Dodaj do ulubionych

brak akceptacji

21.01.13, 09:59
Nie wiedziałam jak mam zatytułować ten post. Problem niby nie ogromy, ale mnie dręczy i to mocno. Moja mama najzwyczajniej za świecie nie lubi mojego męża. Nie akceptuje.
Nie daje tego mocno do zrozumienia. Nigdy mi tego nie powiedziała. Ale to widać... Czasem gdy odwiedzamy rodziców mama siedzi i nic nie mówi, nie komentuje. Wiem, że np nie zgadza się z tym co mówi mój mąż, ale milczy- co nie znaczy, że po minie nie widać co myśli. Chyba z dwa razy doszło między nimi do małej wymiany zdań.
Jak braliśmy ślub- powiedziała, że nie chce żeby mówił do niej "mama", że ma mówić po iminieniu. Mąż po imieniu nie mówi bo nie wypada, w rezultacie nie mówi do niej w ogóle.
Mąż mówi wprost, że już jej nie lubi, bo widzi jakie ona ma do niego podejście, nie chce tam jeździć.
Mamy małego synka- dziadkowie są zakochani, mocno pomagają finansowo. Mąż zaczyna kręcić nosem na przyjmowanie tej pomocy- trochę mu się nie dziwie. Chyba ma wrażenie, że teściowa myśli, że nie zapewnia nam dostatecznej ilości pieniędzy mówiąc najprościej.
Narasta we mnie gniew, że nie potrafią się dogadać. Jestem zła bo nie wiem za co właściwie się tak nie lubią. Rozmowa z mamą nie ma sensu, bo przecież nikogo nie zmuszę do "lubienia". Ani nie mogę kazać mężowi się zmieniać, żeby teściowa go lubiła. Jest mi bardzo, bardzo przykro. Nie chce mi się jeżdzić do rodziców w odwiedziny bo czuję tam ciągłe napięcie. Kiedy rozmawiam z mamą przez telefon i wsponmnę o męzu to rozmowa zaraz zchodzi na "mhm", "aha". A przecież to jest mój mąż i moje życie, to niby o czym mam mówić i opowaidać jak nie o tym co się u nas dzieje. Niby sytuacja nie ma jakiegoś wielkiego natężenia, ale ja zaczynam z tego powodu czuć się dosłownie depresyjnie. Bo to dwie najwazniejsze osoby w moim życiu...
Mąż jest dobrym człowiekiem, czasem trochę narwany, ale każdy ma swoje za uszami. Mama za to ma chyba poczucie, że jest lepsza.
Czesem mam wrażenie, że lepiej by było gdydby się pokłócili i nie gadali. To by była jasna sytuacja.
Żeby nie było za miło- ja ze swoją teściową też nie bardzo się dogadujemy. Jednak my się normalnie zachowujemy, rozmawiamy. Wiadomo- szału nie ma- ale jest ok.
Obserwuj wątek
    • marina2 Re: brak akceptacji 21.01.13, 10:33
      a gdzie jest źródło nielubienia?
      co się stało ? tak od pierwszego wejrzenia go znielubili czy jest jakiś realny powód?
      • aaaniula Re: brak akceptacji 21.01.13, 11:04
        Nie wiem dlaczego. Chyba tak "z urzędu".Nie lubiła go od początku. Każdy z nas ma czasem tak, że kogoś nie lubi za sposób bycia,charakter, ogólnie. Ciężko mi powiedzieć. Nic się między nimi nie wydarzyło. Mąż jest pomocny, kiedy tylko czegoś potrzeba to zwalnia się z pracy i jedzie pomóc. Kiedy dostał premię kupił im spory prezent w podziękowaniu za ich pomoc. Jest zawsze uśmiechnięty, grzeczny. Przestał rozmawiac z mamą, kiedy ta przestała odzwyać się do niego.
    • elle-joan Re: brak akceptacji 21.01.13, 10:47
      Dlaczego rozmowa z mamą nie ma sensu? Nie musisz zmuszać jej do lubienia męża, ale chyba naturalne jest poruszenie tego problemu z mamą, o której piszesz, że jest taka ważna w Twoim życiu. Ty z mamą nie rozmawiacie szczerze tylko odbywacie te wizyty podszyte napięciem i jakimś niewytłumaczalnym "nielubieniem" i nikt nie wie, o co chodzi ani nawet nie próbuje się dowiedzieć. To jak wymagać żeby mama z zięciem się dogadała i zachowywała naturalnie skoro matka z córką nie rozmwiaja ze sobą szczerze o ważnych sprawach. Może to jakiś mały problem "do przeskoczenia". Może mama nie przepda za nim bez wyraźnego powodu, czasami drazni nas czyjś sposb bycia, a mama może nie zdaje sobie sprawy, że jest to takie widoczne. A może mama nie czuje się lepsza, ale odwrotnie- mąż sie wymądrza, a mama nie czuje się na siłach podjąć z nim rozmowy/dyskusji.
      • aaaniula Re: brak akceptacji 21.01.13, 11:13
        W domu nigdy się nie rozmawiało na ważne tematy. Nie było wylewności uczuć ani rozmów o tym co kogo boli i dlaczego tak jest. Nie umiem z nią tak rozmawiać. Zresztą obawiam się, że usyszę coś, czego słyszeć bym nie chciała. Albo uszłyszę zaprzeczenie, że wcale tak nie jest.
        Mój mąż raczej nie wdaje się z nią w dyskusje. Może opiszę sytuację, która ostatnio miała miesjce, żeby nakreślić problem. Mieliśmy jechać do sklepu kupić sprzęt. Sprawdziliśmy z mężem w internecie gdzie można go zakupić. I zgrzyt. Bo mamie się nie podobało (nie wiem co w zasadzie, mam wrażenie że to takie robienie na złość). Więc mąż powiedział, że tutaj gdzie chce jechać ona nie bardzo widzi sens, ponieważ w internecie sprawdzaliśmy i na stanie nie ma ani jednego urządzenia, które choćby wymiarami nam pasują. Ale mąż ustąpił, powiedział, że jemu nie robi różnicy. Pojechaliśmy, oczywiście nic nie było. Wróciliśmy do domu, kupiliśmy sprzęt przez internet. A rodzice przelali nam za niego pieniądze, bo obiecali że kupią. Teraz widzę paranoję tej sytuacji...
        Mam ochotę walnąć wszytko w kąt, nowy sprzęt wywalić przez okno, rodzicom odesłać pieniądze, a męża kopnąć w dupę.
        • aaaniula Re: brak akceptacji 21.01.13, 11:20
          I jeszcze w roli wyjaśnienia z tymi pieniędzymi. Zawsze nam pomagali, teraz jednak była między nami "umowa". Urodził się synek, a mi skończyła się umowa. Chciałam oddac małego do żłobka, rodzice powiedzieli, że jeśli chcę być z nim w domu to oni do czasu mojego powrotu nam pomogą. To chyba nie był dobry pomysł.
        • elle-joan Re: brak akceptacji 21.01.13, 11:39
          W tej sytuacji z zakupem sprzętu nie widzę jakiegoś dramatu. Nie wiem na ile twoja mama jest nowoczesna, ale moja jak usłyszałaby o kupnie przez internet, to też namawiałaby do pojechania do sklepu. A do tego Twoja mama miała to sfinansować, to nie dziwie się, że miała swoje zdanie, gdzie pojechać. Posądzasz ją o złosliwość, osobę, która nie tylko pomaga finansowo, ale wręcz uczestniczy w utrzymaniu Was. A może robi to z troski o Ciebie i wnuka, a tak naprawdę denerwuje ją, że mąż nie potrafi Was utrzymać. Może o to chodzi?
          • aaaniula Re: brak akceptacji 21.01.13, 11:56
            Mąż zarabia sporo. Stać nas na ten sprzęt. Rodzice mają jeszcze więcej i chcą pomóc żebyśmy my przez czas kiedy jestem z mały w domu nie naruszyli oszczędności, które odkładamy na większe mieszkanie. O internet raczej też nie chodzi, bo mama nowoczesna kobieta :-)
            Ale może faktycznie ma o to jakieś pretensje. Nawet jeśli tak jest, to przecież mąż nie nie stanie na rzęsach żeby mieć jeszcze więcej, żeby teściowa sobie źle nie myślała. Zresztą przez myśl by mi nie przeszło żeby mu to powiedzieć. Ja już sama nie wiem co mam myśleć. Póki co najchętniej bym tam nie jeździła, przestała przyjmować pomoc. Żeby mieć spokój. Ale wiem, że to zaburzy kontakty, będzie wyglądać jakbym się obraziła na rodziców. To by była ucieczka od problemu
            • ann.38 Re: brak akceptacji 21.01.13, 15:02
              Mąż sporo zarabia, ale żeby utrzymać niepracującą żonę z dzieckiem musiałby do tego użyć oszczędności? To nie takie sporo. Jeżeli maleństwo miało iść do żłobka, z powodów finasowych, a nie zachowania ciągłości pracy matki, itd. to rodzice poczuli się trochę w obowiązku wyratować wnuczka. Szkoda, że nie mówią wprost, o co chodzi. A cały czas piszesz tylko o relacji męża z mamą. A jak jest z twoim tatą?
              • aaaniula Re: brak akceptacji 21.01.13, 15:59
                Tata z mężem dogadują się bardzo dobrze.
                Nie wiem ile to dla ciebie sporo. Dla mnie sporo to tyle ile zarabia mój mąż- czyli mniej więcej sześciokrotnie więcej niż ja zarabiałam. Pozwala nam to na odrobinę luksusu od czasu do czasu, dobre życie. Kiedy przetstałam pracować, doszły nowe koszty gdy urodził się mały pieniądze, które zarobi mąż starczają na opłaty, życie i potrzeby malego. Bez rarytasów. Rodzice "ulepszają" nam życie.
                • darby.shaw Re: brak akceptacji 22.01.13, 16:45
                  mocno relatywne
                  jeśli zarabiałas 500, to mąż zarabia 3 tysie, czyli bez szału i nic dziwnego w sumie, ze rodzice Wam pomagają, zebyście mogli oszczędzać.
                  ale jesli punktem odniesienia jest kwota 2 tysiecy, to pensja Twojego męża wygląda całkiem rewelacyjnie i zasadność pomocy rodziców budzi moją watpliwość, oczywiscie jak sobie życzą mogą ukochanej córuni nieba przychylić :-)
                  mało piszesz o mężu, ale fakt, że nie chce się zwracac do Twojej matki zgodnie z jej wolą nie podoba mi sie. Z jednej strony nie pasuje mu mówienie do niej po imieniu, bo to przecież starsza osoba, i nie uchodzi po imieniu (ale dlaczego nie uchodzi? z szacunku czy jak?) ale z drugiej w ogóle nie widzi, że sprzeciwiając się prosbie Twojej mamy zachowuje się właśnie bez szacunku...?
                  Wyobraź sobie, że spotykasz kogoś, przedstawiasz się, a on mówi: nie podoba mi się imię aaaniula, bo coś tam... będę mówił do ciebie Krycha :D
                  tak właśnie zachował się Twój mąż, jakby chciał Twoja matkę pouczyć, że jej propozycja jest niestosowna i nie na miejscu.
    • lady-z-gaga Re: brak akceptacji 21.01.13, 10:48
      > Żeby nie było za miło- ja ze swoją teściową też nie bardzo się dogadujemy. Jedn
      > ak my się normalnie zachowujemy, rozmawiamy. Wiadomo- szału nie ma- ale jest ok

      Pewnie dlatego, że Ty jestes normalna.
      Twoj mąż jest mieszanką buraka z narcyzem, więc nie jest w stanie ze swoją teściową normalnie rozmawiać. Przynajmniej taki jego obraz widzę w Twoim poście.

      > Jak braliśmy ślub- powiedziała, że nie chce żeby mówił do niej "mama", że ma m
      > ówić po iminieniu. Mąż po imieniu nie mówi bo nie wypada, w rezultacie nie mówi
      > do niej w ogóle.

      Wybacz, ale tego nie skomentuję. Jestes bardzo zaślepiona, jesli nie widzisz nic niezwykłego w zachowaniu męża.
      Ogolnie odbieram pozytywnie Twoją mamę - nie podoba jej się zięć, ale nie mówi Ci tego, nie krytykuje, nie prowokuje konfliktow i gryzie się w język, kiedy trzeba.
      Pewnie chciała dobrze (propozycja obustronnego TY to kredyt zaufania), niestety trafiła na kogoś, kto nie potrafił tego docenić. Oboje nie potraficie docenić tego, że nie wtrąca się w Wasze zycie i pomaga bez komentarzy, chociaz pewnie nie wszystko jej się podoba.

      >dziadkowie są zakochani, mocno pomagają finansowo. Mąż zacz
      > yna kręcić nosem na przyjmowanie tej pomocy- trochę mu się nie dziwie. Chyba ma
      > wrażenie, że teściowa myśli, że nie zapewnia nam dostatecznej ilości pieniędzy
      > mówiąc najprościej.

      A może "ma wrażenie" bo jest ograniczonym, zakompleksionym człowieczkiem?.
      Współczuję Twoim rodzicom, naprawdę. Muszą cierpieć podwójnie, bo i zięć głupi, i corka nie za mądra.
      • derkaderka1 Re: brak akceptacji 21.01.13, 11:07
        nie lubię chłopaka swojej córki i wiem,ze jest jest z tym ciężko, ale...
        facet jest nieuczciwym człowiekiem-uniknął wyroku tylko dlatego,ze zgodził się na ugodę
        oszukiwał ją i ona o tym wie i ja o tym wiem/zdrada
        nie ma mojej zgody na taki stan rzeczy i nieuczciwym byłoby gdybym mówiła jej /udawała przed nią ,ze jest wszystko ok
        facet nie rokuje w dobrą stronę nie idzie
        więc nie lubię go i nie mam pojecia co by było gdyby sie pobrali
      • aaaniula Re: brak akceptacji 21.01.13, 11:22
        Wybacz, mój mąż nie jest burakiem, ja nie jestem głupia.
      • noname2002 Re: brak akceptacji 21.01.13, 12:04
        A po czym poznajesz, ze maz to burak? prawie nie ma o nim informacji w postach Aaaniuli.
        • lady-z-gaga Re: brak akceptacji 21.01.13, 12:36
          >Mąż po imieniu nie mówi bo nie wypada, w rezultacie nie mówi do niej w ogóle.

          Na przykład po tym.
          Odpowiedziałam na pierwszy post, a tymczasem autorka napisała kolejne , z ktorych wynika całkiem co innego.
          W pierwszym - mąż obrażalski, dziecinny i doszukujący się złych intencji nawet w pomocy, w kolejnych postach - serdeczny i uczynny wobec teściów :)
          • marina2 Re: brak akceptacji 21.01.13, 12:56
            reasumując Ty jesteś zła ,ale o tym nie mówisz mamie.
            mama jest na męża zła czy tam nie lubi go,ale też nie wiadomo op co chodzi kobiecie
            Ty piszesz co najchętniej byś zrobiła ,ale tego nie robisz
            brazylijska telenowela pełną gębą;))
            jako mama dorosłej córki powiem tak:
            niby Twój Mąż dużo zarabia,ale Twoi rodzice utrzymują w jakimś stopniu Ciebie dając pieniądze ,bo nie pracujesz przy czym o ile dobrze zrozumiałam nie studiujesz .nie znajduję uzasadnienia na fakt,ze Cię utrzymują.możliwe ,ze im sie to nie podoba,ale nie móiwą,bo nie mają w zwyczaju.
            na mieszkanie się w obecnych czasach odkłada latami albo bierze kredyt.jak długo będą na Ciebie łożyć tak sytuacja będzie chora.
            • aaaniula Re: brak akceptacji 21.01.13, 14:15
              Jestem po studiach. Pomoc (a nie utrzymanie) zaproponowali rodzice, aby maleństwo nie musiało iść do żłobka. Co nie zmienia faktu, że sytuacja zrobiła się chora.
          • aaaniula Re: brak akceptacji 21.01.13, 13:02
            Chyba źle zromumiałaś pierwszy post. Mąż się nie obraził. Mama pierwsza zaczęła traktować go jak powietrze, on odpowiedział tym samym.
            Mąż jest pomocny, uczynny.
            Myślę, że mamie nie odpowiada jego charakter, sposób bycia sam w sobie. I to jest największy problem. Bo charakteru nie da się zmienić.
            • marina2 Re: brak akceptacji 21.01.13, 13:59
              no,ale jaki to sposób bycią? co niezwykłego jest w nim? luzak? sztywny? co go wyróżnia?
          • noname2002 Re: brak akceptacji 21.01.13, 13:20
            A to ja tez jestem burakiem, bo ciezko mi mowic na "Ty"duzo starszej ode mnie osobie. Tesciowej po rozwodzie mowie "pani" zamiast "mamo" .
    • edw-ina Re: brak akceptacji 21.01.13, 11:15
      Wybacz, ale odrzucenie możliwości mówienia do teściowej po imieniu jest szukaniem dziury w całym. Jak to nie wypada? Ja nie wiem, co to za problem.
      • aaaniula Re: brak akceptacji 21.01.13, 11:24
        Być może. Mąż jednak powiedział mi, że jemu jest tak głupio, że nie potrafi. Ja uważam, że to nie jest takie głupie- bo raczej mówienie do teściowej "mamo" jest dla mnie dziwaczne. No ale w takim kraju żyjemy, gdzie tak a nie inaczej się przyjęło. Mąż z tego kanonu wyskoczyć nie potrafi.
        • edw-ina Re: brak akceptacji 21.01.13, 11:39
          A może warto, aby się postarał? Wiesz, ja miałam kiedyś szefa, który nie życzył sobie, żeby mówiono do niego per pan. Relacje w pracy były luźne i nie chciał - nawet jako szef - być jakoś specjalnie wyróżniany. Mi powiedzenie po imieniu do faceta, który był dwa razy ode mnie starszy, miał doświadczenie jak stąd na Syberię i olbrzymi szacunek w środowisku, nie było w stanie przejść przez gardło. Kiedy kilka razy mnie upomniał: Stasiek nie pan!, przyznałam mu się i ustaliliśmy kompromis. Mówiłam: panie Staśku, później panie Stasiu.
          Jak widać, żeby się dogadać na ustępstwa muszę pójść obie strony.
          • aaaniula Re: brak akceptacji 21.01.13, 11:52
            Może to i dobry pomysł, ale propozycja mówienia po imieniu była kilka lat temu. Już wtedy nie bardzo się lubili. Teraz kiedy problemy narosły ma nagle palnąć do niej na ty? To raczej nie rozwiąze naszych problemów.
            • elle-joan Re: brak akceptacji 21.01.13, 11:59
              No fakt, ale z drugiej strony ciągnąć tę sytuajcę nieodzywania się też głupio. Wiec to pierwsze- odezwanie się po imieniu- chyba mniej głupie. W jakimś tam stopniu do rozwiązania problemu się przyczyni, bo zaczną rozmawiać. Trudno rozmawiać jeżeli ktoś nie wie jak się ma zwrócić do rozmówcy. Skoro nie lubicie powaznych szczerych rozmów, to może powoli, powoli, problem sam się rozwiąże. Pewnie nie pokochają się miłością wielką, ale można zacząć w miarę normalne rozmawiać. Zakładając, że te fochy faktycznie tak z niczego.
              • verdana Re: brak akceptacji 21.01.13, 12:43
                Hm, jak to sie "nie odezywa"? Mój mąż mówi do teściów po imieniu. Ja nie zwracam sie do nich ani po imieniu, ani pani, ani mamo/tato, bo NIGDY nie zaproponowali mi żadnej konkretnej formy. Co absolutnie nie oznacza, ze się do nich nie odzywam i nie rozmamwiam - żadna konkretna forma zwracania się nie jest konieczna.
                Problem jest nie tylko z mamą, z mężem także. Nie rozmawiać z mamą może, a przyjmować kasę - też może?
                • mozambique Re: brak akceptacji 21.01.13, 13:11
                  Clkowicie ROZUMIEM obiekcje meza - w koncu mowic do imieniu do obcej duzo starszej osoby dla czlowieka wychowanego w polskim systemie ( gdzie niektórzy do wlasnych rodziców mówią w 3 osobie "niech mama siądze, niech ojciec wejdzie) jest nie do przelkniecia
                  obca kobiueta nie jest tez i nigdy nei bedzie matka męza wiec mowienie per MAMO odpada

                  co zostaje ? mowienei per PAni lub zupelnie bezosobowo
                  • lady-z-gaga Re: brak akceptacji 21.01.13, 13:33
                    Nie przesadzasz? może 30 lat temu tak było, teraz młodzi ludzie idą do pracy, w wielu firmach powszechne jest mówienie na TY bez względu na róznicę wieku.
                    Z "duzo starszą osobą" ludzie czasem wchodzą w związki, a nawet biorą slub. I chyba nie zostają przy formie Pan/Pani :P więc chyba nie wiek problemem, ale urząd, w tym wypadku TESCIOWA :)
              • gosiekbia Re: brak akceptacji 21.01.13, 14:06
                a ja mam zupełnie inny odbiór sytuacji niż lady z gaga . Twoja mama nie akceptuje Twojego męża i nie raczy wyjaśnic o co chodzi . Twój mąż nie jest jasnowidzem i się nie domyśla za co Twoja mama go nie lubi. Chciał mówic do Niej Mamo , Ona odmawia więc Ona Go odrzuca. Jeśli ma powód niech powie , a jak nie chce podać powodu - nie możesz mieć o to pretensji do męża. Niech Mąż spróbuje do niej mówić żartobliwie ale i nie rażąco "Teściówka" Ja rozumiem Ciebie!!! To są dwie najbliższe Ci osoby i nikogo nie chcesz urazic ale uważam że w tym przypadku zachowanie Twojej mamy odbija się najbardziej na Tobie. Powiedz Jej że przez to najbardziej cierpisz Ty i czy właśnie na tym Jej zależy? Bo tak jest! Nawet jeżeli wcześniej rzadko rozmawialiście o problemach to teraz jak chcesz to zakończyć to musisz poruszyć ten temat albo będziesz tkwiła dalej w tym układzie ;(
                • edw-ina Re: brak akceptacji 21.01.13, 14:13
                  Rozumiem, że odbiór pewnych rzeczy i estetyka każdej poszczególnych osób różnią się, ale dla mnie osobiście słowo "teściówka" jest tak paskudne, że krzywię się na samą myśl.
                  • sebalda Re: brak akceptacji 21.01.13, 15:02
                    Zarzut w stosunku do męża, że nie chce mówić teściowej po imieniu uważam za idiotyczny. Nie każdy czuje się na tyle wyluzowany, szczególnie gdy tam jest sztywna atmosfera, bo szanowna "mamusia" nie lubi zięcia.
                    I to, że facet nie odzywa się do teściowej, odebrałam jako skrót myślowy. Chodziło pewnie o mówienie bezosobowe. Przy wizytach chyba nie wygląda to tak, że teściowa zwraca się do zięcia, a ten ją totalnie lekceważy. Po prostu unika zwrotów osobowych. Trudna sztuka, ale się da.
                    Dla mnie kuriozalne jest unikanie konfrontacji i szczerych rozmów. Ja bym przy najbliższej okazji zapytała o powody jej niechęci do zięcia, ojca jej wnuka w końcu. Jeśli matka bedzie udawała, że nie wie, o co chodzi, będzie się wypierała, należy nacisnąć i powiedzieć, jak bardzo stresująca jest taka sytuacja dla wszystkich stron. Wywalić kawę na ławę, bo atmosfera jest więcej niż duszna. W przypadku kompletnej odmowy szczerego wyrażenia obiekcji i chęci oczyszczenia atmosfery, należałoby chyba znacząco ograniczyć kontakty do czasu, aż matka stęskniona za wnukami sama nie przyjdzie porozmawiać. Oby tak było.
                    • oliwkowa75 Re: brak akceptacji 21.01.13, 19:01
                      > Nie każdy czuje się na tyle wyluzowany, szczególnie gdy tam jest sztyw
                      > na atmosfera, bo szanowna "mamusia" nie lubi zięcia.
                      > I to, że facet nie odzywa się do teściowej, odebrałam jako skrót myślowy. Chodz
                      > iło pewnie o mówienie bezosobowe. Przy wizytach chyba nie wygląda to tak, że te
                      > ściowa zwraca się do zięcia, a ten ją totalnie lekceważy. Po prostu unika zwrot
                      > ów osobowych. Trudna sztuka, ale się da.

                      Może trochę nie na temat, ale muszę do tego zdania dorzucić 3 grosze ;)

                      Można po prostu mówić per pani, a co pani o tym myśli, może mi pani podać sól itd. Lub pani + imię, np pani Jadziu itd. Wg mnie mówienie "mamo" do teściowej to relikt przeszłości. Matkę ma się jedną, i teściowa to jednak nie matka, a on nie jest jej synem. Chodzi mi o to, że jest wiele możliwości pomiędzy mówieniem po imieniu, a posługiwaniem się formą bezosobową.
                    • verdana Re: brak akceptacji 21.01.13, 19:27
                      Gdyby facet się nie odzywa i nie brał pieniędzy, to wszystko byłoby OK. Obrazony na teściową zięć nie powinien jednak brać niekoniecznych pieniędzy. Cos tu nie gra.
                      • marina2 Re: brak akceptacji 21.01.13, 20:05
                        teraz myślę,że być może Ty masz największy problem z ICH relacją.córeczka mamusi/swoich rodziców na ich utrzymaniu choć jak twierdzisz nie cierpiąca biedy chcialaby,zeby było ok miedzy zięciem a mamą ,bo wtedy sytuacja byłaby czysta.wszyscy się kochają i moi cudowni rodzice ...dopieszczają mnie i wniuka dorzucając kasę.a tu zonk.ściana ciszy i syki ,ciężka atmosfera.rację ma Twoj M : nie brać kasy ,radzić sobie po swojemu ,zerwać pęto uzależnienia,złapać dystans.
                        musisz wybrać.
                  • zuzi.1 Re: brak akceptacji 21.01.13, 15:08
                    aaaniula nie masz innego wyjscia jak porozmawiac z własną mamą na ten temat wprost, jeżeli uważasz, że mąż jest w porządku, jest dobrym człowiekiem, pomocnym Tobie i rodzicom, gdy są w potrzebie, a jedynym problemem jest odbiór jego osoby w oczach mamy, to nie ma innego wyjscia. Powinnas powiedziec mamie, że nie powinna tak traktowac Twojego męża z uwagi na Ciebie, to, że go nie lubi itd. nie daje jej prawa do tego aby traktowac go jak powietrze, takie zachowanie to zwyczajne chamstwo i buractwo. Ty wybrałas sobie takiego męża iTwoja mam powinna uszanowac twój wybór i starac się zachowywac kulturalnie w stosunku do Twojego męża. Dziwię się mężowi, ze jeszcze chce to tesciów jezdzic, gdy jest tam traktowany jak powietrze. To Twoja rola autorko wątku, żeby tą sytuację wyprostowac i oczyscic, powinnas to zrobic dla swojego męża, jeżeli go kochasz, bo facet męczy się z tym niemiłosiernie. A gdy mimo prósb mama nie zmieni swojego zachowania wówczas nalezy zaprzestac przyjmowania od rodziców jakiejkolwiek pomocy finans. i zaprzestac jeżdzenia tam, wczesniej uprzedzając mame jakie będą konsekwencje tego, gdy swojego zachowania nie zmieni. Kobieta kojarzy mi się jednoznacznie z osobą stosującą szantaże emocjonalne, pewna jestes autorko, że z Twoją mamą wszystko jest ok, zwróciły moją uwagę brak bezpośredniej komunikacji w Twoim domu rodzinnym i jakies pozorowane zachowania, bez wykładania kawy na ławę. To charakter Twojej mamy moze byc tu problemem, czy mam jest osobą generalnie trudną w kontaktach i konfliktową?
                    • sebalda Re: brak akceptacji 21.01.13, 15:33
                      Matka pewnie wymarzyła sobie innego zięcia i każdy, który nie spełniał oczekiwań mamusi, był be. Mam w rodzinie dwie stare panny, które były tak zżyte z rodzicami, że się przejmowały wrażeniem, jakie ewentualny kandydat robił na rodzicach i w rezultacie pozostały same:) Ale to było starsze pokolenie, ktore szacunek dla rodziców miała aż za bardzo wpojony. Dla wielu rodziców fajnie jest mieć dzieci na zawsze dla siebie:P
                      Z takich zastrzeżeń ciężko się będzie matce wytłumaczyć;) A może autorka miała wcześniej mądrzejszego, bogatszego, błyskotliwszego chłopaka, a mąż już nie taki nadzwyczajny?
                      • aaaniula Re: brak akceptacji 21.01.13, 16:08
                        Nie, nadzwyczajnych kandydatów nie było. Mąż jest po prostu normalny. Oczywiście, że mąż odzywa się do mamy, kiedy o coś jest zapytany. Mówi "dzień dobry", "proszę", "dziękuję". Ale nic konkretnie do niej.
                        Dziwne to jest, bo oni mają po prostu czasem odmienne zdanie, ale nie potrafią normalnie wygłosić swoich racji. Niby mówią zpokojnie, ale aż iskrzy wokół, a powietrze staje się ciężkie. Mama ma czasem lekcoważący sposób mówienia. Taki wyśmiewający. Ja jestem przyzwyczajona do takiej ekspresji. Ale mój mąż nie. Tłumaczyłam mu, że ma to brzydko mówiąc "olać" i widzę, że czasem mu się to udaje, ale czasem widać, że ma chęć wybuchnąć. Ogólnie ciężko opisać te relacje. Bo na pierwszy rzut oka jest sielanka. Jednak są takie chwile, że chcę uciekać.
                        • kol.3 Re: brak akceptacji 21.01.13, 17:53
                          Możesz porozmawiać z mamą, powiedzieć że nie odpowiada Ci lekceważący ton jakim się odzywa do twojego męża. Uważam, że bez rzucania się sobie na szyje można się postarać utrzymać jakie takie poprawne stosunki.
                          • paris-texas-warsaw Re: brak akceptacji 21.01.13, 18:16
                            1.Wg mnie powinno się zwracać do każdej osoby, tak jak ona sobie tego życzy. Jeden przedstawia się jakąś ksywką, drugi woli nie przechodzić "na ty", a trzeci lubi tylko, jak się do niego zwracać po imieniu. Czasem są jakieś niezręczne sytuacje, gdy jest się z kimś "na ty" dużo starszym i o wyższej np. pozycji zawodowej (np. asystent i profesor, który został rektorem, a wcześniej sam zaproponował bycie "po imieniu", choć "nierównowaga" była od początku) i wtedy faktycznie może być to ciężko, ale można się umówić, że przy ludziach będziemy się zwracać bardziej oficjalnie albo dla własnego samopoczucia bez ustaleń mówić "bezosobowo". Wydaje mi się generalnie, że jeśli starsza wiekiem albo pozycją osoba proponuje by mówić jej "na ty" to powinno się to uszanować. Zresztą jakby ktoś młody sobie zażyczył, by mówić do niego tylko "na pan", mimo że wokół ludzie zwracaliby się do siebie "na ty" to też należałoby to uszanować, najwyżej wyszedłby na "troszkę" dziwną osobę.
                            2. Specjalnej estymy nie czułabym do mężczyzny, do którego utrzymania rodziny musiałabym się dokładać dla wygody a nie specjalnej ekstrawagancji wnuka. Może sobie po prostu weźcie "brakujące" pieniądze z oszczędności i trochę później finalizujcie zakup. To normalne, że dzieci kosztują, urlop wychowawczy tez kosztuje - "koszt utraconych możliwości", czy jakoś tak to się chyba nazywa.
                            • paris-texas-warsaw Re: brak akceptacji 21.01.13, 18:23
                              Ad.1 . Bo chyba generalnie jest dość niekulturalne zwracanie się do kogoś w "wyższej" formie niż się wcześniej ustaliło lub osoba starsza zaproponowała. Taka zmiana formy oznaczałaby chęć zwiększenia dystansu wobec tej osoby (niekulturalne np. przy awansie w pracy) lub nawet zerwanie dotychczasowych stosunków. Wydaje mi się, że Twój mąż jako osoba młodsza powinien zwracać się do Twojej mamy tak, jak ona zaproponowała również z tego powodu.
                              • aqua48 Zależność? 21.01.13, 20:55
                                Przyjmowanie od rodziców pieniędzy stawia w złym świetle męża i daje mu poczucie fajtłapowatości oraz nieudacznictwa, a Twojej mamie pozwala traktować go lekceważąco, a poza tym uzależnia Was jednak w pewien dość określony sposób od humorów mamy. Proponuję przewartościować sobie czy ważniejsze są dla Was drogie gadżety i sprzęt, czy normalne stosunki w rodzinie, nawet kosztem pewnego zaciśnięcia pasa.
                                • aaaniula Re: Zależność? 22.01.13, 11:13
                                  Myślę, że masz całkowitą rację.
                                • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Zależność? 31.01.13, 11:17
                                  aqua48 napisała:

                                  > Przyjmowanie od rodziców pieniędzy stawia w złym świetle męża i daje mu poczuci
                                  > e fajtłapowatości oraz nieudacznictwa, a Twojej mamie pozwala traktować go lekc
                                  > eważąco, a poza tym uzależnia Was jednak w pewien dość określony sposób od humo
                                  > rów mamy. Proponuję przewartościować sobie czy ważniejsze są dla Was drogie gad
                                  > żety i sprzęt, czy normalne stosunki w rodzinie, nawet kosztem pewnego zaciśnię
                                  > cia pasa.

                                  Również uważam, że to trafna diagnoza sytuacji. Ale powątpiewam, czy zmniejszenie zależności, które popieram, zmieni zasadniczo relację męża z mamą. Obawiam się, że mama autorki wątku, znajdzie inny sposób, aby swoją niechęć okazać.
                                  Najważniejsze to nie obwiniać za to męża, bo on kompletnie nie jest winien emocjom mamy. Jest raczej ich ofiarą i należy mu się wsparcie w postaci Pani akceptacji, stania po jego stronie, uznawania jego potencjału.
                                  Motywacje mamy do takich zachowań mogą być rozmaite, częściowo nieświadome. Mogą być związane ze ścisłą relacją z Panią, z niechęcią do wpuszczania do rodziny kogoś nowego, niechęcią do mężczyzn itp. To oczywiście tezy, ale postawione po to aby pokazać autorce wątku, że może ona i maż wiele robić a akceptacji nie osiągnął. Za to się lekko upokorzą jak w sytuacji ze sprzętem.
                                  Nie warto tracić energii. Agnieszka Iwaszkiewicz



                              • lady-z-gaga Re: brak akceptacji 22.01.13, 09:29
                                paris-texas-warsaw napisała:

                                > Ad.1 . Bo chyba generalnie jest dość niekulturalne zwracanie się do kogoś w "wy
                                > ższej" formie niż się wcześniej ustaliło lub osoba starsza zaproponowała. Taka
                                > zmiana formy oznaczałaby chęć zwiększenia dystansu wobec tej osoby (niekultural
                                > ne np. przy awansie w pracy) lub nawet zerwanie dotychczasowych stosunków. Wyda
                                > je mi się, że Twój mąż jako osoba młodsza powinien zwracać się do Twojej mamy t
                                > ak, jak ona zaproponowała również z tego powodu.

                                Dokładnie tak jest. Rózne rzeczy widziałam, nawet babcie, ktore nie życzyły sobie tytułu ;) i wszystkim członkom rodziny ( w tym wnukom) kazały uzywać swojego imienia. I rodzina to szanowała.
                                Pierwsze słyszę, aby do zwracania się zgodnie z życzeniem osoby starszej trzeba było szczególnego wyluzowania albo innych trudno osiągalnych cech psychicznych.
                                Jakims cudem ludzie, nawet bardzo młodzi, wyjeżdżają za granicę, i radzą sobie z angielskim, gdzie TY jest formą uniwersalną. Nie słyszałam o stratach psychicznych z tego powodu.
                                W postawie zięcia widzę jednoznacznie złą wolę.
    • asfo Re: brak akceptacji 21.01.13, 23:21
      Ja bym przestała przyjmować to wsparcie od rodziców, jeśli się da. A żłobek to nie jest zsyłka na Syberię i nic złego nie robi. Dzieci chodzące do żłobków i przedszkoli zazwyczaj lepiej sobie radzą z nauką.

      Twoim obowiązkiem jako żony jest stawanie po stronie męża jeśli jest nieuprzejmie traktowany w towarzystwie. Możliwe, że twoja mama tępi też ciebie i inne osoby, ale tak się przyzwyczaiłaś do tego, że nie zauważasz. Twój mąż to jednak widzi, ale nie wypada mu otwarcie się zbuntować, z powodu pomocy finansowej, którą otrzymujesz od rodziców.
      • pibelle Re: brak akceptacji 23.01.13, 23:39
        Wszystko jakoś nie tak w tej Waszej rodzinie.
        Mąż ma problem z Twoją matką, Ty masz problem z tym, że on i ona mają problem, żadne z Was nie ma odwagi cywilnej zapytać wprost o co tu chodzi, tworzycie jakiś dziwaczny układ zależności finansowych i podporządkowania - no nie wiem, ktoś tu nie jest dorosły chyba. Albo cała trójka.
        Z tej relacji Twoja mama sprawia wrażenie chłodnej emocjonalnie, apodyktycznej i dominującej.
        Twój mąż nie potrafi się w tym odnaleźć, a Ty między młotem a kowadłem, ale gęby do matki nie otworzysz. I tak wszyscy gracie w tę samą grę, a latka lecą.
        Nie ma cudownych rad - jeśli nie postawisz spraw jasno i otwarcie, nic się z pewnością nie zmieni samo.
        • idoli Re: brak akceptacji 24.01.13, 12:13
          Przyjmując pomoc finansową wpadacie w uzależnienie od rodziców oraz w taką pułapkę wdzięczności. Jeśli dojdzie do sytuacji, w której np ze względu na wzajemną niechęć męża i Twojej mamy będziecie się mało widywać, to pojawią się pretensje rodziców na zasadzie: my im tyle pomogliśmy, a oni się tak zachowali! Tyle dla nich zrobiliśmy, a oni są tacy niewdzięczni! Pretensje, rozgoryczenie, atmosfera totalnie do bani. Przerabiałam to u siebie.
          Jeśli macie dobre warunki fin. lepiej zrezygnować z tej pomocy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka