czerwonami
01.02.14, 15:08
Jesteśmy z partnerem już 5 lat razem, bez ślubu. Poznaliśmy się przez internet. Mieszkaliśmy w miasta oddalonych od siebie o 300km. Przez rok widywaliśmy się od przyjazdu do przyjazdu. On wtedy miał swoją firmę, z której miał wysokie dochody, ja pracowałam na pełnym etacie. Nasze spotkania były bardzo nieregularne, głównie z jego przyczyny, wielokrotnie umawialiśmy się i coś mu wypadało, spotkania były odwoływane i przekładane. Niemal zawsze on do mnie przyjeżdżał, ja u niego byłam tylko raz, mimo moich wielokrotnych propozycji. Po roku takiej szarpaniny miałam dość i się rozstaliśmy, po 2-3 miesiącach wróciliśmy do siebie. Wyjechaliśmy razem na urlop i postanowiliśmy razem zamieszkać. On przeprowadził się do mnie, bo ja miałam własne mieszkanie, on wynajmował, ja pracowałam na etacie on na własnej dg i jeżdżąc do klientów po całej Polsce było mu łatwiej. Przeprowadzka trwała kolejne 4 miesiące. Jego dg zaczęła podupadać, przynosiła coraz mniej dochodów, obowiązek utrzymania nas spadł na mnie. Z tej dg obecnie nie zostało nic, poza długami, problemami z US i komornikami. Dużo pomogli jego rodzice spłacając jego zobowiązania. Od 3-3,5 roku w zasadzie już tylko ja nas utrzymuje. Przez kilka miesięcy pracowałam zagranicą, przesyłając pieniądze na życie. On siedział w domu. Dlaczego to robiłam nie mam zielonego pojęcia. Mieliśmy się już rozstać, gdy zaszliśmy w ciążę, wpadka. Byłam zdecydowana na aborcję, ale w głębi duszy bardzo chciałam tego dziecka i wiem dzisiaj, że to zniszczyłoby mnie. Dziecko ma obecnie 1,5 roku. Jest kochane, rozpieszczane i nie wyobrażamy sobie życia bez niego. On miał szukać pracy, od dwóch lat nie może niczego znaleźć. Pracowałam całą ciążę i wróciłam do pracy dwa miesiące po porodzie. Jak byłam w ciąży było bardzo ciężko, oszczędności przejedzone, on nie zarabiał, lub zarabiał jako np. dostawca pizzy, na tyle żeby było na papierosy, piwo i 100zł tygodniowo na zakupy spożywcze. Pamiętam sytuację w lumpeksie gdy trzymając dwa ciuszki dla dziecka w rękach każdy po 5zł zastanawiałam się czy stać mnie na jeden czy na dwa. A gdzie cała reszta wyprawki? Nie przeszkadzało mu to wypalać paczki dziennie za 12zł i co drugi dziennie raczyć się piwem (2-4szt). Gdy przyszedł termin porodu, wracałam po pracy do domu i zastawałam go przy piwku. Kilka awantur o to, że mógłby chociaż w tym okresie powstrzymać się od picia, bo mogę zacząć rodzić w każdym momencie, i kto mnie zawiezie do porodu nie mówiąc już o tym, że mieliśmy być razem przy porodzie, a on zionąc piwkiem lekarzom w twarz nie będzie w stanie za mnie wykłócić się o to co mi będzie potrzebne. Także w trzecim trymestrze miesiąc czasu spędziłam poza domem, pracując na wyjezdzie. On został w domu, miał szukać pracy, przygotowywać mieszkanie, m.in. odmalować pokój dla malucha i wykonać zlecenie za 2 tysiące (wklepywanie danych do bazy), którym poratowała nas rodzina, wiedząc, że u nas krucho z pieniądzmi. Opowiadał mi, że zakwalifikował się do szkolenia w firmie komputerowej, jezdził na te szkolenia, gdzie po dwóch tygodniach z 4 osób miały zostać zatrudnione 2. Podobno odpadł. Oczywiście bazy nie zrobił, bo nie miał czasu, pokoju nie pomalował mimo że pieniądze też na ten cel przeznaczony przelałam, co z nimi zrobił nie mam pojęcia. Jak się okazało niedawno szkolenia żadnego nie było, czas spędzał na czatach on-line, na gg z poznanymi panienkami i godzinnych rozmowach telefonicznych w nocy i dzień (sprawdziłam bilingi z tego okresu, telefony na mnie, bo ja opłacam). Na jesień skontaktowała się ze mną kolejna podrywka, oszukana przez niego. Okazało się, że doszło do spotkania, gdy ja z dzieckiem na dwa dni pojechałam do rodziców, on miał dojechać na jeden dzień, a w między czasie popchnąć to nieszczęsne zlecenie. Tak jest ono do dnia dzisiejszego nie skończone, mimo że pieniądze dawno zapłacone. Rodzina się nie upomina, mimo że mi wstyd za niego. On twierdzi, że te podrywki to nie zdrada, dla mnie owszem. Nawet jeśli nie było seksu jest to zdrada mojego zaufania, jakieś lojalności związkowej i kto tak oszukuje kobietę w ciąży. Facet jest do tego notorycznym kłamcą, kłamie o wszystkim od drobnostek po ważne sprawy, żyje w świecie ułudy, że kiedyś będzie lepiej. Chęci ma ogromne i słomiany zapał. Obecnie planuje wyjazd za granicę, który to ma sfinansować jego brat, język zna biegle, zagranicą pracował już dwa lata. Jego ojciec jest niepijącym od trzech lat alkoholikiem. Jego ojciec zaliczał się do grupy chyba tzw. wysokofunkcjonujących alkoholików. Szanowany wykładowca akademicki, ekspert w swojej dziedzinie, nieagresywny. Wiecznie w rozjazdach był, na projektach, delegacjach. W domu zamykał się wieczorami w gabinecie, gdzie popijał.
To jest ogólny zarys. My seksu nie uprawiamy od kiedy ta podrywka się ze mną skontaktowała. Dlaczego ja tkwię w tym związku, patologicznym na wskroś. Nie chcę tego dla mojego dziecka. Ale boję się zostać sama, że sobie nie poradzę. On teraz jest w domu z dzieckiem kiedy ja pracuję. W domu chlew, ale dziecko zaopiekowane dobrze. Widzę, że je kocha i ojcem jest dobrym. Ostatnio średnio 5 na 7 dni w tygodniu po moim powrocie z pracy zastaję go przy otwartym. Twierdzi, że wypija 2-3, czasem jedno. Ile naprawdę nie wiem.
Był jeszcze incydent, gdy wyszedł z dzieckiem na spacer i odebrać mnie z przystanku, jak dziecko miało jakieś 3 miesiące. Zadzwonił, żebym się pośpieszyła, bo on czeka na mnie pod blokiem. Okazało się, że na miejscu policja, bo on urwał parkującemu samochodowi lusterko, bo samochód według niego złośliwie zaparkował tak, żeby on nie mógł przejść z wózkiem. Noc spędził na komisariacie, sprawa trafiła do sądu, gdzie zapłacił grzywnę w wysokości 700zł. Dla nas kwota wtedy bardzo duża. Twierdzi że był wtedy trzeźwy, ja jednak wiem, że był pod wpływem, zresztą dzisiaj nawet już nie zaprzecza gdy mówię dzisiaj, że wtedy miał promile we krwi. Sytuacji różnych było multum. Jego rodzina mnie bardzo lubi, kibicuje, żeby nam się udało, ale jeżeli nie wyjdzie to jak stwierdzili, zawsze będę już członkiem ich rodziny, bo sami znają swojego syna najlepiej.
Pytanie zasadnicze gdzie mam się udać po pomoc, jak mam wyjść z tego patologicznego układu, czy może jeszcze wyjść coś dobrego z tego, bo on chyba mnie kocha. Mówi, powtarza, stara się coś ugotować, gorącą herbatę podsunie pod nos, itd. Ale wszystko jest na mojej głwoie, finanse, spłata zaległości, ważne decyzje, itd. Jestem zmęczona, bo nie mogę na nim polegać i mu zaufać w żadnej kwestii.