Dodaj do ulubionych

Do kogo się udać po pomoc?

01.02.14, 15:08
Jesteśmy z partnerem już 5 lat razem, bez ślubu. Poznaliśmy się przez internet. Mieszkaliśmy w miasta oddalonych od siebie o 300km. Przez rok widywaliśmy się od przyjazdu do przyjazdu. On wtedy miał swoją firmę, z której miał wysokie dochody, ja pracowałam na pełnym etacie. Nasze spotkania były bardzo nieregularne, głównie z jego przyczyny, wielokrotnie umawialiśmy się i coś mu wypadało, spotkania były odwoływane i przekładane. Niemal zawsze on do mnie przyjeżdżał, ja u niego byłam tylko raz, mimo moich wielokrotnych propozycji. Po roku takiej szarpaniny miałam dość i się rozstaliśmy, po 2-3 miesiącach wróciliśmy do siebie. Wyjechaliśmy razem na urlop i postanowiliśmy razem zamieszkać. On przeprowadził się do mnie, bo ja miałam własne mieszkanie, on wynajmował, ja pracowałam na etacie on na własnej dg i jeżdżąc do klientów po całej Polsce było mu łatwiej. Przeprowadzka trwała kolejne 4 miesiące. Jego dg zaczęła podupadać, przynosiła coraz mniej dochodów, obowiązek utrzymania nas spadł na mnie. Z tej dg obecnie nie zostało nic, poza długami, problemami z US i komornikami. Dużo pomogli jego rodzice spłacając jego zobowiązania. Od 3-3,5 roku w zasadzie już tylko ja nas utrzymuje. Przez kilka miesięcy pracowałam zagranicą, przesyłając pieniądze na życie. On siedział w domu. Dlaczego to robiłam nie mam zielonego pojęcia. Mieliśmy się już rozstać, gdy zaszliśmy w ciążę, wpadka. Byłam zdecydowana na aborcję, ale w głębi duszy bardzo chciałam tego dziecka i wiem dzisiaj, że to zniszczyłoby mnie. Dziecko ma obecnie 1,5 roku. Jest kochane, rozpieszczane i nie wyobrażamy sobie życia bez niego. On miał szukać pracy, od dwóch lat nie może niczego znaleźć. Pracowałam całą ciążę i wróciłam do pracy dwa miesiące po porodzie. Jak byłam w ciąży było bardzo ciężko, oszczędności przejedzone, on nie zarabiał, lub zarabiał jako np. dostawca pizzy, na tyle żeby było na papierosy, piwo i 100zł tygodniowo na zakupy spożywcze. Pamiętam sytuację w lumpeksie gdy trzymając dwa ciuszki dla dziecka w rękach każdy po 5zł zastanawiałam się czy stać mnie na jeden czy na dwa. A gdzie cała reszta wyprawki? Nie przeszkadzało mu to wypalać paczki dziennie za 12zł i co drugi dziennie raczyć się piwem (2-4szt). Gdy przyszedł termin porodu, wracałam po pracy do domu i zastawałam go przy piwku. Kilka awantur o to, że mógłby chociaż w tym okresie powstrzymać się od picia, bo mogę zacząć rodzić w każdym momencie, i kto mnie zawiezie do porodu nie mówiąc już o tym, że mieliśmy być razem przy porodzie, a on zionąc piwkiem lekarzom w twarz nie będzie w stanie za mnie wykłócić się o to co mi będzie potrzebne. Także w trzecim trymestrze miesiąc czasu spędziłam poza domem, pracując na wyjezdzie. On został w domu, miał szukać pracy, przygotowywać mieszkanie, m.in. odmalować pokój dla malucha i wykonać zlecenie za 2 tysiące (wklepywanie danych do bazy), którym poratowała nas rodzina, wiedząc, że u nas krucho z pieniądzmi. Opowiadał mi, że zakwalifikował się do szkolenia w firmie komputerowej, jezdził na te szkolenia, gdzie po dwóch tygodniach z 4 osób miały zostać zatrudnione 2. Podobno odpadł. Oczywiście bazy nie zrobił, bo nie miał czasu, pokoju nie pomalował mimo że pieniądze też na ten cel przeznaczony przelałam, co z nimi zrobił nie mam pojęcia. Jak się okazało niedawno szkolenia żadnego nie było, czas spędzał na czatach on-line, na gg z poznanymi panienkami i godzinnych rozmowach telefonicznych w nocy i dzień (sprawdziłam bilingi z tego okresu, telefony na mnie, bo ja opłacam). Na jesień skontaktowała się ze mną kolejna podrywka, oszukana przez niego. Okazało się, że doszło do spotkania, gdy ja z dzieckiem na dwa dni pojechałam do rodziców, on miał dojechać na jeden dzień, a w między czasie popchnąć to nieszczęsne zlecenie. Tak jest ono do dnia dzisiejszego nie skończone, mimo że pieniądze dawno zapłacone. Rodzina się nie upomina, mimo że mi wstyd za niego. On twierdzi, że te podrywki to nie zdrada, dla mnie owszem. Nawet jeśli nie było seksu jest to zdrada mojego zaufania, jakieś lojalności związkowej i kto tak oszukuje kobietę w ciąży. Facet jest do tego notorycznym kłamcą, kłamie o wszystkim od drobnostek po ważne sprawy, żyje w świecie ułudy, że kiedyś będzie lepiej. Chęci ma ogromne i słomiany zapał. Obecnie planuje wyjazd za granicę, który to ma sfinansować jego brat, język zna biegle, zagranicą pracował już dwa lata. Jego ojciec jest niepijącym od trzech lat alkoholikiem. Jego ojciec zaliczał się do grupy chyba tzw. wysokofunkcjonujących alkoholików. Szanowany wykładowca akademicki, ekspert w swojej dziedzinie, nieagresywny. Wiecznie w rozjazdach był, na projektach, delegacjach. W domu zamykał się wieczorami w gabinecie, gdzie popijał.
To jest ogólny zarys. My seksu nie uprawiamy od kiedy ta podrywka się ze mną skontaktowała. Dlaczego ja tkwię w tym związku, patologicznym na wskroś. Nie chcę tego dla mojego dziecka. Ale boję się zostać sama, że sobie nie poradzę. On teraz jest w domu z dzieckiem kiedy ja pracuję. W domu chlew, ale dziecko zaopiekowane dobrze. Widzę, że je kocha i ojcem jest dobrym. Ostatnio średnio 5 na 7 dni w tygodniu po moim powrocie z pracy zastaję go przy otwartym. Twierdzi, że wypija 2-3, czasem jedno. Ile naprawdę nie wiem.
Był jeszcze incydent, gdy wyszedł z dzieckiem na spacer i odebrać mnie z przystanku, jak dziecko miało jakieś 3 miesiące. Zadzwonił, żebym się pośpieszyła, bo on czeka na mnie pod blokiem. Okazało się, że na miejscu policja, bo on urwał parkującemu samochodowi lusterko, bo samochód według niego złośliwie zaparkował tak, żeby on nie mógł przejść z wózkiem. Noc spędził na komisariacie, sprawa trafiła do sądu, gdzie zapłacił grzywnę w wysokości 700zł. Dla nas kwota wtedy bardzo duża. Twierdzi że był wtedy trzeźwy, ja jednak wiem, że był pod wpływem, zresztą dzisiaj nawet już nie zaprzecza gdy mówię dzisiaj, że wtedy miał promile we krwi. Sytuacji różnych było multum. Jego rodzina mnie bardzo lubi, kibicuje, żeby nam się udało, ale jeżeli nie wyjdzie to jak stwierdzili, zawsze będę już członkiem ich rodziny, bo sami znają swojego syna najlepiej.

Pytanie zasadnicze gdzie mam się udać po pomoc, jak mam wyjść z tego patologicznego układu, czy może jeszcze wyjść coś dobrego z tego, bo on chyba mnie kocha. Mówi, powtarza, stara się coś ugotować, gorącą herbatę podsunie pod nos, itd. Ale wszystko jest na mojej głwoie, finanse, spłata zaległości, ważne decyzje, itd. Jestem zmęczona, bo nie mogę na nim polegać i mu zaufać w żadnej kwestii.
Obserwuj wątek
    • fituq Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 15:45
      wrzuć w wyszukiwarkę "Ośrodek interwencji kryzysowej". Znajdź najbliższy i zadzwoń, umów się do psychologa na rozmowę, popytaj o adresy gdzie jeszcze byś mogła pomoc uzyskać.
      Popytaj, poszukaj tez terapii współuzaleznień dla siebie.
      W Ośrodku powinnaś podstawowe wsparcie dostać, ale to TY musisz podjąć decyzję.

      Co Ci radzić?
      Rozstań się z nim.
      On będzie pił.
      Będzie się upijał przy dziecku az dojdzie do jakiegoś nieszczęścia.
      Będzie cię zdradzał, wykorzystywał finansowo, zrujnuje ci psychikę, będziesz spłacać jego długi a dziecko nie będzie miało co jeśc.
      Dziecko tak wychowane kiedyś będzie miało chore emocje, będzie piło lub narkotyzowalo się lub zwiąże się z nałogowcem.
      Jesteś tego świadoma, że oboje jako rodzice kodujecie teraz dziecko jego przyszłą "normą rodzinną" ?
      Przerwij ten zaklęty krąg uzaleznienia powielany z pokolenia na pokolenie.
      Jesteś osobą zaradną, pracowitą, zorganizowaną.
      Ten pan to kula u nogi która rodzinę ciągnie na dno.
      Powinien natychmiast iśc na terapię dla alkoholików.
      Rozstań się z nim oficjalnie lub..... namów by wyjechał za granicę.
      Jest duża szansa, że już tam zostanie jesli znajdzie drugą tak naiwną by na niego tyrała i go obsługiwała dajac mu utrzymanie by mógł palić i pić.
      Może wyjazd i koniecznośc samodzielnego życia i ponoszenia konsekwencji swoich dzialan także jemu pomoże w wydobyciu się z nałogu. Przy Tobie, w starym układzie jaki między wami funkcjonuje - stoczycie się na dno.
      Uwolnij go od siebie.
      Dla dziecka lepszy ojciec widziany od czasu do czasu trzeźwy niż codziennie w domu pijany.
      Poradzisz sobie dużo lepiej bez balastu pijaka na głowie.
      • krokodil123 Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 16:27
        Kochana,jesteś bardzo silna kobieta.

        Do tej pory zarabiałaś na was dwojga-sama na 100 % dasz rady. Poszukaj pomocy u przyjaciół i rodziny-czy twoi rodzice wiedzą jak jest u was?
        Na twoje miejsce ważne jest aby po pierwsze sama się od tego parazyta uwolniła psychicznie.
        On zatruwa nie tylko twoje życie, ale i twoje myśli, wysysa energie.

        Nie namawiaj go do niczego-twoje zaangażowanie i twoje trudy o niego to jest woda na jego młyn. Nie dbaj o jego dobro i samopoczucie-on nie znajdzie pracy i nie wyjedzie nigdy.
        Zacznij go ignorować totalnie.

        Pojawi się Zuzi i da ci namiar na fajne książki i na początek-blogu "moje dwie głowy".

        Jak dla mnie na początek facet nie chciał być "odwiedzany" dlatego że tam jeszcze doił poprzednią ofiarę. Ta jego firma od samego początku była niewypał ale cie przekonywał inaczej. Teraz kłamie-na początku też.
        Jak masz czas-poszukaj dla siebie na wzmocnienie terapii a z panem o tym nawet nie dyskutuj.
        Rozumiesz co ci radzę? On ci nie mówi kiedy rozmawia z kobietami na czacie i jak się z nimi umawia. Nie mówi ci co zrobił z pieniądzach na pomalowanie etc.
        To i ty mu nie mów o sobie ale rób i rób dla siebie i dla dziecka tylko i to same dobre rzeczy z nadzieją na szybkie pożegnanie się z facetem.
    • pade Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 16:18
      Skąd pomysł, że sama sobie nie poradzisz?
      Przecież do tej pory radziłaś sobie sama. No, dziecko miało opiekę, ale taką samą opiekę, a nawet lepszą, bo wychowawczyniom alkoholu pić nie wolno, będzie miało w żłobku.
      Jesteś silna, zaradna, pracowita. Nie zasługujesz na życie z takim pasożytem.
      Podpisuję się pod tym, co napisała wyżej Fituq, wyślij pana za granicę i zacznij wreszcie żyć.
    • fituq Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 16:57
      > Jego rodzina mnie bardzo lubi, kibicuj
      > e, żeby nam się udało, ale jeżeli nie wyjdzie to jak stwierdzili, zawsze będę j
      > uż członkiem ich rodziny, bo sami znają swojego syna najlepiej.


      A, i jeszcze uświadom sobie, że jego rodzina "pozbyla się wrzoda" i doskonale wie, że jak Ty za swojego mieszkania tego wrzoda wyprosisz to on się wprowadzi do nich i na nich będzie żerował. Więc jak najbardziej mocno wam kibicuje przede wszystkim po to, żebyś to TY-czyli jakaś tam obca dziewucha- jak najdlużej się wrzodem zajmowała, jak najdłużej przy nim tkwila na co dzień. co jakiś czas podrzucą wam trochę kasy, żebyś miała zludzenie ich troski o was i żebyś nie doszła do dna kiedy powiesz dość. Bo gdy Ty powiesz "dosyć tego" to pasożyt uczepi się ich. Gdyby naprawdę o Ciebie dbali to by tego synalka dawno na terapię zawlekli a ciebie ostrzegli przed wspólnym zamieszkaniem, że to nałogowiec. Oni wspierają Cię byś ich od problemów z nalogowcem uchroniła. I w d.... mają jakie Ty i dziecko macie z nim życie.

      Mieszkanie jest Twoje. Na szczęście nie macie ślubu.
      Musisz pana wyprosic z tego domu. I juz więcej nie pozwolic mu wrócić. Zmienić zamki, samej się przeprowadzić gdzieś za lepszą pracą, itd itp
      Wiele rzeczy umiesz, wiele możesz.
      Jaką strategię obierzesz - sa różne możliwości, zalezy od Ciebie.
      Pamiętaj tylko, że każda złotówka i czas władowany w nałogowca pójdzie na nałogi.
      Odetnij go od kasy i zajmowania się nim!
      Zacznij od psychologa dla siebie. Zrób sobie z pomoca psychologa "rozpiskę" co krok po kroku robić, jak reagować by nie dac się panu znowu oszukac i zmanipulować.
      • pade Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 17:20
        Okrutnie to brzmi, co napisała Fituq, ale tak wgląda Twoja sytuacja z boku.
      • triss_merigold6 10/10 01.02.14, 19:43
        Święta prawda.
        Pozbycie się pana wyjdzie znacznie taniej niż utrzymywanie go. I bezpieczniej, bo ani personel w żłobku, ani opiekunka nie będą zajmować się dzieckiem pijani.
    • mruwa9 Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 17:40
      mysl, ze on sciemnial od samego poczatku i nie mial zadnej sprawnie dzialajacej firmy, tylko pasozytowal na kims innym. I stad ta jego niechec do twoich odwiedzin, bo prawda od razu wyszlaby na jaw.
      Jak to sobie nie poradzisz? Poradzisz sobie lepiej niz obecnie, bo ubedzie ci pasozyt, ktorego utrzymujesz, Finansowo bedzie ci znacznie latwiej, gdy z twoich wydatkow znikna koszty jego papierosow i piwka.
      • czerwonami Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 19:58
        Nie ściemniał z dg, którą wtedy prowadził, sama widziałam plik pieniędzy jaki wtedy nosił. Wydawał mnóstwo pieniędzy na zabawki dla dużych chłopców, jak stary amerykański samochód, bo to było jego marzenie. Z tego wszystkiego nic dziś nie zostało, wszystko powyprzedawał, żeby było na życie. Jak sam powtarza, bardzo żałuje tamtego okresu, bo przez własną głupotę, lenistwo i niedbalstwo jest tu gdzie jest i dziś mnóstwo spraw inaczej by poprowadził.

        Odnośnie picia. Sama nie wiem czy już go można określić alkoholikiem czy nie. Nigdy się nie upijał do utraty przytomności. Nie sięga po mocniejsze trunki, jest w zasadzie tylko piwo. Choć był też okres jeszcze przed dzieckiem, gdy znajdowałam w mieszkaniu poukrywane puszki po piwie, np. pod fotelami. wtedy wypijał po 6-8 wieczorem, ale też niecodziennie. Nigdy mnie nie uderzył, nigdy mnie zwyzywał. Wydaje mi się, że naprawdę mnie/nas kocha i chce tworzyć tę rodzinę. O piciu powiedziałam jego rodzicom, mama stwierdziła, że jest on bardzo podobny do swego ojca, że u niego tak samo to wyglądało i się zaczynało. Rodzice podsuwali mu literaturę fachową na ten temat, zapraszali jak byliśmy u nich byłego alkoholika (niepijącego od 20lat), który obecnie prowadzi grupę dla AA i pomógł m.in. ojcu. Były rozmowy, ale on twierdzi, że on nie ma problemu, podsuwaną literaturę znajdowałam, np w szafie z ubraniami czy pod łóżkiem, ukrytą przede mną. Wątpię, żeby ją czytał. Choć deklarował, że jak mi bardzo zależy to dla mnie pójdzie na terapię, najchętniej małżeńską. Tylko czy to ma sens jeszcze? Sama nie wiem czy chcę i czy mam jeszcze o co walczyć, bo mam wrażenie, że zniszczył już niemal wszystko, co było dobrego w naszym związku między nami. Jednak mimo tego wszystkiego chyba go nadal kocham.

        Dlaczego? Bo jest chyba dobrym człowiekiem, tylko bardzo słabym, leniwym. Ja też nie jestem święta, potrafię wybuchnąć, nie mam do niego szacunku, nie widzę w nim już mężczyzny. Kilka miesięcy po wspólnym zamieszkaniu zmarł mój ojciec, a właściwie ojczym. Ojciec biologiczny był alkoholikiem, od którego moja mama uciekła zabierając mnie gdy miałam 3 lata, mojego ojczyma poznała dwa lata później i on dla mnie był ojcem, prawdziwym. Co się dzieje z moim ojcem biologicznym nie mam pojęcia, nie mam z nim żadnego kontaktu, nie wiem nawet czy żyje i szczerze nie obchodzi mnie to. Wracając do meritum, po śmierci ojczyma po trzech miesiącach siekła mnie depresja i chyba wypalenie zawodowe się nałożyło. Było przedawkowywanie leków celowe, choć nie z zamiarem samobójczym. Były wizyty u psychiatry i leczenie farmakologiczne. Wyszłam z tego dość szybko. Co ważne, mój partner był cały ten czas przy mnie, gdy wymiotowałam, trzymał mi głowę, pilnował żebym coś zjadła, żebym się napiła. Pilnował moich leków, wydzielał mi je. W takich sytuacjach naprawdę kryzysowych jest i pomaga. Po tamtym epizodzie zmieniłam pracę, stanęłam na nogi. Moja mama sama potrzebuje wsparcia zarówno psychicznego, jak i finansowego, bo śmierć mojego ojca była nagła i nieoczekiwana.

        Próbuję zrozumieć samą siebie i dlatego nie wiem do kogo się zwrócić, do jakiego psychologa, na jaką terapię się udać, żeby poukładać wszystko i ruszyć z miejsca. Bo też odnoszę takie wrażenie, że tkwię w miejscu, a nawet zsuwam się powoli w coraz większe bagno. Porównuję siebie z tym kiedyś byłam z tym kim teraz jestem i nie poznaję siebie. Sama odcięłam się od znajomych i przyjaciół, bo mi wstyd. Tkwię w takim marazmie, chciałabym coś zmienić, ale nie mam sił, boję się.

        Obawiam się też, że sobie nie poradzę sama z dzieckiem logistycznie. Moja praca jest nienormowana, czasem dostaję telefon i jadę do klienta, czasem cały dzień spędzam w domu. Trudno byłoby to dostosować do godzin pracy żłobka, jeżeli wracam do domu np. o 21. A bardziej unormowany czas pracy wiązałby się ze zmianą zatrudnienia i początkowo przynajmniej gorszymi zarobkami, na co sobie teraz nie mogę pozwolić, spłacając zaległości jeszcze z okresu ciąży i po porodzie i zobowiązań które zaciągnęłam dla niego.
        • pade Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 20:16
          ojojoj, brzmisz jak współuzależniona
          migiem szukaj Koniec współuzależnienia M. Beatie i czytaj

          żebyście jakoś wyszli na prostą partner idzie do AA i to na długo, a Ty na terapię indywidualną
    • koronka2012 Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 19:35
      czerwonami napisała:
      > Pytanie zasadnicze gdzie mam się udać po pomoc, jak mam wyjść z tego patologicz
      > nego układu,

      Przydałaby ci sie terapia, ale nie masz na nią kasy, więc pozostają lektury z gatunku "kobiety, które kochają za bardzo"

      > czy może jeszcze wyjść coś dobrego z tego, bo on chyba mnie kocha.

      Powiedz, że żartujesz..?

      > Mówi, powtarza, stara się coś ugotować, gorącą herbatę podsunie pod nos, itd.

      Słowa nic nie kosztują, pamiętaj o tym. Truteń nie chce stracić żywiciela. Jeśli zależy mu na dziecku, tym bardziej będzie łagodził, uspokajał - i nadal robił swoje.

      > Ale wszystko jest na mojej głwoie, finanse, spłata zaległości, ważne decyzje, i
      > td. Jestem zmęczona, bo nie mogę na nim polegać i mu zaufać w żadnej kwestii.

      Szkoda prądu na tego gościa, jesteś samodzielna po co ci ten truteń, który w dodatku lata za innymi za twoją kasę? spakuj mu walizki, póki nie wpakowałaś się przez niego w długi.
      Terapeutycznie podlicz ile cię finansowo kosztowała dotąd przygoda z tym panem. Wynajęcie opiekunki będzie tańsze niż utrzymywanie darmozjada.
      • triss_merigold6 Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 19:43
        Oczywiście. I bezpieczniejsze.
        A pana bezrobotnego sąd zmobilizuje do płacenia alimentów.
        • paris-texas-warsaw Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 20:38
          Pięknie piszesz "a on zionąc piwkiem lekarzom w twarz nie będzie w stanie za mnie wykłócić się o to co mi będzie potrzebne." To powinien Arłukowicz czytać:))))

          Mi się tylko nasuwa Dezyderata i że nie można cynicznie podchodzić do miłości;) Rozstaliście się, ale on się wprowadził, znów się rozstawaliście, ale zaszłaś w ciążę, to przy obecnym "rozstaniu" prognozuję kolejną ciąże;)

          Ale chyba trollujesz:)))
    • zuzi.1 Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 21:51
      Dziewczyno, b. dobrze Ci fituq napisała, ten facet jest do odstrzału, tutaj NIE MA ŻADNYCH SZANS, ŻEBY ON SIĘ ZMIENIŁ, chcesz do końca życia go utrzymywac? PO CO? Jestes osobą współuzależnioną i szukaj dla siebie terapii dla współuzaleznionych, może są takie na NFZ. Jestes fajną, silną i pracowitą kobietą uwikłaną w związek z pasożytem. Bez terapii, same książki Ci chyba nie pomogą, dlatego namawiam Cię na terapię, zrób to dla siebie i dla dziecka. Ten człowiek nie jest wart tego, abyś zmarnowała sobie przy nim życie.
      polecam Ci szczególnie tego bloga:
      mojedwieglowy.blogspot.com/
      i przeczytaj to:
      CZAS W UJĘCIU TOKSYCZNYM


      Nie od dziś wiadomo, że czas to jeden z naszych najcenniejszych aktywów. Nie ograniczałabym się tylko do tego, że czas to pieniądz. Dla mnie mój czas to głównie mój rozwój, relacje z ludźmi, przyjemności, relaks i wreszcie emocje. Żeby sobie zaoszczędzić czas na to wszystko, człowiek wymyślił najpierw koło, a potem e-maile. Toksyczni ludzie okradają swoje otoczenie z tego cennego aktywu, bo właśnie znalezienie „właściwego” dawcy jest ich pomysłem na zaoszczędzenie sobie ich własnego czasu. I nie gra tu roli, czy toksykiem jest mąż, szef, koleżanka, czy nawet własny rodzic oraz czy toksyk jest haremowym logistykiem, alkoholikiem, borderem, emocjonalnym lub finansowym bluszczem. Pasożytowanie na Twoim czasie jest ich znakiem rozpoznawczym.

      1. Jesteś okradana z czasu, który (na skutek wycofania i bierności toksycznego partnera) z coraz większą intensywnością inwestujesz w niego i wasze wspólne sprawy z całkowitym pominięciem własnego dobrostanu. Jest Ci sugerowane, że potrzeby partnera są ważniejsze od Twoich, a każdy Twój opór i żądanie zmiany proporcji zaangażowania w składowe waszego wspólnego życia nazywany jest egoizmem. Z biegiem lat retoryka toksyka-pasożyta doprowadza do tego, że czujesz się roszczeniowa, choć w potrzeby partnera i związku to Ty wkładasz najwięcej wysiłku, akceptując rzekomy obiektywizm jego bierności i jego prawo do bycia ważniejszym od Ciebie.

      2. Toksyk-pasożyt nigdy nie ma czasu dla Ciebie. Nie zastanawia się, co mogłoby sprawić Ci przyjemność, odciążyć, przyjemnie zaskoczyć. Nie wykazuje inicjatywy w codziennych kwestiach bytowych albo istotnych dla waszej relacji w ramach współmierności w dawaniu i braniu. Działa przy tym podstępnie, gdyż w słowach deklaruje gotowości do partnerskich zachowań, równoważności w zaangażowaniu w obowiązki, jednak na tym przyjemności się kończą. W życie wdraża zaledwie nikły procent tego, co deklaruje. Wiele kobiet utożsamia same deklaracje z działaniami.

      3. Dla toksyka-pasożyta nigdy nie ma dobrego czasu na porozmawianie na trudne tematy, o problemach w waszym związku albo (nie daj Boże) na temat Twoich problemów (zawodowych, zdrowotnych, emocjonalnych, rodzinnych). Nawet jeśli uda Ci się wyszarpać od niego trochę uważności i zmusisz go do wysłuchania swojej sprawy, to jest ona kwitowana szybkimi ucinającymi frazami w stylu: Nie rozumiem, jak ja mógłbym ci pomóc. Nie mieszaj mnie do tego. Trzeba było myśleć wcześniej. To są twoje sprawy. Ja się na tym nie znam. Jesteś dużą dziewczynką – poradzisz sobie. Ktoś taki z pewnością jednak znajdzie czas na dyskusje o sobie, swoich planach, chorobach, problemach. Masz być wtedy empatyczna, współczująca, wspierająca, poszukująca rozwiązań.

      4. Praca toksyka-pasożyta jest zawsze ważniejsza od Twojej pracy. Jeśli macie dla przykładu spiętrzenie problemów rodzinnych, to dla toksyka-pasożyta oczywiste jest, że to Ty z Was dwojga musisz je pozałatwiać kosztem własnego życia zawodowego i czasu pracy a nie on. Jego kariera jest przecież priorytetem Was obojga, Twoja kariera to tylko Twój problem a i to mniejszej wagi.

      5. Toksyk-pasożyt zajmuje Ci cenny czas angażując Cię w swoje pozornie wizjonerskie, a w rzeczywistości oszołomskie pomysły. Ty, chcąc go wesprzeć i nie urazić, poświęcasz jego ideom swoją inicjatywę, wiedzę, pieniądze, emocje (CZAS), on w odpowiedzi porzuca swoje projekty tak szybko, jak je wymyślił i pozostawia Cię na „polu walki” samą, żeby po jakimś czasie albo spić śmietankę z ew. sukcesu jako „ojciec projektu” albo obarczyć Cię winą za ew. niepowodzenie jako „generalnego wykonawcę”.

      6. Tracisz mnóstwo czasu na poszukiwanie sposobów dotarcia do toksycznego partnera, tłumacząc sobie, że „on nie rozumie” naganności swoich zachowań i musisz mu to jakoś wyjaśnić. Jednak ilość Twoich argumentów i starań nigdy nie przeradza się w jakość jego zrozumienia. Popełniasz błąd u podstaw, bo skuteczna komunikacja z kimś takim jest zwyczajnie niemożliwa. On słucha i rozumie tylko te rzeczy, które chce usłyszeć i zrozumieć, a nie te, które Ty próbujesz mu przekazać. To o nim są te porzekadła o wpadaniu w jedno ucho i wypadaniu drugim, o spływaniu jak po kaczce i rzucaniu grochem o ścianę. A Ty zapętlasz się i masz wrażenie, że… zaczynasz już rozmawiać sama ze sobą, a i to po raz piąty na ten sam temat. Na takich jałowych próbach komunikacji mijają Ci miesiące i lata...

      7. Związek z toksykiem kradnie Ci lata życia, ponieważ on, w przeciwieństwie do Ciebie, wchodzi w relację z zatajonym przed Tobą założeniem, że kiedy tylko najdzie go ochota zrezygnuje z Ciebie bez najmniejszych oporów i prób ratowania czegokolwiek. Pozbywa się partnerek (przyjaciół, pracowników), jak bogaty paniczyk butów po jednym sezonie – bez żalu, wątpliwości, renowacji, konserwacji, żeby bardzo szybko i bez zbędnych sentymentów wejść w kolejną relację, którą najprawdopodobniej zapoczątkował jeszcze w czasie, kiedy był z Tobą. Najpierw inwestujesz lata w życie z nim, a potem sporo czasu na podniesienie się (emocjonalne, finansowe, psychiczne) po zakończeniu tego związku.

      8. Jeśli dorobiliście się wspólnych pociech, to w ich codzienne wychowanie i utrzymanie będą w przyszłości zaangażowani wszyscy tylko nie on. Zajmowanie się dziećmi jest dla niego oczywiście stratą czasu. Niech inni poświęcą swój własny. On może być tatusiem od święta i na pokaz bez ponoszenia finansowych i czasowych konsekwencji współmiernych do bycia rodzicem, czyli pół na pół. Jego zaangażowanie można oszacować od 0 do 10% potrzeb dziecka. Co najwyżej, w przypływie gotówki (której mu co do zasady brakuje) można liczyć na jakieś (odpowiednio spektakularne i raczej krótsze niż dłuższe) inwestycje w dziecko, którego potrzeby NIGDY nie są ważniejsze niż jego własne. Jeśli ktoś ma niedojadać na skutek jego finansowych porażek, to z pewnością będą to dzieci a nie on. Niech inni też poświęcą swój czas na zarobienie na jego dzieci. On ma przecież „obiektywne trudności, pecha, wrogów”. W ten sposób toksyk-pasożyt okrada z należnego czasu i poświęcenia również własne dzieci.

      9. W pracy toksyk również zajmuje się „czasowym złodziejstwem”. Znajduje sobie osoby, które są w stanie pociągnąć jego karierę. Żeruje na ich pomysłach, sumienności, lojalności i oczywiście czasie w zamian dając klepanie po łopatce i uścisk ręki prezesa. Wielu osobom taki układ karmiciel-pasożyt, okraszony zupełnie bezwartościowymi „bonusami”, wystarcza i, nie orientując się w prawdziwej naturze tej relacji, trwają przy nim narażając się na stratę cennego zawodowego czasu, bo budują cudzy kapitał i częstokroć osłaniają wpadki i niekompetencję swojego szefa (cały czas za ów uścisk ręki).

      Jeśli masz wątpliwości, do natury relacji, w jakiej pozostajesz możesz wykonać banalną tabelkę, w której po jednej stronie wpiszesz wszystkie korzyści, które z relacji z Tobą ma „wątpliwa” osoba oraz po drugiej stronie - korzyści, jakie w tym czasie zyskałaś Ty (a może straty?). Dla jasności obrazu proponuję odrzucić wpisywanie do tabelki takich abstrakcyjnych aktywów, jak:

      - poczucie bycia docenionym,

      - poczucie bliskości,

      - poczucie przynależności do drugiej osoby,
      • zuzi.1 Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 21:54
        c.d.
        "Osoby uzależnione od toksycznej relacji lubią sobie tłumaczyć takimi trudno mierzalnymi, choć ważnymi wartościami brak realnych, ukierunkowanych na drugą stronę zachowań ze strony partnera. Takie zastępcze wynagradzanie sobie uczucia wykorzystania przesłania dowody na ewidentne złodziejstwo.

        Te walory są pustką, jeśli nie towarzyszą im adekwatne i współmierne działania partnera na Twoją rzecz. Bacznie przyglądaj się, czy rzeczywistą adresatką rzekomo na Twoją rzecz wykonywanych przez partnera czynności jesteś Ty czy Ty przy okazji, albo czy działanie to w efekcie końcowym nie miało na celu nakłonienia Cię do jakiejś formy "rewanżu" albo zmydlenia Ci oczu, czyli manipulowania Tobą. Wczytaj się w to zdanie, bo to wielka różnica.

        Każdy, kto zdoła wycofać się z toksycznej relacji nagle zyskuje mnóstwo czasu, który może zainwestować w siebie – swój rozwój, zdrowie, karierę, duchowość, pasje albo w ludzi, którzy są warci tego zaangażowania, bo umieją się zachować współmiernie - z szacunkiem do Twojego zaangażowania.

        Nie szkoda Ci czasu?"

        I tak jak napisała pade "Koniec współuzaleznienia" Beatie Mellody,
        "Sposób na kłamcę" Susan Forward;
        "Dawcy i biorcy" Cris Evatt, Bruce Feld;
        "Miłosc to wybór" Robert Hemfelt;
        "Kobiety, które kochają za bardzo" Robin Norwood;
        "Emocjonalne wampiry" Albert Bernstein;
        "Zdrowy egoizm" Rachael Richard Heller;
        "Dlaczego on nie kocha a ona za nim szaleje" Susan Forward;


        • zuzi.1 Re: Do kogo się udać po pomoc? 01.02.14, 21:57
          i jeszcze ta książka:
          www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=26&ved=0CD4QFjAFOBQ&url=http%3A%2F%2Fpl.scribd.com%2Fdoc%2F76352537%2FJohn-Bradshaw-Powrot-do-swego-wewn%25C4%2599trznego-domu&ei=U5HnUr_JPIfe7AbcvoGoBw&usg=AFQjCNHhuuVNl9IiFAe4nM73-B6lW-RGGg&bvm=bv.59930103,d.ZGU&cad=rja
      • moni_kaw Re: Do kogo się udać po pomoc? 02.02.14, 09:48
        jeżeli z jakiegoś powodu planujesz ciągnąć ten związek ( co jest dla mnie niepojęte, ale nie mnie oceniać), to wg mnie warunkiem bezwzględnym do dalszych rozważań jest:
        - odstawienie przez Pana alko!
        - znalezienie przez Pana jakiekolwiek pracy!
        wyznacz jakiś rozsądny termin ( miesiąc, dwa) i zobaczysz czy jest sens dalej się łudzić;
    • lilyrush Re: Do kogo się udać po pomoc? 02.02.14, 10:07
      nie ma ofiar, sa ochotnicy
      smutne ale prawdziwe- każdym swoim postem potwierdzasz współuzależnienie i to, ze pasozyt ma niezła siłe odddziaływania
      dziecka mi w tym szkoda, bo wychowa sie w patologicznym dom i zapewne to potem odziedziczy
      • azja001 Re: Do kogo się udać po pomoc? 02.02.14, 11:59
        Jesteś naiwna i dopóki tego nie zmienisz on bedzie pasożytem i bedzie cie wykorzystywał. Gdyby powinęła ci sie noga i nagle nie mogłabyś pracować on zniknąłby dosyc szybko, zapewne "zakochałby" sie w następnej naiwniaczce gotowej do poświęceń.
        Jedyna rada to odejść i dać sobie szansę na lepsze życie.
    • czerwonami Re: Do kogo się udać po pomoc? 02.02.14, 13:41
      Przeczytałam, co napisałyście, przejrzałam linki, blogi, literaturę. Trafiony-zatopiony. W związku z tym wszystkim prośba o podanie namiaru do kogoś, kto mógłby mi pomóc samej ze sobą we Wrocławiu. Sprawdzony psycholog, psychoterapeuta. Może być prywatnie.
      • fituq Re: Do kogo się udać po pomoc? 02.02.14, 14:20
        Podałam ci wcześniej namiary na OIK
        www.google.pl/search?q=o%C5%9Brodek+interwencji+kryzysowej+krak%C3%B3w&ie=utf-8&oe=utf-8&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a&gws_rd=cr&ei=M0XuUvv5L4-jhgfw64C4Dg
        zadzwoniłaś do takiego w swoim rejonie?
        mają tam psychologów, i zapewne bazę danych numerów gdzie jeszcze z danym problemem możesz się udać.
        bo nie wiem czy na forum akurat siedzi ktoś stricte z tym problemem, stricte z Wrocławia i stricte znający dobrego terapeutę
        A chyba o to Ci chodzi żeby problem rozwiązać ? zacznij dzwonić żeby mieć większą wiedzę.


      • pade Re: Do kogo się udać po pomoc? 02.02.14, 14:57
        Może pani Agnieszka Ci podpowie.
        Fajnie, że chcesz iść na terapię:)
        Trzymam kciuki!
    • lilith76 Re: Do kogo się udać po pomoc? 03.02.14, 13:29
      Jesteś moją dobrą koleżanką sprzed kilku lat?
      To dokładnie jej historia. Zdanie po zdaniu.
      Może ta chłopina to spadek po niej?
      Jej jeszcze zostały długi do spłacenia, bo by mu ulżyć, na siebie brała kredyty.

      Po rozum poszła do głowy, gdy dzieci miały jakieś 7 lat. W kilka godzin się spakowała i ewakuowała.
      • lilith76 Re: Do kogo się udać po pomoc? 03.02.14, 13:38
        Tzn ona nadal jest dobrą koleżanką :)
        Tylko zamknęła tamten rozdział... hmm jakieś 4-5 lat temu...
        • andalus Re: Do kogo się udać po pomoc? 03.02.14, 19:31
          nie wiem jaki są możliwości we Wrocławiu. Jako pierwsze miejsce oczywiście może być Punkt Interwencji Kryzysowej. Jakkolwiek nie liczyłabym tutaj na dłuższą i skuteczną terapię.
          Znajdź dobrą terapię przy poradni dla uzależnionych. Szukaj, bo tam też pracują tacy co odwalają robotę. Moment, w którym jesteś jest idealny do rozstania, jesteś niezależna finasowo, masz mieszkanie. Pomyśl, że za jakiś czas sytuacja może się zmienic bardzo na niekorzyść.
          Pytanie do ciebie czego oczekujesz od ew. terapii- czy pozbierania się i podjęcia decyzji o rozstaniu czy też próbujesz coś z panem zdziałać. To musisz wyartykułować od razu u terapeuty bądź dość szybko zdecydować. Bo praca z terapeutą raczej nie jest skierowana na szybkie rozwiązanie problemu. Po co tracić czas na spowiadanie się z przeszłości - tak wiem są zwolennicy.Ale życie z alko to koszmar i naprawdę może keidyś przyjdzie czas na grzebanie się e dzieciństwie. Ja trafiłam na dobrego terapeutę już sporo po rozstaniu z mężem, jest zupełnie inny niż reszta i jestesm zadowolona z efektu. I jeszcze jedno - terapia małzeńska z czynnym alkoholikiem jest bez sensu.
    • tully.makker Re: Do kogo się udać po pomoc? 04.02.14, 09:12
      Z doswiadc zernia wiem, ze nic tak nie weryfikuje rzeczywistych uczyuc partnera jak postawienie konkretnych warunkow dotyczacych zmian, jakie ma wprowadzic w swoim zyciu, ktore umozliwia kontynuowanie zwiazku. oczywiscie, musisz sie do tego dobrze przygotowac, zeby miec pewnosc, ze pojdziesz za ciosem w przypadku, gdy pan odmnowi podjecia dzialan naprawvczych. czyli:
      podjecie pracy - jakiejkolwiek nba pcozatek, zeby cokolwiek przyniosl do domu. Miesiac? Dwa miesiace na to?
      porzucenie nalogow, na ktore go nie stac. Koniec z fajkami. Mozna przestac palic z dnia na dzien, wiem, bo sama tak przestalam. Wystarczy odpowiednia motywacja.
      AA lub inna terapia dla uzaleznionych od alkoholu.

      To na poczatek, a potem mozna rozwazac dalsza prace nad zwiazkiem, oczywiscie pod warunkiem, ze pan podejmie wyzweania - obstawiam, ze nie, ale moze bedziesz w tych 5% ktorym zdarzyl sie cud.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka