tojajurek
10.10.11, 19:57
Bardziej zasiedziali uczestnicy tego Foruma pewnie już przeczuwają o czym bedzie.
Ale jednakowoż niestety bez takiego suspensa jak dwa lata temu, choć deja vu szaleje.
Dostałem własnie pocztą list bardzo polecony od pana Wojewody Mazowieckiego, któren uniżenie mnię zaprasza na uroczystość przekazania wysokiego odznaczenia... dla mojej Mamuśki. Pośmiertnie, rzecz jasna, bo szanowna Dekorantka nie żyje już od 23 lat. A zasługi dotyczą jeszcze bardziej zamierzchłych czasów walki z niemieckim okupantem.
No - rychło Marychno - można by rzec!
Prezydent Lech odznaczył mojego Półprzodka księdza (o czym ze swadą pisałem równo przed dwoma laty), któren zeszedł był ponad 70 lat temu. Prezydent Bronek uznał, że gorszy nie będzie i umedalował nieboszczkę Mamuśkę. A ja snowu bede musiał w ten garnitur się wpychać i ślubne lakierki odkurzać. Mam jednakowoż zadrę sporą do Panaprezydenta. Odznaczenie przyznał, ale nie raczy się do sprawy pofatygować, tylko spycha medalowanie na Wojewodę. A jak popatrzeć porządnie, to szanowna Mamuśka sroce spod ogona nie wypadła - ma w muzeum dwie własne gabloty i opisana była w dziesiątkach opracowań i wspomnień historycznych. A jak zadzwoniłem z pretensjami do Panaprezydenckiego fagasa kancelaryjnego, to ón zeznał, że Panprezydent ma awersję i pośmiertnych odznaczeń osobiście nie wręcza. No to kit mu w zaspane oko.
Jeśli będziecie ciekawi - to zrelacjonuję cały ten jubel, gdy wkrótce nastapi.
Podsumowując to wszystko, zaczyna kiełkowac we mnie myśl, że w mojej rodzinie najbardziej uhonorowywani są jej członkowie pośmiertnie. Ciekawe.
Może i ja się kiedyś załapię...