Dodaj do ulubionych

Zaburzenia osobowości

18.06.13, 15:28
Proszę o informację, z jaką częstotliwością występują epizody zaburzeń osobowości.

Nie chodzi mi o jej występowanie w populacji, tylko co ile osoba zaburzona wykazuje te zaburzenia (tak średnio). A może to kwestia indywidualna?

Byłam u psychiatry w sprawie męża - pani doktor bez cienia wątpliwości stwierdziła na podstawie mojego opisu, że mąż ma zaburzenia osobowości. Na dodatek to też opinia psychologa, do którego chodzę i księdza, z którym rozmawiałam :(

Zastanawiam się tak teoretycznie. Dziś np. mój mąż wobec dzieci jest do rany przyłóż i patrząc na niego dziś nie podejrzewałabym go o te zaburzenia.
A potem nagle z chwili na chwilę coś go "bierze". Np. cały tydzień jest w miarę ok (choć to raczej rzadko), a potem się "rozkręca".

Gdyby nie to, że mam już kilkuletnie obserwacje w tym temacie oraz wsparcie specjalistów, pewnie nadal uważałabym to za normalne, przejściowe...

Jednak nadal mam wątpliwości w tych "normalnych" momentach, czy to aby na pewno to, czy nie wyolbrzymiam, czy to aby możliwe... Bo wtedy nie chce mi się wierzyć, że w moim mężu są dwie inne osoby...





Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: Zaburzenia osobowości 18.06.13, 16:37
      Zamiast diagnozowac meza, zastanow sie, jak sie od niego uwolnic, skoro, jak piszesz, stosuje agresje wobec domownikow, w tym dzieci.
      • blues-2 Re: Zaburzenia osobowości 18.06.13, 17:33
        Już się zastanowiłam, to był długi proces... A wizyta u psychiatry była doradzona przez adwokata jako wstęp do pozwu rozwodowego.

        Moje pytanie wzięło się stąd, że kiedy jest "normalny", sama nie mogę uwierzyć, że on potrafi być taki okropny. I pewnie nikt ze znajomych i w to nie uwierzy...

        Dlatego tak się zastanawiam, z jaką czętotliwością mogą być takie "epizody" tej złej twarzy...
        I dlaczego nie widziałam tego przed ślubem, długo po ślubie...

        Ale to chyba tu nie ma reguły... prosiłabym jednak także o wypowiedź Panią psycholog.
        • sebalda Re: Zaburzenia osobowości 18.06.13, 19:20
          Wiele kobiet klasycznego przemocowca chce za wszelką cenę zdiagnozować. Zmiany nastroju u takiego osobnika są tak niewytłumaczalne, że normalnemu człowiekowi nie mieszczą się w głowie. Długo rozkminiałam tak męża, znam bardzo wiele kobiet budzących się z uśpienia i uświadamiających sobie przemocowe zachowania mężów, które tak sobie to tłumaczą, jednocześnie długo łudząc się, że z TYM da się coś zrobić, wyleczyć męża.
          Większość znanym mi historii przemocy w rodzinie opiera się na mechanizmie góra-dół, niebo-piekło, huśtawka emocjonalna, wybuch-miesiąc miodowy. I to nie są ludzie zaburzeni psychicznie, tylko wykorzystujący przewagę frustraci, którzy tak odreagowują swoje niskie poczucie wartości.
          W chorobie afektywnej dwubiegunowej, o której pewnie myślisz, jest inaczej. Są okresy depresji i okresy euforii, pobudzenia. Ty opisujesz wybuchowego faceta, który raz na jakiś czas musi sobie spuścić powietrze. Kosztem żony i dzieci, bo przecież nie kosztem ojca, kolegi czy szefa.
          Idę o zakład, że nie widziałaś przed ślubem i jakiś czas po ślubie, bo facet się krył. Najczęściej to się ujawnia z całą mocą, gdy kobieta zachodzi w ciążę i rodzi dziecko, bo wtedy jest najbardziej uzależniona od faceta. U Was pogorszyło się po pierwszym dziecku? Po drugim było jeszcze gorzej???
    • sonia_siemionowna Re: Zaburzenia osobowości 18.06.13, 19:46
      Diagnoza nie zmieni zachowania męża na lepsze. Zaburzenie osobowości to nie jest choroba psychiczna, nie ma na to lekarstwa. owszem, czasami stosuje się farmakoterapię ale wyłącznie jako uzupełnienie psychoterapii, na którą osoba z takim akurat zaburzeniem najprawdopodobniej się nie zgodzi.

      Z całym szacunkiem, ale co ma do tego ksiądz? Ksiądz, o ile wiem, nie jest psychiatrą ani terapeutą?

      Adwokat dobrze radzi - zbierać dowody i wiać z tego związku.
      • blues-2 Re: Zaburzenia osobowości 18.06.13, 22:59
        Tak, wiem, że mąż wymaga długotrwałej terapii - opinia psychiatry i psychologa.
        Wiem, że się na nią nie zgodzi, bo "to ja powinnam się leczyć", a poza tym psychologowie/psychiatrzy to szarlatani.

        Tak, po pierwszym dziecku było źle, po drugim - jeszcze gorzej, bo doszło do tego "wychowywanie" starszego syna.
        U mnie przemoc sporadycznie miała charakter fizyczny (raz mnie uderzył w twarz, chwycił za kark ze dwa razy...). Z synem to samo - a to uszczypnął ("bo dziecko się szarpało i mu się ręka ześliznęła), a to popchnął...

        Wybuchy o nic...
        Wieczne czepianie się o okruchy na podłodze, o "burdel" w domu, o to, że nie radzę sobie z dziećmi, wręcz są przy mnie zagrożone, bo "nie umiem przewidywać" - (ostatnio np. tego, że dmuchanie balona jest niebezpieczne, bo dziecku mogą pęknąć płuca lub się zadławi).

        Ujawniłam prawdę po tym, jak zanurzył synkowi głowę pod kran, by go otrzeźwić.
        Było spotkanie rodzinne, podczas którego zdecydowaliśmy się na terapię. Był na 3 spotkaniach i po wakacjach stwierdził, że nie realizuję jego ultimatum i on rezygnuje.

        Ja kontynuuję spotkania i podczas nich uświadomiłam sobie, w czym tak naprawdę tkwię.
        Pani psycholog doradziła mi wyznaczenie sobie terminu, w którym ponownie ocenię sytuację domową. Potem pod namową teściowej było jeszcze jedno spotkanie, na którym moja wszystkowiedząca teściowa sugerowała, że dzieci są za małe na rozwód i powinniśmy grubą kreską oddzielić to, co było i zacząć zachowywać się ok (tj. mąż rezygnuje z wyzwisk a ja z tego, co mi zarzuca, czyli "wcinania się "między niego a syna).
        Dla mnie to było infantylne. A mąż pod koniec spotkania powiedział, że zgadza się, ale za rok rozwód, jak spłacimy długi. Ja nie zgodziłam się, rozważałam wówczas wyprowadzkę któregoś z nas.

        Potem był epizod, kiedy wyjechałam z dziećmi do mamy, bo zachowywał się skandalicznie i groził, że mnie uderzy. U mamy byłam tydzień. Dzwonił, że zadzwoni na policję, odbiorą mi dzieci (bo w tym dniu dałam klapsa synkowi i sms powiadomił moją mamę i swoją, że "rzucam się na niego z pazurami, kiedy chce obronić przede mną dziecko). Telefoniczną rozmowę nagrywał, jak twierdzi.

        Zgodziłam się wrócić do domu - zadeklarował, że pójdzie na mediację i ustalimy kwestię jego wyprowadzki i opiekę nad dziećmi (dał mi to na piśmie).
        Była jedna mediacja w kwietniu, oburzał się, że nie chcę przyjąć jego propozycji, tj. ustalenie "kodeksu postępowania w domu" i dla dobra dzieci postaramy się żyć w zgodzie do czasu rozwodu, który miałby być w bliżej nieokreślonej przyszłości... (za rok... dwa lata...).

        Stanęło na tym, że sami ustalimy, co chcemy konkretnie i wrócimy na mediację, by to formalnie zapisać. Rozmowa w sprawie tych ustaleń wyglądała tak, że oświadczył, że mam się wynosić z domu i dzieci zostaną z nim.
        Wszystko okraszone pogróżkami, że mnie zniszczy, rodzinnie (odbierze mi dzieci), zawodowo (zniszczy moją karierę, której jeszcze nie rozpoczęłam, ale mam szanse), społecznie (rozpuści w środowisku o mnie plotki- "prawdy"), finansowo... I do końca życia to będzie robił.

        Przekonywałam go, że sam twierdził, iż dzieci nie powinny żyć w toksycznym związku, a poglądy jego rodziców, że dzieci są za małe - obaliły moje konsultacje u psychologów.

        Wtedy on wymyślił opiekę naprzemienną, za dwa, trzy lata - jak dzieci będą większe.
        I uradowany tym pomysłem - tego wieczoru zachowywał się "miło", tj. kupił mi piwo karmi i podał.

        Bo u nas nie ma klasycznego układu - źle - dobrze- miodowy miesiąc- źle. Tylko: źle- źle- źle - nijak - nijak- źle...

        To wszystko okraszone różnymi rozmowami, wyzwiskami, informacjami, że jestem nagrywana, że ma przeciwko mnie dowody, które mnie zrujnują do końca życia...
        Twierdzi, że ma nagrania z wizyty u mediatora (bez zgody i wiedzy pani mediator!) - jeśli tak, to tylko na moją korzyść, bo pani mediator próbowała ukazać mężowi bezsens jego zarzutów wobec mnie, błędną postawę w małżeństwie, bezskutecznie.

        Nagrywał (podobno) moją rodzinę - kompletny odlot.

        Każe mi pożyczać pieniądze od "mojej mamusi", bo on nie będzie dawał się mi wykorzystywać, jestem jego "utrzymanką" - oczywiście nie pożyczam i nie słucham tych "nakazów".

        Dodam, że przelewał mi, odkąd skończyły się moje oszczędności, (nie co miesiąc, max 250 zł - na komórkę i inne moje obowiązkowe płatności). W tym miesiącu i to nie.

        Potrafi zakazać mi jazdy samochodem, bo to "jego auto". Itp., itd.

        W skrócie to może jest niezrozumiałe, że w tym tkwię, ale pani psycholog twierdzi, że trwa to tyle, ile potrzebuję, a moją decyzję utrudniała moja chęć dania mu szansy na cywilizowane zakończenie związku.

        Trudno jest walczyć z człowiekiem, z którym miało się przeżyć całe życie, naprawdę miałam nadzieję, na to, że się dogadamy, ustalimy nasze reguły separacji/rozwodu... ale się nie da.

        Po ostatniej rozmowie w sprawie tej opieki naprzemiennej - skontaktowałam się z adwokatem i stąd byłam u psychiatry. To mnie ostatecznie przekonało, że nie mam szans.

        A co do wizyty u księdza - jestem wierząca, chciałam omówić moją sytuację w świetle wiary.
        Poszłam nieumówiona na dyżur do dominikanina i on bardzo mi pomógł (teściowa sugerowała mi, że przecież jestem związana sakramentem).

        Ksiądz doradził mi jak najszybszą wyprowadzkę z domu - bo kościół nie namawia do "niesienia krzyża" na zasadzie, że skoro jestem żoną, to mam znosić przemoc wobec mnie czy dzieci. I wyraził pogląd (zapytany o to), że w moim wypadku rozwód to konieczność - jako forma obrony koniecznej.
        Kwestia unieważnienia sakramentu to ciąg dalszy (w moim wypadku być może byłyby przesłanki, ale na razie o tym nie myślę).
        A pogląd o zaburzeniach męża także wyraził wtedy, kiedy powiedziałam mu o diagnozie pani psychiatry, sam unikał takich diagnoz.

        Jako osoba wierząca byłam zbudowana jego postawą, wiedzą na temat przemocy, jej mechanizmów i uważam, że kościół powinien mówić na głos to, co ja usłyszałam w prywatnej rozmowie.
















        • adam-ant Re: Zaburzenia osobowości 19.06.13, 06:17
          Mogę polecić dobrą Panią psychiatrę to adres jej strony tam jest dużo informacji o niej: barbara-skrzypczak.pl
        • paris-texas-warsaw Re: Zaburzenia osobowości 19.06.13, 08:45
          Nie wiem, co oznacza stwierdzenie psychologa, ze "trwa to tak dlugo, jak Pani potrzebuje"????, ale po tej akcji z kranem, to chyba to powinnas od razu zglosic to na policje i odizolowac dzieci. To jest niebezpieczne. Mi sie od razu skojarzylo Guantanamo i tamtejszy "watering" (czy jako tak to nazywali)/podtapianie w beczce wody. Pytasz jak czesto pojawiaja sie te epizody, bo sie zastanawiasz, kiedy znowu glowa dziecka moze znalezc sie pod kranem? Wystarczy glupie zachlysniecie sie woda w takich okolicznosciach i dziecko bedzie "utopione", a ojciec zabojca/morderca?.
          • paris-texas-warsaw Re: Zaburzenia osobowości 19.06.13, 08:50
            Nie watering, a waterboarding... ale jak zwał, tak zwał...
            • aqua48 Brak mi słów. 19.06.13, 09:28
              Zabrałabym natychmiast dzieci i uciekała z nimi, jak najszybciej jednocześnie występując o ograniczenie władzy rodzicielskiej ojcu, z obawy, o ich nie tylko zdrowie fizyczne i psychiczne, które JUŻ jest zapewne zaburzone, ale i życie.
              Tu nie ma co rozważać, że z tym człowiekiem planowało się przeżyć życie...Tu trzeba ratować dzieci. Podtapianie. Dla "otrzeźwienia"...
        • tully.makker To pulapka 19.06.13, 09:43
          Wiem, bo sama wlasnie w takiej pulapce tkwie:

          a moją decyzję utrudniała moja chęć dania
          > mu szansy na cywilizowane zakończenie związku.

          Ja tez wciaz licze na to, ze przekonam swojego partnera do tego, zebysmy ustalili sprawy dotyczace dzieci, podali soebie rece na pozegnanie i zostali - nie, nie przyjaciolmi, ale ludzmi, ktorzy choc sa sobie obojetni, to jednak pracuja nad wspolnym celem czyli dobrem dzieci. I wtedy on sie wyprowadzi z mojego mieszkania.

          Dziasj idziemy na kolejna konsultacje do terapeutki par i mam zamiar ( po raz kolejny) zaproponowac separacje oraz tym razem takze skierowanie nas na mediacje celem ustalenia warunkow sepracji.

          Szczerze mowiac, liczylam, ze to w jakis sposob rozwiaze moj problme, ale z twojego opisu wynika, ze raczej z tego typu czlowiekiem szanse sa male - moj partner to wypusz-wymaluj twoj z tym jednym wyjatkiem, ze nie stosuje ( jeszcze?) przemocy fizycznej wobec mnie, a epizody wobec dzieci nie sa w zadnej mierze tak drastyczne, jak u was.

          No nic. Jakos musze sobie z tym poradzic.
        • sebalda Re: Zaburzenia osobowości 19.06.13, 11:56
          Blues, a skąd Ty jesteś? Skąd wzięłaś takiego księdza??? Miód na moje serce, jak się czyta o takich. Szczególnie spodobało mi się to, że sam nie stawiał diagnozy, bo to duża pokusa.
          Jeśli jesteś z Warszawy, możesz podać namiar na tego księdza? Sama chętnie bym poszła:) Możesz pisać na priva, na adres gazetowy.
        • sonia_siemionowna Re: Zaburzenia osobowości 19.06.13, 13:56
          W takim razie cofam ostre słowa o księdzu - trafiłaś na mądrego człowieka. Ja niestety miałam głównie do czynienia z kobietami, którzym kapłani radzili 'nieść swój krzyż' i 'opiekowac się grzesznikiem', czyli mężem.

          Napisałaś długi post, ale sprowadza się on do jednego: z Twoim mężem nie można żyć, jest niebezpieczny dla Ciebie i dziecka. Nie mówiąc już o wzorcach, jakie dzieci wynoszą patrząc na zachowanie ojca. W takich wypadkach lepiej, żeby ojca nie było wcale. Rolę męskiego wzorca może przejąć inny krewny albo nawet mądry nauczyciel.

          Pozostaje tylko pytanie, ile czasu potrzebujesz, aby zebrac się i odejść. Mąż się nie zmieni, przeciwnie, będzie gorzej.
          • blues-2 Re: Zaburzenia osobowości 19.06.13, 16:02
            Ja już dojrzałam do decyzji (w końcu).
            Czekam na namiary na dobrego adwokata (mam mieć w tym tygodniu).

            Po prostu osoby takie jak ja za dużo szans dają, na za wiele liczą.
            Mój mąż potrafi być dla dzieci kochanym, spokojnym, opanowanym tatą (jak wczoraj) - albo dawać synowi "po łapie" za to, że uderzył młodszą siostrę - jak dziś :(

            Ponieważ mamy z synkiem problemy byłam z nim u pani psycholog, która go widziała rok temu. Mam być u niej z mężem w poniedziałek. Ale nie jest to dla mnie wizyta - kolejna szansa. Chcę pomóc dziecku, a z drugiej strony szykuję się do rozwodu.

            Ale uwierzcie - decyzja nie była łatwa, bo jak się patrzy na rodzinną - ojcowsko-dziecięcą sielankę (dzieci tatę kochają, choć wiadomo, że kochają nawet takich rodziców, którzy katują dzieci do krwi) - znów pojawia się pokusa, by uwierzyć, że będzie dobrze.

            Ale ja już nie wierzę.

            A co do księdza - jestem z Krakowa i poszłam po prostu na dyżur do dominikanina "na chybił-trafił". Bardzo mądry, rozsądny, podbudował mnie i dodał skrzydeł. Czytałam w internecie właśnie o poglądach kościoła na przemoc domową i opinie też były mądre. Chciałam jednak porozmawiać o moim konkretnym przypadku, no i jednak porady internetowe to co innego niż spotkać się z konkretną osobą.



            • eriu Re: Zaburzenia osobowości 14.08.18, 21:17
              Nie mogę patrzeć na "Mój mąż potrafi być dla dzieci kochanym, spokojnym, opanowanym tatą (jak wczoraj)" - jest tak kochanym i opanowanym spokojnym tatą, że mu pokazał, że może być agresywny wobec siostry. Czemu synek ma problemy? Najprawdopodobniej przez sytuację w domu. Odbija się jego frustracja, niestabilny ojciec, Wasze kłótnie, to jak mąż Cię traktuje - przecież to są wzorce, które Twój syn wyniesie z domu!

              Jakby mąż był dobrym ojcem to by nad sobą pracował ze względu na dzieci. Tylko jakoś ani pracować nie chce i nie widzi problemu, więc się nie łudź, że ojcem jest dobrym.
        • amb25 Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 08:08
          Jak szanujacy sie lekarz (psychiatra) moze wydac opinie o czyims zdrowiu nie widzac pacjenta?????? Jasnowidz????
          Nawet na podstawie tak sugestywnego opisu? Chyba nie kazdy przemocowiec ma zaburzenia osobowosci (nie wem).
          • eriu Re: Zaburzenia osobowości 14.08.18, 21:13
            Mnie też to szokuje. Wyjątkowo nieprofesjonalne podejście.
    • butch_cassidy Re: Zaburzenia osobowości 19.06.13, 12:42
      cremela, sorry ale chyba kaliber tych rozwiązań z linku i kaliber poruszanych w tym wątku problemów, to są dwa bieguny. Dyskusja nie toczy się o normalnym facecie, z którym wystarczy się dogadać, ale o świrze, który nie przyjmuje żadnych argumentów i dodatkowo jest niebezpieczny...
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Zaburzenia osobowości 20.06.13, 00:49
      blues-2 napisała:

      > Proszę o informację, z jaką częstotliwością występują epizody zaburzeń osobowoś
      > ci.
      >
      > Nie chodzi mi o jej występowanie w populacji, tylko co ile osoba zaburzona wyka
      > zuje te zaburzenia (tak średnio). A może to kwestia indywidualna?
      >
      > Byłam u psychiatry w sprawie męża - pani doktor bez cienia wątpliwości stwierdz
      > iła na podstawie mojego opisu, że mąż ma zaburzenia osobowości. Na dodatek to t
      > eż opinia psychologa, do którego chodzę i księdza, z którym rozmawiałam :(
      >
      > Zastanawiam się tak teoretycznie.

      I na te Pani pytania i wątpliwości odpowiadam. Nie odnoszę się w odpowiedzi do konkretnego przypadku Pani męża, momo, ze jakieś szczegóły na temat jego zachowań zostały podane przez Panią.
      Zaburzenia osobowości nie występują epizodycznie. To stan trwały polegający na posiadaniu sztywnych i nieprzystosowawczych cechach charakteru, które upośledzają funkcjonowanie człowieka. Takie sztywne wzory funkcjonwania pojawiają się w różnych sferach życia: w związkach, pracy, emocjach, kontroli impulsów i potrzeb, umiejętności oceniania i interpretacji rzeczywistości oraz w poczuciu tożsamości. Za sprawą tych sztywnych wzorów w zaburzeniach osobowości powtarzają się wciąż te same negatywne doświadczenia: lęków, cierpienia, agresji, konfliktów, uczucia pustki, niedoli, niezrozumienia, frustarcji.
      Zaburzenie osobowości to stan trwały, który jest kontinuum woec naturalnych cech charakteru. W zaburzeniu są one wyostrzone.
      Epizodycznie mogą występować: psychozy, depresje, manie, które pojawiają się w klinicznym orazie a następnie ustępują jakby bez śladu, aż do następnego pojawienia się.
      Takiej cechy nie mają zaburzenia osobowości.
      Zaburzenia osobowości mają swoją klasyfikację w katalogu chorób psychicznych : amerykańską DSM IV i europejską ICD 10.
      Leczenie Skrajnych przypadków zaburzeń osobowości można wspomagać farmakologią

      Jeśłi chodzi o wsparcie księdza, to jak najbardziej w nie wierzę. W tej chwili wielu księży i zakonników jest wykształconymi psychoterapeutami, którzy potrafią oddzielić poradę psychologiczna od obecności duchowej. Posiadają odpowiednie narzędzia pomocy, współczeną wiedzę o funkcjonowaniu człowieka, nie mieszają kanonów wiary z psychologią.Wierzę, że mogą dawać profesjonalne wsparice. Jest ich wprawdzie jeszcze niewielu, ale trend jest zauważalny.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
      • blues-2 Re: Zaburzenia osobowości 20.06.13, 12:47
        Bardzo Pani dziękuję za odpowiedź.
        Zastanawiałam się nad tymi "epizodami" - bo u mojego męża "nie znam dnia ani godziny".
        Potrafi być spokojny, cierpliwy wobec dzieci, nawet wobec mnie odnosić się ok (bez jakichś uczuć, ale np. bez dogryzań, wyzwisk) - choć to trwa raczej krótko i nagle coś (np. krzyki dzieci, nieposłuszeństwo syna) - są go w stanie wytrącić z równowagi.
        Albo po prostu budzi się w złym nastroju, wszystko mu przeszkadza, na wszystko reaguje gwałtownie.

        Czasami obserwuję, że jak jednego dnia był spokój, albo był w środowisku, gdzie musiał "grać" spokój - potem nadrabia to w dwójnasób.
    • zuzann-a Re: Zaburzenia osobowości 23.06.13, 20:39
      Ty durna babo nie widzisz, że niszczysz życie swoich dzieci?? Piszesz, że macie problemy z synem, a jak myślisz skąd się one wzięły?? Poczytałam sobie Twoje wątki z 2010 roku i włos mi się zjeżyl na głowie, jak można swoim dzieciom fundować taki horror, zamiast wtedy odejść z jednym dzieckiem Ty radośnie się rozmnożyłaś, a co, niech tatuś ma dwójeczkę do gnębienia. Brak słów.
      • blues-2 Re: Zaburzenia osobowości 23.06.13, 22:28
        Pokornie zniosę to "ty durna babo", bo pewnie masz rację.
        Łatwo jednak kogoś oceniać z zewnątrz. Kiedy jest się "w środku" z całym bagażem emocji, różnych sytuacji, zdarzeń, już nie jest to takie łatwe.

        Wiem, że to mąż jest przyczyną problemów synka i toksyczne relacje, które są między mną a mężem. Dlatego zmierzam do zakończenia tego.

        Z drugiej strony opisałam te drastyczne sytuacje. A są też momenty, kiedy synek bawi się z tatą w najlepsze, wraca szczęśliwy z roweru, itp. I takie chwile powstrzymywały mnie, hamowały... nie jest łatwo "zniszczyć" rodzinę, nie chciałam być pochopna. Teraz wiem, że nie ma innej drogi, a zniszczyć moje dzieci może tylko bycie przy chorym ojcu :(

        Może i długo mi zajęło uświadomienie sobie, że mój mąż będzie miewał takie napady, będzie niestabilny i że dzieci w tym żyć nie mogą. Nigdy nie wiadomo, w jakim nastroju tata się obudzi, do czego się "przyczepi" dla dobra dziecka - bo on "wychowuje przez konsekwencje".

        Wg niektórych jestem za dobra... może rzeczywiście durna :(


        • annakate Re: Zaburzenia osobowości 23.06.13, 23:01
          Zastanawiam się jak zdiagnozowanie męża miałoby Ci pomóc w sprawie rozwodowej. Moim zdaniem - paradoksalnie - raczej mogłoby zaszkodzić. Jesli zostanie udowodnione, że podłoże nieakceptowalnych zachowań męża jest chorobowe, to dajesz mu do ręki narzędzie do obrony - "ja wcale nie chciałem, jestem chory po prostu; ja nie wiem, co się ze mną stało, ja pójdę na terapię". Może lepiej zwyczajnie, bez nadmiernej filozofii opisać, jak się zachowuje i wytłumaczyć, dlaczego jest to dla Ciebie i dzieci nie do przyjęcia?
          • blues-2 Re: Zaburzenia osobowości 23.06.13, 23:05
            Nie sądzę. Tj. on sobie może tak mówić - i niech idzie na terapię. Ale moim zdaniem kierując się dobrem dzieci sąd nie może ich zostawić przy chorym, bo to im szkodzi. Może co najwyżej za kilka lat...? po terapii męża... ocenić sprawę na nowo.

            A mój mąż na terapię kilkuletnią (a tyle podobno powinna trwać) - nie pójdzie. Może na kilka spotkań, chociaż i to wątpię. No bo przecież "on jest zdrowy"...
            • paris-texas-warsaw Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 09:48
              To wszystko brzmi jak bajka... Przeczytałam sobie Twoje posty sprzed przeszło trzech lat, tyle sie zmienilo, że drugie dziecko się pojawiło... Nie wiem, czy mąż wymaga terapii, krótkiej czy długiej, czy jest zły, bo ma ochotę czy tez nieodwracalne zmiany w mózgu, czy psychiatra go diagnozował telepatycznie czy nie, ale Ty pewnie terapii wymagasz... Pewnie masz to wyższe wykształcenie, o którym piszesz, ale poziom infantylizmu wg mnie powala... I ciagle to "trudno oceniać, jak sie nie jest w środku" + mieszanie teściowej do sprawy + ważność wypowiedzi jakiegoś zakonnika versus sytuacja dzieci (wydawałoby się, że każdy katolik zdaje sobie sprawę, że nie można trwać w sytuacji, w której zdrowie/życie dzieci jest zagrożone, a odpowiedzialność za małoletniego jest większa niż za dorosłego...) + opinie szeregu specjalistów... Tak jakbyś szukała zewnetrznego potwierdzenia sytuacji, którą w zasadzie tylko Ty znasz. Nie wiem, czy też żalisz się wszystkim wokół, moja matka taki styl miała, jakbym trochę ją w tych postach odnajdywała. Podobnie w wątku obok szukasz trzech specjalistów, którzy mają się wypowiedzieć na temat, na który i tak masz już wyrobione zdanie. Taka postawa chyba ma jakąś nazwę w psychologii, ja jej jednak nie znam, może Ci trzej specjaliści Ci ją powiedzą;) Powodzenia, trzymaj się! Troche bardziej bądź stanowcza, może by było łatwiej! Każ dawać sobie pieniądze, Ciebie i dzieci potrzeba, jak nie to załóż sprawę w sądzie by jeszcze przed rozwodem sprawa łożenia na rodzine/przynajmniej dzieci była załatwiona. Chociaż, czy jesteś lepszą matką niż on ojciec, to by można ocenić, gdyby i mąż się wypowiedział. Pewnie sąd standardowo dzieci przyzna Tobie, mimo że ojciec nie chciałby z opieki rezygnozwać...
              Ps. Czytam o tej przemocy, z własnych zachowań staram się ją jakoś eliminowac pod wpływem nauki na forum, ale jak czytam takie historie, to ciągle mi się wydaje, że niektóre kobiety faktycznie ciagnie do takich sytuacji, nie mają też litosci nad dziećmi i nowe w takim związku powołują. I nie są to biedne materialnie uzależnione kobiety z trzeciego świata, ale jak tu "wykształcone, wysokiej klasy specjalistki" z Krakowa...
              • paris-texas-warsaw Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 10:57
                Tak sobie jeszcze myślę, czemu przy włożeniu dziecku głowy pod wodę nie wezwałaś natychmiast policji? To ta sytuacja dla mnie wskazuje, że coś (??? spokój, nietykalność męża, opinie osób trzecich......) może być dla "ofiar przemocy" lub rodziców prawdziwych ofiar przemocy czyli dzieci ważniejsze niż zdrowie tych dzieci. Często ostatnio były opisywane różne sprawy, gdzie jedno z rodziców brutalnie potraktowało dziecko, a drugi rodzic nie zareagował/nie powiadomił policji/prokuratury. To jest jedna z takich sytuacji... Co Toba powodowało, że nie zareagowałaś na tę sytuację stosownie do jej wagi?
                • blues-2 Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 12:02
                  Wiesz, ja długo o mnie i o mężu myślałam jako "my". I poczucie lojalności, wspólnoty, długo mi przeszkadzało w zobaczeniu, kim on tak naprawdę jest i do czego jest zdolny.
                  Oczywiście sytuacja z zanurzeniem głowy pod wodę nie pozostawiała złudzeń.
                  Sytuacja była drastyczna, ale krótkotrwała - tj. on zanurzył synkowi głowę pod prysznic - na 3 sekundy? może 4? Nie wiedziałam, co robić, włączyłam komórkę - nagrałam jak już tę głowę podnosił. Przemknęła mi myśl, że nikt mi w to nie uwierzy, ja sama nie uwierzę... stąd to nagranie.

                  Potem jak oglądałam to nagranie - wiem, że on może powiedzieć, że mył np. dziecku głowę, a synek krzyczał i tyle.

                  Nie myślałam o policji - jakoś dla mnie mogłoby to oznaczać dodatkową traumę dla dziecka (tak wtedy myślałam).
                  Wtedy po raz pierwszy ujawniłam sytuację rodzinną wobec rodziny, bo dziwne reakcje mojego męża zaczęły się nasilać (stracił wtedy pracę i był w domu - miał "czas" na "wychowywanie").
                  Były rodzinne rozmowy, pójście na terapię - miałam nadzieję, że ktoś do męża dotrze, że sobie uświadomi, że coś jest z nim nie tak (nie dotarło do mnie, że to mogą być zaburzenia osobowości i co to znaczy).

                  Trudne są wasze opinie i słowa, ja też mam wyrzuty, że przez brak mojej reakcji wtedy, mój synek jest taki rozstrojony teraz. Może rzeczywiście jestem uzależniona od męża..?

                  Poza tym rzeczywiście wpadłam w pułapkę - tj. jak mąż zachowywał się ok, wydawało mi się, że tak już może zostanie.
                  Wiem, że z krótkiego opisu może to wyglądać, że wciąż potrzebuję potwierdzenia, że jest u mnie źle, że jestem infantylna.
                  Ale ja czuję, że ten proces, który 3 lata temu wyhamowałam i nie poszłam "za ciosem", teraz już zmierza do końca. Nie chcę dawać kolejnych szans, z których mąż nie zamierza korzystać, nie chcę patrzeć, jak mój synek ma coraz większe problemy.

                  Miałam mieć kontakt do adwokata w zeszłym tygodniu, znajoma, choć jej się przypomniałam, nie odezwała się... zadzwonię jutro, a jak nie, będę szukać innymi źródłami.







                  • paris-texas-warsaw Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 12:43
                    Na tle niektórych opowieści z tego forum, to Cię podziwiam, że w końcu coś robisz i nie chowasz głowy w piasek:) Trzymam kciuki:)
                    Ps. Dzięki za odpowiedź, trochę rozjaśnia ten proceder przemocy w rodzinie.
                    • zuzann-a Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 15:08
                      Tzn. co robi? Bo ja nie widzę żadnego jej działania i tak miną kolejne trzy lata, syn już ma problemy, za chwilę córka będzie je miała. Dla mnie jesteś gorsza od męża, nim prawdopodobnie kieruje choroba natomiast co kieruje Tobą, że patrzysz jak gnoi Twoje dzieci i marnuje im życie?? W imię czego się na to godzisz, by mieć portki w domu?? Ja naprawdę nie jestem w stanie tego pojąć.
                      • tully.makker Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 15:19
                        Moze opanuj sie troche, co? Masz poczucie, ze mozewsz sobie pozwolic na gnojenie watkodajki, bo juz jest ofiara i do tego osoba kulturalna i na poziomie. Gdybys miala doczynienia z jej malzonkiem, to byc uslyszala riposte wujka Staszka i siedzialabys cicho.

                        Pierwszy raz slysze, to jekas nowa kategoria prawna,ze za czyjas przemoc odpowiada ofiara, nie sprawca.
                        • zuzann-a Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 17:01
                          A Ty kpisz czy o drogę pytasz? Powiedzenie prawdy bez owijania w bawełnę to gnojenie? A czym jest dla Ciebie pozwalanie na krzywdzenie swoich dzieci?
                          • tully.makker Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 21:45
                            Powiedzenie prawdy bez owijania w bawełnę to gno
                            > jenie?

                            Tak wlasnie wiekszosc przemocowcow uzasadnia swoje ataki. Dodaj jeszcze "chcesz, zebym klamal?"

                            Niczym sie nie roznisz od smiecia,ktorego watkodajka ma w domu. Zwietrzylas padline, wiec lecisz jak sep.

                            Brzydze sie takimi ludzmi jak ty.
                            • zuzann-a Re: Zaburzenia osobowości 25.06.13, 08:41
                              Puknij się w łeb.
                              • tully.makker Re: Zaburzenia osobowości 25.06.13, 09:16
                                O wlasnie.

                                Masz tyle samo do powiedzenia, co maz watkodajki, bo jestes dokladnie taka sama jak on. Tyle, ze tobie poczucie bezkarnosci daje pozorna anonimowosc internetu, a pewnie nie wiesz tego, ze administrator strony znajdzie cie bez problemu.
                                • zuzann-a Re: Zaburzenia osobowości 25.06.13, 16:30
                                  Czy Ty się w ogóle czytasz? Ciut się ośmieszasz.
                        • butch_cassidy Re: Zaburzenia osobowości 25.06.13, 08:13
                          tully.makker napisała:


                          > Pierwszy raz slysze, to jekas nowa kategoria prawna,ze za czyjas przemoc odpowi
                          > ada ofiara, nie sprawca.
                          >

                          Przecież w tej sytuacji z wkładaniem głowy pod kran, ofiarą jest dziecko, nie żona.
                          Kategoria prawna to pewnie nie jest, jednak psychologicznie za przemoc wobec dziecka w rodzinie odpowiada zarówno czynny sprawca - atakujący, jak i bierny, czyli tu matka, która nie reaguje skutecznie.
                          Szczęśliwie Autorka jest na najlepszej drodze, aby to zmienić. Trzymam kciuki!
                          • tully.makker Re: Zaburzenia osobowości 25.06.13, 09:19
                            Ale zona byla ofiara duzo wczenisj niz dziecko i zdolala sie u niej rozwinac wyuczona bezradnosc, uniemozliwiajaca podjecie dzialania.

                            Ja tem jestem pelna podziwu dla takich kobiet, jak watkodajka, nbo wiem, jakie pranie mozgu przechodzi ofiara przemocy. Dla mie to, ze ktokolwiek sie wydostaje z takiej sytyuacji, jest cudem.
                            Zreszta, bylo multum watkow na temat procesow psychologicznych zachodzacych u ofiary przemocy, nie ma co wywazac otwartych dzwi. Ja w kazdym razie nie mam na to czasu. Uzyj wyszukiwarki.
                            • butch_cassidy Re: Zaburzenia osobowości 25.06.13, 09:49
                              tully.makker napisała:

                              > Ale zona byla ofiara duzo wczenisj niz dziecko i zdolala sie u niej rozwinac wy
                              > uczona bezradnosc, uniemozliwiajaca podjecie dzialania.
                              To nie jest usprawiedliwienie dla matki, która nie chroni swojego dziecka.
                              Gdy jednak w końcu działa, to super! Każdy rodzic popełnia błędy. Dzieciaki też są mądre - wiele umieją zrozumieć. Najgorzej gdy kobieta nie działa... Wówczas wobec dziecka jest tak samo winna przemocy jak stosujący ją aktywnie mężczyzna. W takiej sytuacji - nie w sytuacji Autorki - nawalają poważnie oboje rodzice.
                              >
                              Ja w kazdym razie nie mam na
                              > to czasu. Uzyj wyszukiwarki.
                              Nie muszę. Znam temat.
                      • paris-texas-warsaw Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 16:29
                        Udaje się do adwokata, w celu rozpoczęcia procedur rozwodowych - wg mnie to są konkretne działania. Też chodzi do psychologa sama, a to jest wg mnie bardzo istotne, bo daje pewnie jakąś siłę i pozwala na obiektywizację spojrzenia, albo przynajmniej przegadanie problemu.
                        • zuzann-a Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 17:19
                          paris-texas-warsaw napisała:

                          > Udaje się do adwokata, w celu rozpoczęcia procedur rozwodowych - wg mnie to są
                          > konkretne działania. Też chodzi do psychologa sama, a to jest wg mnie bardzo is
                          > totne, bo daje pewnie jakąś siłę i pozwala na obiektywizację spojrzenia, albo p
                          > rzynajmniej przegadanie problemu.

                          "Miałam mieć kontakt do adwokata w zeszłym tygodniu, znajoma, choć jej się przypomniałam, nie odezwała się... zadzwonię jutro, a jak nie, będę szukać innymi źródłami. "

                          Szuka dopiero, a szukać można długo. Nie chcę być złym prorokiem ale myślę, że na szukaniu się skończy.
                          • paris-texas-warsaw Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 20:28
                            Jak na sprawę spojrzeć pod pewnym kątem, to jest smutna z jeszcze jednego powodu... Spotykaja sie dwie osoby, załóżmy, że tylko jedna ma jakieś zaburzenia, niech będa zaburzenia osobowości. I jakiś czas życie sie w miarę układa, ale gdy pojawiają się jakieś problemy, traci się pracę, sa już dzieci, to poziom frustracji, nerwów osiąga poziom, z którym przynajmniej jedna z osób sobie nie radzi. I pewnie przy jakiejś pomocy z zewnątrz, np. terapii, przy zaakceptowaniu tych swoich braków i chęci/wiary, że można coś zrobić z takim stanem, taki związek mógłby potencjalnie świetnie się rozwijać. Tak sobie myślę... To też może być przyczyna, czemu może być trudno się rozstać, bo zostanie razem i zniwelowanie problemów w pewnym sensie znajduje się na wyciągnięcie ręki... To w ogóle problem szerszy - problem tego, że spotyka się ludzi, a często są to takie niewykorzystane szanse, by się do kogoś zbliżyć... W tym przypadku, by stworzyć coś razem... W tej perspektywie moge zrozumieć i rozmowy z zakonnikiem i długi proces dochodzenia do myśli, że być może trzeba się będzie jednak rozstać. Czy też to tak trochę widzisz Autorko wątku?
                            • blues-2 Re: Zaburzenia osobowości 24.06.13, 22:06
                              Przede wszystkim - łatwo oceniać kogoś, gdy nie jest się w "środku". A mąż funduje mi taką huśtawkę emocjonalną, że naprawdę można się pogubić.

                              Rozumiem, że większość osób nie pobiera się po to, by doszukiwać się w drugiej stronie zła. Na początku wiele się tłumaczy, wybacza, stara się być wyrozumiałym, etc.
                              Ja też taka byłam, zawsze staram się szukać w kimś dobra. Może to infantylne, głupie, etc.

                              Po drugie, trudno ująć w krótkim wątku wszystko to, co wydarzyło się przez 10 lat związku. Gdyby wszystko było źle, tak jak teraz, otrzeźwienie przyszłoby wcześniej.

                              Były i momenty dobre, chwile nadziei na poprawę, etc.
                              Opisałam momenty drastyczne, te chwile, kiedy musiałam zacząć się zastanawiać, co to w ogóle jest, to, co się dzieje. Więc obraz może jest taki, że mąż katował synka, a ja nic.
                              Wydawało mi się, że jak porozmawiamy, że jak jakiś fachowiec mu naświetli, jak postępować z dzieckiem, to zrozumie. Gdybym tej szansy nie dała, kto wie - może myślałabym, że niepotrzebnie rozbiłam rodzinę?

                              Łatwo komuś powiedzieć, że wcześniej powinnam wziąć rozwód - ale to moje życie, teraz czuję, że jestem na tę decyzję gotowa. Rozmowa z psychiatrą uświadomiła mi, że mąż potrzebuje długotrwałej terapii, że związek bez tego nie ma szans. I to potwierdza moje doświadczenie.

                              I w imieniu innych kobiet proszę, by nie rzucać takich słów, że są winne, że poświęcają dzieci dla "portek" (Ja nie jestem z tych, co to muszą mieć "portki" lub na zewnątrz udawać, że rodzina jest ok).
                              Bo możecie kogoś strasznie skrzywdzić. Wpędzić w poczucie winy, które i tak każda z nas ma, że może powinna reagować wcześniej, inaczej. Zabrać energię do działania, której tak potrzeba.
                              Szkoda, że jak ktoś przyznaje się do problemu, szuka pomocy, wsparcia, to zaczyna być oceniany, krytykowany. Nie chodzi mi tu o słowa otrzeźwienia, nawet mocne czasami i potrzebne, ale takie kopanie leżącego.

                              W grę wchodziło tyle emocji: uczucie do męża, przywiązanie, poczucie lojalności, poczucie trwałości i nierozerwalności związku, uczucie do dzieci, myśl, że powinny mieć tatę, myśl, że nie powinny mieć takiego taty na stałe w domu, myśl, że jest szansa, że tata zrozumie swoje błędy i się zmieni, myśl, że te wybuchy mojego męża to już minęły, myśl, że każdemu trzeba dać szansę + poczucie zagubienia, samotności, pełno wątpliwości, wyrzuty sumienia, wątpliwości, co dalej, co będzie, jak się wyprowadzę z domu, wniosę pozew, etc, jak on zareaguje wobec dzieci, czy to nie będzie dodatkowa trauma dla nich, etc...

                              Takie gadki "ona i tak się wycofa" naprawdę mogą podciąć skrzydła osobom niepewnym i wahającym się. Czy o to chodzi?




                              • mari.ssa Re: Zaburzenia osobowości 27.06.13, 15:55
                                Blues-2,
                                sama jestem osobą ze zdiagnozowanymi zaburzeniami osobowości (typ borderline), więc mogę Ci opowiedzieć coś "z drugiej strony barykady". Daleka jestem jednak od tego, aby usprawiedliwiać Twojego męża. Stosowanie przemocy, w jakiejkolwiek formie, wobec kogokolwiek, nie tylko osób najbliższych, jest absolutnie niedopuszczalne. Nie może być usprawiedliwiane zaburzeniami osobowości. Osobiście uważam, że w gruncie rzeczy po wnikliwej diagnostyce każdej osobie można by było przypisać mniejsze czy większe odchylenie od tego, co zwykło się uważać za normę. Dlaczego niby osoba z zaburzeniami osobowości miałaby mieć taryfę ulgową?
                                Borderline ma dużo problemów, to fakt. Głównie ze spaczonym postrzeganiem siebie, krytycznie niską samooceną, zachowaniami autoagresywnymi (w moim przypadku 5 prób samobójczych), skłonnością do popadania w nałogi (u mnie narkotyki i papierosy). Do tego dochodzi chorobliwy perfekcjonizm, nieumiejętność odpuszczenia, zadowolenia się czymś mniejszym. Musi być wyżej, mocniej, dalej- poprzeczka wisi zawsze bardzo, bardzo wysoko. W stosunku do osób bliskich- albo bycie osobą do rany przyłóż, dbanie, dogadzanie, przychylanie nieba, albo totalne odsunięcie się, ucieczka, ja niestety stosowałam przemoc psychiczną wobec swojego byłego narzeczonego. On nie pozostawał mi dłużny, sądząc, że "odpały" wynikają z mojej złośliwości czy sadyzmu, więc przez dłuższy czas żyliśmy na huśtawce. W istocie, po części miał rację, bo odkryłam, ku swemu przerażeniu, że naprawdę lubię zadawać ból i czerpię z tego chorą satysfakcję. Dłuższy czas, tzn. 3 lata, byłam niezdiagnozowana. Tak naprawdę diagnostyka trwała od kwietnia do grudnia ubiegłego roku, od czasu, kiedy po trzeciej próbie "s" trafiłam na oddział psychiatryczny. Początkowo, za radą byłego, nie ujawniłam stosowania substancji psychoaktywnych i, szczerze mówiąc, przemilczałam też kilka innych istotnych faktów. No cóż, wierzyłam byłemu, notabene studentowi medycyny. Po wyjściu ze szpitala było lepiej (diagnoza- depresja), chodziłam na terapię, którą niestety przerwałam. Polepszyło się, więc uznałam, że dalsza terapia nie jest mi niezbędna. Od kwietnia cały czas byłam wspomagana farmakologicznie, głównie lekami SSRI. Potem zaczęły się epizody psychotyczne (objawy wytwórcze, tzn. głosy), pogorszenie klimatu między mną a byłym, bardzo drastyczne zresztą, wreszcie targnięcie się po raz 4 i 5 na swoje życie, zakończone hospitalizacją. I wreszcie pojawiła się diagnoza- słyszałam lekarza, a on kolejno wymieniał wszystkie moje cechy, myśli, sposób myślenia. Co poczułam? Ulgę, że wreszcie wiem, co mi jest, że wreszcie nazwano mój problem, że mogę z nim walczyć. W przeciwieństwie do byłego, który, gdy byłam w szpitalu, postanowił się ze mną rozstać.
                                Funkcjonowanie z zaburzeniami osobowości przypomina poligon- codziennie trzeba walczyć o normalność. I trzeba tego bardzo mocno chcieć. Dobry psychiatra i psychoterapeuta to podstawa. U mnie kolejną koniecznością są leki. Nauka normalnego funkcjonowania, wyładowywania złości, jest trudna. Łatwiej powiedzieć "ze mną jest wszystko w porządku, sama się lecz", względnie "lekarze to szarlatani". To nie wymaga wysiłku, chodzenia po lekarzach (ja byłam u kilku, zanim trafiłam na lekarkę, z którą naprawdę mogę się dogadać), przerabiania siebie do cna na terapii. Bo to boli, bo zaczyna się patrzeć na siebie zupełnie inaczej, bo nagle się okazuje, że mam problem- i to jeszcze jaki! Dlatego trzeba znaleźć w sobie motywację. Ja mam tylko jedną- chcę być wreszcie szczęśliwa, sama ze sobą, żeby móc być w przyszłości szczęśliwą przy boku swojego wybranka. Myślę, Blues, że Twój mąż nie ma w sobie motywacji do zmiany siebie, bo jemu jest po prostu wygodnie tak, jak jest, z trzymaniem Cię w szachu, z możliwością wyładowania agresji w jedyny sobie znany sposób. Uważa, że jest panem sytuacji, że będziesz tańczyć, jak on Ci zagra. Twoje podejmowanie decyzji i wycofywanie się z nich dało mu przekonanie, że zawsze może Cię urobić. A Ty jesteś zdezorientowana, co mnie wcale nie dziwi, jak jedna osoba może być w jednej chwili fajnym człowiekiem, a za moment potworem. Może być, ale nie musi. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od niego- czy pójdzie do lekarza, terapeuty, czy będzie szczery, czy wreszcie podejmie się leczenia i w nim wytrwa. Chociaż, moim zdaniem, on już nie zasługuje na Twoje wsparcie i oczekiwanie, bo po prostu limit się wyczerpał. Rozwód i odseparowanie od dzieci mogą być bardzo potrzebnym kubłem lodowatej wody, wylanym prosto na głowę.
                                Diagnozowanie osób z zaburzeniami jest o tyle utrudnione, że właściwie większość diagnostyki opiera się na tym, co powie pacjent. To nie cukrzyca, że można zbadać krew i wszystko wyjdzie czarno na białym. Są testy psychologiczne, to prawda, ale łatwo je oszukać. Wiem, bo sama taki test oszukałam (długi, na ponad 500 pytań), z obawy, że wyjdzie mi schizofrenia albo co. Właściwa diagnoza jest jednak niezbędna, jak w każdym leczeniu. Kiedy mnie już zdiagnozowano, poczytałam sobie trochę o mojej przypadłości, rozmawiałam z terapeutami, otworzyły mi się oczy, zrozumiałam mechanizmy działania samej siebie. Wcześniej zdarzało mi się coś zrobić, nie wiedząc, dlaczego, Coś mnie do tego pchało- dzisiaj już wiem, co to było. Dzięki temu mogłam stricte rozumowo wszystko sobie przeanalizować, ułożyć w głowie, wyznaczyć obszary, nad którymi muszę pracować.
                                Tak więc, Blues, wobec braku chęci współpracy ze strony Twego męża, mogę Ci radzić tylko jedno- rozwód i odseparowanie męża od dzieci. Sama świetnie dostrzegasz jego destrukcyjny wpływ na Ciebie i dzieci. Im dłużej, tym gorzej.

                                Pozdrawiam.
                                • zuzi.1 Re: Zaburzenia osobowości 27.06.13, 16:49
                                  Marissa czy wiesz jakie są przyczyny tego, że jestes borderline, jakieś obciążenie rodzinne?
                                  Coś takiego przeczytałam w necie:
                                  Przyczyny i leczenie borderline

                                  Dokładne przyczyny występowania tego typu zaburzeń osobowości, jak do tej pory nie są znane. Lekarze podają jednak kilka prawdopodobnych: słowne, emocjonalne, fizyczne lub seksualne wykorzystywanie w dzieciństwie; zaniedbywanie przez rodziców np. brak więzi emocjonalnej między dzieckiem a matką, bardzo krytyczne nastawienie ze strony rodziców; niekorzystne czynniki środowiskowe lub przeżyte w dzieciństwie traumy. Przypuszcza się, że rolę mogą odgrywać również czynniki genetyczne.
                                  • mari.ssa Re: Zaburzenia osobowości 28.06.13, 14:52
                                    Nie byłam wykorzystywana w żaden sposób. Krytyczne nastawienie- tak, ale nie wiem, na ile rzeczywiste, a na ile urojone przeze mnie. Czynniki genetyczne- jest duże prawdopodobieństwo, że to też dołożyło swoją cegiełkę. Jeden z moich bliskich krewnych popełnił w młodym wieku samobójstwo, drugi miał zaburzenia psychiczne.
                                • blues-2 Re: Zaburzenia osobowości 27.06.13, 18:05
                                  Marissa,
                                  Bardzo Ci dziękuję za szczerą i wnikliwą informację.
                                  Mój mąż kiedyś czytał sobie o zaburzeniach osobowości, też o tym bordeline (ale nie wiem, czy diagnozował siebie czy mnie - bo to też czasami robi ;)

                                  Ale raczej wtedy siebie. Nic jednak z tego nie wniknęło - tj. uważam takie internetowe diagnozowanie samego siebie lub innych za mało wiarygodne. Może to jednak być impuls do szukania porady u specjalistów.

                                  Mój mąż nie wie, że byłam w jego sprawie u psychiatry, ale wg mnie jeśliby się dowiedział, tylko by to go rozzłościło i potraktowałby to jako atak na siebie, że chcę go "wrobić" w chorobę. Tak sobie myślę.

                                  Dziś mi było bardzo przykro, bo jest mi go szkoda. Bo czy jest winny temu, że ma zaburzenia? Pewnie nie... A szykuje się, że zostanie sam, wściekły na cały świat, wredne baby, etc.
                                  Sam, bo w rodzinie "rodzonej" nie ma prawdziwego wsparcia, prawdziwych uczuć.

                                  Myślałam dziś o tym, że kiedyś naprawdę byliśmy dla siebie przyjaciółmi, stąd może też tak długo nie dostrzegałam odchyleń od normy.
                                  I życzę mu jak najlepiej.

                                  Z drugiej strony przecież to nie jest tak, że on nie zdaje sobie sprawy, że mnie krzywdzi.
                                  W "towarzystwie" wie jak się zachować, co powiedzieć.

                                  Nic, w poniedziałek idę do adwokata....


                                  • atoness Re: Zaburzenia osobowości 28.06.13, 20:05
                                    Jestem zszokowana twoją reakcję na tę głowę pod wodą. Wyciągnęłaś komórkę? Żeby nagrać, jak facet zabija ci dziecko? Ja wszystkie siły skierowałabym na ratowanie dziecka. Choćbym miała wbić nóż w plecy.
                                    Podobny mechanizm widać chyba w tym szukaniu adwokata. Jak mi mordują dziecko, to je ratuję. Jak chcę się rozwieść, to piszę pozew i zanoszę do sądu. Ale przede wszystkim się wyprowadzam albo doprowadzam do wyprowadzenia się męża. W moim odczuciu podejmujesz nieadekwatne, pozorowane działania.
                                    • blues-2 Re: Zaburzenia osobowości 28.06.13, 21:31
                                      Ludzie, przecież wiem, co się działo, to był moment, już o tym pisałam.
                                      Nie było głowy w misce, była pod prysznicem, 3-4 sekundy. Scena była szokująca, ale nie groziła śmiercią. Ja już nie pamiętam, ale byłam z dziećmi w pokoju, jak mąż wpadł i wziął synka - wyciągnął do łazienki. Zorientowałam się co się dzieje, w pewnym szoku sięgnęłam po ten telefon, miałam w pobliżu młodszą córkę... wszystko wydaje się łatwe, jak się nie jest "w środku".

                                      Każdemu się wydaje, że wie, jak by postąpił, a to cały zbieg sytuacji... Zdarzyło mi się w obronie synka, którego mąż prowadził - pchał po schodach na górę, walnąć męża w plecy... To nie tak, że nie reaguję...
                                      Nie chcę się usprawiedliwiać, pewnie powinnam działać inaczej, szybciej, bardziej stanowczo.

                                      Wyprowadziłam się na tydzień do mamy z dziećmi - miałam telefony męża, że wezwie policję, że dzieci trafią do rodziny zastępczej, że izoluję dzieci od ojca, etc. itp.

                                      A z adwokatem - to co, mam nie iść? Nie chcę popełnić jakiegoś błędu, a potem żałować, że czegoś nie dopatrzyłam.


                                      • nirabelka Re: Zaburzenia osobowości 18.07.13, 00:34
                                        Jestem bardzo poruszona tą dyskusją. Ja widzę to z jeszcze innej perspektywy- osoby, która prowadzi psychoterapię zarówno ofiar, jak i sprawców. Wiem,że łatwo jest ferować wyroki i mówić "ona powinna", o wiele trudniej jest wyjść z takiego układu. Bo w układzie bardzo wiele trzyma- wg mnie przede wszystkim ogromny lęk przed przyszłością, mała pewność siebie. Wydaje mi się jednak, że za to, co dzieje się w związku odpowiedzialne są dwie strony- jedna, bo stosuje przemoc- druga bo nie stawia granic. A konsekwencje przemocy dla dzieci są ogromne- zaburzenia osobowości to jedne z nich. Piszę o tym bo chciałam docenić Ciebie Blues za to, że stoisz w obronie swoich dzieci- wiem, jak bardzo to jest ważne i często trudne. I szkoda, ze nie wszyscy maja w sobie tyle siły. Powodzenia! ps. Nie wierzę w genetyczne podłoże zaburzeń osobowości- one wynikają raczej z trudnych doświadczeń w dzieciństwie. I nieważne są "obiektywne" fakty- ważne jak my je wspominamy.
                                        • blues-2 Re: Zaburzenia osobowości 18.07.13, 13:36
                                          Nirabelko, dziękuję Ci za Twoją wypowiedź.
                                          Jest piekielnie trudno wydostać się z takiego jak mój układu.
                                          Byłam u adwokata - z porady wynika, że powinnam zbierać dowody, uniezależnić się ekonomicznie od męża (to akurat próbuję, na razie bez efektu) i jeszcze kilka miesięcy sobie "pomieszkać" razem (wątek "Po wizycie u adwokata").

                                          Dla mnie to jak zamknięcie w dusznym pudle. Liczyłam na napisanie pozwu w wakacje, skierowanie sprawy do sądu i rozpoczęcie wyzwolenia. Mam wrażenie, że od kilku miesięcy czekam na moment wynurzenia się z wody by zaczerpnąć świeżego powietrza, a potem dostaję "w łeb" i znów muszę się dusić pod wodą.

                                          Sama zastanawiam się, dlaczego tak długo nie widziałam, co się u mnie dzieje...
                                          Na początku ciągłe czepialstwo męża do mnie brałam za "docieranie się" po ślubie.
                                          Próbowałam stawiać granice - widać zbyt subtelnie, by to było skuteczne.

                                          Po narodzinach synka wszyscy zachwycali się mężem jakim jest wspaniałym ojcem - kiedy synek miał około 2,5 roku zaczęły się subtelne sygnały, że mąż działa zbyt ostro.
                                          Reagował zbyt gwałtownie (trzymał za rękę dziecko i prowadził nie puszczając, choć dziecko się wyrywało i płakało) np. jak się bał o bezpieczeństwo dziecka (choć obiektywnie nic dziecku nie groziło) - ale to też było nie codziennie, subtelne. Teściowa tłumaczyła, że mąż ma duży poziom lęku o dziecko. Czy to mógł być powód do odejścia...?
                                          Mąż twierdził, że to ja nie mam wyobraźni, co się może dziecku stać.

                                          Przemoc psychiczna z moich obserwacji jest dlatego taka jadowita, bo właśnie subtelna. Tu krytyka, tam pouczenie, tu jakieś dogryzienie. Jakby to komuś jednorazowo opowiedzieć, to nic się nie dzieje, każdy ma czasem gorszy dzień.

                                          Dopiero napisanie, przypomnienie sobie wszystkiego - pokazuje obraz tego, w czym tak naprawdę tkwimy. Żyjąc z dnia na dzień - raz jest lepiej, raz gorzej. Były dni, kiedy mąż świetnie się bawił z synkiem, synek szczęśliwy...

                                          Poza tym wydawało mi się, że tłumaczenie do męża dotrze... wizyta u psychologa, terapia...
                                          Już pisałam, że chciałam rozwiązać sprawę polubownie...

                                          Teraz mam wrażenie, że jestem w pułapce. Chcę odejść, ale nie mam pracy.
                                          Nie mam dowodów np. na przemoc fizyczną, bo nikomu o tym nie powiedziałam, nie wezwałam policji, sąsiadki, nawet mamie nic nie powiedziałam...
                                          Adwokat radził, bym wysyłała maile, sms- sprowokować męża do "odsłonięcia się".
                                          Napisałam wielowątkowego, kulturalnego maila np. o finansach - zapytałam męża, czy czytał - odparł, że czytał to, co ważne, resztę pominął. Nie odpisał mi...

                                          Przemoc psychiczną trudno udowodnić. Na zewnątrz mąż wydaje się fajnym gościem. Ostatnio zwierzyłam się sąsiadce (koleżance) - powiedziała mi na początku, że wg niej mąż mnie bardzo kocha, że w życiu by nie powiedziała, że możemy mieć kryzys.
                                          Kiedy jej powiedziałam więcej szczegółów już nie była taka pewna, ale nadal chyba nie do końca wierzy w to, że ulubiony sąsiad, w domu jest taki wredny.

                                          Wczoraj mąż kazał mi się rozliczyć z pieniędzy, jakie mi dał w tym miesiącu (a wiedział konkretnie na co daje) - bo inaczej mi nic więcej nie da. I znów groził nagraniami, jakie ma przeciwko mnie. Oczywiście nie mam zamiaru się rozliczać, ale to wszystko mnie po prostu truje.

                                          Relacje synek - ojciec ostatnio były lepsze (może dlatego że 10 dni byłam sama z dziećmi na wakacjach) - ale już wiem, że za jakiś czas znów wrócą sceny, kiedy mąż się nie opanuje (nawet nie chodzi, że zrobi coś złego fizycznie, ale zacznie to psychiczne musztrowanie, tak źle działające na dziecko).

                                          Wg mnie tym, co powoduje, że tkwi się w chorym układzie jest to, że te zdarzenia są takie niejednoznaczne, subtelne... raz jest lepiej.... dlaczego wtedy myśleć o rozwodzie... potem źle.... - wtedy próbuje się tłumaczyć, dawać szanse .... dopiero dostrzeżenie tego cyklu powoduje, że przestaje się wierzyć w te lepsze dni...

                                          Ja traktuję ludzi z szacunkiem, nie jest w mojej naturze dostrzeżenie w mężu wroga i rozpoczęcie walki "na noże". Tym, co mnie powstrzymywało przed ostrzejszymi działaniami była myśl, jak to odbije się na dzieciach.

                                          Liczyłam, że dwoje dorosłych ludzi może się dogadać nie wciągając w to dzieci - przedstawić im wersję wspólną i z obu stron dać im tyle miłości i wsparcia, by rozstanie rodziców nie było dla nich zbyt dużą traumą.

                                          Ale skoro w to wchodzą zaburzenia osobowości - niby wszystko jest jasne, że tak się nie uda... ale jak chory człowiek zareaguje... nie wiem... Obawiam się, że wciągnie dzieci w rozgrywki... stąd właśnie to moje dawanie szansy i próbowanie dotarcia do męża z różnych stron.

                                          Teraz myślę, co dalej.











                                          • mysia1919 Re: Zaburzenia osobowości 06.01.15, 08:22
                                            Witaj, trafilam na to forum z powodu poszukiwania przykladow zycia z człowiekiem z ew. zaburzeniami osobowosci. Jestem juz b dojrzałą kobietą i od prawie 30 lat jestem z człowiekiem trudnym, z ranami z dzieciństwa, z ktorym zycie od wielu juz lat jest koszmarem. Wyzwolic się z niego nie jest łatwo. Zwlaszcza jedli jedt się wychowanym w monogamii. Mam pewno syndrom ofiary. Rozumiem jak b trudno jest zdecydowac sie na rozstanie. Niestety proces dochodzenia do stwierdzenia , że jest to możliwe trwa indywidualnie. A przeprowadzenie tej sprawy jest trudne, ze względów ekonomicznych i rodzinnych. Nie kazdy ma wsparcie zewnętrzne lub silną osobowość i pieniądze,które pomogą się utrzymać samodzielnie. Nas na dodatek wiąże kredyt. Ale kazdy ma jakąś granicę i rzeczywiście decyzję podejmuje się samodzielnie.
                                          • syl_123456789 Re: Zaburzenia osobowości 14.08.18, 12:55
                                            Witam,

                                            Jak zakończyła się ta sprawa? Jestem w podobnej sytuacji...
                                            Proszę o kontakt sylwia@e.pl

    • 197708.aneta Re: Zaburzenia osobowości 08.01.22, 19:32
      Pomóżcie ...mieszkam 3lata z człowiekiem który mi już tak dopiekl ..(pomijajac co jakis czas aspekty normalnego,dobrego człowieka)
      Notorycznie ma zmiany nastrojów,ciągle fochy,nerwy na poczekaniu i jeszcze chorobliwie zazdrosny .(kolejny epizod to wyprowadzka jego do mamusi po balu sylwestrowym, gdyż zatanczylam dwie piosenki z mężem koleżanki)...
      Stwierdziłam że coś z nim nie tak i trafiłam właśnie tu czytając to co piszecie ...
      Nie był u lekarza ale zaczyna mówić że ma nerwicę ...
      Co z tym dalej robić bo moim zdaniem to nie tylko problem nerwicy
      • joana012 Re: Zaburzenia osobowości 09.01.22, 09:27
        Odejść. Jeśli to trudne ze względu na finansowe uzależnienie to znaleźć sobie płatne zajęcie.
        Obstawiam, że kobieta która założyła ten wątek właśnie przez brak własnych pieniędzy tak się motała. Być może do dzisiaj tkwi pod jednym dachem z przemocowym partnerem. Oby nie miała z nim kolejnego dziecka
        • 197708.aneta Re: Zaburzenia osobowości 09.01.22, 14:49
          Jestem niezależna finansowo gdyż mam własny dom w przeciwieństwie do człowieka z którym mieszkalam do sylwestra ..Mamy wspólnie3letnieho syna i mam dwie córki 18i 14cie z pierwszego małżeństwa .
          Nie mogę pogodzić się z tym że się tak pomyliłam .. Dopoki nie zamieszkaliśmy razem bo nie było syna był innym czlowikiem ..
          Czy tak umiał grać??
          Czy on jest chory ?Ma jakieś zaburzenia odoboeisvi czy to taki charakter?
          Wyprowadxil się ..teraz chce wrócić ale zero skruchy i jeszcze narazie się nie odzywa a ja mam w swoim domu jego rzeczy po które narazie się nie kwapi..O co tu chodzi?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka