Dodaj do ulubionych

Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z domu.

13.05.12, 13:01
Może to trochę brutalne, to co napisałam w tytule postu, ale coraz częściej o tym marzę.
Mój 17-letni syn coraz gorzej mnie traktuje. Coś się zmieniło w jego zachowaniu już w zasadzie rok temu, ale nie wiem, co miało na to wpływ, bo nie wydarzyło się nic szczególnego w naszym życiu. Syn lekceważąco do mnie mówi, nie słucha w ogóle tego co do niego mówię, na każdą prośbę reaguje od razu złością, lub wrzeszczy, że wiecznie czegoś od niego chce (chociaż nie jest to prawdą). Często potrafi mnie popchnąć, kilka razy (i o tym nie mówiłam nikomu, bo mi wstyd, dopiero na forum pisze) mnie uderzył.
Mąż ma taką specyficzną pracę, więc przez większość roku nie ma go w domu.
Jego oceny w szkole są słabe, wiem, że nie słucha też żadnych poleceń nauczycieli, raz pobił też chłopaka z jego klasy.
W domu też jest coraz ciężej.
Dlatego czekam na to, aż syn osiągnie pełnoletność, i się wyprowadzi, chociaż cały czas mówi do mnie, żebym o tym zapomniała, bo tak szybko spokoju mi nie da.
Nie wiem, co jest przyczyną takiego zachowania, ale coraz bardziej mnie to męczy
Obserwuj wątek
    • galwaygirl Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 13:45
      jak miałam 16-18 lat (czyli jak byłam w LO), to też miałam takie akcje. Moja mama miała ze mną na prawdę ciężko i się buntowałam przeciw wszystkiemu, przeklinałam do niej, nie panowałam nad sobą, jak mnie wyprowadziła z równowagi (a potrafiła zrobić to bardzo często- kilka/naście/ razy dziennie). Ja chciałam być już dorosła, nie mieć zakazów, robić, co chcę oraz tego, żeby rodzice nie wtrącali się w moje życie, bo przecież jestem dorosła;) i sama umiem o sobie decydować. a tu niestety było tak, że dla rodziców wciąż byłam dzieckiem, za które są odpowiedzialni, więc mogłam sobie pomarzyć o totalnej swobodzie. do tego dochodziło jeszcze to, że część moich znajomych miała więcej luzów, co tym bardziej doprowadzało mnie do pasji, bo uważałam, że moi rodzice to zacofani tacy pod kloszem mnie trzymają (bo niby czemu czepiają się, że wróciłam zbyt późno z imprezy, pijana i śmierdząca papierosami, skoro mam już te 16-17 lat, czyli prawie 18! a poza tym rodzice innych znajomych to tolerują...)
      a teraz mam świetny kontakt z nimi, samo mi minęło, w sumie to chyba po 18, jak rodzice faktycznie po woli zaczęli odpuszczać albo może jak zarobiłam swoje pierwsze pieniądze? nie pamiętam, wiem, że to mija, moi znajomi też tak mieli;)
      • verdana Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 14:02
        Myślę, zę potrzebujesz porady specjalisty do spraw rodzinnych. Takie jazdy nastolatkom się zdarzają, choć to, o czym pieszesz to już jest przemoc domowa. Problem w tym, ze jesli chcesz wyrzucić z domu uczace sie dziecko, to po pierwsze - jest to raczej niewykonalne, po drugie swiadczy o tym, ze przestało Ci na synmu zależeć, a on ma dopiero 17 lat. Jeśli przedtem syn nie zachowywał sie tak, jak teraz, a nagle zaczął być agresywny, to nalezałoby poszukać przyczyny. Na przykład narkotylkó. Albo czegoś, co źle funkcjonuje w domu.
        Zamiar wyrzucenia syna z domu w wieku 18 lat "na ulicę" oznacza, że coś w rodzinke kompletnie nie funkcjonuje, nie tylko syn.
      • sebalda Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 14:04
        Jeśli się ma takie podejście do dziecka jak do rzeczy albo zwierzaka, to się nie dziwię, że to dziecko jest właśnie takie. Zepsuł się, to najlepiej go wyrzucić.
        U pedagoga szkolnego byłaś? Interesujesz się jego życiem? Rozmawialiście dużo, jak był młodszy i jeszcze się nie zepsuł? Znasz jego zainteresowania, znajomych? Czy oprócz pytań o stopnie wiesz coś o szkole? Pobił kolegę z klasy, wiesz dlaczego, co zaszło? Ważna zawsze była dyscyplina, czy odwrotnie, miał za dużo luzu? Interesowałaś się kiedykolwiek etapami rozwojowymi dziecka? Wiesz, jak reaguje typowy 15-latek na przykład? Miałaś choć raz w życiu e ręce poradnik na tematy wychowawcze? Zadałaś sobie trud zrozumienia emocji swojego dziecka? Jego potrzeb? Mam na myśli potrzeby emocjonalne. Chwaliłaś go, gdy coś robił dobrze? Wspierałaś w realizacji marzeń? W ogóle znałaś jego marzenia? Stosowałaś w wychowaniu system kar częściej niż nagród? Jakie kary stosowałaś? Jak często rozmawiałaś z nim naprawdę szczerze?
        Te pytania dotyczą okresu wcześniejszego, jasne, że teraz, na tym etapie na większość odpowiesz negatywnie, bo on już Cię nie wpuszcza do swojego świata, za późno raczej na to. Ale gdybyś zadała sobie trochę trudu, zainteresowała się problematyką wychowania, poradziła pedagoga, psychologa, okazała młodemu, że Ci na nim jeszcze zależy, może jest szansa, zamiast marzyć, że wkrótce pozbędziesz się problemu. A potem płacz, że dziecko nie okazuje wdzięczności, że na starość Cię oleje.
        Smutne to wszystko strasznie:(
        • fion_a_74 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 14:24
          To nie jest tak, że przestało mi na nim zależeć, ale też nie chce mieszkać przy boku z kimś, kto mnie traktuje tak, jak opisałam wyżej.
          • fion_a_74 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 14:26
            Mieszkanie jestem w stanie synowi zapewnić, ale niech sam na siebie zarabia.
            • verdana Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 14:57
              18-latek zatem będzie musiał przerwać naukę, aby sam na siebie - bez żadnego wykształcenia i zawodu zarobić. Ciekawe jak... Rozumiem, że nie zalezy Ci już w ogóle na synu, chcesz się go tylko pozbyć, aby mieć święty spokój - jesteś gotowa uznać, zę reszta jego zycia nie jest dla Ciebie wazna, byle tylko sobie poszedł.
              Rozumiem desperację, ale jednak taka postawa - brak próby zrozumienia o co chodzi, tylko pozbycie sie klopotu świadczy o tym, że w domu działo sie fatalnie, a to , co robi syn może byc skutkiem Twojej postawy wobec niego.
              Poza tym zmartwię Cie - póki syn się uczy, mmasz obowiazek alimentacji. Więc gdyby, o zgrozo, chciał skończyć liceum to musisz go utrzymywać, niezaleznie od tego, czy chcesz czy nie.
              • fion_a_74 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 14:59
                To przeczytaj niżej.
              • tortola Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 17.04.13, 08:53
                Jaka nauke musiałby przerwać? wszak on sie nie uczy -tylko chodzi do szkoły, ma słabe oceny. Czy kazdy musi sie uczyć jak nie chce? Ktos musi wywozic smieci albo myc wc.
                Wykształcenie mozna uzupełnić jako człowiek dorosły.
          • sebalda Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 14:40
            ion_a_74 napisał(a):

            > To nie jest tak, że przestało mi na nim zależeć, ale też nie chce mieszkać przy
            > boku z kimś, kto mnie traktuje tak, jak opisałam wyżej.

            Ale to nie jest ktoś. To nie jest znajomy, kolega, daleki kuzyn, że jak Cię gorzej potraktuje, to możesz z nim zakończyć znajomość. To jest Twoje rodzone dziecko, jesteś za nie odpowiedzialna, w dużej mierze ono jest takie, jakim je uczyniłaś. Mówi się, że środowisko ma duży wpływ na dorastające dzieci. Ale dziecko, które ma oparcie w domu, jest kochane, uczone tolerancji i asertywności, wybiera sobie takie środowisko i takich kolegów, ktorzy nie przerobią go na swoją modłę, nie przekabacą i nie zmienią jego wartości. Od takich będzie się trzymał z daleka. Ale jeśli do tej pory nie pracowałaś nad relacją z dzieckiem, to tym bardziej nie możesz go teraz traktować jak niepotrzebny, wybrakowany sprzęt. Masz jeszcze czas, by wszystko naprawić, ale musisz wykonać duży wysiłek. Nie stać Cię na to dla osoby, ktora powinna być dla Ciebie najważniejsza na świecie?
            Co zrobiłaś, żeby jakoś do niego dotrzeć? Cokolwiek?
            Odpowiedziałaś sobie przynajmniej, skoro tu nie chcesz, na pytania, ktore zadała wcześniej?
            • fion_a_74 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 14:55
              Postaram się odpowiedzieć na Twoje zadane pytania w miare możliwości.
              W Waszych oczach już wyszłam na wyrodną matkę, która marzy o wyprowadzce własnego dziecka. To nie jest tak. Interesowałam się życiem syna, starałam się z nim rozmawiać, pomagać, ale on mało o sobie mówił, często zbywał. Nie chciałam i nie chce naciskać, bo to ma raczej skutek odwrotny. Starałam się tak rozmawiać, żeby to nie brzmiało jak przesłuchanie. Syn teraz mówi, że mu nie zależy na nauce i ocenach, że to jego sprawa, że sobie sam poradzi. Wcześniej miał większe plany, chciał nawet iść na studia, załatwiłam mu nawet korepetycje, żeby poprawił sobie oceny z konkretnych przedmiotów, które miały związek ze studiami. Syn sam tego chciał. W zasadzie ja sama od początku wychowywałam syna. Nie stosowałam rygorystycznej dyscypliny, raczej stawiałam na luz, ale też nie przesadny. I wcześniej naprawdę nie było problemów. Kar jako kar nie stosowałam jakoś szczególnie, nie było też żadnych większych incydentów, za które mogłabym wymierzać większe kary. Jak coś było ,,na rzeczy'' to starałam się ograniczyć np. kieszonkowe czy wychodzenie, ale to były kary raczej krótkotrwałe. Z pedagogiem rozmawiałam, ale nic nie dowiedziałam się. Nic poza tym, co mama wiem i zaobserwowałam. Znajomych syna nie znam, szczerze mówiąc. Syn mi ich nie przedstawiał, nikt też do nas nigdy nie przychodził, nikogo nie zapraszał. Chciałam, żeby syn miał to, o czym marzy,więc realizowałam jego pasję, nawet jak miał etap, że co chwilę zmienia zainteresowanie. Raz nauka niemieckiego, raz boks, raz gra na gitarze, i tak kilka zmian w ciągu kilku zaledwie miesięcy - ale chciałam żeby robił, co chce, więc starałam się pomagać mu i finansować.
              Syn to trochę takie ,,dziecko'' żyjące w swoim świecie.
              W naszej rodzinie nie było niczego, żadnego zdarzenia, żadnego przypadku, po którym mogłaby nastapić taka zmiana zachowania.
              Narkotyki itp. wykluczam.
              • verdana Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 14:59
                No tak. Idealna matka i wyrodny syn.
                Wybacz, tak nie bywa. Dziwne zresztą, zę udało Ci się przez wiele lat wychowywać syna bez większych problemów, a przy narastaniu problemów natychmiast jedynym rozwiazaniem jest wyrzucenie go i pozbycie sie problemu. To nie jest normalne, zę tak Ci na nim w ogóle nie zalezy.
                • fion_a_74 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 15:00
                  Gdzie napisałam, że mi w ogóle nie zależy?
                  Rozumiem jednak, że mam się godzić na takie traktowanie, bo to przecież moje dziecko?
                  • bellagnos Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 15:23
                    Nie mogę uwierzyć w to co czytam, syn bije matkę a wy na nią naskoczyłyście, to
                    nie do pomyślenia. Nikt nie ma prawa nikogo bić , emocje emocjami , kłótnie itd to normalne u nastolatka ale bicie już nie jest normalne. Nie możesz na to pozwolić. Może masz wsparcie kogoś w rodzinie? Dlaczego wykluczasz narkotyki? Ja jednak radzę wgłębić się w ten temat no i rozmowa z psychologiem.
                    Ja ciebie w pełni rozumiem co do tej wyprowadzki bo jesteś sama z problemem i zmęczona do tego pewnie pełna żalu do syna, nie dziwie się. Sama sobie nie poradzisz.
                    • jadowita71 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 16.04.13, 10:28
                      zgadzam się! Co innego tumiwisizm - sama to przerabiam z synem - a co innego agresja.
            • tortola Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 14.05.12, 08:14
              Pojechałas po bandzie mówiąc ,ze dziecko jest "w dużej mierze ono jest takie, jakim je uczyniłaś"
              Teorie wychowawcze mówiące o tym, ze "człowiek jest jako biała tabliczka" , którą wyłacznie rodzic moze zapisac tym , czym chce - sa o ile dobrze pamietam z epoki oswiecenia i wtedy były w rozkwicie.
              Od tamtych czasów nastapił postep w psychologii, socjologii , pedagogice , genetyce itd i wiedza o naturze człowieka stała sie pełniejsza choc nie kompletna i nie dająca prostych recept na wychowanie , co nie kazdy zauważył.
              Cóz dajmy spokój teoriom wychowaczym rodem z oświecenia, bo dziś 21 wiek.
              A tak wogóle to o co chodzi? Chciałas kobiecie dołozyc czy jej pomóc?
              • sebalda Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 14.05.12, 10:21
                tortola napisała:
                > A tak wogóle to o co chodzi? Chciałas kobiecie dołozyc czy jej pomóc?

                Wychowałam dwoje dzieci. Żeby było trudniej, wychowałam będąc w związku przemocowym (z czego długo nie zdawałam sobie sprawy, ale to osobna historia), zatem mam prawo twierdzić, że coś o wychowaniu wiem. Zawsze starałam się wspierać w procesach wychowawczych wiedzą na ten temat, bo to zbyt poważna sprawa, żeby zdawać się wyłącznie na intuicję, z drugiej strony w wychowaniu dzieci kieruję się przede wszystkim szacunkiem dla nich, a do tego pamięcią swojego wewnętrznego dziecka. Od początku budowałam silną i opartą na szacunku więź z dziećmi. I choć ani ja nie jestem idealną matką, ani one idealnymi dziećmi (choć jest im bardzo blisko do tego ideału), to nigdy nie miałam i nie mam z nimi poważnych problemów wychowawczych. A oboje przeszli już wiek buntu. Oboje mogli być narażeni na wpływy środowiska, oboje widzieli różne wzorce u rówieśników, bardzo odmienne od wartości, ktore mieli przeze mnie przekazane. Nie poddali się jakoś i śmiem twierdzić, że to ich niepoddanie się presji środowiska udało się dzięki mojej postawie, postawie szacunku dla nich, budowania własnej wartości, silnych osobowości. Wsparcie w domu, bezwarunkowa miłość, wysiłek, by zawsze dzieciom towarzyszyć, wspierać wszelkie wysiłki, interesować się nimi, poznać ich przyjaciół powinny zaowocować tym, że dzieci z dnia na dzień nie zmienią się w potwory. Ale to wszystko wymaga wysiłku. Wiele dzisiejszych rodzin skupia się na zapewnieniu dzieciom dóbr materialnych, pomijając potrzeby emocjonalne dzieci. Wiele stosuje system kar, dyscyplinę, bez wzięcia pod uwagę odczuć i etapów rozwojowych dzieci. A potem jest wielkie zdziwienie, że dziecko jest złe, niewdzięczne, nieposłuszne, krnąbrne. A już kompletnie kuriozalną dla mnie postawą jest chęć wyrzucenia z domu, pozbycia się niewygodnego dziecka. Jak można do tego stopnia nie czuć odpowiedzialności za swoje rodzone dziecko? Już pisałam, to nie jest zabawka albo piesek, które można wrzucić albo oddać w "dobre ręce". To nie jest kolega, z kórym można zerwać stosunki, gdy przestaje nam odpowiadać. Matka nie napisała, że do tej pory zrobiła wszystko, by zrozumieć nagłą zmianę syna, dotrzeć jakoś do niego, tylko w pierwszym poście przedstawiła tak sprawę, że syn nagle się pogorszył i zaczął ją bardzo źle traktować, zatem ona chciałaby się go jak najszybciej pozbyć.
                Zupełnie inaczej odpowiedziałabym matce, która zrobiła wszystko, co w jej mocy, by dotrzeć do dziecka, pracowała nad relacją, wyczerpała wszystkie dostępne środki i teraz prosi o radę, bo nic nie pomogło.
                • katus118 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 14.05.12, 12:52
                  sebalda napisała:

                  ani one idealnymi dziećmi (choć jest im bardz
                  > o blisko do tego ideału),

                  Nie ma idealnych ludzi.

                  I jak najbardziej rozumiem autorkę: syn, za przeproszeniem, wali ją w mordę, i co ona ma zrobić? Tolerować to, bo to jej rodzone dziecko? Powiedzieć mu: synu, bijesz mnie, ale trudno: widocznie za mało czasu ci poświęcałam, więc możesz mnie obijać/popychać/lekceważyć?
                  A może uważasz, że syn autorki ma prawo ją bić?
                • tortola Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 15.05.12, 00:35
                  I co z tego, że ktos wychował dwoje dzieci? Czy to legitymizuje cokolwiek? A jak ktos wychował np. 7 dzieci to już może udzielac porad w poradni rodzinnej bez stosownych dyplomów?
                  Pytanie brzmi czy matka mająca prawie idealne dzieci może doradzić matce absolutnie nieidealnego syna. Pewnie może, tak jak np. widzący może doradzac niewidzącemu jak fajnie jest delektowac sie kolorami przyrody.
                  Sebaldo, ładne laurki piszesz o sobie i swoich talentach wychowawczych, miał to byc watek pomocowy a wyszła Ci psychopapka podlana mentorskim tonem.
                  Tak jak w piosence - "miło jest dokopac leżacemu, takiego to i dobic nie żal...."
                  • sebalda Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 15.05.12, 09:58
                    Tortolu droga, żeby wyleczyć chorobę, trzeba poznać jej przyczynę, dlatego uznałam, że lepiej, żeby matka zastanowiła się nad tym, dlaczego syn tak się zmienił i tak postępuje. Bo wyrzucenie go z domu niczego nie załatwi, proste. A swoje dzieci opisałam po to, żeby nikt nie pomyślał, że się mądrzę, a sama nic nie wiem o wychowaniu. Wiem, bo a. wychowałam i to nie najgorzej dwoje dzieci, b. interesuję się tą tematyką i staram się pogłębiać wiedzę na ten temat, bo uważam wychowanie dzieci za najważniejszą i najtrudniejszą sztukę w życiu. Wiele matek idzie na żywioł, wychowuje przede wszystkim przez nadmierne karcenie lub odwrotnie, puszczając dzieci samopas. A tak się nie da wychować dobrych dzieciaków.
                    Uważam, że to, jakie są dzieci, na jakich wyrosną ludzi, zależy głównie od nas, rodziców, a przypadki psychopatów zdarzają sie jednak w populacji naprawde rzadko. Ktoś pisze o mechanizmach, których dziecko nie ma. Przeciętne dziecko ma wszystkie mechanizmy, tylko rodzicom zwyczajnie się nie chce ich uruchamiać, bo to wymaga dużego wysiłku. Tyle.
                    Nie chciałam autorce dokopać, ale chciałam, żeby przemyślała, co mogło się stać, że do tego wszystkiego doszło i jaką teraz drogą próbować dotrzeć do dziecka. A nie porzucać, bo się zepsuł.
                    • tortola Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 15.05.12, 15:14
                      Sebaldao, nie podzielam Twoich koncepcji wychowawczych ani teorii nt. rodziców , ktorzy wszystkiemu sa winni. Nie jestem odosobnionym wyjatkiem ( patrz prof. Ewa Wojdyłło, ktorej poglady na wychowanie są mi bliskie) sorry , po prostu swiat widzę inaczej.
                      Generalnie nie jestem zwolennikiem teorii ,ze człowiek ma wpływ na wszystko i wszystko moze kontrolować jesli tylko zechce. A jak mu sie to nie udaje to powinien się dokształcić, poczytac poradnik psychologiczny lub isć na terapię.
                      Nie bedę juz więcej odność sie do tych kwestii, bo konsensus jest nie mozliwy jesli nasze widzenie swiata jest diametralnie różne.
                      • sebalda Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 15.05.12, 15:42
                        A to bardzo ciekawe, Tortolu, bo ja też zgadzam się z Ewą Woydyłło, jej książka My, rodzice dorosłych dzieci bardzo mi sie podobała. Jeśli do niej między innymi nawiązujesz, przeczytaj raz jeszcze, proszę, rozdziały o dobrej matce i dobrym ojcu (nie pamiętam, jak się nazywały, ale o to chodziło).
                        Rodzice popelniają bardzo dużo błędów wychowawczych i to zarówno przeginając w strone zbytniej dyscypliny, jak i w stronę za dużego luzu, byle miec mniej roboty, mniej czasu poświęcać dziecku, mniej wysiłku mu poświęcić. Robią to do tego stopnia bezwiednie, że budzą się dopiero, jak dziecko wchodzi w okres buntu, znajduje sobie w środowisku osoby, ktore poświęcą im więcej uwagi niż rodzice, będą nimi bardziej zainteresowane, a żeby to osiągnąć, będą się popisywać. Czym najłatwiej się popisać? Pieniędzmi, paleniem, piciem, imprezami. A stąd już droga po równi pochyłej. I wtedy dziecko jest najgorsze.
                        Zgadzam się, że często jest za późno na naprawę stosunków, ale takie odrzucanie swojej winy i zwalanie jej na dziecko, pozbywanie się problemu jest dla mnie bardzo krzywdzące. Jeśli do tej pory nie zadało się trudu dobrego wychowania, może to ostatni dzwonek? Nie wiem i w jednym masz rację, nie umiem się może znaleźć w sytuacji rodzica, którego dziecko się stoczyło, stało się naprawdę złe. Niemniej uważam, że psychopatów na świecie jest mało, znacznie więcej jest zaniedbanych emocjonalnie, biednych, smutnych, pogubionych ludzi, kórym rodzice nie okazali wystarczająco dużo miłości i uwagi.
                        Cieszę się, że możemy się ładnie różnić, faktycznie mamy inne spojrzenie, ale nie musimy się kłócić:)
    • marianka_marianka Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 15:37
      A jak reagujesz w sytuacji, kiedy Twój własny syn podnosi na Ciebie rekę?
      Piszesz, że zaczęło się jakiś czas temu, wyzwiska, krzyki, popychanie, następowała eskalacja przemocy do tego stopnia, aż syn Cię uderzył.
      Jak reagowałaś wcześniej na popychanie, wyzwiska?
      Z Twojego opisu sytuacja wygląda bardzo źle i to Twój syn może Ciebie wkrotce wyrzucić z domu, bo nie boi się Ciebie uderzyć, a tym samym nie stanowisz w jego oczach autorytetu, z którym trzeba się liczyć.
      Znasz jakiegokolwiek mężczyznę, którego syn lubi, który mogłby "po męsku" z nim porozmawiać?
      A co do bicia, powiedz otwarcie, że jeszcze raz podniesie na Ciebie rękę, dzwonisz na policję. Wstydząc się przemocy, wzmacniasz w synu poczucie bezkarności.
      • katus118 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 16:51
        Dokładnie, też czegoś nie rozumiem. Syn potrafi popchnąć a nawet uderzyć matkę, a wszyscy od razu naskoczyli na nią, oskarżając ją o to, że syn stosuje wobec niej przemoc, zapewne z jej winy.
        Jak pisze marianka: postraszyć policją, a jak uderzy, faktycznie po nią zadzwonić.
        I mimo wszystko poinformować męża. On musi ci pomóc, bo taka sytuacja faktycznie wykańcza.
        To już nie jest małe dziecko, tylko nastoletni szczyl, który matkę traktuje jak popychadło.
        Ty masz bronić się przed nim.
      • verdana Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 16:53
        Oczywiście, ja bym nie protestowała przeciw wezwaniu policji, jeśli pobił, założeniu karty - wiecej nawet - nawet wytoczenie sprawy o bobicie byłoby OK. Bo to jest jakieś działanie, nie tylko chroniące Autorkę, ale i pokazujące synowi, że nie będzie bierna, że musi się liczyć z karą. To rozumiem.
        Natomiast po prostu wyrzucenie z domu to inna sytuacja. Po prostu spisanie syna na straty, bo od pwenego czasu mu odbiło - bez żadnej próby terapii, rozwiązania sprawy, czy zastanowienie się, jakie są przyczyny nagłej agresji.
        To nie jest mąż. To nie jest przypadkowy bandyta. Gdyby mój syn, z którym nie było większych kłopotów przez 15-16 lat nagle zamienił sie w potwora, to słowo daję, stanęłabym na głowie, aby zbadać co się stało.
        • katus118 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 16:56
          Wystarczy chore, nieodpowiednie towarzystwo. I już ktoś zachowuje się tak, a nie inaczej.
          Nie zawsze agresja = narkotyki.
    • mama_myszkina Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 18:49
      Myślę, że warto skorzystać z porady specjalisty. Jeśli syn odmówi, idź sama. Jest opcja, żeby postawi sprawę na ostrzu noża i powiedzieć 'albo idziemy na terapię albo po osiemnastych urodzinach zmieniam zamki'. Ale to dość ryzykowne - po pierwsze, syn może CI nie uwierzyć zwłaszcza, jeśli dotychczas nie byłaś wobec niego konsekwentna. Po drugie, to ogranicza możliwość dialogu.

      Ja bym chyba zaczeła terapie sama (jeśli syn odmówi pójścia) i dała synowi czas na zmianę zdania.

      Myślę, że syn ma jakieś problemy. Narkotyki, szkoła, złe towarzystwo, strach przed przyszłością, cokolwiek. Wyrzucanie z domu to nie jest dobry pomysł. Świadczy o braku komunikacji. Czy nie jest tak, że na pierwszym miejscu stawiasz posłuszeństwo a kiedy syn stał się nieposłuszny to chcesz go wyrzucić z domu?

      Przemoc domowa (bo tak to się nazywa) w wykonaniu syna może świadczyć o tym, że nosi w sobie dużo złości. Nastolatki nie ptorafią kontrolowac impulsów i niestety tak to czasem wygląda. Oczywiście to nie znaczy, że syn ma nie ponosić konsekwencji swojego zachowania.

      Ale widzisz, z tym różnie bywa. Znam dziewczynę, która dostała szału i pobiła matkę po tym, jak ta jej powiedziała, że była wpadką i nigdy jej nie kochała. Na pewno to nie dotyczy Ciebie, ale chodzi mi o to, że nastolatki niestety reagują wybuchami agresji w sytuacjach, w których są w pewnym sensie ofiarami.

      Skłąniałąbym sie ku terapii i to szybko. Jeśli pójdziesz sama, to nie jest czas stracony, bo nauczysz się technik komunikacji z synem, co moze znacznie usprawnic Wasze relacje.
      • mama_myszkina Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 18:56
        Dodam jeszcze, że fakt, że ojciec syna z Wami nie mieszka może powodować poczucie odrzucenia. Ponadto, w tym wieku zaczyna się snuć plany na przyszłosć i naprawdę, wierz mi, niektóre nastolatki dopada wtedy strach. A ten strach jest potęgowany przez kryzys.
        • najma78 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 20:18
          Najwazniejsza sprawa to absolutne sprzeciwienie sie przemocy. Tego nic nie usprawiedliwa a tlumaczenie tego chocby strachem przed przyszloscia to przegiecie, sorry. Jesli jeszcze raz cie popchnie, czy uderzy czy nawet uzyje wobec ciebie wyzwisk i nieodpowiednich slow to zglos to na policje bez zadnych ostrzezen, zdziwi sie ale tez bedzie wiedzial ze to juz koniec i nie bedziesz tego tolerowac. Wymaganie posluszenstwa tak jak najbardziej, nie rozumiem zdziwienia niektorych osob. Zyje pod twoim dachem, ty go zywiaz i jestes za niego odpowiedzialna do ukonczenia 18 lat wiec musi zachowywac sie tak jak ty tego oczekujesz. Wyprowadzka na razie go nie strasz, wogole go nie strasz ani nie ostrzegaj tylko dzialaj, poszukaj pomocy, mysle ze chcoby w szkole powinni wiedziec gdzie udac sie po pomoc. Mysle, ze sama nie dasz rady. Synowi nie zalezy na ocenach wiec trudno, to juz calkiem duzy chlopiec wiec faktycznie kiedy osiagnie pelnoletnosc niech sobie radzi i skoro uczyc sie nie chce niech szuka pracy. Mysle, ze mozesz moec.spory problem aby sie wyprowadzil a prawo w pl jak to traktuje wiadomo i twoj syn dobrze o tym wie dlatego juz ci powiedzial ze dlugo sie z nim pomeczysz. Covz jego ojcem? Dzialaj i to konkretnie, bo jest bardzo zle.
    • honeyandmilk Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 20:51
      proponuję ci nie słuchać tutaj rad osób, które tego nie doświadczyły. Poczekaj na radę pani Agnieszki. Rady, jak tu niektóre panie dają, typu wyrodna matka, jak można marzyć, żeby dziecko wygnać z domu itp. to rady, jak się zdaje osób, które albo nie mają dzieci, albo z tymi dziećmi kłopotów nie miały.
      17 letni chłop, który bije matkę, to dla mnie albo wykolejeniec, albo narkoman. Po kolejnym takim incydencie zawiadom policję, powiedz mężowi, nie daj się dziecku, które jest na twoim utrzymaniu tak się poniżać. I możesz mieć jak największe prawo marzyć o tym, żeby syn się wyprowadził. Dalej nie odpisuje, bo polemika z obrończyniami praw dziecka (lejący matkę 17 latek, to dla mnie bandyta, sorry), które tutaj krzyczą do każdego postu, nie ma dla mnie sensu.
      • katus118 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 22:08
        Dokładnie. Nie jest normalną rzecz, jak syn bije matkę. Bicie kogokolwiek w ogóle normalne nie jest.
      • wrzesniowamama07 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 22:54
        Mnie się wydaje, że nikt tu raczej nie pisał o matce wyrodnej, tylko pasywnej i nieporadnej.

        A rady raczej nie zmierzały do głaskania po głowie, tylko ogarnięcia się przy całej świadomości że rodzic marzący o wyprowadzce z domu nieletniego dziecka podpisuje akt bezwarunkowej kapitulacji. Ponosi totalną klęskę i przegrywa siebie jako rodzica. O dziecko, nawet bandytę, narkomana, się walczy. W sposób często dla niego bolesny, ale się walczy. Rzadko usamodzielnienie się 17 czy nawet 18 latka jest sposobem na wygranie dla niego życia, choć znam takie przypadki, przynajmniej jeden.
        • katus118 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 13.05.12, 22:59
          To co ma zrobić?
          Bo na pewno stanowczo sprzeciwić się przemocy.
          • wrzesniowamama07 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 14.05.12, 13:53
            oczywiście że sprzeciwić się przemocy. Łącznie z zawiadomieniem policji. Z bolesną świadomością, że to konsekwencja własnych zaniedbań wychowawczych. Zaniedbań albo nadgorliwości, w każdym razie - nieudolności.
            • asia_i_p Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 15.05.12, 08:25
              A po cholerę jej ta świadomość? Musi obowiązkowo odpokutować? Czy się starała, czy nie, liczy się tylko efekt?

              Ty masz świadomość, że brak problemów twojego dziecka to po części kwestia przypadku, mechanizmu samoregulującego ukrytego gdzieś w dziecku? Ja mam i nie mam zamiaru oceniać matki, której dziecko takiego mechanizmu nie ma lub ma w mniejszym stopniu.
    • 71tosia Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 14.05.12, 11:36
      rady w stylu 'szanowac wlasne dziecko' i kilka oskarzen 'wychowalas wiec masz' latwo jest wklepac w komputer tylko ze one nic nie autorce nie pomoga. Przeszlosci zmienic nie mozna (BTW w tym wieku czasami dziecku nawet bardzo dobrze wychowywanemu kompletnie odbija) a do szacunku do osoby ktora cie bije tez chyba trudno bedzie przekonac, nawet jezeli bijacy to 17 letni syn.
      Autorce doradzam opracowanie sobie pewnej strategii dzialania. Wiem ze to trudne ale staraj sie wylaczyc emocje. On krzyczy ty mowisz coraz ciszej i bardziej stanowczo. Poinformuj o konsekwencjach - po kazdym zachowaniu przemocowym zawiadamiasz policje. Tylko pamietaj ze nie mozesz straszyc syna czyms czego nie masz zamiaru zrealizowac. Trudno, jezeli uderzy to trzeba zawiadomic policje, jak nie wroci na noc bez twojej zgody zawiadomic policje. Czesto rozmowa z policja i uswiadomienie konsekwencji (grozba kuratora i sadu rodzinnego) wystarcza by mlody czlowiek zaczal sie zwyczajnie bac. Bo coz w tym wieku strach przed konsekwencjami jest czasami jedyna metoda by powstrzymac dzieciaka przed glupota. Ogranicz do minimum finasowanie i tak pewnie znaczna czesc idzie na alkohol. Zblizaja sie wakacje- bezwzglednie odmow finasowania i zaproponuj dziecku znalezienie pracy, tak by zobaczyl jak trudno bez wykszlacenia zarabia sie pieniadze. I do tego caly czas mow mu jak bardzo jego zachowanie rani twoje uczucia, ze stres odbija sie na twoim zdrowiu (bo pewnie odbija?) i ze dobrze by zdawal sobie sprawe ze tak postepujac moze stracic jedyna osobe, ktorej na nim zalezy. Bedzie sie pieklil, zloscil ale gdzies tam te twoje slowa beda w nim zostawaly.
      No i przeczekaj, jak syn wczesniej nie stwarzal jakis problemow wychowawczych to jest duza szansa ze za rok, dwa wroci do stanu bardziej znosnego, wiekszosc wraca. Teraz jest ten najgorszy wiek bo zlozyly sie hormony, srodowisko i zwykle w tym wieku dazenie do niezaleznosci, razem daje czasami taka mieszanke jaka jest teraz twoj syn.
      • sebalda Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 14.05.12, 11:55
        Praktyczne rady jak radzić sobie z atakami syna są jak najbardziej wskazane, z policją włącznie, bo sprawy zaszły za daleko. Tylko dlaczego rodzic w momencie, gdy dochodzi już do takiej eskalacji agresji u dziecka, w pierwszej kolejności myśli o pozbyciu się go z domu? O czym to świadczy? Tu jest moja niezgoda i myśl o tym, że w takim domu jest jednak coś nie tak. Logiczne rozumowanie.
        • 71tosia Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 14.05.12, 12:40
          mysle ze nie jest to pierwsza mysl, tylko jedna z wielu jaka przychodzi do glowy zestresowanej matce po wielu miesiecznym 'nie radzeniu' sobie.
    • kara_mia do Tosia: 14.05.12, 12:13
      I do tego caly czas mow mu jak bardzo jego zachowanie rani twoje uczucia, ze stres odbija sie na twoim zdrowiu (bo pewnie odbija?) i ze dobrze by zdawal sobie sprawe ze tak postepujac moze stracic jedyna osobe, ktorej na nim zalezy.

      a już się cieszyłam , że ktoś wreszcie sensownie i "dorzecznie" odpisał autorce wątku, niestety dodałaś powyższe rady, które są niczym innym jak wrednym, obrzydliwym szantażem , gorszym od pobicia.....
      Po nim przynajmniej zostają ślady i jest jednak potępiane przez społeczeństwo. To co ty proponujesz to przemoc w najczystszej postaci i to w jedwabnych rękawiczkach. I nie różni sie wiele od bezpośredniej przemocy np bicia.
      Owszem, jest gorsza i wyrządza więcej szkód.
      Byłam w życiu i bita i szantażowana jw.; gorszy był szantaż.

      Może jeszcze ubiorę w krótkie słowa to co proponujesz:

      'Rób tak dalej, zobaczysz już choruje przez Ciebie, a w końcu umrę, zobaczysz jak to będzie jak będziesz miał na sumieniu swoja matkę, tyle zmartwień przez Ciebie mam. Do grobu mnie wpędzisz, zobaczysz ...!"

      no... pomoc dziecku, dbanie o swoje granice i dorosła postawa, rzekłabym po byku....
      • 71tosia Re: do Tosia: 14.05.12, 12:31
        to nie jest szantaz to jest fakt, konflikt z dzieckiem (a mam mniejsze problemy niz autorka) wykancza psychicznie i fizycznie STRASZNIE. I dobrze by dziecko, a jest to juz 16 latek, zdawalo sobie z tego sprawe, ze postepujac jak postepuje moze stracic rodzica w sensie doslownym i emocjonalnie (autorka jest bliska wyzucenia dzieciaka z domu), bo nikt takiego stresu nie wytrzyma. Nastolatek jest juz na tyle rozumny ze mozna mu uswiadomic ze swym postepowaniem krzywdzi najblizszych, a krzywdzi i to mocno w tym przypadku.
        • kara_mia Re: do Tosia: 14.05.12, 12:51
          W relacji rodzic - dziecko, nie ma miejsca na argument "krzywdzisz mnie" ze strony rodzica.
          To oznacza, że rodzic jest niewydolny wychowawczo, bo pozwala się krzywdzić i nie umie się przed dzieckiem obronić i robi z siebie cierpiętnika, jednocześnie się przyznając do tej nieporadności.

          jeżeli chcemy uwrażliwić dziecko na to, jak jego postępowanie jest odbierane; pasującym jest argument wzajemności:
          "A tobie by się podobało, gdym Ciebie biła, jak nie robisz tego co ja chcę? He?
          Mnie się tez nie podoba i ponieważ mi się nie podoba i jestem dorosła i w sposób dorosły umiem o siebie zadbać to wzywam policje"
          ( jak to słusznie wyżej Tosiu napisałaś)

          Bo ja przez ciebie cierpię???
          Cierpię bo jestem fajtłapa i nie umiem dziecka przyprowadzić do porządku, (przez np wezwanie policji) a nie przez dziecko. To ja jestem rodzic, ja wychowywałam i ja jestem głownie odpowiedzialna za to jak się stosunki układają.


          • katus118 Re: do Tosia: 14.05.12, 12:54
            Autorka powinna jak najszybciej zadzwonić na policję, bo szczyl na za dużo sobie pozwala, ale niestety są matki, które na własne dziecko nie potrafią donieść.
          • kara_mia Re: do Tosia: 14.05.12, 12:58
            A jak dziecko z niewiadomych przyczyn jest "oporne" na procesy wychowawcze, to trudno, będzie ponosiło tego konsekwencje i nie ma czym straszyć , tylko wdrażać konsekwencje.
            Np
            Nie mam życzenia jechać z tobą na wakacje bo masz już 18 lat a czas spędzony w twoim towarzystwie jest niemiły bo ciągle robisz awantury i aby się przed tym bronic spędzam czas w towarzystwie policji. i nie mam ochoty tak spędzać wakacji.

            Nawet średnio inteligentny szympans wykoncypuje, że za rok z wakacji oraz ze świąt i życia w domowym zaciszu z mamą, nici.
            Może o nie chce tego domowego zacisza? też to uszanujmy, ma już 18 lat.
            A mama niech lepiej zajmie się swoim zdrowiem zamiast chorować, aby "przycisnąć" mocniej syna. Może jak będzie miał syn 40 lat to przyjdzie i powie; mam przepraszam, zapraszam na wigilię.
            Dobrze by wtedy było być zdrowym.

            • katus118 Re: do Tosia: 14.05.12, 13:01
              Też mam nadzieję, ze autorka się otrząśnie i zawiadomi, kogo trzeba.
              Takiego szczyla ja z pewnością nie zabrałabym na wakację.
              Żeby miał też takie konsekwencje takiego zachowania. Trudno, brak przyjemności to też kara, dla nastolatka zwłaszcza.
              • sebalda Re: do Kaktusa 14.05.12, 13:22
                kaktus118 napisała:

                >I jak najbardziej rozumiem autorkę: syn, za przeproszeniem, wali ją w mordę, i co ona ma zrobić? Tolerować to, bo to jej rodzone dziecko? Powiedzieć mu: synu, bijesz mnie, ale trudno: widocznie za mało czasu ci poświęcałam, więc możesz mnie obijać/popychać/lekceważyć?
                A może uważasz, że syn autorki ma prawo ją bić?

                Kaktus, wyluzuj trochę. Czy ja napisałam gdzieś, że matka ma odpuścić agresywnemu synowi? Napisałam wyżej, że jeśli nie ma innego sposobu, to konsekwecje można wprowadzić łącznie z wezwaniem policji. Mnie tylko mierzi postawa: syn się zepsuł, to go najlepiej wyrzucić. I Kara, choć nie zleca pobłażania, też pisze o odpowiedzialności za wychowanie własnego dziecka. Tą odpowiedzialnością jest wzięcie na siebie przynajmniej części winy za to, jakie to dziecko jest, a potem konsekwentne wysiłki, żeby to zmienić, naprawić, przepracować najlepiej przy pomocy specjalisty, zrobić wszystko, a dopiero na końcu, gdyby okazało się, że dziecko jest nieuleczalnym psychopatą, myśleć o odseparowaniu się od niego, a nie myśleć o tym na początku pojawienia sie trudności.
                • kara_mia Re: do Kaktusa 14.05.12, 13:41
                  potem konsekwentne wysiłki, żeby to zmienić, naprawić, przepracować najlepiej przy pomocy specjalisty
                  Bardzo się z Tobą zgadzam, choć, kiedy dziecko ma 17 lat, to już trochę późno jest moim zdaniem na zmiany generowane PRZEZ rodzica.
                  Raczej czas na odpowiedzialne postępowanie TERAZ i dbanie o siebie, aby kiedy dziecko "powróci na łono" i nastąpią zmiany generowane PRZEZ dziecko; być w dobrym stanie i aby dziecko miało do kogo wracać.
                  Lepiej jak będzie wracało do matki szczęśliwej i zdrowej niż do ;"wraka człowieka" bo "syn mnie w chorobę wpędził".
                  Poza tym to bardzo wychowawcze, żeby syn na własne oczy zobaczył, że nie jest pępkiem świata i jak go nie ma przy mamusi to ona nie umiera z rozpaczy i żyje sobie całkiem całkiem.
                  To go nauczy "miejsca w szeregu".
                  Bardzo dobre doświadczenie, szkoda, że rzadko stosowane przez rodziców.

                  Osobiście, jestem zwolennikiem tezy, że rodzice wychowują dziecko do góra 10 - 12 rż. później, to tylko "ostateczne szlify". Ale na jakiekolwiek zasadnicze zmiany, o ile ich dziecko SAMO nie zechce to już dużo za późno.
                  • sebalda Re: do Kaktusa 14.05.12, 13:59
                    > Poza tym to bardzo wychowawcze, żeby syn na własne oczy zobaczył, że nie jest p
                    > ępkiem świata i jak go nie ma przy mamusi to ona nie umiera z rozpaczy i żyje s
                    > obie całkiem całkiem.
                    > To go nauczy "miejsca w szeregu".

                    Dobra rada, pod warunkiem, że wcześniej tak nie było i nie to właśnie wpłynęło na postawę młodego wobec matki i życia. To znaczy, że do tej pory nie było tak, że mama średnio się interesowała synkiem, on znalazł sobie towarzystwo poza domem, tam się odnalazł i zhardział, obecnie ma matkę w głębokim... poważaniu. I jeśli teraz matka tym bardziej mu okaże, że jej nie zależy, jemu to będzie jak najbardziej na rękę, a już na pewno nie odbierze tego jako pokazanie mu miejsca w szeregu, nie nauczy rozumu.
                    Jasne, że cierpiętnictwo matki tym bardziej nie pomoże.
                    Chłopak musi odczuć konsekwencje podniesienia ręki na matkę. Innego rozwiązania teraz nie ma. Czyli teksty, ktore Kara tutaj proponuje, na co młody pewnie się roześmieje matce w twarz, ale może coś jednak do niego dotrze, potem ostrzeżenie, że następny raz kończy się wezwaniem policji, gdy ten nastęny raz się zdarzy, konsekwentne wprowadzenie groźby w zycie. Jak skruszeje po tym, zaprowadzenie na terapię. Bardzo wiele instytucji prowadzi warsztaty dla młodzieży i rodziców z tego typu problemami, jest w czym wybierać.
            • nick_ze_hej Re: do Tosia: 14.05.12, 15:13
              Nawet średnio inteligentny szympans wykoncypuje, że za rok z wakacji oraz ze świąt i życia w domowym zaciszu z mamą, nici.

              Hahaha! Nawet srednio inteligentny szympans wie , że dla 18-lataka perspektywa wakacji i świat z mamą to raczej kara niż nagroda za dobre sprawowanie. A domowe zacisze to on z przeproszeniem cznia.
              • kara_mia Re: do Tosia: 14.05.12, 15:40
                Nie ma problemu.
                Dawać i prosić to moim zdaniem za dużo.
                18 letnia osoba nie ma ochoty spędzać weekendów wakacji i świat z rodziną.
                Proszę bardzo, ale w tym czasie rodzina nie musi siedzieć w domu na d* i płakać jak to jest smutnie bez nastolatka.
                Może iść na grilla do znajomych, jechać do Egiptu, na rowery w Bory Tucholskie lub na trekking na Kilimandżaro - zależy od chęci i budżetu...
                Lub zająć się w spokoju własną praca i robić kasę na emeryturę.



          • 71tosia Re: do Tosia: 14.05.12, 14:08
            jednak sie nie zgadzam chociaz pewnie cie nie przekonam, a autorka musi sama zdecydowac ktore argumenty sa bardziej dla niej przekonywujace.
            To nie jest relacja z 3 letnim dzieciaczkiem - tu argumentu 'krzywdzisz mnie' nie mozna uzyc, tylko ze opisana sytuacja dotyczy prawie doroslego czlowieka. Nastolatek musi byc swiadomy i tej strony swojego postepowania, jezeli krzywdzi bliskich to powinno mu sie o tym powiedziec. I to nie ma nic wspolnego z nieporadnoscia. Musi zaczac sobie uswiadamiac ze jego zachowanie wplywa na rodzicow, na ich zdrowie, prace, na relacje w rodzinie etc.
            • kara_mia Re: do Tosia: 14.05.12, 15:36
              Musi zaczac sobie uswiadamiac ze jego zachowanie wplywa na rodzicow, na ich zdrowie, prace, na relacje w rodzinie etc.

              no własnie, moim zdaniem, chodzi o to, żeby wpływało jak najmniej

              wplywa na rodziców- tzn - np że więcej sie kłócą? to ich problem, że nie potrafią spokojnie rozmawiać o problemach z synem; a nie nastolatka.

              na ich zdrowie - trudno mi sobie wyobrazić, jak na moje zdrowie może wpływać moje dziecko, jeżeli ja sobie założę np w miarę higieniczny tryb życia.
              Że nie dosypiam bo czekam nocami na dziecko? A po co nie spać, od tego dziecko wcześniej nie wróci. A już na pewno nie jest argument w rozmowie.
              Bo ze zmartwień mam wrzody? Zamiast się martwic, zacząć ćwiczyć jogę i zacząć zażywać Omeprazol.
              na relacje w rodzinie - bo co, bo jak dzieciątka nie będzie w święta w domu, to będzie żałoba wielka???

              Dziecko mam być serdecznie witane, jeżeli ono MA OCHOTĘ pojawić sie w domu rodziców.
              Nie to nie.
              jak ktoś napisał, jeżeli swięta dla nastolatka w domu to kara za grzechy, to prosze bardzo, droga wolna. Towarzystwo rodziców to jednak przywilej a nie towarzystwo dzieci to łaska dla rodziców.


              • kara_mia Re: do Tosia: 14.05.12, 15:46
                żeby nie było, jak najbardziej jestem ja spędzaniem czasu z dzieckiem i interesowaniem sie jego sprawami i życiem.
                Lecz kiedy mówimy o dziecku lat 16 i więcej to stanowczo oczekuję , ze dziecko będzie okazywało szacunek do tego co dostaje od rodziców a nie traktowało tego jako coś NALEŻNEGO lub jeszcze gorzej, co jest "złem koniecznym".
                jak już pisałam i pisała sebalda : początki tego układu są jak dziecko ma 3 lata a nie 13.
                • fion_a_74 Re: do Tosia: 14.05.12, 15:56
                  Dziękuję wszystkim za rady i odpowiedzi. Jak reagowałam? W zasadzie to nie reagowałam. Tak, wiem, że to nie jest odpowiednie i dobre działanie i że to pokazuje moją bezradność, ale też nie wiedziałam jak zareagować w takich sytuacjach. Mówienie, że sobie tego nie życzę, czy jakieś inne kary nie przynosiły większego skutku, żeby nie powiedzieć: żadnego. Nawet jeżeli syn potem przeprosił, i tak za jakiś czas wychodziło co innego. Chociaż wiem, ze to nie jest tłumaczenie, ale pisze, jak było.
                  Raz postraszyłam go, ze jak jeszcze raz mnie uderzy, to zadzwonię na policję, ale nigdy tego nie zrobiłam.
                  Może to jednak jest dobry pomysł, chociaż ,,nadawanie'' na własne dziecko do policji raczej szczytem marzeń i łatwe nie jest.
                  • 71tosia Re: do Tosia: 15.05.12, 00:41
                    nie boj sie tego 'donoszenia' na policje, syn zwyczajnie musi poczuc granice do jakich moze sie posunac. Powiedz ze go kochasz ale nie mozesz postapic inaczej i zadzwon jezeli sytuacja tego bedzie wymagac. Zapewne sprawa skonczy sie rozmowa z policjantem i pewnie to wystarczy by nim wstrzasnac. Jednak jezeli masz watpliowsci to na wszelki wypadek zadzwon na policyjna 'niebieska linie' i spytaj o procedury, o ile wiem maja tam porady i psychologa i prawne. Szczerze powiedz jak wyglada sytuacja, cos ci doradza.
                • verdana Re: do Tosia: 14.05.12, 16:09
                  Jeśli mój 17-latek uzna, że nalezy mi się szacunek za to, ze cokolwiek dla niego robioę lub dlatego, zxę mu coś daję - to ja dziękuję - pójdę się obwiesić, bo to będzie kompletna porazka wychowawcza. Mam nadzieję, zę mój 17 latek uwaza, zę mieszka , podobnie jak ja, u siebie w domu i ze - jako że się uczy - pewne rzeczy mu się należą, nie za szacunek, tylko tak - bo jest rodziną. Bo ko kocham. Bo go lubię. To nie jest handel wymienny - ja mu coś daję, a on mnie szanuje. On wyprowadza mojego psa też nie dla szacunku i podziękowań, mam nadzieję.
                  Poza tym uważam,z ę powiedzenie niemal dorosłemu człowiekowi, zę nas krzywdzi - o ile krzywdzi, a nie dostaje trójkę z chemii jest OK. Dlaczego? Bo to prawda. Dom to nie miejsce na udawanie, że ma się dziecko gdzieś. A jeśli tego nie trzeba udawać - to mamy przyczynę problemów.
                  • kara_mia Re: do Tosia: 14.05.12, 16:16
                    On wyprowadza mojego psa też nie dla szacunku i podziękowań, mam nadzieję.

                    mam nadzieje , że moje dziecko piecze mi ciasto i gotuje obiad też nie DLA mojego szacunku, tylko , bo tak, bo się lubimy. Ale ja to SZANUJĘ. Bo szacunek dla czegoś co dostajemy od rodziny jest objawem własnie naszej miłości.
                    Bo SZANUJEMY, ze nikt nie MUSI nic robić i nikomu nic się nie należy, a jednak nawzajem sobie pomagamy i spędzamy czas - bo nasze towarzystwo jest NAWZAJEM dla nas dobrem - i to dobro szanujemy a nie traktujemy jako coś oczywistego co się NALEŻY.

                    • verdana Re: do Tosia: 14.05.12, 16:37
                      Co innego szanować cudzą odrebność, co innego szanować ludzi, jako takich, a co innego szacunek, który się NALEŻY za to, ze rodzice robią coś dla dziecka. Należy się dobre traktowanie i nie walenie po mordzie. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć i wymagać go za jakiekolwiek dobra nie ma sensu.
                  • fion_a_74 Re: do Tosia: 14.05.12, 16:17
                    To, że napisałam w pierwszym poście, że chciałabym, żeby się już wyprowadził, nie oznacza, że rzeczywiście tego chce i go olewam.
                    • mama_myszkina Re: do Tosia: 14.05.12, 17:59
                      Masz poprostu dosyć tej sytuacji, nie dziwię Ci się.

                      Naprawdę uważam, że skorzystałabyś z wizyty u specjalisty. Sama napisałaś, że nie reagowałaś na wybryki syna a metody, które stosowałaś nie przyniosły rezultatu. Psycholog z doświadczeniem w rozwiązywaniu konfliktów rodzinnych mógłby pomóc.
        • mama_myszkina Re: do Tosia: 14.05.12, 17:53
          To jest szantaż i z angielska nazywa się 'passive aggressive'. Najbardziej podły sposób wywierania presji i niestety ulubiony przez rodziców. Problem w tym,że nie skutkuje. ba! Prowadzi do eskalacji przemocy. I wcale bym sie nie zdziwiła gdyby Autorka tak właśnie mówiła do syna. I stąd te agresywne zachowania.

          Siedemnastolatek, który nagle zaczyna sie zachowywać dziwnie, dostaje napadów agresji itp to nie jest to samo co bijacy żonę dorosły facet.
          • bez_przekazu Re: do Tosia: 14.05.12, 19:28
            ale do tego juz niedaleka droga. przychylam sie do teorii,ze maz bedzie traktowal tak zone, jak kiedys traktowal matke.
            mama_myszkina napisała:

            >
            > Siedemnastolatek, który nagle zaczyna sie zachowywać dziwnie, dostaje na
            > padów agresji itp to nie jest to samo co bijacy żonę dorosły facet.
          • 71tosia Re: do Tosia: 14.05.12, 23:42
            nie, jak pisalam szantaz to wtedy gdy chcemy dzieckiem manipulowac emocjanalnie. Powiedzenie dziecku ze jego postepowanie nas boli, ze wplywa na nasze zdrowie (stres), prace itd jest jedynie uswiadomieniem mu sutuacji, ze to co robi wplywa na rodzine i ze eskalujac zachowanie moze doprowadzic do bardzo trudnej sytuacji rodzicow. Z dzieckiem trzeba rozmawiac o uczuciach, takze tych bolesnych i mniej przyjemnych i o wszystkich konsekwecjach jego postepowania, dla niego ale takze dla nas. Jezeli nastolatek nie zrozumie ze rani nas jego postepwanie to jest duza szansa ze jako czlowiek dorosly tez nie bedzie sie liczyl z uczuciami innych.
            Agresywne postepowanie syna prawdopodobnie ma prozaiczy powody - szukanie granic wolnosci, walka o swa niezaleznasc, i zle wzroce w srodowisku rowiesniczym, brak umiejetnosci panowania nad emocjami (typowe dla wieku). Jedynie co mamie mozna na razie zazucic to ze nie postwila nieprzekraczalnych granic i nie znalazla sposobu ich egzekwowania (co nie jest latwe).
            I nie da sie 'odizolwac' od dziecka i jego problemow (jak radza niektorzy), nie znam mamy ktora sypia spokojnie jak dzieciak nie wraca na noc, wylacza komorke, nie daje znaku zycia, nie znam matki ktora nie zaboli to ze dziecko ja zwyzywa. Po prostu jak sie dziecko kocha to nie da sie stanac z boku i udawac ze to nas nie dotyczy. To jest emocjonalnie niewykonalne, nie da sie wylaczyc uczuc.
            • kara_mia Re: do Tosia: 15.05.12, 00:56
              szantaz to wtedy gdy chcemy dzieckiem manipulowac emocjanalnie. Powiedzenie dziecku ze jego postepowanie nas boli, ze wplywa na nasze zdrowie (stres), prace itd jest jedynie uswiadomieniem mu sutuacji, ze to co robi wplywa na rodzine i ze eskalujac zachowanie moze doprowadzic do bardzo trudnej sytuacji rodzicow.

              Nie.
              szantaż to wtedy , gdy manipulujemy a nie gdy świadomie chcemy manipulować:
              czyli w celu osiągnięcia własnych celów ( niezgodnych z celami drugiej osoby) wywieramy nacisk ( np uświadamiając jak bardzo nas boli i jak strasznie przezywamy to zachowanie ) oraz stosując groźby : w tym - "twoje postępowanie doprowadzi do złych skutków w rodzinie" - szczególnie wykorzystując "stosunek zależności" jak w przypadku rodzic / dziecko

              Rodzic i dorosła rodzina ma OBOWIĄZEK dbać o siebie a nasze nerwy nie są argumentem przetargowym. Bo ja się denerwuję... no i co z tego...

              JEDYNE co można robić to uświadomić, że jeżeli dziecko czekałoby samo w domu na mamę , która ma wyłączony telefon to też by się martwiło i pewnie oczekiwało by SMS-a i to własnie należy dziecku uświadomić. Argumentem jest wzajemność!
              A nie , że nie wolno Ci tego robic bo mamusia sie martwi...

              Swego czasu, za każdym razem jak gdzieś dalej jechałam samochodem moja mama w panice oznajmiała , że ona się martwi i mam do niej dzwonić po przyjeździe, później dzwonić z drogi, później w ogóle nie jechać jak jest deszcz itp. W końcu ucięłam ten cyrk. Jak się mieszka osobno to konsekwencja tego jest , że się nie wie co ta osoba robi np przez tydzień i trzeba to przeżyć. A jak ktoś ma problem ze zmartwieniami to niech sobie idzie do terapeuty a ja nie będę po nocy wydzwaniała, bo mama ma złe sny - sorry, nie zwariowałam. (Tym bardziej, że jak sobie przypominam była to jedyna forma "troski" o mnie , a raczej o swoja wyobraźnię)
              To mamusia ma problem a nie ja.
              I argument "bo mamusia się martwi", raczej wzbudza niechęć, a na pewno nie uczy empatii.
              Empatii uczy :
              "Jak twój przyjaciel by zniknął na cala noc bez telefonu, a był z tobą umówiony to byś się martwił i czuł źle. Ja tez się martwię - nie rób drugiemu co tobie nie miło. Daj znać SMSem o której wrócisz. Wszyscy się martwimy o tych na których nam zależy."
              Chyba inaczej brzmi, nie?

              A złe skutki zdrowotne dla rodziców wynikające z zachowania dziecka (wyjąwszy rannych w pożarze domu, który wywołało dziecko itp) - to już wyjątkowe s*syństwo.
              To rodzic ma obowiązek dbać o swoją dupę a nie nie zrzucać odpowiedzialność na dziecko!
              • amaroola Re: do Tosia: 15.05.12, 11:51
                kara_mia napisała:

                >W końcu ucięłam ten cyrk. Jak się mieszka osobno to ...


                no wlasnie! jak sie mieszka osobno.
                jak sie chce wymuszac od rodzicow "niemanipulowanie" (a swoja droga to niezla demagogie stosujesz), i niewtracanie sie, to nalezy najpierw "nie manipulowac" ich "byciem ich dzieckiem". za ktore odpowiadaja

                albo woz, albo przewoz - jesli dzieciak chce robic co mu sie zywnie podoba i ustawiac wszystkich po swojemu, to niech najpierw wezmie za siebie odpowiedzialnosc, do diaska!

                co to za glupoty, ze 17-sto latek bedzie terroryzowal matke, a ona nie ma prwa mu nawet zaproponowac, ze jesli tak, to niech zyje na wlasny rachunek

                przeciez chlopak w tym wieku moze na siebie zarobic - pol swiata dziala na tej zasadzie, dzieciaki w wieku 15-lat zarabiaja na swoje wydatki, czasem na pelne utrzymanie ... bo im sie nie podoba w domu rodzicow, i dobrze

                jak chlopak skonczy 18- lat to jest juz pelnoletni, powinien sie sam utrzymac, a jesli chce korzystac z rodzicielskiej pomocy, to niech rodzicow szanuje

                jak dla mnie to patologia jest, ze jakis g*wniarz, ktoremu koledzy z marginesu nagadali, ze jak sie liczy z rodzicami, to nie jest "cool" ( bo to pewnie o to chodzi), n
                mialby siedziec na karku matki i ja na dodatek terroryzowac

                a swoja droga, to chyba nieobecnosc ojca jest glowna przyczyna takich zachowan, krotka smycz, bylaby chyba najlepsza metoda


                i prosze, niech sie te doskonale, 120% mamusie tu nie popisuja, jak to sie im udalo wychowac wspaniale dzieci... give me a break !
                mialam dosc niedoskonalych rodzicow, moj brat rowniez, wyszlismy na ludzi. sasiedzi obok byli tymi wspanialymi 'wychowawcami' - jak dzieci wyszly z domu to sie zaczelo...zreszta tylko jedno z nich sobie zycie pokiereszowalo

                tak wiec radze poczekac, bo jak sie cos ze wspaniale wychowanymi dziecmi odmieni, to moze byc troche "nose out of joint" ;P
                • sebalda Re: do Tosia: 15.05.12, 13:01
                  Amarolla, chyba nie mieszkasz w Polsce, ale wiesz najlepiej, jak to 15-latek może się tutaj sam utrzymać. Nie wiem, jak w innych krajach, ale w Polsce pracę można otrzymać (i to tylko w bardzo niewielu miejscach) po ukończeniu 17 lat, a w praktyce najchętniej zatrudniani na umowę-zlecenie są dopiero studenci. Syn szuka od roku pracy dorywczej w weekendy, bo chce mieć trochę swoich pieniędzy (za kilka miesięcy konczy 17 lat) i znalezienie takiej pracy jest naprawde bardzo trudne.
                  Rozumiem, że jak piszę, że wychowałam dzieci w poszanowaniu ich godności, to na pewno one mi jeszcze za jakiś czas pokażą, tak? Mylisz wychowanie w bliskości i szacunku z tzw. dobrymi domami, a to są zupelnie różne rzeczy. Ale ja wiem, jak to jest. Mimo że najprawdopodobniej mieszkasz za granicą, masz taką naszą typową mentalność. Jak ktoś się czymś chwali, to jest be i na pewno to jest nieprawda. Bardzo typowe.
                  • mama_myszkina Re: do Tosia: 15.05.12, 18:12
                    Zgadzam się z sebaldą.

                    W Polsce nie można pracować przed ukończeniem 17 lat, a bezrobocie wśród młodych szaleje. Przecież w Polsce nawet kelner, sprzątacz i nocny stróż ma mieć maturę, więc gdzie niby miałby pracować siedemnastolatek? Zejdź na ziemię.

                    Owszem, dziecku można powiedzieć coś w stylu 'od Twoich wrzasków boli mnie głowa, więc daj mi spokój i nie mów do mnie tym tonem'. I wyjść.

                    Ale ględzenie, że 'zobacz, jak przez ciebie cierpię, zobacz, jak mi się ręce trzęsą, zobacz, jaka jestem niewyspana. dostanę zawału i umrę i już nikt cię nie będzie chciał' to jest przemoc emocjonalna.

                    To rodzic jest rodzicem i obciążanie dziecka w ten sposób jest po prostu złe. Gdyby było dobre, psychologowie zalecaliby to jako metodę wychowawczą. a jakoś tego nie robią.

              • verdana Re: do Tosia: 15.05.12, 13:17
                Mylisz dwie rzeczy. Manipulowanie "nerwami", gdy to, żedruga strona się denerwuje nie jest Twoją wina - chcesz wrócić późno, nie dostajesz szóstek ze wszystkiego, jedziesz samochodem. Wtedy rzeczywiście te "nerwy" to tylko ograniczanie wolności, sprawa rodziców, którzy aby żyć spokojnie chcą, abyś się liczyła z tym, ze "oni się nie mogą denerwować, wiec masz prowadzić takie życie, aby mieli spokój".
                Zupełnie inaczej jest, jeżeli zdenerwowanie jest normalna, ogólnie przyjętą reakcją na naganne zachowanie. Rodzice mają prawo się nie denerwować, bo dziecko spóźnia się o trzy godziny, mają prawo sie nie denerwować, gdy chcą poczytać, a dziecko puszcza muzykę na full i oczywiscie mają prawo wymagać, aby nikt ich nie bił, bo to zagraza ich zdrowiu. To zaden szantaż - to normalne wymaganie uwzglednienia tego,z e rodzice też mają prawo żyć w spokoju i rzeczywiście - dziecko robi coś, co doprowadza rodziców do autentycznego, zawinionego przez nie stanu przedzawałowego.
                To zadna manipulacja.
                • mama_myszkina Re: do Tosia: 15.05.12, 23:07
                  Zgadzam się. Mi chodziło raczej o wieczne ględzenie w stylu 'do grobu mnie wpędzisz' majace na celu podporządkowanie sobie dziecka tak, żeby broń boże nie miało własnego życia, zdania itp.
    • bez_przekazu Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 14.05.12, 19:26
      a lanko w dziecinstwie bylo? jesli nie to teraz sa efekty.wiem, zaraz sie odezwa oburzone mamuski. nie mowie o znecaniu sie ,ale o klapsach. ja mam spokoj. w domu byla dyscyplina, reagowalam natychmiast na zle zachowanie wobec mojej osoby i wymagalam tego od syna rowniez poza domem. w szkole -zawsze wzorowe. teraz jest dorosly i czasami mowi podniesionym glosem do mnie, ale wiem,ze ja tez kiedys tako do niego mowilam,wiec od kogos sie tego nauczyl.jednak nigdy sie nie zdarzylo,by probowal na mnie podniesc reke. chyba by mu uschla predzej. a jak sobie wyobrazasz jego wyprowadzke? za co bedzie zyl? ja,dzieki takiemu wychowwywaniu "pozbylam sie" syna z domu,kiedy mial 21 lat. i tera zwpada do mnie "w gosci" , a ja mam swiety spokoj, czego i tobie w przyszlosci zycze.
    • izabelski Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 15.05.12, 09:05
      jesliby moje dziecko podnioslo na mnie reke to dalabym mu krotki i zwiezly komunikat - jesli cos takeigo sie jeszzce raz zdarzy, to wzywam policje
      i wystepuje o usuniecie go z mojego domu (bo chyba chodzi o zameldowanie - w wieku jak osiagnie dojrzalasc, czyl inak mu stuknie 18 rok zycia
      nawet jakbym miala placic alimenty jemu do reki, to tak bym zrobila

      w wielu krajach dzieci wyprowadzaja sie od rodzicow w wieku lat 16, jesli maja takei zyczenie - w Polsce stosuje sie metody trzymania przy cycku i niestety koledzy mu mowia to co wiekszosc rodzicow w Polsce zrobi - zatrzyma dziecko zeby znajomi sie nie dowiedzieli....
      nie wazne ,ze bije i wymusza - ale jego prawa przed prawami matki czy rodzenstwa
    • progtel Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 15.04.13, 11:03
      Przygotowuję obecnie program tv, do którego chcę zaprosić rodziców i dorastające dzieci, ktore przysparzaja problemów. Chcemy zaprosić rodziców, któryz chcieliby, zeby dziecko sie wyprowadziło albo też dzieci, które chcą sie wyprowadzić. Jeśli byłaby pani zainteresoana, prosze o kontakt na mail: dyskutuj@interia.pl
      • marina2 Re: Chce, żeby syn wreszcie wyprowadził się z dom 15.04.13, 11:20
        a ja jestem ciekawa czy ta historia ma ciąg dalszy pozytywny lub nie....
    • satoja Napisz Fiona co dalej było 16.04.13, 12:56
      Wątek sprzed roku, ciekawe jak się potoczyły dalej losy bohaterow i czy udało się opanowac problemy.
      Całościowo myśląc o tym, ze syn nie wahał się podniesc ręki na matkę, że bywa agresywny werbalnie i fizycznie - ja proponowałabym iśc pogadać z dzielnicowym, że taka sprawa w domu się dzieje. Synowi zapowiedzieć, że jesli jeszcze raz podniesie rękę to wzywasz na niego policję. Zapewne syn będzie testował Twoje granice i znowu spróbuje być agresywny - wtedy faktycznie policję wezwać. Niech sobie panowie policjanci z nim pogadają, nic tak nie działa trzeźwiąco na współczesną butną młodzież jak bliski kontakt z mało przyjemnymi przedstawicielami prawa i nocleg na dołku.
      Wychowywałaś go sama, dawałaś kasę kiedy chciał, zaspakajalaś każdy kaprys finansując zmieniane kilka "pasji" w miesiącu..... czy aby nie zapędziłaś się w kierunku "Ballady o Januszku"? Z tego co napisalas chłopak nie miał wyznaczonych jasnych granic i własciwie nie ma ojca. A dzieciaki 15-18lat to najgorszy okres: narkotyki, koledzy wywierający presję, potrzeba pokazania się w grupie, potrzeba zaznaczenia własnej tozsamości oderwanej od matki. Ty sobie z nim nie musisz "radzić". Ale powinnaś wyznaczyć mu mądre granice.


Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka