lolkosia
09.12.10, 16:26
Mam od dłuższego czasu problem, który powoli zaczyna mnie przerastać. Chodzi o moje małżeństwo. Jesteśmy ze sobą 3 lata, a 15 miesięcy po ślubie. Mój mąż na początku miał różne mniejsze i większe wyskoki ale przymykałam na nie oko bo w gruncie rzeczy był dobrym człowiekiem i czułam się przy nim dobrze. Zbliżyła nas bardzo jego choroba i operacja kręgosłupa - naprawdę dawałam całą siebie aby go wesprzeć i ułatwić mu przejście przez ten trudny okres. Potem zaszłam w ciążę i .. zostałam sama sobie, mąż mnie olewał, byłam na ostatnim miejscu po kolegach, pracy itp. Często się kłóciliśmy a właściwie to ja się kłóciłam bo próbowałam mu tłumaczyć, że nie może tak być on sobie ja sobie, że potrzebuje jego uwagi, wsparcia itp a on przebąkiwał coś pod nosem albo wydarł się na mnie że jestem awanturniczką i nic mi nie pasuje. Dziwił mnie ten stan rzeczy bo on naprawdę chciał tego dziecka bardziej niż ja. Potem było coraz gorzej, do kłótni zaczęły dochodzić wyzwiska a nawet przemoc fizyczna, w 8 miesiącu ciąży szarpał mnie popychał bogu ducha winną bo zwróciłam mu uwagę(był pijany) że jak zwykle woli pić z kolegami niż poświęcić mi swoją uwagę. Po urodzeniu dziecka było dobrze przez miesiąc - pomagał mi, wspierał, przestaliśmy się kłócić. Potem znów zaczęło się to samo - brak rozmów, ja na ostatnim planie, wiecznie nie miał ochoty na nic - ani na wspólne wyjście, ani na seks, ani na rozmowę - zupełnie nie widział problemu gdy próbowałam z nim rozmawiać i uświadomić że nie jest tak jak być powinno. Sytuacja trwa do dziś, raz jest lepiej raz gorzej ale ciągle jest ten sam problem - mąż mnie ignoruje, poświęca czas kumplowi który ma problem alkoholowy i jego pomoc w nosie a nie chce zrobić nic w kierunku uzdrowienia naszego małżeństwa - gdy zwróciłam mu uwagę, że tak jest odpowiedział mi że, ANDRZEJ JEST JEGO PRZYJACIELEM ( zabrzmiało to tak że ja jako żona jestem gorszą kategorią niż przyjaciel dlatego jemu trzeba poswiecać czas a mnie jako żonie nie) więc go zapytałam ze łzami w oczach kim ja dla niego jestem to mi odpowiedział że na pewno nie przyjacielem. I od tamtej pory jest jest między nami najgorzej w historii. Zabolało mnie to bardzo co powiedział, próbowałam z nim jeszcze rozmawiać ale on po prostu ucieka od tych rozmów, mówi mi raz że mu zależy i chce żeby było dobrze bo mnie kocha po czym nie robi absolutnie nic w tym kierunku. Jak mu tłumaczę że źle się w tym wszystkim czuję, że czuję się odtrącana i niepotrzebna to on patrzy na mnie jak na kosmitę i stwierdza że znowu dąże do kłótni. Z seksem jest do bani - kochamy się z raz w miesiącu i to mam wrażenie że na odczepne bo wszystko trwa 5-10 minut po czym słyszę przepraszam i mąż odwraca się i gapi w telewizor i żeby mu nie przeszkadzać jakimiś gadkami bo mecz jest lub film. Mnie ta sytuacja doprowadza do załamania nerwowego, czuje się jak zwierzę w klatce. zapomniałam napisać że od czasu kiedy urodziło się dziecko mamy terapię małżeńską ale problem w tym że mój mąż postępuje w taki sposób: ,, psycholog zrób coś żeby było dobrze byle mi nie każ nic robić" Raz wykrzyczał mi że mu z psychologiem wmawiamy że w nim jest problem a to we mnie jest problem bo jestem wariatką i powinnam się leczyć psychiatrycznie... Nie wiem już co mogę zrobić aby do niego dotrzeć, żeby zrozumiał że źle postępuje. Zagroziłam mu że od niego odejdę to mi powiedział że krzyż na drogę tylko żebym mu dziecko zostawiła. Tylko ja mam wrażenie że on wie że ja tego nie zrobię bo nie mam dokąd tak naprawdę pójść, na rodziców nie mogę liczyć bo to patologia alkoholowa, sama z 2 dzieci się nie utrzymam bo nie mogę nawet iść do pracy bo nie mam z kim dzieci zostawić.. Nie mam siły na to wszystko, jestem w wielkim dole i błagam o jakąś radę na te problemy bo naprawdę oszaleję jeśli nic się nie zmieni...