Dodaj do ulubionych

Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię

18.02.10, 23:07
Witam! Może zacznę od początku. Za kilka dni kończę 26lat, w maju miną 2 lata
od ślubu z ukochanym mężczyzną. Mamy 20miesięczną córcię.
Tydzień temu moje małżeństwo legło w gruzach, jestem przerażona, chcę wszystko
naprawić, odzyskać miłość i zaufanie męża, ale czy to możliwe? To jest właśnie
pytanie, które pragnę skierować do Pani.

Tak jak wspomniałam wcześniej świat zawalił mi się dokładnie tydzień temu. Po
raz kolejny wykazałam swój paskudny charakter.Pokłóciliśmy się po raz kolejny
o to samo-o jego mamę. Zaakceptowanie jej lenistwa, wykorzystywanie męża do
najmniejszych błahostek, brak pomocy przy opiece nad dzieckiem, wielokrotne
wystawianie nas do wiatru wywoływało u mnie wielką niechęć do niej. Niestety
nie potrafiłam stłamsić tego uczucia, ani trzymać języka za zębami.
Wielokrotnie wybuchałam, gdy słyszałam o kolejnych pomysłach mamy. Od pewnego
czasu, po każdej takiej kłótni mąż uprzedzał mnie, żebym uważała na to co
mówię, że go to bardzo boli i że kiedyś może coś się wydarzyć, coś pęknąć i
będzie za późno. Nie traktowałam tego poważnie. Żeby tego było mało, przy
kolejnych kłótniach wspominał,że nie mówi mi wielu rzeczy, o których chciałby
ale nie umie. Mówił też wiele rzeczy łącznie z tym, że jest ze mną tylko ze
względu na małą. Po każdej takiej kłotni, kiedy było już dobrze, zaczynałam
rozmowę, czy naprawdę mnie nie kocha. Zawsze powtarzał, że w kłótni działają
silne emocje i nie mówi się nieraz tego co się myśli, a on świadom tego co
mnie zaboli, próbował się odgryźć na mój atak szału.

Chociaż nieraz padały słowa o rozwodzie, zawsze prosiłam o tę jedną ostatnią
szansę. I mi ją dawał. Takie kłótnie trwały krótko, godziliśmy się maksymalnie
na drugi dzień. Chociaż nieraz padały słowa o rozwodzie, zawsze prosiłam o tę
jedną ostatnią szansę. I mi ją dawał. Teraz jest inaczej. Powiedział, że już
więcej nie umie, że coś pękło, że nie umie tego nazwać, sprecyzować. Po prostu
coś pękło.Błaganiem, płaczem, prośbami poprosiłam by został. I został,
początkowo na jedną noc z zastrzeżeniem, że nie wie czy w następnych dniach
się nie wyprowadzi. Tak już jest 7 dni i nocy, śpi odwrócony plecami na skraju
łóżka. Po wielu rozpoczynanych rozmowach powiedział w skrócie,że:
-jedynym wyjściem jest rozwód, chce sobie ułożyć życie na nowo (to było na
samym początku)
-że nie umie sobie spojrzeć w lustrze w twarz (także pierwszego dnia kłótni)
-że jedynym hamulcem jest nasza córka
-że czuje obojętność, że nie umie nazwać uczuć do mnie, że może jak przyjdzie
odwilż to okaże się, że jednak są w nim jeszcze jakieś uczucia pozytywne dla mnie
-że to co go najbardziej przeraża, że kiedyś po sprzeczkach wieczorami chciał
się do mnie przytulić,poczuć bliskość, a teraz nie ma tego kompletnie, że
nawet umie mi spojrzeć dłużej prosto w oczy
Wczoraj dodał jednak, że:
-chyba chciałby by było między nami tak jak dawniej (podkreślam słowo chyba),
ale że nie umie i nie wie, czy coś z tego wyjdzie
-po zaproponowanej terapii dla par uznał, że pójdzie ze mną skoro mi to może
coś pomóc, on jest natomiast sceptyczny do do możliwych zmian w jego umyśle po
takiej terapii.Stwierdza też, że gdyby to było zależne od woli, to by wmówił
sobie że ma mnie kochać i byłoby ok. Ale to jest gdzieś wewnętrzna przeszkoda.
Wie jednak, że wiele rzeczy on musi przemyśleć i wiele on musiałby popracować.
Powtarza jednak, że będzie pracował na tyle ile umie, czego nie będzie
potrafił, nie zrobi tego
-Na pytanie o rozwód powiedział, że ptrzecież wiem, że nie lubi podejmować
skrajnych działań, "ale on nie jest już nawet przyparty do muru, on jest gdzie
poza tym, jakby w innym wymiarze"
-chce ratować rodzinę, ale nie wie czy nasz związek
-że o wielu rzeczach mi nie mówił, bo się bał, nie umiał, unikał kontaktów, że
byłam najbliższą mu osobą, z którą jako jedyną chciał pogadać o pewnych
sprawach a nie umiał. Powiedziałam mu wczoraj, że chcę na nowo go odzyskać,
jego miłość,zaufanie i że niczego tak nie pragnę jak doczekać chwili, iedy
podejdzie to mnie i zacznie mówić o jakimś problemie. Odpowiedział, że to
docenia i że zawsze o tym marzył.

Widzę, że zachodzą w nim jakieś zmiany. Cielesność w ogóle jest wyłączona,
przeprasza za każde przypadkowe otarcie, jak kogoś w autobusie.W umyśle jednak
coś drga. Przez pierwsze 2 dni nasze rozmowy były bardzo oschłe, właściwie
wsró tej całej formy grzecznościowej brakowało jedynie sformułowania:
Pan/Pani.Teraz rozmawiamy normalnie, czasem pożartujemy, ale tylko na luźne
tematy.Sam powtarza,że lubi ze mną rozmawiać, więc w nawet zaistniałej
sytuacji to nam bez większych oporów wychodzi

Koleżanka ze studiów, fanka psychologii, psychiatrii twierdzi, że to da się
odbudować. Że wybudował sobie mur przede mną, że tak naprawdę za tym wszystkim
jest miłość do mnie, ale jest głęboko ukryta. Twierdzi, że jeśli zmienię swoje
zachowanie, to z czasem uda mi się wyjmować cegiełka po cegiełce i otworzy się
na mnie.Czy to prawda? Czy możliwy jest taki scenariusz?

Proszę powiedzieć, czy są jeszcze jakieś sznase na uratowanie naszego małżeństwa?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 18.02.10, 23:21
      Tego nikt Ci nie powie bez rozmowy z mężem...
      Prawdę mówiac - dla mnie jest to facet, który lubi szantaż
      emocjonalny, lubi być "błagany", i stosuje typowa przemoc
      psychiczną. Rozumiem prędzej dziką awanturę z trzaskaniem drzwiami i
      rzucaniem talerzami, niż kazdorazowe czekanie "na zimno" , aż druga
      strona będzie błagać, trzymanie w niepewności. Mówienie rzeczy
      raniacych drugą osobę, pokazywanie jej, ze nie jest wazna, ze nie
      luczy się tak naprawdę - to nie jest szczerość, to wygląda mi na
      zaplanowane ponizanie. Facet wzbudza w tobie poczucie winy - jesteś
      winna nawet za to, że czegos Ci nie mowi...
      Jeśli chcecie odbudować związek, to pewnie Ty - bo nie jesteś bez
      winy - musisz się zmienić, ale nie mniej musi zmienić się Twój
      maż. "Fanka psychologii" wskazuje Ci niedobrą drogę - obawiam się,
      ze jeśli będziesz próbowała zmieniać się po to, aby mąż Cię
      zaakceptował, a jego nie skłonisz do tego samego, skończy sie na
      tym, ze będziesz zebrała o jego miłość, a on będzie Toba pomiatał z
      jeszcze większą satysfakcją. Juz udało mu się wmówić, ze Wasz kryzys
      to tylko Twoja wina i Ty musisz cos z tym zrobić - a tak nie bywa.
      Kryzys jest niemal zawsze winą obu stron.
      • bracialwieserce Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 00:15
        Verdana ma rację. Pan jest tragiczny - i gra obrażonego misia, a Ty już skaczesz
        wokół tego wszystkiego by go zadowolić. Facet nie umie rozwiązywać problemów jak
        dojrzały człowiek. Będzie coraz gorzej, bo Ty dasz się poniżać { już
        Cię"urobił"} a on wiecznie będzie niezadowolony i jak się nauczysz "nowych
        sztuczek" on podniesie poprzeczkę. w ten sposób ponieważ nie masz instynktu
        samozachowawczego "zarobisz" się na śmierć próbując zrealizować jego
        żądania/wymagania - zadowolić go licząc, że on się zmieni. Fajnie, że już na
        wstępie wie, że terapia mu nie pomoże ale jest taki"dobrotliwy", że z Tobą
        pójdzie. Jaki to sens?
        To jak powozić zaprzęgiem konnym - dwie osoby trzymają lejce jedna chce w
        prawo/druga w lewo! Co się Twoim zdaniem stanie z wozem?
        Może zamiast zastanawiać się co zrobić aby pan i władca się łaskawie zgodził z
        Tobą być spojrzysz na to tak:
        co on zrobił - realnego nie werbalnego aby się zmienić?
        dlaczego tylko Ty masz "skakać wokół niego?
        po co być z kimś kto cie totalnie nie szanuje jako człowieka/partnerkę? przecież
        to co on mówi jest straszne? Czasem można coś "chlapnąć" ale permanentne
        trzymanie partnera w niepewności/szachu to raczej "zimne" wstrętne manipulowanie
        i "robienie" samemu sobie dobrze a Ty jeszcze "błagasz"! Jego to "kręci", rozumiesz?
        To on powinien iść na terapię
        on powinien kroki podjąć abyście jeśli chcesz i Ty i on to ciągnąc coś zrobić
        ale inicjatywa musi też wyjść od niego -szczerze? On już był taki"miły" przed
        ślubem takie coś to nie jest z dnia na dzień - dorosły człowiek się tak nie
        zachowuje jak ma problemy niech idzie do lekarza a nie podle Toba "kręci" -
        jeśli chce ratować związek to wpierw on powinien coś z tym zrobić! Tobie tez by
        się terapia przydała bo masz niskie poczucie własnej wartości jeśli dajesz sobą
        tak grać i nie widzisz, że facet jest niedojrzałym panem obrażalskim!
        W dodatku rozwiązanie problemów uzależnia{albo i nie bo znajdzie nowy pretekst
        nawet jak "spełnisz" warunki}od Tego jak TY się będziesz zachowywała. A co z
        jego pracą nad sobą?
    • nie.wiem.czy.to.ja Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 00:49
      zonx26 napisała:


      >
      > Tak jak wspomniałam wcześniej świat zawalił mi się dokładnie tydzień temu. Po
      > raz kolejny wykazałam swój paskudny charakter.Pokłóciliśmy się po raz kolejny
      > o to samo-o jego mamę.


      czy mogłabyś powiedzieć troszkę dokładniej dlaczego pojawiają się kłótnie o jego
      mamę.
      mieszkacie z teściowa czy sami?
    • demonsbaby mam wrażenie,że to nie Ty 19.02.10, 05:41
      jesteś problemem w związku. Nawet gdybyś nie utrzymywała języka za zębami i
      potrafiła odstawić kanonadę to jednak problemem jest twój facet. Wydaje się być
      mocno niestabilny emocjonalnie, jeśli nawet emocjonalnie niedojrzały. Jeśli
      mieszkacie z teściową (stąd rodzą się konflikty)to czas pożegnać się z mamusią.
      Masz prawo mieć pretensje i je artykułować, w końcu są też wady męża, które nie
      pozwalają sprawować tobie łatwiejszej opieki nad dzieckiem, czy nad domem.
      Wspólne życie nigdy nie należało do łatwych. Tyle, że to kwestia do
      przemyślenia przed ślubem. Sposób w jaki opisujesz swoje działania po
      nieuniknionej kłótni, no cóż, niejedną kobietę stać na takie wyznania, a facet
      widząc twoje zaangażowanie, po prostu to wykorzystuje... hmmm. żaden z niego
      niezaradny miś, który nie potrafi stawić kontry, ale świadomy swojej przewagi
      gość, który próbuje ciebie wychować na podobieństwo swojej wizji.
      Zonx terapia to pomost, który ma ci ułatwić przejście przez burzliwą rzekę,
      tylko z tego pomostu trzeba chcieć skorzystać i uczyć się stąpać po nowym
      gruncie. Nastawienie, że się podejmę, ale nie będę się uczyć z góry stawia
      przedsięwzięcie jako totalną porażkę.
      Jako obiektywny obserwator, aczkolwiek posiłkując się twoim opisem zdarzeń, mogę
      jedynie pokazać ci z mojej strony o czym piszesz w kwestii ratowania małżeństwa
      "Ty (zonx) się staraj, aż się sfajdasz, ze zmianą charakteru włącznie, a ja
      (mąż) będę ci towarzyszył w takich terapiach towarzysko, ale nie oczekuj zmian,
      bo zmęczyłem się i mi się nie chce zmieniać, a to wszystko i tak twoja wina,nie
      masz prawa mieć własnego zdania". Widzisz to? Ja rozumiem ścieranie, ale
      facetowi, ktoś (tu właśnie psycholog) powinien na "dzień dobry" określić problem
      w jego osobie, bo pomimo twojej zaczepności (którą znał przed ślubem) to nie w
      tobie tkwi problem. Małżeństwa z młodym stażem zawsze się ścierają, ale to co
      robi twój mąż, to już nie ścieranie, ale zwyczajny emocjonalny szantaż, o ile
      nie manipulacja. Jest wobec ciebie nieuczciwy.
    • demonsbaby p.s. 19.02.10, 05:49
      jezeli facet twierdzi, że z tobą nie umie żyć, po jakiego grzyba się żenił?
      Miłość to nie kochanie za zalety, ale kochanie pomimo wad. Skoro stosuje szantaż
      "rozwód", ja osobiście, w sytuacji gdybym miała postawione ultimatum "rozwód bo
      wykłócasz się o swoją opinię i zasady w domu" pokazałabym kierunek: drzwi i
      przypomniała, że czekam na pozew. Ludzie się rozstają, bądź podejmują taką
      decyzję przy ciężkich kalibrach: zdrady małżeńskie, oszustwa, manipulacje,
      przemoc w każdej formie, itp. A on się chce rozstać, bez prób i wysiłku z
      własnej strony w kwestii ratowania małżeństwa, bo nie umiesz wyegzekwować od
      niego pomocy w domu i porządku? Zonx nie jeden sędzia by się ze śmiechu
      wywrócił, a faceta zrugał za to, że jest niedojrzałym gó...arzem chowającym się
      za spódnicę mamy.
    • attiya Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 08:00
      pan chyba ma nieprzeciętą pępowinę z mamusią i jest uzależniony od niej i jest
      na każde jej skinienie
      i tu chyba jest pies pogrzebany
      nie wiem czemu wszystko bierzesz na siebie
      panu widać wygodnie kiedy to ty się starasz, skaczesz koło niego, ustępujesz ale
      jak coś ci się nei podoba to wtedy już mu nie pasujesz....
      współczuję
    • kaz-oo Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 08:27
      Trudno mówić o sytuacji obiektywnej jeśli zna się relację tylko jednej ze stron,
      ale z tego co napisałaś można wywnioskować jedno. Ty kochasz za bardzo, a mąż
      tobą manipuluje, tresuje cię stosując szantaż emocjonalny. Jak bardzo mu się to
      udaje świadczy fakt, że całą winę za zaistniałą sytuację bierzesz na siebie i
      jesteś gotowa ponieść wszelkie konsekwencje byle tylko odzyskać miłość męża i
      jego akceptację. Postaraj się pomyśleć o sobie nie nie tylko w kontekście
      potrzeb i oczekiwań męża. Ty też masz prawo stawiać mu swoje wymagania, masz
      prawo wyrażać swoje uczucia, a przede wszystkim masz prawo oczekiwać od niego
      uczciwośći i lojalności. Na razie zamiast tego otrzymujesz jedynie tresurę i
      manipulację.
    • premeda Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 09:01
      > Niestety nie potrafiłam stłamsić tego uczucia, ani trzymać języka
      > za zębami.
      Tak mi tutaj pachnie bardziej układem pan (mąż) i niewolnik (Ty) niż
      związkiem dwóch równorzędnych osób, a tak się nie da normalnie żyć.
      Dlaczego masz dusic uczucia w sobie i milczeć za wszelką cenę? W
      zwiażku jak coś się nie podoba to się to mówi swojemu partnerowi i
      nikt się nie obraża. Jesteś trzecia w trójkącie mąż, mama i Ty i to
      na pozycji: "nie masz nic do gadania". Nie wierzę, że pan się
      zmieni, bo
      > -po zaproponowanej terapii dla par uznał, że pójdzie ze mną skoro
      mi to może
      > coś pomóc, on jest natomiast sceptyczny do do możliwych zmian w
      jego umyśle po
      > takiej terapii.Stwierdza też, że gdyby to było zależne od woli, to
      by wmówił
      > sobie że ma mnie kochać i byłoby ok. Ale to jest gdzieś wewnętrzna
      przeszkoda.
      On porzecież wyraźnie mówi, że nie chce ani pracować nad sobą ani z
      Tobą być!
    • tully.makker Maz ma racje 19.02.10, 09:23
      Potrzebujesz terapii. By zrozumiec, dlaczego weszlas w trojkat (maz
      ty jego matka) i dlaczego skaczesz wokol faceta, ktory niezbyt jest
      zaangazowany w wasz zwiazek.
      Dlaczego jestes tak malo odporna na naprawde porzejrzyste
      manipulacje.
      Dlaczego nie szanujesz samej siebie i swojego prawa do wyrazania
      swojego zdania.

      Maz nie potrzebuje terapii. Jemu jest dobrze. Jest zimnuym
      manipulantem, ktory z premedytacja przepuszcza cie przez wyzymaczke,
      by wycisnacv z ciebie wszelka chec oporu. Nie martw sie, nie
      odejdzie od ciebie. Pasozyt nie opuszcza swgo zywiciela, a gdzie
      znajdzie inna idiotke, ktora tak latwo mu bedzie manipulowac?
      • rumpa Re: Maz ma racje 19.02.10, 09:58
        nic dodać, nic ująć
        obudź sie dziewczyno!
        i naprawdę potrzebujesz tej terapii
        miałam psiapsiółę która z upodobaniem stosowała manewr z rozwodem i
        dawała się przepraszać. Po kolejnym razie małżonek przyniósł jej
        walizkę i spokojnie zapytał się, czy pomóc się jej spakować i
        gdzie ją odwieźć.
        Przeszło jej jak ręką odjął :)))
        Trzymaj się i nie daj się
        może jak zobaczysz, jak Tobą "ukochany" kręci jak kołowrotkiem, to
        zamiast księcia na białym koniu zobaczysz wreszcie tę bezwzględną
        cwaną gapę ugarnirowaną pieknymi słówkami i pseudo- wrażliwością na
        potrzeby wszystkich, tylko nie Twoje.
        a tak swoją drogą, to lepszy już prawdziwy uczciwy wróg niż taki
        "ukochany"
        • kaz-oo Re: Maz ma racje 19.02.10, 10:26
          a tak swoją drogą, to lepszy już prawdziwy uczciwy wróg niż taki
          > "ukochany"


          To fakt:) Gdyby pił, zdradzał itd miałaby jasną i czystą sytuację. A tak będąc
          ofiarą ma poczucie winy, poniżana, odrzucana, manipulowana i psychicznie
          dręczona czuje się odpowiedzialna za rozpad związku. Z dwojga złego chyba
          naprawdę lepszy drań z odkrytą przyłbicą niż taki domowy "Machiawelli", który
          dla osiągnięcia własnego celu, w białych rękawiczkach zniszczy przeciwnika sam
          udając ofiarę. Wyjątkowo to paskudne.
    • marzeka1 Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 09:33
      Ale DLACZEGO za cenę rezygnacji z siebie, z wyrażania swoich emocji, opinii,
      chcesz ratować związek z tak beznadziejnym facetem??? Niech idzie do mamuni,
      masz sznasę wychować córkę na dziewczynkę, która nie będzie oglądać manipulacji
      tatuśka, że matka jest nikim, można ją psychicznie glanować.
      • mozambique Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 11:32
        po co autorka ma w jakikowliek sposob kontorlowac swe emocje ?
        niech wali na odlew, w meza i jego matke , po równo , i patrzy tylko
        czy równo puchnie,
        co tam jego wrazliwosc ,jego uczucia, jego uczyucie do włąsnej matki

        mąz upzredzal lojalnei ze obrazanie jego matki bardzo boli i kiedys
        tego nei wytzryma , wspominal ze to moze otzrtec sie o rozwod

        co na to autorka ? - kolejna awanture, kolejen inwektywy,
        no bo niby dlaczego mialaby sie kontrolowac z tak bzdurnego poowdu
        jak matka męza ? dlaczego wogoel mialaby pilnowac własnego jezyka i
        włąsnej agresji ?
        co to wogole za pomysły !

        no i temat awantury - ze matka meza nie pomaga przy dizeciach !!!
        no wiecei - to wprost zabawne !

        najwyzśzy czas zeby mąz w koncu odszedł i uzozył sobei zycie z
        normalną kobietą, która wie co to jest kultura osobista i szacunek
        dla rodziców


        WYRAZANIE EMOCJI !!! - to tak sie taarz nazwya jazgoltliwosc,
        kłóliwosc, chamstow, agresje słowną ipermanentne wrzaski ?
        gratuluję !


        no jasne
        • sebalda Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 11:51
          Nareszcie głos rozsądku. Bardzo rzadko się zdarza, żeby ktoś otwarcie przyznał
          się do winy. Tu takie wyznanie dostaliśmy, a mimo to nasza kobieca solidarność
          kazała nam stanąć po stronie kobiety, choć wyznała, jak się zachowuje. Czy tylko
          mężczyźni maja patent na bycie agresywnymi? Jeśli ktoś zdaje sobie sprawę ze
          swoich złych zachowań, coś musi być jednak na rzeczy. Teściowa jest leniwa, bo
          nie chce pomagać przy dzieciach. No cóż, faktycznie można ją gnoić. Nie możemy
          jednoznacznie ocenić męża autorki wątku jako manipulanta, bo może on naprawdę ma
          powody do tego, żeby mieć dość kłótliwej i roszczeniowej żony. Wszak uprzedzał.
          Ja nie podejmuję się oceniać sytuacji, może napadające tu na faceta panie mają
          trochę racji, może nie, mamy za mało danych, żeby orzekać o winie.
          Terapia z pewnością nie zaszkodzi, a może pomoże?
          • kaz-oo Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 12:09
            Bardzo rzadko się zdarza, żeby ktoś otwarcie przyznał
            > się do winy. Tu takie wyznanie dostaliśmy


            Właśnie. To rodzi podejrzenie, moim zdaniem uzasadnione, że ta wina przynajmniej
            po części jest mówiona. Autorka się samobiczuje, przyznaje do wszczynania
            awantur, paskudnego charakteru, słownej agresji. Pytanie, na jakim poziomie się
            to dzieje. Czy jest jazgotliwą, paskudną zołzą, czy wykończoną psychicznie,
            zdesperowaną kobietą? Dla mnie w jej wątku czuć desperację, zakochanej,
            odrzuconej kobiety, a nie pretensje awanturniczej złośnicy. Takie mam odczucie.
            • kaz-oo Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 12:10
              części jest mówiona.
              Miało być <wmówiona>
          • premeda Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 12:21
            Do tego, że teściowa jest leniwa, nie chce pomagać przy dzieciach,
            autorka dodała jeszcze kilka innych zarzutów, a z tych kilku zdań
            trudno ocenić całą sytuację. Widać z postu, że autorka z teściową
            się nie kochają ale widać też uzależnienie syna od mamusi.
          • tully.makker Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 13:46
            tesciowa zdaniem autorki watku jest leniwa, bo ozekuje, ze syn,
            ktory zalozyl wlasna rodzine, bedzie ja obslugiwal i biegl na
            zawolanie. Nie jest to natomiast rekompensowane wzajemnym wsparciem
            ze strony tesciowej. czytaj uwaznie.
        • marzeka1 Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 11:59
          "WYRAZANIE EMOCJI !!! - to tak sie taarz nazwya jazgoltliwosc,
          > kłóliwosc, chamstow, agresje słowną ipermanentne wrzaski ?
          > gratuluję !"-

          dla mnie "wyrażanie emocji'" to nie jojczenie, jazgot, kłótliwość, to po prostu
          MÓWIENIE wprost o tym, co się czuje i myśli, gdy się coś nie podoba.Serio tylko
          z kłótliwością ci się to kojarzy?
          Serio nie można powiedzieć, co się nie podoba w relacjach z teściową?
          POWIEDZIEĆ, nie wypłakać, wystękać, wyjęczeć, wywrzeszczeć.
          • sebalda Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 13:21
            Autorka wątku nigdzie nie napisała, że rozmawiała z mężem o problemach, że o
            nich tylko mówiła. Pisała "wielokrotnie wybuchałam, gdy słyszałam o ...". W
            innym miejscu pisze: "Po raz kolejny wykazałam swój paskudny charakter". Czy
            naprawde z tego wynika, że tylko ona była tutaj ofiarą? Że komunikowała swoje
            żale, a on mial jej to za złe? Że obrażał się bez powodu? Kto z nas zniesie bez
            szemrania wybuchy na temat swojej mamy? No kurcze, jak ja nie znoszę, jak moj
            mąż w największych nerwach powie coś złego o mojej św. pamięci mamie, choć
            przecież wiem, że nie była święta i swoje wady miała, ale to jednak MATKA. Każdy
            ma prawo bronić dobrego imienia swojej rodzicielki, chyba że jest jakoś
            ewidentnie podła, zła, toksyczna, ale tu chyba głównie chodzi o jej domniemane
            lenistwo i niechęć do zajmowania sie wnuczkiem.
            Dlaczego autorka teraz nam nie przybliża sprawy, nie wyjaśnia? Jestem ogromnie
            ciekawa jej reakcji na Wasze (mam na myśli większość wypowiadających się tutaj
            osób potępiających faceta)rewelacje.
            Czasem myślę, że kobietami aż za często rządzi tzw. kobieca solidarność. Więcej
            obiektywizmu, proszę.
            • kaz-oo Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 13:32
              Czasem myślę, że kobietami aż za często rządzi tzw. kobieca solidarność. Więcej
              obiektywizmu, proszę.


              To tu sobie poczytaj:forum.gazeta.pl/forum/w,898,107454951,107454951,Kto_ma_racje.html
            • smut-na Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 16:21
              Nie zawsze ten co głośno krzyczy jest agresorem;)
              Miałam w rodzinie taką parę. Ona wygadana, kłótliwa, wybuchowa jędza. On
              spokojny, dobrze wychowany, miło uśmiechnięty dobry Miś. Wszyscy współczuli
              Misiowi żony jędzy, która jeszcze miała czelność mówić, że tak naprawdę Miś
              wcale nie jest taki kryształowy. Sama słuchałam z niesmakiem wynurzeń jędzy.
              Pogadała, pokrzyczała i wzięła i...umarła. Biedny Miś został sam. Wszyscy mu
              współczuli, no bo jeszcze i to ...
              Po kilku latach ja i moi najbliżsi mieliśmy okazję przekonać się na własnej
              skórze, jakim bezwzględnym i podłym sku...synem potrafi być Miś. Z bezsilną
              rozpaczą walczyliśmy z podłością i w obronie naszego dobrego imienia. Było, na
              szczęście minęło. Tylko mi żal, że nie mogę powiedzieć jędzy jak bardzo ją
              teraz rozumiem.
        • rumpa Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 14:26
          jazgotliwe chamice nie piszą takich postów

          a normalni faceci nie grożą rozwodem bo żona wkurzyła się na matkę i
          stają po stronie swojej żony i rodziny, zwłaszcza że mamuńka nie
          ma nic do powiedzenia w ich rodzinie więc i powodów do kłótni nie
          ma.


          Ja się nie kłócę z moją teściową, bo ona rozumie że jest gościem i
          może co najwyżej poprosić o szklankę herbaty, tak sama z siebie. A
          gdy moja matka się zapomniała po raz kolejny, że nie jest u siebie,
          została wywalona za drzwi. Też już się nie kłocimy - w moim domu
          moje słowo jest prawem.Wreszcie to pojęła. Może mnie poinformować że
          jej się nie podoba i to mam być koniec tematu jeśli nie dam
          wyraźnego zielonego światła na kontynuowanie go.
    • marianka_marianka Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 19.02.10, 13:22
      Po raz kolejny wykazałam swój paskudny charakter.Pokłóciliśmy się po raz kolejny o to samo-o jego mamę.

      Kłótnia z powodu zachowania teściowej to żadna tragedia. Zdarza się nawet najlepszym:)

      Od pewnego czasu, po każdej takiej kłótni mąż uprzedzał mnie, żebym uważała na to co mówię, że go to bardzo boli i że kiedyś może coś się wydarzyć, coś pęknąć i będzie za późno.

      A co ma niby pęknąć? Ideał matki? Widać, że jest z nią bardzo związany. Żadnej ze stron nie jest przyjemnie gdy krytykuje się matkę lub ojca. W emocjach padają różne słowa, często się ich później żałuje i można to wyjaśnić.
      Nie można żyć trzymając całe życie język za zębami a emocje na wodzy.

      Chociaż nieraz padały słowa o rozwodzie, zawsze prosiłam o tę
      jedną ostatnią szansę. I mi ją dawał. Teraz jest inaczej. Powiedział, że już więcej nie umie, że coś pękło, że nie umie tego nazwać, sprecyzować. Po prostu coś pękło.Błaganiem, płaczem, prośbami poprosiłam by został.


      Kto mówił o rozwodzie? Mąż? A potem łaskawca pozwalając się całować po stopach, dawał ostatnią szansę.
      Dlaczego go błagasz, poniżasz się?
      Jak wspomni o rozwodzie, to powiedz: Masz rację, tego nie można już dłużej ciągnąć. Kiedy się wyprowadzisz? A do tego masz być zimna i obca, jak długo będzie trzeba.
      I zobacz reakcję.

      Myślę, że szanse na uratowanie małżeństwa są, ale oboje musicie dorosnąć do zmian.
    • black_tangens Twój mąż to maminsynek i manipulator. 19.02.10, 16:53
      Twój mąż to maminsynek i manipulator. Powinnaś po jego kolejnej groźbie rozwodem
      z uśmiechem na twarzy zgodzić się na tą opcje. Myślę, że wtedy on by spanikował.
      Gdzie on znajdzie taką drugą uległą zmanipulowaną kobietę? Tak na marginesie:
      myślałam zawsze, że rozwód jako groźba to bardziej dla kobiet żyjących w 19
      wieku, które były często zależne finansowo od męża i szans na ponowny związek
      jako rozwódka-grzesznica nie miały. W świecie, w którym ja żyję kobiety po
      rozwodzie wchodzą w nowe związki (także małżeńskie), nawet mają dzieci z nowymi
      mężami (do tego lepszymi niż poprzedni)
      Nie rozumiem też dlaczego nie masz prawa do krytykowania teściowej i to
      niezależnie od tego czy mieszkacie z nią czy nie. Żyjemy w państwie gdzie
      obowiązuje swoboda wypowiedzi i każdy ma prawo krytykowania każdego: ty możesz
      krytykować zachowanie teściowej ale też i vice versa.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 20.02.10, 02:05
      Szansa na wyjście z kryzysu jest zawsze, szczególnie, że jesteście Państwo
      małżeństwem młodym stażem i uczycie się jak razem funkcjonować.
      Częścią tej nauki jest umiejętność słuchania drugiej osoby i brania tego pod
      uwagę. Jeśli Pani mąż mówił, że bolesny jest dla niego sposób, w jaki wyraża się
      Pani o jego mamie, to być może trzeba ten sposób zmienić i uznać, że ma prawo do
      takich swoich uczuć. I że nie koniecznie jest to wyraz bycia maminsynkiem czy
      mężczyzną niedojrzałym emocjonalnie. Raczej jest to dowód na próbę stawiania
      granic i ochrony ważnej dla siebie osoby i samego siebie. Jego mama to fragment
      jego życia, bez względu na to jaka ta mama faktycznie jest czy była.
      Dewaluowanie jej, niekontrolowane krytyczne słowa pod jej adresem, mogą być
      odbierane jako krytyka jakieś części Pani męża. To nie są przyjemne uczucia,
      które zjednują i tworzą bliskość. Mąż o tym uprzedzał. To nie jest jednoznaczne
      z zakazem krytyki teściowej, konieczności pokochania jej itp. Pani może mieć o
      niej swoje zdanie, być może uzasadnione, nie musi jej Pani lubić, ale warto
      zwrócić uwagę w jaki sposób mówi o tym Pani swojemu mężowi. Już lepiej się
      skonfrontować z samą teściową niż rozgrywać to z mężem. Trzeba umiejętnie
      korzystać ze swojej uprzywilejowanej pozycji żony i umiejętnie obwieszczać swój
      triumf.
      Wiele Pani zachowań, nie tylko opisane zachowanie z teściową ma wpływ na relacje
      między Wami. Jakieś Pani zachowania mogą oddalać od Pani męża. W takich
      wypadkach warto rozmawiać o wzajemnych oczekiwaniach. Opisane w punktach przez
      Panią zachowania męża, w moich oczach, zasługują na szacunek i uwagę. Uznaje
      możliwość pracy nad sobą, jest gotowy ją podjąć, nie daje płonnej nadziei ale
      nie przekreśla impulsywnie związku, widzi związek realnie, nie uchyla się od
      odpowiedzialności, rzetelnie określa swoje uczucia i mówi, że potrzebuje czasu.
      Nie ma wprawdzie w zachowaniach męża widocznej jakieś skrywanej wielkiej
      miłości wobec której postanawia wybudować mur. Ja zachowania męża widzę raczej
      jako odpowiedź na rzeczywistość Waszego związku. Dlatego ratunek widzę nie w
      bezrefleksyjnym podporządkowaniu się mężowi, ale w słuchaniu go, poznawaniu
      się nawzajem, uwzględnianiu swoich stanowisk. Wahania, niepewność, kontestacja
      to naturalne w związku. Nie ma związków "constans". Jeśli taki kryzysowy ferment
      przejdziecie zwycięsko, to na pewno umocni Wasz związek. Tego życzę. Agnieszka
      Iwaszkiewicz

      • anusia29 Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 09:39
        Wiele Pani porad czytam, ale tak jednostronnej i nieobiektywnej nie
        czytałam dawno. Nie chcę Pani urazić, ale ta porada jest
        wyjątkowo... beznadziejna. Brzmi Panijak mizogin a rebours.
        • sebalda Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 09:55
          Pani Agnieszka odpowiedziała rzetelnie i jasno na postawiony przez autorkę
          problem, nie czytając między wierszami bajek, ktore wyczytały tu niektóre panie
          za wszelką cenę węszące winę faceta. Nie wykluczam, że mężczyzna ponosi tu też
          część winy, ale z pierwszego i jedynego jak dotąd postu wynika, że to jednak
          kobieta jest głównie winna i do tego przyznaje się otwarcie. Niektórzy próbują
          jej wmówić co innego, ciekawi mnie jedynie, dlaczego autorka wątku nie odpowiada
          na stawiane tu tezy. Gdyby tak było, jak niektóre panie tu imputują, autorka
          powinna im podziękować, że tak jej wyjaśniły sprawę, powinna byc wdzięczna za
          otwarcie jej oczu. A tak nie jest, czy to tak trudno zauważyć?
          To, że jest dużo facetów uzależnionych od swoich mam, to, że wielu jest
          manipulatorami, to, że najczęściej kobiety padają ofiarami przemocy psychicznej,
          nie oznacza, że tak jest zawsze. Ciekawe, że dla mnie odpowiedź Pani Agnieszki
          jest rozsądna, wyważona i mądra. Kwestia gustu?
          • aniazavonlea Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 10:16
            Wiesz Sebalda odpowiada Ci sposób roziązywania problemów przez męza autorki wątku?
            Zamaist rozmowy rozówd i błaganie zony fajne nie? Od razu widac ze
            gośc lubi takie gierki.
            Jakoś nei wierzę w winę jednostronną, pani psycholog widac tak.

            Nie zaniepokoiło Cie ze gośc mimo że uzależniony od matki to ochoczo
            terapeutyzowac nie chce swojego małzenstwa tylko żone a sam się czuje
            w porzo nie?
            Tyle osób to zaniepokoiło a pani psycholog dalej swoje jednostronne opinie..
            • sebalda Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 11:21
              Mąż nie postraszył żony rozwodem po 2-3 incydentach, ale wiele razy uprzedzał,
              że nie chce, żeby ona krzykami wyrażała negatywne opinie na temat jego matki.
              Dlaczego jak mężczyzna wyżywa się na kobiecie, używa słownej agresji, bardzo
              szybko wiele wypowiadających się tutaj kobiet radzi rozwód, a jak facet nie
              wytrzymuje stałych awantur (przecież autorka wątku się do tego jawnie przyznaje)
              i chce rozwodu, to jest od razu emocjonalnym manipulatorem. Litości.
              Przeczytajcie jeszcze raz uważnie pierwszy post, tam wszystko jest w miare jasno
              wyłożone, późniejsze wypowiedzi wszystko rozmyły, były spekulacją,
              nadinterpretacją. Nie można wymagać od doświadczonej terapeutki, żeby też
              stosowała takie metody. To nie jest jednostronna opinia, to interpretacja zgodna
              z tym, co zostało powiedziane w pierwszym poście, a nie z tym, jak to zostało
              później skomentowane. W tym wątku trzy osoby odczytały post inaczej niż
              większość. Jest wśród nich fachowiec, ale to oczywiście o niczym nie świadczy,
              mądre, doświadczone, wszystkowiedzące panie wiedzą lepiej. Gratuluję pewności
              siebie i zwracam uwagę, że ani Pani psycholog, ani ja nie piszemy, że wina jest
              jednostronna. Proszę o uważniejsze czytanie. I ponownie apeluję do autorki wątku
              o komentarz, my się tutaj produkujemy, a ona milczy. A może to jakaś drobna
              prowokacja?
              • tully.makker Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 13:16
                a, wiec mnie to jakos specjNie wiedzisz roznicy miedzy wyzywaniem
                partnera, a negatywnymi uwagami o osobie trzeciej?

                pani "expert" juz pare razy dala ciala, wiec jakos specjalnie mnie
                jej wypowiedz nie dziwi.
                • sebalda Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 14:06
                  tully.makker napisała:

                  > a, wiec mnie to jakos specjNie wiedzisz roznicy miedzy wyzywaniem
                  > partnera, a negatywnymi uwagami o osobie trzeciej?
                  >
                  > pani "expert" juz pare razy dala ciala, wiec jakos specjalnie mnie
                  > jej wypowiedz nie dziwi.

                  To chyba jednak Ty nie widzisz różnicy. W pierwszym poście autorka użyła takich
                  sformułowań, jak: "wielokrotnie wybuchałam" czy "mój atak szału". Naprawde to
                  brzmi jak niewinne "negatywne uwagi o osobie trzeciej"? Osobą trzecią nie jest
                  tu koleżanka z pracy, ale rodzona matka, a to robi różnicę. Wszystkim
                  krytykującym radzę ponowne uważne przeczytanie postu autorki.
                  Autorka pisze, że mąż nie może sobie spojrzeć w oczy w lustrze. Dlaczego? Bo
                  wstydzi się sam siebie, że tyle razy uprzedzał, prosił, a za każdym razem łapie
                  się na obietnice poprawy bez pokrycia. Czy większość z nas, gnębionych kobiet
                  nie zna tego uczucia? Ja już o sobie myślę jak o żonie alkoholika, która po
                  przeprosinach, kajaniu się i obietnicach poprawy za każdym razem na to się łapie
                  i wmawia sobie, że może tym razem już bedzie rzeczywiście dobrze, że mąż
                  wreszcie zmądrzeje, przestanie pić i przestanie urządzać awantury (to metafora,
                  mój mąż nie pije, ale używa słownej agresji). I potem znowu mam do siebie żal,
                  wstyd mi, że kolejny raz dałam się nabrać. Dla faceta musi to być jeszcze
                  gorsze, to świadczy o jego słabości, łatwowierności i naiwności. Autorka jest
                  jak narkoman, wie, że źle robi, wie, że niszczy związek, dostawała ostrzeżenia,
                  a mimo to nie jest w stanie się zmienić, nie pracuje nad sobą. Jakbym czytała o
                  swoim mężu. Facet jest zdesperowany, bo ani tlumaczenie, ani prośby, ani groźby
                  nie działają na żonę. Co mu zatem pozostaje? A i tak ma w plecy, bo pewnie
                  dziecko zostanie u żony awanturnicy.
                  Gdyby ona napisała: wiele razy zwracalam meżowi uwagę, że nie podobają mi się
                  zachowania jego matki i jego w stosunku do niej, a mąż się denerwował i
                  dochodziło do awantur, może bym rozumiała ten zmasowany atak na faceta, ale
                  kobieta wyraźnie pisze, że to ONA urządzała awantury. Jak można tak
                  nadinterpretować czyjeś wypowiedzi?

                  To forum jest forum eksperckim, w tytule wątku jest prośba o opinię tegoż
                  eksperta, nie wszyscy muszą się z tymi opiniami zgadzać, ale odrobina pokory też
                  może by się przydała. Po to w końcu są lekarze, żeby na nich polegać w kwestiach
                  zdrowotnych czy inni specjaliści. Chyba musimy przyznać, że mają większa od nas
                  wiedzę i doświadczenie, ale to takie typowe: ja jestem mądrzejsza, co mi się
                  tutaj bedzie wymądrzać jakaś tam pani "expert".
                  Tully.maker, łatwo o kimś powiedzieć, że dał ciała, ale trudniej pisać poprawnie
                  i składnie. Przeczytaj swoją wypowiedź i powiedz, czy masz prawo innych tak
                  krytykować. Bełkot.
                  • aniazavonlea Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 14:13
                    Wiesz co za bardzo się utożsamiasz z tą syuacją zeby obiektywnie na to spojrzec,
                    naprawdę daj na luz ta kobieta to nie Twoj facet to 2 rózne sytuacje. Mniej
                    emocji, prawdziwy agresor nie przynaje sie na forum do swoich błedów i nie
                    zgadza sie szybko na trepaie nie bierze łatwo winy na siebie...
                    Do tego Twoj mąz to alkoholik więc ty jestes wspóluzalezniona a autorka atku nie
                    pisze nic o alkoholu...wiec spoko nie szukaj wszędzie podobieństw do swego męza
                  • aniazavonlea Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 14:21
                    Co do ekspertow to radzilabym uwazac, bo wielu juz takich bylo a pozniej sie
                    okazywalo co innego.
                    Tzw ekspert to osoba po kursach psychologicznych i raz sie uda a raz sie nie uda
                    doradzic...wiele zalezy od intuicji, a tak wogóle to
                    pani Agnieszka jest prawnikiem.

                  • tully.makker Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 15:20
                    Osobą trzecią nie jest
                    > tu koleżanka z pracy, ale rodzona matka, a to robi różnicę.

                    Moj partner ma rozne negatywne opinie na temat roznych czlonkow
                    mojej rodziny. Co gorsza, wypowiada je.

                    I co? Nic, zyjemy dalej. Facet ma prawo miec wlasne zdanie.
                    • sebalda Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 15:36
                      Ale wypowiada to zdanie w formie uwag czy awantur? Jest różnica? Jest.
                      • tully.makker Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 16:07
                        >Ale wypowiada to zdanie w formie uwag czy awantur

                        W obu formach skrajnych, jak tez i we wszelkich formach
                        przejsciowych.

                        Podobnie mi - choc rzadziej - sie to zdarzalo.

                        Ale oboje wiemy, ze sa wazniejsze sprawy, niz lubienie badz nie
                        mamusi i tatusia.
                        • sebalda Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 16:15
                          tully.makker napisała:

                          > >Ale wypowiada to zdanie w formie uwag czy awantur
                          >
                          > W obu formach skrajnych, jak tez i we wszelkich formach
                          > przejsciowych.
                          >
                          > Podobnie mi - choc rzadziej - sie to zdarzalo.
                          >
                          > Ale oboje wiemy, ze sa wazniejsze sprawy, niz lubienie badz nie
                          > mamusi i tatusia.

                          Jeśli bez mrugnięcia okiem akceptujesz obrażanie swoich rodziców, to
                          pogratulować. Cały czas na tym forum poruszane są sprawy obrażania uczuć
                          partnerek, wyzwisk, awantur i agresji słownej, ciekawi mnie, dlaczego w męskim
                          wydaniu jest to takie godne potępienia, kopnięcia w d..pę, rozwodu z orzekaniem
                          winy, a w damskim już nie.
                          Ja tam nie akceptuję awantur, taką mam przypadłość.
                          • tully.makker Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 23.02.10, 10:51
                            Jeśli bez mrugnięcia okiem akceptujesz obrażanie swoich rodziców, to
                            > pogratulować.

                            Moi rodzice nie sa swietymi krowami. Podlagaja ocenie zarowno ze
                            wzgledu na jakosc sprawowania obowiazkow rodzicielskich w
                            przeszlosci, jak i swoje obecna zachowania.
                            Takze dzieki za gratulacje.
                            • nat.wroclaw Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 23.02.10, 13:08
                              Obrażać: naruszać czyjąś godność osobistą słowem lub czynem; 2. naruszać
                              słowem lub czynem obowiązujące wartości, normy lub prawa

                              Oceniać: osądzać, krytykować, opiniować, recenzować, wartościować;
                              wydawać opinię, wypowiadać sąd

                              Tully, cos mi mówi, że nie dostrzegłabyś różnicy między obrażaniem a ocenianiem,
                              nawet gdyby stanęły obok ciebie i kopnęły cie w d...ę.

                              • tully.makker Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 23.02.10, 13:35
                                Gdyby obie mnie kopnely, to raczej nie skupialabym sie na roznicy
                                miedzy nimi. Nietrafione porownanie, uzyte tylko chyba i wylacznie w
                                intencji obrazenia mnie - czy tez moze popisania sie wulgarnoscia?

                                Wiesz, ze co dla jednego jest ocena, dla innego jest obraza?
              • aniazavonlea Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 14:00
                Sebalda:
                wiele razy uprzedzał,
                > że nie chce, żeby ona krzykami wyrażała negatywne opinie na temat jego matki.
                autorka:
                " a on świadom tego co
                mnie zaboli, próbował się odgryźć na mój atak szału. "
                Zatem on to wogóle nie wyrażął negatywnych opinii a wogóle to za negatywne
                opinie to się rozwodzimy..zabawne...ok masz swoje zdanie ktore tu prezentowałas
                a ja mam swoje...
                • sebalda Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 14:41
                  Kolejny dowód na nieuważne czytanie postów. Ja wyraźnie napisałam, że czuję się
                  JAK żona alkoholika, ale na wszelki wypadek (żeby nieuważnie czytające osoby,
                  nie pomyślały, że nią jestem) napisałam jeszcze, że to była METAFORA i że mój
                  mąż nie pije, ale stosuje słowną agresję. Ale widać i to nie pomogło. Chyba
                  muszę pisać wielkim literami.
                  Nie utożsamiam się z historią, jedynie denerwuje mnie takie bezmyślne naginanie
                  faktów do pasujących niektórym teorii. Denerwuje mnie też ludzka głupota i
                  krytykanctwo niepoparte własną wartością. Żeby kogoś krytykować, samemu trzeba
                  mieć coś istotnego do powiedzenia i jeszcze umieć to jasno i z sensem przekazać.
                  Tyle.
                  I jeszcze. Odgryzanie się na czyiś atak szału. To może jeszcze mąż autorki
                  powinien z pokorą i spuszczoną głową przyjmować te ataki? Rany, czy Wy nie
                  widzicie, że tutaj jest dokładnie odwrotna sytuacja do tyle razy opisywanych
                  historii gnębionych kobiet i że niemal wszystkie tutaj wypowiadające się kobiety
                  zalecały stanowcze stawianie oporu i rozwód? Facet się broni, jest i tak
                  cierpliwy, uprzedzał, a nadal jest najgorszy? Litości.
                  • aniazavonlea Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 15:09
                    On nie był gnebiony, zona wypowiadala sie o faktach uzaleznienia mezusia od
                    zony...co on z tym zrobil? czy proponowal dla siebie jakas terapie?
                    zamiast tego grozil jej rozwodem.to sposoby rozwiazania problemow?
                    zastanow sie?
                    W ten sposb zaliczy jeszcze kilka malzenstw
                    • sebalda Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 22.02.10, 15:25
                      aniazavonlea napisała:

                      > On nie był gnebiony, zona wypowiadala sie o faktach uzaleznienia mezusia od
                      > zony...co on z tym zrobil? czy proponowal dla siebie jakas terapie?
                      > zamiast tego grozil jej rozwodem.to sposoby rozwiazania problemow?
                      > zastanow sie?
                      > W ten sposb zaliczy jeszcze kilka malzenstw

                      Zaczynam podejrzewać, że to Ty masz problem z mężem uzależnionym od matki,
                      tudzież ten problem pojawia się w Twojej bliskiej rodzinie i dlatego tak
                      interpretujesz słowa autorki. Gdzie jest napisane, że mąż jest uzależniony od
                      matki? Padły jedynie zarzuty pod adresem teściowej, a nie meża: "jej lenistwa,
                      wykorzystywanie męża do
                      najmniejszych błahostek, brak pomocy przy opiece nad dzieckiem, wielokrotne
                      wystawianie nas do wiatru". Ja rozumiem, że można nie lubić teściowej, mieć do
                      niej żal, ale tu wyraźnie chodzi o sposób wyrażania tego żalu, a nie o samo
                      krytykowanie. Jest mowa o atakach szału, wybuchach żony. Dlaczego tak to uparcie
                      ignorujesz?
                      Jest też mowa o licznych rozmowach, nie jest powiedziane, że mąż z mety groził
                      rozwodem. Proszę, przeczytaj jeszcze raz dokladnie wypowiedz autorki i zrób to
                      dokladniej niż w przypadku moich wypowiedzi, których też nie czytasz uważnie. O
                      co nie mam żalu, bo nie ma obowiązku, ale meritum jest meritum i do niego
                      należałoby się odnosić. Zadaj sobie ten trud.
    • jufalka Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 23.02.10, 15:03

      beznadziejny ten Twój mąż... bardzo przypomina mi mojego byłego chłopaka, z tym
      co i jak mówi... np. Chciałby Ci mówić... ale nie może...a czy to Twoja wina, że
      on nie może? Uważam, że może Ty byłaś agresywna, wybuchowa, ale przynajmniej
      szczera z tym co myślisz i czujesz...np o jego matce, a to jego problem, że nie
      umie tego przyjąć, porozmawiać o tym, tylko obraża się, przestaje czuć cokolwiek
      do Ciebie... wygląda, że w związku z nim nie będziesz mogła być sobą, będziesz
      musiała ukrywać co naprawdę czujesz, myślisz, żeby go nie "zranić" i nie
      "utracić jego uczuć", o które będziesz błagać... ja też mojemu byłemu
      zaproponowałam terapię, a on na to że "on tego nie potrzebuje, bo z nim wszystko
      w porządku, tylko ze mną nie...." czyli uważał, że wszystko moja wina... a
      przecież związek to dwie osoby... z takim człowiekiem to toksyczny związek...
      ale jeśli Twój trafi na tą terapię to jest jakaś szansa dla Was... W każdym
      razie - to nie jest wszystko Twoja wina, jak on chce Ci wmówić!!!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 23.02.10, 21:27
      Przeczytałam dyskusję po mojej wypowiedzi w tym wątku. Oczywiście nie będę się
      rozpisywać o tym, że możecie , Panie i Panowie, zgadzać się z moimi
      wypowiedziami bądź nie, oraz je dowolnie oceniać. Podtrzymuję ją w całości, nie
      dodaję do niej wypowiedzi nic więcej, szczególnie, ze autorka wątku milczy.
      Chcę natomiast zaprotestować wobec zarzutu mizoginizmu użytego pod moim adresem.
      Tym bardziej jest on dla mnie nie zrozumiały, że w swojej wypowiedzi ujęłam się
      za kobietą. Ta kobieta to matka męża autorki wątku. A może matki dorosłych
      mężczyzn, gdy posiądą już synową tracą swoja kobiecość na jej rzecz? Albo muszą
      ją jej z pokorą oddać ?
      Zastanawiam się jak też nazwać bardzo popularną tutaj postawę widzenia w wielu
      opisywanych mężczyznach a priori i z definicji emocjonalnych
      ćwierćinteligentów, wrogów, z którym trzeba walczyć lub ich wykopywać ze swojego
      życia, nie liczyć się z ich emocjami, doświadczeniami i potrzebami. Czy to nie
      jest aby mizoandria? Agnieszka Iwaszkiewicz
      • tully.makker to bardzo proste pani expert 23.02.10, 21:59
        Czlowiek ktory grozi wspolmalzonkowi rozwodem z powodu uwag na temat matki /
        ojca jest osoba z nieprzeciete pepowina.
        Oczywiscie niekoniecznie nalezy sie godzic na obrazanie rodzica, ale jesli to
        jest powod do rozwodu i rozbicia rodziny wlasnemu dziecku, to chyba naprawde
        komus cos sie pomylilo.

        • sebalda Re: Luzik 23.02.10, 22:13
          Tully, weź się trochę zastanów nad tym, co piszesz. Przeczytaj może jeszcze raz,
          może dwa albo trzy, jak raz nie wystarczy, pierwszy post i przemyśl sprawę
          jeszcze raz. Czy naprawdę nic Ci nie mówi milczenie autorki? Przecież ona
          powinna teraz tutaj triumfować, a jakoś tego nie robi. Może Twoje teorie jednak
          nie do końca mają pokrycie w rzeczywistości.
          • zonx26 Eh 23.02.10, 23:13
            Autorka milczy z ważniejszych powodów. Prócz życia wirtualnego jest jeszcze
            rzeczywistość, w której nikt nie zwalnia z egzaminów czy leczy dziecko jedną
            tabletką.
            Przyznam szczerze, że podczytywałam Wasze wypowiedzi i niekoniecznie miałam
            ochotę się ponownie wynurzać przed tłumem krwiożerczych forumowiczek.
            Sformułowanie może nie do końca jest trafne, ale w tym momencie nie umiem
            inaczej tego ująć. Wypowiedzi są bardzo skrajne. W wolnej chwili napiszę zapewne
            coś więcej, tym bardziej że widzę, że p. Agnieszka zagląda do wątku
            kilkukrotnie.I z tego też powodu, prosiłabym o nieocenianie mnie, bo nie
            odpowiadanie na Wasze pytania, nie jest żadnym argumentem.
            Pozdrawiam
            NA koniec przyznam, uprzedzając zarzuty niektórych, że jedyną opinią na której
            mi zależało była wypowiedź p. Agnieszki. Nie uważam, że muszę wyjaśniać Paniom
            poszczególne problemy.
            • tully.makker Re: Eh 24.02.10, 09:50
              jedyną opinią na której
              > mi zależało była wypowiedź p. Agnieszki.

              To trzeba bylo lala umowic sie na prywatna konsultacje.
              Piszesz na publicznym forum i musisz sie liczyc z tym, ze bedziesz
              czytana i oceniana przez WSZYSTKICH uzytkownikow forum.
              • zonx26 Re: Eh 24.02.10, 21:03
                Widzę, że rozmowa schodzi na zły tor, więc chyba najwyższy czas zrezygnować z
                pisania.

                Powiem tylko tyle, Lala, Dziunia czy jeszcze tego typu teksty zachowaj proszę
                dla siebie. Jakbyś dokładnie przeczytała mój post wiedziałabyś dokładnie, że nie
                ubolewam nad opiniami na mój temat, jest to forum otwarte więc każdy może to
                czytać i pisać co uważa. Ja natomiast nie mam obowiązku odpisywać na Wasze
                pytania, co innego na pytania Pani Expert.

                Dla Twojej wiadomości, zamierzaMY walczyć o ten związek, jutro mamy wizytę u
                psychologa, a post ma forum miał mi pomóc dotrwać do tego czasu

                Pozdrawiam
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: to bardzo proste pani expert 24.02.10, 10:14
          Jeszcze raz wypowiem się w tym wątku odpowiadając na zarzut "tully"
          choć być może skorzysta też na tym sama jego założycielka. Wydaje mi
          się, że nie padło w wypowiedzi autorki wątku twierdzenie, że mąż
          chce się rozwiść tylko dlatego, że żona obraża jego matkę. To
          dyskusja potoczyła się w tym kierunku , moim zdaniem, ograniczając
          problem. Dlatego w części swojej pierwszej wypowiedzi odniosłam się
          do tej sprawy. Z niewiadomych dla mnie powodów dyskusja dalej
          drążyła ten temat oraz temat mojej wypowiedzi tylko w tym aspekcie,
          co również uważam za ograniczające. Moją krótką drugą wypowiedź
          napisałam raczej jako uwagę ogólną na temat tak toczących się
          dyskusji i zarzutu mizoginii, z którym pozwolę się głęboko nie
          zgodzić.
          A merytorycznie uważam, i to jest tu istotne, że obrażanie czy też
          ocenianie mamy męża przez jego żonę nie było powodem podstawowym
          kłopotów tego związku. Chyba raczej to, że żona nie mogła tego
          zmienić, że mimo informacji od męża, że go taki sposób wypowiedzi
          boli i od niej oddala ( chyba mężczyźnie wolno tak czuć ) nie brała
          tego pod uwagę, że dawała sobie prawo do ranienia, nie zastanawiając
          się nad konsekwencjami. Być może żona miała swoje powody by tak
          robić, tego nie wiem. Ale mąż, jak każdy partner w związku, w jej
          zachowaniu zobaczył coś, co mu nie pasuje, a z czym ma perspektywę
          długo żyć i na to nie chce się godzi. Sama żona poczuła, że
          sytuacja jest poważna i o tak poważnej sytuacji napisała, wykazując
          dużo refleksyjności na jej temat.Dlatego zaproponowałam w swojej
          odpowiedzi aby żona wzięła pod uwagę to co mąż mówi , bo
          najwyraźniej są to istotne sprawy dla ich komunikacji. A komunikacja
          w związku jest bardzo ważna. Szczególnie, że żonie zależy na mężu.
          Jeszcze raz podkreślam, że z wypowiedzi autorki wątku, jej mąż nie
          został opisany jako niedojrzały maminsynek i wydaje się, że ona o
          nim tak nie myśli. To raczej ona sama zastanawia się nad sobą i jej
          wpływem na związek I ja tę jej postawę w odpowiedzi wzmocniłam i
          podkreśliłam, że moze to być droga do odzyskania zaufania czy nawet
          uczucia w związku. Uważam, że młode małżeństwo, gdy przechodzi
          kryzysy, gdy rozmawia o nich, to się w ten sposób poznaje. I każde z
          nich, także kobieta wobec mężczyzny, musi brać pod uwagę swój wpływ
          na związek, oczekiwania drugiej osoby czy jej system wartości. Jeśli
          jest to nie do zniesienia, co widzą w sobie, gdy się tą drogą
          poznają to się, niestety , rozstają.
          Dodam jeszcze , że moim zdaniem autorka wątku ujawniła nam tylko
          fragment sytuacji. Być może między nią a mężem są napiecia z innych
          powodów niż obrażanie teściowej. I ja tak to rozumiem. I moja
          odpowiedź dotyczy jakości relacji między
          Napisałam taka obszerną odpowiedź, ponieważ nie chcę, aby moje
          odpowiedzi były tak redukcjonistycznie traktowane. To nie ma nic
          wspólnego z prawem do ich oceny czy odpowiedź jest przydatna czy
          nie i czy się podoba.
          Może się nie podobać , ale nie chcę aby była przeinaczana. Tak się
          dzieje w wielu wypadkach, ale ja nie w każdym reaguję, bo nie chcę
          zajmować miejsca wykładnią swoich własnych wypowiedzi. Robię to
          tylko wtedy, gdy ograniczenie dyskusji jest ze szkodą dla
          założycielki wątku lub dla ważnego problemu. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • aniazavonlea za wiele domysłow z amalo faktów 24.02.10, 14:01
            Fakt za mało jest faktów i przykładów, zeby ocenić
            jakie podstawy mialy wymienione kłotnie, czy to mąz nieodpoępowniony
            wywoływał złośc czy żona nie słyszała sygnałow ostrzegawczych i czepiala się bez
            powodu..trudno wyczuć a skoro autorka watku stwierdziła ze i tak liczy sie tylko
            z odpowiedzia pani ekspert a nastwieltac wiecej nie ma zamiaru to chyba nie
            bedziemy tutaj budowac diagnozy na domysłach..może kazdy sobie coś dopowiada z
            własej historii...
    • mama303 Re: Pani Agnieszko, proszę o szczerą opinię 24.02.10, 21:58
      Moim zdaniem możesz odzyskać zaufanie męża jesli przestaniesz być
      jędzą i awanturnicą i zaczniesz go traktowac jak człowieka /jak
      zresztą Pani Ekspert radzie/. Chłopina Cię chyba jednak kocha jak
      jeszcze tam z Tobą jest.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka