Dodaj do ulubionych

No to róbmy działy...

03.12.08, 14:18
To będzie wątek matematyczny, bo bardzo mnie ten temat fascynował.
Sprostujcie, jeśli gdzieś się pomylę. Hanka, pieszczotliwym
spojrzeniem obejmując Borynową gospodarkę, mówi o 32 morgach. Nie ma
w tym pięciu posagowych morgów Jagusi, bo te miał sobie Boryna
dopiero na wiosnę zaorać, jak to się z Dominikową ugadywali.

A zatem:
32 morgi, w tym:
6 - zapisanych Jagusi (złodziejka jedna)
3 - posagowe Hanki (sam piach)
4 - po matce Antka i Magdy
19 - samego Boryny, ale:

co z jego drugą żoną? Nic nie wniosła? Czy możliwe, żeby się z taką
lichotą ożenił? Z pierwszą wziął 4 morgi, z trzecią miał wziąć 5, a
drugą wziął gołą? To, że nie ma żadnej informacji na ten temat,
choćby komentarza, że poczciwa, choć nie posażna (choć to raczej
zołza była), albo że gotowizną posag wypłacony - uważam za jedną z
wpadek Reymonta. Irytującą bardzo, bo mi psuje obliczenia. W końcu
ewentualna ziemia matki w całości przypadałaby Józce. No ale że
słowa o tym nie ma, muszę przyjąć, że jakieś spłaty wziął, czy coś,
a te 19 morgów w całości do podziału idzie.

Antkowie z tego biorą: 3 + 2 + 6 1/3 = 11 1/3
Kowalowie: 2 + 6 1/3 = 8 1/3
Józka: 6 1/3
Jagusia: 6

Zauważcie, że gdyby Grzela nie umarł, to z ojcowego gruntu wypadłoby
na dziecko mniej niż pięć morgów. A Jagusi dał 6 - mieli raczej
zrozumiałe poczucie krzywdy.

No a teraz to, co dziedzic dał za las. Na Borynów przypadałoby ok.
półwłóczka (słowa Weronki). To by się zgadzało, że mniej więcej za 2
morgi własnego dostawało się 1.
I tu pytanie: wypadło to na gospodarkę w całości i jest dzielone po
równo, czy przypisane do poszczególnych "kawałków"?

W pierwszym przypadku wypada z 16 morgów po 5 1/3 na dziecko, więc:
Borynowie 11 1/3 + 5 1/3 = 16 2/3 (ma Hanka swój półwłóczek)
Kowalowie 8 1/3 + 5 1/3 = 13 2/3
Józka 6 1/3 + 5 1/3 = 11 2/3 (i się zrobiła posażną panną)
Jagusia 6 (bez zmian)

Chyba to jednak było liczone proporcjonalnie. Borynom to bez różnicy:
11 1/3 + (1 1/5 + 1 + 3 1/6) = 16 21/30 (czyli, uprośćmy, 16 2/3)
Kowalowie: 8 1/3 + (1 + 3 1/6) = 12 1/2 (tracą na rzecz Jagusi)
Józka: 6 1/3 + 3 1/6 = 9 1/2 (straciła najwięcej)
Jagusia: 6 + 3 = 9

Jagusia ma jeszcze swoje 5 morgów (+ 2,5 za las), czyli razem 16
1/2, tyle co Borynowie. Nawet, jesli całkiem do rozumu nie powróci,
i tak będą chętni. Jest jeszcze możliwość, że, zgodnie z plotką,
stara zapisała wszysko córce (15 + 7,5 = 22,5, z Borynowym 31,5!),
ale to nieprawdopodobne, bo dlaczego miałaby krzywdzić Jędrzeja?
Jeśli wydziedziczyła tylko Szymka, Jagna miałaby 11,25 + 9 = 20,25.
Moim zdaniem mogłoby to jednak pogorszyć jej sytuację we wsi - 16 to
i tak było bardzo dużo, a krzywda Szymka silnie była we wsi
potępiana.

To tyle, zakładając, że nikt nikogo nie spłacał. Antek się prawda
odgrażał, że ziemi Jagusi nie odda, tylko pieniądze (uczciwie, co
warta), ale nie wiadomo, skąd miałby wziąc na to pieniądze. Jeśli mu
zwrócą kaucję częściowo, to i tak będzie go kosztował proces. Już
prędzej mógłby to zrobić Kowal, ale zależy z kim miałby do
czynienia. Gdyby Mateusza był w tym interes, nie zgodziłby się na
pewno, ale jeśli Jagna dłużej będzie leżeć i Jasia wspominać, to się
Szymek zgodzić może, bo nie daje sam rady gospodastwu (ok. 27
morgów - Hanka radę dała), a co, jak dojdą Jagusi grunta po Macieju.
No i grosz gotowy by im się przydał, choćby na lekowanie Jagny i
matki, a tu jeszcze raty spłaca.

czy jest ktoś, kogo nie zanudziłam ;)?
Obserwuj wątek
    • stara_dominikowa Re: No to róbmy działy... 03.12.08, 14:36
      nie, żebym się czepiała, z matmy nigdy orłem nie byłam, ale Boryna rachuje
      marząc o Jagusi: "Pięć morgów do moich to... trzydzieści pieć bez mała! Karwas
      pola!..."

      znowu jakaś niekonsekwencja Reymonta?`
      • cahir4 Re: No to róbmy działy... 03.12.08, 15:16
        Nie, tu akurat wszystko pasuje. 32 ma z Hanczynymi, których za swoje
        uważać w żaden sposób nie może. Kiedy się Antkowie wyprowadzają
        oddać je musi i jeszcze paszę dać w zamian plonów, co je z tych
        gruntów zebrał. Swoich własnych i po nieboszczce (które za swoje, a
        nie dzieckowe uważa, podobnie jak Dominikowa grunty po mężu) ma
        zatem 29. 29 + 5 = 34
        Jako żywo 35 bez mała! Miło tak zaokrąglić widać było, a przy takich
        liczbach, to jedna morga (może i nie cała), to już zdawała się mała.
    • groha Re: No to róbmy działy... 03.12.08, 14:53
      Pewne jest, że ile by tych morgów nie było, to i tak każdemu za mało, i cosik mi
      się zdaje, że bez sądów, wydzierania sobie z pazurów i wiecznego kłyźnienia się
      nie obejdzie :)
      • stara_dominikowa Re: No to róbmy działy... 03.12.08, 14:57
        bo i gront dobro najwyższe! bez niego człowiek jak bez nóg, kula się kula i
        nigdzie dojść nie dojdzie!
    • mmk9 Borynowa I, Borynowa II 03.12.08, 15:44
      Łatwiej mi na ten temat rzucać hipotezy, niż rachunki rozbierać.
      Jeśli Borynowa II była matką i Grzeli i Józi, to Maciej potrzebował
      jej do kolebania dwojga malych dziecek - Antka i Magdy. Moze dlatego
      machnął ręką na posag ? Zaraz, zaraz, jak to było z carską reformą
      rolną ? Dlaczego własciwie jedni dostali wyraźnie wiecej ? O tyle
      wiecej obrabiali ? Może Borynowa II pochodzila ze slużby dworskiej
      nieposiadającej ziemi ? Albo z drobnoszlacheckiego majątku
      skonfiskowanego za powstanie ? W Rzepkach przecież istniala szlachta
      zagrodowa ?
    • matylda1001 Re: No to róbmy działy... 03.12.08, 19:17
      Może w tych 19 borynowych morgach był posag drugiej żony? Grzela i
      Józka o ziemię się nie upominają, więc nie było sensu wspominać? Tak
      sobie myślę, bo gdyby to była ojcowizna Boryny to jego ojciec
      musiałby miec baaaaardzo dużo ziemi. Przecież Maciej nie był
      jedynakiem. Jest gdzies wzmianka o stryjecznym bracie Antka.
      ---------------------------------------------------------------
      "Kości zostały rzucone" - powiedział mąż, rzuciwszy chudą żonę.
      • cahir4 Re: No to róbmy działy... 03.12.08, 20:25
        Też się nad tym zastanawiam, myślę, że mógł też coś przez te lata dokupić, skoro
        z gotówką było nie najgorzej. Gdyby ktoś tam chciał kogoś wykolegować, to by
        była o tym mowa raczej. Po prawdzie, to oni się tam jeszcze nie dzielą, więc i
        mówić o tym jeszcze nie musieli. Ale gdyby trzeba było Józce kawał gruntu ekstra
        oddać, choćby i za lat parę, to już by tam Hanka, gdzieś jęknęła sobie cichutko.
        To, że brak jakiejkolwiek informacji na temat spadku (lub jego braku) po drugiej
        żonie, uważam osobiście za poważną wpadkę, która moje wszystkie obliczenia czyni
        mocno teoretycznymi. Równie dobrze mogłabym założyć, że ze 4 morgi wniosła, a to
        by wszystkie obliczenia zmieniło.
        • jadwiga1350 Dzieci Boryny 03.12.08, 21:15
          Zawsze się mi wydawało, że wszystkie dzieci Boryny pochodziły od
          jednej matki. Od drugiej żony Boryny, Marii. W książce nie ma żadnej
          wzmianki o rym, że Antek i Magda to przyrodnie rodzeństwo Józki i
          Grzeli. Antek w rozmowie z kowalem mówi że po matce wypadnie 4 morgi
          na niego i na Magdę. Ale to chyba dlatego,że Józkę i Grzelę mieli
          zamiar spłacić. Po za tym ten grunt po matce miał być tylko
          pretekstem żeby cokolwiek uzyskać od starego Boryny. Kowal naiwny
          nie był i liczył się z tym że na cały majątek musi czekać aż do
          śmierci teścia.
          • cahir4 Re: Dzieci Boryny 04.12.08, 00:09
            Grzela nie miał żadnego interesu w tym, żeby się dać kowalowi spłacić. Jak kowal
            namawia Antka, by małżeństwo ojca poparł w zamian za obietnicę przepisania
            reszty gruntu na siebie i Magdę, Antek zaraz przypomina o prawach Grzeli i
            Józki. Wtedy faktycznie kowal mówi o spłacie. Za to potem, gdy mowa o gruntach
            po matce Antka, wyraźnie jest powiedziane, że to przypada tylko na Antka i Magdę.
            Bardziej do mnie przemawia, że mając dwójkę malutkich dzieci bardzo Boryna
            potrzebował żony i na taką się zgodzić musiał, co by te obce dzieci piastować
            chciała. Całkiem gołej pewnie nie wziął, ale może właśnie spłatę przyjął zamiast
            ziemi, albo po prostu posag w gotówce.
            • jadwiga1350 Re: Dzieci Boryny 04.12.08, 20:12
              W Chłopach nikt nie chciał spłat, wszyscy woleli grunt. Kowal myślał
              o tym tylko,żeby jemu było dobrze. Antek też marzył o tym, żeby
              rodzeństwo spłacić i zostać na całej gospodarce. Może gdy jest mowa
              o morgach po matce dlatego nie wspominają o spłatach rodzeństwa, bo
              i tak jeszcze raz musieliby je spłacać po śmierci Boryny, gdyby
              chcieli cały grunt po Macieju podzielić między siebie tylko.Na
              razie dla Antka i kowala było najważniejsze żeby cokolwiek uzyskać
              od starego, a spłata rodzeństwa to dopiero pieśń
              przyszłości.Zwłaszcza, że Grzela daleko, a Józka jeszcze skrzat.

              Po za tym Magda, Hanka i Józka mają jednakowy żal do ojca o to, że
              im nie pozwolił tknąć szmat i korali po nieboszcze, a dał wszystko
              Jagusi. Gdyby II Borynowa była macochą Magdy i Antka, to na pewno
              kowalowa i Hanka nie czułyby się uprawnione do jej osobistych
              rzeczy. Wszystko to przypadałoby Józce i ewntualnie przyszłej żonie
              Grzeli.
              • matylda1001 Re: Dzieci Boryny 04.12.08, 20:41
                No nie wiem... jak widac, wełniaki i korale po nieboszczkach
                przechodziły na nastepne, jako część domowego wyposażenia (brrr...).
                Zapewne Maryś odziedziczyła kuferek po poprzedniczce, więc Magda,
                Hanka i Józka rościły sobie prawa do wełniaków i korali po niej.
                Wełniaki po pierwszej pewnie już się rozleciały, ale korale napewno
                sie zachowały. Gdyby nie te 4 morgi do podziału między Magdę i
                Antka, to bardziej pasowałoby mi, żeby tylko Józka była dzieckiem
                Marysi, bo tylko on znacznie odbiega wiekiem od starszego
                rodzeństwa.
                .................................................................
                1. Nie zdejmujemy butów wchodząc do cudzego domu
                2. Nie podajemy gościom kapci
                • jadwiga1350 Re: Dzieci Boryny 05.12.08, 21:29
                  No z tym to też mogło być różnie. Wydaję się mi, że w Lipcach
                  pojęcie prawa własności było płynne i mgliste. Różnie
                  interpretowano, co jest osobistą własnością, a co należy do całego
                  gospodarstwa. I kto po kim co otrzymuje też było dość niejasne.
                  Świadaczą o tym chociaż kłótnie u Borynów po śmierci Macieja

                  "Wszyscy czekają, to i Jagusia może.

                  - Pewnie, że musi, ale co ma swojego, to zaraz zabierze, a ma
                  przeciek krowę z cielęciem, a świnię, a gąski...

                  - To wspólne i pójdzie do działów - powstał twardo kowal.

                  - Do działów! Chcielibyście! Co dostała we wianie, tego jej nikt
                  mocen odebrać! A może chcecie i kiecki a pierzyny też podzielić
                  między siebie, co? - podnosiła głos coraz silniej.

                  - La śmiechu rzekłem, a wy zaraz z pazurami...

                  - Juści... przeglądam ja was dobrze, juści..."

                  Może gdyby korale i wełniaki były spuścizną po I Borynowej, to Magda
                  wychodząc za mąż otrzymałaby to wszystko we wianie?
                  • jadwiga1350 majątek Jagny 26.12.08, 14:11
                    "Gdzie to Jagusia?

                    - Dyć jeszcze do dnia pojechała do miasta z matką i z wójtem.
                    Powiadały, co do rejenta, stara pono gront przepisuje na córkę.

                    - Wszystko Jagnie? a chłopaki?

                    - Przez złość do nich, że to chcą działów. Piekło tam u nich, a to
                    dzień nie mija przez kłótni; zaś wójt broni Dominikowej, opiekunem
                    był nad sierotami jeszcze po śmierci Dominika."

                    Czy rzeczywiście do tego doszło? W takim wypadku Jagna miałaby 21
                    morgów pola.Byłaby jedną z najbogatszych osób we wsi.

                    • groha Re: majątek Jagny 26.12.08, 14:49
                      Pewnie tak, ale co jej tam po tym bogactwie...
                    • paszczakowna1 Re: majątek Jagny 26.12.08, 17:52
                      > Czy rzeczywiście do tego doszło? W takim wypadku Jagna miałaby 21
                      > morgów pola.Byłaby jedną z najbogatszych osób we wsi.

                      Nie sądzę, by doszło. Nie wyobrażam sobie pogodzenia Szymka z matką w takiej
                      sytuacji - taki święty to on nie był.

                      A czy w ogóle mogło dojść? Gospodarka była na Dominikową, więc jej, ale czy
                      według prawa rosyjskiego można było wydziedziczyć dziecko (bez zachowka)? Tak
                      mnie zastanawia, że nigdzie (chyba) nie ma wspomnianej opcji, żeby Boryna
                      wydziedziczył Antka (choć może dlatego, że Boryna spodziewal się jeszcze długo
                      pożyć).
                      • jadwiga1350 Re: majątek Jagny 26.12.08, 19:16
                        Szymek bronił Jagny, z siostrą przecież zawsze był w dobrych
                        stosunkach. Nie ma nic o jego pogodzeniu się z matką.Zresztą już po
                        ślubie z Nastką Szymek mówił że nic od matki nie chce.
                        Borynie było wszystko jedno kto odziedziczy jego majątek i co się
                        stanie po jego śmierci. Natomiast Dominikowa kochała córkę bardziej
                        niż synów, których wyraźnie lekceważyła. Bardzo możliwe że chciała
                        wszystko przekazać ukochanej Jagnie. No i byłaby to też zemsta na
                        synach za to że przestali ją słuchać.
                        • cahir4 Re: majątek Jagny 26.12.08, 21:21
                          To są plotki. Takie same plotki, jak to, że Boryna odebrał zapis Jagnie. Po co
                          naprawdę Dominikowa jeździła wtedy do miasta, pozostaje tak naprawdę tajemnicą.
                          (Mam już małą listę takich tajemnic.)

                          Uważam tę wersję za bardzo mało prawdopodobną, z następujących przyczyn:
                          1. Dominikowa zaczyna myśleć o tym, że trzeba będzie jakoś pogodzić się z synem,
                          a to oznacza również przekazanie mu części majątku, czy to w ziemi, czy w gotówce.
                          2. Nie ma tak naprawdę powodu, żeby wydziedziczać Jędrzycha, dopiero
                          wydziedziczony mógłby się naprawdę zwrócić przeciwko niej.
                          3. Wyrządziłaby Jagnie niedźwiedzią przysługę. Dominikowa zdaje sobie sprawę z
                          tego, że w jej konflikcie z synem wieś stanęła po stronie Szymka. To jeden z
                          powodów, dla którego chce się godzić. Gdyby wydziedziczyła obu synów byłoby to
                          postrzegane jako wielka niesprawiedliwość, a Jagna, jako przyczyna tej
                          niesprawiedliwości. A już i tak, ku rozpaczy matki, mają ją za najgorszą. W
                          dodatku obdarzać tak Jagnę nie wiedząc, kto zostanie kolejnym zięciem, nie
                          byłoby rozważnie. A nuż by się łapserdak trafił, co wszystko przetraci? A z
                          porządnym to można by negocjować, żeby za ekstra posag może też zapis jakowyś
                          dla Jagusi sporządził...
                        • paszczakowna1 Re: majątek Jagny 26.12.08, 21:22
                          > Szymek bronił Jagny, z siostrą przecież zawsze był w dobrych
                          > stosunkach. Nie ma nic o jego pogodzeniu się z matką.

                          W ostatnim rozdziale Jagna z matką są na Podlesiu u Szymka, a Szymek w Lipcach
                          na gospodarstwie matki. OK, nawet po wydziedziczeniu mógł przyjąć chorą matkę i
                          siostrę, bardzo ładnie, ale taki święty, żeby zajmować się majątkiem, którego go
                          pozbawiono, to on IMHO nie był. Zwłaszcza że miał swoje gospodarstwo do zadbania.

                          > Zresztą już po
                          > ślubie z Nastką Szymek mówił że nic od matki nie chce.

                          Mówić, to on mówił różne rzeczy, często niezbyt sensowne.
                          • cahir4 Re:Prawo spadkowe 1885 27.12.08, 00:12
                            Oj Kumy, Kumy... Czym ja się to przez to forum zajmuję...

                            Antoni Okólski, Zasady prawa cywilnego obowiązującego w Królestwie Polskiem,
                            Warszawa 1885.

                            Według powyższego dzieła, na mocy Kodeksu Napoleona zmodyfikowanego przez Kodeks
                            Polski z 1825 r., tzw. rozrządzalna część majątku była ściśle określona i
                            uzależniona od istniejących spadkobierców, dzisiaj byśmy powiedzieli,
                            ustawowych. W przypadku posiadania dzieci legalnych trojga lub więcej (czyli
                            Dominikowa albo Boryna) można było rozporządzić swobodnie JEDNĄ CZWARTĄ majątku.
                            Przy piętnastu morgach Dominikowej to byłyby niecałe 4 morgi. Resztę prawo
                            zabezpieczało na rzecz dzieci. Czyli, jeśli się uparła, mogła Jagnie zapisać lub
                            podarować te 4 morgi, ale z pozostałych 11 synowie musieliby dostać po 3 i 2/3.
                            No, chyba, żeby który matkę zamordował... I to z premedytacją...

                            Tak, że Antek ma sporo racji, kiedy się piekli, że grunt "nasz, dzieciński", bo
                            prawo też tak to widziało. Dziwne są raczej opinie krążące po wsi, że "według
                            prawa ojcowy, ale po sprawiedliwości dzieciński", bo i po prawie to on ojcowy
                            nie do końca. Dziwne też są podejrzenia, że Dominikowa "wszystko" zapisze Jagnie
                            z pominięciem synów. Wydaje mi się, że może niegramotni, ale o prawach
                            dotyczących własności umiłowanego "grontu" to mieli pojęcie.

                            Na razie tyle. W wolnej chwili poświęcę się studiowaniu tego fascynującego
                            dzieła (nota bene dostępnego on-line) i odświeżę niniejszy wątek. Tylko na razie
                            terminy mnie gonią prac zgoła inszych, niestety...
    • paszczakowna1 Re: No to róbmy działy... 01.01.09, 22:34
      A czy kowalom nie należało się aby mniej niż Antkowi i Józce? Nie wyobrażam
      sobie, żeby kowal ożenił się z dziewczyną bez posagu (i to niezłego!), żeby nie
      wiem jak dobre miała widoki na spadek (na który równie dobrze i ponad
      dwadzieścia lat mogła czekać). A z tego co pisałaś, Cahir, o darowiznach,
      wynika, że cokolwiek dostała w posagu Magda (pewnie nie grunt, ale gotówkę i
      inwentarz), powinno wrócić do masy spadkowej (zastrzeżenia na pewno nie było, to
      by było skrajnie nie fair wobec pozostałych dzieci). Później też kowal coś od
      Boryny dostawał, ale to już były raczej drobiazgi (tym niemniej, nieco to
      usprawiedliwia postępowanie Hanki w sprawie wieprzka).
      • cahir4 Re: No to róbmy działy... 02.01.09, 11:18
        Oj komplikujeta Kumo, bom ja im ziemię tylko dzieliła, jako że o
        czem inszem niewiele wiemy.

        Ziemi kowal nie dostał napewno, bo w pierwszej kolejności to te
        morgi matczyne by były, a czy co innego - trochę pewnie tak, bo się
        umiał upomnieć i przypochlebić - ale nie wiemy, co. Cierpliwy on też
        potrafił czasem być, więc mógł Magdę brać i w nadziei na spadek.
        Jeśli przyjąć, że Józka ma rzeczywiscie 9 lat, to w chwili ślubu na
        śiecie mogło jej nie być. A wtedy Magda to nadzieja na całe 10
        morgów, nie licząc inwentarza i gotówki.

        W każdym razie, jeżeli dostał, to owszem liczyło się to do masy
        spadkowej, łącznie z tym ciołkiem, co go na jarmarku od Boryny
        wycyganił. Antkowie z inwentarza od ojca nie dostali nic, bo jak się
        wyprowadzają mają tylko posagową krowę Hanki (tę jako pierwszą muszą
        sprzedać) i jałówkę po niej (którą na koniec Antek przepił). Tylko
        jeśli prawem zwyczajowym starszeństwa Antek siedlisko przejmie, to
        będzie musiał pozostałym dać spłatę (albo w inny sposób to wyrównać)
        za budynki (chyba, że porżną chałupę, jak u Tereski :D). Pamiętacie,
        jak Boryna sobie rachuje, że na Jagusię przypada 5 morgów i "spłata
        za budynki i lewentarz"?

        Hanka w sprawie wieprzka prawa kowala ma nieco na uwadze, dba o to,
        żeby mniejszą miał "przyczepkę". Z tym świniakiem to Hanka z Jagusią
        przede wszystkim postąpiła, że się oględnie wyrażę, dość nieładnie.
        Nie wiem, czy usprawiedliwieniem, czy po prosu wytłumaczeniem tego
        faktu, podobnie jak w ogóle tego, że tak łatwo w gospodarstwie "górę
        na Jagną" brac zaczęła jest to, że stary zanim jeszcze po łbie
        dostał, Jagusię całkiem od rządów odsunął, a Hankę niemal jak
        gospodynię zaczął honorować, choć na przychodne - "ze wszystkim się
        przed nią zwierzał i radził".
        • paszczakowna1 Re: No to róbmy działy... 03.01.09, 18:05
          > Ziemi kowal nie dostał napewno, bo w pierwszej kolejności to te
          > morgi matczyne by były, a czy co innego - trochę pewnie tak, bo się
          > umiał upomnieć i przypochlebić - ale nie wiemy, co. Cierpliwy on też
          > potrafił czasem być, więc mógł Magdę brać i w nadziei na spadek.
          > Jeśli przyjąć, że Józka ma rzeczywiscie 9 lat, to w chwili ślubu na
          > śiecie mogło jej nie być. A wtedy Magda to nadzieja na całe 10
          > morgów, nie licząc inwentarza i gotówki.

          Musiał dostać. Pomijając interesowność kowala, nie kupuję, żeby Boryna puścił
          najstarszą córkę z domu 'gółkiem'. Boryna był skąpy, ale to była też i sprawa
          prestiżu rodziny (zauważ, jak skwapliwie Mateusz zaznacza, że Nastka ma 1000 zł
          posagu), i pozycji kobiety w nowym domu. Już by skrajnie głupio wyglądał Boryna
          wypominając Hance te jej 3 morgi (i krowę!), gdyby Magdzie nie dał posagu.

          Tym, muszę przyznać, gorzej wygląda jego stosunek do Antka. Kurcze, miał te 500
          rubli, dziedzic akurat pilnie pieniędzy potrzebował i ziemię na Polesiu
          okazyjnie sprzedawał. Jakby wyłożył gotówkę na stół (i zrobił aluzje nt. ugody o
          las), mógł kupić i 7 (a może i 8) morg. Gdyby dał synowi, Antek i Hanka mieliby,
          z 3 morgami Hanki (piach nie piach, pod ziemniaki może być i piach) coś, co w
          Lipcach uchodziło za bardzo przyzwoitą gospodarkę, i zapewniało rodzinie utrzymanie.
          • jadwiga1350 Re: No to róbmy działy... 03.01.09, 19:35
            Muszę Macieja bronić. Antek chciał żeby ojciec szedł na wycug a jemu
            zostawił grunt, chałupę i inny dobytek. Wątpię żeby go interesowało
            kupno ziemi od dziedzica i założenie nowego gospodarstwa. Musiałby
            wszak postawić dom, oborę, stodołę, sprawić rózne sprzęty do domu.
            Wątpię żeby Antek był do tego zdolny. Jemu się wszystko należało i
            wszystko powinno mu spadać z nieba. A martwić się i zabiegać powinna
            Hanka albo kto drugi.
            A dlaczego Boryna miał Antkowi dawać te 500 rubli, skoro syn mu
            żałował dobrego słowa i tylko do niego pyskował."Nie bucz głupia,
            ojcowa krowa nie nasza strata, ogaćcie sobie sami, nama tutaj nie
            wieje, jak bedzie wasze to se zapiszecie"
            Po za tym jakby ojciec dał te pieniadze Antkowi do ręki , to ten
            łatwo mógłby je stracić. Muzykę w karczmie dla Jagny by urzadzał,
            piwo koleżkom fundował, karmelki dziewuchom za pazuchę wtykał. Nie
            wiadomo czy by umiał te pieniądze tak madrze spożytkować jak Szymek
            Nastki posag. Wszak Antek ostatnią jałówkę sprzedał i przepił z
            kamratami. Nie obchodziło go, że ciężarna Hanka i dwoje dzieci bez
            kapki mleka zostało.

            Pod wzgledem mentalnym, to Antek był jeszcze większy dzieciuch niż
            Jasio organistów. Maciej powinien trzymać go na jeszcze krótszej
            smyczy niż organiścina Jasia, to może by wtedy coś z niego było.
            A dorosłym mężczyzną to on był tylko wtedy jak trzeba było komuś łeb
            rozbić, czy Jagnę pod brogiem uszczęśliwić.
            • cahir4 Re: No to róbmy działy... 03.01.09, 19:40
              jadwiga1350 napisała:

              Maciej powinien trzymać go na jeszcze krótszej
              > smyczy niż organiścina Jasia, to może by wtedy coś z niego było.

              Może jakby oboje traktowali dzieci inaczej, to miałyby one szansę dorosnąć?

              • jadwiga1350 Re: No to róbmy działy... 03.01.09, 20:02
                Co do Jasia to masz rację. Ale Antek, jego przecież małżeństwo i
                ojcostwo powinno uczynić dojrzałym meżczyzną. A on jak
                dziesięcioletni dzieciuch: Hanka mu pracy poszuka, Hanka mu kaucję
                załatwi, Hanka mu parę groszy do więzienia przywiezie, a on nawet
                nie zapyta skad ma.Pewnie jej z nieba te pieniądze spadły!!
                • cahir4 Re: No to róbmy działy... 03.01.09, 20:12
                  Ale to nie usprawiedliwia starego Boryny. Wprost przeciwnie - w końcu on takiego
                  (tu mi się nasuwa nieeleganckie słowo) wychował.
                  • jadwiga1350 Re: No to róbmy działy... 03.01.09, 21:21
                    Józka i Magda wychowane w tym samym domu i przez tego samego ojca są
                    jednak inne. Józka, dziecko jeszcze, umie zadbać o siebie i o
                    innych. Przymili się do ojca, żeby jej kupił kaftan i buty, bo nie
                    będzie miała na jego wesele. Przypomni o chustce, co jej ojciec
                    obiecał za pasionkę. A i o starszej, dorosłej siostrze nie zapomni:
                    bo to"Magdzie będzie markotno, że nasza krowa, a ona nawet nie
                    zobaczy".
                    I umie Borynę też pochwalić:"dobryście tatulu"



                    Boryna wcale nie jest bardziej chciwy i skąpy niż inni. Gdyby był
                    taki pazerny to nie posyłałby cięgiem Grzeli pieniędzy do wojska,
                    Józce nie kupowałby korali równowartości krowy(wg słów Hanki)
                    czy nie dałby dobrodziejowi worka owsa za chrzest dziecka
                    Ewki.Owszem jest oszczędny i dba o swoje, ale taki każdy musi być
                    żeby przetrwać w twardej, chłopskiej doli. To że nie chce oddać
                    Antkowi ziemi, to nie tyle ze skąpstwa, co ze strachu. Jakie ma
                    bowiem gwarancje, że Antek nie postąpi z nim tak,jak dzieci
                    Jagustynki ze swoją matką? Raczej żadne. A to że Maciej nie godzi
                    się dobrowolnie na los komornika, czy żebraka, no to trudno mu to
                    mieć za złe.
                    • paszczakowna1 Re: No to róbmy działy... 03.01.09, 21:47
                      > Józce nie kupowałby korali równowartości krowy(wg słów Hanki)

                      Józce?

                      > Owszem jest oszczędny i dba o swoje, ale taki każdy musi być
                      > żeby przetrwać w twardej, chłopskiej doli. To że nie chce oddać
                      > Antkowi ziemi, to nie tyle ze skąpstwa, co ze strachu. Jakie ma
                      > bowiem gwarancje, że Antek nie postąpi z nim tak,jak dzieci
                      > Jagustynki ze swoją matką? Raczej żadne. A to że Maciej nie godzi
                      > się dobrowolnie na los komornika, czy żebraka, no to trudno mu to
                      > mieć za złe.

                      Ale, jak było już to wielokrotnie podnoszone, Boryna był na tyle zamożny, że
                      mógł spokojnie zapewnić Antkowi i Hance możliwości samodzielnego utrzymania bez
                      przechodzenia na wycug. Możliwości manewru było sporo, brakowało dobrej woli.
                      Reszta wyżej.
                      • jadwiga1350 Re: No to róbmy działy... 03.01.09, 22:33
                        Sporo, to znaczy ile i jakie? Antek i Hanka żadnych możliwości
                        manewru nie brali pod uwagę. Oni mieli tylko jedno w głowie: zostać
                        na całej gospodarce Borynów, po spłacie rodzeństwa.Dobrze by było
                        gdyby kowali, Józkę, Grzelę diabli wzieli to wtedy nie trzeba by się
                        było tymi spłatami martwić! A najlepiej żeby Boryna poszedł na
                        wycug. Żeby mieli od razu i grunt i lewentarz i gotowy grosz i
                        szmaty po matce, duszone w skrzyni.
                        Nawet jak Antkowie mieszkają u Bylicy, to Hankę nogi same niosą pod
                        dom teścia. Patrzy z miłością na dom, na sad i myśli że się z Lipiec
                        nie ruszy, bo jeszcze kowal by to wszystko objął. Antek cały czas
                        powtarza, że to jego, dziecińskie.Hanka woli rozbić dzieciom łby
                        siekierą niż wyjazd do Ameryki. Antek i Hanka uważali że mają do
                        majątku Boryny święte prawo, a inni to złodzieje!
                        • paszczakowna1 Re: No to róbmy działy... 04.01.09, 11:35
                          Zaraz, nie mieszajmy Hanki i Antka (dwie bardzo różne osoby), oraz tego co było
                          przed i po śmierci Boryny. Hanka faktycznie do całego majątku miała stosunek
                          bardzo osobisty (stąd pewnie też rozpacz po krowie Boryny ;-)), ale Antek był
                          zasadniczo realistą (i o istnieniu rodzeństwa pamiętał, i nawet kowalowi
                          przypominał). Mógł sobie marzyć, że fajnie byłoby mieć więcej, ale zarówno z
                          jego wypowiedzi (8 morgów nasze), jak i Boryny (coś w stylu - ledwo od ziemi
                          odrosną, chcą, by im ich część odpisać) wynika, że Antek chciał, by mu odpisać
                          osiem morgów (de facto sześć, bo dwa miał po matce - albo 1 i 1/3). Nic też nie
                          wskazuje, by miał jakieś zakusy na chałupę, raczej chciał się wynieśc od ojca.
                          Przy woli kompromisu, można było ustalić opcję, która by Macieja zanadto nie
                          zubożyła, a Antka urządziła.
                          • jadwiga1350 Re: No to róbmy działy... 04.01.09, 11:55
                            "Zamilkli nagle ,bo uczucie krzywdy zalało im serca żalem, gniewem i
                            głuchym, szarpiącym buntem.

                            - Ino osiem morgów by wypadło - wykrzyknął bezwiednie.

                            - Juści, że nie więcej. Przecież to i Józka i kowalowa, i Grzela, i
                            my - wyliczała.

                            - Kowalowe by spłacić i ostać przy chałupie i półwłóczku...

                            - A masz to czym? .jęknęła aże w tym uczuciu bezsilności tak silnym,
                            że łzy jej pociekły po twarzy, gdy ogarnęła oczami te pola ojcowe,
                            tę ziemię jak złoto czyste, gdzie i pszenica, i żyto, i jęczmień, i
                            buraki od skiby do skiby siać było można... Tyle dobra, a to
                            wszystko cudze... nie ich...

                            - Nie bucz, głupia, zawżdy z tego osiem morgów nasze...

                            - Żeby chociaż z połowa z chałupą i z tym kapuśniskiem! - wskazała
                            na lewo, w łąki, gdzie modrzały długie zagony kapusty; skręcili ku
                            nim."

                            W niektórych sprawach Hanka i Antek byli zadziwiająco zgodni. Żadne
                            z nich nie brało pod uwagę, że mogliby zacząć życie na nowym
                            gospodarstwie z dala od Boryny
                            • paszczakowna1 Re: No to róbmy działy... 04.01.09, 13:09
                              IMHO, stanowczo zbyt daleko idące wnioski wyciągasz z tego dialogu. A ja
                              pamiętam i inny:

                              "- Szukaj se lepszego, na Hanczynych trzech morgach będziesz jadł bułki.

                              - Będę żarł ziemniaki, ale mi ich niktój nie wymówi.

                              - Nie wymawiam ci i ja...

                              - Ino kto drugi?... Haruj jak ten wół, jeszcze ci słowa dobrego nie dadzą...

                              - We świecie jest lekciej, nie trza robić, a dadzą wszystko...

                              - Pewnie, że jest lepiej.

                              - To se idź i posmakuj.

                              - Z gołymi rękami nie pójdę.

                              - Kijek ci dam, cobyś się miał czym od piesków oganiać."
                            • cahir4 Re: No to róbmy działy... 04.01.09, 13:45
                              Ależ ten dialog, dokładnie rzecz biorąc, obala Twoje tezy z poprzedniego postu.
                              Wynika z niego wprost, że aczkolwiek chcieliby więcej ziemi (kto by nie chciał),
                              mają świadomość, że "z tego osiem morgów nasze", bo "to i Józka i kowalowa, i
                              Grzela", a póki co "wszystko cudze, nie ich".

                              Ponadto przypominam, że spłata, to nie jest rodzaj kradzieży ani wymuszenia,
                              tylko ODKUPIENIE gruntu. I zasadniczo wymaga zgody spłacanego. Zauważ przy tym,
                              że spłata jest projektowana (ewentualnie) tylko wobec kowala, który ma swoją
                              ziemię i źródło zarobku (więc na ziemię może nie być taki pazerny), a nie wobec
                              pozostałej dwójki lub choćby Józki, którą ze względu na wiek najłatwiej byłoby
                              wymanewrować ze szkodą dla jej interesów (co zresztą planuje kowal). O Grzeli to
                              Antek mówi wprost, że rozmyślał, jak się z nim gruntem podzieli.

                              Jednych bohaterów lubimy mniej, innych więcej (święte nasze prawo), choćby
                              dlatego, że jedne cechy cenimy bardziej, inne mniej i co innego skłonni jesteśmy
                              łatwiej wybaczyć. I to jest fajne, bo inaczej to forum byłoby śmiertelnie nudne.
                              Ale nie możemy bohaterom wmawiać uczuć i zamiarów, które nie znajdują
                              potwierdzenia w tekście - że najlepiej jakby rodzeństwo szlak trafił itp.

                              Żadne
                              > z nich nie brało pod uwagę, że mogliby zacząć życie na nowym
                              > gospodarstwie z dala od Boryny

                              To jest fakt. Powiedzmy, że w moim odczuciu jakoś tam usprawiedliwiony, mający
                              swe uzasadnienie. Nie biorą, bo taki był porządek rzeczy, że gospodarstwo z ojca
                              przechodziło na syna itd. Niby skąd mieliby wziąć to nowe gospodarstwo? Szymek
                              kupił swoje nie za silną wolę i dojrzałość, ale za posag żony. Był to zresztą
                              pomysł Nastki, Szymek pozbawiony gruntu (akurat w jego przypadku było to
                              absolutnie bezprawne), czuje się postawiony w sytuacji tak beznadziejnej, że
                              zachowuje się jak poszkodowany na umyśle. Jedyne, co mu przychodzi do głowy, to
                              pomysł, żeby zabić matkę-krzywdzicielkę.

                              A porzucenie gruntu, szukanie w świecie lepszego losu jest postrzegane wręcz
                              jako naganne moralnie, a mądrość sąsiedzka pełna jest przykładów, do jakich
                              tragicznych skutków takie poszukiwania doprowadziły.
                              • jadwiga1350 Re: No to róbmy działy... 04.01.09, 15:26
                                Może źle się wyraziłam. Hanka i Antek, owszem mają świadomość, że na
                                nich przypadnie tylko 8 mórg, a żeby mieć więcej to trzeba
                                rodzeństwo spłacić. Ale ta świadomość budzi w nich frustrację, żal,
                                poczucie krzywdy. Oni podświadomie uważają, że się im wszystko to
                                należy, że oni mają do tego największe prawo.Bo to ojciec ciągle
                                Grzeli pieniądze śle, Józce korale kupuje, a kowal to już dla nich
                                zupełny złodziej. Najlepiej by było, żeby ktoś, lub coś uwolniło ich
                                od konieczności spłaty pozostałych potomków Macieja.
                                Tych słów Antka, jak to miał się dzielić gospodarką z Grzelą nie
                                trzeba brać poważnie. Ot takie pobożne wzdychania jak te nad
                                Dzieciątkiem Jezus, co to dziw, że nie zamarzło. Grzela zza grobu
                                nie upomni się o tę gospodarkę, wiec można takie deklaracje
                                bezkarnie składać. Hanka jak już Grzelę opłakała, to się cieszy, że
                                tego gruntu jednak będzie miała więcej.

                                > To jest fakt. Powiedzmy, że w moim odczuciu jakoś tam
                                usprawiedliwiony, mający
                                > swe uzasadnienie. Nie biorą, bo taki był porządek rzeczy, że
                                gospodarstwo z ojc
                                > a
                                > przechodziło na syna itd. Niby skąd mieliby wziąć to nowe
                                gospodarstwo?
                                >
                                > A porzucenie gruntu, szukanie w świecie lepszego losu jest
                                postrzegane wręcz
                                > jako naganne moralnie, a mądrość sąsiedzka pełna jest przykładów,
                                do jakich
                                > tragicznych skutków takie poszukiwania doprowadziły

                                To prawda. Ale w takim wypadku nie można mieć pretensji do Boryny,
                                że tych 500 rubli nie wydał na kupno ziemi dla Antka. Żeby
                                uszczęśliwić Antków mógł albo pójść na wycug, albo umrzeć. W końcu
                                uszczęśliwił ich tym drugim rozwiązaniem.
            • paszczakowna1 Re: No to róbmy działy... 03.01.09, 22:21
              jadwiga1350 napisała:

              > Muszę Macieja bronić. Antek chciał żeby ojciec szedł na wycug a jemu
              > zostawił grunt, chałupę i inny dobytek. Wątpię żeby go interesowało
              > kupno ziemi od dziedzica i założenie nowego gospodarstwa. Musiałby
              > wszak postawić dom, oborę, stodołę, sprawić rózne sprzęty do domu.
              > Wątpię żeby Antek był do tego zdolny. Jemu się wszystko należało i
              > wszystko powinno mu spadać z nieba. A martwić się i zabiegać powinna
              > Hanka albo kto drugi.

              Po pierwsze, nie ma wcale dowodu, żeby Antka interesowało jedynie pójście ojca
              na wycug (to były fantazje Hanki, która zresztą jest znacznie większą
              materialistką niż on). Chciał, żeby ojciec odpisał mu grunt (z którego 2 morgi
              zresztą były prawdopodobnie prawnie jego). Myślę, że parę morg dodatkowo by go
              urządzało. Grunt, żeby się poczuł wreszcie 'gospodarzem'. Antek zresztą nie był
              wcale leniwy, i, mając motywację, potrafił ostro pracował.

              > A dlaczego Boryna miał Antkowi dawać te 500 rubli, skoro syn mu
              > żałował dobrego słowa i tylko do niego pyskował."Nie bucz głupia,
              > ojcowa krowa nie nasza strata, ogaćcie sobie sami, nama tutaj nie
              > wieje, jak bedzie wasze to se zapiszecie"

              Już Cahir tłumaczyła kiedyś, ja powtórzę - obowiązkiem rodzica jest pokierowanie
              dzieckiem tak, by mogło sobie zapewnić utrzymanie, w miarę możliwości na
              poziomie nie gorszym niż rodzic. W dzisiejszym społeczeństwie realizuje się to
              przez zapewnienie dziecku wykształcenia, a co ponadto, to już tylko dobra wola
              rodziców. W przypadku Borynów sprawa wyglądała inaczej - ile Boryna wydał na
              wykształcenie Antka? Niedużo (jeśli w ogóle coś). A można śmiało założyć, że od
              dzieciństwa wyciskał z niego tyle pracy, ile się dało (podobnie jak z innych
              domowników). Pewnie od skończenia jakiś 9-10 lat Antek figurował w rubryce
              'przychody', nie 'rozchody'. I OK, takie były obyczaje i realia. Ale za to jego
              obowiązkiem było zapewnienie Antkowi materialnego startu w samodzielne życie.
              (Normalnie to się działo, jak syn się żenił.) A tego nie zrobił. Mimo że mógł, i
              dużo by mu nie ubyło.

              Stosunek Ankta do Boryny był niedobry, zgadzam się, ale co tu było skutkiem, a
              co przyczyną?

              > Po za tym jakby ojciec dał te pieniadze Antkowi do ręki , to ten
              > łatwo mógłby je stracić. Muzykę w karczmie dla Jagny by urzadzał,
              > piwo koleżkom fundował, karmelki dziewuchom za pazuchę wtykał. Nie
              > wiadomo czy by umiał te pieniądze tak madrze spożytkować jak Szymek
              > Nastki posag.

              Nie sądzę. (Chyba, żeby jednak po ślubie Jagny z Boryną zaczął szaleć, czego
              wykluczyć nie można.) Patrz na Antka po wyjściu z więzienia - traci pieniądze?
              Przepija? Gdzie tam. Jedyne wątpliwe posuniecie finansowe, to 'poręczenie'
              (pewnie podżyrowanie weksla) za Szymka (co akurat świadczy dobrze o Antku, i
              jest jedną z przyczyn, dlaczego mimo wszystko gościa lubię). Patrz też, że
              Szymek zrobił się takie porządny dopiero, jak osiadł na swoim. Przedtem co on
              robił? Żądał ziemi i pieniędzy na ślub od matki, odmawiał 'kobiecych' robót, pił
              w karczmie, i odgrażał się, że matkę siekierą zarąbie. Zostanie 'gospodarzem' to
              była wielka sprawa. (Znowu, patrz Szymek.)

              > Wszak Antek ostatnią jałówkę sprzedał i przepił z
              > kamratami. Nie obchodziło go, że ciężarna Hanka i dwoje dzieci bez
              > kapki mleka zostało.

              Co do stosunku do Hanki (i dzieci), tu nie ma czego bronić. Świnia totalna był,
              i tyle. Ale podejrzewam, że miał po ślubie Jagny i wypędzeniu przez Borynę coś,
              co teraz by się nazywało depresją. (Tak to zresztą oceniała Hanka.)

              >
              > Pod wzgledem mentalnym, to Antek był jeszcze większy dzieciuch niż
              > Jasio organistów. Maciej powinien trzymać go na jeszcze krótszej
              > smyczy niż organiścina Jasia, to może by wtedy coś z niego było.

              Znaczy, co Boryna miał robić, bo jakoś sobie tego nie wyobrażam w praktyce? A
              IMHO, właśnie przez to 'trzymanie na krótkiej smyczy' Boryna tak Antkowi skopał
              poczucie własnej wartości, że efekt był, jaki był.

              > A dorosłym mężczyzną to on był tylko wtedy jak trzeba było komuś łeb
              > rozbić, czy Jagnę pod brogiem uszczęśliwić.

              A tu się zgadzamy, choć pewnie inaczej to rozumiemy. Antek się nie czuł dorosłym
              mężczyzną (z naciskiem na rzeczownik) z powodu uzależnienia od ojca. Więc se to
              udowadniał na inne sposoby...
              • jadwiga1350 Re: No to róbmy działy... 16.06.14, 13:16
                paszczakowna1 napisała:

                Patrz na Antka po wyjściu z więzienia - traci pieniądze?
                > Przepija? Gdzie tam. Jedyne wątpliwe posuniecie finansowe, to 'poręczenie'
                > (pewnie podżyrowanie weksla) za Szymka (co akurat świadczy dobrze o Antku, i
                > jest jedną z przyczyn, dlaczego mimo wszystko gościa lubię)


                Chyba to poręczenie to wpadka ze strony autora.
                Nie było postępowania spadkowego, Antek jeszcze nie nabył ojcowego dziedzictwa. Więc czym ręczył, tymi trzema morgami piachu wniesionego mu przez Hankę? Po za tym grozi mu więzienie. Czy byłby to wiarygodny w oczach dziedzica poręczyciel?
                A pod względem formalnym: Antoni Boryna, znajdujący się pod śledztwem, nie ma prawa brać udziału w zebraniu gminnym. A może ręczyć?
                • tt-tka Re: No to róbmy działy... 18.11.16, 22:23

                  > Chyba to poręczenie to wpadka ze strony autora.
                  > Nie było postępowania spadkowego, Antek jeszcze nie nabył ojcowego dziedzictwa.
                  > Więc czym ręczył, tymi trzema morgami piachu wniesionego mu przez Hankę? Po za
                  > tym grozi mu więzienie. Czy byłby to wiarygodny w oczach dziedzica poręczyciel
                  > ?
                  > A pod względem formalnym: Antoni Boryna, znajdujący się pod śledztwem, nie ma p
                  > rawa brać udziału w zebraniu gminnym. A może ręczyć?

                  Moze. Posagiem Hanki reczyc nie mogl, ale po smierci Boryny jasne bylo, ze Antek ziemie ma, tylko jeszcze nie wszedl formalnie w jej posiadanie. A skoro ma wlasnosc, to bedzie z czego sciagnac, gdyby Szymek okazal sie niewyplacalny. Dziedzic niczym nie ryzykowal.
                  Bycie pod sledztwem nie pozbawialo praw majatkowych. Szczerze mowiac publicznych tez nie, tego mogl dokonac tylko sadowy wyrok orzekajacy utrate praw - naczelnik polecial w kulki liczac zapewne na to, ze nikt nie orientuje sie w przepisach na tyle, by zaprotestowac.
          • cahir4 Re: No to róbmy działy... 03.01.09, 19:38
            No, zgadzam się, że coś kowal dostał. Ale nie ziemię.

            Co do Antka, zgadzam się także, już chyba pisałam coś takiego w wątku o
            sympatiach, uzasadniając, dlaczego nie lubię Boryny. Istniało zapewne wiele
            sposobów, w tym ten, który przedstawiłaś, żeby Boryna na wycug nie musiał iść, a
            Antkowie mieli z czego żyć. Ale to taka pazerność jest, żeby tej jednej morgi
            nie wypuścić, i może satysfakcja z poczucia władzy jeszcze.
    • matylda1001 Re: No to róbmy działy... 02.01.09, 14:40
      Pamietacie, jak po spotkaniu z Boryną, na Topolowej, Hanka
      zastanawia sie nad zaproszeniem teścia? Myśli sobie tak: "Grunt jego
      i dzieciński, ale póki zyje, jego wola dać lub nie". Cos musiało w
      tym być, i mysle, że nie tylko respekt przed rodzicami nie pozwalał
      dzieciom walczyc o to, co im sie prawnie należało. Przecież
      zdecydowana większość młodych ludzi w Lipcach była w takiej samej
      sytuacji, jak Antek, czy kowal. Oni wszyscy skarżyli sie na to, że
      ojcowie nie chcą przepisać ziemi na dzieci. Wychodzi na to, że
      przepisanie było przejawem dobrej woli. Dziecińskie, ale dopiero po
      śmierci rodziców, w charakterze spadku.
      ---------------------------------------------------------------
      "Kości zostały rzucone" - powiedział mąż, rzuciwszy chudą żonę.
      • cahir4 Re: No to róbmy działy... 02.01.09, 14:50
        Właśnie tak, już o tym gdzieś pisałam. Póki żyje, póty jego. Ale
        moralnym, a częściowo i prawnym obowiązkiem było ten grunt dla
        dzieci zachować, a nie obcym rozdawać. Na przykład takiej
        Jagusi... ;)

        A że się skarżą, to inna sprawa, co poniektóry i do czterdziestki
        nie będzie samodzielny.

        Co innego Dominikowa, ona faktycznie bezprawnie męża grunt
        zatrzymuje. No i Boryna ziemię po pierwszej żonie - te 4 morgi nie
        były jego.
        • jadwiga1350 Re: No to róbmy działy... 07.01.09, 18:52
          Ale
          > moralnym, a częściowo i prawnym obowiązkiem było ten grunt dla
          > dzieci zachować, a nie obcym rozdawać. Na przykład takiej
          > Jagusi... ;)
          >

          Ale z tekstu książki wynika że takie rzeczy się zdarzały i też zapis
          dla Jagusi nie był niczym niezwykłym. Kiedy Jambroży informuje
          Dominikową, że Boryna chciałby się żenić z Jagną, mówi że Maciej
          jest gotów zrobic zapis. Więc cały ten pomysł z zapisem wyszedł od
          Boryny, nie od Paczesiowej. Ona tylko go podchwyciła i zaczeła kuć
          żelazo póki gorące.Gdy ludzie plotkują o zmówinach Jagny, ktoś
          rzuca, że bez zapisu się tam nie obędzie. Że Dominikowa już tam
          wszystko wyrychtuje.Musiały więc takie rzeczy zdarzać się i
          wcześniej w Lipcach.Więc trochę dziwne, że wszyscy uważają to za
          wielką krzywdę dzieci Boryny.
          • matylda1001 Re: No to róbmy działy... 07.01.09, 20:30
            >Więc cały ten pomysł z zapisem wyszedł od Boryny, nie od
            Paczesiowej<

            Jednak wyszedł od Paczesiowej. Trochę wcześniej, gdy Boryna i
            Dominikowa wracali razem z sądów, rozmawiali o ewentualnym ożenku
            Macieja. Boryna powątpiewał w to, że jakas dziewczyna go zechce. -
            Zróbcie ino zapis, a i co najpierwsze sie wama nie sprzeciwią -
            poradziła Dominikowa. Boryna się obruszył na to, mówiąc: - dla
            zapisu! Kiej te świnie! za tę morge to i młódka najczystsza a
            pójdzie choćby za dziada spod kościoła... Czyli upoważniając
            Jambrożego do rozmowy z Dominikową o zapisie wyszedł tylko na
            przeciw oczekiwaniom zapobiegliwej matki. Pewnie takie rzeczy się
            zdarzały wcześniej, u innych, ale zawsze odbywało się to z krzywdą
            dzieci. Taki Boryna miał dwie żony, swojej uciechy już zaznał. Wcale
            nie musiał się żenić. Jeśli chodziło mu o brak kobiecej ręki w
            gospodarstwie, to mógł ożenić się z jakąś kobietą w średnim wieku,
            która potrzebowała męskiego wsparcia, a nie ziemi. Ziemia posłużyła
            Borynie do zrealizowania fanaberii a dla jego dzieci była miejscem
            pracy, żródłem utrzymania, gwarantem prestiżu. O tym nie pomyślal.
            • cahir4 Re: No to róbmy działy... 07.01.09, 21:27
              Niechby to i nawet była fanaberia, to i do fanaberii prawo przecież miał...

              A zapisowi dla Jagusi, to się najbardziej chyba Jambroży przysłużył: nie wiem,
              do czego go tam Boryna upoważnił, bo Boryna do zapisu wcale się nie rwie: "co
              moje to i jej", "nie bójta się dwadzieścia roków strzymam" itp. (cytaty mogą być
              niedokładne, bo z pamięci). Na pewno jednak nie upoważnił Jambrożego do
              półobietnicy "więcej by on dał, niżby wziął". Jagna ma 5 morgów, Boryna,
              przyciśnięty przez Dominikową, chce jej zapisać trzy. Kiedy pierwszy raz mowa o
              sześciu, to sam Bożego imienia wzywa (nadaremno), po głowie drapie i o reakcję
              dzieci troska. Ale walory Jagny i może też gorzałka, opór przełamują.

              To, że takie rzeczy się zdarzały, to nie znaczy, że były oceniane jako
              sprawiedliwe - to raz. Zresztą w przypadku tego małżeństwa i tego zapisu też nie
              wszyscy byli idealnie zgodni. W każdym razie nie do Dominikowej były pretensje -
              ona miała prawo bronić interesów córki, a nie dzieci Boryny.

              Ale druga rzecz to także wielkość zapisu - 6 morgów najlepszej ziemi - to więcej
              niż to, na co może liczyć w tej sytuacji każde z dzieci Boryny po jego śmierci.
              Jest to maksymalna ilość, jaką zgodnie z prawem Boryna mógł rozdysponować według
              swej woli. Więcej już nie mógł, nawet gdyby chciał. (To znaczy mógł, ale po jego
              śmierci nadwyżka wróciłaby do dzieci.) I to jest ten prawny obowiązek - w
              przypadku posiadania dzieci >= 3, trzeba dla nich zachować co najmniej 3/4.

              Ale, powtarzam, to więcej, niż dostać miało którekolwiek z dzieci - nic
              dziwnego, że powszechna była opinia, że zostały skrzywdzone.
              • matylda1001 Re: No to róbmy działy... 08.01.09, 00:35
                No... miał prawo, ale z fanaberii łatwiej zrezygnować, niż z chleba.
                Mógł sie Jagusi wyrzec dla dobra dzieci, po swojemu myslę, bo ja bym
                tak zrobiła. Wiadomo, że najłatwiej dzielić się cudzym, ale Jambroży
                chyba wiedział do czego może sie posunąć. "Nie od siebie przychodzę"-
                powiedział na wstepie. Że Boryna bronił sie przed zapisem to fakt,
                ale z drugiej strony wiedział, że bez zapisu może dostać najwyżej
                rękę... Dominikowej;) Te jego daremne żale były podyktowane raczej
                na to, że może się uda coś wytargować.
                • jadwiga1350 Re: No to róbmy działy... 08.01.09, 09:02
                  > Mógł sie Jagusi wyrzec dla dobra dzieci, po swojemu myslę, bo ja
                  bym
                  > tak zrobiła.

                  Nawet jakbyś wiedziała, że te dzieci zgotują Ci los Jagustynki?

                  Uważam,że to nic złego ,że Boryna chciał zaznać trochę radości i
                  przyjemności na stare lata. A bo to on jeden? A,że tak źle trafił to
                  już inna sprawa. Chociaż może on był szczęśliwszy jako zdradzany
                  mąż, niż będący na wycugu stary dziadyga. Przynajmniej czuł,że żyje.
                  Miał takie same problemy jaki młodzi mężczyźni, choćby Jasiek
                  Płoszka. A gdyby oddał ziemię dzieciom to by wegetował, a nie żył. I
                  może musiałby słuchać tekstów typu, za chłopa zjeść zjecie, ale i za
                  dziecko nie zrobicie.

                  Że Boryna bronił sie przed zapisem to fakt,
                  > ale z drugiej strony wiedział, że bez zapisu może dostać najwyżej
                  > rękę... Dominikowej;)

                  Bez zapisu poszłaby za Borynę każda młoda, biedna dziewczyna. Choćby
                  Nastka Gołębianka. Ona przeciez nawet brała pod uwagę małżeństwo z
                  takim Jaśkiem Przewrotnym.A tutaj dużą rolę grało to,że i Jagna
                  wnosiła duży posag do małżeństwa.

                  • cahir4 Re: No to róbmy działy... 08.01.09, 14:25
                    jadwiga1350 napisała:

                    > > Mógł sie Jagusi wyrzec dla dobra dzieci, po swojemu myslę, bo ja
                    > bym
                    > > tak zrobiła.
                    >
                    > Nawet jakbyś wiedziała, że te dzieci zgotują Ci los Jagustynki?

                    Bójcie się Boga, Kumo! A dlaczegóż miałaby przypuszczać, że dzieci
                    zgotują jej los Jagustynki!? Kużden na ten wycug wcześniej czy
                    później szedł (jeśli mu Borowy łba nie rozbił), bo ano starość już
                    taka jest bezlitosna, że niech będzie i najbardziej dufny w siebie
                    gospodarz, to z czasem do ziemi przygnie :(. Tak przez pokolenia
                    całe szło w mojej rodzinie (bo niby jak miało iść) i nikt nie
                    płakał. I kto się lepiej od nas zatroszczy o naszych niedołężnych
                    rodziców? I na czyje serce mamy liczyć, jak nie naszych dzieci? A
                    juści, że czasem różnie się zadarza. Czasem.
                    A Boryna? Wielce możliwe, że zbierałby co zasiał, bo tak to już jest
                    na świecie. Jak sam miał syna i synową za bezpłatnych parobków,
                    którym od wałkoni poprzyganiać można i, żeby nie wiem jak charowali,
                    każdą łyżkę strawy wypomnieć - że z wielkiej dana łaski, to może i
                    sam podobne uprzejmości by słyszał, choć prędzej od Antka, niż od
                    Hanki.
                    Hance się RAZ wobec ojca wypsnęło, był to ten dzień, kiedy krowę
                    musieli sprzedać. Słowo nieuprzejme rzuciła, ale sama poszła za
                    niego ten śnieg odwalać (w siódmym miesiącu była). I choć bieda
                    skrzypiała strasznie, nigdy mu strawy nie odmówiła - przynajmniej
                    przestał głodować, kiedy mu się Antkowie do chałupy zwalili.

                    Więc nie uwierzę w Hanki podłość w stosunku do teścia. Tak się
                    zresztą dziwnie złożyło,że jak się Boryna naprawdę znalazł w
                    potrzebie i był całkiem od innych zależny, to się nim przejmowała
                    tylko synowa, która lata całe pogardzał i parobek, na którym
                    rzemieniem swe złe humory wyładowywał.

                    > Uważam,że to nic złego ,że Boryna chciał zaznać trochę radości i
                    > przyjemności na stare lata. A bo to on jeden?

                    A tu się zgadzam.

                    A,że tak źle trafił to
                    > już inna sprawa. Chociaż może on był szczęśliwszy jako zdradzany
                    > mąż, niż będący na wycugu stary dziadyga. Przynajmniej czuł,że
                    żyje.

                    Ta... zwłaszcza jak rozchorzał z tych turbacji, których mu
                    dostarczyła młoda żona. W czasie ślubu z Jagusią jest opisany jako
                    silny, dziarski i pełen energii. Po kilku tygodniach małżeństwa:
                    "mizerniał i tak chudł, że pas do pół bieder opadał, poczerniał,
                    przygarbił się, nogami za sobą ciągnął i na wiór się zasychał z tych
                    utajonych frasunków i turbacji".

                    Prosto stary dziadyga z niego się zrobił. Dopiero, kiedy miłość do
                    Jagny z serca wyrzucił i było mu za jedno, zdradza go, czy nie -
                    trochę się znowu wyprostował.

                    > A tutaj dużą rolę grało to,że i Jagna
                    > wnosiła duży posag do małżeństwa.

                    Do małżeństwa, ale nie na prywatną własność Boryny. Gdyby zgasła
                    przez nim, wiele on by z tego nie zobaczył. On wnosi do małżeństwa
                    23 morgi, a 6 daje na prywatną własność jej. To jest różnica.

                    Inna sprawa, że gdyby Jagna wnosiła tylko ładną buzię (i resztę). To
                    by prawdopodobnie jednak nie zdecydował się aż tyle za małżeństwo
                    zapłacić.

                    Ostatecznie kupił sobie za 6 morgów 6 tygodni małżeńskiego
                    szczęścia. Rychtyk morga za tydzień.
                    Jak na mój gust - przepłacił.
                    • jadwiga1350 Re: No to róbmy działy... 10.01.09, 19:57
                      > Do małżeństwa, ale nie na prywatną własność Boryny. Gdyby zgasła
                      > przez nim, wiele on by z tego nie zobaczył.

                      Z tym to mogło być różnie. Wiadomo,że Boryna posiadał grunt, który
                      został po zmarłej żonie,choć prawnie powinien go przekazać dzieciom.
                      Także korali i wełniaków nie popuszczał z garści. Być może ,gdyby
                      owdowiał po raz trzeci, to po prostu odmówiłby zwrotu majątku który
                      Jagna wniosła do małżeństwa. A Paczesiowie musieliby się z tym
                      pogodzić. Tak jak z istniejącym stanem rzeczy musiał godzić się
                      Antek i kowal.
                      • cahir4 Re: No to róbmy działy... 13.01.09, 21:33
                        jadwiga1350 napisała:

                        Być może ,gdyby
                        > owdowiał po raz trzeci, to po prostu odmówiłby zwrotu majątku który
                        > Jagna wniosła do małżeństwa. A Paczesiowie musieliby się z tym
                        > pogodzić. Tak jak z istniejącym stanem rzeczy musiał godzić się
                        > Antek i kowal.

                        O, niezupełnie. Borynę (i Dominikową zresztą też) chroniło czwarte przykazanie.
                        Prawować się z rodzicem było niby można (to znaczy prawo dopuszczało taką
                        sytuację), ale to jak podniesienie świętokradczej ręki na rodziciela. Raz, że
                        grzech, dwa, że obniosą na językach, trzy, że to ostateczne wypowiedzenie wojny
                        i już wtedy na żadne łaskawsze traktowanie liczyć nie będzie można.
                        Synów Paczesiowej powstrzymywał pewnie pierwsze, kowala ostatnie. Kowal chce od
                        Boryny 6 morgów, wyprocesować może w najlepszym wypadku 2 (lub 1 1/3) to woli
                        tego ciołka lub co innego póki co wycyganić. Choć momentami bliski procesu jest.
                        Antek po wygnaniu mógłby się procesować, bo nic już do stracenia nie ma, ale
                        chyba i głowy do tego nie ma w tym czasie. O pieniądzach na koszta nie wspominając.
                        Obydwu łączy to, że wiedzą, że i tak dostaną tę ziemię po śmierci starego. To
                        tylko kwestia czasu.

                        Paczesiowie mieliby się pogodzić z tym, że Boryna zatrzyma ziemię Jagny?
                        Szczerze wątpię. To były czasy widocznie sprzed wszechwładzy korporacji
                        prawniczych, bo przeciętny mieszkaniec Lipiec nie ma najmniejszych oporów i
                        problemów z tym, by odwołać się do wymiaru sprawiedliwości. Sama Dominikowa w
                        ciągu akcji powieści wszczyna 4 procesy:
                        - o kradzież świni
                        - o wygnanie Jagusi przez Hankę
                        - o grunt Jagny po Macieju (być może plotka, naprawdę jeszcze nie ma powodów)
                        - o wygnanie Jagusi.

                        Paczesiowie mieliby się pogodzić!? Oni nie mieliby na co czekać, co by im dawała
                        śmierć Boryny? Obcy zagarnąłby ich ojcowiznę?! Wątpię, czy nawet na prawem
                        przysługującą mu 1/4 by się zgodzili. (Zakładając, że taka możliwość nie była
                        wykluczona w umowie przedślubnej, a wielce prawdopodobne, że była - z reguły w
                        razie bezpotomnej śmierci żony rodzina gwarantowała sobie zwrot posagu.) Co
                        innego, gdyby Jagna zostawiła dziecko. Wówczas ono byłoby głównym dziedzicem i
                        jego gruntem mógłby się Boryna nacieszyć do woli.
          • kocur_zalogowany Re: No to róbmy działy... 16.08.15, 17:04
            Chyba jednak Dominikowa pierwsza wpadła na ten pomysł.Rozmawiała z Boryną, gdy wracali z sądu:

            — Pewnie, pewnie… mówiły, że Walek Rafałów przysyłał z wódką?…
            — Nie on jeden, nie… ale po próżnicy ino grosz tracą… nie la takich Jaguś moja, nie.
            Podniosła głowę i jastrzębimi oczami wpiła się w niego, ale Boryna, że człek był w latach, nie wicher żaden, to twarz pokazał zimną i spokojną nie do rozeznania. Długo nie rzekli ni słowa, jakby się tą niemotą mocując ze sobą.

            (...)
            Milczeli znowu z pacierz dobry.
            — A wy to nie poślecie z wódką do której?… — zapytała ostrożnie.
            — I… nie bierą mę już ciągotki do kobiet, za starym…
            — Nie powiadajcie po próżnicy! Ino ten stary, co się ruchać nie może, łyżki sam do gęby nie doniesie i na przypiecku se dochodzi… Widziałam, kiejście worek żyta nieśli.
            — Juści, żem w sobie krzepki jeszcze, ale która by ta poszła za mnie?…
            — Któren nie probant, co wie? Obaczycie!
            — Starym, dzieci dorastają… a pierwszej z brzegu nie wezmę…
            — Zróbcie ino zapis, a i co najpierwsze się wama nie sprzeciwią…
            — La zapisu! Kiej te świnie! Za tę morgę to i młódka najczystsza a pójdzie choćby za dziada spod kościoła…
            — A chłopy to za wianem nie patrzą, co?


            Dominikowa wyczuła zainteresowanie Boryny Jagną i od razu podsunęła mu pomysł jak zyskać ich przychylność (przy czym przychylność Dominikowej była znacznie ważniejsza niż Jagny).

            PS. Dlaczego jest Jagna Dominikowa lub Dominikówna, a nie Jagna Paczesiówna? Nazywanie Paczesiowej Dominikową było normalne, ale w stosunku do córki nieco mnie dziwi.
    • jadwiga1350 Re: No to róbmy działy... 13.03.09, 19:13
      > 32 morgi, w tym:
      > 6 - zapisanych Jagusi (złodziejka jedna)
      > 3 - posagowe Hanki (sam piach)
      > 4 - po matce Antka i Magdy
      > 19 - samego Boryny, ale:

      Ale tych 6 mórg zapisanych Jagnie to też własność Boryny. Więc
      właściwie swoich miał 25. A tych mórg Hanki to on chyba nigdy nie
      miał za swoje.
    • tt-tka Re: No to róbmy działy... 12.04.16, 16:06
      cahir4 napisała:

      > No a teraz to, co dziedzic dał za las. Na Borynów przypadałoby ok.
      > półwłóczka (słowa Weronki). To by się zgadzało, że mniej więcej za 2
      > morgi własnego dostawało się 1.

      Kumo, jestesta tu jeszcze ? Bo mnie sie te obliczenia nie zgadzaja...
      Weronka mowi o polwloczku za las, ale Dominikowa reklamujac posag Jagny wylicza "piec morgow po ojcu i morga lasu - zapiszcie i wy szesc"
      Ze slow Dominikowej wynika, ze morga lasu byla przypisana do pieciu morgow gruntu. Albo ten las nie byl tak doslownie proporcjonalny. Albo nie do kazdej ziemi przynalezal, o tym, ile sie Bylicom z lasu nalezy, tez mowy nie ma.
      I w tej sytuacji Szymkowie nie musieliby ziemi na splaty brac, albo nie cala, bo i Szymkowi, i Nastce tez by cos przypadlo, dziedzic proponowal cztery morgi na Podlesiu za morge lasu i chyba na tym stanelo.
      A moze ten polwloczek Weronka liczy juz po zamianie - gdyby mowa byla o morgach podleskich za las, to polwloczek wypadajacy za gospodarstwo Boryny rychtyk by odpowiadall 4-5 morgom lasu, tyle Boryna moglby miec, gdyby liczono w proporcji morga lasu przypisana do pieciu ziemi. Ale nadal nie wyjasnia to, czemu Szymkowie i Stachowie nic nie dostaja...
      • matylda1001 Re: No to róbmy działy... 15.04.16, 01:37
        Zważcie, Kumo, że jak Dominikowa reklamowała posag Jagusi to o ugodzie z dziedzicem jeszcze mowy nie było. Na Jagusię przypadało pięć morgów pola i prawo serwitutów do morgi lasu. Ta morga, podobnie jak cały las była własnością dziedzica. To, że chłopi przyzwyczaili się nazywać las swoim to dlatego, że z niego korzystali ale to jeszcze nie znaczy, że mogliby go np. sprzedać. To, co stało się później, czyli ta zamiana lasu na pole to była zamiana prawa do korzystania z lasu na pole. Las posiadali teoretycznie, pole faktycznie, moim zdaniem zrobili całkiem dobry interes. Dominikowa wliczyła morgę lasu do posagu bo tak jej było wygodniej domagać się od przyszłego zięcia sześciu mórg.
        Szymek.
        Jasne, że Szymek nie musiałby brać ziemi na spłaty gdyby matka przepisała na niego to, co należało mu się po ojcu, a należało mu się tyle samo, co Jagusi. W konsekwencji miałby pięć morgów z ojcowizny i cztery za prawo do morgi lasu, razem dziewięć, byłoby o co pazury zaczepić, ale Dominikowa gruntu nie odpisała, a Szymek uniósł się honorem i wolał wziąć od dziedzica na spłaty. Myślę, że wkrótce po tragedii jaka spotkała Jagusię, Dominikowa jednak dogadała się z synem i Szymek stał się właścicielem całkiem konkretnego gospodarstwa. Nastce niestety nic by nie przypadło bo nie dziedziczyła gruntu ale została spłacona przez rodzinę, dostała tysiąc złotych w posagu.
        Z borynowym półwłóczkiem było tak, jak napisaliście, Kumo - wychodzi, że na pięć morgów przypadało prawo do morgi lasu.
        Bylica.
        Z tego, że Hanka otrzymała w posagu trzy morgi pola wynika, że Weronka dostała tyle samo. Czyli stary Bylica był właścicielem sześciomorgowego gospodarstwa. Powinien zatem mieć prawo do trochę ponad morgi lasu. No i tu jest zagadka bo w takim razie tak Hanka, jak i Weronka powinny dostać po dwie morgi na Podlesiu. Tymczasem nic na ten temat nie wiadomo. Wygląda to tak, jakby Hanka nie miała prawa do lasu. Poszła z komornicami po susz. One miały prawo do tego, żeby zabrać z lasu tyle, ile zdołają przynieść na własnych plecach, ale kto miał grunt miał też prawo do serwitutów, i mógł pojechać do lasy zaprzęgiem i przytargać jakiegoś chojaczka. Dlaczego więc Hanka nie pożyczyła od kogoś konia z wozem i nie zmusiła Jantosia żeby jej przywiózł opał?
        Mam nadzieję, że Kuma Cahir wrócą ze świata i znajda na to jakies wyjaśnienie.
        • tt-tka Re: No to róbmy działy... 30.04.16, 03:56
          matylda1001 napisała:

          > Bylica.
          > Z tego, że Hanka otrzymała w posagu trzy morgi pola wynika, że Weronka dostała
          > tyle samo. Czyli stary Bylica był właścicielem sześciomorgowego gospodarstwa. P
          > owinien zatem mieć prawo do trochę ponad morgi lasu. No i tu jest zagadka bo w
          > takim razie tak Hanka, jak i Weronka powinny dostać po dwie morgi na Podlesiu.
          > Tymczasem nic na ten temat nie wiadomo. Wygląda to tak, jakby Hanka nie miała p
          > rawa do lasu. Poszła z komornicami po susz. One miały prawo do tego, żeby zabra
          > ć z lasu tyle, ile zdołają przynieść na własnych plecach, ale kto miał grunt mi
          > ał też prawo do serwitutów, i mógł pojechać do lasy zaprzęgiem i przytargać jak
          > iegoś chojaczka. Dlaczego więc Hanka nie pożyczyła od kogoś konia z wozem i nie
          > zmusiła Jantosia żeby jej przywiózł opał?
          > Mam nadzieję, że Kuma Cahir wrócą ze świata i znajda na to jakies wyjaśnienie.

          Znalazlam, choc nie wiem, czy uniwersalne, czy tylko w tym konkretnym wypadku, ktorego sie dogrzebalam.
          Otoz prawo korzystania z lasu (brania opalu, sciolki, zbieractwa - bo np. wypasania w zagajach juz nie ! Podobnie jak koszenia trawy na lesnych polankach) mieli wszyscy mieszkancy ziemi, ktorej dotyczyl serwitut. Ci bez wlasnego gruntu tez. Ale pojechac wozem mogl tylko ten, kto mial wlasny zaprzeg i np. w potrzebie stawal z tym zaprzegiem do szarwarku. Tak ze pozyczenie nie wchodzilo w gre, jakby borowy przylapal, mial prawo przyaresztowac konia z wozem i potem plac, czlowiecze. A sciac chojaka czy innego grabka w ogole nie bylo wolno, nawet tym z zaprzegiem - zreszta jest wspomniane, ze Kuba robil to nielegalnie, umial sprytnie schowac zrabane drzewo pod chrustem.
          >
          • grrrrw Re: No to róbmy działy... 30.04.16, 07:45
            Chocia nam gajowi drzewa brac wzbraniaja, siekiery, uzdecki koniom zabieraja...
        • tt-tka Re: No to róbmy działy... 02.05.16, 18:01
          matylda1001 napisała:

          Na Jagusię przypadało pięć morgów pola i prawo serw
          > itutów do morgi lasu. Ta morga, podobnie jak cały las była własnością dziedzica
          > . To, że chłopi przyzwyczaili się nazywać las swoim to dlatego, że z niego korz
          > ystali ale to jeszcze nie znaczy, że mogliby go np. sprzedać. To, co stało się
          > później, czyli ta zamiana lasu na pole to była zamiana prawa do korzystania z l
          > asu na pole. Las posiadali teoretycznie, pole faktycznie, moim zdaniem zrobili
          > całkiem dobry interes.

          Ano, zrobili. Znalazlam fajny material na ten temat wlasnie. Mowi wloscianin Piotr Zak z Leszczyny spod Urzedowa
          "(...) wloscianom, ktorzy sie ulozyli z wlascicielami o sluzebnosci (serwitut) i dostali za nie wynagrodzenie, bez zaprzeczenia lepiej sie powodzi. (...) dawniej gospodarz mial prawo co tydzien brac jedna fure drzewa opalwego z lasu dworskiego, ale nie wolno mu bylo rabac z pnia, tylko brac lezanine i zbiorke. Ale tam wlasnie nie bylo co zbierac bez siekiery, daleko tez wiecej stracil Taki zbierajacy na czasie, niz skorzystal z owej zbiorki, gdy bowiem pojechal w czasie zniwa lub sianokosu do lasu, uzbieral furke wartosci 30 kopiejek, to mu nieraz zboze na polu lub siano na lace deszcz zmoczyl i mial z tego daleko wiecej szkody niz pozytku z przywiezionego drzewa. A przy tem dzien z furmanka w takim czasie, rachujac za najem, wart jest najmniej rubla. A wiec ze zbiorki takiej co za korzysc byla dla wloscian gospodarzy?"
          i dalej
          "...i u nas tak sie dzialo, dopoki nie ulozylismy sie z dworem o zamiane. Marnowali wtedy ludzie czas, zamiast w domu zrobic Jakis porzadek gospodarczy lub gdzies u drugiego zarobic; boc w zlym wyrachowaniu nikt nie chcial darowac tego dnia, w ktorym mial prawo wjazdu do lasu. A znow ci, ktorzy przekraczali swoje prawa do lasu, wiecej jeszcze proznowali, bo sie wloczyli po sadach, tracili pieniadze, a ich gospodarstwa upadaly"
          "Od lat dawnych prowadze rachunki scisle w swojej gospodarce, przekonalem sie z dziesiecioletniej praktyki, ze obecnie po zamianie serwitutow mam wiecej nawozu i daleko lepszego, niz z pastwisk lesnych."
          calosc tu - gokurzedow.pl/u/gzu09/17.htm
    • tt-tka Re: No to róbmy działy... 01.05.16, 15:16
      Zastanawia mnie to dzielenie ziemi - na kazde z dzieci po rowno. U Reymonta tak jest, na lubelszczyznie, skad mam troche dokumentow, tez tak bylo. Ale zasadniczo prawo rosyjskie corkom przeznaczalo czternasta czesc majatku rodzicow. Czternasta i nic wiecej, o ile nie bylo zapisow testamentowych, legatow i tak dalej.
      U Orzeszkowej (Bialorus), u Rodziewiczowny (Litwa, szczegolnie Zmudz) corki w ogole nie dostaja ziemi, tylko posag w gotowce, a o wysokosci posagu decyduja mozliwosci finansowe rodzicow, a nie ilosc posiadanej ziemi i liczba potomstwa. W "Dewajtis" Hanka dostaje np. wylacznie posazny folwark matki, po ojcu nic, w "Bene nati" Konstanty - zagrodowy szlachcic na 30 morgach, jak Boryna - starszym siostrom dal po 300 rubli i po dwie krowy, mlodszej 600 rubli i znacznie wiecej inwentarza i jeszcze sie awanturuje, ze da, ile jego wola, bo to nie z rodzicielskiego, tylko z jego, dorobkowego. Ale czegokolwiek sie dorobil, to gospodarujac na ziemi po ojcach, nieprawdaz. Ziemi nie dokupil, tam to bylo prawnie niemozliwe.
      Na suwalszczyznie, to juz wiem z opowiesci rodzinnych, zwlaszcza w tych regionach pod pruska granica, zwyczaj w ogole zabranial dzielenia ziemi, bo rozdrobniona nie wyzywilaby nikogo. Jeden z synow, zwykle najstarszy, przejmowal gospodarstwo po rodzicach (lub z rodzicami), a reszta rodzenstwa doli miala szukac we swiecie. A jesli nie znalezli (albo nie szukali) bezzenni i niemezaci dozywali u brata, gospodarujac i zyjac spolem. Jesli dziewczynie bez ziemi w posagu trafialo sie zamescie (nieczesto sie trafialo) przyslugiwala jej krowa, ziarno na pierwszy zasiew i plotna (bielizna, worki, plachty itp) i wyprawa mogla byc nawet bogata, ale ani grunt, ani gotowka.
      I nie wiem, czy w tamtych regionach obowiazywaly inne zasady prawne niz dla Krolestwa, czy regulowal to obyczaj, tradycja, albo moze koniecznosc.
      • grrrrw Re: No to róbmy działy... 02.05.16, 08:24
        Wiem na pewno, ze w poznanskim ziemi dzielic nie bylo wolno.
        • tt-tka Re: No to róbmy działy... 02.05.16, 17:18
          grrrrw napisała:

          > Wiem na pewno, ze w poznanskim ziemi dzielic nie bylo wolno.

          O. Nie wiedzialam. Ale poznanskie to juz inne panstwo bylo wtedy, rzesza niemiecka. A to, co wymienilam, wszystko w cesarstwie rosyjskim, a zasady dziedziczenia bardzo rozne...
          • grrrrw Re: No to róbmy działy... 03.05.16, 15:24
            Tak, jedno dziecko dziedziczylo, reszta dostawala kase lub wyprawe. Dziewczyna szla za maz, chlopcy stawali sie, zaleznie od ambicji i majatku, nauczcielami, urzednikami, rzemieslnikami, sklepikarzami...
            • tt-tka Re: No to róbmy działy... 03.05.16, 17:25
              grrrrw napisała:

              > Tak, jedno dziecko dziedziczylo, reszta dostawala kase lub wyprawe. Dziewczyn
              > a szla za maz, chlopcy stawali sie, zaleznie od ambicji i majatku, nauczcielam
              > i, urzednikami, rzemieslnikami, sklepikarzami...

              ...albo robotnikami lub bezrobotnymi w duzym miescie, tez bywalo. Mam za soba lekture "Pamietnikow chlopow" i "Pamietnikow bezrobotnych" w opracowaniu prof. Chalasinskiego, koszmar. Co prawda to czasy troche pozniejsze, ale w lipeckich czasach tez wesolo nie bywalo, sadzac po tym, co pisywali owczesni, chocby sam pan Reymont w innej swojej ksiazce.
              • tt-tka Re: No to róbmy działy... 03.05.16, 17:42
                A i dziewczynom zdarzalo sie na zarobek chodzic, czasem nawet posag sobie z tego skladaly, choc nieczesto. Prus kilkakrotnie wspomina Kurpianki jako rezolutne, smiale, kazda pismienna (lub przynajmniej czytajaca), ze nie boja sie w poszukiwaniu pracy daleko od domu zapuszczac, chocby i do Prus. A historia szlachcianki zagrodowej wychodzacej za chlopa opisana przez Orzeszkowa to autentyk na motywach losow wlasnej Orzeszkowej pokojowki, Marylki Bohatyrowiczowny - tez poszla dziewczyna do pracy i sama o swoim losie stanowila :-)
                No, miala szczescie trafiajac na taka pracodawczynie.
                Z nieco wyzszych sfer ta sama autorka opisuje (w listach) historie panny, ktora na rezydencji u bogatych krewnych siedzac doczekala lat 26, a doczekalaby zapewne i stu, gdyby nie zdecydowala sie znalezc sobie pracy (w magazynie odziezowym jako szwaczka, poczatkowo dosc nieumiejetna). Bajka z dobrym zakonczeniem, mlody czlowiek, ktory na rezydentke nawet by nie spojrzal zapewne, "pracownica dostrzegl, pokochal i poslubil, z tym naturalnie, ze nadal oboje beda pracowac".
                Dlatego, szczerze mowiac, troche mnie dziwi to uporczywe siedzenie wszystkich w Lipcach - dzieci gospodarzy, wiadomo, czekaja na schede, ale dzieci komornikow czy malorolnych ? Exodus do miasta za chlebem juz wowczas nie byl czyms wyjatkowym.
                • grrrrw Re: No to róbmy działy... 04.05.16, 09:55
                  Nie byl, wystarczy pobejrzec "Ziemie obiecana"...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka