22.11.09, 21:42
po 8 mies od odejscia Kubusia zaczelam sesje z psychologiem... ale
nie wiem czy mi pomagaja, dopeiro jestem po 3 spotkaniach..pani
pscyh uwaza, ze mam w sobie takie pokladay wscieklosci na wszytsko i
wszystkich za to, ze Kuba umarl, ze to mnie hamuje od rozpaczy.. ma
racje, mnie wszytko wkur.., irytuje, zlosci - nigdy nie bylam
taka "nabuzowana"... poza tym moj problem to niemoc zaakceptowania
odejscia KUby (ja nawet ne uzywam slowa smierc, umarl etc)... kaza
mi sie z Nim pozegnac, ale ja nie chce, nie umiem pozwolic Mu
odejsc..
Powiedcie, jak ma wygladac taka sesja z psych ,zeby pomoglo? zeby
mniej bolalo...jestem taka swietna w robieniu dobrej miny do zlej
gry, ale srodek mnie roztywa z bolu i samotnosci..
Obserwuj wątek
    • biala999 Re: Psycholog 22.11.09, 22:35
      Ja praktycznie już po kilku dniach od śmierci Mariusza miałam
      pierwsze spotkanie z psychologiem. Nie chciałam tam pójść, bałam się
      rzodrapywania ran i roztrząsania wszystkiego na nowo. Teraz mam za
      sobą chyba 4 wizyty i właściwie nie czuję się jakoś specjalnie
      lepiej. Może mam złe nastwienie, może nie jestem do końca z nim
      szczera... Pierwsza wizyta rzeczywiście dodała mi sił, jednak
      kolejne już nie były tak udane. Pan psycholog próbuje zabić we mnie
      poczucie winy - bez większego skutku. Godzinę po wyjściu czuję się
      lepiej, później wszystko wraca do poprzedniego stanu. Może potrzeba
      więcej takich spotkań...?Wydaje mi się też, że jestem zbyt świadoma
      jego psychologicznych sztuczek, tego w jaki sposób próbuje mnie
      podejść i dlatego terapia nie bardzo skutkuje. Mimo wszystko jednak
      myślę, że warto spróbować. W końcu to nie zaszkodzi, a może pomóc...
      Życzę Wam i sobie wytrwałości.
    • tilia7 Re: Psycholog 22.11.09, 22:35
      Ja chodzę ale nieregularnie,niestety.Nie wiem, co Ci poradzić.Tak zrobić,żeby
      nie bolało to nikt nie umie i żaden psycholog Ci na to nie pomoże.Faktycznie
      natomiast jakoś wyładuj ta złość,nie wiem-krzykiem,płaczem takim ze
      złości,rzucaniem czymś-wszystko jedno byle sobie ani komuś nie zrobić krzywdy-i
      wtedy może będzie miejsce na przeżywanie smutku i bólu.
      Nazywanie rzeczy po imieniu,jak najbardziej by się przydało.Natomiast uważam,że
      to absolutnie nie jest czas ani na akceptację,ani tym bardziej na to,żebyś się z
      Kubą żegnała.Tu coś pani psycholog chyba za bardzo próbuje przyspieszyć.Jesteśmy
      na tym samym etapie czasowym, bo u mnie też 8 miesięcy będzie za kilka dni.Ja
      przeżywam te uczucia od początku bardzo intensywnie,ale absolutnie nie jestem
      gotowa na pożegnanie.Nie wiem czy kiedykolwiek będę.
      • madzik2-4 Re: Psycholog 22.11.09, 22:41
        Pozegnac sie pozwolić odejść,tak mi doradzała pani psycholog,juz do niej nie
        chodze ponieważ nic mi sesje nie pomagały.......tkwię w tym samym
        miejscu...czekam,tęsknię........czy kiedys sie pgodze?nie wiem......
        • tilia7 Re: Psycholog 22.11.09, 22:52
          Tak sobie też myślę,że trzeba mieć świadomość,że od psychologa nie możemy
          oczekiwać cudu.Jeśli ktoś idzie z nadzieją,że wyjdzie "uzdrowiony" to na pewno
          nic mu to nie da a wręcz za każdym razem będzie się czuł coraz
          gorzej-rozczarowany i zły na psychologa.Trzeba mieć świadomość po co się tam
          idzie.Mnie,jak już kiedyś pisałam, pomaga to,że psycholożka mi wciąż powtarza,że
          nie zwariowałam,że moje uczucia są normalne,naturalne.To nie zmniejsza
          bólu,tęsknoty,ale daje choć maleńkie poczucie bezpieczeństwa,choć trochę łagodzi
          strach,że to co się ze mną dzieje to "szaleństwo".I druga sprawa:skarży się tu
          większość z nas,że nie ma z kim o tym porozmawiać,że nikt nie rozumie,że wszyscy
          głupio pocieszają, każą wziąć się w garść.Psycholog jest pod tym względem
          bezcenny, bo mogę powiedzieć WSZYSTKO i nie martwić się,że mam chronić słuchacza
          przed swoimi emocjami albo chronić siebie przed głupią odpowiedzią słuchacza.
          Inna rzecz,że trzeba trafić na mądrego psychologa,psychoterapeutę najlepiej.
          • justynakm1 Re: Psycholog 23.11.09, 14:06
            Tilia, masz racje -od psychologa cudow oczekiwac nie mozna.. ja
            chyba oczekuje.. Moja pani pscyh jest bardzo ciepła, miła, tak - u
            niej moge sie wygadac, bo inni tak pocieszaja,ze porazka.. MAma ma
            atak paniki jak placze, kocham ja ale jej pocieszanie wywoluje u
            mnie mega zlosc, tata jest w tym lepszy-przytuli, powie madre slowo,
            ale takie naprawde przemawaiajace. Pani psych opowuiadam o zlosci na
            jego rodzine, o moich strachach, o tym jak boje sie rozpaczy, boje
            sie, z emnie pochlonie jak wielkie czarne jezioro..jak boje sie ,ze
            moje zycie nie ruszy dio przodu (nie mowie o osobietym) bo mi nawet
            w pracy na prawie niczym nie zalezy..duzo u niej placze, ale ja bym
            chciala krzyczec, drzec sie, wyrzucuc te zlosc...Psychiatra
            powiedzial mi to samo co ona, ze kiedys bede musiala sie pozegnac z
            Kuba, co nie oznacza, ze mam Go przestac kochac czy o Nim nie
            pamietac..nie nie.. chyba chodzi o to,ze nie ma nas i ja mam to
            wreszcie pojac.. tylko ze ja nie umiem.. nie chce..patrze na Jegoz
            djecia i mam wrazenie, ze widzielismy sie kilka dni temu, a
            jednozesnie az mi serce peka i mozg tez z niedowierzania i
            zaprzeczania: ze juz nigdy?????
            • tilia7 Re: Psycholog 23.11.09, 16:05
              Mam dokładnie to samo.Nie ma gdzie tej złości wykrzyczec,a też boję
              się tego krzyku,że jak już raz zacznę to nie przestanę nigdy:(I też
              strasznie się boję o swoją przyszłośc,bo ani sensu w niej nie
              widzę,ani pomysłu nie mam co ze sobą zrobic,żeby ten sens
              znaleźc.Ani sił,przede wszystkim,na to żeby ruszyc z miejsca:(
              Wiadomo,że docelowo o to chodzi,żeby zaakceptowac to co się
              stało,żeby zrozumiec,że w tej sprawie nie można już nic zmienic,żeby
              zacząc dbac o sibie i normalnie(cokolwiek to teraz znaczy)życ.Ale na
              to trzeba czasu,myślę,że dużo czasu.Każdy to pewnie troszkę inaczej
              przeżywa i ten czas jest dla każdego różny.Ale też myślę,że nie ma
              co się spieszyc.Ja sobie nie wyobrażam,że miałabym
              zapomniec.Pamiętanie o Nim jest jedyną sensowną rzeczą jaką mogę
              teraz robic.Staram się myślec,że mam tam swojego prywatnego
              opiekuńczego Anioła.
              • agama30 Re: Psycholog 25.11.09, 00:20
                Szukałam pomocy u księdza i psychologa. Pierwszy powiedział totalną bzdurę, że
                Bóg potrzebuje dobrych ludzi, tzn. że lepiej być bydlakiem a wtedy można
                doczekać starości? Psycholog była miła, ale ja z wykształcenia jestem pedagogiem
                i jakoś jej porady odbierałam czysto podręcznikowo, jedna rada na miliony
                podobnych takich przypadków. A przecież każdy z nas inaczej przezywa śmierć
                bliskiej osoby. Nie znalazłam w niej empatii. Przestałam do niej chodzić. Kto i
                co mi pomogło? Moja koleżanka a teraz przyjaciółka z pracy o 20 lat starsza.
                Która nie pocieszała i nic nie mówiła, tylko słuchała. setki i tysiące razy te
                same opowieści. nigdy nie zapytała jak się dzisiaj czuję, intuicyjnie wiedziała,
                kiedy się do mnie nie odzywać, bo potrzebowałam spokoju i cierpliwie słuchała
                kiedy potzrebowałam się wygadać. To trwało długo. Krysiu dziękuję Ci z całego
                serca!!!!!
                Kilka miesięcy później wbrew sobie spotkałam się za namową Krysi z księdzem z
                Oazy, bo przestałam wierzyć w Boga. Zadał wydałoby się potwornie głupie pytanie"
                co słychać u Ciebie", a we mnie coś pękło wykrzyczałam wszystkie żale,
                pretensje. Chyba cała Katedra Lubelska mnie słyszała. Po tym wszystkim zapytał
                mnie z czym do niego przychodzę. Zapytałam, dlaczego tak Bóg jeżeli jest i jest
                miłosierny to tak skrzywdził mojego męża, pozbawiając go spełnienia ojcostwa i
                skrzywdził moje dziecko, które tego ojcostwa nie doświadczy, jak można być
                okrutnym, żeby dzień urodzin dziecka, przemienić w dzień żałoby po śmierci Jego
                ojca. A on po prostu odpowiedział "nie wiem". Powiedział, że on jest kapłanem i
                wierzy w Boga, ale też ma wątpliwośći, bo jest człowiekiem. I opowiedział mi
                swoją historię. Miał ukochanego religijnego dziadka, który skierował go na drogę
                kapłaństwa. Uczestniczył w Jego wychowaniu. I gdy przyszedł dzień Jego święceń
                kapłańskich, Jego ukochany Dziadek zginął w wypadku w drodze na nie. Ze
                świadomością śmierci Dziadka przyjął je. On sam szuka odpowiedzi dlaczego???
                I powiedział mi, że wierzy, że odpowiedź będzie nam dana, ale my musimy w naszym
                życiu ją zauważyć i właściwie odczytać.
                I ja w to wierzę, wierzę w to co mi powiedział, żadne życie i żadna śmierć nie
                jest bezwartościowa.
                Śmierć mojego męża nie jest bezwartościowa ale Jej celowości jeszcze nie
                odnalazłam, mimo ponad 5 lat.
                Dalej odczuwam ból, dalej mam pretensje do siebie do Męża i do Boga.
                I tak to się niestety toczy, ale wierzę że kiedyś uzyskam odpowiedź.
                Aga
                • gajaga75 Re: Psycholog 25.11.09, 16:49
                  agama30
                  Jesteśmy nawet w zbliżonym wieku i mamy takie same imiona....Ja nie mam żalu do
                  Boga bo wątpie w Jego istnienie.Do meża tez nie bo On chciał żyć.Kochał życie i
                  umiał cieszyć się nim.To ja miałam ciągle jakieś problemy i pretensje,do
                  Niego,do siebie,do świata,do wszystkich.Ciągle jakieś ale....Teraz mam już tylko
                  do siebie....Nie umiałam cieszyć się tym co miałam więc los mi to brutalnie
                  zabrał.Teraz wyje z bólu i zastanawiam się dlaczego On a nie ja.No i gdzie tu
                  celowość Jego śmierci?Nie chce jej dostrzegać!Chcę mojego męża!Będę już innym
                  czlowiekiem,niech tylko wróci.
                  • mariola008 Re: Psycholog 25.11.09, 20:22
                    Wkurzają mnie słowa "pozwól mu odejść" raczej powinno być "pozwól sobie żyć"
                    Myślę, że komuś kto nie doświadczył tego ciosu ciężko jest zrozumieć co tak
                    naprawdę czujemy.Dla mnie słowa pozwól mu odejść oznaczają jedno: Zapomnij,
                    stłamś w sobie wszystkie uczucia a ja tego nie chcę i już.Nadal uważam, że upływ
                    czasu w jakiś sposób oswaja z bólem i z tym, że na tym ziemskim padole już NIGDY
                    ale kto wie co dalej po tej drugiej stronie. Może nic a może jednak?
                  • agama30 Re: Psycholog 27.11.09, 11:23
                    Gajaga75
                    Ja uczepiłam się tej "celowości" bo chyba lepiej się z tym czuję.
                    Nie chcę myśleć, że śmierć Sławka była bezsensowna, bo to strasznie
                    boli. Ja "wierzę w Boga", ale bardziej jest to spowodowane strachem,
                    że chcąc udowodnić mi swoje istnienie i potęgę zabierze mi Olę. Chcę
                    też wierzyć, że mój mąż czeka na mnie tam w górze i kiedyś do niego
                    dołączę. Jeśli nie ma nieba, to gdzie jest mój mąż.
                    Mój mąż też chciał żyć, cieszył się życiem. Między nami też bywało
                    różnie, więć też mam pretensje, że marnowałam ten nasz krótki
                    wspólny czas na jakieś zgrzyty. Nawet teraz gdyby ktoś mógł
                    spowodować, że Ja mogłabym zając Jego miejsce, a On by żył nie
                    wahałabym się nawet chwili. Minęło już ponad 5 lat, a moje uczucie i
                    tęsknota nie zmalała ani odrobinę.
                    Przytoczona rozmowa z księdzem miała pokazać tylko, że nie ma
                    wybrańców i że nikt nie zna odpowiedzi na pytanie "dlaczego". I że
                    zwykły brak odpowiedzi - "nie wiem" jest lepszy niż rady i mądre
                    słowa specjalistów.
                    Pozdrawiam serdecznie Aga
                    • justynakm1 Re: Psycholog 07.12.09, 00:12
                      Mi mama i przyjaciele tez mowia, ze smierc Kuby miala jakis wyzszy
                      cel, ktorego teraz nikt z nas nie zna... smiac mi sie chce, smiac im
                      w twarz, takie "trefne gadki"- jakby powiedzial Kubus.. cel? zlamac
                      mnie?pokazac jaka slaba jestem? a moze wzmonic???? nie wiem, nie
                      chce nawet myslec bo zwariuje.. wiem tylko, ze Bog odebral mi moja
                      milosc, kazal przez 2 laat cierpiec wspanailemu czlowiekowi,
                      cierpiec okrutnie, a potem zabral goz z tej ziemi. Watpie w Boga,
                      jak mogl tak postapic?????? a z drugiej strony coraz bardziej
                      potrzebuje rozmowy z MADRYM ksiedzem, bo ja juz nawet nie wierze, ze
                      sie kiedys z Kubsiem ponownie spotkam.....w nic nie wierze
                      • sun.83 Re: Psycholog 08.12.09, 12:12
                        Ciężko jest trafić na dobrego psychologa. Może dlatego, że u nas nie ma
                        specjalistów, którzy się zajmują tylko osobami w żałobie (a jeśli nawet gdzieś
                        są to dla większości z nas są niedostępni). A ciężko się spodziewać pomocy,
                        jakiegoś krzepiącego słowa od psychologa, który może 10 minut wcześniej
                        wysłuchiwał kogoś, kogo zdradził współmałżonek.
                        W jednym ze szpitali, w którym leżałam trafiłam na panią psycholog, która na
                        samym początku zapytała mnie czy jestem osobą wierzącą, ale tak naprawdę
                        wierzącą, tzn. czy wierzę w to wszystko co głosi kościół. Gdy jej odpowiedziałam
                        że nie, to powiedziała mi że będzie mi trudniej przez to wszystko przejść, że
                        proces żałoby prawdopodobnie będzie trwał dłużej. Bo żeby zakończyć żałobę,
                        musimy się pogodzić z tym co się stało, zaakceptować ten stan obecny. A żeby tak
                        się stało to musimy sobie odpowiedzieć na pytania, szczególnie jedno, które
                        chyba każdy z tego forum sobie (lub komuś innemu) zadał: DLACZEGO????????
                        Dlaczego to nas spotkało, czy coś jeszcze jest po śmierci, czy się jeszcze
                        spotkamy… Gdy ktoś wierzy, ale tak naprawdę, to jest mu łatwiej bo z nauki
                        kościoła czerpie gotowe odpowiedzi na te pytania :dlaczego on? – odp. Bo Bóg tak
                        chciał (częste zdanie na nagrobkach), potrzebował go bardziej niż my; ponieważ
                        dusza ludzka jest nieśmiertelna więc na pewno nie „umarł cały”,gdzieś tam jest;
                        a że oboje byliśmy dobrymi ludźmi to się z pewnością spotkamy kiedyś w
                        niebie…Ten kto nie wierzy, albo ma wątpliwości, musi sam znaleźć, wymyślić
                        odpowiedzi na te pytania. A to jest trudniejsze, bo my chcemy znaleźć odpowiedź
                        prawdziwą. A TAKIEJ NIE MA. Każda odpowiedź na te pytania jest jednakowo dobra
                        bo my naprawdę (i Ci wierzący i Ci co nie wierzą) NIE WIEMY DLACZEGO!!!! Możemy
                        tylko wierzyć, że to Bóg tak chciał, los, przeznaczenie czy jeszcze coś innego.
                        Nie ważne więc jak sobie to wytłumaczymy, ważne żeby w miarę szybko, bo tylko
                        wtedy zaczniemy w miarę normalnie żyć i funkcjonować. Nikt nam nie pomoże w
                        takim sensie, że nie udzieli z całą pewnością jedynie słusznej i dobrej
                        odpowiedzi (ani psycholog, ani nawet ksiądz – bo gdybyśmy wiedzieli że istnieje
                        Bóg, niebo to nie musielibyśmy wierzyć). Ale czasem taka nawet luźna rozmowa z
                        księdzem, psychologiem, jakaś przeczytana książka czy film pozwolą nam
                        zrozumieć, zrozumieć „po swojemu” to wszystko i odpowiedzieć sobie na te
                        nurtujące pytania.
                        Przez te prawie 4 miesiące byłam „pod opieką” wielu psychologów ale
                        kilkuminutowe spotkanie z tą właśnie panią psycholog najbardziej mi pomogło. Bo
                        ja (jak chyba większość szukających pomocy u psychologa) nie chcę opowiadać
                        obcej kobiecie o moim mężu, nie chcę się wspólnie zastanawiać nad przyszłością
                        „bez niego”, i nie chcę „rozwiązywać moich problemów emocjonalnych” metodą
                        jakiegośtam naukowca… Ja tylko chcę zrozumieć…
                        Ja jeszcze nie odpowiedziałam sobie na te pytania, nie zrozumiałam, ciągle
                        szukam… Ale czytając Wasze posty, w których często zadajecie te pytania wiem że
                        tych „poszukujących odpowiedzi” jest więcej.
                        Może kiedyś czytając Wasze posty natknę się na czyjąś wypowiedź, która mi pomoże
                        znaleźć część odpowiedzi?!. Bo odpowiedzi oparte na wierze w Boga do mnie nie
                        trafiają. Na razie cieszę się że tu jestem bo Wasze posty pozwalają mi wierzyć,
                        że jeszcze nie oszalałam, pozwalają przetrwać tę trudny „czas poszukiwania”.
                        Dzięki że jesteście. To forum to dla mnie najlepszy „psycholog”!!!
                        A co do wiary, to gdyby istniał ktoś, kto zwróciłby mi męża stałby się moim
                        Bogiem. Modliłabym się do niego na klęczkach, dziękując za taki cud. Może to
                        bluźnierstwo ale tak czuję!

                        • justynakm1 Re: Psycholog 27.12.09, 16:19
                          Sun.83, masz racje. To forum jest cudownym lekiem na nasza bolączke.
                          I masz rację z tym, ze osobom wierzącym jest łatwiej. Ja sie od Boga
                          odwróciłam, choć coraz częśćiej chciałabym w nim odnależc
                          ukojenie..ale chyba jeszcze nie potrafie.Moja pani psycholog nie
                          prowadzi/nie leczy mnie metoda zadnego uczonego, a slucha i na "moj
                          jezyk" przeklada to co czym jej opowiadam, o moich emocjach,
                          uczuciach. Czekam na te wizyty, to chyba dobry znak.. ale wiem, ze
                          ona nie jest cudotworca, ze to ja musze sobie ulozyc to co sie
                          stalo, ruszyc do przodu. Tylko jak to zrobic, gdy zyje sie
                          przeszloscia, bo byla piekna bo zyl Kuba?
          • go_ch_a Re: Psycholog 27.12.09, 00:22
            "...to,że psycholożka mi wciąż powtarza,że nie zwariowałam,że moje uczucia są
            normalne,naturalne.To nie zmniejsza bólu,tęsknoty,ale daje choć maleńkie
            poczucie bezpieczeństwa,choć trochę łagodzi
            strach,że to co się ze mną dzieje to "szaleństwo"..." -
    • samotny_3 Re: Psycholog 03.01.10, 14:38
      Dotychczas nie korzystałem z porady psychologa,nie jestem pewien czy jest mi w
      stanie cokolwiek pomóc.Czytając wypowiedzi Pań wydaje mi się że trzeba mieć
      trochę szczęścia żeby trafić na ludzkiego psychologa.
      Przypadkowo wpadł mi w ręce tygodnik w którym pani psycholog,psychoterapeutka
      wypowiada się na temat żałoby.Pozwolę sobie go zacytować,mając nadzieję że komuś
      pomoże chociaż troszkę zrozumieć swój stan psychiczny po tak wielkiej tragedii
      jaką jest odejście bliskiej mu osoby.
      "Śmierć bliskiej osoby i proces żałoby to kluczowe wydarzenia w życiu
      człowieka.Śmierć może nastąpić nagle,ale żałoba "jest trwającym w czasie
      procesem,związanym z wysiłkiem i konfrontacją z bólem i cierpieniem".Wyróżnia
      się pięć faz żałoby. Na początku występuje zaprzeczanie i izolacja, czyli
      "zapora" umożliwiająca osobie osieroconej umniejszenie ogromu zmian,która
      spowodowała śmierć bliskiego człowieka.Następnie pojawia się silny gniew wobec
      otoczenia i osoby która odeszła.Dochodzi do zerwania kontaktów ze światem.Potem
      człowiek zaczyna sie "targować"z Bogiem,kierując doń prośby o "zwrócenie" mu
      nieżyjącej osoby.Targowanie się jest reakcją obronną na własną bezsilność w
      obliczu śmierci.Depresja to kolejna faza żałoby.Psychikę osoby osieroconej
      całkowicie wypełniają myśli o utraconej osobie.Zmniejsza się aktywność
      życiowa,pojawia bezsenność,utrata apetytu,zmęczenie itp.Pogodzenie się ze
      śmiercią następuje wtedy,gdy osoba osierocona zaakceptuje nową sytuację życiową
      i rozpoczyna planowanie przyszłości.Wówczas już mniej idealistycznie ocenia
      zmarłą osobę.Żałoba jest naturalna i przejściowa,powinna trwać 6-15
      miesięcy.Kiedy nie radzimy sobie z faktem śmierci osoby bliskiej,powinniśmy
      szukać pomocy nie tylko wśród bliskich i przyjaciół ale też u psychologa.To my
      decydujemy o długości przeżywania żałoby.My wybieramy pomiędzy życiem w
      przeszłości z naszymi duchami a przyszłością,w której będziemy tworzyć nowe
      życie na bazie tego,co otrzymaliśmy w darze od naszych bliskich zmarłych"
      • kajetanb52 Re: Psycholog 03.01.10, 15:55
        Ja nie wierzę w leczniczą moc rozmów, a do tego w sumie sprowadza się spotkanie
        z psychologiem. Kiedy poczułem, że nie ogarniam sytuacji i swoich uczuć
        poszedłem grzecznie do psychiatry. Diagnoza jedyna możliwa w takiej sytuacji
        czyli ciężka depresja. Dostałem proszki i czuję, że jest lepiej. Wiem, że to
        chemia gra z moim mózgiem, ale inaczej bym sobie nie poradził.
        • tilia7 Re: Psycholog 03.01.10, 16:26
          Kajetan za psychiatrę plus.Za psychologa minus.Mężczyźni z zasady nie wierzą w
          uzdrawiającą moc rozmów stąd zwykle krócej żyją,umierają na zawał i udar mózgu.W
          silnej depresji leki są podstawą,to nie ulega wątpliwości.Ale one działają na
          biologię a psychika i duchowość wciąż domagają się poukładania pewnych
          rzeczy.Leki w końcu trzeba odstawić i jeśli się nie ma wewnętrznej siły i
          motywacji w sobie to depresja prawie na pewno wróci.Rozmowy nie trzeba się
          bać,nie zrobisz się od tego mniej męski i silny,jeśli powiesz komuś że sobie nie
          radzisz po stracie żony.
          • biala999 Re: Psycholog 03.01.10, 17:17
            Jak już wcześniej pisałam - chodzę do psychologa, ale niewiele mi to
            daje; właściwie nic... Co do prochów - pomagają doraźnie. Tilia,
            zgadzam się z Tobą - kiedyś należy je odstawić i zmierzyć się z
            rzeczywistością. Ja sama brała tabletki, ale w końcu, kilka dni temu
            zdecydowałam się je odstawić. Cieszę się z tego, że mi się udało.
            Nie jest ani trochę łatwiej, ale gdy je brałam właściwie nie było mi
            lżej. Osobiście bardzo chciałabym trafić na dobrego psychologa. Ten,
            do którgo chodzę ma oczywiście taką opinię, ale ja wyczuwam w jakiś
            sposób te jego zabiegi, a to chyba niedobrze. Niestety w małych
            miejscowościach trudno o specjalistów. Co do rozmów, również zgadzam
            się z Tilią - naprawdę mogą wiele zdziałać, ale pod warunkiem, że
            jesteśmy szczerzy i rozmawiamy z odpowiednią osobą.

            "A Ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź..."
            • atkkaa Re: Psycholog 03.01.10, 20:02
              Ja tez chodzilam do psychologa, ale przestalam. Zdalam sobie sprawe, ze chodze
              tam, bo mysle, ze pani psycholog zwroci mi Meza.. To forum ma na mnie bardziej
              terapeutyczne dzialanie. A poza tym ja jakos nie potrafie byc szczera z
              psychologiem, czasami zwyczajnie ja oklamywalam, ze w sumie czuje sie ok(tak jak
              wszystkich dookola), zeby dala mi swiety spokoj. Wiem, ze to brzmi bez sensu - w
              koncu nikt mnie do niej sila nie ciagnal.. Taka juz moja pokretna natura..
              • vipercia Re: Psycholog 08.01.10, 14:46
                pierwszy kontakt z lekarzem miałam po około dwóch tygodniach po
                śmierci Męża kiedy poszłam po tabletki nasenne i dostałam Stilnox.
                Na początku działały super. Pół godziny po zażyciu spałam jak suseł
                przez 8 godzin. Z czasem było coraz gorzej ... brałam coraz więcej a
                spałam coraz krócej. Kilka razy brałam także w ciagu dnia, żeby
                przespać gorsze dni.
                Po raz pierwszy do psychologa poszłam około tydzień po wizycie u
                lekarza i pamiętam, że na pierwszej wizycie bardzo starałam się nie
                rozkleić. Po wyjściu (już w samochodzie) wybuchnęłam płaczem i
                wylałam wszystkie swoje żale do losu i do Męża, że nie dbał o
                siebie, że nas opuścił, że nie potrafię bez Niego żyć i prosiłam,
                żeby mnie do siebie zabrał (mówiłam sama do siebie - obłęd).
                Natomiast na następnej wizycie u pani psycholog zużyłam chyba cała
                paczkę chusteczek ... ja nie pytałam dlaczego? pytałam tylko jak
                dalej żyć? jeżeli przede mną 10, 20 albo 30 lat bez Męża to ja
                oszaleję!
                Pani psycholog cierpliwie wyjaśniała mi, że mój stan jest "normalny"
                dla kogoś kto przeżywa żałobę po kimś bliskim i że to trwa około 6-
                12 miesięcy. To mnie jeszcze bardziej dołowało, aż w końcu po
                kolejnej wizycie ... zostałam zapisana do psychiatry. Nie wierzyłam,
                że to coś pomoże, ale i nie broniłam się zbytnio.
                Niestety termin był dopiero po świętach. Święta jakoś przeżyłam,ale
                wszyscy chyba już mieli dosyć mojej huśtawki nastrojów, a
                szczególnie ja sama, więc pomimo, że trochę obawiałam się leków
                antydepresyjnych koniec końców z utęsknieniem czekałam na wizytę u
                psychiatry.
                Psychiatra cierpliwie mnie wysłuchała i przepisała Efectin. I
                zmieniła Stilnox na inny. Sylwester był jeszcze koszmarem, ale około
                poniedziałki 4 stycznia zaczęło być lepiej.
                Wiem, że to krótko, ale skończyła się ciągła huśtawka nastrojów, nie
                leżę już całe dnie w łóżku, nie mam już niekontrolowanych napadów
                płaczu i w ogóle jakoś mi lepiej.
                Uważam, więc że warto szukać pomocy. Chociaż jednocześnie zdaję
                sobie sprawę, że leki kiedyś trzeba bedzie odstawić, więc
                jednocześnie chodzę do psychologa.
                Co to wszystko da, opiszę z czasem ... może komuś pomoże tak jak to
                co czytam tu na forum pomogło mi, bo mimo że nie chciałabym, żeby
                nas przybywało to i tak wiem, że niestety będzie ...


              • justynakm1 Re: Psycholog 02.02.10, 11:27
                Ja , po 3 pelnych miesiacach intesnywnej terapii, moge pwoiedziec,
                ze mi pomaga. Trafilam na super pani psycholog (tylko cena strasnzie
                wysoka za kazde spotkanie), ktora wyslucha, nie ocenia, a madrze p
                [otrafi mnie pdosumowac i wyltumaczyc mi to co robie, jak sie czuje.
                ostatnio troche byla ostra, ale to dla mojego dobra, zebym wreszcie
                wyszla z tej apatii i powoli zaczynala zyc bez K.(On jest wszedzie-
                ciagle o Nim mowie, psize, mysle, nawiazuje do NAs kiedys).
                Delikatbie odradzaa mi forum, ze przez nie wciaz wracam do tego co
                bylo, wciaz rozdrapuje rany,ale jej wytlumaczylam, ze tu jest tyle
                ciepla i wsparcia i zrouzmienia, ze nie moge odejsc. Natomiast pomoc
                moge jedynie sama sobie: leki sa dorazne, ale jeszcze ich
                potrzebuje. Tej terapii tez, daje mi poczucie bezpieczenstwa. I mimo
                wielu roznych postanowien, nie wiem kiedy bede silna, zeby zacza na
                nowow.
      • dario5555 Bezplatne porady psychologiczne 01.02.10, 14:58
        Wczoraj na uczelni na zajeciach z psychologii wykladowca podal
        strone moze komus sie przyda

        www.interwencjakryzysowa.pl/osrodki-interwencji-kryzysowej
        • agni-123 Re: Bezplatne porady psychologiczne 12.02.10, 21:21
          Dzięki.Dobrze wiedzieć gdzie w razie czego udzielą porady.Ja
          narazie sobie radzę,ale nigdy nie wiadomo co się zdarzy po drodze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka