Dodaj do ulubionych

Święta?!

02.12.12, 13:08
Hej, a jak u Was ze swietami? Gdzie wigilia i jak spędzacie reszte świąt?
Obserwuj wątek
    • kalia-99 Re: Święta?! 04.12.12, 10:11
      Wigilia u mnie w mieszkaniu, bo teściowa nie robi żarcia i nie wyprawia świąt. Tak mi oznajmił mężuś kilka dni temu. Ona przyjedzie do nas, pobędzie 2-3 godziny, zobaczy wnuka ( nie widziała go już kilka miechów ( mały ma już 7 miesięcy), potem my pojedziemy do moich rodziców... i tam chyba dopiero poczuję, że są święta.
      Bo u mnie to niestety zapewne będzie panowała atmosfera sztywna i napięta.
      • jagienka75 Re: Pokaż to mężowi. 05.12.12, 10:43
        forum.gazeta.pl/forum/w,567,140918841,140918841,Swieta_a_przymus_rodzinnej_milosci_i_zgody_.html
        Idealnie do niego pasuje.
        • barbasia017 Re: Pokaż to mężowi. 05.12.12, 15:19
          Pomijając kwestię szczęsliwości przy stole - tam nie ma ani jednej, która przyznałaby się do tego, że to jej nie lubią oglądac w święta. Żadna nie wygada się: tak to ja jestem tą teściową, szwagierką, synową, ledwo tolerowaną.
          To byłoby wyzwanie, szczerze napisac, czemuż tak w gardle rodzinie stoję. Sami kogoś nie lubimy, ale nas powinni. Jak to synowie mówią - beka na całego.
          • jagienka75 Re: Jest taka. 05.12.12, 16:36
            forum.gazeta.pl/forum/w,567,140918841,140932747,zaraz_zaraz_panie_madralinskie_.html
          • soosowa Re: Pokaż to mężowi. 06.12.12, 14:15
            To ja Ci powiem. Mnie nie lubią, w gardle im stoję na poprzek od wielu lat. Wiem, że nie jestem tam mile widziana. Dlaczego? Nie wiem i chyba już niewiele mnie to obchodzi. Żal mi męża, bo mimo wszystko to jego krewni i sama go zachęcam do podtrzymywania z nimi choć minimalnego kontaktu. Po poprzednich doświadczeniach on nie chce tam chodzić ze mną i z dzieckiem, ja też nie chcę tam chodzić, bo też ich nie lubię i ostatnią rzeczą, której chcę, to spędzić z nimi wigilię. i przypuszczam z wzajemnością. Zawsze sobie radziliśmy bez ich pomocy, od samego początku w relacjach z nimi były problemy, choć starałam się bardzo, a oni byli zawsze bardzo roszczeniowi. Mąż to widział, dlatego został przy mnie, a nie przy mamusi, która obecnie ma go za zmanipulowanego pantofla.
            Wcale nie jestem zadowolona z takiego obrotu spraw, zwłaszcza, że jest dziecko. Chciałam, starałam się, pewnie gdzieś po drodze mogłam zachować się bardziej wyrozumiale, bo w takich historiach obie strony mają zawsze coś za uszami. To, jak wyglądają moje relacje z teściami uważam za moją największą życiową porażkę. Niestety, oni obecną sytuację postrzegają w kategoriach sukcesu, nawet za cenę nie utrzymywania kontaktów z synem i jego dzieckiem. I chyba dlatego jest, jak jest.
            • barbasia017 Re: Pokaż to mężowi. 06.12.12, 18:55
              Soowa mąż nie musiał przy nikim zostawac. Ma rodzinę, ona jest na pierwszym miejscu. Rodzice też nie powinni wymagac od niego odwiedzin na każde ich skinienie. Nie rozumiem o co chodzi z tym pantoflem. Faceci są wygodni, leniwi, sami rodziców omijają łukiem. Żona nie musi ich do tego namawiac, odciagac od mamusi. To jakaś koszmarna bzdura mająca na celu usprawiedliwienie swojego synusia.

              Nie miej pretensji do teściów. Też bym się na szyję synowej nie rzuciła. Jestem nierodzinna, ale towarzyska.
              Dziewczyny macie jakieś wyidealizowane wyobrażenie o stosunkach rodzinnych. Najlepiej chłodno i z dystansem.
              Mam dorosłych synów, różne dziewczyny i koleżanki gościłam w domu. Bez urazy, ale większośc to były zarozumiałe, egocentryczne, niewychowane panny. Najczęściej słyszałam: bo u nas w domu to tak i tak, bo moja mama to i tamto. Oczy mi z orbit wyszły. Jeszcze nie narzeczona czy żona, a już nas ustawiały. One też by sobie tłumaczyły swoją porażkę w wiadomy sposób.
              Jeśli teściowie nie przeginają, to wrzucic na luz.
              • sorbeta Re: Pokaż to mężowi. 07.12.12, 10:10
                Dobra rada. Wrzucam na luz. Postaram się nie użalać nad sobą jaka to ja biedna jestem, bo mama mnie nie wyczekuję, wypięłam się na teściów , nie mam wielkiej kochającej się rodziny, która bedzie gruchać ze sobą w święta. Mam swoją małą rodzinę: męża i dwoje dzieci i to oni są najważniejsi . Ja choćbym stawała na rzęsach to nie uszczęśliwie wszystkich, więc skupiam się na najbliższych i postaram się o dawkę dobrego humoru. Wrzucam na luz .
                • barbasia017 Re: Pokaż to mężowi. 07.12.12, 10:46
                  Tak trzymaj! Są gorsi teściowie, takie konfliktowe bestie. Moi przechodzili rożne etapy, od zarządzania nami, wtreącania sie we wszystko, po użalanie nad sobą. Mąż ich zawsze bronił, oni tacy już są, teraz to się na nim zemściło. Musi wysluchac jakim jest niedobrym synem, mało troskliwym itd. Dzieci mają do dupy, lekarze to konowały, ZUS chce ich śmierci, rząd to by ich wsadził do rakiety i w kosmos wystrzelił.

                  Bądźcie uprzejme, ale nie dajcie sobie na głowę wejsc. Chcecie teściów u siebie częściej, to zapraszajcie. Też bym olała syna ze synową gdybym zaprosiła raz i drugi, a oni nas wcale. Na taką kulturę nic nie poradzimy.

                  Jesteśmy dorosłymi ludźmi, zastanówmy się czy to nasze postępowanie nie jest przyczyną konfliktu. Nie zawsze teściowe są winne. To nam się moze wydawac, że dobrze robimy. Otoczenie oraz inni suchej nitki moga nie zostawic.

                  Matka broni syna, żona męża, a ja pytam po co? To cwane bestie. Przecież mamusi nie powie, ze od lapka łapek nie oderwie, albo piłkarskiej środy nie pominie. Wizyta u matki kiedy Małysz skacze?
                  Też męża broniłam, bo pracując sporo, nie mieliśmy dużo czasu dla siebie. Nigdy nie przyznał się matce, ze wolałby czas spędzic z rodzina. Kręcił, wił się, zawsze coś wymyślił, jednak nigdy prosto w oczy: mamo głowę mi ciągle czymś zawracasz. Teraz jestem mądrzejsza. Ja czas spędzam jak najmilej, a starego wypycham do jego rodziców. A masz, w końcu to ty mówiłeś, ze sie czepiam.
                  • soosowa Re: Pokaż to mężowi. 11.12.12, 13:28
                    > Bądźcie uprzejme, ale nie dajcie sobie na głowę wejsc. Chcecie teściów u siebie
                    > częściej, to zapraszajcie. Też bym olała syna ze synową gdybym zaprosiła raz i
                    > drugi, a oni nas wcale.

                    A co, jak Ty zapraszasz, a oni na to leją? Moi oczekują do tej pory Bóg wie czego, bo sami nie powiedzą, tylko się domyśl. Mimo tego, że się nie bardzo dogadywaliśmy oczekiwali wielogodzinnego przesiadywania, zdawania relacji, sami nic o sobie nic nie mówili, nawet jak z uprzejmości pytałam, a potem od dalekich krewnych miałam zdane relacje z mojego życia. Jak chcieliśmy przynajmniej trochę to ograniczyć, foch był niemiłosierny, jakbyśmy zamach na mamusię przygotowali. I moi jakoś nie chcą ewoluować, tylko trwają w swoim maniackim uporze myśląc, że życie męża i moje toczy się wokół uprzykrzania im życia, bo się ich nie słuchamy, bo się nie radzimy, bo moja (od wielu lat już nie nastoletnia) szwagierka nie jest na bieżąco w naszym życiu (tak, była o to jazda). Można się nie przejmować do pewnego momentu, ale jak słyszysz od teścia życzenia dla męża: (w kontekście tego niesłuchania mamusi): ...i złap ją (czyli mnie) za mordę..., to się chyba nie da. Przez jakiś czas myślałam, że wyolbrzymiam problem, ale po takich tekstach już wiem, że nie.
                    • barbasia017 Re: Pokaż to mężowi. 11.12.12, 15:26
                      To niemożliwe, ale mamy podobnych teściów. Też był wykład, że nas trzeba krótko na wedzidle, tuż przy pysku. Nigdy nie zareagowali na zaproszenie, bo cytuję: "nikt nam nie będzie mówił kiedy mozemy dzieci odwiedzac". Przychodzili jak im pasowało i był raban jak diabli, gdy nas nie zastali.

                      Ha, ha, ha, Twoi teściowie to kalka moich. To teraz przygotuj się na telefony z pretensjami i obmowę w rodzinie. Temat przewodni: dzieci o nas nie dbają, czasu nam nie poświęcają, czego się to na starośc doczekali. Aha, a o dyżurach byla już mowa? To taka rodzicielska rozpiska, który syn, synowa, wnuki mają w dany dzien przyjsc, przyjechac ich zabawiac. Oczywiście żądanie zabierania ich i wożenia do nas też już bylo. Wiadomo wizyta lekarska, jakies większe zakupy - to chyba każdy rozumie i pojedzie.

                      Nie pocieszę Cię. Z każdym rokiem będzie gorzej. Mąż zawsze powtarzał: nie wiadomo jacy my będziemy na starośc. Teraz już nic nie mówi. Wraca od rodziców psychicznie wykończony, początkowo nawet na mnie się wyżywał. Szukał zaczepki, ujścia zlej energii. Nie reaguję, zabieram się z koleżankami na zakupy, do kina, jadę do swoich. Skoro ich tak zaciekle bronił, nigdy z nimi szczerze nie rozmawiał, zamiatał pod dywan - to teraz ponosi konsekwencje. Dzwonią teściowie, mąż nie odbiera, ja i owszem i daję go do telefonu. Już wiem, że oszukiwał ich, kryl się za moimi plecami, bo ponoc zawsze cos bylo w domu do roboty.
                      Sądzę, ze Was też to nie ominie. Upierliwosc z wiekiem wzrasta. Nadmiar czasu powoduje zainteresowanie życiem rodziny, sąsiadów, znajomych.

                      Nie bierz wszystkiego do siebie, ludzie tak mają. Cudze życie zawsze wzbudza ciekawośc, a porażki czy powinięcie nogi?! Jest o czym mowic, spekulowac, domniewywac i wymądrzac, bo ja na jego miejscu to bym... Znasz to, wiesz jak jest.
                      To nie dotyczy tych zapracowanych, z prawdziwymi problemami. Oni cudzym życiem nie żyją, nie mają po prostu czasu.
                      • sorbeta Re: Pokaż to mężowi. 12.12.12, 09:54
                        Mamy chyba tesciów w podobnym wieku, bo dobrze znam te zachowania. Ja byłam oskarżana o to, iż chciałam tescia zabić( nie żartuję i jest to człowiek bardzo sprawny umysłowo, jeżdźi samochodem ), do tej pory się nie dowiedziałam, w jaki sposób to miałam zrobić, z męzem doszliśmy do wniosku, że chyba słowem, ponieważ w obieg poszło wiele historii, co rzekomo miałam powiedzieć i zrobić. Mieszkam na wsi, już dawno powinnam chodzić zakryta kapturem , ponieważ wieści o krzywdzie jaką, im wyrządzam rozniosła się z prędkoscią światła. Z drugiej strony życ bezemnie nie mogli, pragnęli non stop mojego towarzystwa, jednoczesnie mówiąc, iż jestem najpodlejszym człowiekiem na wsi. Jak postanowiłam się odciąć, najeżdźał teść moją mamę, rok czasu i płakał, że nie chcę z nimi rozmawiać. Latem napluł na mnie i nazwał je...ą k......ą. Teściowa miała pretensję, że powiedziałam o tym mężowi, który łagodnie mówiąc ochrzanił tatusia, zadzwonił do siostry i szczerze opowiedział wszystko ( w międzyczasie teść wysłał do zaprzyjaźnionej ze mną osoby anonim, poznałam po charakterze pisma, w którym oskarżał mnie o rózne machloiki i przekręty ). Teść mnie przeprosił, jak określił " za wszystko", jednocześnie tłumacząc, że myślał, iż to wszystko będzie inaczej wyglądało ( mówił mi wcześniej, że chciałby ze mną lepszego współżycia niż z własną żoną, że marzył o synowej, która na kolankach mu usiądzie i film z nim obejrzy, że pragnąłby, żebym go zauważała, tak jak on mnie.....fuj normalnie, oblech, oczywiście powiedziałam mu co myślę o tym, mężowi też, teściowej też, ale po niej to spłynęło ). Powiedziałam mu, że przyjmuję przeprosiny, bo mi go po ludzku żal, niech spokojnie śpi, ale nie chcę mieć z nim nic wspólnego, omijam szerokim łukiem.
                        • barbasia017 Re: Pokaż to mężowi. 12.12.12, 17:53
                          Twój teśc to jakiś oszołom i masz rację: oblech. Też mieszkam na wsi, ale takie akcje zapewniłyby opinię świra. Mój tesc też cos tam bredził, ale okazuje się, że ludzie tutaj zdroworozsądkowi.
                          Współczuję, na samą myśl o siadaniu z kimś takim do kolacji wigilijnej dostaję odruchu wymiotnego. I owszem, nigdy moja noga nie postałaby w domu teściow i ich u mnie, po takiej akcji. Jeszcze przeprosiny przyjmowac? To ze mnie mściwa bestia jest - mowy by nie było, a gdyby mąż obstawał za rodzicami, to na gwiazdkę komplet walizek i pomoc synów przy wyjściu z domu.
                          • sorbeta Re: Pokaż to mężowi. 13.12.12, 12:20
                            A MI IDIOTCE JESZCZE SZKODA, ŻE DZIADZIUSIE SAMOTNI W WIGILIĘ BĘDĄ . GDZIEŚ POD SKÓRĄ MAM MYŚLI , ŻE MOŻE JAKBYM INACZEJ REAGOWAŁA, PRZEMILCZAŁA TO I OWO, TO BYŁABY SZCZĘŚLIWA RODZINA. ROZUMOWO WIEM , ŻE TAK MYŚLĄ OSOBY WSPÓŁUŻALEŻNIONE OD WSZELKIEJ PRZEMOCY I DYSFUNKCJI , ALE TAK JEST, JAKAŚ GORYCZ, ŻE TO JA JESTEM WINNA . tEŚĆ POWYWIJAŁ JESZCZE KILKA NUMERÓW SĄSIADOM I SPADŁ Z PIEDESTAŁU, A JA PRZY OKAZJI DOWIEDZIAŁAM SIĘ TROCHĘ O PRZESZŁOŚCI. PRZEZ LATA MI WMAWIANO, ŻE PO RĘKACH POWINNAM CAŁOWAĆ ZA SZCZĘŚCIE JAKIE MNIE SPOTKAŁO, BOWIEM WESZŁAM DO BARDZO ZACNEJ FAMILII.
                      • soosowa Re: Pokaż to mężowi. 13.12.12, 14:51
                        To faktycznie nieprawdopodobne, bo myślałam, że tylko ja mam takiego pecha. Jest między nami przynajmniej paręnaście lat różnicy. Już się wydarzyło to, o czym piszesz: po zabiegach teściów i szwagierki (baaaardzo czynny udział w sprawie) nikt z krewnych męża z nami normalnie nie rozmawia. Wcale im się nie dziwię, bo gdybym nasłuchała się o kimś jak jest niewdzięczny i egoistyczny pewnie też bym tak reagowała. Ale przecież nie będę im wszystkim z osobna teraz tłumaczyć, że to nie prawda, że wcale nie było takich sytuacji, o których mówi teściowa.

                        Tak, 'zmiany' były, wtedy, gdy akurat córeczka nie mogła/nie chciała my mieliśmy OBOWIĄZEK (za przeproszeniem zasrany, jak to określił mój teść...) ich odwiedzać. Mieliśmy obowiązek planować im u nas różne rozrywki, z wożeniem na kilkusetkilometrowe wycieczki włączenie bez dokładania się do kosztów oczywiście ('tylko, żeby nie było tyle chodzenia, jak poprzednio'). Były też stwierdzenia 'jutro obiad o 15.00" i nikt nie pytał, czy mamy plany, czy chcemy. Jak nie, to foch. Albo pytania "będziecie jutro po południu?", przyszliśmy o 17.00, ale też foch, bo byliśmy oczekiwani o 15.00, a trudnością porażającą było zapytanie "będziecie jutro o 15.00?".

                        Mąż chował się za mnie przez pierwsze 2 lata po ślubie. Po kolejnej awanturze o to, jaka jestem beznadziejna z całą moją rodziną, poinformowałam go, żeby sobie chodził tam sam, bo ja mam dość. I nie chodzę od kilku lat, a on bywa czasami. Mamy dziecko,którego teściowie nie znają. Mąż musiał zmierzyć się osobiście z gniewem mamusi, trochę o tym opowiadał, ale dzielę to też przez 5, bo czy ja wiem, czy faktycznie był taki waleczny, skoro wcześniej się nie odzywał w ogóle? Nie traktuję go, jak opóźnionego, dlatego teraz sam załatwia swoje sprawy. Jedynym problemem dla moich teściów było, co powiedzą ludziom, że synowa z dzieckiem nie przychodzi. Aaaa, jeszcze zdjęcie dziecka chcieli. Jedno, żeby sobie do ramki na komodę wstawić. Oczywiście, gadania było jeszcze przez rok, jakieś żale i pretensje nie wiadomo o co. Potem przestali gadać, bo nie wiedzą, co u nas, a że mieszkamy daleko, to nie ma ryzyka, że zajadą nagle przed dom. Teraz, od kilku miesięcy co jakiś czas z ich strony pojawia się stwierdzenie, że mamy tam iść, bo najlepiej, żebyśmy wszyscy udali, że nic się nie stało (nie, czy byśmy przyszli, tylko MACIE PRZYJŚĆ).

                        Pewnie jest, jak piszesz. Ludzie zapracowani, albo mający pasje nie zajmują się takimi głupotami. U nas to wszystko jest chore, chyba od początku.
                        • barbasia017 Re: Pokaż to mężowi. 13.12.12, 15:43
                          Przepraszam, że tak natrętnie jeszcze zapytam: jak często odwiedzacie teściow, oni Was, a jak sami byście chcieli żeby te wizyty wyglądały? To ważne, czytają te wypowiedzi przyszłe teściowe ( znaczy, ja się do grona kandydatek zaliczam) oraz już teściowe i może tego wszystkiego jest za dużo?

                          Sorbeta mieszkacie u teściow? Jest szansa na wyprowadzkę? Nie chcę nikogo dołowac, ale nie znam małżeństwa, któremu jest dobrze pod dachem teściow. Piszę to też o facetach, oni nie piszą po forach, ale teściowych nie znoszą rownie mocno jak synowe swoich.

                          Jeśli możecie napiszcie obie o Waszej wizji kontaktow.
                          • sorbeta Re: Pokaż to mężowi. 14.12.12, 09:48
                            Mężowi rodzice przepisali gospodarstwo, gdy był kawalerem ( jedyny syn ) , no i mieszkamy razem, mało tego jest jedna kuchnia . Wywalczyłam niedawno, przy pomocy męza, że mają się tam pojawiać tylko na posiłki ( ja gotuję ), bowiem do czerwca b.r, przesiadywali całe dnie w jadalni i kuchnii, dobudowanej przez nas po ślubie . Tęściowa twierdziła, że to ich , bowiem prawda się nie liczy , tylko to co na paperze . Na papierze , były dane teściowej, że na nią były kupowane materiały budowlane. Były kupowane na nią, gdyż emerytom odliczano podatek watt, a ze zwrotu podatku mąż kupił im nowoczesny, duży telewizor, a stary my dostaliśmy w spadku. MĄŻ BYŁ BARDZO DŁUGO ( 12 LAT ) nie odpępowiony , rodzicom nie potrafił się sprzeciwić , oni grali pierwsze skrzypce i jak twierdzili " tu nie ma dwóch rodzin tylko jedna ", walczyłam sama o niezależność, udało się, ale widzę ich codziennie . Sama mam syna i boję się, zebym nie wzięła odwetu na synowej. Już mężowi mówię od dawna, że jak syn będzie chciał zostać na gospodarstwie i się ożeni, to chcę żeby były dwa osobne gospodarstwa domowe. Najlepiej być na dystans . Ja nie miałam pojęcia , że życie z tesciami może tak wygladać. Moi tesciowie wymagali odemnie całkowitego podporządkowania, teść mówił " czy dzieci będą to pomyślimy" ( pół roku po ślubie tak twierdził, znając go nie miałby problemu ze zrealizowaniem tego myslenia osobiście), nie mogłam sama przebywać na osobnosci u siebie, ponieważ przysyłali męza po mnie, musiałam tłumaczyć się z kazdego kroku, pokazywać zakupy, pytać się o wszystko. Teściowa wciąż udzielała rad " ja to robiłam tak i tak, kiedyś to było tak " , inne myślenie niż ich było negowane. Moi teściowie kłamią bardzo, ja się tym brzydzę . Odebrali mi dobre imie w całej rodzinie , mówili nieprawdę , wymyślali cuda niewidy. Potrafili mi posolić ( tak posolić ) kwiaty na klombach i w doniczkach, które dzień wcześniej kupiłam i posadziłam . Nas w tym czasie nie było w domu , co ciekawe teściowej kwiaty, które rosły przy tych , które ja posadziłam były nie tknięte. Były wtedy upały , przeszło 30 stopniowe, sadzili , że sól zdąży się rozpuścić i się nie wyda, niestety trochę im się rozsypało na schodach i parapecie. Wypierali się, przysięgali na Boga. Mąż wtedy im tak dał popalić, zebrało się w nim za całe życie . Ja bym chciała być teściową bardzo dyskretną, powiedziałabym przyszłej synowej, że zawsze służę pomocą, ale sama nie chcę się narzucać i niech śmiało " wali"do mnie z potrzebą. Nie chciałabym radzić i się wymadzrzać, z racji tego, że jestem starsza, dwoje dzieci wychowałam i rozumy wszystkie pozjadałam. Ja jestem bardzo uczuciowa i pewno dostanę " kota" na punkcie wnuków, ALE NIEPYTANA CHCIAŁABYM " DOBRE " rady zostawić dla siebie. Reasumując chciałabym być delikatna, dyskretna, nie mądralińska. Mam nadzieję, że mi na starość nie " odbije ".
                            • sorbeta Re: Pokaż to mężowi. 14.12.12, 09:53
                              Nie dopisałam, że kwiaty były grubo obsypane solą, nie rozpuściła się. Ja bardzo dbam, żeby było ładnie, lubię kwiaty, a tesciom się to nie podoba, bo jest sprzeczne z opinią (leniucha, co mi nie zależy) , którą mi wyrobili.
                              • barbasia017 Re: Pokaż to mężowi. 14.12.12, 10:34
                                Dziękuję za szybkie odpisanie, a że dziś mam wolne to lekturę nadrobię.
                                O matko jedyna, kwiaty solą sypac? Wiesz co oglądalam na TVN UWAGA reportaż o tym jak tesc oblał benzyną i podpalił synową. Nie wiem czy ludziom to już rozum odbiera na starosc? U Ciebie mega złośliwi i upierdliwi, a tam szkoda mówic.

                                Nudy, brak zajęcia, mieszanie się do cudzego życia - to jakaś norma. Gdy tak wspominam czasy mlodości, tudzież opowieści starszych to faktycznie tylko te synowe mieszkające z teściami miały przewalone. Reszta miała spokój, bo jednak odległosc i brak czasu stanowiły barierę. Pamiętam jak wyprawa do ciotki to byla raz na ileś tam miesięcy. Pisało sie listy i czekało na odpowiedz kiedy. Nie sztuka stanąc z tobolami pod blokiem w obcym miescie i czekac na ławce na powrot rodziny z pracy. Teraz taka znudzona kobiecina wsiądzie w samochod i obskoczy rodzinę corki, syna i wszystkie ciotki po drodze i to jednego dnia. Żeby było śmieszniej naogląda się taka Trudnych Spraw albo cos w ten deseń i już chce za eksperta robic.

                                Wiem, ze teściowie lubia kontrolowac, znam z autopsji. Mój tesc czesto czekał pod naszym domem na powrót z pracy, niechbym tylko się gdzies zawieruszyła! Łapał za telefon i do męża dzwonił, a mój ciapciak tłumaczył się jak durny, a to ze dzieci chore, a to u ginekologa bylam, a to rutynowe badania pracownicze. Myślisz, że huknął na tatusia? Chyba na mnie. Iles tam czasu to znosilam i któregoś pięknego dnia tesc zastal ogrodzenie i już nigdy nie został za nie wpuszczony. Amen.
                          • soosowa Re: Pokaż to mężowi. 14.12.12, 12:57
                            U nas było tak, że po naszym ślubie teściowie jakby zapomnieli, że też mam swoją rodzinę. Jak wychodziłam za mąż bliżej mi było już do 30, niż do 20, a teściowa traktowała mnie, jakbym była ułomna. Mieszkamy w innym mieście, ale pochodzimy z jednego. Przyjeżdżaliśmy na przedłużone weekendy raz na dwa miesiące, a pomiędzy był niezbyt częsty kontakt telefoniczny. Teściowie oczekiwali, że będziemy tam spać, jeść i spędzać cały czas. Spaliśmy tam raz i był przegląd walizki, kosmetyczki i oczywiście komentarze. Potem ani ja, ani mąż nie chciał więcej. Oczywiście był foch. Przeszkadzała mi organizacja mojego czasu: ‘jutro obiad o 15”, „jak to, znowu idziecie do cioci?’, ‘wigilię w tym roku spędzicie taki i tak’, ‘nie kupujcie takich obrączek bo mi się nie podobają’. Przesiadywaliśmy i tak tam godzinami, bo jak nie to foch.
                            Przykro mi, że przed ślubem, ani później teściowie nie powiedzieli mi, jak się do nich mam zwracać. Jak były organizowane jakieś rodzinne spotkania nie byliśmy o nich często nawet powiadamiani (bo przecież dom stoi otworem i możemy zawsze przyjechać), a odbywały się np. tydzień po naszym wyjeździe (spokojnie mogliśmy przesunąć wyjazd, ale przecież mogliśmy się tego domyślić). Oczekiwano, że na nasze uroczystości będziemy zapraszać całą, naprawdę dużą rodzinę męża, przy czym mnie zapraszano tylko na śluby odkąd się spotykaliśmy. Męża tak, mnie nie.
                            Oczekiwano, że szwagierka stanie się dla mnie wyrocznią we wszelkich sprawach, że będziemy ją wszędzie zabierać, zapraszać, że będzie znać naszych wszystkich znajomych i całą moją rodzinę. Nie, to foch. W ogóle z nią jakieś zawody były (nie wiedziałam nawet o tym, dopóki ktoś mi uwagi nie zwrócił na to) kto ma lepiej, ładniej, kto ma lepszą pracę (moje oczywiście wszystkie załatwione były), fajniejszych znajomych, ciekawsze wakacje itd. Jeszcze o ciąży mowy nie było, a teściowa już mąciła mężowi w głowie, że złą matką będę, że będę dziecko buntować, żeby uważał na mnie. Dziecka nie zna, ale oczywiście wie, że jest źle wychowywane i na pewno nieznośne.
                            Były wywiady o moich krewnych, też szczegółowo o ich finansach (nie życzliwe pytania, tylko takie dogłębne analizy). Jasne, że szło to potem w świat. Były intensywnie komentowane sprawy moich rodziców (nie utrzymywali i nie mają dalej kontaktu), też przez szwagierkę. Jak nie wiedzieli, co się u nich dzieje, to sobie coś zmyślili i jazda.
                            Jak mieliśmy problemy, o których teściowie wiedzieli, chociaż mogli pomóc powiedzieli, że jakbyśmy potrzebowali czegoś wystarczy poprosić. Mąż poprosił, ale tylko ograniczyli kontakt do minimum po stwierdzeniu, że teraz takie czasy. Nie wiem, może to ja miałam się pokajać.
                            Nigdy nie powiedzieli wprost, o co im chodzi, ale oczywiście komentowanie i ‘choroby’ teściowej były na porządku dziennym. Na pytanie o co chodzi było oczywiście, że nic, nic, przecież nikt nic nie mówi i jak mogłam tak pomyśleć. I obraza. W ogóle było to takie wychodzenie z pozycji siły: jesteśmy starsi, należy nam się, żądamy posłuchu i szacunku, macie robić, co każemy (nie było niedomówień, bo powiedzieli to wprost). I jak pisałaś, nie było to kierowane do syna, tylko do synowej, bo przecież syn niewinny. Synek oczywiście przy takich akcjach udawał, że nie słyszy, nie widzi ‘błyskotliwych’ smsów, generalnie sprawa płynęła gdzieś poza nim. Wszystko się zmieniło, odkąd się odcięłam, bo nagle ze zmanipulowanego bidaka stał się moim wspólnikiem, ale oczywiście w wyniku mojego podstępu, który knułam od wielu lat po to, żeby ich skłócić. No i teraz jest dziecko, więc on nie zostawi dziecka, bo normalnie uciekłby ode mnie, gdzie pieprz rośnie. Nadal jest więc trochę biedny, ale należy go ukarać odcinając od całej rodziny. Za to jemu nareszcie otworzyły się oczy, jak już nie było za kogo się schować i sam przyjął na klatę atak po wiadomości o ciąży.
                          • soosowa Re: co bym chciała 14.12.12, 12:58
                            Chciałabym u teściów w domu czuć się akceptowana, żeby nie podważali zwyczajów mojej rodziny, żeby nie wymuszali na nas życia na ich modłę. Chciałabym, żeby nie trzeba było ich prosić o pomoc, ale żeby sami wychodzili z inicjatywą, kiedy wiedzą, że mamy kłopoty. Chciałabym, żeby potem nie wypominali, że kiedyś coś dla mnie zrobili, a żeby zrozumieli, że pomagają przede wszystkim swojemu dziecku, a nie tylko tej znienawidzonej synowej. Chciałabym, żeby mówili mężowi tak po prostu, jeśli coś im nie odpowiada, a nie oczekiwali domyślania się. Jak zdarzy się jakieś nieporozumienie, żeby też potrafili przeprosić, wyciągnąć wnioski, a potem do tego nie wracać. Chciałabym, żeby nie zmyślali niestworzonych historii, które potem żyją w rodzinie, bo to tylko psuje atmosferę. Bardzo mi zależało na tym, żeby podtrzymać kontakty z rodziną męża, żebyśmy się poznali i polubili, więc myślałam, że teściowa (jako kobieta) czy też szwagierka jakoś mnie do rodziny wprowadzi, czy choćby mnie przedstawi (nie, nikt tego nie zrobił, a było zbijanie się w gromady, chichotanie i szeptanie za plecami).
                            Same wizyty chciałabym, żeby był w normalnej, przyjemnej atmosferze. Żebym nie czuła się jak na obserwacji, gdzie każdy mój gest i to, co i ile zjadłam jest komentowane. Żeby spotkania nie zamieniały się w wypominki sprzed lat. Żeby teściowie wiedzieli, że ja też mam rodzinę i przyjaciół i z nimi chcę spędzać czas, no i niekoniecznie włączać w to teściów/szwagierkę. Chciałabym, żeby teściowie i szwagierka zrozumieli, że nie musimy się kochać i przyjaźnić, żeby WZAJEMNIE okazywać sobie szacunek, że czasem mniej jest lepiej. Przede wszystkim chciałabym, żeby mnie poznali, żeby wiedzieli czym się interesuję, czym się zajmuję, żeby sami o tym też opowiadali, a nie obrabiali do mnie tyłków sąsiadów. Powiedziałam im o jednej mojej pasji, ale okazało się, że dla nich to głupoty, więcej nie wspominałam o niczym. Chciałabym, żeby pytali, a nie kategorycznie stwierdzali. No i żeby nie planowali moich dzieci, żeby ciąża nie była powodem bezsenności i tygodniowego płaczu teściowej (bo szwagierka miała być pierwsza!).
                            Chciałabym, jak przyjeżdżają, żeby nie siedzieli jak na tureckim kazaniu, a teść nie domagał się kolejnej porcji alkoholu, po którym małpi rozum mu się rzuca. W ogóle, jak ich zaprosiliśmy, żeby marudzenia nie było, że daleko, a mamusia musiała tabletki ziołowe sobie na nerwy kupić. Żeby interesowali się, kiedy przyjeżdżamy, na jak długo, może byście przyszli w sobotę, bo będzie ciocia (a było: tylko nie w sobotę, bo wyjeżdżamy).
                            Żeby nie stawiali mnie w niezręcznych sytuacjach, kiedy telefon ‘wpadnij na obiad’ zamienia się w przyjęcie w szpilkach, a ja w bluzie od dresu. Chciałabym, kiedy zwrócę się do teściowej z problemem, żebym nie słyszała ‘złotych rad’ w stylu ‘schowaj dumę do kieszeni’, albo ‘oj tam oj tam’, a jak nie wie co powiedzieć to niech to powie. I żeby byli w takich sytuacjach dyskretni, bo jak się coś im mówi w zaufaniu, to oznacza, że nie chcę, żeby było to tematem plotek bliższych i dalszych krewnych przez następny rok.

                          • soosowa Re: jak zostanę teściową ;) 14.12.12, 13:02
                            Jeśli nią zostanę NIGDY Z ŻYCIU nie będę chciała zastąpić synowej/zięciowi ich matek. Raczej postawię na relacje partnerskie, dam młodym prawo do ich błędów, niech żyją, jak chcą. Powiedziałam mężowi, że jak raz dam 'dobrą radę' ma mnie zastrzelić ;).
                            • barbasia017 Re: jak zostanę teściową ;) 14.12.12, 13:40
                              Współczuję, ale Ty za bardzo chcesz byc akceptowana. Twoja teściowa jest mentalnie z pokolenia mojej, czyli tak z 80-tkę na karku i dziwaczne zwyczaje. Tak , a nie inaczej postępują, bo chcą na Was wymusic zainteresowanie. Tak, dobrze czytasz: to Wy macie się pierwsi dopytywac o wszystko, a oni z łaski swojej może Was zaproszą, jak grzeczni bedziecie. Stare, znane i oklepane. W końcu zmuszeni do wypytywania, sami puścicie farbę i będziecie meldowac. Nie powiadomiła Cię o jakiejś imprezie, czyli zasiała w Tobie ciekawośc, przy tym złośc. Nie tylko SB miało sposoby. Już się złapałaś na ten lep. Będziesz traktowana jak ta obca, dopóki nie zaczniesz robic to co ona i tak jak ona.

                              Porządna teściowa dba o swoje interesy i swojego dziecka przede wszystkim. Takie stare, a jeszcze tego nie wiecie ( nie obraźcie się ), ale to od zawsze było wiadomo. Taka nie jedzie odwiedzic dzieci, a syna. Nie budowaliście domu Wy, ale syn. Pojęłyście już?
                              Możecie oczywiscie się zarzekac, ale optyka Wam się po 50-tce zmieni. A jęsli zostaniecie same, to już zupełnego kota na punkcie syna dostaniecie. Myślicie, ze Wasze teściowe tego sobie nie obiecywały? Trochę samotności ( bo co to sama córka i jej życie, to stanowczo za mało) i trzeba ryc w życiu innych.

                              • sorbeta Re: jak zostanę teściową ;) 14.12.12, 14:27
                                Ja do moich musiałam się zwracać " mamusiu" ," tatusiu" . W OCZY MI NIC NIE MÓWILI , TYLKO DO MĘZA OBSMAROWYWALI LUB RZUCALI LUŹNE UWAGI W POWIETRZE, ALE WIADOMO BYŁO DO KOGO KIEROWANE . Nie chciałabym taka być, córce już tłumaczę, że ma mnie prostować jak zacznę się dziwnie zachowywać . Też zawsze się czułam obca, a teściowie mi powiedzieli , że im się świat zawalił odkąd syn się ze mną ożenił. Niedalej jak 2 miesiace temu teściowa mnie oświeciła, że mój mąż nigdy mnie nie kochał, ja się pchałam na siłę, a on to dobry chłopak, tylko ja go zbuntowałam. Moi teściowie byli tacy od początku, mąż w dzieciństwie miał " zimny chów ", nie utrzymują kontaktów nawet ze swoim rodzeństwem, choć mieszkają w tej samej wsi . Teść mnie przeprosił, teściowa , by się prędzej zadusiła niż przyznała do błędów . Trzeba im przyznać , że mniemanie o swojej nieomylności mają mega duże . Mi ich żal, naprawdę nie chciałabym taka być. Zgadzam się , że syn to ma imię , ja byłam " ona " i synowa to nie rodzina. Ja bynajmniej tak to odczuwałam.
                              • soosowa Re: jak zostanę teściową ;) 14.12.12, 15:02
                                Nie obrażam się, bo głupia byłam. Tak, jasne, że chciałam być akceptowana i lubiana, chyba każdy tego na początku chce. Myślałam, że faktycznie wchodzę do jego rodziny (nie wiem, skąd mi to przyszło do głowy, naprawdę...). Mąż ma dużą rodzinę, ja niewielką, myślałam, że może moje dzieci będą miały dużą, fajną rodzinę, ale nie wyszło. Teraz dopiero zaczyna mnie to kolokwialnie mówiąc walić, czy mnie lubią i co o mnie myślą. Pewnie, że przykrość mi robiła, jak nie powiadamiała, jak oczekiwała meldunków, a sama bardzo dawkowała informacje. Teraz od lat nie wie nic właściwie, a ja mam spokój, ale to wyobcowanie kołkiem mi w gardle stoi do dzisiaj.
                                Nie demonizujmy urzędu teściów, bo wiem, że są też fajni, mili i dobrze żyją z synowymi i zięciami (i nie mam tu na myśli moich rodziców, żeby było jasne). tarcia są, wiadomo, ale nie ma co chować głowy w piasek, tylko sprawę wyprostować, bo takie małe zadawnione kwasy mszczą się potem w najmniej oczekiwanym momencie.
                                Teściową poznałam jak była po 40stce i już wtedy uważała, że jest stara i nic już ją w życiu nie czeka. Wyobrażasz sobie, co jest teraz. Mąż wraca chory stamtąd, jak opowiada czasem, to aż nieprawdopodobne, żeby ludzie w pełni sił, cały czas pracujący i przy pełnym zdrowiu psychicznym byli tak niezadowoleni z życia. Córka nie jest dla teściowej wyzwaniem, bo i tak córka jest decydującą osobą tak u siebie w domu, jak u teściów.

                                Poza tym wiesz, jak jest. To zawsze będzie różnica pokoleń, inne wychowanie, inne priorytety, inny sposób rozwiązywania konfliktów. Nie wiem, czy to reakcja łańcuchowa, takie traktowanie synowych, ale moja teściowa miała okropną swoją teściową i myślę, że teraz sobie odbija. Liczę na to, że można tego uniknąć, jak się ma fajne życie i jest się z niego zadowolonym, jak się żyje na wielu płaszczyznach, a nie tylko dzieci i dom, jak się podtrzymuje ciepłe kontakty z innymi ludźmi, to w momentach takich odpałów jest ktoś z zewnątrz, kto ma odwagę powiedzieć, że przeginam. Wtedy trzeba niestety ugiąć kark i powiedzieć synowej/zięciowi przepraszam. I przede wszystkim, jak nie widzi się w synowej/zięciu od początku kogoś, kim nie są, jak się nie dopatruje tylko złych cech, jak się nie wyolbrzymia wpadek, nie rozbiera ich na czynniki pierwsze. Ślub to trudny moment, tak dla teściów, jak dla młodych i obie strony muszą o tym pamiętać.
                                A Ty jako przyszła teściowa czego byś sobie życzyła od synowej?
                                • sorbeta Re: jak zostanę teściową ;) 14.12.12, 17:06
                                  Ja bym tylko chciała , żeby kochała mojego syna, żeby się dogadywali i byli szczęśliwi. Tak sobie myślę, że przed ślubem powiedziałabym mu , że teraz żona ma być dla niego najważniejszą kobietą w życiu, że to z nią ma omawiać wszystkie sprawy ( mój mąż latał do rodziców, ja się dowiadywałam jak usłyszałam przypadkiem ) . Nie chciałabym źle o niej mówić do syna, mącić w ich życiu. Moja teściowa uwazała, że nie dbam o jej synka, że póki oni żyją on ma opiekę (!!!!!) , a potem to ja mu nóż w serce wbiję i zagarnę cały majątek. Zgadzam się, że trzeba mieć pasje ( ja uwielbiam czytać, czeka na mnie aktualnie pięć książek do czytania :-)), znajomych , ponieważ nie można żyć życiem swoich dzieci. Ja też wychodząc zaąż chciałam mieć dużą , szczęśliwą rodzinę i dlatego dawałam po sobie jeździć jak po łysym koniu. Wyidealizowałam sobie rodzinkę jak z bajki, ale pora wydorośleć :-)
                                • barbasia017 Re: jak zostanę teściową ;) 16.12.12, 13:27
                                  Czego sobie życzę jako teściowa? Przede wszystkim niezależnej synowej, mającej swoje zdanie, ale nie narzucającej go nikomu. Najbardziej boję się pomysłu zamieszkania u nas. Przerażają mnie młodzi ludzie mówiący jakoś to będzie i walą się rodzicom na głowę. Podobnie z wczesnym macierzyństwem, rozwala mnie twierdzenie 20-latki, że ona to już by matką chciała zostac. Nawiasem mówiąc, gdyby od dochodów kobiety zależała ilośc dzieci, to niż panowałby nieprawdopodobny.

                                  Zwracam uwagę na kulturę osobistą. Nie lubię się wtrącac, ale gdy mnie się wtrącają, bywam mocno nieprzyjemna. Zawsze i każdemu daję szansę i spokojnie obserwuję. Następnie wyciągam wnioski i reaguję. Zadzierającej nosa osóbce z pewnością go przytrę.
                                  Nie oczekuję częstych odwiedzin, bo mamy swoje życie. Zasady dobrego wychowania regulują tą kwestię. Mogę służyc pomocą, ale wykluczam poświęcenie się całkowite np. opiece nad wnukami.

                                  Nie chciałabym takiej synowej jaka trafila się Marynie, takiej jak Kalia też nie. Nigdy żadna teściowa z taką roszczeniową kobietą nie dojdzie do porozumienia. Moim synom powtarzam, że brak stałej pracy i widoków na utrzymanie rodziny, powinno wykluczac małżeństwo. Czy młode kobiety też to rozumieją? Mam nadzieję.

                                  Soosowa, ale zwróc tez uwage na fakt rozbierania na czynniki pierwsze zachowania teściowej. Czytam fora juz od ładnych paru lat i synowe takie same. Do tego jeszcze: moja mama to, moja mama tamto. Czy zięciowie teściom też tak dogadują? Mój ojciec to robi tak, on to się zna, lepiej umie itd. Rzadkie i niespotykane, prawda? Więc co się z kobietami wyrabia?

                                  Wszystko to z nadmiaru czasu. Teściowa wysiadująca w domu, nie majaca nic do roboty i synowa bezrobotna, ewentualnie wychowująca dzieci. Moja matka też miała okropną teściową, ale z racji rzadkich spotkań nie bylo tak źle. Dziadek był zdania, że jak baba nie ma roboty, to się ima tego, czego nie powinna. Kiedyś bylam oburzona taką logiką, teraz mówię:coś w tym jest.
                                  • soosowa Re: jak zostanę teściową ;) 19.12.12, 14:00
                                    Dużo dają mi do myślenia Twoje posty i dziękuję za nie. Mają działanie porządkujące w moim prywatnym chaosie ;).

                                    Masz rację we wszystkim, co piszesz, choć nie są to prawdy uniwersalne. Dla mnie to samo można zastosować odwrotnie. Czyli: teściowa, która się nie wtrąca, bo ma swoje sprawy i dlatego daje przestrzeń, nie oczekuje niańczenia i 'spowiedzi' z każdego kroku, która pozwala wykazać się synowej jako matce, a syna traktuje, jak dorosłego faceta.

                                    Tak sobie myślę o przyczynach tego typu konfliktów i pewnie jest tak, że spotkanie opisanej przez Ciebie teściowej z roszczeniową, rozdziamdzaną synową to katastrofa gwarantowana. albo znudzona, niespełniona i hipochondryczna teściowa trafiająca na synową z silnym charakterem. W ogóle wchodząc w takie relacje każdy ma jakieś oczekiwania i jeśli obie strony na czas ich nie zweryfikują, to kończy się dramatem. Dla mnie największym problemem był brak szacunku i komunikacji. Było to jak walenie głową w ścianę, bo jeśli już sobie teściowa coś umyśliła nie było mocy na świecie, żeby zmieniła zdanie. Potrafiła robić mi karczemne awantury o to samo w przeciągu roku!

                                    Straszne jest, jak czytam, że synowa ma problem z nadgorliwą teściową, a za chwilę ta sama synowa narzeka, bo teściowa nie garnie się do pomocy przy dziecku, jak młodzi zwalają się na głowę mamusi (jednej czy drugiej), a potem narzeka synowa/zięć na teściów, jak liczą sobie pieniądze, zaglądają do garnków i marnują ogrom energii na wzajemne kontrolowanie każdego kroku, jak wymagają wzajemnie domyślania się potrzeb, zamiast po prostu normalnie i spokojnie o tym powiedzieć, a nie jak nie wykazują zrozumienia dla własnej inności (inne = złe), jak właśnie rozczłonkowują każdą wspólną chwile, byle tylko się czegoś czepić, a potem wypominać to na każdym kroku. I zmuszanie (ach, te małe szantażyki emocjonalne mojej teściowej!) do długich w nieskończoność wizyt pomimo wzajemnej, nieukrywanej niechęci. Tego typu intrygi niestety leżą w naturze kobiety i tylko wiedząc o tym możemy coś z tym zrobić. Dlatego dużo rzadziej czyta się o takich relacjach na linii matka-córka, bo przede wszystkim one się znają od początku ;). One nie gryzą się wzajemnie, tylko ukierunkowuje się to na męża/zięcia. A że mamusie żon też potrafią jątrzyć nie ulega wątpliwości, z tym, że faceci mają inny charakter i właśnie często odpuszczą dla świętego spokoju.

                                    Nie wiem, czy będę miała w najbliższym czasie jak pisać, więc wesołych, spokojnych Świąt :) a Nowy Rok niech nam przyniesie morze cierpliwości i zrozumienia :)
                                    • barbasia017 Re: jak zostanę teściową ;) 19.12.12, 14:30
                                      Z tymi matkami córkami też różnie bywa. Znalazłam niejedno forum o toksycznych rodzicach i to kobiety głównie tam piszą. Czasami matka gorsza jest od teściowej. Mężczyźni niestety zamiatają ten problem pod dywan i stąd całe epistoły o idiotyzmach teściowej, a powinien pisac facet o zagrywkach toksycznej matki. Tymczasem dla niego to nie problem, a bzdura
                                      ( dla kobiety wprost przeciwnie. Mężczyzna udziela się w tematach o seksie, motoryzacji, generalnie pasjach. Rozmowa o jego matce natychmiast awansuje pod czepialstwo.
                                      Wystarczyłoby z jego strony minimalne zainteresowanie i chęc ustalenia zasad postępowania w jego rodzinie. Oczywiście musiałby wykazac się odwagą i zakomunikowac matce, rodzicom, swoje decyzje, a nie rejterowac gdy rodzicielka zrobi groźną minę czy łzami się zaleje.

                                      O tym, ze synowe też chcą zarządzac w całej rodzinie po swojemu i wykazują mega egoizm, to też temat na osobny wątek. Również się żegnam i wyruszam do pracy, jednocześnie dedykując wszystkim kobietom:
                                      Oskar Wilde: "Egoizm nie polega na tym, że żyje się tak jak chce, lecz na żądaniu od innych, by żyli tak, jak my chcemy".
      • barbasia017 Re: Święta?! 05.12.12, 15:10
        Dlaczego się poświęcasz? Mąż wymaga? To niech sam zakasze rękawy.
        My też z tych, co to świąt nie obchodzą. Nie jest to jednak powodem zwalania się komuś kto coś urządza. To wręcz nieładnie. Rozumiem tęsknotę męża za rodziną, ale oni już wybrali - nicnierobienie.
        Wnuka mogą chyba widywac poza terminami świąt? Jeśli tak, to szanowny mąż powinien to ślicznie zorganizowac. Święta to szczególny czas dla rodziny, lepiej przeżywac bez kwasów.
    • sorbeta Re: Święta?! 06.12.12, 09:44
      Wigilia bardzo tradycyjna ( potraw mniej niż dwanaście :-)).Tesciowie oddzielnie( MIESZKAMY W JEDNYM DOMU I TO BYŁ MÓJ WYBÓR). Poprzednie wspólne wspominam bardzo smutno, to był dla mnie najgorszy dzień w roku. Musiałam wysłuchać w formie życzeń, przy opłatku, litannii, którą powinnam spełnić, zeby mój teść był szczęśliwy. Następnie siedzieliśmy jak trusie, a dziadek zawiedzionym głosem, opierniczał mojego męża jak go strasznie zawiódł ( ożenkiem ze mną). Atmosfera wręcz "świąteczna". Czem prędzej szłam z dziećmi do naszego pokoju, pod pretekstem sprawdzenia, czy był już Mikołaj. Mimo wszystku mam w sercu jakiś żal, szkoda mi ich, ale mają córki, które wiedzą jak jest i zostawiają ich w tym dniu samych i dopiero następnego dnia przyjeżdżają się gościć. A MI GŁUPIEJ SZKODA, ŻE DZIADKOWIE SAMI, PO CAŁEJ GEHENNIE PSYCHICZNEJ, KTÓRĄ PRZEŻYWAŁAM PRZEZ WIELE LAT. wSZELKIE PRÓBY BUNTU BYŁY UGASZANE W ZARODKU, A ONI BYLI SILNI, BO MĄŻ STAŁ PO ICH STRONIE. nA SZCZĘŚCIE W OSTATNIEJ CHWILI OPRZYTOMNIAŁ. nIE DAJE MI TA IZOLACJA OD NICH PEŁNEGO SZCZĘŚCIA, BO ZAWSZE CHCIAŁAM MIEĆ DOBRE RELACJE RODZINNE, NIE UDAŁO SIĘ. ŻEBY TAK BYŁO MUSIAŁABYM SIĘ CAŁKOWICIE PODPORZĄDKOWAĆ, BEZ PRAWA GŁOSU .
      • soosowa Re: Święta?! 06.12.12, 14:26
        Byłam na dwóch wigiliach u teściów i było bardzo podobnie, jak u Ciebie. W ramach życzeń przy opłatku teść złożył dla mnie życzenia sobie: jaka powinnam być, by jemu było dobrze. Na drugiej było to samo. Atmosfera cudowna, rodzinna, siekierę można było powiesić. Nigdy tam nie mieszkaliśmy. Pomyślałam wtedy, że po cholerę tam przychodzę w takim i w każdym innym dniu. Ani mi to dobrze nie robi, ani najwidoczniej im, bo nie wyobrażam sobie, żeby wszystkie imprezy rodzinne u nich tak wyglądały. No i nie chodzę.
        • barbasia017 Re: Święta?! 06.12.12, 19:31
          O matko! Po takich życzeniach każdy załapie doła. Moi są inni. Gdyby mogli zamieszkaliby u nas. Dobrze, że jeszcze nie wpadli na pomysł zamontowania kamer w domach dzieci!
          Teśc lubił nas codziennie najeżdżac i nachodzic. Przed laty paliwo nie było drogie, pieszo też nie jest daleko. Raj dla znudzonych emerytow. Wnuka wziac na ręce? Jeszcze co sie stanie, oni na minutę nie zostaną sam na sam z dzieckiem. Gdyby im się coś działo dziecko im nie pomoże, a jeszcze zarazic może.
          Pomagac? Eeee, a po co, ręce mamy. To oni wymagają skakania wokół nich. Szanują się, kwękają, stękają, narzekają na leniwe dzieci.


          • mae24 Re: Święta?! 11.12.12, 08:10
            hehe :) Ja to mam szczescie!! Nie dosc, ze tesciowa mieszka pare tysiecy kilometrow od nas to jeszcze nie mowimy w tym samym jezyku!! los na loterii wygralam!!

            A tak powaznie, to bardzo ja szanuje, i zaluje czasem, ze nie mozemy sobie pogadac, bo jak mi maz podpada to go strasze, ze powiem jego mamie i zaraz sie prostuje ;) dobrze swoje dzieci wychowala i za to jej sie nalezy specjalne traktowanie :)
            • agrafka111 Re: Święta?! 26.12.12, 20:06
              a ja już po Świętach i muszę odreagować psychicznie spotkania rodzinne z moją teściową która ma niewiadomo jakie oczekiwania co do nas. Sama pomaga nam minimalnie (bo jest przeświadczona, że to jej należy się pomoc), kilka razy razem z córką wbiły mi taką szpilę (większość na tle finansowym- np. zapowiadanie, że na nic mi nie dadzą jeszcze przed ślubem gdzie ja nawet o nic nie prosiłam ani nic nie oczekiwałam albo martwienie się, że będę trwonić pieniądze ich syna i brata- gdzie mam swoje bo przecież pracuje). Choć oczywiście komentarze o tym, że źle wyglądam się też zdarzają. Był taki moment, że byłam w tym domu atakowana docinkami tak, że mąż mnie musiał bronić i napominać matkę i siostrę. W te Święta atmosfera zgęstniała bo chyba daliśmy zbyt małe prezenty albo nie te wymarzone (pomijam fakt, że ja od nich nigdy nic super fajnego nie dostałam- raczej prezenty typu wypada się uśmiechnąć i grzecznie podziękować). Najgorsze jest to, że mimo iż mieliśmy w tym roku naprawdę bardzo poważne wydatki które kosztowały nas dużo naszej własnej pracy i wyrzeczeń i jeszcze się nie skończyły to wg. teściowej opływamy w dostatki i powinniśmy jej kupić to czy tamto. Mąż wkurzony, mi aż przykro jak na niego patrze a moi rodzice schorowani więc też im się nie wygadam bo by się tylko denerwowali.
              • stefcia31 Re: Święta?! 03.04.13, 07:20
                ja mam to samo, jak mam jechac na swieta to az sie trzęse, ciągłe docinki, przygryzania, że jestem za chuda, bo szwagierki są grube,straszenie dziecka,że dostanie paskiem, aż juz rozumie bo ma 3 lata, niestety mąż nie reaguje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka