jj0909
23.04.13, 09:18
Chciałabym uciec gdzieś daleko od problemów w moim domu,
uciec i zapomnieć, że mam rodzinę. Czy moje odczucia są normalne?
Jestem 9 lat po ślubie, finansowo ok.
Mąż był w porządku: pracowity, odpowiedzialny, nie pijący, nie bijący. itp.
Po latach wyszła jego największa wada - brak empatii połączony z brakiem
okazywania uczuć i bardzo krytycznym podejściem do dziecka i mnie,
pochodzi z takiego właśnie domu.
Ja taka broniąca "lwica" jak widziałam głupie zachowanie wobec córki
broniłam jej, byłam dla niej lepsza, rozpieszczająca, uległa.
W efekcie córka jest rozpuszczona, traktuje mnie bardzo brzydko,
pyskuje, jest leniwa.
Mąż nie może na mnie patrzeć, bo ja cała w nerwach i cały czas
stojąca w przejściu co mam zrobić, jak postąpić, żeby młode było
grzeczne, a stare zadowolone.
Najważniejszą próbą w naszym małżeństwie jest/była choroba córki.
astma, no niby nic, ale córa ma jeszcze boreliozę leczoną intensywną
antybiotykoterapią. Dla mnie tragedia, nie potrafiłam dać sobie rady z tym
i zostałam sama w tej walce.
Od niedawna wiem, że ja i mąż też mamy boreliozę, leczymy się też
a efektów nie widać.
Chodziliśmy na psychoterapię, ale w sumie to nic dało, no może dało na
2-3 miesiące trochę luzu.
Ja pesymistka nie widzę szans na lepsze. Rozwód?
Nic mi nie da, bo dalej będą problemy i wychowawcze i zdrowotne.
Uciec gdzieś daleko samemu na zawsze....