noir93
15.09.12, 13:46
Na wstępie- mam 19 lat i jestem w klasie maturalnej- co za tym idzie w bardzo stresującym momencie dla młodego dorosłego, potrzebującym dużo wsparcia i pomocy. Nie żyje w biednej rodzinie- zamieszkujemy duży dom na osiedlu "wysoko postawionych"- chociaż moi rodzice bogaci wcale nie są i czasem trzeba się mocno nagimnastykować z opłatami itd. Problemem jest konflikt na lini ja-rodzice. Nie nazwałabym domu normalnym, myślę, że i w pewny sposób można ją nazwać patologiczną. Jestem silną osobą psychicznie chociaż zdarza mi się pękać. Od wielu lat słyszę, że jestem pusta, głupia, jestem nieukiem, darmozjadem- teraz doszło jeszcze stwierdzenie, że matury na pewno nie zdam. Od lat wymarzyłam sobie kierunek studiów (prawo), jednak sama musiałabym sobie na tę szkołę zarobić, więc studia tylko niestacjonarne. Wiem, że nie znajdę pracy bez żadnego doświadczenia oprócz takiej gdzie będę dostawać najniższą krajową. Więc opłaty za szkołe plus pokój w nieciekawej dzielnicy to koszto ok 1000 zł, więc na jedzenie zostawałyby mi grosze, a co z wydatkami na jakies buty czy kurtki na zime, lub niespodziewane wydatki jak lekarz itp.
Problem w tym, że rodzice chcą mnie wykopać z domu- bo jestem darmozjadem, który nie przynosi żadnych pieniędzy do domu. To nic, że chodzę do liceum a doba trwa niestety tylko 24h. Wiem, że w każdej chwili mogą wziąć walizki i wystawić mi je za drzwi- już raz była taka sytuacja. Po ostatniej awanturze matka powiedziała mi, że dla niej już nie istnieje i że mnie nienawidzi. Myślę, że nie potrafię tego wybaczyć i nie odzywam się do nich od kilku miesięcy. Nie dostaje również żadnych pieniędzy- w przeciwienstwie do rodzenstwa, które zawsze dostaje te kilka złotych na jakieś wydatki na jedzenie w szkole- mnie potrafią zostawić bez śniadania, jak zapomni jedno z drugim kupić chleba. Zupełnie nie wiem co mam robić- wiem, że mogę starać się o alimenty od rodziców, ale procesy trwają latami. Czy mam poświęcić swoje marzenia i plany bycia kimś w życiu, zrezygnować ze szkoły? Nie widzę żadnego wyjścia z mojej sytuacji, nie mam też gdzię zwrócić się o pomoc (byłam raz u pedagoga szkolnego, ale w innej sprawie i więcej szkód niż pożytku...) Nie szukam pomocy emocjonalnej, bo dla mnie rodzice już nie istnieją tak jak ja dla nich, ale wyjścia z sytuacji i tego bagna. Wstyd mi czasem wychodzić z domu i patrząc sąsiadom w twarz, wiedząc, że wszystkie awantury słyszą i to jak nazywają mnie w domu (i siebie nawzajem również) panienką lekkich obyczajów itd. Czy ktoś miał podobną sytuacje? I jak mogę sama sobie pomóc?