Dodaj do ulubionych

Bezsilność

15.09.12, 16:13
Proszę o radę. Jestem w nastoletnim związku małżeńskim, mamy dwoje dzieci. W trakcie małżeństwa mieliśmy swoje wzloty i upadki, przeszliśmy terapię u psychologa i przez dość długi czas było dobrze. Niestety, mam wrażenie, że znów jesteśmy na równi pochyłej, tylko, że ja już jestem bardzo zmęczona moim mężem, jego zachowaniem i o ile kiedyś chciało mi się zawalczyć o ten związek, o tyle dzisiaj mi się nie chce. Mój mąż nie jest złym facetem - pracuje, pomaga w domu, przy dzieciach, nie bije, nie zdradza, ale raz na jakiś czas cos w niego wstępuje i sprawia, że obcowanie z nim pod jednym dachem jest bardzo trudne i wywołuje we mnie chęć odizolowania się, żeby nie powiedzieć wysłania go do wszystkich diabłów. Właśnie mamy taki czas. Polega to na tym, że mój mąż musi dowartościować się moim kosztem i mimo, że nigdy nie usłyszałam, że jestem głupia, gorsza od niego itp. to wysyła całe mnóstwo sygnałów , które taki przekaz zawierają; rywalizuje ze mną. Wyśmiewa moje plany, nie wspiera mnie, na pierwszym miejscu stawia siebie i swoją wygodę. Parę dni temu, ktoś zadał mi pytanie co bym zrobiła gdybym miała dużo pieniędzy; bez zastanowienia odpowiedziałam, ze rozwiodłabym się z mężem. No, ale właśnie - nie mam pieniędzy i nie widzę drogi wyjścia , a coraz częściej się boję.
Obserwuj wątek
    • hunkis Re: Bezsilność 15.09.12, 16:28
      Więc skup się na tym, żeby zdobyć większe pieniądze i realizuj marzenia.
    • zuzi.1 Re: Bezsilność 15.09.12, 16:30
      Nie piszesz ile mąż ma lat, może facet przechodzi kryzys wieku średniego ;-) albo coś w tym stylu i stąd te beznadziejne zachowania. W takich sytuacjacj najlepsza jest metoda pokonania "wroga" jego własną bronią, tj. w tym złyk okresie uzbrój się w cierpliwosc, nie daj się mu wyprowadzac z równowagi, odpowiadaj pięnym za nadobne albo i jeszcze lepiej jeśli tylko potrafisz, spróbuj w nim zasiac ziarno wątpliwości co do jego siły, męskości, urody, zaradności itp. skoro on uważa, że może po Tobie jeździc, to Ty też nie krępuj się i odpłac mu tym samym lub jeszcze lepiej. Ale zanim zaczniesz z nim się przerzucac ciekawymi określeniami, najpierw powiedz mu, że STANOWCZO nie życzysz sobie tego typu tekstów z jego strony w stosunku od Ciebie. Jeżeli to nie pomoże, z pełną premedytacją zaczęłabym "jechac" po Panu równo, ponadto zajęłabym się wyłącznie sobą i swoimi przyjemnościami, zero jakiejkolwiek obsługi Pana w tym seksualnej, do czasu wyraźnej i znaczącej zmiany zachowania. Jeżeli Ty nie będziesz się szanowała, taki mąż na pewno sam z siebie nie będzie Cię szanował, pokaż Panu swój charakterek, pazury i daj mu ostro popalic, niech się zdziwi, jaką ma żone, może wówczas coś do niego dotrze i zacznie się zmieniac.Stosuj przy swoich złośliwościach wobec męża mnóstwo poczucia humoru i powiedz mu, że skoro on uważa, że może się w taki sposób w stosunku do Ciebie zachowywac, to Ty uważasz, że możesz w stosunku do niego pozwolic sobie na to samo. Baw się dobrze i bacznie obserwuj jak Panu szczęka opada z wrażenia i jak zaczyna się delikatnie zmieniac. Chyba, że trafił Ci się jakiś buc, to wóczas najlepiej ignoruj go i olewaj, aż do skutku...
      • poczwarka38 Re: Bezsilność 15.09.12, 16:38
        Mąż ma 45 lat i być może przechodzi kryzys wieku średniego, ale te zachowania powtarzają się cyklicznie w ciągu całego małżeństwa, a po nich następuje okres małżeńskiej prosperity i jest ok przez dłuższy czas.

        Zuzi, wlaśnie teraz sytuacja między nami wygląda tak jak piszesz i , niestety, wg. mnie do niczego dobrego nas to nie prowadzi i, moim zdaniem, nie doprowadzi. Z jednej strony nie potrafię udać, ze nie słyszę kiedy "wciska mi ciemnote", z drugiej myślę sobie, że może to nie jest zły pomysł, ale boję się, że kiedy nie będę reagować mąz uzna, że jest bezkarny.
    • edw-ina Re: Bezsilność 15.09.12, 16:43
      Jeżeli fakt, że facet próbuje z tobą rywalizować jest waszym jedynym problemem, to jest to akurat sprawa do załatwienia niemal od ręki. Natura mężczyzny potrzebuje rywalizacji. Kobiety często tego nie rozumieją i bagatelizują lub wręcz wyśmiewają się, a im jest to potrzebne do zdrowego funkcjonowania mniej więcej tak, jak nam czułość by trwać w związku. Każdy facet ma oczywiście inny poziom zapotrzebowania na tę rywalizację. Jednemu wystarczy praca, innemu sport, jeszcze inny potrzebuje i tego i tego, a nadal mu mało.
      Postaraj się wypchnąć potrzebę rywalizacji z domu. Jakiś sport, grupa zainteresowań - cokolwiek, co sprawi, że będzie mógł się ścigać z innymi. Ja wiem, że kiedy mojemu mężowi włącza się opcja "rywalizacji", to sama go wypycham: na rower, motor, zawody - cokolwiek, co spuści z niego nieco powietrza.
      Oczywiście to rada, jeśli faktycznie tylko ta cecha przeszkadza ci w mężu.
      • poczwarka38 Re: Bezsilność 15.09.12, 16:53
        Mój mąż jest wiecznie zmęczony, a jego ulubionym zajęciem jest granie na komputerze czy oglądanie filmów do późna w noc. Po pracy nie spotyka się z kolegami, nie chodzi na np. piłkę. Gros czasu spędza przy komputerze w celach rekreacyjnych.
        Nie, rywalizacja to nie jest nasz jedyny problem. Podejrzewam, że mąż ma kompleksy, do których sam w życiu by się nie przyznał i stąd jego okresowa portrzeba dowartościowania się moim kosztem i deprecjonowania mojej osoby. Problem polega na tym, że ja i bez jego zachowania mam niskie poczucie własnej wartości.
        • edw-ina Re: Bezsilność 15.09.12, 17:07
          Nie polecę gry on-line, bo wiem, że choć to też rywalizacja, potrzebna jest interakcja innego typu. Nie macie żadnych znajomych, przyjaciół, którzy mają ciekawe hobby? Tak, by nieco zainteresować czymś twojego faceta? Bo wiesz, sorry, ale samo tłumaczenie, że on jest dla ciebie zły nic nie da. Ja wiem, że na tym forum jak mantrę powtarza się: musisz z nim porozmawiać, ale sama rozmowa to tylko część i to nie koniecznie ta najważniejsza.
          Masz niską samoocenę, a uwagi twojego męża sprawiają, że jest ci jeszcze gorzej. My nauczyliśmy się wyrzucać tego typu emocje, które prowadzą do krzywdzenia się. Oczywiście nie zawsze nam to wychodzi, ale pilnujemy się. Kiedy zauważam, że M staje się czepliwy, wszystko go denerwuje itp. każę mu iść i potłuc trochę w worek treningowy. On nakłania mnie do tego samego. Bo czasami po prostu to najlepszy sposób na krótkie rozładowanie się, które pozwoli uspokoić się.
          Zamiast wpadać w rozpacz - szukaj rozwiązań.
          • poczwarka38 Re: Bezsilność 15.09.12, 17:12
            Dwa lata temu rozmawialiśmy na temat zawieszenia w domu worka treningowego. Nie wisi do dzisiaj. Oczywiście mogłabym pójść i kupić go sama, ale na pewno kupię taki, który nie będzie spełniał oczekiwań mojego męża.
            • edw-ina Re: Bezsilność 15.09.12, 17:17
              to wstań jutro rano, zrób dobrą kawę i powiedz mężowi, że właśnie nadszedł ten wspaniały dzień, w którym pojedziecie do sklepu sportowego i kupicie worek treningowy, więc jak tylko zje śniadanie, to wsiadacie do samochodu.
              Ponownie - nie poddawaj się.
          • poczwarka38 Re: Bezsilność 15.09.12, 17:19
            Ed-wino, ja daleka jestem od wpadania w rozpacz. Na ten moment interesuje mnie nie tylko poprawa naszych relacji, ale też ochrona samej siebie. Poza tym ja chcę się rozwijać, iśc do przodu, co samo w sobie jest trudne, a mąż dusi te moje wysiłki w zarodku. Każdą rzecz dla mnie ważną muszę sobie wywalczyć, muszę się "postawić", bo bez tego on zawsze jest na "nie" i to też mnie męczy. Zwłaszcza, że sama go wspieram.
            • woda_woda Re: Bezsilność 15.09.12, 17:23
              Jeśłi tak strasznie męczysz się w małżeństwie, to odejdź od męża.
              • poczwarka38 Re: Bezsilność 15.09.12, 17:31
                To nie jest takie proste, zarówno ze względów finansowych, jak i logistycznych. Patrzę na moje życie dość realistycznie i rozwód odpuściłam sobie już dawno.
                • joanna35 Re: Bezsilność 15.09.12, 22:59
                  No to co my mamy Ci doradzić?
            • edw-ina Re: Bezsilność 15.09.12, 17:26
              Słuchaj, ja mam zasadę, że jak nie można inaczej, to trzeba młotkiem. Rozwiązuj sprawy konfliktowe po kolei, jedna po drugiej. Inaczej wyjdzie z tego jeden wielki kołtun. Skoro już kiedyś byliście na terapii i wam pomogła, może czas wrócić. W międzyczasie zdążyliście się zmienić, zmieniły się priorytety itp., co za tym idzie narzędzia wypracowane w trakcie tamtej terapii mogą być już nieskuteczne. Mów wyraźnie o swoich potrzebach i nazywaj sprawy po imieniu. Jeśli mąż robi ci przykrość, nie mów: dlaczego taki jesteś, tylko: upokarzasz mnie takimi stwierdzeniami (tu wpisać stwierdzenie), nie masz prawa zachowywać się tak wobec mnie. To zwykle działa, choć nie po pierwszym czy drugim razie.
              • poczwarka38 Re: Bezsilność 15.09.12, 17:39
                Chodzi między innymi o to, że mnie już się nie chce. Dlaczego to wiecznie ja musze coś rozwiązywać? A z drugiej strony wiem, że jak ja czegoś nie zrobię, bo to będzie tylko gorzej. Jeżeli chodzi o terapię to jesteśmy na liście oczekujących na termin.
    • zuzi.1 Re: Bezsilność 15.09.12, 23:30
      Współczuję męża, może to jakiś rys przemocowości w jego charakterze, skoro to tak falami się pojawia? Rozmawiałaś z nim szczerze dlaczego tak się zachowuje, jak się tłumaczył na terapii? Jak wyglądały relacje rodzinne pomiędzy jego rodzicami? Z tego co piszesz to facet wygląda na zaciętego i zawziętego osobnika, który nie odpuszcza, a z takimi najtrudniej się porozumiec...Czy Ty pracujesz? czy tylko on? Może ma jakieś pretensje do Ciebie, które w taki trochę zawoalowany sposób wyraża, poprzez taką bierną agresję?
      • poczwarka38 Re: Bezsilność 16.09.12, 00:43
        Nie wiem co mówił na terapii, bo odbyliśmy terapie indywidualne, na małżeńską czekamy do konkretnego terapeuty. Tak, myślę, że mój mąż "uprawia" coś w rodzaju agresji biernej. Pochodzi z rodziny, w której osobą dominującą był teść. prze wiele lat wydawało mi się, ze mój mąż podobny jest do teściowej, ale z wiekiem coraz bardziej w problematycznych sytuacjach wychodzi z niego ojciec. Pewnie wszystko byłoby ok. gdyby u mnie też dominujący był ojciec, ale nie - dominująca była matka. Nie powiem, że był jej całkowicie podporządkowany, ale bardzo się z nią liczył, więc mnie się w gowie nie mieści, że można nie liczyć się z własną żoną. A dodatkowo nie jestem z tych, które siedzą cicho i pozwalają po sobie jeździć. Tylko ile można walczyć z własnym mężem, udawadniać mu, ze nie jestem wielbłądem? Pracuje tylko mąż, ale decyzja o moim pozostaniu w domu była naszą wspólną, przy czym propozycja o mojej rezygnacji z pracy wyszła od niego - do tego momentu nawet mi przez myśl nie przeszło, że mogę nie pracować. Do czasu urodzenia niepełnosprawnego dziecka nie było opcji, żebym nie pracowała a nawet skorzystałaz wychowawczego. Niestety, dziecko wymagało opieki specjalistycznej, rehabilitacji. Nie było nikogo kto by nam pomógł. Zresztą wtedy , naście lat temu wydawało mi się, ze tak trzeba. Parę lat później urodziło się drugie dziecko, też chore, które do dzisiaj wymaga całodobowej opieki. Podczas tych wszystkich lat w domu nabawiłam się czegoś co można określić fobią społeczną objawiająca sie pewną przykrą dolegliwością fizyczną, bardzo dla mnie krępującą w kontaktach z ludźmi. Niemniej postanowiłam wziąć byka za rogi i biorę udział w projekcie"Twoja praca Twoja przyszłość". Głównym powodem wzięcia udziału w tym projekcie było wyjście do ludzi, ale w tle majaczył powrót do pracy. Powiem szczerze, jestem zachwycona tym projektem, ludźmi, których tam spotkałam, czuję się tak jak już dawno nie czułam - zajecia w ramach projektu dostarczają mi wiele radości i pozytywnie motywują do działań, także w domu. Bo dom nie leży odłogiem, po raz pierwszy od dłuższego czasu mam, czy raczej miałam przyjemność w zajmowaniu sie domem i dziećmi. Miałam, ponieważ mąż sukcesywnie wygłasza opinie, robi miny itp. które wzbudzają we mnie poczucie winy, że robię coś dla siebie. Zamiast być zadowolonym, że żona coś dla siebie robi, że chce wrócić do pracy on jest na nie. Dlaczego? Bo musiałby się wtedy bardziej zaangazować w obowiązki domowe i je ze mną dzielić, a nie tylko pomagać; musiałby się ze mną liczyć i uwzgledniac moją pracę w swoich planach, zamiast stawiać mnie przed faktem dokonanym, a mój mąż nade wszystko jest człowiekiem wygodnym i bez walki nie zejdzie z już zajetych pozycji. Tak jakby samo wyjście z domu nie było dla mnie wystarczająco trudne. Ja wiem, że mam prawo się realizować , rozwijac itp. ale nie zmienia to w niczm faktu, ze sie najnormalniej w świecie boję, bo co zrobię jak nie będzie chciał wspólpracować w logistyce dnia codzienniego?
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Bezsilność 19.09.12, 18:50
          Pewnie opisane sytuacje do miłych nie należą, ale też nie są nie do pokonania w długoletnim małżeństwie.
          Jednym z wyjść jest praca nad Pani poczuciem własnej wartości. Wtedy jeśli mąż nawet powie coś, co w takie poczucie godzi, lub będzie krytyczny, lub czegoś nie doceni nie będzie to dla Pani tak dotkliwe. Miło jest mieć wsparcie i poparcie partnera, ale to naprawdę nie jest nieodzowne aby poczuć, że Pani działania są słuszne lub jest Pani z nich i z siebie wewnętrznie zadowolona. Tak jak z udziału w projekcie zawodowym. Po co Pani uznanie męża w tym zakresie ? Ma być nieświadomą potrzebą usprawiedliwienia tego, że wyszła Pani z domu, jest zadowolona z siebie i ze swojej decyzji, czuj się Pani przyjemnie ? Potrzebuje Pani potwierdzenia?
          Drugim wyjściem jest obserwacja i być może naprawienie komunikacji między Wami.
          Powstała mi w głowie teza, że skoro mąż cyklicznie jest krytyczny wobec Pani i to nie zasłużenie, to może jest to oznaka złości na Panią za coś innego. Może mąż wie za co a może zupełnie nie. Ale musi Panią jakoś dotknąć więc sięga po urażającą i dotkliwą krytykę.
          Może te 2 spostrzeżenia wzbudzą w Pani jakieś skojarzenia lub refleksje. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • grosz-ek Czyżby stan depresyjny? 19.09.12, 21:54
      Tak sobie czytam Twoje wypowiedzi i mam wrażenie, że chyba zdeczka dopadła Cię depresja. Depresja wynikająca z nudy i poczucia marnowania życia. Mąż-domator nie dostarcza emocji, a Ty masz wrażenie, że Twoje życie znalazło się w mentalnym klinczu. Stąd pewnie te ciągotki autodestrukcyjne. I chęć rozbicia więzienia, w którym się znalazłaś. Ale czy aby jego mury nie są tylko w Twojej głowie? Inni w takiej sytuacji wdają się w romans (stąd może ta myśl o rozwodzie?). Są jednak inne, mniej destrukcyjne sposoby. Nowa praca, działalność społeczna, polityka. Cokolwiek. Coś, co dostarczy Ci emocji. Jeśli nadal nie wiesz co, to pójdź do hospicjum dziecięcego i spróbuj się na moment zaangażować. Doprawdy, szokująca terapia i od razu przywracająca właściwą perspektywę oglądu własnej sytuacji.
      • sebalda Re: Czyżby stan depresyjny? 20.09.12, 11:53
        Hospicjum dziecięce dla matki dwojga ciężko chorych dzieci: doprawdy genialna propozycja;)
        Praca, praca i jeszcze raz praca. To jest to, czego Ci potrzeba. Nie zastanawiać się, czy mąż pomoże: musi i koniec. Innego wyjścia nie ma.
        Trzymam kciuki!
        • poczwarka38 Re: Czyżby stan depresyjny? 20.09.12, 23:08
          Sebaldo, ja też tak myślę, a właściwie jestem przekonana, że praca postawiłaby mnie na nogi i dzięki niej poukładałabym sobie także życie osobiste. Niestety, mój zawód jest ściśle powiązany z chorującymi dziećmi, swego czasu kochałam to co robiłam zawodowo, ale dzisiaj dla mnie jest to rozdział zamknięty. Muszę znaleźć pracę, która będzie odskocznią od tego co mam w domu. I nawet poczyniłam już pierwsze kroki -we wspomnianym projekcie są ujęte różne kursy zawodowe, wybrałam księgowość komputerową. Jeżeli okaże się, że się do tego nadaję to poszukam jakiś studiów podyplomowych z księgowości, może uda mi się odbyć jakiś staż i nabrać trochę praktyki. Obawiam się, że mój mąż ma inne wyjście, przecież go nie zmuszę do systematycznej pomocy z powodu mojego dokształcania się, jeżeli sam nie będzie chciał wyjść mi naprzeciw. I o ile z nauki mogę zrezygnować, co powiem potencjalnemu pracodawcy; że rezygnuję, bo mężowi się odwidziało? Głowa mi pęka od myślenia na ten temat i im więcej myślę tym bardziej czuję się jak w matni bez wyjścia, zwłaszcza, że ryzyko jest obce mej naturze.
    • nabakier Re: Bezsilność 20.09.12, 18:07
      Agresja bierna to poważna sprawa, prowadzi do powstania związku przemocowego. I taki u Was powstał, choć realizowany okresowo. Mąż powinien iść na terapię. Skoro tyle razy bezskutecznie podchodziliście do rozwiązania problemu, to bez tego się nie obędzie.
      Ja bym się zastanowiła, czy w tym związku jest jednak miłość, bo na to mi nie wygląda, zwłaszcza ze strony męża- choć i Tobie już opada nie tylko uczucie, ale także postawa miłości, co nie jest dziwne.
      Doceniam rady Pani Ekspert, jednakże tym razem się nie zgodzę- wsparcie, docenienie partnera to rzecz fundamentalna w związku uczuciowym, bez tego mamy co najwyżej do czynienia ze związkiem typu układ. A i w układzie niszczenie drugiej osoby jest nie correct.
      Na miejscu autorki powiedziałabym mężowi, że mam poważne wątpliwości co do stanu jego uczuć (kochający się tak nie zachowuje) jak i oświeciła go w zakresie wygasania Twoich uczuć i nadziei. Niech wie, co jest grane.
      Albo terapia, albo-jawny układ z jawnymi regułami (szanujemy się, wspieramy). Nie dać więcej zgody na takie traktowanie, ale i nie naprawiać "bo mi zależy". Taki alarm przed sztormem.
      • poczwarka38 Re: Bezsilność 20.09.12, 23:20
        Wiesz, Nabakier, ja już od dawna nie zastanawiam się nad swoim związkiem w kategorii kocha nie kocha. I owszem, miło by było gdyby mąż wspierał moje projekty i mnie pod względem emocjonalnym, ale o wiele bardziej zależy mi na logistyce dnia codziennego. Przecież jak mu się odwidzi to znowu ja będę musiała rezygnować z siebie, bo dzieci samych, bez opieki nie zostawię. Odpowiadając na wcześniejszy post pisałam o matni zawodowej, ale to nie jest jedyna matnia w jakiej się znajduję - jest jeszcze uczuciowa. Ja nie mam wyjścia, musze być z moim mężem do śmierci, albo dopóki jemu się małżeństwo ze mną nie odwidzi(tak jestem tego boleśnie świadoma). Przyczyna jest banalna - finanse. Nawet gdybym wróciła do pracy w swoim zawodzie i dostawała alimenty to nie utrzymam dwójki chorych dzieci i siebie, nie ma szans. Do tego jeszcze dochodzi wynajęcie opiekunki, żebym ja mogła pracować. Dlatego muszę dbać o nasze małżeńskie relacje, choć coraz mniej mi się chce. W domu generalnie jest spokój, nie ma kłótni, bijatyk, mąz pomaga i w domu i przy dzieciach. Tylko czasami sobie myślę, czy - jeżeli to wszystko co mnie w życiu czeka- nie strzelić sobie w łeb.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka