Dodaj do ulubionych

Kuźwa! Ja pierniczę snowu.

10.10.11, 19:57
Bardziej zasiedziali uczestnicy tego Foruma pewnie już przeczuwają o czym bedzie.
Ale jednakowoż niestety bez takiego suspensa jak dwa lata temu, choć deja vu szaleje.
Dostałem własnie pocztą list bardzo polecony od pana Wojewody Mazowieckiego, któren uniżenie mnię zaprasza na uroczystość przekazania wysokiego odznaczenia... dla mojej Mamuśki. Pośmiertnie, rzecz jasna, bo szanowna Dekorantka nie żyje już od 23 lat. A zasługi dotyczą jeszcze bardziej zamierzchłych czasów walki z niemieckim okupantem.
No - rychło Marychno - można by rzec!
Prezydent Lech odznaczył mojego Półprzodka księdza (o czym ze swadą pisałem równo przed dwoma laty), któren zeszedł był ponad 70 lat temu. Prezydent Bronek uznał, że gorszy nie będzie i umedalował nieboszczkę Mamuśkę. A ja snowu bede musiał w ten garnitur się wpychać i ślubne lakierki odkurzać. Mam jednakowoż zadrę sporą do Panaprezydenta. Odznaczenie przyznał, ale nie raczy się do sprawy pofatygować, tylko spycha medalowanie na Wojewodę. A jak popatrzeć porządnie, to szanowna Mamuśka sroce spod ogona nie wypadła - ma w muzeum dwie własne gabloty i opisana była w dziesiątkach opracowań i wspomnień historycznych. A jak zadzwoniłem z pretensjami do Panaprezydenckiego fagasa kancelaryjnego, to ón zeznał, że Panprezydent ma awersję i pośmiertnych odznaczeń osobiście nie wręcza. No to kit mu w zaspane oko.
Jeśli będziecie ciekawi - to zrelacjonuję cały ten jubel, gdy wkrótce nastapi.
Podsumowując to wszystko, zaczyna kiełkowac we mnie myśl, że w mojej rodzinie najbardziej uhonorowywani są jej członkowie pośmiertnie. Ciekawe.
Może i ja się kiedyś załapię...
Obserwuj wątek
    • gat45 Re: Kuźwa! Ja pierniczę snowu. 10.10.11, 20:05
      Bę-dzie-my ! Bę-dzie-my ! (zainteresowani)

      Może już zacznij sprawozdawać ? Opis wietrzenia odświętnego garnituru ? I potem napięcie rośnie i rośnie...

      A może dałbyś kilka cennych wskazówek naszej Kapitule (chociaż mam wrażenie, że to i Pałac, i Wojewoda mogliby do nas na korepetycje przychodzić).

      No, opowiadaj !
    • czan-dra Re: Kuźwa! Ja pierniczę snowu. 10.10.11, 20:12
      O ile można, to ja też się przyłanczam, do prośby o relacje z orderowania...
      • ewa9717 Re: Kuźwa! Ja pierniczę snowu. 10.10.11, 20:20
        Ja też, myśląc przy okazji zazdrośnie, ze w ślubny ancużek się mieścisz, ach...
        • tojajurek Re: Kuźwa! Ja pierniczę snowu. 10.10.11, 20:32
          Hihi. Ślubnym to się mole już dawno potruły. A i służbowy wykwintny był ci trzy razy poszerzan.
          A Gat ma racyję jak się patrzy. W sztuce orderowania nawet ruski sztab generalny miałby się od naszej Kapituły czego uczyć.
    • damakier1 Re: Kuźwa! Ja pierniczę snowu. 10.10.11, 22:55
      Bardzo sobie życzę przeczytać relację z pośmiertnego odznaczania szanownej Mamusi, a i z ciekawością bym przeczytała relację z przedśmiertnego odznaczania ToTyJurka, czego Tobie i sobie życzę.
      • tojajurek Re: Kuźwa! Ja pierniczę snowu. 10.10.11, 23:20
        Dzięki. Postaram się sprostać zadaniu sprawozdawcy z obserwacji uczestniczącej.
        Mnie tam osobiście takie państwowotwórcze dzyndzyki raczej powiewają. Ale umyśliłem sobie, że zrobię z tego minilekcję patriotyzmu dla wnuków (6 i 9), których zamierzam zabrać na te jasełka. I że będzie to lepsze od jakiegokolwiek jałowego gadania o Ojczyźnie i Tradycji. Mam nadzieję, że to zapamiętają, bo wiele już zrobić nie zdołam, a i tak dla nich to są sprawy kosmicznie już odległe.
        I tak właśnie chyba powinno być.
    • ave.duce > Kuźwa... part one 11.10.11, 07:34
      ... Nie uwierzycie ...

      Liczę znowu na fotoreportaż, Panie ToTyJurku :)
      • ewa9717 Re: > Kuźwa... part one 11.10.11, 08:14
        Ja też liczę, w końcu w klasie matematycznej byłam!
        • magdolot Re: > Kuźwa... part one 11.10.11, 19:23
          Gratuluję Pana Jajurkowej Bohaterskiej Matce postępującej sprawiedliwości dziejowej. Nierychliwa ona tu jesss, zaiste, ale nareszcie się przydarzać zaczyna. I mam nadzieję też, że Panu Jajurkowi już ona zdąży się zdarzyć za życia. Howgh.

          Niecierpliwie czekam Pana Jajurkowej relacji z owego Wydarzenia.
    • tojajurek Póki co... 11.10.11, 19:36
      Ustaliłem właśnie, że impreza u Wojewody będzie miała charakter swoistej nekromancji.
      Zebrano bowiem do kupy decyzje z ostatnich 12 miesięcy Panaprezydenta o pośmiertnym uhonorowaniu zasług z czasów II Wojny Światowej osób, o których wcześniej zapomniano.
      Szykuje się więc rodzaj wesołej stypy.
      Wnuki będą miały uciechę, bo zgłosiłem ich aktywną obecność.
      A Panprezydent i tak ma u mnie przechlapane, choć na niego głosowałem.
    • ave.duce No i co, kuźwa?! 03.11.11, 17:25
      • damakier1 Re: No i co, kuźwa?! 03.11.11, 17:36
        No chyba Uroczystość odbędzie się tak bardziej 11.listopada?
        • ave.duce Re: No i co, kuźwa?! 03.11.11, 17:44
          A gdzie to napisane?!
          • damakier1 Re: No i co, kuźwa?! 03.11.11, 19:00
            No chyba napisałam wyraźnie: chyba?
            • ave.duce Re: No i co, kuźwa?! 03.11.11, 19:21
              Chyba napisałaś, z lenistwa nie chce mi się zajrzeć do tamtego postu, więc niech Ci będzie, co mi tam.
              • damakier1 Re: No i co, kuźwa?! 03.11.11, 20:02
                Nie chce Ci sie zerknąć do jednolinijkowego postu, który jest tuż nad Twoim postem?
                Jesteś bardziej leniwa niz leniwiec. Gratuluję!!!
                • ave.duce Re: No i co, kuźwa?! 03.11.11, 20:11
                  Zasłużyłam. Dziękuję.
    • tojajurek Kuźwa! Już po ptokach. 03.11.11, 21:27
      Nie chciało misię pisać, bo fajerwerków nie było żadnych, a we wmięzyczasie byłem uchetany lataniem po cmentarzach z miotłą, szmatą i świeczkami, więc ręce miałem do kolan.
      Jubel odbył się bez rozgłosu w ubiegłym tygodniu. Same rodziny nieboszczyków, jeden z nich nawet odszedł był w 1946 roku, ale Naród sobie o nim przypomniał, tak jak o mojej ,kuźwa, Mamuśce w końcu tyż (aczkolwiek nie bez mojego osobistego poszturchiwania panaprezydenckich przydupasów).
      W końcu - co się należy - to się należy. Towarzystwo prosi, a nie, to samo weźmie.
      A ja wziąłem na imprezę obu wnuków, zresztą bardzo byli napaleni i nie trza było ich namawiać. Publika - raczej same dziady, choć parę młodszych pań też się znalazło. Przytaszczył się Panwojewoda, odczytał państwowotwórcze dyrdymały, a potem jego fagas wywoływał grupami nieboszczyków z listy i zapowiadał kto odbiera odznaczenie. W takim trybie załatwiania sprawy nie ogłaszano kto się czym zasłużył, tylko ogólnikowe pierdoły hurtem, że położyli zasługi na niwie walki o polskość Polski itp.
      Jak mnię wyczytali, to wylazłem na podium z wnukami za rękę, na co Panwojewoda wytrzeszczył oczęta, ale napotkał mój srogi wzrok i nic nie pisnął. Innych nieletnich na sali zresztą nie było, a kilka pań z widowni nawet się ciepło uśmiechnęło. Panwojewoda wręczył nam pudełko i legitymację, wymamrotał cośtam w imieniu Panaprezydenta, a potem uścisnął łapki moim wnukom, gdy go objaśniłem, że to prawnuki swojej prababci som.
      Potem chłopaki podziwiali medal i robili zdjęcia, a na koniec był skromny poczęstunek, więc chłopaki sobie wypchali kieszenie herbatnikami i jabłkami i poszliśmy.
      Zapomniałem jeszcze dodać, że na samym początku zarządzono chóralne odśpiewanie hymnu, a na sali wisiał w kącie przy drzwiach tak maciupeńki krzyżyk wielkości palca, że go z trudem zauważyłem i nawet miałem chętkę gwizdnąć go na pamiatkę. Modłów na szczęście nikt nie intonował i wewogle towarzystwo było na poziomie i nikt nie klaskał, a na koniec jedna kobieta wyszła na podium i nawet całkiem z sensem podziękowała w imieniu wszystkich z nieboszczykami na czele.
      I tyle.
      • damakier1 Re: Kuźwa! Już po ptokach. 03.11.11, 21:35
        Jednym słowem było tak, jak należy.
        Jeszcze raz serdecznie gratuluję pani Mamie, Tobie i wnukom.
      • ta Re: Kuźwa! Już po ptokach. 03.11.11, 21:59
        Najważniejsze w tym, że Babcia uhonorowana i prawnuki tego świadkami. Piknie!
        • tojajurek Re: Kuźwa! Już po ptokach. 03.11.11, 22:13
          ta napisała:

          > Najważniejsze w tym, że Babcia uhonorowana i prawnuki tego świadkami. Piknie!

          Właśnie o to mi chodziło. Nie wiem jak będą rozumieli poczucie patriotyzmu, gdy będą dorośli (jeśli w ogóle to pojęcie będzie istnieć), ale wiem, że na całe życie zapamiętają, że ich prababcia z rzadką odwagą i poświęceniem wniosła swój skromny wkład, żeby Polska była Polską.
          (Kurde, ale to wzniośle i chyba naiwnie napisałem).
          • ta Re: Kuźwa! Już po ptokach. 03.11.11, 22:23
            O rzeczach ważnych i pięknych, jak pisze się w tych zdziczałych czasach, to zawsze w rezultacie naiwnie jakoś wychodzi, co nie umniejsza, przeciwnie, albowiem sprawy wielkie i czyste bliskie dziecięcemu czuciu.
            Cóś mi ciężko ubrać w słowa myśl zawiłą, pewnam jednak, że to -Ty Jurku -com napisała, rozumiesz :)
            • tojajurek Re: Kuźwa! Już po ptokach. 03.11.11, 22:43
              Oj, rozumiem ci ja.
              Ja należę do pokolenia, które kiedyś trafnie określił Jan Englert (choć ciut ode mnie młodszy) w jakimś wywiadzie. Powiedział, że należymy do pokolenia warszawiaków, którzy nie mogą przeboleć, że byli za młodzi, aby móc zginąć bohaterską śmiercią w Powstaniu Warszawskim.
      • ave.duce Kuźwa, czyli wszystko dobrze poszło, odznaczenie 04.11.11, 08:14
        przyszło z wnukami pra i jest git.
        Możesz być dumny ze siebie i z pokoleń rodziny swej.
        Wyrazy podziwu od wsi dla wsiech :)
    • tojajurek Kuźwa! Ja pierniczę snowu. Minorowo :( 17.11.11, 20:36
      Jakoś tak smutno mi się zrobiło i nostalgicznie. Jak mawiają w takich okolicznościach nasi przyjaciele Moskale: I skuczno i grustno i nikamu mordu nabit’.
      A wszystko zaczęło się od telefonu, w którym odezwał się znajomy skądinąd głos pani kustosz z Muzeum. „Panie Jurku – oświadczyła słodko – właśnie realizujemy projekt takiej jakby historycznej fonoteki, do której zbieramy osobiste relacje żyjących jeszcze osób (dobre), na temat ich losów, szczegółów życiorysu i spraw z obszaru działania Muzeum. Więc gdyby był Pan tak łaskaw, to może byśmy się umówili…”. Aliści ja nie byłem łaskaw w najmniejszym nawet stopniu i to z kilku powodów. Po pierwsze, to byłaby męcząca impreza, czego zazwyczaj skrzętnie unikam, a na stare lata w szczególności. Po wtóre, wymagałaby z mojej strony obszernych opisów i wyjaśnień, aby ktoś zainteresowany (o ile taki w ogóle by się trafił) mógł pojąć np. czemu jako pętak najbezpieczniej czułem się pod stołem, dlaczego nie miałem nigdy pociągu do słodyczy, albo czemu na noc zabieram pod poduszkę misia, jak jakiś pieprzony Jaś Fasola (mój miś jest zresztą o niebo ładniejszy). A po trzecie i najważniejsze – mój życiorys, roztrząsany we wczesnej jego fazie, przywołuje najgorsze demony wojny i krzyżuje się w paskudny sposób z życiorysami innych osób. Słuchając go niejedna pani by się spłakała jak bóbr, a faceci by zgrzytali zębami. I po co to komu? Dla odmiany, późniejsze fazy mojego życiorysu zawierają wydarzenia szczęśliwe i ciekawe. Ale kogo to interesuje? Świetnie tutaj pasuje początek wierszyka, który przed laty wymyślił dla mnie na poczekaniu Kornel Makuszyński i wpisał mi do podarowanej książeczki własnego autorstwa p.t. Wanda leży w naszej ziemi: „A kiedy Jurek przeczyta prześlicznej Wandeczki dzieje, niech jednym okiem zapłacze, a drugim niech się zaśmieje”. I tak to właśnie wygląda.
      Ale rozpisałem się jak jakiś nawiedzony Beniowski, co wygłaszał tyrady – z braku innego zajęcia – do madagaskarskich (a może słowackich) lemurów.
      Więc – wracając do naszych mutonów – odpowiedziałem pani Kustosz z fałszywym ubolewaniem, że moja skleroza oraz skłonność do nadciśnienia nie pozwala mi bezkarnie wracać do odległych i częściowo zatartych wspomnień. I wyraziłem jakieś odpowiednie do sytuacji grzecznościowe dyrdymały. Pani Kustosz coś tam wybąkała, co natychmiast mi przypomniało – jeśli trzymać się rosyjskich przykładów – taką starą anegdotkę o dwóch krasnoarmiejcach służących zimą na syberyjskim pogranicznym posterunku, którzy za wzorową służbę dostali dwutygodniową przepustkę. Natychmiast przypięli narty i ruszyli w mróz i zawieję. Szli tak siedem dni, nie widząc żywego ducha i nocując w zaspach, aż doszli do maleńkiej chatynki z bali. Zastukali do drzwi. Wyszedł jakiś stary dziad i pyta: „Czego?”.
      Oni na to: „Masza doma?”. „Niet, ujechała w Maskwu”. „Ot, żałko, pojebat’ pryszli”.
      Tak to mniej więcej zabrzmiało.
      cdn.
      • ave.duce "niech jednym okiem zapłacze, a drugim niech się 17.11.11, 21:34
        zaśmieje”...

        Czekam na to cdn. w charakterze czytelniczki ...
        • tojajurek Re: "niech jednym okiem zapłacze, a drugim niech 17.11.11, 22:02
          Jutro. Wiem co chcę opisać, ale mi się fałdy mózgowe rozprostowały i dowcip uwiądł.
          A do tego zawsze byłem antytalentem komputerowym i piszę dwoma palcami.
          Więc idzie to wolno (albo Wy za szybko czytacie).
          • damakier1 Re: "niech jednym okiem zapłacze, a drugim niech 18.11.11, 00:01
            Fałdy Ci się rozprostowały? - O jakże jesteś szczęśliwy!
            Siadam koło Ave i czekam na cdn.
            • tojajurek Re: "niech jednym okiem zapłacze, a drugim niech 18.11.11, 00:19
              Dalszy ciąg jakoś mnie przygnębił. Później się skupię, bo już jest jutro.
              • magdolot Re: "niech jednym okiem zapłacze, a drugim niech 18.11.11, 03:17
                Panie Jajurku Drogi!

                Gratul. Super, że z wnukami. Powiem, że ja się takimi wywiadami parałam i one bardzo niegłupie są, bo nas najbardziej w historii interesuje jak to jest... żyć w ciekawych czasach i co się wtedy czuje. I ja Pana nie stawiam do pionu, żeby Pan zdanie zmieniał. Wiem, jakie to trudne, takiego wywiadu udzielić jest. Ale z Pana Jajurkowym piórskiem, to może coś popisać by. Choćby dla wnuków jedynie? Na kiedyś, potem. Żeby swoim dzieciom i wnukom mogły też.
                Ja przeczytałam wspominki pradziadka jak sobie miałam naście lat i może właśnie one mnie nauczyły nie kupować Kaczek pod żadnym pozorem i pewnych rzeczy nie robić, bo zwyczajnie - nie. Jak babcia mi chciała czasem opowiadać, jak ten "Moskal szedł", to mnie to nudziło zwyczajnie, a teraz bym posłuchała, ale już się nie da.
                Umarła mama mojego męża właśnie, ja ją poznałam już starą i nie opowiadała nic. Przed synem udawała, że nic nie pamięta. O własnych dziadkach nie wiedział prawie nic. Przypadkiem wylądował w archiwum i znalazł zdjęcia dziadka, a dziadek przestał być marą i odzyskał twarz. Mama na widok zdjęć się zapomniała i tak odzyskał kawałek żywego dziadka on i znalazł podobieństwa. Teraz do mnie opłotkami dotarła wieść o trzech dziewczynkach z powojennego sierocińca, które przez całe życie trzymały się blisko. I teraz sobie zszywam w głowie to, co wiem. Sklejam postać z okruszków. Chcę zobaczyć całego człowieka. I przemyśliwuję, czy odważyć się uderzyć do dwóch męża cioć, żeby odzyskać z przeszłości trzecią dziewczynkę z pewnego sierocińca, o którym nie wiem nic... To jest cholernie ważne. To daje dużo zrozumieć.
                Jakby Twoje Wnuki, Drogi Panie Jajurku, mogły zrozumieć misia Twego podpoduszkowego, to może by nie żałowały, że nie mają gdzie i po co ginąć bohatersko, że powinny trywialnie mądrze żyć. Jak i ja zrozumiałam, że poświęcenie tamtych traci sens, jeżeli my wciąż w kirze. I jak ucieszyłam się, że moje dzieci już nie pójdą na czołgi z butelkami z benzyną. Bo poświęcenie tamtych właśnie TAK ma sens.

                A wiedzieć o tym, co zrobiły przodki i że zrobiły to, bo na nich właśnie padło i zrobiły co trzeba, chociaż by wolały co innego robić se... daje i nam uwierzyć, że gdyby padło na nas, to zrobimy co trzeba też i nie musimy se udowadniać, że w razie co podołamy, prężyć muskuł i petard jak patrioty-kibole, bo we przodków musieli my się jakoś wdać, bo gdzieś w środku to mamy. A wiedzieć ile się ciągną pokoleń takie rany po ciekawych czasach też niegłupio jest.

                Za wnukami i prawnukami się wstawiam pokornie. Żywego człowieka zobaczyć w posągowej prababci - bezcenne. A Pan, Jajurku Kochany, potrafi im to załatwić jak nikt inny. "Niech jednym okiem zapłacze, a drugim..." - ot, co.
      • tojajurek Kuźwa! Ja pierniczę snowu. Minorowo (c.d.) 18.11.11, 19:01
        Aliści pani Kustosz nie dała za wygraną i powiada z innej beczki, że Muzeum posiada, co prawda, różne dokumenty i materiały pokazujące szlachetną i pełną poświęcenia działalność mojej Mamuśki uwiecznioną w gablotach i archiwach, ale jej życiorys maja jakiś taki urzędowy, suchy i wybiórczo przedstawiony. Więc może ja mógłbym go dla Muzeum napisać na nowo i wzbogacić o szersze, osobiste rysy, cechy, dokonania i osiągnięcia itp.
        No to ja mówię: Czemu nie? Temat znam i chętnie się poświęcę dla Ojczyzny strzelając klawiszami kompa. Zresztą pisanie ozdobnych życiorysów to niemal moja specjalność. Własnych napisałem już kilka, na różne zapotrzebowania, każdy inny. Co ciekawe – można przy pewnym wysiłku napisać życiorys kompletnie nieprawdziwy, ale zbudowany z samych prawdziwych zdań. Człowiek czyta taki tekst i powiada: Ale ten facet miał życie! A jakie osiągnięcia! Przypomina mi się przy okazji zasłyszana historia o pracowniku aparatu partyjnego, który od czasu do czasu wzywał budzących wątpliwości delikwentów i kazał im pisać na poczekaniu obszerny życiorys. Po którymś takim zabiegu dysponował z reguły materiałem do oskarżeń, bo mało kto potrafi po kilku miesiącach napisać tymi samymi słowami identyczny tekst – nawet o sobie.
        Ale znowu poleciałem Beniowskim.
        No więc potem usiadłem sobie i zacząłem myśleć o sprawie, a właściwie o Sprawie. Aliści jest to czynność męcząca i szybko się czyni jałowa – zwłaszcza rzadko uprawiana – więc zacząłem szperać po starych szpargałach i różnistych materiałach zalegających chałupę, licząc na to, że znajdę jakieś gotowe, porządnie rozbudowane, teksty i opisy. No to wgłębiłem się w temat, a im bardziej się wgłębiałem, tym bardziej narastało moje przygnębienie, jak u Puchatka, co beznadziejnie zaglądał coraz głębiej do nory Królika, a Królika coraz bardziej w niej nie było. I nie chodzi bynajmniej o to, żebym nie znajdował ważnych i ciekawych materiałów. Wręcz przeciwnie. Znajdowałem ich za dużo. Przeglądałem pożółkłe dokumenty i do cna wyblakłe maszynopisy dotyczące spraw ongiś ważnych, a dziś zapomnianych, którymi już tylko myszy się interesują na strychu. A także mnóstwo zdjęć osób kompletnie mi nie znanych. W końcu znalazłem książeczkę stanowiącą wspomnieniową monografię jednej z bardziej znanych przedwojennych warszawskich żeńskich drużyn harcerskich. O Mamuśce dużo tam napisano. A także o innych paniach – ich nazwiska, ksywy, pseudonimy, zdjęcia, a także osobiste losy, wyczyny i osiągnięcia. I nagle stwierdziłem, że mnóstwo z tych pań znałem osobiście, a jeszcze więcej z fotografii, opowiadań i przychodzących listów. Było w nich coś niepowtarzalnego. Szczególnie uderzająca była łącząca je nadzwyczajna więź, wynikająca nie tylko ze wspólnych harcerskich przeżyć, ale ze szczerej sympatii, entuzjazmu, życzliwości do ludzi i prawdziwego, bezinteresownego patriotyzmu. Dziś tego się już niemal nie spotyka. I nagle uświadomiłem sobie z całą ostrością, że one wszystkie już odeszły. Już ich nie ma. Na kilku ich pogrzebach nawet byłem, choć mam awersję do cmentarzy, a o innych czytałem lub słyszałem. A z nimi odeszły ich wspaniałe, ciekawe życiorysy, a przede wszystkim te wyjątkowe cechy i więzi, o których wspomniałem wyżej. I to jest zamknięty rozdział. Niestety.
        Jak napisała Agnieszka Osiecka w swojej przepięknej, nostalgicznej balladzie:
        …Prześniło, przelśniło, wyśniło się do dna…
        A żal.
        • magdolot Re: Kuźwa! Ja pierniczę snowu. Minorowo (c.d.) 19.11.11, 02:06
          Może i zamknięty, ale wart zapamiętania. A czasem po latach odżywa coś nagle, jako mój pradziadek, którego zabito w 1939 i zapomniano zupełnie. I wychynął z niebytu ze 3-4 lata temu i się okazało, że on jara młodych, bo to taki Bond, co umiał i zapieprzać jak wół i ze sensem budować. I harcerze latają dziś z jego imieniem na ustach w ramach biegów ulicznych, wyczyny odtwarzając.

          Myślę, że możesz ożywić te piękne dziewczyny, oddać je dzieciakom. Mądre, dzielne dziewczyny zamiast Dody i Barbie i kształtu brzuszka Muchy. Dziewczyny, co wyrosły na mądre kobiety. To ma gruby sens. A Ty to potrafisz zrobić. Oddasz kolory szarych harcerek tak, że zachowają swój niepowtarzalny wdzięk. Ty dziatwy nie zanudzisz. Poleć Makuszyńskim. Parytet we wzorcach też ma gruby sens...
        • ave.duce Re: Kuźwa! Ja pierniczę snowu. Minorowo (c.d.) 19.11.11, 08:50
          Tylko koni żal, a jaki jest koń - każdy widzi, więc do roboty, ToTyJurku, się bierz. Żaden rozdział nie jest zamknięty, zawsze jakieś wejście/wyjście się znajdzie.

          ps. dzięki ...
          • magdolot Re: Kuźwa! Ja pierniczę snowu. Minorowo (c.d.) 20.11.11, 20:20
            Straszak na Pana JaJurka.
            Pradziad załapał się kiedyś na książkę o dzielnych ludziach, gdzieś między Nilem i Pileckim, historia mówiona. I ten redaktorzyna pracowicie pominął fszystko, co mogło go ożywić i zaklajstrował spiżem.

            JaJurku, ratuj harcerki!

            Historia, którą możesz wydłubać i opowiedzieć z właściwym sobie wdziękiem, ma jeszcze dwie ważne rzeczy, które dla dzieciąt polskich są trudno zrozumiałe:
            1. bohater, którego dzielne kości nie pozostały na barykadzie na wieki. Bohater, który jeszcze pożył!
            2. jak pożył bohater? Myślę, że pożytecznie.
            I to jest rewelka, bo to dzieciakowi, co myśli czarno-biało choć szlachetnie nad wyraz, może dać do myślenia. Bo skoro ustrój był, panie, nie ten i wolność też nie tego, że o wdzięczności nie fspomnę, to może bohater powinien spędzić resztę życia na wysadzaniu Pałacu Kultury i szczaniu czerwonym do mleka? Bohater z kaczej narracji by pewnie tak zrobił. A te dziewczyny zapewne robiły coś z dużym sensem, po swojemu i mimo wszystko. I choćby dlatego tych czasów nie da się zwyczajnie wywalić za burtę. Nam nie trzeba tego tłumaczyć, dzieciakom - tak. I że te dziewczyny obyły się bez orderów i akademii na swoją cześć, bez godziwej zapłaty ze strony narodu i to zapewne bolało je gdzieś w środku. Ale, kurza twarz, nie dla orderów i sławy robiły, co robiły... więc robiły dalej. Odpowiednio do czasów i okoliczności.

            Mój Szatanek, lat 15, płci żeńskiej, po wysłuchaniu o harcerkach rzekł, że on chętnie o takich dziewczynach poczyta i zapisuje się do kolejki, do muzeum, gdziekolwiek. Szatanek, co jak pewien dyrechtor chciał uczyć dziecka w Krakowie patriotyzmu przez stanie pod krzyżem katyńskim przez rok, to wzruszył ramionkami i rzekł, że on chyba się dla Kraju powinien dobrze uczyć, mieć pożyteczną pracę i porządnie wychować dzieci, a nie klincować gdzieś jak muł z chorągiefką.
            • tojajurek Re: Kuźwa! Ja pierniczę snowu. Minorowo (c.d.) 21.11.11, 23:06
              Dzięki za wsparcie duchowe.
              No to siedzem i piszem, a co napiszem - to zaniosem gdzie trzeba.
              A jakby ktoś się dopytowywywał - to książczyna (zapewne nie do dostania), której czytanie jakoś tak mnie po latach poruszyło, nosi tytuł "Pomarańczowa Dwójka - to my" i jest historią 2 Warszawskiej Żeńskiej Drużyny Harcerskiej przy Gimnazjum i Liceum im. Klementyny z Tańskich Hoffmanowej, wyd. Stella Maris (nomen omen) 1996.
              • ave.duce Re: Kuźwa! Ja pierniczę snowu. Minorowo (c.d.) 22.11.11, 09:53
                Trzeba w antykwariatach poszperać.
                Pisz, pisz, pisz :)
                • magdolot Pierścionek 23.11.11, 10:27
                  Przynieślim babcine precjoza. I coś mnie napadło, żeby je wypucować. I pucowałam i dumałam sobie, o co mi idzie z tym i po co żem Szatankowi wcisnęła dziefczyński pierścionek z turkusem, co on go nosi na szyjce na łańcuszku i co mnie ciągnie do innych dwóch? I f końcu mnie ośfieciło i zapytałam ja Szatanka mego czy wie, że tego trza pilnować dużo bardziej niż ipoda i czemu tak? I on z grubsza wiedział.

                  Żadne z nas nie nosi obrączki, ja swoją dostałam 10 lat po ślubie i wisi w kuchni nad piecykiem sobie, a na wakacje jeździ jakby kto jęczmień miał. Sroczych zapęduf nie mam fcale, się rozbieram z biżuterii natychmiast, bo czuję się obwieszona...
                  Te pierścionki zbyt oryginalne są jak na lokatę kapitału, to nie jest cenna masówa.
                  To reperacja przerwanej wojną ciągłości. Pierścionek po babci, zegarek z dewizką. Kawałek metalu, który mówi: pamiętaj kim jesteś, pamiętaj skąd się wziąłeś.
                  Zrozumiałam, dlaczego te zaręczynowe oddawało się w razie czego, że nie o kasę chodziło w tym, a o symbol, że to były pierścionki po babci. Ja swojego nie miałam, a na te zasłużyłam i czasem trzeba będzie adidasy zdjąć...

                  Pisz, Jureczku, pisz. Siedzę cicho jak mysz. F pierścionku na ogonku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka