Dodaj do ulubionych

Słowo o polskiej wyrwie cywilizacyjno-kulturowej

21.05.13, 10:03
Prof. Marcin Król, historyk idei:

"Brak oczytania dzisiejszych abiturientów powoduje, że znikają pewne kody kulturowe i w związku z tym bardzo trudno się dziś porozumiewać ze studentami . Nonsensem jest podejście,że wszyscy w Polsce muszą zdać maturę. Zasady polskiej matury ściągnięte są z Francji. Tylko że tam 60 procent absolwentów szkół średnich podchodzi do matury, a spośród tych, którzy do niej podchodzą też zdaje około 60 procent. A u nas ubolewa się ,że "tylko" 80 procent młodych ludzi zdaje maturę. Matura powinna być na tyle trudna, żeby upoważniała do studiowania. "

Jestem za, tylko co z tego?
Obserwuj wątek
    • ave.duce Re: Słowo o polskiej wyrwie cywilizacyjno-kulturo 21.05.13, 13:56
      Zawsze byłam, jestem, będę za jakością.
      • gat45 Re: Słowo o polskiej wyrwie cywilizacyjno-kulturo 21.05.13, 14:10
        Ale czy tu jest mowa o poziomie kultury czy o poziomie matury ?
        • ave.duce Re: Słowo o polskiej wyrwie cywilizacyjno-kulturo 21.05.13, 15:05
          To jest miszmasz, co nie zmienia mojego zdania, które ośmieliłam się wyrazić wcześniej.
        • widz102 Re: Słowo o polskiej wyrwie cywilizacyjno-kulturo 21.05.13, 19:02
          Gat... A czy matura to aby w istocie nie sprawdzian wejścia na pewien minimalny poziom KULTUROWY ??? ;). Kiedyś takim sprawdzianem była, nie wiem, czym jest dziś, ale jeśli i dziś wyznacza dziś minima kulturowe... to do d... z taką kulturą i maturą! Ot co!
          • gat45 Re: Słowo o polskiej wyrwie cywilizacyjno-kulturo 21.05.13, 19:17
            No właśnie o tym mówię. Czy istnieje teraz jakiś sprawdzian, skoro maturę mamy z głowy ? Czym się teraz kierujemy, kiedy sciśle prywatnie przypisujemy spotykanych ludzi do poziomu kulturowego ? W tej naszej własnej kartotece, tej w głowie ?
            • magdolot Re: Słowo o polskiej wyrwie cywilizacyjno-kulturo 21.05.13, 23:40
              Nie, nie, nie i jeszcze ras NIE! Matura se była minimum kulturowym może, kurcza, przed wojną, choć wielu kulturowych ludzi pszenigdy jej nie miało, a poziom ofszem, tak.

              Byłam ci ja przez chfilę za socjalizmu biurwą. Maturę cza było mieć i ja właśnie miałam. I byłam JEDYNĄ osobą w pokoju pełnym posiadaczek takowej, która "potrafiła pisać na maszynie". I nie chodziło bynajmniej o profesjonaliz i szybkość, ino o wygęganie tekstu pisma według wzoru dwoma palcyma tak. A jak żem sobie poszła i na studia dostała, to Pani Kierowniczka, co mniała nawet studia i bony do Pewexu też... nie mogła się nadziwić, że takiego pojeba przyjęli [znaczy na studia mnie]. I nie wiem nawet, czy kolejnego pojeba najęli do pisania na maszynie se, czy tesz wysyłać pisma pszestali na ament, a może się wznieśli ponad poziomy i.
              • gat45 Furda matura, o kulturę mi chodzi ! 24.05.13, 12:43
                Jest taka tutejsza tubylcza definicja, która aforystycznie mówi, że kultura to jest to, co zostaje, kiedy się wszystko zapomniało.

                Nie dałoby się trochę pohaftować na tej kanwie ? Co to za miszkulencja, ta kultura ? Ile w niej wiedzy encyklopedycznej, ile ogólnowojskowej erudycji, ile książek połkniętych i mniej lub bardziej przetrawionych ? Co własnego trzeba dodać, żeby z tych elementów powstała kultura ? Bo oddzielnie są one tylko wiedzą, erudycją lub oczytaniem. Taką Wikipedią (przepraszam za słowo). No więc co ? I czy to jakiś dodatkowy składnik, czy tylko katalizator jakowyś ? Skąd się toto bierze ? Ja to dostać i jak komuś dać ?

                Takie pytanka kręcą się po Gaciej głowie.
                • widz102 Re: Furda matura, o kulturę mi chodzi ! 24.05.13, 13:10
                  Kultura we człowieku ma strukturę hologramu. Jak osiągnie w niem pewien stopień nasycenia, to jest zerojedynkowa. Można jej amputować 99 procent, a i tak nadal nadal jest cała, stuprocentowa. Mówiąc krótko dzisiejszem zwięzykiem - kultura we człowieku to jak zbiór danych w chmurze.
                  A te dane to po prostu w miarę przyzwoicie zinternalizowane przez danego człowieka 40 tysięcy lat ludzkiej cywilizacji. We wszelkich jej aspektach. Dlatego nie oczekuj kultury od ludzi BEZ wiedzy obejmującej cywilizacyjne osiągnięcia ludzkości. Paradoksalnie - wystarczy, by te osiągnięcia w miarę pełny sposób obejmowały nawet cywilizację w promieniu kilkunastu kilometrów od człowieka i przekaz dwóch-trzech pokoleń jego antenatów. Bo i tak zawierać będą te... hologramy... Reymont to w "Chłopach" pokazał był bardzo ładnie....
                  • gat45 Re: Furda matura, o kulturę mi chodzi ! 24.05.13, 14:00
                    Opisałeś warunki konieczne, ale nie wystarczające. Bo wszyscy wiemy, że wielu ludzi ma otwarty dostęp do wszystkiego, cos tak barwnie przedstawił, a jednak i nabyta wiedza, i nawet erudycja wypadają im z roztworu jak osad po osiągnięciu progu nasycenia. I istnieją sobie takie osobne, nieprzemieszane. Nie tworzy się ta homogeniczna mieszanina, którą dopiero gdy jest jednorodna odbieramy jako kulturę u bliźniego. Więc co te wszystkie elementy spaja w całość ?
                    • illmatar Re: Furda matura, o kulturę mi chodzi ! 24.05.13, 15:29
                      Mam mgliste wrażenie, że spaja coś w rodzaju siateczki nałożonej na wierzch osoby. Ona się dość często pruje i wtedy ktoś wrzeszczy publicznie różności, np. "spieprzaj dziadu".
                      Spytam przy okazji, a może i nie doczytałam, czy mowa jest o kulturze w znaczeniu dobre wychowanie czy jakoś bardziej ogólnie?
                  • magdolot Re: Furda matura, o kulturę mi chodzi ! 24.05.13, 14:16
                    I latego nijak NIE oczekuj kultury od ludzi po polskiej szkole, bo to francowaty walec co rozjeżdża chmury - gęganie, krzyżyki w kratkach i konformiz. Bo ona zarzyna kulturę, obrzydza kulturę skutecznie i jak jej się, panie, z domu nie wyniesie i nie uchroni przed szkołą, to klops.

                    Chodziłam do pomaturalki dla mięśniakuf z wieloma dziećmi hutników. Oni mieli kolorowy telewizor i dywan z Pewexu i auto [a my nie], a do tego czterotomową encyklopedię PWN. Jak przychodzili do mnie, to zadziwieni stawali i mówili nabożnie "Jejku, ile książek!".
                    Mnie w domu nauczono i czytać i myśleć, nie w szkole. W szkole mi to przeszkadzało raczej i często stawiało pod pręgierzem.

                    Przeraziły mnie z rok temu albo dwa wyniki badań psychologów rozwojowych w klasach 0-III. Wynikało z nich, że polskie dziecko w tym wieku już doskonale wie, że należy sądzić to samo, co pani... i że nasza szkoła produkuje masowo odbiorcę tabloiduf, bo jak się dziecię do 12 r.ż. nie upora z podejściem do abstrakcyjnego myślenia, to już nigdy nie. Do tego smętny artykuł z Polityki, o tym że katecheza niestety robi bajzel we łbie, znaczy naucza toku myślenia pozbawionego logiki, niestety. Artykuł ten wyjaśnił mi przedziwne zjawisko zaobserwowane we polskiej przyrodzie, że młody "racjonalista" to częściej zbuntowany katolik jest, niż racjonalista prawdziwy.

                    Szacio mi wreszcie kwitnie, bo Hamerykany, ofszem, kratki mają... ale RESZTĘ też. Nacisk na własne rozumowanie, miejsce na własne sądy i argumentowanie ich. Właśnie wygrał debatę [80% głosów zgarnął po starciu] i jest dumny i blady, bo udowodnił, że kobiety nie powinny mieć prawa głosu [Szacio dzieweczką jest]. I to nie żadna antyfeministyczna mściwość głosujących, ino uczciwość w ocenianiu argumentacyji, bo debata była XIX-wieczna w realiach i "na gruncie".
                    A u nas dalej ludziska nie kumią, że Dmowski gupi nie był, ani straszny cham, ale dziecięciem był innej epoki, parszywej, i przykładanie go wprost do rzeczywistości XXI wieku i szukanie w nim panaceum na podłą Unię Ropejską - żałosnym idiotyzmem jest...

                    Kody kulturowe. Kiedy w II klasie podstawówy byłyśmy z koleżankami na długim wyjeździe dla biednych dzieci, 6 tygodni z obowiązkowym odwszaniem, bo biednych dzieci nie było dość i śmy się załapały, to na tym wyjeździe "Mikołaj" był - rodzice prezenty kupowali, a personel zatykał je pod poduszki nam - i fszystkie, co do jednej, dostałyśmy tę samą książkę, bo akurat wyszła. Biedne dzieci dostały słodycze i zabawki, a my tę samą książkę ZAMIAST zabawek, no.
                    W liceum to wyłaziło, te kody kulturowe, na jednej dziefczynce [nie liczę klasowych durniuf], co była dzieckiem prowincjonalnej nauczycielki i miała łeb, ale w nim kody miała z Anielki i tym podobnych Karusków. To ona zasunęła gadkę "pies - ceber, któren pilnuje wejścia do Hadesu", czym nas, na Parandowskim wychowanych, całkiem osłupiła. I nie kumała naszej grypsery wyssanej z mlekiem Kubusia Puchatka, Małego księcia, Muminków i Lema...

                    A teraz mamy demokrację i koniec, psiakrew, dyktatu salonuf! i ich zafszonych koduf kulturowych. Frytka i cycki Dody stały się kulturowo tudzież kulturalnie równoprawne z Saint Ex'em, a najświeższa zawartość jelit Michała Wiśniewskiego jest równa trącącym myszą wywodom Woltera. I tak czymać, panowie i panie, bo niby DLACZEGO jakiś nos Kleopatry ma być ważniejszy niż cycki naszej Dody?!

                    P.S. Ostatni akapit jess odpowiedzią na:
                    > Paradoksalnie - wystarczy, by te osiągnięcia w miarę pełny sposób obejm
                    > owały nawet cywilizację w promieniu kilkunastu kilometrów od człowieka i przeka
                    > z dwóch-trzech pokoleń jego antenatów. Bo i tak zawierać będą te... hologramy..

                    Niepełną, bo pominęłam dziadka rżniętego piłą.
                    • magdolot CODA 24.05.13, 15:43
                      Właśni mi wyrosła kropeczka nad i... obiad na tym ucierpi, ale muszę.
                      Od cywilizowanej Uropy nie odróżnia nas demokratyzacja "wzorcuf i koduf kulturowych" sprawiająca, że człek prosty nie łka z upokorzenia po nocach, że nic nie skumał z Joyce'a. I zaiste, nie powinien on łkać, bo nie ma o co.

                      U nas tę wyrwę powoduje chyba nasze prywatne zjawisko: buractwo podmiotowe z wydźwiękiem moralnym. Takie jak prof. [hihihi, prof.] Pawłowicz.
                      Buractwo dumne z własnego buractwa i nieuctwa tak bardzo, że z buractwa i nieuctwa swego robi sobie tarczę moralną i z tego koturna "śfiętości" własnej [urojonej] potępia i siecze, tłucze i młotkuje i własny brak myślenia poczytuje sobie za chlubę, a nienawistne zacietrzewienie za schodki do raju.
                      To owo buractwo pracowicie zamazuje granice oddzielające naukę od wiary.
                      To w wykonaniu takich słyszy się teksty w stylu "pieprzyć Woltera i jego wkład w filozofię, bo niemoralnie rżnął na prawo i lewo bidne chłopskie dziefki". To oni knajaczą i przekreślają kulturowy dorobek ludzkości i nie odróżniają... i nie chcą odróżniać, bo w buractwie swym się krzyżem posługują jak cepem... i nikt im nie powie: do budy!, bo poszarga śfiętości...
                      To oni nas powolutku sprowadzają "do gumna na wieki".

                      Małż kiedyś był się o mało nie spalił ze fstydu za własną magnificencję, co na końferencji rektorów uniwerkuf Uropejskich, gdzie fszystko równo łkało nad Hamerykańskim drenażem uropejskich mózguf [oni dobrze płacą na uczelniach]... nasza magnificencja wyraził zachwyt szczery i niekłamaną dumę, że kierowany przez niego uniwerek jest wchechświatowym zadupiem. Jedyny Dumny Uropejczyk Zadupiem Stojący Niewzruszenie.
                      • gat45 Re: CODA 24.05.13, 16:10
                        Smutny Ci wyszedł ten ogon.... :(
                        choć nabożny
                      • ploniekocica Re: CODA 24.05.13, 17:36
                        Ja bym nawet w to niekoniecznie wiarę wplątywała, ale brak pokory. Bo ja jestem na dwieście dwadzieścia dwa procent przekonana, że tę tak zwaną szeroko zresztą rozumianą kulturę wynosi się z domu. I to niekoniecznie w postaci bibliotek wielkich domowych, poranków w filharmoniach i wieczorów na maratonach filmowych osd czwartego roku życia, ale w postaci pokory wobec mądrzejszych.
                        A to polskie buractwo (nie tylko polskie zresztą, ale u nas kwitnące) polega na budowaniu sobie tożsamości na pogardzie wobec czegoś albo kogoś. Kiedyś dawno temu czytałam Karen Horney i w jej neurotycznej osobowości wyczytywałam polskie tzw. cechy narodowe - potworne poczucie niższości połaczoen z poczuciem wyższości pogardliwej wobec onych wszelakiego sortu. Zawsze to było, ale do niedawna był jakiś szereg i w tym szeregu miejsce, i panowie i panięki Jourdain się uczyli mówić prozą. Jednakowoż. Teraz to szczególnie w Polsce stanęło na głowie. Bo niby państwo Jourdain inwestują w paniątka Jourdain jak cholera, nawet bardziej niż tak zwana stara inteligencja, czymkolwiek ona jest, ale jednocześnie owe paniątka Jourdain pokory nie są uczone i żadnej kindersztuby nie posiadają. A wtedy nie pomoga najlepsze szkoły, najlepsi korepetytorzy, kursa wszelakie i nauka japońskiego od przedszkola.
                        Opowiadał mi znajomy polonista (młody, z doktoratem), ze uczył polskiego w jednym z najlepszych, w średnim i dość kiepskim liceum i paradoksalnie w każdym z nich mówi się w klasie do pięciorga, bo to pięcioro uczniów jest zainteresowane tym, o czym się mówi i cokolwiek stara się pokumać z tej naszej polskiej literatury. Fakt ci z tego najlepszego liceum (tzw. dobre domy, korki, nastawienie na sukces itd.) lepiej zdadzą maturę, ale tak naprawdę z tego nie wynika nic w kwestii owej wyrwy kulturowej, co to jej szukamy.
                        Moje dziecko opowiadało mi, że na trzecim roku bardzo kulturalnego kierunku na przedmiocie zwanym "literatura XIX wieku", na dziennych studiach jednego z dwóch najlepszych uniwerków w kraju nadwiślańskim pewna paniĘka postanowiła napisac pracę pt. "Porównanie twórczości dwóch pisarek Konopnickiej i Zoli" i jeszcze coś tam o gender było w tytule tym. Znaczy Zola feministką.
                        No!
                        • gat45 Re: CODA 24.05.13, 18:09
                          Mój ojciec mawiał mi od małego, że od tego, co się wie, ważniejsze jest wiedzieć, czego się nie wie.
                          Czyżby o to Ci chodziło,Kocico ?
                          • ploniekocica Re: CODA 24.05.13, 19:57
                            Z grubsza o to, ale także o to, że rośnie nam całe pokolenie ludzi - bardzo często wykształconych i bywałych - których burctwo zaprogramowali rodzice, bo nie oduczyli ich pogardy, a nie nauczyli kultury i szacunku dla innych. W każdej dziedzinie. Bo liczą się punkty, stopnie, kursy, a nie autentyczna wiedza, zainteresowania, pasje.

                            Się mi przypomniała współpracownica człowieka, który kiedyś był moim mężem. Przybyła do mnie z jakims dokumentem, obejrzała pokój, do którego ją wprowadziłam i rzekła, spoglądając na ścianę pokrytą regałami z wiadomo czym: "Że też M. ci na to pozwala. Mój mąż dawno kazałby mi to wyrzucić, bo mój mąż jest estetą." No!


                            "Czy chłop pańszczyźniany może zrozumieć świadomego obywatela? " made by Anwad
                          • magdolot Re: CODA 24.05.13, 22:12
                            Ja bym znalazła tu czynniki trzy i one u nas się nakładają. Parszywie.

                            1. Zdałam sobie sprawę z tego, że na chłopski rozum naokołowojtek doszłam do wewniosku dość oczywistego, pisząc tę nabożnie smutną codę: wzmożenie moralne cholernie szkodzi jakości myślenia. Wzmożenie moralne jest właściwe cieczewiom, a oneż tokują bezmyślnie tak, że tramwaj je może przejechać i nie zauważą, a co dopiero braku zwyczajnej logiki...

                            2. Niegdyś inteligencja była taką klasą, co pracowała mózgiem nie brudząc se rąk i za to, co miała w głowie i że się nie poci, szanowano ją. Teraz tym śfiatem rządzą korporacje i się wybałuszyło, bo bez względu na to, czyś skończył Eton czy mniej słynne coś, żreć ci dają za wymanewrowywanie bliźnich, robienie ich w bambuko i sprytne obdzieranie z resztek kasy i czasu. To niemoralne jest. To poszło zbyt daleko jak na mój osobisty gust.
                            A u nas jeszcze dalej, bo ze zmianą ustroju pierwszy raz mieliśmy okoliczność się nachapać kasy. I część naszego byznyzu, to są byli cinkciarze. Nasz kapitalistyczny run na studia wziął się z przekonania, że magisterka zapewnia dobrą pracę i kasę, a nie z miłości do wiedzy. Z pożądania prestiżu i kasy. Z przekonania, że magisterka to taki papierek czarodziejski jest i można nawet go kupić, byle mieć wujka gdzie cza i sporo tupetu... A jak się ma dosyć tupetu, to nawet bez wujka. Część inteligencji też weszła w ten wyścig po kasę za wszelką cenę, a teraz utyskuje w stylu "nasze pokolenie to miało Ideały, a moje dzieci to jakieś niemoralne pokraki są". Myślałam że to się powoli przewali i przewartościuje, ale w międzyczasie przewalił się śfiat...

                            3. Część z tego naszego knajactwa moralnego z tytułem wyższej uczelni, czyli kasta Żurdenuf się prozą nieposługująca, może być smutnym efektem socjalistycznej inżynierii społecznej.
                            Kiedy Ave napisała dziś o tłukach z punktami za pochodzenie, co wyleciały po roku... a kierunek znam, to mię powstało pytanie, czy Schliemanna by stamtąd wypieprzyli też, jako tłuka ze słomą w butach i czy to by było słuszne?
                            W normalnych warunkach - nie. W normalnych warunkach Schliemanny starały się ponadrabiać braki, wyszlifować kanty, a elita wyciągała do nich pomocną dłoń. I to było dobre, bo takie Schliemanny są ambitniejsze niż profesorówny i one strrrasznie cenią to, co profesorówny często olewają jako oczywistą oczywistość. I chyba częściej podają rękę kolejnym Schliemannom/Wokulskim.
                            Ale gdy rozpętano u nas walkę klas i pchnięto aktyw do góry w nagrodę za lojalność i wiernopoddańczy bełkot, który uprawiało. Kiedy wymaszczono marcowych docentuf. Kiedy wrzucono elicie tłuków ze społecznego awansu przemocą na twarz i równocześnie jej w tę twarz rzucano oskarżenia, że każdy niepracujący za pomocą rąk jest darmozjadem zwyczajnym i powinien się fstydzić swojego nieróbstwa i całować spracowaną chłoporobotniczą dłoń... To wtedy owa bezsilna elita postanowiła, że za nic nie fpuści między siebie chamów i co prawda na wielu uczelniach mogła naskakać im przy stopniach i awansach, ale mogła im popsuć krew na ament półprywatnie i wielce finezyjnie. Mogła im świetnie dać odczuć.
                            I tak Anielki i Karuski latami dostawały po ryjach od Państwa Elity... za aktyw i za knajacką reality. A z drugiej mańki były walone po buzi przez nasze socjalistyczne państwo, które świadczoną łachę czujnie wypominało im aż do wyrzygu, jak ta "Dobra pani".
                            I tak się w tych Anielkach i Karuskach latami zbierała frustracja paskudna, a ona się musi wylać jak okoliczność ma.
                            Nasz papież chyba był taką właśnie okolicznością przyrody... I tu trafiły na siebie dwie fale Karusków i strasznie zazębiły się, a teras chyba przechodzą kulminację, czy może klimakterium; na jedno wychodzi.

                            Jedną falę Karusków stworzył polski kler, dla którego dzięki sytuacji w Kraju i zaistnieniu papieża Polaka otworzyły się wrota cudownej kariery powołania bez. Bidne Karuski paczyły oczami jak talerze na pana proboszcza, co szacun ma powszechny, posłuch feudalny i dzieli dobra ze "zrzutów" kumpletnie po uważaniu, a dzięki papieżu mogły dostąpić i studiów zagranicą i wyrwania się w ten szeroki, bajkowy świat. Się fcale nie dziwię, że kler mamy spod najciemniejszej gwiazdy en masse.
                            Druga fala Karusków i Anielek Pawłowicz, to owe sfrustrowane ofiary awansu społecznego, które właśnie znalazły swój mocny punkt podparcia do poruszenia Ziemi w katolicyzmie, co mało miłościwie powszechnie nam zapanował jako pacaneum na czerwone zło.

                            A do tego znalazły pięknego żuliborskiego renegata, czytającego z bolszewików jak z nut, co im dorobił piękną patriotyczną ideologię do tego i zebrał Anielki i Karuski do kupki pod sztandarami walki z pieprzonym salonem.
                            A megakatolicki sznyt owych pięknych sztandaruf jest panaceum na zdroworozsądkowych.
                            Bym tu nazwała Jarusia "Chrystusem od Frustratów" - każdego zagospodaruje, żadnego nie odrzuci. Może z wyjątkiem kilku uparcie nieutulonych sierot po PRL-u, które Czarzasty dopieszcza fciąż blokując miejsce na lewicy.

                            To, co mnie strasznie wkurwia, to takie dziwne zjawisko w naszym szkolnictwie: jak prawicowy pojeb ma szczytną inicjatywę od czapy dla szkolnych dziatek, to ci dyrektorzy szkół, którzy ją krytykują... dziwacznym trafem anonimowi są. Pojeby z dumą się podpisują pod swoim pojebaństwem. Taka moda.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka