stara_dominikowa
07.12.08, 15:40
"Jakoś wnet po świętej Barbarze, patronce dobrej śmierci, o cichym, omdlałym
zaraniu, spadły pierwsze krótkie, trzepotliwe wiatry; obleciały ziemię ze
skowytem jako te psy węszące tropu (...)"
No właśnie. Poplotkujemy o tym co "teraz" dzieje się w Lipcach? Zaraz po
świętej Barbarze spadł śnieg i jak myślę, leżał do marca. A dziś? Eh, muszę
dziecku o śniegu opowiadać...
W takiej scenerii Jagusia przeżywała pierwsze tygodnie małżeństwa - miodowy
miesiąc, a Hanka w bylicowej izbie marzła. Dla Hanki to był ciężki czas...
Kłótnie z Weronką, nabzdyczony Antek, ciąża, dzieci i waląca się chałupa.
Ciekawe, czy zanim stary zbrzydł Jagusi - żywiła do niego choćby nikłe ciepłe
uczucia w tym pierwszym wspólnym okresie? Właściwie nie ma ani jednej sceny
świadczącej o innym niż obojętny stosunku Jagusi do męża. Jeśli się mylę -
poprawcie mnie. Wdrożyła się w rządy w "tylim" gospodarstwie, ale to jedyna
radość (oprócz szmat i korali). Musiał być mocno zaślepiony skoro wierzył, że
taki związek przetrwa.