Dodaj do ulubionych

To chyba już koniec

29.01.12, 14:12
Jesteśmy razem 16 lat ,11 po ślubie,1 dziecko i jest to chyba koniec naszego małżeństwa.
Mąż bardzo się zmienił,zaczął bardzo dbać o siebie,właściwie tylko o siebie,codziennie biega na siłownie lub basen.
Nic go nie interesuje,nigdy taki nie był.
Od 2 miesięcy unikał sexu,teraz właściwie ten temat nie istnieje.
Gdy zapytałam dlaczego tak sie zachowuje,dlaczego mnie unika,dlaczego nie chce sexu,przytulanie itd.
Stwierdził,że coś między nami pęklo i on nie może się zmusić do jakichkolwiek czułości wobec mnie.
śpimy w jednym łóżku,mieszkamy razem ,ale już nie jako małżeństwo a raczej jak brat z siostrą.
Gdy powiedziłam mu ,że ja takich relacji nie wytrzymam ,to stwierdził ,że przykro mu ale on nic na to nie poradzi,to jest silniejsze od niego.
Że źle było od dawna ,a teraz jest krytycznie i on sam nie wie co dalej.
Stwierdził ,że w gre nie wchodzi żadna inna kobieta.
Bardzo często przebywa teraz u swojej matki,nie wiem co tam robi.
Kocham go ,ale mam wrażenie ,że to już koniec.
Powiedziałam ,że nie wytrzymam dłużej takiego zachowania i lepiej aby się wyprowadził na jakiś czas,ale on nie chce.
Obserwuj wątek
    • edw-ina Re: To chyba już koniec 29.01.12, 15:17
      Facet biega na siłownię, basen itp, dba o siebie, nie chce z Tobą sypiać i uznał, że coś pękło, a ty się niczego nie domyślasz? Przecież to dość jasne, że stara się tak dla jakiejś innej kobiety, której nie chce "zdradzać" z żoną. Przykro mi, ale to dość charakterystyczne.
      • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 29.01.12, 16:01
        Ale nigdzie nie spotyka się z żadną kobietą.
        Na basenie z kumplami,czasami z córką naszą ,a po siłowni prosto do domu wraca.
        • edw-ina Re: To chyba już koniec 29.01.12, 16:41
          Ja bym mimo wszystko się temu przyjrzała. Może ktoś w pracy?
          Może jeszcze fascynacja nie przeszła w spotkania, ale twój mąż już się zakochał i próbuje się przypodobać nowej wybrance? Wiem, że to dla Ciebie pewnie jedna z najgorszych opcji, ale niestety też jedna z najbardziej prawdopodobnych.
    • triss_merigold6 Re: To chyba już koniec 29.01.12, 17:23
      Nie łudź się, pan ma babę na boku i czeka co mu z tego układu wyjdzie.
      • pendzacy_krolik Re: To chyba już koniec 29.01.12, 17:40
        triss,jak juz walnie to w "10tke".
        ps. takie som juz te chlopy.proonuje wystawic walizaki za drzwi.po tym poznasz,czy ma kogos czy nie.samo proszenie,aby sie wyprowadzil nie wystarczy. z doswiadczenia wiem,ze bedzie tylko gorzej. kuj wiec zelazo,poki gorace.

        triss_merigold6 napisała:

        > Nie łudź się, pan ma babę na boku i czeka co mu z tego układu wyjdzie.
        • mama_myszkina Re: To chyba już koniec 30.01.12, 15:42
          Triss sama miała romans, więc wie, co mówi.
    • blue_romka Re: To chyba już koniec 29.01.12, 19:46
      Niezależnie od tego, czy ma kogoś czy nie, podjęłabym próbę ratowania związku. Sam komunikat "ja tego nie wytrzymuję" nie jest próbą rozwiązania problemu, a raczej żądaniem natychmiastowego powrotu do stanu "sprzed" bez dociekania przyczyn zmiany.
      • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 29.01.12, 20:41
        Ale dziewczyny ,on się zachowuje ,jakby się nic nie wydarzyło.
        Dla mnie to jest koniec ,jeśli słysze od własnego kochanego męża ,że nie może mnie dotykać ,nie mówiąc już o sexie bo ,bo nie czuje takiej potrzeby.
        Właśnie mu powiedziałam ,że on się zachowuje jakby go to wogóle nie ruszało ,że wali się nasze małżęństwo..jedyne co usłyszałam to - a co mam niby robić?
        Wykańcza mnie to ,że on rano wstaje,robi mi kawe,wspólnie jemy obiad i śpimy w jednym łóżku ,a nie może mnie nawet przytulić.
        Gdy w nocy przytuliłam się do niego, to się odwrócił.
        Ma szanse wyprowadzić się do pustego mieszkania matki ,bo wyjechała i nie chce.
        Gdyby miał kogoś to przecież byłoby mu to na ręke.
        • baszi Re: To chyba już koniec 30.01.12, 08:39
          no niekoniecznie na reke jest odchodzenie od zony, od razu poznana baba nie bedzie prac jego brudnych gagci, nie bedzie stala przy garach i czekala z obiadkiem na niego, facetom czesto wygodnie miec kochanke, ktora nie wymaga, nie zrzedzi tylko lezy i pachnie, jest odkocznia od dnia codziennego a w domu jest zona co obsluzy wszystko inne tez potzrebne do zycia, poza tym majatek do podzialu, moze wspolne kredyty, to nie tak latwo .... faceci to tchorze i sa wygodni bardzo
          i wiekszosc facetow od kochanki wraca do domu wiec to ze on po silowni wraca nie jest dowodem na to ze kochanki nie ma, przesadna dbalosc o siebie tak nagle zawsze swiadczy o jednym, czas sie z tym zmierzyc, jak znasz wroga masz szanse z nim walczyc w innym wypadku jestes zawsze na przegranej pozycji, i nie mam tu na mysli walki o meza ktory przekreslil juz was ale to zebys nie byla ta naiwna tylko jak chlopu sie zachcialo nowej baby, nowego zycia niech wezmie te zmiany o ktorych sam postanowil w swoje rece i wezmie n aklate wszystkie tego konsekwencje, czyli fora ze dwora
          • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 30.01.12, 09:17
            To ,że pojechał ćwwiczyć na siłownie, a nie puknąć kogoś to pewne, bo kilkakrotnie sprawdzane.Tam się nie spotyka z żadną babką.
            W gre wchodzi jednie ,jak on to nazywa jego przyjaciółka z pracy,która kocha się w nim od dawna (ale to wiem już 3 lata),ale ona ma dzieci i męża ,który ją pilnuje.
            Pracują na innych działach,spotykają się w czasie przerwy na kawe.
            Dbać o siebie zaczął już ponad rok temu,teraz wykupił sobie karnet i biega co 2 dzień na siłownie.
            • baszi Re: To chyba już koniec 30.01.12, 09:30
              no trudno zeby sie na silowni z kims spotykal, na silownie tez chodzi zeby sie dobrze prezentowac wiec z baba umawia sie w innym czasie, albo zamierza sie dopiero umawiac, a
              co do mezatek to tez dobry kasek, zadnych zobowiazan bo one tez wola zostac przy mezu no ale w tym wypadku trzeba sie wypierac ze sie ma kobiete, a noz zraniona zona doniesie mezowi kochanki i sielanka sie skonczy

              dla ciebie sie nie stroi to wiesz, dla siebie samego w to tez watpie, facetowi w 98% jak lekarz powie ze grozi mu zawal i ma sie za siebie wziac to sie nie wezmie bo za leniwy,
              moze byc ze kryzys wieku sredniego go dopadl ale ten zawsze ma jedne final inna baba choc zaczyna sie niewinnie, dbanie o siebie, nowa bryka, nowe ciuchy,a z boku stara zona ktora nagle sie znudzil i nagle cos peklo, no nie peka samo nagle po ilus latach, brak checi rozmowy, brak checi naprawy to sie z powietrza nie bierze
              • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 30.01.12, 09:36
                To co mam robić?
                Kocham go.I widze ,że on sam nie wie co robić, bo przede mną zgrywa luzaka,a wieczorami siedzi sam zamyślony z drinkiem i duma.
                Poza tymi wyjściami ,gdy wiem ,gdzie jest to on nie znika z domu.
                Dzwoni codziennie z pracy ,że za 5 minut wychodzi i zaraz będzie .........
                • baszi Re: To chyba już koniec 30.01.12, 09:49
                  moze postaw mu warunek terapia jak nie bedzie chcial to nikogo do milosci nie zmusisz
                  • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 30.01.12, 10:01
                    Myślałam już o tym .Problem w tym ,że najbliższy psychoterapeuta jest 55 km od nas.
                    I najbliższe tygodnie odpadają na takie wyprawy.
                    • lewapinger Re: To chyba już koniec 30.01.12, 10:13
                      wszyscy ci tu piszą, że ma babę a ty nie wierzysz.
                      facet zrobi wszystko żeby ukryć kochanicę, jak złapiesz go za rękę powie ci że to nie jego ręka.
                      Poczekamy aż napiszesz, że jednak ma tę babę.
                      Wieczorkiem przy drinasiu to on o tej babie marzy,że zobaczy ja jutro znów:-)

                      Życie...
          • altz Re: To chyba już koniec 30.01.12, 10:07
            baszi napisała:

            > no niekoniecznie na reke jest odchodzenie od zony, od razu poznana baba nie bed
            > zie prac jego brudnych gagci, nie bedzie stala przy garach i czekala z obiadki
            > em na niego
            Jak coś napiszesz... :-)
            To są bzdury, już nie mamy wieku XIX, ale XXI. Bardzo wielu facetów radzi sobie dobrze z obsłużeniem siebie. Ja również nie potrzebuję niańki, miło jest, gdy mi kobieta upiecze ciasto, ale nie czekam na to. Sam gotuję, sprzątam lepiej, niż wiele mi znanych kobiet, piorę również i w pralce i ręcznie. Żądne osiągnięcie, robiłem pranie kobiecych gaci, nawet gdy już ze sobą nie rozmawialiśmy. Ten słynny argument "gaci", upokarza same kobiety. Czy więcej nie potrafią, niż być służącą? Taka sprzątająca ciągle żona bywa wkurzająca. Trudno się mieszka z maszyną do sprzątania.

            > faceci to tchorze i sa wygodni bardzo
            Myślę, że nie o to chodzi. Chyba cenią sobie stabilizację, nie starają się niszczyć wszystko i budować nowe na gruzach. Chcą spokojnych i przemyślanych rozwiązań.

            Możliwe, że ten pan ma jakąś sympatię. Możliwe, że stara się być uczciwym, dlatego się nie seksi z żoną. Dziwne, że się nie przeniósł na inne łóżko, powinien to zrobić. Możliwe, że to tylko platoniczne uczucie, zauroczenie, i się rozwieje wkrótce.
            • urquhart tak może napisać o swojej żonie po urodzeniu dziec 30.01.12, 10:44
              altz napisał:
              > Możliwe, że ten pan ma jakąś sympatię. Możliwe, że stara się być uczciwym, dlat
              > ego się nie seksi z żoną. Dziwne, że się nie przeniósł na inne łóżko, powinien
              > to zrobić. Możliwe, że to tylko platoniczne uczucie, zauroczenie, i się rozwiej
              > e wkrótce.

              szacun Altz że chce ci się naświetlać babom męski punkt widzenia

              "Nic go nie interesuje,nigdy taki nie był. Od 2 miesięcy unikał sexu,teraz właściwie ten temat nie istnieje. (...) śpimy w jednym łóżku,mieszkamy razem ,ale już nie jako małżeństwo a raczej jak brat z siostrą. Gdy powiedziłam mu ,że ja takich relacji nie wytrzymam ,to stwierdził ,że przykro mu ale on nic na to nie poradzi,to jest silniejsze od niego. (...) Kocham go ,ale mam wrażenie ,że to już koniec. Powiedziałam ,że nie wytrzymam dłużej takiego zachowania i lepiej aby się wyprowadził na jakiś czas,ale on nie chce."

              To bardzo zabawne ale tak mogło dokładnie napisać o swojej żonie po urodzeniu dziecka większość mężczyzn których znam. Kobieta ma swoją nową miłość dla której traci głowę i przenosi na nią uczucia to i mężczyna często osamotniony postępuje ponownie odnajdując ponownie uraconą bliskość w innej kobiecie. Klasyka.
              Wygląda że ten on jeszcze walczy z racjonalizacją takiego wyboru.
              Poza tym to bardzo niespójne jest z tym co pisze autorka w innych wątkach. Widać że ewidentnie jest kobieta która ogniskuje na nim zainteresowanie i pozywtywne uczucia, najprawdopodobniej uwodzi w odróznieniu od autorki która narzekająca i roszczeniowa kiepsko wychodzi w porównaniu.
              forum.gazeta.pl/forum/w,567,124831806,131303935,Nadal_jej_nie_minelo_.html
              • altz Re: tak może napisać o swojej żonie po urodzeniu 30.01.12, 12:22
                urquhart napisał:

                > To bardzo zabawne ale tak mogło dokładnie napisać o swojej żonie po urodzeniu d
                > ziecka większość mężczyzn których znam. Kobieta ma swoją nową miłość dla której
                > traci głowę i przenosi na nią uczucia to i mężczyna często osamotniony postęp
                Tak jest, jak piszesz, żona często przenosi swoje wszystkie uczucia na dziecko po urodzeniu tego dziecka, seks się kończy. Mężczyzna też w to wchodzi, również dla niego dziecko zaczyna być najważniejsze i wspólne wyjścia z żoną już bez dziecka nie wchodzą w grę, wtedy się żona śmiertelnie obraża, a przecież on robi zupełnie to samo, co ona.

                Dobrze, że przypomniałeś inny wpis Autorki:
                > Babka nie daje za wygraną,pojawia się w każdym miejscu ,w którym jest mój mąz.
                > Firma wykupiła pracownikom wejściówki na basen więc mąż i kilku kumpli regularnie
                > pływają,oczywiście ona natychmiast zaczęła tez pływać.

                Widocznie tak jest, że pani w pracy kusi i kokietuje, żona zaś robi awantury zazdrosna do zieloności. I tak to się niepotrzebnie nakręca, a samymi awanturami nikt nikogo nie zdobył.
            • baszi Re: To chyba już koniec 30.01.12, 11:15
              jestes nielicznym wyjatkiem a nie regula wsrod mezczyzn

              stabilizacja nazywasz kochanice w jednym mieszkaniu a zone w drugim ? dla mnie to wygoda i tchorzostwo
              • altz Re: To chyba już koniec 30.01.12, 12:31
                baszi napisała:

                > jestes nielicznym wyjatkiem a nie regula wsrod mezczyzn
                Nie sądzę. Myślę, że 50% panów spokojnie sobie daje radę ze wszystkim. Uczciwie policzyłem osoby z różnego środowiska. Mało, to fakt, bo u kobiet to (według mnie) z 80%.

                > stabilizacja nazywasz kochanice w jednym mieszkaniu a zone w drugim ? dla mnie
                > to wygoda i tchorzostwo
                Nie ma na to dowodów. Chyba, że nie doczytałem.
                • baszi Re: To chyba już koniec 30.01.12, 12:49
                  owszem pewnie i te 50% panow daloby rade na codzien zajac sie soba i domem ale jak przegladam watki to wiekszosc z nich jest o tym ze facet nic nie robi , ewentualnie pracuje i oglada tv wiec nijak mi z tego 50% nie wychodzi, owszem daloby rade gdyby malzonki ich nie wyreczaly i od poczatku ustalily ze domowe obowiazki sa wspolne tak jak wspolny jest dom, lozko, dzieci i co tam jeszcze ale to temat na zupelnie inny watek

                  owszem dowodow nie ma ze ow pan zdradza zone, ale nawet jesli nie, jest ku temu juz dosyc szybka droga, bo skoro zony sie kocha i cos peklo to i podstawowego hamulca do skoku w bok brak, a jak pan taki nieszczesliwy to i pocieszycielka sie jakas zawsze znajdzie

                  najwazniejsze zeby zona nie stawiala sie w roli ofiary ktora skamle o milosc, nie raz czytalam watki o mezach ktorym cos peklo i miesiacami nie wiedzieli co z tym zrobic, zyli spokojnie a zony w tym czasie siwialy, ale panowie mieli ta "stabilizacje" ten sam adres, rozklad dnia, znajome katy, zadnych przeprowadzek, zmian, ba nawet jak maja pocieszycielki to tez biedni nie moga sie bardzo dlugo zdecydowac ktora wybrac i tak stabilnie mieszkaja z zona, u niej jedza, korzystaja z roznych dobrodziejst malzenskich i prowadzenia wspolnego gospodarstwa domowego i stabilnie pare razy w tygodniu wychodza na schadzki ......

                  altz odnosnie tego ze argument gaci upokarza same kobiety, tu sie zgodze bo jesli dwoje ludzi jest ze soba, to robi dla siebie i wlasnej rodziny rozne rzeczy, od tych milych po mniej mile ale roznie wazne do zycia jak pranie gaci, szorowanie kibla, nawozenie dzialki, podcieranie tylka dziecku i jak sie dziela tymi pracami to super, jak wiedza ze robia to dla siebie w sensie rodziny jest ok, ale jesli taka zona pierze gacie zeby korzystala z tego kochanica albo zeby uslyszec ze cos peklo, ze on jej juz nie kocha, kiedy on ma czelnosc spac z nia w jednym lozku ale obraca sie z odraza na jej dotyk to masz racje to wtedy jest upokarzajace dla kobiety, dlatego z takim facetem nalezy jego bronia, cos peklo, nie chcesz, nie kochasz to zejdz mi z oczy i z zycia. kazda kobieta musi miec swoja godnosc i szacunek do samej siebie, bo jesli sama sie nie bedzie szanowac to trudno oczekiwac szacunku od takiego faceta co to nie ma odwagi nawet wziac sprawy w swoje rece, przypomne sprawy ktorych bieg sam uruchomil wypowiadajac te a nie inne slowa.
                • policjawkrainieczarow Re: To chyba już koniec 30.01.12, 18:02
                  > Nie sądzę. Myślę, że 50% panów spokojnie sobie daje radę ze wszystkim.

                  no i co z tego? to, ze sobie daja rade nie znaczy, ze nie dadza sie chetnie wyreczyc.
    • saguaro70 Re: To chyba już koniec 30.01.12, 13:43
      Przede wszystkim musicie bardzo, ale tak szczerze do bólu, pogadać. Co Was w sobie denerwuje. Być może zapomnieliście na czym polega dialog i nie rozmawiacie o kłopotach. Może Wasze problemy to tylko dziecko?
      Namów męża na terapię małżeńską. My jesteśmy po czyms takim i nasze małżeństwo jest uratowane oraz kwitnie :). Daj mu trochę czasu, bo faceci nie tak szybko zgadzają się z kobietą. Oni mają rację, po co terapia, setki innych pytań. Mąż jest cacy, żona wredna ;). Ale.... czasem mąż ma rację. Bo.... Nikt nie wychowa dzieci lepiej niż matka. Nikt nie posprzata lepiej. Nikt nie zrobi najlepszych zakupów. Znam faceta, który kupił masło Łaciate zamast Lurpaka. Dostał opier..l. Kupił chleb mało wypieczony, bułeczki nie kajzerki, lecz małgośki. Żona mu wiecznie zrzędziła. Zwrocił uwagę synowi, to od razu było- nie masz racji. Gość zaczął robić coś ze sobą. Chodził na basen, siłownię, wyjeżdżał. Bo miał dośc marudzącej żony. Dziś nie ma kochanki, mieszka sam. Szczęśliwy. Żona jego na terapię nie poszła, bo ZAWSZE miała rację. A facet sie spełnia, ma dobrą robotę, rozszedł się z żoną.
      To, że Twój dba o siebie nie swiadczy o tym, że ma od razu jakąś laskę. Może ma dość sytuacji w domu, kłopotów, może coś go nudzi. A może kryzys 40latka.
      Piszesz, że mąż się zmienił. Wszyscy prawie piszą, że na pewno ma hochankę.
      A ja się pytam- CO TY ROBISZ ŹLE? Bo racja jest przecież zawsze po środku i NIGDY nie ma winy jednej strony. Zachowanie męża nie wzięło się z kapelusza. Ja nie chcę, żebyś czuła się przez mnie obrazona. Uświadam Ci tylko, że żony też mają za uszami i trudno im dogodzić. Zastanów się nad swoim wadami i powiedz o nich mężowi.
      Może mu się znudziłaś? Czy to tak trudno ubrac się tak, by na ulicy za Tobą patrzyli? Makijaż, fryzura? Wzbudź w mężu zazdrość. Skoro on chodzi na base, Ty też idź. Co Ci szkodzi iść na siłownię? Są kluby fitness tylko dla kobiet.
      Pozdrawiam cieplutko :):)
      • joanna35 Re: To chyba już koniec 30.01.12, 14:17
        Bardzo mądry post, ale Autorka nie skorzysta z Twoich wskazówek. Za dużo zachodu, w końcu to ona zajmuje się dziećmi, sprzata, gotuje itp. więc mąż ma się przyczołgać i blagać o wybaczenie. podobny wątek jest już na e-matce.
        • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 30.01.12, 14:49
          joanna35 jesteś niesprawiedliwa,przecież nic na ten temat nie wiesz ,więc skąd te oskarżenia wobec mnie?
          • joanna35 Re: To chyba już koniec 30.01.12, 14:56
            Swoją wiedze czerpię tylko i wyłącznie z Twoich postów.
      • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 30.01.12, 14:44
        saguaro70 -bardzo Ci dziękuję za twój post.
        Chcę daj mężowi trochę tego czasu ,o którym piszesz,aby osobno przemyślal o co mu właściwie chodzi,ale on nie chce się wyprowadzić na ten tydzień czy dwa.
        Widzę ,że coś się z nim dzieje,że sam chyba nie wie czego chce.
        Powiedziałam mu ,że bardzo go kocham ale skamleć o jego miłośc nie będe,skoro jest pewien ,że mnie nie kocha to lepiej abyśmy się rozstali.
        I usłyszałam - " ale ja wcale nie powiedziałem ,że cię nie kocham i ani słowem nie wspomniałem o rozwodzie."
        To po co mi gada o tym ,że nie czuje potrzeby fizycznego kontaktu ze mną?
        Przez weekend sprzatał ze mną dom,robiliśmy razem obiad,oglądaliśmy wspólnie film,ale to wszystko na zasadzie przyjaciół........ :-(
        • urquhart Re: To chyba już koniec 30.01.12, 15:06
          naiwna-0 napisała:
          > saguaro70 -bardzo Ci dziękuję za twój post.
          > Chcę daj mężowi trochę tego czasu ,o którym piszesz,aby osobno przemyślal o co
          > mu właściwie chodzi,ale on nie chce się wyprowadzić na ten tydzień czy dwa.

          Chyba jesteś bardzo naiwna. Wyprowadzenie się na tydzień lub dwa to zaproszenie do rozwinięcia i/lub skonsumowania romansu. A raczej nie doceniasz i wypierasz jak druga jest zdeterminowana.
          No chyba że uważasz swojego męża za ciecia i tak skończonego nieudacznika że trzyma go przy tobie jak tu sugerują micha, cyzsty kibel i uprane gacie i bez ciebie sobie nie poradzi...
          • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 30.01.12, 15:15
            Nie ,absolutnie nie trzymają go przy mnie czyste gacie.
            Wyprowadzić się ma do matki,a u niej przecież nikogo posuwać nie będzie.
            Ta zdeterminowana ,też nie ma wolnej chaty,a raczej surowego męża.
            • alpepe Re: To chyba już koniec 30.01.12, 15:58
              naiwna jesteś strasznie.
            • ada16 Re: To chyba już koniec 30.01.12, 17:16
              "Ma szanse wyprowadzić się do pustego mieszkania matki ,bo wyjechała"
              > Wyprowadzić się ma do matki,a u niej przecież nikogo posuwać nie będzie.

              Oj, naiwna, naiwna..
              • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 30.01.12, 17:42
                Właśnie skończyliśmy kolejną rozmowe.Dowiedziałam się ,że on sam nie wie co się z nim dzieje.Niby nic mu się nie chce,wszystko mu zwisa i go nudzi, i on się chyba nie nadaje do życia rodzinnego.
                To się zgadza ,bo sama już to zauważyłam.
                Szokiem jest dla mnie to ,że rezygnuje nawet ze swojego hobby,którym zajmował się od 10 lat i miał na tym punkcie bzika.
                Dodał ,abym nie myślała ,że on kogoś ma ,bo to nie chodzi o żadną kobiete.
                I on ma nadzieje ,że mu przejdzie i znowu będzie normalnie.
                Kuźwa może on ma depresje?

                I co o tym myśleć ?
                • edw-ina Re: To chyba już koniec 30.01.12, 17:47
                  przeszłam depresję i kilkoro moich bliskich również. Od nikogo nie słyszałam, by miał wówczas siłę na uprawianie sportu. Ja przestałam nawet chodzić na basen, chociaż pływam regularnie od kilkunastu lat.
                • urquhart ?on sam nie wie co się z nim dzieje? 30.01.12, 21:30
                  To pewnie akurat jest prawda że nie wie co się z nim dzieje. Jak większość facetów w jego wieku 35 lat ocierających sie o kryzys wieku średniego którzy nie widzą sensu tego w co się wpakowali.
                  Kiedy odkrywają że życie rodzinne zabija marzenia, erotykę i wszystko co się kiedyś liczyło.
                  Pogodzenie tego nie jest łatwe.
                  Przeczytałem uważniej twoje wątki na ematce i sytuacja się mocno rozjaśnia.
                  Ma życie rodzinne na głowie które kosztuje go dużo nerwów a daje niewiele satysfakcji, w dodatku na głowie ma Wymagającą i Kontrolującą i utyskującą na niego żonę rywalizująca i deprecjonującą jego własną matkę, a w tle zakochaną uwodzącą koleżankę o maślanych oczach.

                  Miotasz się. Chcesz coś uratować i dać szansę, to zamiast wysyłać go do matki która przekona go że wybrał najgorzej jak mógł, zainwestuj w intymność (intymność - czas dla pary, dwojga jedynie, dla niego z dala od mamusi, dla ciebie z dala od dziecka) i przypomnij że masz także dobre strony, dlaczego się kiedyś zakochał, a życie rodzinne to nie jedynie martyrologia katorga i utyskiwanie.
                  Musisz dać nadzieję, bo wydaje się że on jeszcze jej nie stracił i ma wątpliwości co robić dalej.
                  Tym bardziej że jeżeli zamiast pić i gnić z piwem przed telewizorem lata na basen i siłownię.

                  Bo to nie kochanka jest głównym problemem tylko ty jako krojąca się nieciekawa dla niej alternatywa.
                  • naiwna-0 Re: ?on sam nie wie co się z nim dzieje? 31.01.12, 07:31
                    urquhart ,zgadzam się z tobą,że może tak być.Jesteś facetem i jako jeden z niewielu nie odpisałeś czegoś w stylu "no kochana to na 100 % kochanka".
                    Od tygodnia bardzo się staram ,ale on tego nie docenia i przyjmuje to obojętnie.
                    A jego hasła "pomieszkamy - zobaczymy " wyprowadzają mnie z równowagi.
                    Uczepił się tych 3 miesięcy jak wyroczni.
                    Powiedziałam mu ,że przecież on też musi coś zmienić ,potwierdził ,ale nic w tym kierunku nie robi.
                    Dodatkowo zaczął nosić swoją komórke cały czas przy sobie.
                    • joanna35 Re: ?on sam nie wie co się z nim dzieje? 31.01.12, 07:35
                      > Od tygodnia bardzo się staram ,ale on tego nie docenia i przyjmuje to obojętnie
                      > .
                      Starasz się według tego co on chce czy według tego co Tobie się WYDAJE , że on chce?
                      To nie jest złośliwe pytanie.
                      • naiwna-0 Re: ?on sam nie wie co się z nim dzieje? 31.01.12, 08:08
                        joanna35 napisała:

                        > Starasz się według tego co on chce czy według tego co Tobie się WYDAJE , że on
                        > chce.
                        On mi nie mówi ,co konkretnie mu przeszkadza we mnie.
                        Do tej pory robiliśmy większośc rzeczy razem,ciągle ulepszamy nasz domek ,coś wymyślamy.mieliśmy wspólne hobby,które on teraz chce zlikwidować bo ma to gdzieś.
                        Staram się ,żeby było między nami dobrze,ale też nie chcę mu się całkiem podporządkować bo np. to ,że chowa teraz ten telefon ,bardzo mnie drażni i powiedziałam mu to wczoraj,a on stwierdził ,że tego akurat nie zmieni.
                        • urquhart Re: ?on sam nie wie co się z nim dzieje? 31.01.12, 10:25
                          naiwna-0 napisała:
                          > Do tej pory robiliśmy większośc rzeczy razem,ciągle ulepszamy nasz domek ,coś w
                          > ymyślamy.mieliśmy wspólne hobby,które on teraz chce zlikwidować bo ma to gdzieś

                          Ta, domek, ogródek, udupienie. To tylko dowód że to było twoje hobby jak nagle się skończyło, a nie jego, a zajecia te były dla niego drogą do osiągniecia celu (docenienie, bliskość) a nie przyjemością samą w sobie jak dla Ciebie.

                          Odkrywanie że dał się udupić w marzenia żony, dzieci mamusi i pogrzebał i utracił swoje własne to typowy motyw kryzysu wieku średniego u chłopa.

                          > On mi nie mówi ,co konkretnie mu przeszkadza we mnie.

                          Jak mu wmawiasz że wiesz lepiej co jest jego przyjemnościa i nawet nie masz pojęcia jak to mija się z rzeczywistością, zamyka się przecież w sobie.
                          Za to pewnie jest olśniony że spotkał inną kobietę go rozumie i zaskoczony że ona czyta w myślach, ma podobne potrzeby i oczekiwania i bez przykrego osaczania i awantur.
                          To właśnie przywilej marzeń magii zakochania, które czasem życie rodzinne wymagające odpowiedzialności.

                          > Staram się ,żeby było między nami dobrze,ale też nie chcę mu się całkiem podpor
                          > ządkować bo np. to ,że chowa teraz ten telefon ,bardzo mnie drażni i powiedział
                          > am mu to wczoraj,a on stwierdził ,że tego akurat nie zmieni.

                          Ale to ty wymuszasz PODPORZĄDKOWANIE chcesz i kontrolować jego telefon, a odwracasz kota ogonem.
                          Czy rywalizując z jego matką nie za bardzo identyfikujesz się z nakazowo kontrolujacą jej rolą?
                          Miłość polega dobrowolnym wyborze.

                          Wyciągnij wnioski
                          Powodzenia
                        • baszi Re: ?on sam nie wie co się z nim dzieje? 31.01.12, 11:48
                          tak szczegolnie ten pilnowany i chowany telefon swiadczy ze biedaczek ma zalamanie a nie cos na sumieniu. aj zle nie zycze i nie upieram sie przy swojej teorii ale ile czasu i nerwow kobiety by sobie oszczedzily gdyby zamiast wierzyc slepo w slowa kogos kto mowi jedno, robi drugie a trzecie to nie wie, zaczely obserwowac i wyciagac wnioski, gdyby zaczely sie szanowac a nie za wszelka cene dogodzic zeby tylko faceta zatrzymac
                        • joanna35 Re: ?on sam nie wie co się z nim dzieje? 31.01.12, 13:27
                          Masz jakieś swoje i tylko swoje zainteresowania? Swoje życie a w nim przyjaciól, znajomych, wyjścia z nimi i do nich? Ja wiem, że 16 lat to mnóstwo czasu, a jeszcze dzieci i gospodarstwo - wszystko wspólne, ale może spróbowalabyś zaakceptować to co się dzieje - jak będzie hcia odejść to i tak odejdzie - i skoncentrowała się na sobie? Wbrew pozorom kryzysy w naszym życiu to nie koniec świata, jeżeli tylko damy im(i sobie samym) szansę to pójściem do przodu, rozwijaniem się i lepszym poznaniem siebie. Owszem, nie będzie łatwo, ale czasami chodzi o to, żeby wyjść z utartych kolein.
                        • edw-ina Re: ?on sam nie wie co się z nim dzieje? 31.01.12, 13:51
                          Jeżeli chcesz pokazać mu się z lepszej strony, to skup się na tym, co jego kręci. I nie uwierzę, że jest to ulepszanie domu. Z M bawimy się w remonty i przebudowy od dwóch lat i chociaż nasz dom sprawia nam radość, to jednak trudno jest to nazwać hobby. Pomyśl o tym, co on sam dla siebie lubi.
                          Np.mój mąż uwielbia motocykle, uprawia sporty ekstremalne i zawsze jest przeszczęśliwy, kiedy mu towarzyszę. Kiedy pojadę z nim gdzieś motorem, będę robić jako kierowca - bagażowy, kiedy z kolegami jadą na kilkudniowy rajd, a ja za nimi samochodzikiem. Nie przeszkadza mu, że na zawodach siedzę na trawce obłożona swoimi książkami, nie przeszkadza mu nawet zabierany wszędzie pies, bo najważniejsze jest, że ja go akceptuję takim, jakim jest. A czasami jak mnie szlag trafi, że trochę za dużo tego, to też to łatwiej znosi i bardziej bierze do serca, bo zwykle nie oponuję, więc skoro to robię, to może warto na to zwrócić uwagę.

                          Dlatego, jeśli chcesz go do siebie przekonać, pokaż, że jest dla ciebie kimś więcej niż ojcem twojego dziecka i żywicielem rodziny skupionym na meblowaniu kolejnych pokoi. Traktowanie jak rycerza często skutkuje byciem traktowaną jak księżniczka.
                          • naiwna-0 Re: ?on sam nie wie co się z nim dzieje? 31.01.12, 15:00
                            edw-ina napisała:

                            > Jeżeli chcesz pokazać mu się z lepszej strony, to skup się na tym, co jego kręc
                            > i. I nie uwierzę, że jest to ulepszanie domu.

                            No właśnie ,miał hobby ,które go bardzo kręciło i wciągnął do tego tez mnie ,ale to był głównie jego konik.Teraz się nagle okazuje ,że to go nie kręci już i wszystko likwiduje.
                            Lubił majstrować ,robić donice,skalniaki itd.,widząc ,że go to cieszy,brałam winko czy piwko i mu towarzyszyłam.
                            Twój mąz lubi motocykle i sporty i nagle z dnia na dzień twierdzi ,że olewa to i wszystkiego się pozbywa,nie zdziwiłoby cię to?I do tego ta zmiana zachowania w stosunku do żony.....
                            • joanna35 Re: ?on sam nie wie co się z nim dzieje? 31.01.12, 15:07
                              Naiwna - być może za wcześnie, ale ....gdyby mąż odszedł to dasz radę z finansami i logistyką?
                              A wracając do teraźniejszości - mam wrażenie, ze im bardziej Ty się spinasz, przyciskasz męża do muru tym bardziej on jest na nie. Przemyśl czy nie powinnaś na jakiś czas odpuścić.
                            • edw-ina Re: ?on sam nie wie co się z nim dzieje? 31.01.12, 15:11
                              Raz to wszystko rzucił, kiedy był poważnie chory. Jak udało się go wyciągnąć z choroby, wrócił do pasji jak na skrzydłach, szczęśliwy, jak nigdy.
                              Tak mi przyszło do głowy - a może twój mąż ma wątpliwości dt. swojego zdrowia? Czegoś się dowiedział lub zaczął sam siebie o wszystko podejrzewać? Mój mąż lata temu miał akcję z braniem a-cardu (chyba tak to się pisze), bo wmówił sobie, że może mieć problemy z sercem. Brał go tak chyba z rok, aż zaprowadziłam go do lekarza, który go przebadał i oznajmił, że jest zdrowy jak rydz.
                              • altz Re: ?on sam nie wie co się z nim dzieje? 01.02.12, 09:23
                                edw-ina napisała:

                                > Raz to wszystko rzucił, kiedy był poważnie chory. Jak udało się go wyciągnąć z
                                > choroby, wrócił do pasji jak na skrzydłach, szczęśliwy, jak nigdy.
                                > Tak mi przyszło do głowy - a może twój mąż ma wątpliwości dt. swojego zdrowia?
                                > Czegoś się dowiedział lub zaczął sam siebie o wszystko podejrzewać? Mój mąż lat
                                > a temu miał akcję z braniem a-cardu (chyba tak to się pisze), bo wmówił sobie,
                                > że może mieć problemy z sercem. Brał go tak chyba z rok, aż zaprowadziłam go do
                                > lekarza, który go przebadał i oznajmił, że jest zdrowy jak rydz.

                                Edw-inia, ale Ty jesteś mądra kobieta ze swoim podejściem do faceta! Pełen szacunek z mojej strony.
                                Może faktycznie pan ma wątpliwości co do swojego zdrowia? Może się obawiać, że ma nowotwór? Może ma kłopoty z prostatą i nie chce się do tego przyznać? To by się składało w całość, to unikanie seksu i podłamanie. Mnie to przekonuje.
                                A co do kryzysu wieku średniego, to ja mam swoją teorię na ten temat. Są trzy rodzaje facetów. Jedni to babiarze i oni żadnych kryzysów nie mają, bo im baby chodzą po głowie cały czas, więc u nich to norma. Druga grupa, to osoby, które muszą mieć zajęcie i robić coś ciekawego, inaczej się nudzą i dziadzieją. Ich wystarczy pchnąć na nowy tor, pozwolić zmienić pracę czy dać jakieś ciekawe życiowe zadanie. I trzecia grupa to panowie, którym jest tak dobrze, jak jest. Pójdą do pracy, napiją się piwa z kolegami, zjedzą dobry obiad, obejrzą z kolegami mecz i są z tym szczęśliwi.
                                Osobiście wolałbym kobietkę tkającą 6 godzin dziennie dywany, niż zaglądającą do kieliszka czy wiecznie znudzoną. Żadna kobieta i żaden mężczyzna nie zastąpi zdrowej pasji.
                • lady-z-gaga Re: To chyba już koniec 31.01.12, 10:09
                  > Kuźwa może on ma depresje?

                  Mąż bardzo się zmienił,zaczął bardzo dbać o siebie,właściwie tylko o siebie,codziennie biega na siłownie lub basen.

                  Tak, wszystko wskazuje na depresję :DDD


      • moniapoz Re: To chyba już koniec 30.01.12, 14:45
        ufff....już myślałam, że tylko ja tak myślę....dzięki Saguaro za ten post

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 01.02.12, 08:19
          Dziewczyny ,on nie chce się spotkać nawet ze swoją długoletnią koleżaką ,z którą zawsze miał super kontakty.
          Kobieta lata po całym świecie,w PL jest raz a kilka miesięcy i zawsze się w tym czasie spotykali aby pogadać,a teraz ona za nim wydzwania, bo zaraz znowu wyjeżdża a on robi same uniki i twierdzi ,że nie ma ochoty .
          • nowy99 Re: To chyba już koniec 01.02.12, 12:07
            Facet jest uwiklany w uklad, o ktorym z nikim, nawet z psiapsiolka, nie chce rozmawiac. To jego tajemnica. Tym teraz zyje i nic nie jest wazne.
            Przeciez to az bije w oczy. Chowanie telefonu...no.
            A ty nie masz 15 lat, zeby tego nie widziec.

            Moze jest to uklad, ktory mu do konca nie lezy, np.z ta jego firmowa fanka. Wolalby moze, o czym pisze Urquart, zebys ty byla taka jak dawniej, za czasow narzeczenstwa, jaka cie pokochal. Moze to czas, ktory powinnas wykorzystac dla siebie, przemyslec, zadbac, przywrocic tamte lepsze, stlamszone przez proze dnia, cechy. I nawet, jesli on tego nie kupi, to warto moze wrocic do siebie sprzed lat, wykorzenic cechy baby, matki, sprzataczki, opiekunki, a przywrocic fajna dziewczyne, wyciszona, nie krzyczaca, mila. Nie wymagaj teraz od niego zmiany, w ogole nie wymagaj, zeby to zaraz kupil. Zacznij zyc swoim zyciem, pasjami, jego odstaw na bok. Wycisz sie. Moze on powroci. Nic na sile, bo to dziala w druga strone.
          • nowy99 Re: To chyba już koniec 01.02.12, 12:09
            Moze istota jest w tym powiedzeniu, ze po slubie facet ma nadzieje, ze zona sie nie zmieni, a kobita nadzieje, ze facet sie zmieni...
    • panda_31 Re: To chyba już koniec 01.02.12, 17:52
      Choćbym czytała o sobie. Dokładnie działo się tak samo i też twierdził, że nikogo nie ma. Parę dni temu odkryłam, że jednak jest jakaś kobieta. Też pomimo takiego zachowania nie wyprowadzał się, ale twierdził, że nie chce ze mną być. Myślę, że szykował sobie grunt, a gdyby mu nie wyszło, to zostałby w domu. Jednak wszystko wyszło na jaw. W tej chwili mieszka u mamy. Nie wiem co będzie, też mamy jedno dziecko, a drugie w drodze.
      • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 01.02.12, 18:26
        Wkurza mnie to wszystko i powiedziałam mu dzisiaj ,że nie ma sensu czekać i lepiej teraz napisac pozew i mieć to z głowy.
        Ale ma to być rozwód z jego winy,powiedział ,że jeśli chcę to ok ,ale inaczej miało być.
        Teraz pojechał na siłowie,zobaczymy,co będzie dalej.Wiem ,że miałam się wyciszyć i poczekać ,ale nie daje rady psychicznie i to ,że on chodzi po domu jakby nic się nie stało doprowadza mie do szaleństwa.
        • panda_31 Re: To chyba już koniec 01.02.12, 18:36
          Rozumiem Cię doskonale, też chciałam się wyciszać. Miałam plan, że będę miła, będę się uśmiechać żeby ona zobaczył jaka jestem fajna i jak dobrze jest być w domu. On jednak miał to gdzieś, cały czas bujał w obłokach i tylko wychodził z tego domu. A we mnie narastała frustracja i tylko próbowałam rozmawiać, a im więcej próbowałam tym bardziej miał mie gdzieś. Teraz wiem, że była już inna i na mnie już mu nie zależało. Czy jesteś na 100% pewna, że jeździ na siłownię?
          • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 01.02.12, 18:52
            Że jeździ na siłownie ,jestem pewna na 100 %.Jest tam w pobliżu moja siostra i ma podgląd,więc z tym nie ściemnia.
            W grę wchodzi jego wielbicielka z pracy,która nosi mu codziennie smakołyki do kawki ,wiesz czekoladki ,deserki,itd.Nawiedzona.Możliwe ,że w niej się zakochał.Ale poza pracą się nie widują.
            Więc w sumie nie wiem, o co biega.
            Kurcze ,u ciebie sytuacja wygląda jeszcze gorzej.Nie interesuje go ,że jesteś w ciąży?
            • panda_31 Re: To chyba już koniec 01.02.12, 19:12
              Teraz kiedy sprawa wyszła na jaw, to zaczął się wielce interesować, a może zwyczajnie chce wziąć odpowiedzialność za dzieci. Wcześniej nie interesowało go nic. Masz rację u mnie jest już fatalnie, bo już do czegoś doszło. Twój mąż może tylko o czymś myśli. Zachowanie jednak i traktowanie Twojej osoby jest dokładnie takie jak było u nas. Wydaje mi się, że to nie jest dobry znak, coś się dzieje. A najgorsze jest to, że oni nie chcą nic wyjaśnić, nie potrafią być szczerzy. Może nie wiedzą, że takie zachowanie rani jeszcze bardziej.
              • naiwna-0 No i koniec 02.02.12, 19:25
                Dzisiaj gadałam z nim o jego zachowaniu i usłyszałam ,że on niczego nie zamierza zmieniać,codziennie wychodzi z domu bo tak chce,biega do mamusi i chowa telefon.
                Gdy go zapytałam dlaczego nie stara się czegoś naprawić między nami to stwierdził ,że na razie nic nie będzie zmieniał.
                Teraz wiem ,że to już koniec.
                Siedze i rycze bo pojechał znowu do mamusi.Jutroo się wyprowadza.
                Nie wiem co z sobą teraz zrobić.
                • zielony_marcepan Re: No i koniec 02.02.12, 20:23
                  Wspolczuje i przytulam.
                  Wyplacz sie a pozniej spojrz na to jak na kolejny etap w zyciu.Jestem przekonana,ze bedzie Ci lepiej samej niz z takim szuja,ktory nawet nie moze sie zdobyc na szczerosc wobec Ciebie.Niech idzie.Zaslugujesz na kogos lepszego!Trzymaj sie.
                • mamapodziomka Re: No i koniec 02.02.12, 20:24
                  Przeplakac tydzien.
                  Wydmuchac nos, zebrac sie do kupy, znalezc sobie rozne rzeczy, ktore bardzo lubisz robic i zapelnic czas w pierwszym okresie na maksa, zeby nie miec czasu na myslenie.
                  Po jakims czasie troche zluzowac, przezyc dramat jeszcze raz juz na spokojnie.

                  I byc o niebo szczesliwsza niz w takim zwiazku.

                  Ale na poczatku to boli, nie ma co sie oszukiwac, po prostu boli, choc mija. Porod tez boli i tez mija, troche to podobnie dziala.
                • urquhart A Ty, zadałaś sobie samej to pytanie??? 02.02.12, 20:28
                  naiwna-0 napisała:
                  > Dzisiaj gadałam z nim o jego zachowaniu i usłyszałam ,że on niczego nie zamierz
                  > a zmieniać,codziennie wychodzi z domu bo tak chce,biega do mamusi i chowa telef
                  > on.
                  > Gdy go zapytałam dlaczego nie stara się czegoś naprawić między nami to stwierdz
                  > ił ,że na razie nic nie będzie zmieniał.
                  > Teraz wiem ,że to już koniec.
                  > Siedze i rycze

                  To oznacza jedynie że nie zamierza dać się tobie kontrolować i w pełni podporządkować co akurat jest pozytywne u dorosłego człowieka.
                  A Ty, zadałaś sobie samej to pytanie na ile jesteś w stanie się zmienić i starać naprawiać zamiast siedzieć i ryczeć?
                  • naiwna-0 Re: A Ty, zadałaś sobie samej to pytanie??? 03.02.12, 07:58
                    > A Ty, zadałaś sobie samej to pytanie na ile jesteś w stanie się zmienić i stara
                    > ć naprawiać zamiast siedzieć i ryczeć?

                    Ja byłam w stanie wiele zmienić bo chciałam to naprawiać i walczyć ...on to olał.
                    Robiłam kolacje z winem ,aby pobyc razem ,porozmawiac o nas,a on co ? zjadł i nie widział potrzeby rozmowy ,udając się do łóżka.
    • misiowamama-2 Re: To chyba już koniec 03.02.12, 14:24
      Nie chcę "kopać leżącego", ale po przeczytaniu wszystkich postów i ja, jak większość, wychodzę z założenia ,że mąż ma kochankę.,
      siedzenie wieczorami i dumanie (o kochance?), brak zainteresowania (ogólnie) żoną, siłownia, basen (to nie depresja i raczej nie choroba), chowanie telefonu ( no tak, mogłabyś przeczytać gorące wyznania, dowód na zdradę) i cała reszta opisanych sytuacji. To OCZYWISTE, że ma inną. Pytanie tylko, czy to chwilowe zauroczenie? Czy potrafisz, masz siłę walczyć? Czy jeśli się uda, mąż wróci, to potrafisz wybaczyc i żyć spokojnie? Ze świadomością, że może się powtórzyć?
      Decyzja należy do ciebie. Ja to przeszłam. Podjęłam decyzję- Rozwód. Nie potrafiłam żyć świadomością, że mąż całował, pieścił czule inną kobietę. Czułam odrazę. Ale jeszcze gorsza była dla mnie zdrada uczuć, zdrada emocjonalna. I obawa, że się powtórzy. Z tym również nie umiałam sobie poradzic.
      Dziś nie żałuję. Mam drugiego męża, jestem szczęśliwa. Pewnie ktoś zapyta: "jaką masz gwarancję, że ten mąż też nie zdradzi?" Nie mam...Do dziś nie wydarzyło się nic, co zachwiało by moja wiarę w moje małżeństwo...
      Mój eks ożenił się po raz drugi, nadal zdradza i oszukuje obecną żonę. Na szczęście to mnie już nie dotyczy...
      Trzymam kciuki za Twój związek. Może mimo problemów wszystko się ułoży? Może rzeczywiście potrzebujecie separacji, czasu? Nawet, jeśli przydarzyło się mężowi...
      W każdym razie nie patrz wstecz, w końcu życie przed Tobą ;-)


      • panda_31 Re: To chyba już koniec 03.02.12, 14:58
        Współczuję ogromnie i jestem z Tobą. Być może wkrótce czeka mnie to samo. Ja też robiłam cuda, żeby wreszcie zwrócił na mnie uwagę, a jego moje zachowanie tylko irytowało. Ja dzisiaj mam usłyszeć decyzję męża. Wmawiam sobie, że jest mi już wszystko jedno, ale wiem, że będę płakała tak jak Ty. Naprawdę rozumiem co czujesz, smutne, że tyle nas jest. Smutne też jest to, że kiedy przestaje im na nas zależeć potrafią nas zniszczyć psychicznie, nie mają litości ani żadnych uczuć. Dlatego my musimy być silne, nie możemy dać się krzywidzić. Trzymaj się, może jeszcze coś się zmieni.
        • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 03.02.12, 17:50
          Nie wiem,dlaczego oni nie doceniają tego co mają.
          Dlatego chce, aby wyprowadził się na jakiś czas do swojej matki.
          Niech zobaczy jak jest fajnie w pojedynke ,bez obowiązków rodzinnych (szczególnie gdy ich ostatnio wcale nie miał).
          Ale on ciągle obiecuje a nadal siedzi,wczoraj powiedział mi ,że dziś po pracy się spakuje,a wrócił ,zrobił nam kawe ,posiedział w milczeniu przy mnie i zwinął się na basen.
          Gdy mu przypomniałam o wyprowadzce ,powiedział ,że zaraz jak wróci.
          Widze ,że teraz może coś w nim drgnęło ,gdy ja nie ustępuje.
          Skoro mnie nie kocha to po cholere ma ze mną siedzieć?
          • panda_31 Re: To chyba już koniec 03.02.12, 21:31
            Nie doceniają, bo przyzwyczaili się do tego przez lata i uważają, że wszystko co się dla nich robi, to normalne. Mój mąż poszedł do swojej mamy, ale mam wrażenie, że jemu to jet na rękę. Tam nikt niczego nie wymaga, ma spokój, może robić co chce, z kim chce i wracać o której chce. W dodatku wszystko podane pod nos, wyprane, bez gadania. Nie jak w domu.
            Najgorsze jest to niezdecydowanie, brak jasnych odpowiedzi, domysły i ciągły stres. Ja miałam już tego dosyć, tym bardziej ,że w ciąży powinnam być spokojna. Przeprowadziliśmy dzisiaj szczerą rozmowę (mam nadzieję, że był szczery) i zdecydowaliśmy się ratować to małżeństwo. Pójdziemy na terapię, bo sami nie dalibyśmy rady. Zobaczymy co z tego będzie. Jutro ma wrócić do domu. Trzymam kciuki żeby Twój mąż się opamiętał i zrozumiał co może stracić.
            • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 03.02.12, 21:50
              Ja tez trzymam kciuki za to ,żeby Wam się udało.
              U nas tak daleko na szczęście to nie zaszło.
              Mąż broni się przed wyprowadzką,poświęca teraz czas córce.
              Dzisiaj ,napisałam naszej córeczce na dużej kartce Kocham Ole,on dopisał wieczorem - "i męża".
              I to mnie najbardziej martwi ,bo ja nadal nie wiem o co tutaj chodzi.
              Gdy go pytam odpowiada- "o nic".
              Moja siostra twierdzi ,że gdy kazałam mu się wyprowadzić i zauważył ,że to już poważne to się wystraszył i trochę do niego dotarło 'że to może być już koniec".
    • timetotime Re: To chyba już koniec 05.02.12, 00:44
      Śledziłam od początku Twoją historię na emamie.
      Powiem szczerze, to wszystko zmierzało do jednego.
      Pan mąż przechodzi klasyczny kryzys wieku średniego i praktycznie na 100% ma kochankę. Postaw sprawę na ostrzu noża - albo angażuje się w Wasz związek i jego naprawę (terapia) albo niech zabiera walizki i rusza "do mamy".
      I błagam, przestań już być taka naiwna, bo aż przykro się czyta...
      • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 05.02.12, 09:53
        timetotime dzięki za posta.
        Wczoraj w rozmowie z nim ,pan mąż wycofał sie ze swoich wczesniejszych deklaracji.Nigdzie nie ma zamiaru się wyprowadzać ,bo on o żadnym rozwodzie nie myśli i nie myślał.
        Że ,on nie mówił ,że nie nadaje się do życia rodzinnego i to są moje wymysły.
        Oczywiscie on nie ma żadnej kochanki,a gdy mu przypomniałam 2 ostatnie historyjki ... to stwierdził ,może to twoja wina ,bo gdybyś była inna???
        Nie wiem w co on gra,bo gdy kazałam mu się wyprowadzać ,to nagle jest porządny,ale bez oznak czułości.
        Tzn.jest tam jakieś głaskanie 5 sekundowe i tyle.

        Może i jestem naiwna ,że aż przykro się czyta ,ale ja zawsze romans i kochanke widziałam tak ,że facet sie wymyka ,kombinuje -aby się z nią jak najczęściej spotykać ,itd.
        A on tego nigdy nie robił.Były tylko te cholerny smsy.
        • mruwa9 Re: To chyba już koniec 05.02.12, 10:23
          po prostu tamta pokazal mu drzwi, wiec wrocil z podkulonym ogonem tam, gdzie cieplo, bezpiecznie i zarcie daja do miski.
          Do nastepnego razu.
          Chcesz tak dlugo ciagnac?
          • timetotime Re: To chyba już koniec 05.02.12, 10:34
            Moim zdaniem nie pokazała mu drzwi. Przystopowali po prostu, na chwilę, bo gorąco się zrobiło.
        • timetotime Re: To chyba już koniec 05.02.12, 10:33
          Znam historie Pana, który całą jesień, raz w tygodniu jeździł na grzyby. Ludzie gadali żonie, że z jakąś babką w samochodzie ktoś go widział i w ogóle... A ona, że przecież przywozi te grzyby, przecież ubiera się do lasu.
          I okazało się. Facet w stroju grzybiarza jeździł z kochanką do motelu.
          A grzyby kupował w drodze powrotnej od przydrożnych sprzedawców.

          Posłuchaj, jak będzie chciał, to nawet w kiblu na tej siłowni znajdzie miejsce żeby bzyknąć kochankę. O to bądź spokojna. Wystarczy im pół godziny po siłowni, gdzieś w samochodzie.

          Po co Ci taki facet w domu?
          Niby Twój, a jednak nie.
          Zdecydował się na jakiś krok? Szukacie pomocy w poradni małżeńskiej?
          Facet jest w sytuacji idealnej - w domu żarełko, czyste gacie, ciepły kąt, a na boku seks, nowa babka. Żyć nie umierać. Przypuszczam, że długie tygodnie będzie Cie trzymał w takim zawieszeniu. Oczywiście, o ile na to pozwolisz.
          • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 05.02.12, 11:19
            Wiem ,że to mnie wykończy.
            Od 3 tygodni wiem ,że na siłowni "naprawde ćwiczy" bo jest tam moja koleżanka ,której on nie zna,a czasami siostra,która widzi go z góry,przez szklane podłogi.
            I jak twierdzą ,gada tylko z kumplami ,czasami z kimś znajomym ,nawet komórki nie odbiera tam,potem schodzi do szatni i po 10 minutach jest w domu.
            Więc bzykanko odpada,a to jest jedyny czas poza domem ,oprócz pracy,jak juz wiele razy pisałam.
            Ale nie wykluczam ,że może byc jakieś silne zauroczenie w pracy.
            Kazałam mu sie wyprowadzać ,ale on nie chce .
            Więc co mam zrobić?
            Powiedziałam mu dzisiaj ,że wiem ,że on siedzi przy mnie tylko dlatego ,bo tak jest mu wygodnie ,a przyjemności ma poza domem.Stwierdził ,że zwariowałam.
            • joanna35 Re: To chyba już koniec 05.02.12, 11:51
              naiwna-0 napisała:

              > Wiem ,że to mnie wykończy.
              Nawet jeżeli - to jeszcze trochę potrwa. Naiwna po co Ty zakładasz te wątki? Przecież Ty wcale nie chcesz tych wszystkich rad i cudzego spojrzenia na sprawę. A przynajmniej nie takiego spojrzenia jakie większośc wypowiadających sie prezentuje. Nie jesteś jeszcze gotowa, zeby je przyjąc/zaakceptować. Może nigdy nie będziesz. Bronisz tego swojego męża z uporem godnym lepszej sprawy. I ja Cię rozumiem. Naprawdę. Gdybyś przeanalizowała dokładnie Wasze małżeństwo, zrobiła bilans zysków i strat, a ten wyszedł ujemny to musiałabyś podjąc jakieś działania, a do nich też nie jesteś gotowa. Najlepiej by było gdyby mąż sam z siebie zmienił sie na lepsze, pomagał Ci, dopieszczał, angazował się w Wasze sprawy - tylko, ze to nie zadziała, zwłaszcza gdy nie ma dobrej woli z jego strony. Jeżeli nie jesteś w stanie/nie chcesz podjąc konkretnych działań sugerowanych przez forumki to weź go na przeczekanie, zobaczysz , w którą stronę sytuacja sie rozwinie, może sam dostarczy Ci jakichś dowodów na niewierność, a może Cię zaskoczy pozytywnie. Nikt tego nie wie. Czas pokaże.
              • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 05.02.12, 12:45
                Możliwe ,że tak jest.
                Dzisiaj, znowu jest tym dawnym facetem,stara się ,uśmiecha,żartuje.
                Ale mam obawy ,że on w coś gra.
                Zdaje sobie sprawe ,że potrzebne jest byc może to przeczekanie,ale ja nie dam rady tak żyć ,pod jednym dachem,we wspólnym łóżku,gdy on jest taki jak przez ostatnie 2 miesiące.
                Jak to zrobić ,aby przetrwać?
                • edw-ina Re: To chyba już koniec 05.02.12, 13:12
                  Ja już tobie raz napisałam co zrobić, ale mam wrażenie, że ty naprawdę nie chcesz podjąć żadnych kroków. Jak chcesz, to ci to wypunktuję:
                  - ładnie się ubrać i zaplanować wyjście
                  - powiedzieć mężowi, że jesteś skłonna dać mu jedną jedyną szansę, pod warunkiem, że znajdzie terapeutę i zapisze was na terapię rodzinną oraz będzie się starał wszystko naprawić.
                  - później mówisz, że wychodzisz, wracasz wieczorem, a on ma tych kilka godzin na przemyślenie sobie wszystkiego
                  - jeszcze raz podkreślasz, że jest jedyne i ostateczne twoje wyciągnięcie ręki do niego a taka propozycja już się nie powtórzy
                  - po czym wychodzisz, najlepiej w ładnej kiecce, z uśmiechem na ustach
                  • majowa_lamia Re: To chyba już koniec 06.02.12, 12:36
                    naiwna - Ty nie masz nic przeczekiwać, kobieto ...
                    moja historia - skrót
                    odchudzanie, dbanie o siebie itd mojego exa
                    brak prezentu z okazji jakiejś uroczystości - oj, przesadzasz, zapomniałem (pierwszy raz)
                    duuużo pracy, żadnych wyjść po godzinach samotnych
                    oddalenie
                    próbowałam rozmawiać - co się dziej, powiedz proszę, przecież czuję że coś nie tak, nie jesteś szczęśliwy
                    on jest bardzo szczęśliwy i nic się nie dzieje
                    brak seksu
                    kochanie - to normalne, każdy ma takie kresy w życiu, w długoletnich związkach to ok
                    podsumowując: robił ze mnie wariatkę przez miesiące, wmawiał mi że jest ok - no było, miał kochankę, widywali się tylko w pracy!!!! i na imprezach firmowych, bzykali się w aucie, aby ubiec Twoje pytania
                    kobieto - czemu Ty masz się z nim męczyć?
                    czemu?
                    jemu jest tak dobrze, rozumiesz? nie mam pojęcia, co on ma we łbie, ale ma w dupie Ciebie - po prostu ma się wyprowadzić, kropka
                    wszyscy Ci tak piszą a Ty i tak swoje ....
                • szpil1 Re: To chyba już koniec 05.02.12, 13:59
                  naiwna-0 napisała:

                  > Możliwe ,że tak jest.
                  > Dzisiaj, znowu jest tym dawnym facetem,stara się ,uśmiecha,żartuje.
                  > Ale mam obawy ,że on w coś gra.

                  Pewnie tak jak dziewczyny napisały: sytuacja sie zaogniła, on (lub oni czyli mąż i ewentualna kochanka) chcą przeczekać, aż Ty sie uspokoisz, nabierzesz zaufania, że nic złego sie nie dzieje. Prawdopodobne jest, że jeśli mąż kogoś ma to ewentualne rozstanie z Tobą wcale nie musi mu byc na rękę. Np. ta druga też jest w związku i wcale nie chce go kończyć, aby się z Twoim mężem związać na stałe.

                  > Zdaje sobie sprawe ,że potrzebne jest byc może to przeczekanie,ale ja nie dam r
                  > ady tak żyć ,pod jednym dachem,we wspólnym łóżku,gdy on jest taki jak przez ost
                  > atnie 2 miesiące.
                  > Jak to zrobić ,aby przetrwać?

                  Brzmi to tak jakbyś była pewna, że ten okres "przeczekania" zakończy się tym, że wszystko bedzie jak dawniej. Ja uważam, że Ty tak naprawdę liczysz, że mąż na pewno "sie naprawi", nie dopuszczasz do siebie mysli, że może sie mylisz i ktoś w jego życiu jest. I ja to rozumiem, bo ja też takie złudzenia miałam. Kiedy byłam pewna, że moje małżeństwo jest tak mocne, że nic mu nie zaszkodzi, mój mąż planował już nową rodzinkę z drugą panią. A ja bym głowę dała uciąć, że na pewno w moim małżeństwie coś takiego jest niemożliwe.
                • joanna35 Re: To chyba już koniec 05.02.12, 17:31
                  Nasz kryzys trwał 3 lata, ale nie był związany z żadną kobietą. Po początkowej walce, kiedy to spalałam się na maxa odpuściłam sobie nasze relacjeprawie całkowicie. Tzn. byliśmy wobec siebie uprzejmi, ale żadnej bliskości - nie było to zaplanowane, tak wyszło. Skupiłam się na sobie, na odzyskaniu spokoju, ale angażowałam męża do spraw związanych z domem i dziećmi. Wyglądało to tak, ze mówiłam np. wolisz iść z dzieckiem na spacer czy po powrocie wykąpać je, nakarmić i uspać? Mój mąż wybierał spacer(i chwała Bogu, bo nie cierpię włóczenia się bez sensu po parku) co było po mojej myśli. Nie naciskałam, nie rozmawiałam(nie wierzę w siłę małżeńskich rozmów), ale stopniowo w rozmowach zaczęliśmy wychodzić poza informacje co trzeba zrobić. Ale w trakcie mojego odsunięcia zauważyłam u męża dobrą wolę - w końcu mógł powiedzieć, ze on nic robił nie będzie. A to dobrze rokowało. Dzisiaj jesteśmy oboje po indywidualnych terapiach, jest lepiej niż kiedykolwiek.
                  • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 05.02.12, 19:06
                    joanna35 ,jestem pełna podziwu dla ciebie.
                    Przez 3 lata ,zero bliskości i dałaś rade?
                    Ja kilku tygodni nie moge przeżyć .
                    Właśnie ten brak czułości rozwala mnie najbardziej,chociaż od wczoraj coś niby drgnęło.
                    • joanna35 Re: To chyba już koniec 05.02.12, 20:49
                      Nie było bliskości w rozumieniu fizycznym, ale....nawet jak było źle potrafiliśmy się razem śmiać, zdarzało nam się razem oglądac filmy, polecaliśmy sobie ksiązki do czytania itp.Natomiast jeżeli chodzi o sprawy fizyczne to mam o tyle latwiej, ze im bardziej jestem zraniona, rozżalona i zła tym mnejszą mam ochotę na czułości, o seksie nie wspominając
                      • nutka_mi Re: To chyba już koniec 06.02.12, 12:08
                        Czym innym jest kryzys w związku spowodowany czasem rutyną, brakiem fantazji (skapcianieniem), rozjechaniem potrzeb, innymi ważnymi bardziej lub mniej sprawami, nieuwagą nawzajem na dla siebie a czym innym kryzys w związku z osoba trzecią.
                        • joanna35 Re: To chyba już koniec 06.02.12, 12:10
                          Ależ nasz kryzys był spowodowany osobą trzecią.
                          • nutka_mi Re: To chyba już koniec 06.02.12, 17:09
                            Też zdradą ?
    • locja Re: To chyba już koniec 06.02.12, 09:23
      Szanowna Pani, wydaje mi się, że mąż Pani ma depresję. Przypuszczam, że zwiększył ilość wysiłku fizycznego, bo zauważył, że to przynosi mu ulgę w cierpieniu. To, że nie chce bliskości fizycznej jest bardzo typowym objawem. Także to, że nie chce się spotkać z lubianą koleżanką Może sam nie do końca rozumie, co się z nim dzieje. Depresja to stan w którym człowiek z najwyższym trudem zmusza się do podejmowania najprostszych czynności życiowych. Seks przestaje interesować na samym początku. Pani rola jest w tej chwili kluczowa. Mąż potrzebuje Pani ciepła i wspierającej obecności. Sugestii konsultacji z psychologiem (a jeszcze lepiej z psychiatrą, bo da leki). Depresja jest uleczalna - lekkie przypadki leczy się farmaceutycznie w ciągu kilku - kilkunastu miesięcy. Ważne, żeby wiedzieć, że leki działają dopiero po 7-20 dniach. Czasem nawraca, ale wtedy człowiek nie jest już taki przerażony, bo wie,co mu dolega i że po kilku tygodniach zażywania leków wszystko wróci do normy. Proszę być dobrej myśli i nie wyrzucać swojego nieszczęsnego (teraz, za jakiś czas będzie jak nowy) męża z domu. A na siłownię proszę się też zapisać. Bardzo pomaga. Pozdrawiam, od 30 lat żona trudnego, ale wspaniałego faceta.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: To chyba już koniec 08.02.12, 20:24
      Wiem, że to trudno wyobrazić sobie, ale czasem niektórzy ( w tym mężczyźni ) mają okres wycofania się z różnych życiowych aktywności To nie musi być od razu depresja. Bardziej okres refleksji ,bilansu, niezrozumiałych kłopotów i wątpliwości, zastanawiania się nad sobą. Dla osób, które są w związkach także na ich związkami, bo to ważna część życia, w którą angażują się różnymi częściami swojej osobowości.
      Jeśli wykluczyła Pani inna kobietę, jeśli mąż nie zmierza do rozstania czy czasowej separacji, nie zamierza podejmować radykalnych decyzji, zdziwiony słyszy o rozwodzie i wyprowadzce, to może trzeba o na trochę zostawić w spokoju. Gdzie jak nie w swoim domu ma się zadumać nad swoim życiem? Gdzie mieć przestrzeń na swoją intymność ? Gdzie jak nie w domu można pokazać swój zły nastrój ? Gdzie jak nie w związku pogadać o swoich wątpliwościach. Może powinna Pani spróbować nie koncentrować całej sprawy na sobie. Wiem , że to trudne, bo Pani czuje się ofiarą tej sytuacji. Jeśli nie może być Pani w takim momencie wsparciem dla męża, wspólniczka jego aktualnych trosk, to może niech się Pani troszkę wycofa, nie dopytuje o co mu chodzi i czy już mu przeszło. Nie obserwuje go pilnie i sprawdza, co się zmieniło. Nie straszy rozwodem. Dwa miesiące to nie jest znów tak długi czas.
      Z trochę dalszej perspektywy niech Pani przygląda się biegowi zdarzeń i mężowi. W razie czego na radykalne interwencje przyjcie czas. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 08.02.12, 20:55
        Dziękuję za pani posta.
        Możliwe ,że tak jest ,bo mąż często siedzi i duma.
        Ale boli mnie to ,że tak mnie odsuwa od siebie,że nie chce bliskości ze mną.
        Dodatkowo ,wiecznie te cyrki z ukrywaniem komórki.
        Czasami mam wrażenie ,że on nie chce już ze mną być ,tylko boi się konsekwencji tej decyzji.
        Zapytałam go ,czy kocha tą swoją przyjaciółke z pracy i odpowiedział " lubię ją - a to jest różnica".
        Ta sytuacja wiele mnie kosztuje i rujnuje moje zdrowie. Pozdrawiam
        • naiwna-0 Zaraz mnie trafi 10.02.12, 08:14
          Dziewczyny,szlag mnie dzisiaj trafi,on zupełnie oszalał i zachowuje się jak gó...arz.
          Mieliśmy ostatnio niespodziewanie duże wydatki,więc teraz musimy przez 2 miesiące trochę uważać z kasą.
          A mój mąż bierze codziennie konta kase i wydaje ją w pracy.
          Tak mi przynajmniej mówi,że musiał widocznie wydać w pracy.
          Co się z nim dzieje,zupełnie wszystko olewa.
          • zielony_marcepan Re: Zaraz mnie trafi 10.02.12, 08:46
            Rozumiem,ze to wieksze kwoty?Nie wie ile i na co wydal?Ile kasy mozna wydac na lunch w pracy czy kawe?
            • woda_woda Re: Zaraz mnie trafi 10.02.12, 08:48
              zielony_marcepan napisała:

              > Rozumiem,ze to wieksze kwoty?Nie wie ile i na co wydal?Ile kasy mozna wydac na
              > lunch w pracy czy kawe?


              A ten mąż to jest małe dziecko, które trzeba kontrolować na co wydało pieniądze i o czym myśli?
              • zielony_marcepan Re: Zaraz mnie trafi 11.02.12, 11:36
                No wybacz ale jesli nagle znikneloby wam z konta np kilka stow(zwlaszcza jak ma sie jakies problemy finansowe i trzeba nieco oszczedniej zyc) a maz nawet nie wie na co kasa poszla,to chyba powodow do radosci bys nie miala?Nikt nie pisze o kontrolowaniu meza i rozliczaniu z kazdego wydanego grosza,po co upraszczasz?
          • misiowamama-2 Re: Zaraz mnie trafi 10.02.12, 09:17
            ja z góry przepraszam, ale nasuwa mi sie tylko jedno: nie dość,że naiwna jesteś to i głupia, że aż strach... Na co wydaje WASZE pieniążki? Naprawde myślisz, że na jedzonko dla siebie? Wiadomo nie od dziś, że kochanka kosztuje :-P
            Otrząśnij się wreszcie...
          • melancho_lia Toż to drugą babą na kilometr zalatuje 10.02.12, 12:38
            Niewązne co mąż twierdzi, dla mnie jest wszystko więcej niż podejrzane.
          • timetotime Re: Zaraz mnie trafi 10.02.12, 14:53
            Przykro mi to pisać, ale przez moment przeleciało mi przez myśl, że jesteś trollem. Niewiarygodne, że można być aż tak naiwnym...
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: To chyba już koniec 10.02.12, 09:02
          naiwna-0 napisała:

          .
          > Ale boli mnie to ,że tak mnie odsuwa od siebie,że nie chce bliskości ze mną.

          Nie wiem czy dobrze odczytałam, to co Pani wcześniej napisała, ale wydaje się, że Pani chodzi o bliskość seksualną, fizyczną. Tutaj mąż Panią odsuwa. Jeśli przyjmiemy założenie, że ma czas refleksji, to może mu jest potrzebna od Pani bardziej bliskość emocjonalna, zrozumienie jego stanu, może właśnie lekkie wycofanie. Mężczyźni w przeciwieństwie do kobiet, są w takich okolicznościach bardziej wycofani, mniej mają ochotę na rozmowę o problemach, nie umieją ich precyzyjnie określić, nie lubią mówić o emocjach.
          Wiem, że to jest przykre, wiem, że w kryzysie życie seksualne jest ważnym wskaźnikiem, bo pierwsze idzie "pod nóż". Dlatego nie namawiam do udawania, że nic się nie dzieje. Namawiam do zmiany taktyki i obserwacji z daleka.
          Jeśli natomiast pojawiły się nieodpowidzialne decyzje finansowe, to w tej konkretnej sprawie interweniować, ale bez rozciągania jej na całość Waszych obecnych stosunków. Nie żeby nie widzieć wszystkiego w ogólnym planie, ale aby w dyskusji czy kłótni o sprawy finansowe tego nie włączać.
          > Dodatkowo ,wiecznie te cyrki z ukrywaniem komórki.
          > Czasami mam wrażenie ,że on nie chce już ze mną być ,tylko boi się konsekwencji
          > tej decyzji.

          Tak może być. Ja nie wiem o czym mąż duma, jakie decyzje rozważa. Może i te które nie są ku związkowi. Mówię tylko, że ma do tego prawo, bo na razie jesteście razem i mąż nie mówi o rozstaniu. Lepiej jest stanąć z boku, niż ciągle narażać się na odtrącenie. Lub na swoje fantazje o czym myśli mąż i dlaczego. To Panią osłabia.
          Jeśli to wszytko jest za sprawą innej kobiety, to się przecież też okaże i pozwoli Pani zająć odpowiednie stanowisko. Opisana strategia nie jest strategią na zawsze.

          > Ta sytuacja wiele mnie kosztuje i rujnuje moje zdrowie.

          Domyślam się w jakiej niepewności Pani żyje. Niestety nie wszytko w życiu daje się precyzyjnie kontrolować. A najmniej drugi, nawet bliski człowiek.
          Agnieszka Iwaszkiewicz
          • timetotime Re: To chyba już koniec 10.02.12, 14:51
            Pani Agnieszko, Pani ma chyba niestety zbyt dobre zdanie o ludziach.
            Przecież autorka wątku może, za przeproszeniem, do usranej śmierci czekać z boku aż małżonek raczy "precyzyjnie się określić" :/.

            > Jeśli to wszytko jest za sprawą innej kobiety, to się przecież też okaże i pozw
            > oli Pani zająć odpowiednie stanowisko.

            Okaże się, albo się nie okaże. Niektóry ludzie długie lata potrafią ukrywać się i podwójne życie prowadzić. Tu sygnały są tak oczywiste, że coś złego się dzieje, że naprawdę nie wiem po co naiwna-0 ma czekać... Aż mąż łaskawie dokona wyboru?
            • mamapodziomka Re: To chyba już koniec 10.02.12, 16:09
              No trzeba czekac, koniecznie. Az pan polikwiduje lokaty, usunie pieniadze z konta w bezpieczne miejsce, odpowiednio ustawi znajomych i sprzeda im swa lzawa wersje jak to go zona nie rozumie ;))) Jest mnostwo powodow dla ktorych warto czekac ;)))
              • misiowamama-2 Re: To chyba już koniec 10.02.12, 16:12
                Faktycznie, warto czekać ;-)...
                • moniapoz Re: To chyba już koniec 10.02.12, 17:22
                  przecież nie trzeba czekać w nieskończoność....zresztą to ma być czekanie i obserwowanie
                  ja mam wrażenie, że tak nakręcacie biedną autorkę wątku, że ona nawet jeżeli tej zdrady nie ma będzie tak nakręcona, że swoim zachowaniem sama wepchnie męża w ramiona bardziej wyrozumiałej partnerki.
                  to bez sensu - jeżeli jej zależy na mężu to niech nie szaleje - ziółka piję czy co, bo bez sensu jest robienie sobie i mężowi nerwówki tylko dlatego, że na forum 9/10 powiedziało, że to zdrada na pewno. to jej życie jej mąż, chyba zna go na tyle , że umie jakoś ocenić sytuację ?

                  kasy nie przeleje na inne konta bo z tego co widzę w tym związku jest pełna kontrola żony w zakresie tego co mąż robi a także materialnym, a znajomych olać - co to za znajomi którzy wierzą w bajki - takich nikomu nie potrzeba.
                  ------
                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                  • timetotime Re: To chyba już koniec 10.02.12, 17:29
                    moniapoz napisała:

                    > to jej życie jej mąż, chyba zna
                    > go na tyle , że umie jakoś ocenić sytuację ?


                    Widać nie umie skoro pyta na forum...


                    • moniapoz Re: To chyba już koniec 10.02.12, 19:16
                      > Widać nie umie skoro pyta na forum...


                      i to jest dla mnie dziwne. rozumiem zapoznac sie z opinia innych ale brac wszystko tak na powaznie i nie umiec ocenic zachowania meza z ktorym sie zyje ?

                      ------
                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • panda_31 Re: To chyba już koniec 10.02.12, 10:26
      naiwna-0 mój mąż zachowywał się tak samo. Nawet kiedyś powiedział mi, że boi się odejść, bo nie chce być sam i nie wie czy uda mu się ułożyć od nowa życie. Także jasno dał mi do zrozumienia po ze mną siedzi. Też tylko mnie odsuwał, odpychał, unikał, tylko że ja wiedziałam, że jakaś kobieta była, a może cały czas jest. Widziałam te zmiany właśnie kiedy zaczął z nią pisać. Wtedy zaczął się bardzo odsuwać. Ja rozumiem jakie to jest straszne kiedy Ty jeszcze kochasz i codziennie czujesz tą obojętność, a chciałabyś tak zwyczajnie jak kiedyś przytulić się, pocałować. Boli strasznie. Myślę, że jeżeli rzeczywiście nie chcesz jeszcze zakończyć tego związku to musisz czekać, a czas i tak pokaże czy to ma przetrwać czy nie. Ja nie miałam siły już czekać na jakąś poprawę, tym bardziej, że była umowa, że ratujemy małżeństwo staramy się, a on dalej wszystko miał gdzieś. Zyczę Ci dużo siły i wtrwałości, no i zdrowia, bo w takich sytuacjach też jest potrzebne. Najbardziej żal też dzieci, które na to wszystko patrzą i przeżywają.
    • ragazza.bionda Re: To chyba już koniec 10.02.12, 16:19
      Na moje oko facet ma babę!!!
      I chyba uważa, że jesteś naiwna i uwierzysz w gadkę o tym, że nie ma nikogo.
      W chwili, kiedy facet zaczyna dbać o siebie i unikać wszelkich kontaktów z Tobą, staje się to podejrzane.
      Zacznij go szpiegować, jeśli możesz... Wycisz swoje emocje, daj mu spokój, ale działaj!!!
      Działaj dziewczyno, bo jeśli ma babę, ja bym go już nie chciała!
      • naiwna-0 Re: To chyba już koniec 10.02.12, 18:18
        ragazza.bionda napisała:

        > W chwili, kiedy facet zaczyna dbać o siebie i unikać wszelkich kontaktów z Tobą
        > , staje się to podejrzane.
        > Zacznij go szpiegować, jeśli możesz... Wycisz swoje emocje, daj mu spokój, ale
        > działaj!!!
        > Działaj dziewczyno, bo jeśli ma babę, ja bym go już nie chciała!
        Dbać o siebie zaczął już z dwa lata temu,a unika kontaktu od kilku tygodni.
        A z tym szpiegowaniem to pisałam już ,że sprawdzone jest ,że na basenach i siłowniach nie spotyka się z żadną panną.A potem wraca prosto do domu.
        W gre wchodzi tylko romans w czasie pracy,bo z pracy też wraca punktualnie.

        A co do baby, to on wie ,że gdyby mu się coś "przytrafiło" to ja nie wybaczam.
        Ja teraz nie mam pracy i szukam.Więc dopóki nie znajde, to musimy trochę kontrolować nasze wydatki ,a on zachowuje się jak gó...arz.Z niczego nie może zrezygnować,bo jak twierdzi chce korzystać z życia.Porażka.
        • timetotime Re: To chyba już koniec 10.02.12, 18:22
          naiwna-0 napisała:

          > Z niczego nie może zrezygnować,bo jak twierdzi chce korzystać z życia.Porażka.

          Nie. Klasyka gatunku.
        • ragazza.bionda Re: To chyba już koniec 11.02.12, 22:43
          W takim razie spróbuj odpuścić na jakiś czas. Nie czepiaj się go.
          Wpadnie w najmniej oczekiwanym momencie.
          Miej oczy i uszy szeroko otwarte, czuwaj. Zaczniesz działać, jak przyjdzie czas.
          Nie masz możliwości skontrolować go w pracy, może znasz kogoś, Tobie przychylnego?
          • timetotime Re: To chyba już koniec 11.02.12, 22:47
            I postaraj się dorwać ten telefon, może w nocy, jak on śpi?
            W tej chwili nie ma już niedozwolonych chwytów. Powodzenia.
    • szpil1 Re: To chyba już koniec 12.02.12, 09:48
      Czyli sprawa jasna?

      No i wybrał kochankę

      Chyba Twój mąż nieźle Ci w głowie, sądząc po Twoich wcześniejszych wątkach było sporo sygnałów, że coś na rzeczy jest. Współczuję.
      • szpil1 Re: To chyba już koniec 12.02.12, 09:54
        Namieszał, miało być.
      • timetotime Re: To chyba już koniec 12.02.12, 13:01
        Taki biedny, potrzebujący czasu miś... Stań z boku, obserwuj, nie reaguj, bla, la, bla...

        Współczuję.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka