potrzebuje_kopa
26.01.12, 14:13
Jesteśmy młodym małżeństwem, mamy dwójkę dzieci. Jedno ma rok, a drugie 3. Starsze chodzi do przedszkola. Mąż pracuje od rana do 20, często nienormowany czas pracy, jak wypada musi zostawać dłużej. Ma dobra pracę i głównie on utrzymuje rodzinę. Ja pracuję w domu, ale moja pensja wystarcza tylko na ratę kredytu na mieszkanie i nie mam perspektyw na to, żeby zarabiać więcej w tej pracy. Mąż chce swoją zmienić na taką, w której dostawałby połowę swojego obecnego wynagrodzenia. Chce, żebym ja poszła do innej, od razu do takiej, w której musiałabym zarabiać 3 tysiące, żebyśmy mieli tyle, ile teraz. Ale doszedł by koszt opiekunki dla młodszego dziecka. Już teraz ledwo nam wystarcza, a często też pożyczamy. Nie mam szansy na taką pracę, bo mam bardzo małe doświadczenie, jestem też bardzo młoda (niedawno skończyłam studia) i nie pracuję w wyuczonym zawodzie.
Nie kłócimy się bezpośrednio o pieniądze, ale odkąd zaczęło ich brakować i odkąd mąż chce zmienić swoją pracę, jest między nami ciągłe napięcie. Jak mąż jest w domu, właściwie ze sobą nie rozmawiamy normalnie. On chce zmienić pracę, bo w tej mu nie pasuje, ale perspektywy na inna nie ma żadnej. Nie chce szukać czegoś lepszego, ale chce wrócić do stanowiska, z którego zaczynał. Boję się, że któregoś dnia ją po prostu rzuci.
Piszę w sumie, bo zaczęłam siebie samą pytać, jak nisko muszę upaść, żeby się zmobilizować i zacząć tej pracy w ogóle szukać. Trochę popytałam po znajomych i mogłabym pracować, ale praca jest na zmiany i do 22 i oczywiście za mniej niż 3 tysiące. Z tego, co bym zarobiła, wystarczyłoby na opiekunkę i dojazdy. Tylko, że nie wiem, czy znalazłabym opiekunkę, która by zostawała z dziećmi do 20 najkrócej w te dni, kiedy byłabym na popołudnie w pracy. Na pomoc rodziny mogę liczyć w małym procencie, może czasem, jakby starsze było chore czy coś takiego.
Piszę, bo jestem już tak zdołowana, że zaczęłam się zastanawiać nad sponsoringiem. Tak, tylko tyłkiem umiem pracować:/. Na prawdę, nie wiem, co mogłabym robić innego. W moim zawodzie nie zarobiłabym na początku nawet na opiekunkę. Poza tym jest to zawód wymagający ciągłych szkoleń i dokształcania, także poza miejscem zamieszkania.
Między nami w ogóle nie jest najlepiej. Jesteśmy klasycznym przypadkiem, gdzie dzieci nie łączą, ale dzielą. Mamy zupełnie inne poglądy na wychowanie, często się o to kłócimy. Ja jestem tym gorszym rodzicem, bo wymagam i oczekuję od starszaka pewnych zachowań. Mężowi pasuje, że dziecko idzie po pocieszenie do niego. Ale np., jak dziecko kopie w samochodzie w fotel męża, bo czegoś nie dostało, to mąż nawet słowem się nie odezwie. Udaje, że nic się nie dzieje. Ja zwracam dziecku uwagę i dziecko mówi do mnie, że jestem, np. głupia. Mąż w tym momencie też nic dziecku nie mówi. Jak się pytam męża, czemu nie zareagował, to mówi, że przecież nie jestem głupia...
Nie umiemy ze sobą rozmawiać. Mąż uważa, że ja zawsze wiem swoje i lepiej. Ale na moje pytanie, jakby on coś zrobił, mówi "nie wiem".
Nie mam siły właściwie na nic. Dzieci w wieku okropnym, 3 latek cofnął się do roczniaka. Nawet na spacer z nimi iść nie mogę, bo 3-latek też chce wózkiem, a nosić go nie mam siły. Mąż nie chce o niczym decydować, pracę też chce zmienić, bo stwierdził, ze ta jest zbyt stresująca. Jak w weekend wstanę trochę później - o 8, to młodsze chodzi w pieluszce z nocy, piżamie i bez mleka. Jak zapytam, czemu tak jest, to mąż mówi, że dziecko (roczne) nie mówiło, że chce się przebrać lub jeść. Wtedy mi ręce opadają i już cały dzień właściwie się do siebie nie odzywamy.
Ehh... ktoś coś poradzi? Jak mam szukać pracy? Czy na prawdę teraz jest aż tak źle?