damakier1
02.05.11, 21:32
Choroba wiadomo, nigdy to nic dobrego. Ale jak człowieka dopadnie, to mozna spytać, co boli, czy bardzo i się wie przynajmniej, czy ratunku natychmiastowego trzeba szukać, czy spokojne domowe sposoby i pocieszanie wystarczą i nie ma się czym przejmować.
Pies, co jeszcze przedwczoraj tryskał radością życia, a zaledwie wczoraj jakoś dziwnie mało chętnie szedł na spacer, dzisiaj patrzy na mnie z bezbrzeżnym smutkiem, siwy ryjek posiwiał mu jakby bardziej, lśniące krecie futerko zmatowiało. A wszystko to stało się z naszym malutkim Szopkiem w ciągu dzisiejszego dnia. Rano jeszcze wyszedł na siusiu i łapkę chwacko zadarł, ale do domu po schodach już trzeba go było wnieść. Jeszcze na obiad trochę gotowanego ryżu poskubał, ale teraz tylko od czasu do czasu wodę z podstawianej miseczki popija. To pierwsza choroba w jego dziesięcioletnim życiu i ani on, ani my w jego chorowaniu nie mamy żadnego doświadczenia. Głaszczę więc jego czarny łepek i pytam - co ci jest, Szopciu? A on macha leciutko koniuszkiem ogonka i tyle.
A tu jutro święto i nasza psia przychodnia, gdzie największe mamy zaufanie, nieczynna.
No, to takie mam zmartwienie i się z Wami dzielę, bo wiem, że tu znajdziemy z Szopkiem zrozumienie.