977 31.03.09, 19:00
                  Dodam tylko,że ja nie byłam osobą zbytnio otyłą-kilogramów nie podam ile było :) Ale spodnie nosiłam w rozmiarze 42/44,teraz w 38 wchodzę.
          • magdalaena1977 Re: Dietetyk - stolica 31.03.09, 11:13
            milstar napisała:
            > Ja na szczęście nie muszę jeść samych warzyw: w posiłkach musi być
            > też białko i węglowodany.
            Dla mnie warzywa to tylko dodatek smakowy to właściwego posiłku. Potrafię zjeść
            (na kolację) wielką miskę sałaty, pomidorów, warzyw itp i nadal być głodna.
            > I jak dla mnie to te posiłki są za duże i za często :(
            Dla mnie są za rzadko i za małe. (chociaż podobno kalorii jest całkiem sporo).
            • milstar Re: Dietetyk - stolica 31.03.09, 16:53
              magdalaena1977 napisała:
              > Dla mnie są za rzadko i za małe. (chociaż podobno kalorii jest całkiem sporo).
              Wychodzi na to, że powinnyśmy się wymienić na dietetyczki ;)
        • missmurder Pani z Foodline 31.03.09, 19:53
          Ja właśnie wczoraj pisałam do tej pani, bo znajoma mamy była bardzo zadowolona
          ze współpracy i efektów. Ale okazało się, że najbliższy termin konsultacji to
          połowa maja :/
    • milstar Re: Dietetyk - stolica 30.03.09, 12:40
      też Ci piszę maila :)
      • eponak2 Re: Dietetyk - stolica 30.03.09, 12:52
        Odebrane i odpisane ;) Kaśki to naprawdę fajne kobiety :)
        • milstar Re: Dietetyk - stolica 30.03.09, 13:02
          Kaśka to jedyna forma mego imienia, której nie lubię ;)
          A że fajne - to wiadomo ;)
          • eponak Re: Dietetyk - stolica 30.03.09, 14:24
            Ja za to nie znoszę Katarzyna (mówiła tak do mnie tylko paskudna germanistka) :)
            Kasia i tak jest najładniej ;) O :) Dzięki za pomoc, dziewczyny :)
            • malagracja Kejt? Kejti? :) n/t 30.03.09, 18:06

              • milstar Kasiuleńka :) 30.03.09, 19:25
        • milstar Re: Dietetyk - stolica 30.03.09, 13:07
          A, mogę jeszcze napisać kogo nie polecam: pani Anny przyjmującej w
          Damianie na Wałbrzyskiej, która ma też swoją poradnie w Panoramie.
          Mnie dopiero po 3 miesiacach braku efektów diety zaproponowała
          kontakt z internistą. I nie wprowadzała w tym czasie żadnych
          modyfikacji diety :(
    • jolka-pol-ka Re: Dietetyk - stolica 30.03.09, 17:54
      widziałam efekty działalności i polecam:
      www.setpoint.pl/?id=11#m4
      Bez ćwiczeń fizycznych, z zachowaniem ukochanych przysmaków, -15 kg
      w 3 miesiące
      • missmurder Re: Dietetyk - stolica 30.03.09, 22:23
        Tylko cena jest powalająca :/
        Jak w styczniu robiłam rozeznanie wśród wielu firm zajmujących się dietetyką, to
        oni wyszli mi na drugim miejscu pod względem kosztów...

        Cytat z maila od nich:
        "Pierwsza wizyta u dietetyka to tzw. wywiad żywieniowy. Dietetyk w czasie tego
        godzinnego spotkania będzie starał się dowiedzieć jaki miała Pani do tej pory
        sposób odżywiania, jaki jest Pani styl życia i pracy oraz dopyta się o stan
        zdrowia. Dodatkowo zmierzy skład ciała na analizatorze. Wizyta ta kosztuje 95zł
        i na niej ustalany jest także czas trwania programu żywieniowego. Pierwsza rata
        za programy żywieniowe to koszt 610 zł, obejmuje on około miesięczną opiekę
        dietetyczną, kolejne raty programów są już malejące. Dieta jest zawsze układana
        indywidualnie, dlatego po pierwszej wizycie trzeba poczekać 2-3 dni aby dietetyk
        miał czas przygotować dla Pani dietę i wszelkie zalecenia. Spotkania
        weryfikujące efekty diety to tzw. spotkania kontrolne, są to krótsze około
        półgodzinne spotkania co 2 tygodnie, na których także odbywają się pomiary
        składu ciała."
        • jolka-pol-ka Re: Dietetyk - stolica 30.03.09, 23:04
          ale jakie suuuuper przepisy dają :))
    • quleczka Re: Dietetyk - stolica 31.03.09, 17:02
      To ja polece malutka ale sympatyczna firme zalozona przez dwie mlode dietetyczki
      , mieszczaca sie na Kabatach :)

      www.food-diet.pl/
      Nie moge sie wypowiedziec odnosnie skutecznosci odchudzania bo nie mam tego
      problemu ale dziewczyny sa pelne energii i zaangazowania i to co mowia
      pojawiajac sie w TV lub radiu ostatnio brzmi bardzo sensownie.
    • nesene Re: Dietetyk - stolica 01.04.09, 03:21
      To ja dorzucę od siebie: www.e-prolinea.pl/ i tam trzeba znalezc Justynę
      Marszałkowską :)
Pełna wersja