Dodaj do ulubionych

Mąż sprawia, że czuję się paskudnie.

24.06.13, 17:58
Jakiś czas temu założyłam tu watek i otrzymałam wiele cennych rad. Piszę więc raz jeszcze :)

Od czasu tamtego wątku myślę, że wiele spraw zmieniło się na lepsze. Głównie dlatego, że zachowania męża przestałam przerzucać na siebie, przestały mnie dotykać. Ale na krótko.
Od kilku dniu znów to poskudne uczucie poniżenia, zagubienia, nieprzydatności i poczucia bycia niechcianą dominuje. Od kilku dni znów mam to paskudne uczucie w brzuchu, nerwoból.

Chciałabym się zapytać jak mam sobie z tym radzić na bieżąco. Tzn z jego zachowaniem, które ja przenoszę na siebie i które w efekcie jest dla mnie przykre.
Mąż siedzi cały dzisiejszy dzień w domu i ogląda TV. Jedyne co zrobił to odebrał córkę z przedszkola. Mnie to dołuje.
Ostatnio nasze życie intymne jest bardzo kiepskie. Odczuwam tak jak elvira z wątku obok brak czułości. Mąż mnie nie przytula i nie pocałuje, bo raz że nie jest w nastroju na czułości (nie jest od kilku lat, ale to inna kwestia). Dwa te czułości nie są mu do niczego potrzebne, a wręcz nudzą. Trzy nawet jak ja inicjuje pocałunek czy przytulanie to albo wywraca oczami i od niechcenia mnie cmoknie, albo rozkłada się na kanapie nadstawia klatę i ...włącza telefon z internetem. Potem pyta czemu jestem niezadowolona, przecież leżymy razem i się tulimy...?!

Moje główne pytanie to jak to zrobić, żeby te jego zachowania nie wywoływały takiej pustki wewnętrznej, poczucia zdołowania i nieadekwatności? Przez dłuższy czas mi się to udawało, ale ostanio nie wychodzi mi to i czuję się fatalnie.
Obserwuj wątek
    • velluto Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 18:30
      Szczerze - pierwsze co mi się nasunęło, to rada, żebyś sobie znalazla kogoś na boku.
      Sorry, ale gość się zmieni, czułości nie są mu do szczęścia potrzebne. On nie jest tobą zainteresowany.
      • azalia30 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 19:35
        Nie chce mi się szukać nikogo na boku, nie mam też na to czasu.
        On jest mną zainteresowany, ale na etapie samego seksu. Te drobnostki w ciągu dnia już nie leżą w jego potrzebach.
        Ostatnio mówi, że go wkurzam i jestem trudna do zniesienia, bo przekamarzam się z dzieckiem. On nie może tego słuchać, ani mojego zrzędzenia, którego jest o niebo mniej niż kiedyś. Reasumując nie ma ochoty na bliskość ze mną.

        Powiedziałam kiedyś, że jak mnie nie będzie przytulał to nie będzie seksu. No i prawie w ogóle go nie ma.
        • velluto Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 19:57
          azalia30 napisała:

          > Nie chce mi się szukać nikogo na boku, nie mam też na to czasu.

          żartowałam, to taki czarny humor

          > On jest mną zainteresowany, ale na etapie samego seksu.

          Zdaje się że dmuchaną lalką byłby zainteresowany tak samo... gość powinien chyba wiedzieć, że klimat do fajnego seksu buduje się dłużej niż 5 minut przed? chce sobie spuścić z krzyża, a twoje potrzeby go nie interesują.
    • brak.polskich.liter Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 19:35
      azalia30 napisała:

      > Moje główne pytanie to jak to zrobić, żeby te jego zachowania nie wywoływały ta
      > kiej pustki wewnętrznej, poczucia zdołowania i nieadekwatności?

      Kopnac buraka.
      Wyrwac chwasta, znaczy sie.
      Dziekuje za uwage.
    • pade Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 21:08
      Zdaje mi się, że pisałam Ci coś o współuzależnieniu...
      Rozumiem, że się starasz, zalezy Ci, zmieniasz siebie, chodzisz na terapię, a efekty są jakie są, czyli niewielkie. Ale obwiniając siebie czy stosując presję wobec męża tylko się nakręcasz i czujesz się jeszcze gorzej.
      Jego zachowanie nie świadczy o Tobie. Tylko o nim.
      To, ze on nie ma ochoty na czułości, nie oznacza, ze coś z Tobą jest nie tak. Widocznie on ma jakiś z tym problem, którego przyczyn jeszcze nie zna, albo zna, ale nie jest z Tobą szczery.
      Może czas postawic granice? Jestem w stanie tolerowac to i to, ale wiecej już nie?
      • azalia30 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 21:21
        Tak pisałaś. Muszę poszukać. Ale czy postawieniem granic nie jest stwierdzenie że jak n nie będzie mnie przytulal to nie będzie seksu? Tak w zasadzie to ja nie umiem z nim rozmawiać. Jak teraz pójdę i poproszę o rozmowę to odpowie że nie będzie teraz rozmawiał. I potem nigdy już do tematu nie wróci do czasu aż ja sprowokuje kłótnie. W niej zaś usłyszę że nie ma sensu ze mną gadać bo i tak nie słucham i nie koduje tego co do mnie mówi.
        • pade Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 21:28
          No własnie.
          To nie proś o rozmowę tylko powiedz, że masz coś do zakomunikowania. I mów spokojnie, bez emocji.
          Rozumiem Twoją bezsilność i frustrację, naprawdę. Ale albo postawisz warunki i wtedy bedziesz wiedziała na czym stoisz albo się zamęczysz domyślaniem.
          Swoją drogą teksty męża to prowokacja i ja, na Twoim miejscu bym mu to uświadomiła.
          Jesli nie będzie chciał Cię słuchać wyślij maila albo napisz list.
          Nie proś, nie błagaj, tylko opisz co czujesz jak on robi to i to.
          • azalia30 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 22:42
            Właśnie odbyła się burzliwa rozmowa. Mąż doskonale wie o co mi chodzi, ale nie będzie słuchał już mojego gadania. Ja jestem roszczeniowa, apodyktyczna, nieempatyczna, egoistyczna, chamska i arogancka. Jestem nie miła dla dziecka, w sposób w jaki napieprza moja mama i on nie jest w stanie znieść tego trajkotania. Mam problem z kontrolą, a wszystkie błahe wydarzenia nabierają rangi kataklizmu. Moja rodzina go upokorzyla za moim nieświadomym przyzwoleniem ergo nie będzie się do mnie przytulał
    • tully.makker Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 21:41
      I naprawde chcesz spedzic w ten sposob reszte zycia,ktore w koncu masz tylko jedno?
      • azalia30 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 22:28
        A gdzie ja napisałam, że chcę tak do Końca życia? To jest tylko etap przejściowy.
        • tully.makker Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 09:09
          To moze byc etap przejsciowy, jesli znierzesz w sobie sily, by wyrwac chwasta.
          W przeciwnym razie, uwierz m,i WLASNIE TAK spedzisz reszte zycia.
          • triss_merigold6 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 09:16
            Luz, ona ma 9 żyć jak kot i jedno może zmarnować. Szkoda, że jej córka - kolejna młoda kobieta - będzie miała taki paskudny kod rodzinny.
          • blond_suflerka Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 09:24
            tully.makker napisała:

            > To moze byc etap przejsciowy, jesli znierzesz w sobie sily, by wyrwac chwasta.
            > W przeciwnym razie, uwierz m,i WLASNIE TAK spedzisz reszte zycia.

            Ale dlaczego tak twierdzisz? Oni chodzą na terapie? Po co więc ludzie tam chodzą jeśli nie po to, żeby się zmienić?
            • triss_merigold6 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 09:32
              Heloł, jaka terapia pomoże gościowi, który nie pracuje od ponad 7 lat?! Gościowi, który jest cudzoziemcem i otwarcie neguje pobyt w Polsce?
              Wspierając te bezpłodne wysiłki terapeutyczne robisz autorce wątku ogromną krzywdę, bo ona tylko marnuje czas.
              • blond_suflerka Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 09:56
                Odpisałam tutaj
                forum.gazeta.pl/forum/w,898,145335781,145347724,Re_I_zasadnie.html
                I dodam, że nie podoba mi się nadużycie z Twojej strony. Nie robię nikomu krzywdy bo nikomu nie obiecuje niczego ani nie twierdzę, że na pewno stanie się tak jak piszę.
                Może Ty robisz krzywdę innym tak łatwo ich diagnozując przez internet i twierdząc, że na pewno nie rokują.
                Ja piszę o różnych możliwościach i przedstawiam swoje argumenty. Chcesz dyskutować, proszę bardzo. Może Ty przekonasz mnie a może ja Ciebie ale nie mów, że robię komuś krzywdę bo nie masz ku takich stwierdzeń żadnych podstaw. I tego typu sformułowanie są tylko próbą dyskredytacji tego co mówię, bez merytorycznego odniesienia się do treści.
                • triss_merigold6 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 10:03
                  Owszem, robisz krzywdę ponieważ autorce zależy na potwierdzeniu, że mąż po terapii ulegnie magicznej odmianie i będzie psiejsko-czarodziejsko. I będzie - licząc na ową odmianę - negować sygnały od własnego organizmu, lekceważyć własne odczucie niespełnienia i narastającej frustracji i tkwić w układzie jak tkwi. Iluzja terapii męża ją tylko demobilizuje.
                  • blond_suflerka Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 10:16
                    Nigdy nic takiego jej nie napisałam. Wręcz przeciwnie.
                    W tamtym wątku w jednym z postów napisałam jej tak:

                    A trzecia kwestia-niestety nie ma gwarancji, że będzie happy end i Twój mąż dojrzeje razem z Tobą. Są ludzie tak zablokowani, że nie są w stanie przyjąć rad innych, spokojnych rozmów, tłumaczenia, wiedzy książkowej, terapeutycznej, itd. Wszyscy wokół się starają, żeby owy niedojrzały osobnik coś zrozumiał a ten nic. Takie przypadki też się zdarzają. Taką wersję też trzeba wziąć pod uwagę.
                    Twoja terapia będzie potrzebna, żebyś Ty wyszła na prostą sama ze sobą. A co za tym idzie-w zdrowy sposób funkcjonowała w relacjach. Tym samym, jeśli u męża nie będzie żadnej poprawy, to Ty przynajmniej będziesz umiała postawić granicę, ochronić siebie i dziecko i dać sobie szansę na związek z kimś innym, zdrowym. Nie będziesz uwiązana swoim współuzależnieniem i będziesz potrafiła zakończyć związek w momencie w którym stwierdzisz, że mąż i ta relacja nie rokuje.

                    Tyle tylko, że Autorka tam napisała, że na razie podjęła decyzję o próbie ratowania związku i energię jaką musiałby poświęcić na rozwód i załatwienie wszystkich spraw okołorozwodowych decyduje się przeznaczyć na prace nad związkiem.
                    Wymieniła obszary w których mąż się poprawił i w których ona sama zauważyła swoje wcześniejsze błędy.
                    Weź jeszcze pod uwagę bardzo ważną rzecz-Autorka też jest z rodziny dysfunkcyjnej i samo odcięcie się od męża(hipotetycznie) nie załatwia sprawy. To nie jest tak, że mąż okropny a ona świetna(posługując się taką terminologią dla ułatwienia). Oboje weszli w ten związek bo oboje wyczuli swoje deficyty i mieli swoje korzyści z trwania w takiej relacji.

                    To o czym pisze Autorka w tym wątku to nic innego jak cechy współuzależnienia o którym już wtedy pisała Pade i to w sumie potwierdziła w swojej odpowiedzi Pani Ekspert. I tu jest praca dla niej-przestać być współuzależnioną i reagować takimi uczuciami na jego trudności.

            • tully.makker Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 09:49
              Chodza na terapie i co? Przypominam, ze terapia nie sluzy temu, zeby przerobic odpad atomowy na meza ze stepford, idealnie dostosowanego do potrzeb zony. To raz, ze niemozliwe, dwa, ze nieetyczne.

              Trerapia to nie magiczne rozdzka, ktora zmienia osobowosc. moze pomoc uporac sie z deficytami. Znam ludzi, ktorym nieprofesjonalnie prowadzona terapia powaznie zaszkodzila - mamy np socjopatycznego egoiste, ktory uwaza, ze swiat powinien sie dostosowywac do jego potrzeb, a ludzie to przedmioty sluzace jego wygodzie. Terapeuta w odpowiediz na jego paranoiczne przekonanie, ze ludzie go wykorzystuja ( a jest dokladnie odwrotnie, to on dostaje szalu, gdy nie moze kogos wykorzystac) uczy pana - STAWIANIA GRANIC.

              Efekt - druga zona rozwodzi sie z nim, dzieci nie chca miec z nim doczynienia. A pan wspierany prze terapeute juz trzeci rok brnie dalej. ba, kocha terapeute, ktory umacnia jego paranoje i ma nadzieje, ze jak juz calkiem skutecznie nauczy sie stawiania granic, to jego zycie nagle sie zmieni i wszyscy go pokochaja.

              To nie jest scenariusz niespotykany, wrecz przeciwnie.

              Dozylam 42 lat i nauczylam sie jednego - szkoda zycia na odpady atomowe. A przeciez juz 20 lat temu przeczytalam w swojej ulubionej ksiazce "mezczyzny zmienic nie mozna. on tylko pociaga za soba kobiete w bloto".
              • blond_suflerka Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 10:00
                Słuchaj, ja nie chcę dyskutować na takim poziomie. Dla mnie ludzie nie są odpadami atomowymi i nie będę się do takich stwierdzeń odnosić.
                Kwestia niewłaściwie prowadzonej terapii to żadnej argument bo przecież jest wielu nieprofesjonalnych lekarzy różnych specjalności i ich pacjentom nie mówi się, żeby zrezygnowali z leczenia tylko raczej szukali dobrego lekarza.
                • vilez Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 05.07.13, 09:06
                  Tully sama jest odpadem atomowym.
                • paul_ina Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 11.07.13, 11:30
                  Z całym szacunkiem dla tully, jestem po stronie blond suflerki.
    • nena20 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 21:55
      może to rada dziwna - znajdź kogoś na boku,
      tak jakoś samo mi się pomyślało.
      • azalia30 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 22:31
        Rada jest dobra. Pisałam już o tym wyżej. Nie chce mi się mieć nikogo na boku. To na dłuższą metę nie jest wyjście które sprawi że otrzymam to czego mi brakuje.
        • zuzi.1 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 23:09
          Żebyś otrzymała to, czego Ci brakuje, to musisz zmienic chłopa, z tego nic juz się więcej nie da wycisnąc ;( Żyjesz ze współlokatorem, a nie mężem, mocno obojetnym współlokatorem.
          • azalia30 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 09.07.13, 13:08
            Teraz dopiero zobaczyłam Twój post.
            Mój "współlokator" był bardzo czułym i troskliwym w pierwszych latach związku. Teraz doszedł do wniosku, że moje zachowanie wobec jego w żaden sposób nie odzwierciedlało tej czułości, było napastliwe, egoistyczne, deprymujące i przekraczało jego granice. Ciągła krytyka i czepianie się. Stąd też nie będzie przytulał agresora. A to że sam ma problemy z motywacją i ze zrobieniem czegokolwiek to już inna kwestia. Był też u psychiatry (wreszcie), ale ten stwierdził, że nie wymaga leczenia. Kazał wrócić za jakiś miesiąc.

            Dodam też, że od pewnego czasu sporadycznie odbywamy trudne rozmowy. Co jest ważne nie są to kłótnie, a rozmowy z nazywaniem swoich problemów, potrzeb i zarzutów do siebie nawzajem po imieniu. To dla mnie bardzo ważne.
            Ja wiem, że z mojego opisu wygląda to tak, jakby mąż był patologią. Ale gdyby to on opisał tutaj swoją sytuację to wyglądałoby to zupełnie inaczej. Życie z wiecznie chcącą czegoś innego krytykującą żoną potrafi być ciężkie.
            • zuzi.1 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 09.07.13, 13:43
              W takim razie to co napisałaś znacznie zmienia perspektywę, co oznacza, że dobrze robisz, pracując nad sobą i dając szansę mężowi, życzę Ci wytrwałości.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 24.06.13, 23:52
      azalia30 napisała:

      > Moje główne pytanie to jak to zrobić, żeby te jego zachowania nie wywoływały ta
      > kiej pustki wewnętrznej, poczucia zdołowania i nieadekwatności? Przez dłuższy c
      > zas mi się to udawało, ale ostanio nie wychodzi mi to i czuję się fatalnie.

      Kierować się do znudzenia tym , co Pani już wie: że nie należy łączyć zachowań męża ze swoją samooceną.
      Uznać za prawodopodobne, ze mąż nie umie lub nie ma potrzeby okazywać czułości lub okazuje ja w inny niż Pani potrzebuje , sposób.
      Jeśli Pani potrzebuje okazać mu czułość, to robic to. Może modelowanie zadziała.
      Albo sprawdzić przez obserwację, jakiej czułości od Pani potrzebuje mąż. Słów, dotyku, pomocy, zwiększenia granic i to wdrożyć. Może dla niego, nawet jak Pani intencje są słuszne a motywacje czyste, Pani jest za blisko.
      Ale jest jeszcze jeden aspekt, trochę sprzeczny z tym co napisalam wyżej, ale może przynoszący ulgę. Otóż, jesli zachowania męża są ostetntacyjne, odpychające czy jawnie krytyczne wobec Pani, to trudno się oszukiwać i nie przeżywać tego jako odrzucenienie.
      Można adekwatnie tak się czuć. Tylko wtedy problem widzieć po stronie męża i jego niewydolności niż po swojej stronie.
      Na razie to powinno wystarczyć. Ale sprawę należy monitorować, głównie pod kątem swoich uczuć. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • differentview Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 08:38
        > Otóż, jesli zachowania męża są ostetntacyjne, odpychające
        > czy jawnie krytyczne wobec Pani, to trudno się oszukiwać i nie przeżywać teg
        > o jako odrzucenienie.
        > Można adekwatnie tak się czuć. Tylko wtedy problem widzieć po stronie męża i je
        > go niewydolności niż po swojej stronie.

        dlaczego niewydolnosc i dlaczego po stronie meza? byc moze uczucia meza typu niechec, brak ochoty na bliskosc sa adekwatna reakcja na zachowania zony, ktore mu nie pasuja? moze nalezaloby sie po prostu rozstac?
        • blond_suflerka Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 09:23
          differentview napisała:

          > dlaczego niewydolnosc i dlaczego po stronie meza? byc moze uczucia meza typu ni
          > echec, brak ochoty na bliskosc sa adekwatna reakcja na zachowania zony, ktore m
          > u nie pasuja? moze nalezaloby sie po prostu rozstac?

          Niewydolność jest po stronie męża bo ma on trochę kłopotów związanych z dzieciństwem, uczestniczy w terapii, żeby je przepracować i najpewniej to są kłopoty po jego stronie.
          Oczywiście zachowanie Autorki może pewne jego zachowanie łagodzić czy eskalować ale ten brak czułości i chęci tworzenia takiej intymnej, bliskiej relacji na co dzień(nie tylko w łóżku) to chyba bardziej jego problem a nie jej.
          Nie wiem, może Azalia by się jeszcze wypowiedziała jak to było wcześniej. Nie pamiętam czy pisała o tym w tamtym wątku.
      • azalia30 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 25.06.13, 11:49
        Dziękuję za odpowiedź. Teoretycznie faktycznie wiem to, o czym Pani pisze. W praktyce różni mi wychodzi :( Przydałaby się jakaś recepta na to...
    • triss_merigold6 I zasadnie 25.06.13, 08:54
      forum.gazeta.pl/forum/w,898,143834907,,Pomoc_w_odbudowaniu_poczucia_wlasnej_wartosci_meza.html?s=1&v=2
      I zasadnie czujesz się paskudnie. Żyjesz pod jednym dachem z typem, który nie nadaje się do niczego - nie pracuje od lat, nie ogarnia domu, jest niewydolny wychowawczo i opiekuńczo wobec dziecka, narzeka, marudzi, erotycznie jest do kitu.
      Kobieto obudź się, i choćby dla własnej córki wystaw pana za drzwi, bo dziecko dostaje wyjątkowo parszywy wzorzec mężczyzny.
      • blond_suflerka Re: I zasadnie 25.06.13, 09:19
        Ale ten człowiek aktualnie jest w terapii i z tego co pisała Azalia robi postępy. Weź pod uwagę, że ona też jest w terapii i też miała swój wkład w zbudowanie tak a nie inaczej funkcjonującego związku.
        • triss_merigold6 Re: I zasadnie 25.06.13, 09:30
          Pliz, pan jest po 30-tce i terapia, która sprawi, że będzie się do czegokolwiek nadawał może trwać lata. Na razie tj. od lat, nie sprawdza się na żadnym polu, nawet jako opiekun dziecka i gospodyni domowa jest do kitu.
          Tak się będą terapeutyzować razem i osobno, a dziecko będzie nasiąkało chorymi wzorcami.
          No sorry, ale chyba istnieje jakaś granica cierpliwości, odporności i samookłamywania się i po jej przekroczeniu należy powiedzieć stop i zostawić nierokującego partnera.
          • tully.makker Re: I zasadnie 25.06.13, 09:51
            Wiesz triss, ja mysle, ze chodzi o pieniadze. najprosciej.

            Pan ma kase i trudno od tych latwych pieniedzy odejsc.
            • pade Re: I zasadnie 25.06.13, 10:31
              kasa, logistyka, co za róznica?
            • azalia30 Re: I zasadnie 25.06.13, 11:45
              No właśnie, najprościej sprowadzić czyjeś problemy do "kasy". Wolałabym żebyś powstrzymała się od takich komentarzy.
          • blond_suflerka Re: I zasadnie 25.06.13, 09:52
            A jakie masz kwalifikacje, żeby ocenić czy człowiek, który podjął terapię zdecydowanie nie rokuje?
            W kwetniu Autorka pisała, że chodzą na terapię kilka miesięcy. Aktualnie jest czerwiec czyli mineło jakieś poł roku. Przy takich zaniedbaniach i deficytach jakie ma mąż ale również Autorka wątku to naprawdę niewiele. Można uznać, że tego typu terapia będzie trwała minum rok do dwóch lat jeśli oboje na niej solidnie pracują. Oczywiście, można się terapeutyzować i 10 lat ale to moim zdaniem przestaje być praca a zaczyna samooszukiwanie się.
            W tamtym wątku Autorka opisała w których obszarach widać już efekty zarówno jej jak i jego terapii także nie jest tak, że nic się nie rusza.
            I jak porozmawiasz z terapeutami to poznasz historie wielu ludzi w różnym wieku, którym jednak udało się zmienić. Nie trwa to tydzień ani miesiąc bo są to wieloletnie zaniedbania ale jest to możliwe.
            Ja nie twierdzę, że na pewno się uda ale przecież Autorka jest świadoma, że możliwe są różne scenariusze. Nie mniej jednak terapia ma swoje etapy, swoją dynamikę i jeśli nie ma ewidentnej potrzeby to zaleca się aby w trakcie terapii nie podejmować jakichś radykalnych decyzji bo pewne trudności czy refleksje mogą być właśnie przejściowe a nie stałym trendem.
            • triss_merigold6 Re: I zasadnie 25.06.13, 10:01
              Wystarczająco duże, żeby móc ocenić całokształt, a nie tylko poszczególne elementy typu "pan miał trudne dzieciństwo" (btw, a kto miał łatwe?!).
              Życiowe doświadczenie mam - 40 lat na karku, dwóch byłych mężów i od lat udany związek z facetem, który zmienił swoje życie o 180 stopni ponieważ tego chciał i żmudnie nad tym pracował (ale punktem wyjścia nie był leniwy i niezborny odpad atomowy jak u autorki).
    • azalia30 Drogie Panie 25.06.13, 11:42
      Dziękuję za aktywny udział w wątku i Wasze opinie.
      Widzę, że powatały dwa skrajne obozy. Już wyjaśniam kilka kwestii o których pisałyście.
      Na początku znajomości mąż pracował na etacie. Przestał jak przeprowadziiśmy się do PL.
      Przez wiele lat był czuły i troskliwy, fizycznie również. Seks generalnie jest udany, ale brakuje mi teraz od kilku lat czułości. Jak twierdzi jest to spowodowane moim zachowaniem, które opisałam wyżej odpowiadając Pade. Brzmi to strasznie, ale jak tak się zastanowię to nie mogę temu zaprzeczyć. Włożyłam olbrzymi wkład, żeby do dziecka podchodzić inaczej niż pamiętam z dzieciństwa. Czasem aż się sama siebie boję, bo pewnie znienawidzone przeze mnie zachowania mojej mamy same mi się nasuwają i trud jaki wkładam w pochamowanie się żeby jej np: nie poszarpać jest ogromny. Wyładuję się wtedy werbalnie. A potem czuję się niedoceniona przez męża, bo ja się staram na granicach możliwości a on widzi że ją strofuję i się mnie czepia. Więc ja mam potem do niego żal. Mąż w stosunku do córki jest ojcem zaangażowanym, spokojnym, dbającym i kochającym. To co mnie przeszkadza to obecność internetu w ich relacjach. Jest to wkurzające, ale mógłby też siedzieć z nią i sączyć piwko. A tego bym nie zniosła. To tyle w relacjach my- dziecko. Generalnie maż funkcjonuje w tym zakresie całkiem nieźle.
      Aha, córka nie wie, że tata nie pracuje. Jak wraca do domu to oboje jesteśmy obecni i oboje poświęcamy jej czas.

      Po raz kolejny napiszę, że nie mam zamiaru w tej chwili od niego odchodzić. Może w przyszłości. Nie jestem na to gotowa emocjonalnie i społecznie. Widzę wiele swoich wad i zanim się z nimi nie uporam nie będę nigdzie łazić. To jest prosta droga do stworzenia kolejnego dziwnego związku. Poza tym mąż dziecka nie odda, bo jest z nią zżyty i batalia jaką będę musiała stoczyć o opiekę na razie nie jest warta świeczki. Oni chcą być ze sobą.

      Tully i Triss:
      ja nie oczekuję, że terapia to magia a mąż będzie po niej ideałem. Oczekuję, że oboje dorośniemy i mam nadzieję, że nasze oczekiwanie okażą się zbieżne. Jeśli nie to, to szkoda. Odejśie teraz kojarzy mi się z eutanazją przed kluczową operacją. Mąż zrobił ogromne postępy odkąd chodzi na terapię. Ja również dostrzegłam, że wiele zarzutów jakie miałam przeciw niemu nie jest zasadnych tylko narzucone przez moją mamę. Mąż perfekcyjna panią domu nie jest i nie będzie. Ja też nie. Obecnie Mieszkanie jest w miarę ogarnięte. Czasem gotuje - kilka razy w tyg. Ja częściej bo wolę warzywa a on mięso. Jego kuchnia mi nie służy, ale jest smaczna i jest czasem co zjeść.

      Zgadzam się, że wiele osób miało trudne dzieciństwo. Rzecz w tym że różnie sobie radzą z tym w życiu dorosłym. My oboje akurat nie radzimy sobie najlepiej.

      Reasumując: Poszło u nas do przodu. Ale nastąpił etap podłamania. Ja chodzę teraz na terapię co dwa tyg i dlatego napisałam wątek, bo jeszcze trochę czasu mi zostało do spotkania a się pogubiłam. Z jakiegoś powodu wszystkie negatywne uczucia wróciły i mnie gryzą. Możliwe, że to wskutek kontaktu z babcią i ciocią (od strony mamy)? Pośrednio z matką? Aaaa..no i rozmawiałam z nią dwa razy przez tel. Może to wywołało efekt lawinowy...?

      Suflerko: dziękuję za wsparcie i zrozumienie.
      • pade Re: Drogie Panie 25.06.13, 11:57
        Azalia, przeczytałaś ksiązkę, którą polecałam Ci w wątku o poczuciu wartości?
        I polecam Ci również tę:
        lubimyczytac.pl/ksiazka/35913/koniec-wspoluzaleznienia-jak-przestac-kontrolowac-zycie-innych-i-zaczac-troszczyc-sie-o-siebie
        nie zraź się tym, ze mowa równiez o dda
        po prostu skup się na współuzależnieniu, bo to jest Twój główny problem
        • azalia30 Re: Drogie Panie 25.06.13, 12:10
          Tej jeszcze nie zdobyłam. Czytałam kilka innych.
          W bibliotece była wypożyczona i coś ją ktoś długo trawi bo nadal nie wróciła :) Kupię sobie zatem.
      • tully.makker Re: Drogie Panie 25.06.13, 11:58
        Twoj maz moze gotowac nawet codziennie.
        Zaryzykuje stwierdzenie, ze jednak nie tego szukamy w drugim czlowieku, chociaz nie neguje, ze gotowanie jest wazne, bo jesc trzeba.

        Sek w tym, ze facet nie odczuwa potrzeby kontaktu z toba, bliskosci i intymnosci. Zasadniczy porblme, ktorego obejsc sie nie da.
        • azalia30 Re: Drogie Panie 25.06.13, 12:09
          Pisałam o gotowaniu, bo któraś z Was wspomniała że jest nieudolną panią domu. Nie wiem która.
          Tak, zgadza się od jakiegoś czasu jego potrzeba bliskości ze mną zmalała do zera. Jak pisałam nie wzięło się to z kosmosu i kiedyś było innaczej. Jest to przykra dla mnie sytuacja, ale nie jest tak, że ja jestem do rany przyłóż, a on z wdzięczności jest oziębły...
          • tully.makker Re: Drogie Panie 25.06.13, 15:57
            Nie wiem, czy teraz warto pytac, czyja to wina. IMHO warto pytac, jakie sa rokowania na przyszlosc.

            jak uwazasz?
            • azalia30 Re: Drogie Panie 25.06.13, 18:28
              Moim zdaniem rokowania są i dlatego próbujemy coś ze sobą zrobić.
              • paris-texas-warsaw Re: Drogie Panie 25.06.13, 19:23
                "Po raz kolejny napiszę, że nie mam zamiaru w tej chwili od niego odchodzić. Może w przyszłości. Nie jestem na to gotowa emocjonalnie i społecznie." - ładny passus;) W sumie to facetowi można współczuc, cokolwiek oznacza ta gotowość społeczna...
                • blond_suflerka Re: Drogie Panie 25.06.13, 19:32
                  No ale na tym polega terapia związków gdzie jest współuzależnienie. Chodzi o to, żeby wypracować optymalną równowagę pomiędzy zależnością a niezależnością.
                  Zawsze jest szansa, że po przepracowaniu niewłaściwych mechanizmów zostanie uczucie i decyzja a nie konieczność, żeby być razem.
                  • paris-texas-warsaw Re: Drogie Panie 25.06.13, 19:38
                    Jakoś uczucia brak w tej całej historii... Może to "współuzależnienie" (w sumie nie wiem, czemu nie "uzależnienie"...)...
                    • paris-texas-warsaw Re: Drogie Panie 25.06.13, 19:40
                      "Współuzależnienie" - to od czego uzależniony jest mąż???
                      • blond_suflerka Re: Drogie Panie 25.06.13, 19:51
                        Współuzależnienie nie odnosi się tylko do par gdzie problemem jest uzależnienie od substancji czy hazardu czy seksu czy czego tam jeszcze.
                        To może być para gdzie oboje są niedojrzali i w tych niedojrzałych mechanizmów są poplątani. Jakby nawzajem się w tej niedojrzałości uzupełniają. Przez to, że wyczuli się i wybrali jako dwje ludzie z pewnymi deficytami to potem świetnie się w siebie wpasowują. Czyli przemocowiec jest w związku z osobą, która nie umie chronić swoich granic i tak nawzajem te swoje niedojrzałe mechanizmy nakręcają i pielęgnują.
                        • paris-texas-warsaw Re: Drogie Panie 25.06.13, 19:55
                          Jakos nie do konca wierzę, że tak to się nazywa, ale mam tylko dostęp do internetu;)
                          • blond_suflerka Re: Drogie Panie 25.06.13, 20:02
                            Ależ proszę bardzo. nalogi.wieszjak.pl/alkohol/285193,Wspoluzaleznienie-jako-zaburzenie-osobowosci.html

                            Ja bym się tylko nie zgodziła z tym zaburzeniem osobowości bo z tego co ja wiem, zaburzenia osobowości to już poważniejsza sprawa ale może się mylę i ktoś mnie poprawi.
                            • paris-texas-warsaw Re: Drogie Panie 25.06.13, 20:14
                              Dzięki:)
      • blond_suflerka Re: Drogie Panie 25.06.13, 19:36
        Azalia,

        Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, Chodzi o to, żeby mąż jest dobrym i empatycznym ojcem i widząc Ciebie kiedy zachowujesz się niewłaściwie w stosunku do córki, traci do Ciebie serce i chęć na czułość i bliskość, tak?

        Jeśli tak no to piłka jest po Twojej stronie. Rozumiem bardzo dobrze, Twoje ugruntowane reakcje i mechanizmy działania wobec dziecka ale też rozumiem postawę Twojego męża. Ktoś kto nie ma problemu z empatią do dziecka i całym sobą rozumie, pewną krzywdę, która dzieje się dziecku, które jest źle traktowane, może mieć autentyczny problem, żeby sobie tak przeskoczyć z tego wkurzenia na czułość.
        • azalia30 Re: Drogie Panie 25.06.13, 20:58
          Po części tak jest. Ja-córka to jeden z punktów zapalnych. Mimo, że ogólnie mamy wspólną linie wychowawczą i ogólnie aprobuje to co robię to niektórych zachowań nie może zdzierżyć. Ogólnie za dużo ględzę w stylu mojej mamy. Wiem, że piłka po mojej stronie, ale trudno mi dokonać zmian i próbować jak czuję się odepchnieta a właściwie porzucona.
          • blond_suflerka Re: Drogie Panie 25.06.13, 21:27
            A próbowałaś sobie rozpisać to uczucie? Tzn. 'czuję się odepchnięta'-dlaczego?' dlatego bo...-i dalej-co Ci to przypomina, kiedy jeszcze tak się czułaś, co stoi za tym uczuciem. Może odrzucenie męża to jedno a Twoje stare odrzucenia, które się na to nałożyły to drugie. I przez to właśnie aż tak to przeżywasz.
            Druga kwestia-czy jest możliwość, żeby mąż napisał o swoich odczuciach? Dlaczego na ten moment nie potrzebuje, co czuje kiedy myśli o Waszej bliskości, gdzie dokładnie jest ta blokada?
            Jest takie fajne zdanie-'każde 'nie' dla jakiejś twojej potrzeby, wypowiedziane przez kogoś to 'tak' dla jego potrzeby". Ciekawe co stoi w opozycji do Twojej potrzeby bliskości?

            A trzecia sprawa-przypomnij sobie siebie jako zranione dziecko, dopuść do głosu to poranione wewnętrzne dziecko, poczuj współczucie dla siebie. Może to otworzy Cię na uczucia Twoje dziecka i łatwiej Ci będzie odrzucić te stare, niewłaściwie mechanizmy postępowania.
            • azalia30 Re: Drogie Panie 26.06.13, 23:18
              Dzięki wielkie za propozycje ćwiczeń. Zrobię je niebawem.
              Zdanie o potrzebach znam, tylko zapominam o tej prawdze życiowej na co dzień :)

              Czy mąż mi napisze, nie wiem? Może tak.
              Co do córki, to z tego co mąż sygnalizuje to głównie chodzi o ględzenie w stylu mojej mamy i niepotrzebne dyskusje z trzylatką. A są sprawy które można/ trzeba załatwić szybko i "autorytarnie".
              To co miałam na mysli wcześniej, to to że przeraża mnie jak mocno pewne zachowania są zakodowane w psychice i czasem mimowolnie się dzieją. Ja córki nie podszczypuję ukrycie przy ludziach i niestrofuję szepcząc do ucha, usmiechając się do rozmówcy jednocześnie. Choć myśli takie same przychodzą a ręka czasem sama drga. Niebywałe...
            • azalia30 Re: Drogie Panie 01.07.13, 19:45
              Rozpisalam to wszystko i wyszlo na to, ze duza czesc uczucia porzucenia to kontynuacja uczuc z domu rodzinnego. Obiektywnie patrzac na niektore sytuacje nie powinny one w mnie wywolywac takich reakcji, ale wywoluja...
              Probowalam tez inaczej zdefiniowac niektore z nich. Tzn wymyslec jak inaczej moglabym sie czuc w danej chwili, lub jak inaczej racjonalnie wytlumaczyc sobie pewne jego zachowania, by moja reakcja byla inna, niz ta automatyczna. Ale nie wiem. Mysle i mysle i serio nie wiem jaka moze byc alternatywa.
              Co mam dalej zrobic? Myslec dalej i zostac mysliwym czy co? :)
              • pade Re: Drogie Panie 02.07.13, 08:53
                Azalia, mnie sie wydaje, że Twój partner "odgrywa się" na Tobie za córkę. Widzi i czuje, że nie jest tak, jak być powinno.
                I sądzę, że powinnaś się skupić na Twoich relacjach z córką, na ten moment, a nie z partnerem.
                Po przepracowaniu tego problemu, sytuacja powinna się poprawić.
                Nie mogłabyś porozmawiać o swoich reakcjach, odruchach w stosunku do córki, z terapeutą?
                • azalia30 Re: Drogie Panie 02.07.13, 16:30
                  Dzięki za uwagę. Przemyślę ją.
                  Nie wiem też czy się dobrze wyraziłam poprzednio. Jego problem z ralacją ja-dziecko polega na wdawaniu się w niepotrzebne dyskusje z trzylatką. Jemu to ględzenie przypomina moją mamę, więc ma do czynienia z trzema "trajkotkami".
                  Te "odruchy" o jakich wspominiałam pojawiają się czasem w mojej głowie i z niej nie wychodzą. Przypomina mi się sposób traktowania mnie przez mamę, ale jest blokowany za nim coś się wydarzy. Ogólnie ostatnie 2 tyg były trudne dla wszystich. Teraz znów jest z górki.
                  • pade Re: Drogie Panie 02.07.13, 17:04
                    Ja też się wdaję w dyskusje ze swoją córą, zupełnie niepotrzebnie oczywiście:) I doskonale wiem, jak trudno przestać. Rozumiem Cię doskonale. Duzo siły życzę:)
    • nowy99 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 04.07.13, 09:48
      Przeczytalam caly wątek i niestety mimo wszystko najsilniej utkwiło mi to, co zarzuca ci mąż.
      Mysle tez, ze mozna nielubic partnera za to, ze jest agresywny do naszego malego, ba, malutkiego dziecka.
      Wiem, jak wiekszosc z nas, jak potezny wplyw ma wzor zachowan, reakcji, postepowan z naszego domu rodzinnego. Nawiasem mowiac, za to nie lubie swoich rodzicow, glownie mamy, ktora "nauczyla" mnie wielu paskudnych odruchow, takze wobec wlasnego dziecka. To jest bagno.
      Ale ja od poczatku mam tego totalna swiadomosc i bolalo mńie to od dawna do tego stopnia, ze nad tym zapanowalam.
      Bylam szarpana, bita, wyzywana jako dziecko i bardzo z tego powodu cierpialam. Moje dzieci, mimo, ze trudne wychowawczo egzemparze, nie sa bite, lżone, wyzywane. Ani przeze mnie, ani przez męża. Raz tylko mąż doprowadzony na skraj wytrzymalosci przez naszego "wygadanego" delikatnie mowiac nastolatka szarpnąl go i popchnął. I wowczas mi wlaczyla sie lampka ostrzegawcza, mialam potworny zal do meza, w tamtej chwili nienawidzilam go. Na szczescie to byl tylko jeden raz. I chlopak jest duzy. Nie 3 letnia dziewczynka.
      Moim zdaniem masz olbrzymia nad soba prace do wykonania. Ale nie jestem pewna, czy pomozesz sobie sama. Lepiej rzeczywiscie skorzystac z pomocy fachowca. Moze jestes rzeczywiscie upierdliwa, nadgorliwa, znecajaca sie psychicznie nad dzieckiem matką. I twoj facet to widzi. I za to faktycznie moze cie nielubic, ba, nieznosic.
      Przeciez kiedys byl inny, byl lepszy, bylo lepiej.
      Wg mnie on daje ci jasnye komunikaty, co mu ewidentnie przeszkadza.
      I to mi utkwilo jakos najmocniej.


      • azalia30 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 04.07.13, 12:43
        Dzięki za wypowiedź. Ja uświadamiam sobie to co zarzuca mi mąż i od niedawna zaczynam widzieć, że faktycznie mogę wydawać się nieco nadgorliwa czy napastliwa w kontaktach z innymi.

        Z dużą częścią Twojej wypowiedzi jednak zgodzić się nie mogę. Wydaje mi się, że dokonałaś dużej nadinterpretacji tego co pisałam lub projekcji Twoich doświadczeń na moje, bo jednak nie stosuję wobec córki żadnej przemocy i tego nie sygnalizowałam w tym wątku wcale. :) Do fachowca też chodzę już od dłuższego czasu.
        Moim (naszym) problemem nie jest stosunek ja - dziecko tylko pewne cechy mojego sposobu bycia wobec ludzi w ogóle. I to starałam się wytłumaczyć, i to o to chodzi mężowi. Głównym problemem w tym wątku jest jednak to, że jego zachowania wywołują we mnie podłe odczucia. Są to zachowania, które obiektywnie nie powinny wywoływac u mnie takich negatywnych reakcji emocjonalnych. Pytałam jak oddzielić jego zachowanie od moich przykrych reakcji na nie, bo wielokrotnie (choć oczywiście nie zawsze) ewidentnie nie powinny mieć one związku ani takiego ciągu przyczynowo-skutkowego.

        Generalnie dostrzegam cel Twojej wypowiedzi i dziękuję za uwagi.
        • nowy99 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 04.07.13, 21:23
          No dobrze, a że zapytam tak wprost: kontrolujesz, albo inaczej: wiesz, co on porabia, gdy ty jestes w pracy? Co on robi w Internecie?
          Brak czulosci i seks dla rozladowania popedu moze prowadzic do sladu obecnosci jakiejs baby, powiem wprost.
          Bo kazdy potrzebuje bliskosci. Gdzie on ja dostaje, jesli nie u ciebie? Bo tej od ciebie, jak piszesz, nie chce...
          • azalia30 Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 05.07.13, 13:34
            Nie grzebie w historii jego komputera. Ja pracuje w pokoju obok. Brak czulosci widocznie nie wszystkim jest potrzebny, i nie zawsze. Skad wiesz ze kazdy potrzebuje czulosci i cmokania w nos kilka razy dziennie? Ja bym raczej zaryzykowala stwierdzenie, ze nie kazdy.
            Poza tym ja sie nieobawiam o zdrady, to nie to jest przedmiotem tego watku.
    • myelegans Re: Mąż sprawia, że czuję się paskudnie. 08.07.13, 03:22
      Sorry, ale tu jedzie zdrada na calego, jak nie fizyczna kochanka na miescie, to uzaleznienie od internetu i stron erotyczno-pornisowych stawiam orzeszku przeciwko czekoladka.
      Jestes wspolyzalezniona, i jestes tu ofiara chicbys nie wiem jak wypierala. Dopoki an SAM sie nie otrzasnie, w pers nie uderzy i zacznie od POWAZNYCH zmian, zaczynajacych sie od poszukania oracy zawodowej, to pozostaniesz w roli wycieraczki i jednoosobowa terapia jaka uprawiasz g...o da.
      Otrzesnij i obudz sie poki czas, za 10-15 lat bedziesz zalowac.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka