mwiktorianka
26.12.12, 14:34
Jesteśmy małżeństwem od ponad 20 lat.Mamy dzieci.Od zawsze mieliśmy odmienne zdanie na wiele spraw, w ogóle pod wieloma względami jesteśmy skrajnie różni, ale przez wiele lat pomimo wszystko potrafiliśmy się dogadać.Kłóciliśmy się, ale zawsze te kłótnie kończyły się zgodą.
Mąż jest typem introwertyka ja kiedyś bardziej ekstrawertyk, teraz tak pół na pół.Mąż od zawsze ma specyficzny sposób bycia, lubi dogryzać i być złośliwy, zarówno w stosunku do mnie jak i do innych.Wszystko odbywa się pod przykrywką "poczucie humoru".
Ten jego introwertyzm z czasem coraz bardziej zaczął mi przeszkadzać, bo ileż można prowadzić monologi, gdzie najczęstszą odpowiedzią jest kiwnięcie głową lub jakieś pół słowa.
W pewnym momencie złapałam się na tym, że nie mam potrzeby/ochoty na jakiekolwiek rozmowy, oprócz wymiany podstawowych informacji.
Mąż od dawna wieczory spędza na oglądaniu TV lub graniu na komputerze, a ja mu w tym tylko przeszkadzałam.Od jakiegoś czasu (kilka m-cy),on spędza czas przed TV, a ja z książką.
Po iluś tam latach jego złośliwych uwag, które doprowadzały mnie często do łez (tak na marginesie, to, że jest złośliwy to nie tylko moja opinia, ale i innych osób wobec, których stosuje taka taktykę), przyzwyczaiłam się do nich i zaczęłam ignorować.Po następnych kilku latach zaczęło mnie to zwyczajnie wkurzać, zauważyłam, że też zrobiłam się wobec niego złośliwa.
To wszystko spowodowało, że jest między nami coraz gorzej.Ja się starałam polepszyć nasze relacje, starałam się być miła, zrobić miły gest w jego stronę, zrobić niespodziankę z okazji np. urodzin, rocznicy ślubu itp.Niestety ze strony męża zero jakichkolwiek starań.Kupiłam mu z okazji rocznicy ślubu książkę fajna książkę dla par z długim stażem.Przeczytałam tylko ja, stosowałam się do porad, które naprawdę mogły pomóc......gdybyśmy oboje tego chcieli.
Do tego wszystkiego dochodzi problem tego, że mąż prawie wcale nie wykonuje domowych obowiązków, tzn czasem ugotuje obiad lub pozmywa, ale kuchenki, blatów już nie ogarnie.Odkurzacz, mop czy ścierka parzą mu ręce....Mamy małe dziecko (niespełna dwuletnie), które jet bardzo absorbujące, typ żywe srebro, z oka nie można spuścić nawet na moment.Denerwuje mnie, że nawet gdy jest w domu nie poczuwa się do tego aby zająć się nim gdy ja np. sprzątam, gotuję itp.W efekcie najczęściej robię to wszystko pilnując jednocześnie dziecka.Jak już jestem wkurzona na maxa to warczę dosłownie żeby się nim zajął.Jeśli mówię żeby zajął się dzieckiem bo ja coś tam robię to on go bierze np do pokoju, a maluch za chwile i tak jest przy mnie bo tatuś gra na kompie albo ogląda TV, a dziecku się nudzi.Jeśli zrobi cokolwiek w domu pilnuje abym kolejny raz zrobiła to ja, chociaż ogromną większość obowiązków wykonuję sama.
Taki przykład z dzisiaj;
W nocy maluch się rozchorował, miał temperaturę, kaszel,płakał.Wzięłam go do nas do łóżka, zmierzyłam temp chciałam podać lekarstwo i zrobić mu picie więc obudziłam męża aby się nim zajął w tym czasie (spał jak zabity).Dałam dziecku pić, lekarstwo na gorączkę, mąż zaraz usnął, ja nie spałam przez następne dwie godziny bo maluch marudził, nie mógł usnąć.
Rano to ja jak zawsze zajmowałam się dzieckiem, dawałam jeść, przewijałam itd.Mąż w tym czasie postawił na stole świąteczne śniadanie, wszystko było gotowe w lodówce wystarczyło zanieść na stół, w czym zresztą pomagały mu starsze dzieci.W trakcie śniadania ja niemal cały czas zajmowałam się maluchem.Po śniadaniu dzieci pomogły mi posprzątać, zmywałam i ogarniałam kuchnię sama, pilnując jednocześnie dziecka.Mąż nie kiwnął palcem bo przecież nakrywał do stołu.....
Dodam tylko, że jestem porządnie przeziębiona i źle się czuję. Starsze dzieciaki też przeziębione.Jedynie mąż zdrowy z całej rodziny.
Nie czuję się kochana, nie czuję się ważna, czuję się wykorzystywana.
Wiem, że mąż chciałby aby było dobrze, fajnie miło w naszym związku, ale aby jednocześnie on nic nie musiał robić w tym kierunku.On nie chce zmienić nic w swoim zachowaniu bo to wymaga wysiłku i dobrych chęci, to ja mam się starać i dostosować.I oczywiście nie czepiać się.On nie widzi nic złego w swoim zachowaniu, to ja jestem zawsze ta winna.
A ja już mam tego dość.