byłam wczoraj w księgarni w celu obejrzenia towaru

. oglądam, oglądam,
ekspedientka patrzy mi na ręce, chyba pilnuje abym czegoś nie ukradła,
poczułam się mało komfortowo ale to nic. za chwilę uwagę ekspedientki
całkowicie zmonopolizowała pewna para. konkretnie mamusia z synkiem, ok.
3-letnim. mały latał po sklepie, co chwila brał w łapki jakąś książkę,
odkładał/upuszczał, brał następną itd. a że małe rączki nie radziły sobie za
dobrze - trochę owe knigi maltretował. mamunia poproszona o pilnowanie dziecka
zareagowała takimi słowy: " kochanie, usiądź, kochanie bądź grzeczny bo nic
nie kupimy". jak łatwo się domyśleć, mały ją zlekceważył. mamunia w celu
uspokojenia rozrabiaki zostawiła swój dział i przeszła oglądac bajki dla
dzieci. tzn. brała wybraną książkę do ręki, oglądała, a że w nowych książkach
kartki nie chcą się oddzielać - pluła na palce i takimi paluchami
przejeżdżając przez pół strony odwracała kartki

aż się zapatrzyłam

ekspedientka nie wytrzymała, poprosiła o odłożenie książki, względnie o zakup.
awantura zrobiła się taka fajna, damesa zażądała rozmowy z kierownikiem.
kierownik wypełz z zaplecza, opieprzył pracownicę, przeprosił klientkę po
czym... wyprosił ją ze sklepu

albowiem w tym czasie "kochanie" nie było
grzeczne i pogięło kilka kartek z albumu przyrodniczego!
dodam, że baba wychodząc złorzeczyła na chamstwo jakie ją tu spotkało, groziła
"prasą" itd.
skąd się takie coś bierze?
ps. jakkolwiek nie popieram kar cielesnych, na miejscu ekspedientki bardzo
chętnie przypieprzyłabym porządnie, mamusi oczywiście