Dodaj do ulubionych

singiel 0 vs. brak sensu 1

17.03.14, 21:28
Nie udało mi się założyć rodziny i muszę się liczyć z tym, że tak już pozostanie.

Mam dość nieustannej nadziei i ciągłych rozczarowań; nie mam siły ani kasy na kolejną terapię. Wiem co, jak i czemu, ale nie mogę lub nie umiem tego zmienić.
Prawdopodobnie będę sama, chcę to przyjąć, tylko co dalej?

Wielomiesięczne, kilkuletnie już poszukiwania innego niż własna rodzina planu życia nie dały rezultatu.Nie wiem, czego chcę innego.
Wystarczająco dobra robota - ale nie jestem typem karierowiczki.
Są przyjaciele, ale źle się czuję wśród nich jako singiel. Izoluję się. Na spotkaniach towarzyskich towarzyszy mi poczucie "co ja tutaj robię?"
Podobne poczucie pustki i bezsensu pojawia się przy próbie podejmowania nowych aktywności, większość z tych rzeczy okazuje się nietrafiona i pogłębia frustrację.
Jest hobby - ale to też tylko "przyprawa", a nie sedno życia.
Jestem na antydepresantach, ale moja choroba jest właściwie w remisji, takie po prostu jest życie [cytat z rozmowy z lekarzem, zgadzam się z tym].

Poza tym potrafię się cieszyć z głupot i bardzo cenię drobne uśmiechy codzienności.

Ostatni pomysł na życie? Odpykać je po prostu, jak nudny wykład. Nie liczyć na szczęście. Wypełniać obowiązki. Porażki przyjmować z perspektywy końca nudnego wykładu - co mi zależy... mogę się zwijać kiedykolwiek.

No ale skoro tu piszę, to jeszcze mam nadzieję, że uzyskam od Was jakąś podpowiedź.
Obserwuj wątek
    • nammkha Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 17.03.14, 23:08
      A może jakiś wolontariat? Może problem nie polega na tym, że nie masz rodziny, tylko na tym że czujesz się niepotrzebna? Wyjedź na drugi koniec świata, np. do afryki budować szkoły i studnie. To da ci sens istnienia:) Mówię serio.
    • zuzi.1 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 17.03.14, 23:09
      Może poszukaj sobie drugiej takiej samotnej osoby jak Ty tej samej płci, lub samotnej matki z dzieckiem, wówczas może odnajdziesz swój sens życia...może to nie będzie milosc, ale chociaż fajna przyjaźn ? ;)
      • triss_merigold6 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 08:57
        I czepi się jej jak rzep psiego ogona. Tak, oczywiście, samotnej matce z dzieckiem najbardziej potrzebna jest rola czasoumilacza dla singielki, która szuka sensu życia.
        • zuzi.1 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 13:32
          Ale może singielce przydałaby się taka koleżanka, której mogłaby pomóc, a nie tylko z jej towrzystwa korzystac, nie pomyślałaś o tym Triss. Obie mogą sobie dawac i brac nawzajem od siebie, to czego potrzebują. W tym wszystkim mogą wzmacniac się emocjonalnie wzajemnie.
        • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 17:35
          A może to samotnej matce przyda się nieobarczony dziećmi czasoumilacz, by wiedzieć że jest nie tylko matką i nie zawsze samotną? Sens może nie życia, ale przynajmniej paru godzin jak w banku.
    • anaiss Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 17.03.14, 23:11
      Strasznie banalnie to brzmi, ale jeśli nie jesteś umierająca to to wszystko może jeszcze się zdarzyć, czasami zdarzenia przychodzą do nas akurat wtedy, kiedy przestajemy na nie liczyć. Oczywiście, może nie być dokładnie tak, jak to sobie wyobraziłaś, ale to nie znaczy, że będzie gorzej. Czasami właśnie przywiązujemy się do jakiegoś wyobrażenia o sobie typu mąż, długi welon, mały biały domek, szkoła rodzenia itd., a przecież Rodzina to nie tylko mąż, a macierzyństwo nie oznacza koniecznie bycia w ciąży.
      • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 10:04
        Mi się wydaje, że trzeba szukać wyjścia z sytuacji zawsze. To, że ktoś ma depresję, nie ma partnera, nie ma pieniędzy, jest mu źle, etc. to realne doznania, trudno znaleźć na nie czasem rozwiązania, ale dobrze mieć świadomość, że nie z takich sytuacji ludzie się podnosili.
        Ja sobie czasem myślę, jak to się dzieje, że kiedy ludzie naprawdę potrzebują pieniędzy np. spotyka ich strasznie kosztowna choroba dziecka, to udaje im się je zdobyć, albo sa osoby, które wychodzą ze strasznych koszmarów, ze strasznych domów, z wojen, i dalej żyją. Ciężko przenieść doświadczenia takich osób na swoje życie, bo jakoś trzeba szukać własnych rozwiązań, ale samo przekonanie, że takie rozwiązania ISTNIEJĄ, że ludzie znajdują gdzieś siłę przy naprawdę krtańcowych sytuacjach, mi dużo daje.
    • teodozja_z Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 11:01
      Poczytaj sobie o tych wszystkich problemach mężatek, rozwódek, matek i ciesz się, że Ciebie to nie dotyczy :) Uwierz, rodzina to nie tylko miód i czasem człowiek wzdycha do samotności.
      A poza tym rzeczywiście spróbuj się zrealizować w jakiejś akcji pomocowej. Może niekoniecznie w Afryce, w Polsce też są ludzie potrzebujący. Może jakaś samotna staruszka albo osoba niepełnosprawna, może praca w świetlicy środowiskowej, w hospicjum? Nie wiem jak jest z adopcją dziecka dla osoby samotnej, ale może wystarczyłoby, żebyś odwiedzała jakiegoś dzieciaka w domu dziecka. Poszukaj.
      No i oczywiście nigdy nie ma tak, że już NA PEWNO i NIGDY nie masz szans na rodzinę. Znam osoby, które szczęśliwie znalazły swoją połówkę w okolicach pięćdziesiątki. Natomiast nie żyj ciągłą nadzieją, nie skupiaj się na tym, nie zadręczaj. Zdarzy się, to ok, a jak nie, też próbuj być radosnym, potrzebnym innym singlem.
      • igge Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 12:56
        a ja znam staruszkę, która znalazła swoje szczęście i drugą połówkę dopiero grubo po 60, serio. Swoją drogą bardzo zadbana i ciekawa kobieta.
        Moja młodsza od niej dużo teściowa zamiast ją ze mną i z moją córą podziwiać: złośliwie i z nutką zazdrości stwierdziła, że staruszki ładna blond fryzura to na pewno musiała być peruka :).
        Staruszka podróżuje, bywa w spa, zna (i pamięta, mój szacunek) 2 obce języki, fajnie się jej słucha, ma cudne wspomnienia, a drugi (właściwy) mąż od kilku lat nie żyje (spędzili razem 7 lat).
        Nigdy nie wiesz co czeka Cię w przyszłości.
        Znam kilka singielek, jedną mam w najbliższej rodzinie i ...nie widzę jakoś realnego powodu do smutku i rozpaczy. Cieszę się, że moja dorastająca córka ma dookoła wiele modeli życia, na których może się wzorować (nie tylko ten tradycyjny mężaty i dzieciaty). Jedna znajoma singielka wyjeżdża do Chin i Egiptu. Pracuje, uczy języka na uczelni. Ma 3 koty i miała psa (i siostrę plus jej dorosłe dzieci). Ma sporą nadwagę więc czas zajmuje jej nie tylko komputer ale bieganie na różne fitnessy. Jej rodzice nie żyją. Piecze wspaniałe pączki i robi humus mniam mniam. Ma niewielu przyjaciół. Druga singielka ciągle oszczędza kasę na kolejne podróże w ciepłe kraje. Naprawdę dużo i często podróżuje, czasami sama, czasami z koleżanką. Skończyła SGH, dodatkowe kursy, jest księgową. Wstaje koło południa, dopasowała sobie do tej przyjemności i zwyczaju pracę :). Jest sową: długo w nocy czyta/ogląda/pielęgnuje urodę. Jest szczuplutka i zadbana. Nie będzie już miała swoich biologicznych dzieci, zresztą pewnie obie nie, są dobrze po 40. Ta druga nie umie gotować i generalnie pozwala skakać wokół siebie swojej starszej mamie. Żyje jakby miała 20 lat, to raczej miłe ? Jedynym obowiązkiem jest praca (a i to nie do końca bo ma super pracodawcę) i ma czas/kasę/siły na różne frajdy. Obie mieszkają same we własnych mieszkaniach i nie muszą się do nikogo dopasowywać, wszystko robia "po swojemu".
        Aha jest jeszcze moja mama, też singielka od lat kilkudziesięciu. Ma mnóstwo przyjaciółek, znajomych, odwiedza je często, razem biegają do teatru, do sklepów, na wyprzedaże, promocje, na kawę. Jak zdrowie dokucza - spędza czas w łóżku ale najczęściej jak to zauważa z dezaprobatą i zadziwieniem mój domator mąż - biega od świtu do nocy po mieście, nie siedzi w domu prawie wcale. Szydełkuje i daje w podarunku np piękne wydziergane anioły.
        Gotuje po mistrzowsku i szuka nowych smaków, przepisów. Lata singielstwa nauczyły ją przeogromnej zaradności i samodzielności i ....robienia wszystkiego tak jak sama chce i lubi, "po swojemu". Ludzie spędzający czas z mężem i dziećmi muszą non-stop się do nich dopasowywać i przyzwyczaić do małych i dużych kompromisów.
        Autorce wątku życzę wielu pomysłów na fajne spędzanie czasu, zapisania się na jakieś zajęcia, jazdę konną, kurs języka, warsztaty psychologiczne gdzie będzie poznawać ciekawych ludzi w różnym wieku. I przede wszystkim życzę jej zdrowia i nie wpadania w depresję, która potrafi obrzydzić każdą chwilę. Powodzenia. Pozdr
        • igge Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 13:02
          PS:
          Kryska_na_m :)
          Kup/adoptuj szczeniaka lub kociaka a najlepiej dwa. Trudno będzie Ci wpaść z powrotem w depresję albo będziesz widziała, że depresja się zbliża jak te stwory zarzucą Cię obowiązkami i (w okresach remisji) frajdą i ciepłem...
        • sebalda Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 13:11
          Autorka zajęcia i inne aktywności uznała za protezy, więc to jej raczej nie pomoże. Ale ja bym jednak spróbowała poszukać jakiegoś wolontariatu. Praca z trudną młodzieżą, świetlica środowiskowa, doradztwo w instytucjach kryzysowych (może są jakieś kursy umożliwiające taką pracę). Hospicjum nie jest dla każdego, ale może zajęcia z dziećmi w szpitalu, niekoniecznie umierającymi? Praca w schronisku dla zwierząt? Poczucie bycia potrzebnym, to jest chyba ważne.
    • alpepe Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 13:13
      miliony ludzi tak żyją, co więc cię tu dziwi?
    • igge Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 13:46
      ja też "mogę się zwijać kiedykolwiek" z tego ("Nudnego " ???!) wykładu :)
      I co z tego? Tym bardziej musisz traktować każdy dzień jak gdyby był ostatni i spędzać go...no właśnie jak...z sensem, robiąc to co uważasz za ważne, a nie tylko pilne.
      Nie wierzę, że jeśli nie masz depresji, to zupenie nie chce Ci się nic robić, nie ma w Twoim życiu radości, satysfakcji, spełnienia (mnie dzisiaj dają spełnienie ciasteczka jeżyki kokosowe, które mogę łykac jak tresowana foka, rzucane z daleka). Jeśli kariera zawodowa nie i nowe zajęcia też nie to może jednak po prostu: "robienie tego co do Ciebie należy" dałoby to poczucie sensu?
      I/A może to co proponowały wyżej forumki : jakaś pomoc innym, nawet bliskiej rodzinie, opieka nad starszym dziedkiem/mamą jeśli nie nad kimś obcym?
      Co prawda mam w rodzinie niesprawną intelektualnie starszą prawie 20 lat ciocię i ...boję się/ nie podejmuję się opieki nad nią, boję się, że nie każdy rodzaj relacji daje poczucie sensu zamiast stanowić tylko rodzaj ciężaru.
      Wydaje mi się, że Ty niepotrzebnie zafiksowałaś się na tym pragnieniu zerwania z byciem singielką.
      Nawet wśród przyjaciół czujesz się niefajnie, to dziwne. Dlaczego skupiasz się na tym, że oni są sparowani, to przecież mało istotne, obiektywnie.
      Pomyśl, jeśli jutro miałoby być ostatnim dniem Twojego zycia, co chciałabyś jutro robić?
      Pójść na koncert, do ulubionej kawiarni, klubu, spędzić godzinę z kimś kogo lubisz, kto jest ważny, popływać w basenie, odwiedzić ojca?
      Przemyśl sobie swoją hierarchię wartości. Wydaje mi się, że nie cenisz dostatecznie tu i teraz, tego co już masz od zycia. I jakoś za wysoko stanowczo postawiłaś sobie obecność w Twoim życiu partnera i dzieci. Popracuj nad swoją hierarchia wartości. Losu/życia nie zamienisz na inne ale swoją ocenę sytuacji, sąd wartościujący możesz zmienić zawsze, cierpliwości...
      • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 14:29
        Ja rozumiem chyba trochę Autorkę. Życie samemu może być ciężkie. Ja czasem mam taki sen, że jestem sama, że mąż mnie zostawił, i to jest dla mnie lekko koszmarny sen. Zastanawiam się, czemu go mam... W tym śnie nie szukam ani psa, ani przyjkaciół, ani nic innego. Może jakiś psychoanalityk by mi to wyjaśnił, albo mąż faktycznie gdzieś zamierza znikanąć?!? Jakby było do wyboru samotność, choroba, bieda, etc. to nigdy bym nie wybrała samotności.
        • igge Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 14:56
          mąż może umrzeć znienacka, mieć np wypadek
          Lepiej byc przygotowanym na taką ewentualnośc i mieć plan B :)
          Myślę Paris, że łatwo zatracić się w miłości, obecności kochanego człowieka
          Zatracić się w jakiejś superważnej dla nas wartości, którą, tu piszesz, jest dla Ciebie mąż
          Lepiej, przezorniej, bezpieczniej, sensowniej mieć oparcie przede wszystkim w sobie, w swoim człowieczeństwie (racjonalność, szerokie kontakty społeczne człek to zwierzę racjonalne i społeczne) i dopiero z tej pozycji kochać mądrze i dojrzale kogoś drugiego, np męża. Nie wisieć na nim psychicznie. Żeby nie było, ja dopiero się uczę nie zatracać się w wartościach tylko racjonalnie zgodnie z nimi postępować. Pozdr
    • hunkis Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 15:10
      W takim układzie brakuje tej drugiej osoby do wspólnoty, ja np bardzo wiele rzeczy wolę robić z kims bliskim niż w pojedynkę. Więc poniekąd rozumiem bezradnośc gdy się patrzy wokoło i myśli "kurcze, czym mam wypełnić z sobą czas? wszyscy w jakichs parach dziela radości, smutki, zaprzęgnięci do wozu z domem rodzina i dziećmi życie samo dało im cel - a ja zostalam na marginesie i od poczatku do końca sama muszę wymyslac kim być gdy jedyne co umialam to wpasowac się w sterotyp"

      Nawet jesli w okolicy będzie samotna kolezanka do towarzystwa to bardzo często pojawia się rywalizacja jak tylko jakis potencjalny facet się pojawi na horyzoncie, zazdrośc o czas, albo olanie drugiej osoby- jesli byla tylko "do towarzystwa" łatą na samotnosć.

      Zawsze mnie rozkładają na łopatki porady forumowiczów dla osób samotnych, wycofanych, będących na skraju depresji lub w depresji, z poważnym deficytem energetycznym
      porady - by zajęły się pracą w hospicjum, domu dziecka, pomocą społeczna itd.
      Ludzie, takie osoby same potrzebują by ktoś się nimi choć przez chwilę bezinteresownie zajął, doładował energią, przytulił, poprowadził za rękę. Skąd ona ma teraz wziać energię wewnętrzną by się zajmowac problemami innych, patrzyć na śmierć i choroby w hospicjium?
      Chyba wam chodzi o to, żeby ją do samobojstwa namówić.
      • triss_merigold6 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 15:19
        Ale nie można liczyć na to, że taką zdrową, sprawną samotna osobą ktoś się opiekuńczo zajmie dłużej. Przez chwilę tak, ale nie rok, dwa, resztę życia. To obciążające i niesie ryzyko, że samotna będzie sobie uzurpowac prawo do cudzego czasu i że będzie chciała towarzyszyć nam częściej niż jestesmy w stanie znieść. No i kto mógłby to zrobić, chyba ktoś z rodziny albo równie samotni przyjaciele.
        • hunkis Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 15:42
          Nie wszyscy samotni zachowują się pijawkowato. Zdarza się ze to mężatki są bardziej roszczeniowe wobec czasu singielki- bo ona nic nie musi więc może pomagać/zalatwić/popilnować"..
          Autorka sama napisala, że się wycofuje ze spotkań towarzyskich z parami. Może wokoło ma osoby "mocno sparowane" i stad dyskomfort, może warto rozejrzec się za innymi znajomymi.
          Mam dwie przyjaciółki z ktorymi od lat się spotykamy bez względu na to, czy i z kim która z nas jest w związku czy samotna. Żadnej nie przeszkadza stan aktualnego "sparowania" drugiej. Da się.
          Natomiast rady forumowe "jak źle ci samej bez rodziny- to idź działać w hospicjum" są ni przypiąl ni przyłatał.
        • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 18:38
          Nie sądzę, aby zdrowe, sprawne samotne osoby oczekiwały innego rodzaju opieki niż normalne towarzystwo. Choć to pewnie zależy od człowieka - pewnie są tacy samotni, których tak przeraża wizja samotności, że się wczepią. Nie wiem. Ja znam raczej odwrotność - kobiety tak wczepione w swoich mężów/rodziny, że nie staje czasu na choćby zwykłą kawę z singlem. Ja rozumiem, mam rodzinę, dziadków dajmy na to i ci dziadkowie tak rzadko widują wnuków więc w każdą sobotę do dziadków, w niedzielę w rodzinnym gronie, a potem płacz i zgrzytanie zębów, że coś poszło nie tak, mąż poszedł, dzieci poszły, a wszystkie koleżanki są gdzieś indziej i nie można znaleźć wspólnego języka.

          choć może niepotrzebnie wróżę z fusów
    • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 17:30
      Z jednej strony marzenia się spełniają - jeśli się je ma - z drugiej strony - każdemu to na czym mu najmniej zależy... =)

      Piszesz:
      > Wiem co, jak i czemu, ale nie mogę lub nie umiem tego zmienić.
      To na razie napisz nam co jak i czemu, a my się temu przyjrzymy z naszej perspektywy i może wtedy dostaniesz jakąś poradę inną niż hospicjum. Porady z zewnątrz są o tyle fajne, że ludzie nie mają Twojej blokady - nie mogę/nie umiem zmienić. Może jest coś do zrobienia co jednak możesz/umiesz.

      Ja osobiście uważam, że fajny człowiek robiący fajne rzeczy trafia na fajne osoby. Ale to w bardzo dużym uproszczeniu.

      I w ogóle wyczuwam jakąś desperację, całkowicie Cię blokującą. Zero luzu, pójścia na żywioł, bo w końcu to Najważniejsza Rzecz na Świecie - utrata dziewictwa/utrata singlostwa. Trochę przypominasz mi tego gościa z Seksu w Wielkim Mieście, który zaprosił Carrie do urządzonego pod kątem przyszłej rodziny mieszkania (pokoik z przeznaczeniem na dzieci...), by poznała wszystkich jego sparowanych przyjaciół, którzy będą jej uzmysławiać jakim to skarbem do wzięcia jest ten gość - oczywiście, nie wyszło.

      Czasami w takich sytuacjach należy zrobić jeden mały, ale szalony krok. Szalony znaczy inny niż Twoje przyzwyczajenia. Nawet jeśli od razu nie wyjdziesz z tym z pierścionkiem zaręczynowym wyjdziesz z przekonaniem, że może Twoje blokujące Cię nawyki uniemożliwiają rzecz absolutnie możliwą. Ja próbuję. Krok do przodu krok do tyłu.

      BTW, rozejrzyj się po facetach z przeszłości. Zawsze jakiś się w nas kochał, co zupełnie uszło naszej uwadze=) Nawet jeśli jest sparowany, to może ma fajnego kumpla. Albo powiedz koleżankom w parach, że Cię wkurzają i niech wreszcie ruszą kupry w poszukiwaniu kogoś dla Ciebie. Bo może one wcale tak tego nie widziały - robiłaś dobrą minę do złej gry. No nie wiem. Zrób wreszcie coś szalonego. Ale w zgodzie z sobą.
      • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 18:52
        Tak mi przyszło do głowy, że potrzeby miłości, przyjażni, posiadania dzieci, tworzenia czy hobby to zupełnie inne potrzeby i nie da się zastąpić jednej drugą. Stąd nie da się przygotować na czyjąś śmierć, w znaczeniu chyba Igge - by znaleźć jakąś idee. Można zapełnić czas czymś innym - uczyć się sanskrytu lub hodować pieski, ale to jest tylko jakiś rodzaj tłumienia tych potrzeb. Jak jedzenie zamiast seksu;)
        I jednocześnie - im więcej potrzeb jest zaspokojonych, tym pewnie łatwiej żyć. Można starać się pogodzić "na dobre" z brakiem partnera, ale ja nigdy bym do tego nie namawiała. Raczej do szukania i akceptacji, że teraz może jest czas bez tej miłości:) I pamiętania, że mimo że w sumie w miłości jakaś kluczową wartością jest szczerość różnorako rozumiana, a Twoja depresja/załamania to część Ciebie, to jednak nikt nie marzy o partnerce na depresantach, narzekającej, załamanej. Stąd jeśli wiesz, w czym Twój problem (oprócz tego braku partnera), to jednak zrób wszystko, by te problemy faktycznie rozwiązać. Bo z postu to jednak wydaje się, że nie są do konca rozwiązane. W sumie też mnie zaciekawiło, co to za problem, który tak rozpracowałaś, ale nadal jesteś w depresji.
        • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 18:53
          Poganiaja mnie:)))
          I jeszcze, najtrudniejsze jednak moga być potrzeby "relacyjne", bo banalnie - wszystko się kupi oprócz miłości/przyjaźni. No tak chyba już jest.
          • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 22:27
            Ech, kurde, kobitki. Wróciłam właśnie po dość ciężkim dniu.
            Ile wpisów!
            Momentami nawet PRAWIE forumowa jatka, ha ha ha :>>>>
            Momentami trafiacie w sedno, a czasem zupełnie obok. I się poryczałam.
            Odpiszę na spokojnie, dobrej nocy ;)
            • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (1) 19.03.14, 22:51
              Zabieram się za odpowiedzi, postanowiłam się odnieść przede wszystkim do tych odpowiedzi, w których szczególnie coś mnie uderza. Dzięki serdeczne za wszystkie wpisy i wyrazy życzliwości :)

              Poczytaj sobie o tych wszystkich problemach mężatek, rozwódek, matek i ciesz się, że Ciebie to nie dotyczy :) Uwierz, rodzina to nie tylko miód i czasem człowiek wzdycha do samotności. 

              Też o tym myślałam, patrząc na to forum ;) To, że nie dotyczą mnie problemy mężatek, to również zasługa moich wyborów – nie wydałam się za facetów, którzy nie rokowali. I dobrze.

              A poza tym rzeczywiście spróbuj się zrealizować w jakiejś akcji pomocowej. Może niekoniecznie w Afryce, w Polsce też są ludzie potrzebujący. Może jakaś samotna staruszka albo osoba niepełnosprawna, może praca w świetlicy środowiskowej, w hospicjum?

              Mam za sobą epizod pomocy w takiej placówce i nie wspominam tego dobrze. Chyba dlatego, że tego nie czułam, chyba równie dobrze było tam ze mną jak i beze mnie.
              Podobnie było z innymi działaniami tego typu, gdy próbowałam, dawałam szansę [pomoc przy organizacji różnych wydarzeń]. Często czułam się nie na miejscu. Nauczyłam się jednego: nic na siłę.
              W tej chwili próbuję włączyć się w coś, do czego mam przekonanie i co czuję, ale jest to bardziej praca w czterech ścianach.
              Co do pomocy potrzebującym: skoro samotna staruszka, to czemu nie ktoś bliższy? Mam w rodzinie taką osobę, ona wie, że może na mnie liczyć. Nie zdecyduję się jednak na zintensyfikowanie kontaktów, jest to dla mnie nużące i trudne. Pomagam w pewnym zakresie - i żadna w tym moja zasługa! ale nie będę się na zaś deklarować z działaniami, o których wiem, że będę musiała się do nich mocno przymusić. Udaje mi się zmobilizować do pewnego stopnia. Nie przepadam za tym, ale cieszę się, że mogę pomóc; wdzięczność tej osoby jest również nagrodą.

              Autorka zajęcia i inne aktywności uznała za protezy, więc to jej raczej nie pomoże. Ale ja bym jednak spróbowała poszukać jakiegoś wolontariatu. Praca z trudną młodzieżą, świetlica środowiskowa, doradztwo w instytucjach kryzysowych (może są jakieś kursy umożliwiające taką pracę). Hospicjum nie jest dla każdego, ale może zajęcia z dziećmi w szpitalu, niekoniecznie umierającymi? Praca w schronisku dla zwierząt? Poczucie bycia potrzebnym, to jest chyba ważne.
              --------------------------
              Zawsze mnie rozkładają na łopatki porady forumowiczów dla osób samotnych, wycofanych, będących na skraju depresji lub w depresji, z poważnym deficytem energetycznym 
              porady - by zajęły się pracą w hospicjum, domu dziecka, pomocą społeczna itd. 
              Ludzie, takie osoby same potrzebują by ktoś się nimi choć przez chwilę bezinteresownie zajął, doładował energią, przytulił, poprowadził za rękę. Skąd ona ma teraz wziać energię wewnętrzną by się zajmowac problemami innych, patrzyć na śmierć i choroby w hospicjium? 

              PROTEZY, PROTEZY, to jest dobre słowo. Chciałabym dodać, że nie uznałam tego ot, tak sobie, były jakieś próby :D
              DEFICYT ENERGETYCZNY to kolejne określenie trafiające w samo sedno. To znaczy tak, ja spełniam obowiązki, są też zajęcia dodatkowe, jestem nawet dość sumienna, ale nuży mnie to i męczy.

              Co nie zmienia faktu, że czasem, gdy uda się coś skutecznie zrobić, załatwić – jest satysfakcja.

              CDN.
              • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (2) 19.03.14, 22:54
                Nie wierzę, że jeśli nie masz depresji, to zupenie nie chce Ci się nic robić, nie ma w Twoim życiu radości, satysfakcji, spełnienia (mnie dzisiaj dają spełnienie ciasteczka jeżyki kokosowe, które mogę łykac jak tresowana foka, rzucane z daleka). Jeśli kariera zawodowa nie i nowe zajęcia też nie to może jednak po prostu: "robienie tego co do Ciebie należy" dałoby to poczucie sensu? 

                Niewiele znajdziesz osób bardziej najaranych na małe, codzienne radości, niż ja [coś jak Twoje jeżyki] :) Serio piszę. Cieszą mnie głupoty i małe rzeczy, coś jak klimat z Amelii.
                Natomiast to są przyprawy, brak dania głównego.
                „Robienie tego, co do mnie należy” daje jak najbardziej pożądane poczucie kontroli, ale nie poczucie spełnienia.

                Ale nie można liczyć na to, że taką zdrową, sprawną samotna osobą ktoś się opiekuńczo zajmie dłużej. Przez chwilę tak, ale nie rok, dwa, resztę życia. To obciążające i niesie ryzyko, że samotna będzie sobie uzurpowac prawo do cudzego czasu i że będzie chciała towarzyszyć nam częściej niż jestesmy w stanie znieść. No i kto mógłby to zrobić, chyba ktoś z rodziny albo równie samotni przyjaciele.
                ----
                Nie wszyscy samotni zachowują się pijawkowato. Zdarza się ze to mężatki są bardziej roszczeniowe wobec czasu singielki- bo ona nic nie musi więc może pomagać/zalatwić/popilnować".. 
                Autorka sama napisala, że się wycofuje ze spotkań towarzyskich z parami. Może wokoło ma osoby "mocno sparowane" i stad dyskomfort, może warto rozejrzec się za innymi znajomymi. 

                Ja się wycofuję ze spotkań, nie tylko zresztą z parami. Pijawka w 100% nietrafiona :D Raczej żale, że tak się wycofuję i unikam znajomych. A czemu unikam? Albo dlatego, że to pary i rodziny, oni już się w życiu ustabilizowali, a ja ciągle szukam, pędzę, rozglądam się, to nie jest miejsce dla mnie. A inni samotni? Kurczę, no ja się nudzę chyba na takich spotkaniach...

                Piszesz: 
                > Wiem co, jak i czemu, ale nie mogę lub nie umiem tego zmienić. 
                To na razie napisz nam co jak i czemu, a my się temu przyjrzymy z naszej perspektywy i może wtedy dostaniesz jakąś poradę inną niż hospicjum. Porady z zewnątrz są o tyle fajne, że ludzie nie mają Twojej blokady - nie mogę/nie umiem zmienić. Może jest coś do zrobienia co jednak możesz/umiesz. 


                Trudno mi pisać wprost o wszystkim na forum.
                Zbyt ogólnie to zabrzmi, ale mam w sobie nierozstrzygnięte i sprzeczne konflikty, wartości, potrzeby. I mi nie jest łatwo kogoś znaleźć, i komuś nie jest łatwo ze mną być. To raz.

                Mniej już ogólnie: mix połączenia poczucia wyższości i niższości. Naraz. Czasem czuję pogardę do osób mi życzliwych, a słabszych – jednocześnie takich, które mi nie zagrażają. Czuję natomiast respekt do osób pozornie silnych, o których zainteresowanie nie jest łatwo. Silny-słaby to mogą być, rzecz jasna, pozory. Mechanizm raczej destrukcyjny. Pewnie powinnam budować własne poczucie wartości, pozwalające mi na zaakceptowanie WŁASNYCH, a potem cudzych, słabości. A także pozwalające na poczucie się silną i bezpieczną sama ze sobą. No i proszę, jaka autodiagnoza :D Ale nie bardzo mi idzie.

                No i, rzecz jasna, facet ma mi wiele moich problemów naprawić. (Taa, jasne, a to przecież w związku moje problemy wyjdą tym bardziej). No ale ma mnie przekonać, że jednak jestem fajna, piękna, wspaniała. Nie byle jaki facet, to musi być naprawdę mocna figura: jak się przyklei do mojego ZERA, to zyskam na wartości, i to ile!
                [Ale z drugiej strony, dziewczyny, to też jest naturalne: która z nas nie pragnie męskiego faceta, którego może podziwiać? A, trochę wbrew temu co napisałam, ja też potrafię zaakceptować czyjeś słabości, nawet wspierać :D Mam pokłady wyrozumiałości i wrażliwości.]
                Oczywiście, TY SAMA MUSISZ NAJPIERW SIEBIE POKOCHAĆ.
                Jednakże: patrz niżej...

                I w ogóle wyczuwam jakąś desperację, całkowicie Cię blokującą. Zero luzu, pójścia na żywioł, bo w końcu to Najważniejsza Rzecz na Świecie - utrata dziewictwa/utrata singlostwa.

                ----
                I jednocześnie - im więcej potrzeb jest zaspokojonych, tym pewnie łatwiej żyć. Można starać się pogodzić "na dobre" z brakiem partnera, ale ja nigdy bym do tego nie namawiała. Raczej do szukania i akceptacji, że teraz może jest czas bez tej miłości:)


                To jest desperacja. Napisałam wyżej, że mężczyzna ma mi pomóc w uzyskaniu jakiegośtam poczucia własnej wartości [i tu można powiedzieć, że to niezdrowe]. Ale tu dochodzą całe lata niezaspokojonych potrzeb związanych właśnie z relacjami damsko-męskimi: od dziesięciolatki, która chciała podobać się rówieśnikom (a zainteresowania od kolegów nie miała za bardzo), poprzez analogiczne sytuacje, również zranienia, aż do teraz. Z niewielkimi, a czasem większymi, wyjątkami.
                U mnie to nie jest teraz „czas bez tej miłości”. Moje niemal całe życie to czas bez tej miłości.

                I w tym momencie trudno jest, ot, tak, napraw swoje poczucie własnej wartości. Facet ci tego nie da. Jasne.


                pamiętania, że mimo że w sumie w miłości jakaś kluczową wartością jest szczerość różnorako rozumiana, a Twoja depresja/załamania to część Ciebie, to jednak nikt nie marzy o partnerce na depresantach, narzekającej, załamanej.


                Gwoli wyjaśnienia: nie chorowałam na depresję, to była inna choroba. Leki jeszcze biorę, piszę to też trochę po to, żeby uniknąć porad „idź do lekarza” - na moje bolączki leki nie pomagają :)


                Cóż, kiedyś mi się chciało, jeszcze widziałam sens, że jak się wysilę to zmienię tryby tej machiny i wymieli dla mnie coś dobrego. Była nadzieja płynąca z młodego wieku, że na pewno coś się zdarzy, były chęci, motywacja... oraz naiwność. 
                Obecnie obudziłam się, patrzę na świat 
                "kur..a , kierat bylejakości wypełniony pustką, i tak to ma wyglądać do śmierci? 
                to mam to w d..." 

                Jedyna przyjemność jaka mnie jeszcze podtrzymuje w jakim-takim pionie to fakt, że chcę w jakiś ładny dzień zrobić samotnie kilka tras w górach -jak 20 lat temu, zespolić się z przestrzenią ze szczytu i wiatrem, innemu samotnemu wędrowcowi powiedzieć czesć. 
                I piepr zyć wszystkich byłych, niedoszłych, zaprzeszłych i to, że życie mnie z uśmiechem fałszywej obietnicy podle wyru..ło. 
                Nie tak miało być. 
                Nie będę się spinać. 
                Jak mi się skończy zdrowie, to właściwie mogę iść jak stary Indianin do lasu w zimie. Mam już upatrzony teren, ale nie wiem czy dam radę się tam wdrapać. 


                NO WŁAŚNIE. TAK WŁAŚNIE MAM.
                • teodozja_z Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (2) 19.03.14, 23:06
                  Oj, kobito, kobito :)
                  Masz niezwykłe problemy z samą sobą. To nie jest problem braku drugiej połówki, jak to początkowo zasugerowałaś, tylko ogólnie trudności w nawiązywaniu kontaktów, współżyciem z innymi. Jesli nie potrafisz nawiązać serdecznych i angazujących Cię uczuciowo kontaktów z rodziną, znajomymi, z ludźmi, którym próbowałaś pomagać, to jak masz nawiązać kontakt z partnerem? Zresztą pewnie do tej pory właśnie dlatego Ci się nie zdarzył, bo nie potrafiłaś z nikim takich więzi stworzyć (sama napisałaś, że odrzucałaś nierokujące związki). Myślę, że najpierw potrzebujesz solidnej terapii dla siebie samej, a jak przezwyciężysz te wszystkie swoje opory, wtedy uda Ci się stworzyć szczęśliwy związek, a jeśli nawet coś takiego Ci się nie zdarzy, to i tak będziesz szczęśliwa.
                  • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (2) 20.03.14, 00:21
                    OK, no to ja piszę, że związku raczej nie będzie.

                    A te wszystkie trudne uczucia, o których piszę, to jest któraś warstwa. Kocham moich bliskich, cenię moich przyjaciół, mam dobrych kolegów, ale czasem odczuwam tak jak napisałam.
                • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (2) 22.03.14, 10:04
                  > Zbyt ogólnie to zabrzmi, ale mam w sobie nierozstrzygnięte i sprzeczne konflikt
                  > y, wartości, potrzeby. I mi nie jest łatwo kogoś znaleźć, i komuś nie jest łatw
                  > o ze mną być. To raz.
                  >
                  > Mniej już ogólnie: mix połączenia poczucia wyższości i niższości. Naraz. Czasem
                  > czuję pogardę do osób mi życzliwych, a słabszych – jednocześnie takich,
                  > które mi nie zagrażają. Czuję natomiast respekt do osób pozornie silnych, o któ
                  > rych zainteresowanie nie jest łatwo. Silny-słaby to mogą być, rzecz jasna, pozo
                  > ry. Mechanizm raczej destrukcyjny. Pewnie powinnam budować własne poczucie wart
                  > ości, pozwalające mi na zaakceptowanie WŁASNYCH, a potem cudzych, słabości. A t
                  > akże pozwalające na poczucie się silną i bezpieczną sama ze sobą. No i proszę,
                  > jaka autodiagnoza :D Ale nie bardzo mi idzie.

                  Czekałam nieco, aż się wątek rozwinie i Ty wypowiesz, aby wiedzieć gdzie się poruszam.

                  Czyli
                  jest mi BARDZO bliskie to co napisałaś powyżej.
                  Ktoś napisał, że masz niezwykłe problemy. No może. Co nie znaczy, że jesteś jedyna.
                  Od czego by tu zacząć?

                  Nie piszesz nic o swoich relacjach w rodzinie, relacjach z ojcem i matką. Mając podobne problemy do Twoich wyszło mi, że permanentne poczucie osamotnienia, brak poczucia wartości, problemy w relacjach - to wszystko zaczęło się już w rodzinie. Częścią wychowania w rodzinie jest edukacja - w dobrym i złym tego słowa znaczeniu. Wartości, priorytety. Niektóre niestety sprzeczne z ogólnie pojętym... poczuciem szczęścia?

                  A może mówi Ci coś takie pojęcie jak wzorzec odrzucenia?

                  > No i, rzecz jasna, facet ma mi wiele moich problemów naprawić. (Taa, jasne, a t
                  > o przecież w związku moje problemy wyjdą tym bardziej). No ale ma mnie przekona
                  > ć, że jednak jestem fajna, piękna, wspaniała. Nie byle jaki facet, to musi być
                  > naprawdę mocna figura: jak się przyklei do mojego ZERA, to zyskam na wartości,
                  > i to ile!
                  > [Ale z drugiej strony, dziewczyny, to też jest naturalne: która z nas nie pragn
                  > ie męskiego faceta, którego może podziwiać? A, trochę wbrew temu co napisałam,
                  > ja też potrafię zaakceptować czyjeś słabości, nawet wspierać :D Mam pokłady wyr
                  > ozumiałości i wrażliwości.]
                  > Oczywiście, TY SAMA MUSISZ NAJPIERW SIEBIE POKOCHAĆ.
                  > Jednakże: patrz niżej...

                  Tak jest i nie jest. Jest coś niesamowitego w otrzymaniu bezwarunkowej akceptacji i wsparcia. Pierwszymi osobami, którzy powinni nam to dać są rodzice. Nie wszyscy dają. Wtedy chodzisz i szukasz tego gdzie indziej. Wierzysz, że da Ci to facet, bo w sumie każe Ci w to wierzyć kultura w jakiej wzrastamy.

                  Połączenie tych dwu kwestii - szukanie odpowiedniego faceta celem odzyskania poczucia własnej wartości - to pułapka. Co innego praca nad tymi dwoma kwestiami osobno.

                  Odzyskanie poczucia wartości, jeśli miało się je zniszczone za młodu i skutecznie nadgryzane w latach późniejszych - cóż, nigdy nie będziesz w pełni sprawna, ale możesz poczuć się lepiej. Sama do końca nie wiem na czym to polega, zdaje się, że na uwierzeniu, że Ty sama stanowisz wartość, taka jaka jesteś, bez żadnych warunków wstępnych i spełniania dodatkowych wymogów. Szukać swoich mocnych stron, marzeń, dopieścić się, przestać słuchać tych, którzy Cię oceniają - nieważne, dobrze czy źle, ci sami, którzy oceniają Cię dobrze, za chwilę ocenią Cię źle - będziesz spadać ze szczytu w dół? Nie wiem. Wiem, że nasza kultura nie sprzyja poczuciu wartości jednostki jako takiej, jesteśmy społeczeństwem, w którym oficjalnie wartością naczelną pozostaje rodzina, choćby taka, z którą się dobrze wyglądało tylko na zdjęciu. Co to w ogóle jest, gdy wszystko co osiągasz nie zmienia faktu, że patrzy się na Ciebie ze współczuciem/obojętnością/pogardą, bo nikogo nie masz? I potem siedzisz jak ta papuga, co sobie wyskubuje sobie pióra i mówisz: I na ...j mi to Prado/Uffizi/własnoręcznie wywołane fotki/czarny pas karate? Niepotrzebne skreślić.

                  Faceta... szukać niezależnie. Nie mam pojęcia jak. Jak słyszę "rekonstrukcje historyczne" Triss to ogarnia mnie pusty śmiech - chyba dlatego, że mam w domu mnóstwo rzeczy do rekonstrukcji zupełnie współczesnej i nie wiem gdzie znaleźć chętnych, może rzeczywiście pójdę na jakieś spotkanie Wikingów i spytam czy jest ktoś odważny na tyle, by zmierzyć się z teraźniejszością? Nie wiem jak z obniżaniem standardów, ja postanowiłam raz obniżyć - świadomie (wcześniej robiłam to nieświadomie, a może nie miałam standardów?) - i skończyło się tym, że zostałam sama z dzieckiem. Tak, wraz z wiekiem wiele się zmienia, facetów do zaakceptowania jakby mniej - najłatwiej było w przedszkolu - ale idzie drugi rzut, facetów z odzysku=).

                  Dobrze jest widzieć czego się szuka. Wie się gdy zna się siebie.
                  I żeby tak brać bez dawania? Może nie od razu... ale mieć jakieś asy w rękawie.
                  BTW Ja zaczęłam od kota.
                  • zuzi.1 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (2) 22.03.14, 11:46
                    Pięknie napisane Danaide, nic dodac nic ując ;-)

                    I w 100% zgadzam się z tym:

                    "Sama do końca nie wiem na czym to polega, zdaje się, że na uwierzeniu, że Ty sama stanowisz wartość, taka jaka jesteś, bez żadnych warunków wstępnych i spełniania dodatkowych wymogów. Szukać swoich mocnych stron, marzeń, dopieścić się, przestać słuchać tych, którzy Cię oceniają"

                  • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (2) 23.03.14, 09:26
                    > Nie piszesz nic o swoich relacjach w rodzinie, relacjach z ojcem i matką. Mając
                    > podobne problemy do Twoich wyszło mi, że permanentne poczucie osamotnienia, br
                    > ak poczucia wartości, problemy w relacjach - to wszystko zaczęło się już w rodz
                    > inie. Częścią wychowania w rodzinie jest edukacja - w dobrym i złym tego słowa
                    > znaczeniu. Wartości, priorytety. Niektóre niestety sprzeczne z ogólnie pojętym.
                    > .. poczuciem szczęścia?

                    Mi właśnie na terapii zawsze trudno było znaleźć przyczynę moich problemów w rodzinie. Szczególnie patrząc na rozmiary mojej choroby i to, że "rodzice innych dzieci byli gorsi". Czemu więc inni ludzie nie chorowali, a ja tak?

                    Na pewno: swego czasu atmosfera w moim domu była napięta - nieporozumienia, kłótnie, awantury.
                    Ja byłam zawsze bardzo dobrą uczennicą. Swego czasu pyskowałam, ale gdzieśtam zawsze byłam grzeczną dziewczynką. Bycie prymuską coś mi chyba kompensowało.
                    A, no i jestem jedynaczką. To też się przekłada na samotność i nieprzystawanie.

                    Tak, wiem, że "sama mam sobie dać miłość" - no ale same wiecie jak to jest i jak to brzmi. Trudne. Nie udaje się.

                    Nie chcę wiązać się z kimś z rozsądku, bez przekonania. Ani ja nie byłabym szczęśliwa, ani ta druga osoba.
                    • dydaki Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (2) 23.03.14, 14:39
                      To , że jesteś jedynaczka nie ma aż takiego znaczenia.
                      Większe znaczenie może mieć wkodowany wzór związku jaki ci pokazali rodzice- i twój podświadomy wniosek płynący z obserwacji rodziców: że małżeństwo to zło, to "obowiązek" kłótni, przemocy emocjonalnej, awantur. że partner w związku to wróg i osoba z którą się walczy lub przed nią broni.
                      Boisz się związku, nie umiesz nawiązywać znajomości, blokujesz się, bo czujesz że jak się blizej zwiążesz i otworzysz to na pewno będziesz raniona i będzie ciągła wojna.


                      • dydaki Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (2) 23.03.14, 14:42
                        I z jednej strony marzysz o rodzinie, a z drugiej strony trauma po kłócących się ze sobą rodzicach jest na tyle mocna, że unikasz zakładania rodziny podświadomie torpedując możliwości otwarcia się na innych ludzi.
                    • kachaa17 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (2) 30.03.14, 20:03
                      "Mi właśnie na terapii zawsze trudno było znaleźć przyczynę moich problemów w ro
                      > dzinie. Szczególnie patrząc na rozmiary mojej choroby i to, że "rodzice innych
                      > dzieci byli gorsi".
                      Czemu więc inni ludzie nie chorowali, a ja tak?"

                      Zdanie, które podkreśliłam jest kluczowe dla ciebie. Nieważne, że rodzice innych dzieci byli gorsi, ważne jak ty się czułaś ze swoimi rodzicami. Ja podam ci swój przykład. Mój tato jest alkoholikiem ale jednocześnie jak to wszyscy mówili bardzo dobrym człowiekiem. Ja obecnie też się z tym poglądem zgadzam ale kiedyś było we mnie pełno złości na niego. No bo co z tego, że on był dobrym człowiekiem (wiele pomagał innym ludziom, był uczynny, uczciwy itd.) kiedy jednocześnie bardzo zaniedbywał i krzywdził swoją rodzinę. Mama zawsze mówiła, że u nas nie jest tak źle, bo tato tylko pije, poza tym nie bije, pracuje, oddaje pieniądze. Inni alkoholicy w rodzinie i okolicy byli straszni, agresywni, zaniedbywali pracę, bili. Tylko sęk w tym, ze dla mnie jako dziecka, które mieszkało a alkoholikiem, dom był piekłem. Samo picie i nienormalne zachowanie ojca po alkoholu to była moja krzywda. Bo trzeba było z nim rozmawiać. Ojciec jak był pijany obiecywał różne rzeczy o których później nie pamiętał, zresztą i wygadywał różne przykre rzeczy. Wprowadzał do domu chaos i napięcie. I co z tego, że inni mieli gorzej. Dla mnie moje piekło było najgorsze.Czy czułaś się niekochana, nieważna? Zastanów się nad tym. Wydaje mi się, że ważne jest dotarcie do trudnych uczuć i zaakceptowanie ich. To droga do pokochania siebie.
                      Ja też byłam typem grzecznej dziewczynki. Ale to była rola narzucona mi przez system rodzinny.
                      Też bym mogła zadać sobie pytanie: czemu akurat ja choruję na nerwicę lękową i depresję a np. moja siostra, która wychowała się w identycznych warunkach jak ja nie, mimo, ze ma ona aktualnie 1000 razy trudniejszą sytuację życiową ode mnie. Ja mam problem ze snem od wieków, ona problemy przesypia. Każdy człowiek jest inny i każdego co innego boli.
                      • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (2) 08.04.14, 19:52
                        kachaa17 napisała:

                        > "Mi właśnie na terapii zawsze trudno było znaleźć przyczynę moich problemów w r
                        > o
                        > > dzinie. Szczególnie patrząc na rozmiary mojej choroby i to, że "rodzic
                        > e innych
                        > > dzieci byli gorsi".
                        Czemu więc inni ludzie nie chorowali, a ja tak?"
                        >
                        > Zdanie, które podkreśliłam jest kluczowe dla ciebie. Nieważne, że rodzice innyc
                        > h dzieci byli gorsi, ważne jak ty się czułaś ze swoimi rodzicami. Ja podam ci s
                        > wój przykład. Mój tato jest alkoholikiem ale jednocześnie jak to wszyscy mówili
                        > bardzo dobrym człowiekiem.

                        Widzisz, Twój ojciec był alkoholikiem, ale mi się zdaje, że moi rodzice jednak "za mało zmajstrowali" jak na moją chorobę, nieumiejętność stworzenia związku itd.
                        Trochę rozumiem ich udział w tym, a trochę nie. I tak to też zostawiam.

                        Czy czułaś się niekochana, nieważna
                        > ? Zastanów się nad tym. Wydaje mi się, że ważne jest dotarcie do trudnych uczuć
                        > i zaakceptowanie ich. To droga do pokochania siebie.

                        No właśnie czasem mam wrażenie, że nie do końca byłam takim typowym "psychoterapeutycznym dzieckiem z toksycznej rodziny" ;) Nikt mi nie mówił, że jestem do niczego. Szantaż emocjonalny też nie za bardzo. Wręcz "jeśli powinie ci się noga, nie działaj pochopnie, tylko przyjdź do nas po pomoc".
                        Więc skąd niskie poczucie własnej wartości, eh?

                        > Ja też byłam typem grzecznej dziewczynki. Ale to była rola narzucona mi przez s
                        > ystem rodzinny.
                        > Też bym mogła zadać sobie pytanie: czemu akurat ja choruję na nerwicę lękową i
                        > depresję a np. moja siostra, która wychowała się w identycznych warunkach jak j
                        > a nie, mimo, ze ma ona aktualnie 1000 razy trudniejszą sytuację życiową ode mni
                        > e. Ja mam problem ze snem od wieków, ona problemy przesypia. Każdy człowiek jes
                        > t inny i każdego co innego boli.

                        Ja właśnie w podobny sposób pytam. I chyba zaakceptowałam to, że tylko w części znam odpowiedź. Nieprawidłowości w domu rodzinnym miały negatywny wpływ na moją dorosłość , ale mam wrażenie, że jest to połowiczna odpowiedź.
                        I tyle.
                        • pade Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (2) 09.04.14, 07:14
                          Wiesz co, z jednej strony takie słowa:
                          "jeśli powinie ci się noga
                          > , nie działaj pochopnie, tylko przyjdź do nas po pomoc".
                          mogą oznaczać chęć wsparcia, ale z drugiej..."sama sobie nie poradzisz".
                          Rodzice wierzyli w Ciebie? Motywowali Cię? Pozwalali na samodzielność? Cieszyli się Twoimi sukcesami?
                          Jest taka fajna książka, 6 filarów poczucia własnej wartości Brandena, może byś przeczytała?
                          • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 (2) 09.04.14, 23:21
                            pade napisała:

                            > Wiesz co, z jednej strony takie słowa:
                            > "jeśli powinie ci się noga
                            > > , nie działaj pochopnie, tylko przyjdź do nas po pomoc".
                            > mogą oznaczać chęć wsparcia, ale z drugiej..."sama sobie nie poradzisz".
                            > Rodzice wierzyli w Ciebie? Motywowali Cię? Pozwalali na samodzielność? Cieszyli
                            > się Twoimi sukcesami?

                            Trochę nie musieli mnie motywować - kariera szkolno-uczelniana szła dobrze ;)
                            Pewnie rodzice popełnili trochę błędów w tym, co piszesz wyżej, ale nie jakoś znów dramatycznie. Nie nauczyli mnie przebojowości i życiowego sprytu; sami nie lubią zmian, czasem się ich boją, wolą bezpieczeństwo.
                            Widzę w sobie niektóre ich cechy, które doprowadzają mnie do szału!

                            No ale też i bez przesady, to nie są jakieś traumatyczno-toksyczne sprawy.
    • fnutaki Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 18.03.14, 23:02
      Cóż, kiedyś mi się chciało, jeszcze widziałam sens, że jak się wysilę to zmienię tryby tej machiny i wymieli dla mnie coś dobrego. Była nadzieja płynąca z młodego wieku, że na pewno coś się zdarzy, były chęci, motywacja... oraz naiwność.
      Obecnie obudziłam się, patrzę na świat
      "kur..a , kierat bylejakości wypełniony pustką, i tak to ma wyglądać do śmierci?
      to mam to w d..."

      Jedyna przyjemność jaka mnie jeszcze podtrzymuje w jakim-takim pionie to fakt, że chcę w jakiś ładny dzień zrobić samotnie kilka tras w górach -jak 20 lat temu, zespolić się z przestrzenią ze szczytu i wiatrem, innemu samotnemu wędrowcowi powiedzieć czesć.
      I piepr zyć wszystkich byłych, niedoszłych, zaprzeszłych i to, że życie mnie z uśmiechem fałszywej obietnicy podle wyru..ło.
      Nie tak miało być.
      Nie będę się spinać.
      Jak mi się skończy zdrowie, to właściwie mogę iść jak stary Indianin do lasu w zimie. Mam już upatrzony teren, ale nie wiem czy dam radę się tam wdrapać.
    • marsylvik Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 19.03.14, 00:58
      Ale podpowiedź do czego?
      • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 19.03.14, 23:30
        Kryska, nic nie zrozumiałam z tego co piszesz:) Zupełnie nie rozumiem tych sprzecznych idei, wartości, odczuwania wyższości i niższości, antydepresantów nie na depresję.
        A nie zakochujesz się tak zwyczajnie w kimś?
        • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 00:19
          Uch, a tyle się napisałam...

          No niestety, od jakiegoś czasu się nie zakochuję.
          • marsylvik Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 00:25
            No właśnie, tyle się napisałaś, że ja się w tym pogubiłam ;)
            Nie wiem, czy pytasz o to, jak znaleźć miłość, jak sobie radzić bez niej, jak wypełnić pustkę w sobie... Teraz to w ogóle odnoszę wrażenie, że pytasz o to, skąd wziąć siłę. Do życia, do zmiany, do pracy nad sobą. Tylko wrażenie, bo tak naprawdę nadal nie wiem... Nadajemy na różnych falach ;)
            • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 00:35
              No tak, ja te sprawy mielę i mielę, więc wiele spraw jest dla mnie oczywistych, a dla Was pewnie nie.

              Tak właściwie to szukam/ szukałam odpowiedzi na wszystkie te pytania (ha! widzisz? jednak mnie rozumiesz ;] ), natomiast to w zależności od mojej kondycji danego dnia. Czasem mam chęć jeszcze powalczyć o życie i siebie, czasem chcę zagłuszyć pustkę (to zresztą zawsze i nieustannie), a czasem... a czasem mogłabym się zwinąć z nudnego wykładu, choćby zaraz.
              • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 00:40
                To jest taka choroba psychiczna (jakiś CHAD? border? nie wiem, kilka tylko znam), która nie poddaje sie psychoterapii? To takie dobre funkcjonowanie zewnętrzne i społeczne w miare z dziwnym mętlikiem w środku?
                • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 00:51
                  Jestem po kilkuletniej terapii :) Choroba to jedno z zaburzeń lękowych. Wg mojego lekarza - i mnie - to, co teraz odczuwam to bilansowanie życia. A nie choroba sama w sobie. Zwiększenie dawki leku nic nie dało, ja planuję zresztą odstawić, gdy będę mieć spokojniejszy czas, może latem.
                  Na kolejną terapię nie mam siły, kasy, czasu. Cenię sobie zresztą wolność bez terapii: moja ostatnia terapeutka pomogła mi się wykaraskać z dużego dołka, ale czasem stosowała chwyty: "jeśli nie chce zmienić pani tego i tego, to ja nie mogę pani pomóc". To stawiało mnie pod ścianą.
                  • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 09:31
                    To z tego co piszesz, wg mnie nikt Ci nic nie pomoże ani nie poradzi. Wg mnie to normalne, że jak czegoś nie chciałaś zmienić, to zostaje status quo. Natomiast myślę, że Twoje doświadczenia z tak długiej terapii, w sytuacji gdy uważasz, że kolejna mogłaby pomóc, ale już Ci się nie chce, są na tyle ciekawe, że Ty nam mogłabyś coś doradzić:) Nie wiem, czy długość terapii wynikała z tak głębokich problemów, czy innych uwarunkowań, ale jak kiedyś byś chciała się czymś w tym temacie podzielić, to ja np. bardzo chętnie bym sobie przeczytała. Ja jakiś czas temu spotkałam się z opinią mojej znajomej, która po terapii nadal pozostała z dużymi problemami (wg mnie bardzo dużymi) i jest pod opieką psychiatry (nerwica lękowa jak to ona nazywa - napady lękowe na ulicach, etc., jak bym jeszcze wyedukowana tu na forum zauważyła silne współuzależnienie od rodziny, choć to można mylić z troską), ale uważa, że już tyle dla siebie zrobiła, że to i tak cud, i tyle jej starczy. Może to coś podobnego jak u Ciebie? Taka praca na terapiach tez może w końcu zmęczyć i zniechęcić nawet, to trochę taka ścieżka ku doskonałości, a może właśnie jest moment, że już się chce właśnie pożyć po swojemu i dać przyzwolenie na pewne "słabości".
                    • pade Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 10:08
                      Przyszło mi do głowy, że może to nie była właściwa terapia.
                      Najskuteczniejsza w leczeniu fobii i nerwic lękowych jest poznawczo-behawioralna.
                      Tu jest fajnie opisana:
                      www.rcpsych.ac.uk/healthadvice/translations/polish/terapiapoznawczo-behawioralna.aspx
                      Jeśli kogoś nie stać na terapię, ale jest zdeterminowany i zdyscyplinowany, może spróbować samodzielnie się "wyleczyć". Na rynku są dobre książki z ćwiczeniami na ten temat.
                      np taka:
                      www.google.pl/search?q=pokonaj+depresj%C4%99+stres+i+l%C4%99k+czyli+terapia+poznawczo-behawioralna+w+praktyce&oq=pokonaj+depresj%C4%99&aqs=chrome.1.69i57j0l5.9004j0j7&sourceid=chrome&espv=210&es_sm=93&ie=UTF-8
                      albo nowość "W pułapce myśli"
                      albo Lęk i fobia, praktyczny poradnik...
                    • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 21.03.14, 20:29
                      Jeśli interesuje Cię jaka to choroba, to mogę Ci napisać na priva.
                      Choroba ta została właściwie w dużej mierze wyleczona.

                      "Nie zrobisz czegoś - nie mogę ci pomóc" miało dla mnie czasem posmak szantażu. I właśnie, jak piszesz, teraz chcę "pożyć po swojemu i dać przyzwolenie na słabości".
              • igge Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 11:43
                a może rzeczywiście jak Twój terapeuta zasugerował jesteś teraz w takim okresie robienia sobie bilansu zyciowego i dopiero musisz zaakceptować, że pewne marzenia, plany, zamierzenia - nie wyszły tak jak sobie kiedyś/zawsze wyobrażałaś. Twoje życie nie wygląda tak jak miało wyglądać ale przecież nie każdy musi być równocześnie (lub w ogóle) młody, piękny, zdrowy i bogaty lub...tutaj wstaw co chcesz np męża i dzieci skoro bycie singlem nie leżało w Twoich pragnieniach. Może masz coś na ksztalt kryzysu wieku średniego ? takie podsumowanie życia, dotychczasowego życia mnie też dopadło i troche czasu zabrało, żeby poukładać sobie na nowo hierarchię wartości tak by móc znowu cieszyć się szczęściem, drobiazgami (te wg Ciebie "przyprawy" są także ważne i wręcz niezbędne, a daniem głownym nie musi być miłóść do partnera, tylko np praca albo rozkoszowanie się życiem po prostu) Praca nie musi być robieniem kariery wcale, żeby przynosić spełnienie. Użyłaś gdzieś słowa "bylejakie", a przecież od Ciebie tylko zależy, ćzy to co robisz jest bylejakie. Ty nadajesz ważność, znaczenie, sens swoim zajęciom. Miałam poczucie zmęczenia życiem i chęć "zwinięcia się z ciężkiego, nudnego wykladu" momentami i rzeczywiście remedium na to uczucie pustki i deficytu energetycznego to nie są przyjemności większe lub mniejsze tylko pewna całość i waga sensu istnienia. Poczytaj np "Twierdzę" autora "Małego księcia" czy "Wolę sensu", "Człowiek w poszukiwaniu sensu" Viktora E Frankla i ...jeszcze wiele innych książek, filmów, które pomogą Ci zobaczyć swoje położenie i swoje odczucia w innej, szerszej perspektywie. Potraktuj swoje niełatwe "bilansowanie" życia jako część Twojego dojrzewania, taki etap, może dłuższy. Ale jak już sobie przemyślisz dobrze starą i docelową, nową hierarchię wartości - zakończysz etap bilansowania, "przewietrzysz" swoje myślenie, oceny, marzenia, sukcesy i porażki - może znowu dostrzeżez wartość swojej codzienności. Jak sie nie ma co się lubi to się lubi co się ma, z faktów nie wynikają powinności, jest nieskończenie wiele modeli życia - Ty chyba za bardzo przyssałaś się do tego, który akurat Tobie nie przypadł w udziale. (na razie??) Przestań czekać na rycerza na białym koniu i pokładać w tej fantazji nierealistyczne nadzieje tylko zacznij na serio pracować nad sobą samą nie oglądając się na innych. Czemu do licha praca Cię nie cieszy? Jaki masz zawód? Może jakieś szkolenia, podnoszenie kwalifikacji, nauka języka? Facet (żaden facet) raczej nie da Ci (szczegolnie, że nie spędzisz z nim już chyba 50 lat) tego co od niego byś oczekiwała i Ty o tym dobrze wiesz teoretycznie. Masz zbyt wygórowane oczekiwania. Zupełnie nierealistyczne. Masz czas i okazje zająć się sobą i zamiast skupiać się na tym co drugi bliski człowiek mógłby Ci dać - korzystaj sensownie z tego co sama możesz dać sobie tu i teraz.
                • pade Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 22:06
                  wow! Igge:)
                  zgadzam się z Tobą
                • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 21.03.14, 20:42
                  Igge, dokładnie tak.
                  To jest właśnie tego rodzaju kryzys.

                  Praca jest OK :) Biurowa, ale uczę się nowych rzeczy.
                  Nowe języki obce? OK, ale po co, skoro nie lubię wyjeżdżać?
                  No i nie zależy mi na tym, tak naprawdę.
                  Kurcze, moje serce wyje za czymś zupełnie innym i nie udaje mi się go oszukać.

                  Dzięki za to wszystko, co piszecie; jak pisałam, długo długo sama szukam nowych możliwości.
                  Ale same rozumiecie, że takie przewartościowanie to nie jest prosta rzecz.
    • lady-z-gaga Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 11:05
      Głownym problemem nie jest to, ze jestes sama, ale że masz z tego powodu kompleksy.

      > Są przyjaciele, ale źle się czuję wśród nich jako singiel. Izoluję się. Na spot
      > kaniach towarzyskich towarzyszy mi poczucie "co ja tutaj robię?"

      Jak osoba dojrzała i w długoletnim małżenstwie powiem Ci tak: tylko w wieku 20 z małym plusem widziałam ( a raczej wydawało mi się, że widzę) problem w istnieniu singli i singielek w "sparowanym" otoczeniu. Potem wszystko pięknie się wymieszało: wolni, małżenstwa albo luźne związki, z dziećmi, bezdzietni, młodsi, starsi. Ciotka, siostra teściowej (samotna i bezdzietna) odgrywała ogromną rolę w życiu naszej rodziny, kochalismy ją, czekalismy na nią i nie wyobrażalismy sobie bez niej jakiejkolwiek rodzinnej uroczystosci. Samotne znajome ( nie ważne, czy "stare panny", wdowy czy rozwódki) na imieninach, sylwestrach, wspólnych urlopach były dla mnie normalnym zjawiskiem, ich obecność była miła i pożadana. Oczywiście, o ile one same były miłe - chodzi mi o to, ze nie oceniam ludzi po "rodzinnym dorobku", ale po charakterze :)
      U Ciebie widzę cos innego: nie szanujesz siebie i - prawdopodobnie - innych ludzi, ktorym nie udało się założyc rodziny. Bo taką masz hierarchię wartości i juz.
      W tej sytuacji wszelkie rady, co możesz zrobić ze swoim życiem, są bezuzyteczne. Bo Ty, chocbys wiodła żywot godny zazdrosci i pełen sukcesów, i tak będziesz czuła się gorsza.
      Skąd u Ciebie taki światopogląd? jesli go nie zmienisz, nic Ci nie pomoże.
      • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 21.03.14, 20:47
        U Ciebie widzę cos innego: nie szanujesz siebie i - prawdopodobnie - innych lud
        > zi, ktorym nie udało się założyc rodziny. Bo taką masz hierarchię wartości i ju
        > z.

        Nie szanuję siebie, bo nie jestem dość fajna, żeby ze mną się związać.
        Tak ogólnie - nie oceniam innych przez ich status związkowy. A jeżeli tak, to jest konsekwencja tego, co myślę o sobie.
        Dla mnie ważniejsze jest to, że jestem nieszczęśliwa bez nikogo u boku.
    • differentview Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 11:06
      kryska_na_em napisała:

      > Nie udało mi się założyć rodziny i muszę się liczyć z tym, że tak już pozostanie
      > Mam dość nieustannej nadziei i ciągłych rozczarowań; nie mam siły ani kasy na k
      > olejną terapię. Wiem co, jak i czemu, ale nie mogę lub nie umiem tego zmienić.
      > Prawdopodobnie będę sama, chcę to przyjąć, tylko co dalej?

      jesli naprawde wiesz dlaczego jest jak jest to pytanie dlaczego nie mozesz tego zmienic? moze tak naprawde nie chcesz nic zmieniac? albo tylko wydaje Ci sie, ze wiesz w czym tkwi problem?
      • zuzi.1 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 21:53
        Autorko, a oprócz pracy i codziennych przyjemnosci jakie aktywnosci uprawiasz, czy masz jakieś hobby?

        • foringee Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 22:08
          A przeczytałaś wątek?
          • zuzi.1 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 22:25
            Przeczytałam i nie widzę żadnych konkretów na ten temat. Mnie interesuje co ze sportu uprawia, jak często, jakie ma hobby i jak to wpływa i czy wpływa w ogóle na jej samopoczucie. Czy ma grupę znajomych uprawiających podobne hobby itd.? Co robi dla swojej kondycji fizycznej, która z kolei przekłada się na kondycję psychiczną, a aktywne uprawianie hobby przekłada się na nowe kontakty społeczne, w tym również męskie. Co robiła do tej pory, aby tego partnera znalezc, w jaki sposób szukała, gdzie, podczas jakich aktywnosci?
            • zuzi.1 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 22:27
              i w jakim przedziale wiekowym jest? to też wazne
              • triss_merigold6 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 22:33
                Kluczowe ile ma lat.
                • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 21.03.14, 21:15
                  Trójka na początku.
            • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 21.03.14, 21:14
              Jest hobby, spotykam się z ludźmi, regularnie, męża nie znalazłam!

              Dostosowywanie rodzaju aktywności (w senie hobby właśnie) do tego, czy znajdę tam faceta, uważam za nieporozumienie. Istnieją pewne granice desperacji :D A tak na serio: w rozmaitych teoretycznie dogodnych sytuacjach, w których mogłabym kogoś spotkać, nie poznawałam, nie spotykałam nikogo.

              Sport - na razie kiepsko, czasami się zmuszałam, ale ... no właśnie bardzo się zmuszałam i owocowało to znużeniem.
      • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 21.03.14, 21:00
        Część spraw jest dla mnie zbyt trudna, by dzielić się nimi na forum.

        Na pewno trudnością jest to, co już napisałam - że mężczyzna miałby mnie "wyleczyć" z części problemów, kompleksów, przekonań. Ja wiem, że związek nie po to jest :D Ale jednocześnie nie udaje mi się zmienić swoich przekonań.
        No i z jakiegoś powodu nie udaje mi się nikogo znaleźć, albo ktoś mnie odrzucał. Widocznie naprawdę nie jestem fajna.

        Inna trudność - tak, rycerz na białym koniu. Obniż wymagania? OK, czyli zwiąż się z kimś, kogo nie kochasz, kto cię nie pociąga, kogo nie podziwiasz? No niemal związek z rozsądku.
        Jakby co to wiem, że jak już się jednak w końcu zakocham, to potrafię przyjmować niedoskonałości drugiej osoby.
    • adorra0 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 22:28
      Myślę, że lady-z-gaga trafiła w dziesiątkę
      U Ciebie widzę cos innego: nie szanujesz siebie i - prawdopodobnie - innych ludzi, którym nie udało się założyć rodziny. Bo taką masz hierarchię wartości i juz.
      W tej sytuacji wszelkie rady, co możesz zrobić ze swoim życiem, są bezużyteczne. Bo Ty, choćbyś wiodła żywot godny zazdrości i pełen sukcesów, i tak będziesz czuła się gorsza.
      Ja Twój post odebrałam jako brak akceptacji dla samej siebie. Czy wśród zaburzeń lękowych był lęk przed krytyką i oceną Twojej osoby przez innych?
      A jeżeli chodzi o te poszukiwania - Ty, oczywiście , zrobisz jak uważasz, ale ja odpuściłabym je sobie na jakiś czas, przestałabym szukać na siłę. Istnieje przecież taka możliwość, że tak skupiłaś się na samym szukaniu, że nie zauważyłabyś obiektu swoich poszukiwań nawet gdyby Cię walnął w głowę;-), że nie wspomnę o najzwyczajniejszym wypaleniu .
      Co Cię najbardziej przeraża w byciu samą?
      • triss_merigold6 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 22:33
        Dorzucę: wizja faceta jako remedium na poczucie własnej wartości, jest nierealistyczna. Bo wtedy szuka się obiektu, którym można pomachać innym przed oczami, żeby pozazdrościli.
        • zuzi.1 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 22:53
          Mając niskie poczucie własnej wartosci, nie szuka się faceta tylko pracuje się nad podwyższeniem tego poczucia, wszelkimi sposobami, bardzo pomocne są książki na ten temat i rózne cwiczenia. Pade czesto tu coś na ten temat linkuje, strony solaris itp. Więc zacznij od tego. Gdy będziesz szukac faceta w takim stanie, trafi Ci się taki GAD, że po kilku latach znajomosci z nim, dzień w którym go spotkałaś będziesz przeklinac ;) I facet nie może ci podniesc poczucia TWOJEJ wartosci, możesz to zrobic JEDYNIE SAMA, faceci to czesto mistrzowie, ale w obniżaniu cudzego poczucia wartosci...Więc najpier się wzmocnij i będąc NAPRAWDĘ mocną dopiero szukaj. Wzmocnic możesz się również poprzez bycie w czyms dobrym, np. jakaś aktywnosc sportowa czy inna.
          • triss_merigold6 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 22:58
            Nie sądzę, aby książki i kursy autosugestii były szczególnie pomocne dla budowania poczucia własnej wartości. Z prostego powodu: poczucie własnej wartości jest wynikiem i naszych własnych przekonań i ocen zewnętrznych płynących z różnych stron.
            Jeśli pani nigdy nie miała powodzenia, nie była w związku, dla płci przeciwnej była przezroczysta, nie przeszła treningu relacji męsko-damskich, to choćby przeczytała tysiąc amerykańskich optymistycznych poradników, nie poczuje się królową balu.
            • adorra0 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 23:10
              I dlatego, między innymi, uważam, że zamiast spalać się w poszukiwaniach idealnego faceta, idealnych zainteresowań itp. ja skupiłabym się na akceptacji tego co mam i oswojeniu lęku przed tym, ze los może miec dla nas inne plany niż my sami.
            • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 23:10
              Część:) A ja u góry pisałam o swoim śnie, że tam jest koszmar samotności, i żeby mi ktoś wyjaśnił, a Bradshaw mnie dziś oświecił, że taki strach to właśnie albo brak wiary w siebie albo niskie poczucie własnej wartości. Idealnie, to chyba czuć się w górnych rejestrach obu tych kwestii właśnie dla samego siebie, a nie z uwagi na jakieś atrybuty, czy zewnętrzne oceny. To idealny chyba stan, ale chyba osiągalny. Ostatnio byłam na wyjeździe gdzieś, gdzie było bardzo dużo osób niepełnosprawnych, takie miasteczko z ośrodkiem skupiającym się na chyba rehabilitacji i szkole, po nich było widać, że są naprawdę szczęśliwi, w parach zakochani, nawet coś w rodzaju teatru mieli i sobie próbę oglądałam, bo była robiona w jakiejś wielkiej salo-kawiarni. W restauracjach się spotykali, zadowoleni z siebie i życia. Choć jak brać ich w porównaniu do osób zdrowych, to "ocena" byłaby gorsza. Obserwacja tych ludzi była naprawdę bardzo ciekawa. Tak z tym Inner Child Bradshawa bardzo współgra, Zuzi ją zawsze poleca. Ja chyba też.
              • adorra0 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 23:14
                Tak sobie myślę, ze to bardzo dobra rada, bo kiedy czytałam pierwszy post Autorki to obok braku akceptacji zauważyłam bardzo dominujące wewnetrzne dziecko, które coś by chciało, ale w sumie samo nie wie co.
                • zuzi.1 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 23:19
                  to zalinkuję, ale jak zawsze polecam wersję drukowaną tej książki:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,898,149209389,149235598,Re_Nie_chce_zabic_swoich_dzieci_.html
                • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 21.03.14, 21:24

                  > Tak sobie myślę, ze to bardzo dobra rada, bo kiedy czytałam pierwszy post Autor
                  > ki to obok braku akceptacji zauważyłam bardzo dominujące wewnetrzne dziecko, kt
                  > óre coś by chciało, ale w sumie samo nie wie co.

                  Och, tak. Gdybym wiedziała, czego chcę, mogłabym do tego dążyć. Tym czymś mogłoby być cokolwiek: lot balonem, podróż gdzieśtam, co tam jeszcze.
                  Tymczasem ja nie wiem czego chcę - to bardzo frustrujące.

                  To znaczy wiem - związek, rodzina, ale tego nie mam. A poza tym to nie mam pomysłu na siebie i życie, jak pisałam.

                  I tu akurat do pewnego wymiaru dziecięcości tęsknię - gdy wiele rzeczy było świeżych, pociągało, dawało radość, gdy mi się chciało. Gdy do tylu rzeczy podchodziłam entuzjastycznie.
                  • triss_merigold6 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 21.03.14, 22:58
                    Zacznij się bawić tam gdzie są mężczyźni. To może źle brzmi, ale nie chodzi o kluby i puby, tylko miejsca łączące pasję/zainteresowania z zabawą - wszelkie imprezy rekonstrukcyjne Wikingów czy innych prasłowian, konwentykle fantasy czy RPG, kluby płetwonurków itd. Tam są fajni ludzie.
                    • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 22.03.14, 10:35
                      Zawsze miałam wrażenie, że jeśli ktoś zajmuje się RPG to dlatego, że przerastają go role pisane przez życie.
              • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 23:38
                Jeszcze napiszę, że po niektórych z nich używając języka Bradshawa, widać było w chorych ciałach zdrowe inner child, a po niektórych zdrowych, bogatych, z rodziną, etc. etc. widać, że jednak mają chore inner child (tak piszę z angielska, bo krótsza nazwa i bardzo mi się podoba:)) i nie jest ważna zewnętrzna ocena innych osób, zahaczająca nawet o podziw czy zazdrość - bo ta zazdrość i podziw dotyczą tez tylko tych wybranych atrybutów, bo chodzi o wewnętrzne przekonanie.
            • zuzi.1 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 20.03.14, 23:14
              Pani mogła nie miec powodzenia z uwagi na swoje zahamowania emocj. i deficyty plus niską dojrzałosc. Wraz z upływem lat rośnie (w większosci przypadków;) dojrzałosc i samoświadomosc plus czesc deficytów zanika w jakims tam stopniu. Plus rosnie pewnosc siebie. I nie tylko królowe balu znajdują sobie parnerów, szare myszki też. A z poradnikami różnie to bywa, jednym pomagają, bo są na nie otwarci a innym nie, bo nie widzą sensu nawet w ich zakupie, nie mówiąc już o ich czytaniu. Gdyby ci, którzy uważają, że poradniki nie są pomocne je jednak przeczytali, może zmieniliby zdanie. A może ci, którzy tak twierdzą czytali słabej wartosci poradniki/ksiązki ;-) Wybierac poradniki też trzeba umiec.
            • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 21.03.14, 21:16
              No właśnie.
              • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 21.03.14, 21:17
                kryska_na_em napisała:

                > No właśnie.

                To była odpowiedź na to, co napisała Triss:

                Nie sądzę, aby książki i kursy autosugestii były szczególnie pomocne dla budowania poczucia własnej wartości. Z prostego powodu: poczucie własnej wartości jest wynikiem i naszych własnych przekonań i ocen zewnętrznych płynących z różnych stron.
                Jeśli pani nigdy nie miała powodzenia, nie była w związku, dla płci przeciwnej była przezroczysta, nie przeszła treningu relacji męsko-damskich, to choćby przeczytała tysiąc amerykańskich optymistycznych poradników, nie poczuje się królową balu.
      • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 21.03.14, 21:05
        Czy wśród zaburze
        > ń lękowych był lęk przed krytyką i oceną Twojej osoby przez innych?

        W samej mojej chorobie nie; ale ogólnie: tak, jasne. Codzienność.

        > Co Cię najbardziej przeraża w byciu samą?
        Łatwiej mi napisać czego mi brakuje. Dawania i brania czułości i bliskości, codziennego wsparcia. Więzi, bycia dla siebie jedynymi i wyjątkowymi. To tak na szybko.
        • triss_merigold6 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 21.03.14, 22:52
          Klasyczny, typowy do bólu problem 30+ latek z dużych miast, które nie zdążyły założyć rodziny odpowiednio szybko. Są jakoś ustawione edukacyjnie i zawodowo i nie widzą wolnych i zainteresowanych kandydatów z tej samej półki.
          Jedyne co mogę poradzić, to żeby odłożyła wszelkie klasyfikacje, checklisty, oceny pod kątem statusu społecznego/zawodowego/finansowego na bok. Wybierz 3 kryteria, takie warunki brzegowe, a resztę potraktuj jako niekonieczne. Facet ma nadawać się do życia w rodzinie, pod jednym dachem i grać z Tobą do tej samej bramki, reszta jest IMO mniej istotna. Niech się z nim dobrze rozmawia na co dzień i jest dobrze w łóżku.
          Podpowiem, gdzie jest w dużym wyborze zdrowych, sprawnych, ciekawych mężczyzn (i sporo wolnych) w wieku od 16 do 70 lat - na wszelkich rekonstrukcjach historycznych, w grupach rekonstrukcyjnych.
        • adorra0 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 22.03.14, 09:53
          Krysko jeszcze raz przeczytałam Twoje posty i zastanawiam się czy tych problemów nie jest kilka. Nic o Tobie nie wiem, np. jak wyglądało Twoje dzieciństwo, jakie miałaś relacje z rodzicami czy wszystkie Twoje potrzeby zostały wtedy zaspokojone? Od razu zaznaczę, ze ja nawet nie mam na myśli jakichś wielkich traum wynikających np. z przemocy. Nie, Twoi rodzice mogli się naprawdę starać zapewnić to wszystko co w ich mniemaniu potrzebne było noworodkowi, niemowlęciu, małemu dziecku….nastolatce itp. Tylko to niekoniecznie musiało zaspokajać w pełni Twoje potrzeby, bo np. byłaś dzieckiem bardzo wrażliwym i Twoja potrzeba adoracji, akceptacji, miłości , uznania, czegokolwiek innego nie została zaspokojona nigdy. Wiesz, gdyby Twoje poszukiwania sprowadzały się tylko do faceta to jakoś specjalnie by mnie to nie ruszyło – wszyscy chcemy być kochani, na wyłączność i mieć poczucie bliskości z drugim człowiekiem. Wg. Mnie to w pełni normalne pragnienie zwłaszcza, że żyjemy w społeczeństwie sparowanym, które rodzinę stawia na pierwszym miejscu, że w praktyce wygląda to różnie to wiemy wszyscy. No więc gdyby to chodziło tylko o faceta to byłby pryszcz;-) mnie bardziej zaniepokoiło to, że Twoje poszukiwania zakrojone są na wielką i różnorodną skalę, a to może wskazywać, choć wcale nie musi na chęć zapełnienia wewnętrznej pustki, takiego wewnętrznego głodu - wszystko czego się podejmujesz, każda nowa aktywność na początku niesie w sobie ziarenko ekscytacji i nadziei , a w efekcie końcowym okazuje się, że to jednak nie to, że nie daje Ci ona oczekiwanego spełnienia czy może powinnam napisać zaspokojenia? Pewnie z tej wewnętrznej pustki bierze się potrzeba bycia KIMŚ , ale kim? Tego już nie potrafisz określić nawet przed sobą samą, a może przede wszystkim przed sobą. Najlepiej kimś WIELKIM, kimś wzbudzającym podziw, uznanie, miłość. Kimś kto jest bardzo pożadany towarzysko, seksualnie też. Jeżeli do tego dołączymy młodzieńczy idealizm, wyrażający się chociażby niechęcią do kompromisów z samą sobą to mamy to co mamy. Krysko, jeżeli trafiłam z diagnozą ;-) to nie mam dla Ciebie dobrych wiadomości. Nikt i nic nie zapełni tej pustki…..oprócz Ciebie. Kiedyś, dawno temu , na etapie jej powstawania mogli to jeszcze zrobić Twoi rodzice gdyby starczyło im wiedzy i wrażliwości, teraz musisz to zrobić sama. Dlatego propozycja z Bradshowem i jego „Powrotem do wewnętrznego domu” wydała mi się strzałem w 10. Zobacz jak trafiony i wiele mówiący jest sam tytuł tej książki Wydaje mi się, ze jednym z pierwszych kroków jest akceptacja samej siebie i swojego życia – tu i teraz. Może mogłaby Ci w tym pomóc, bardzo modna obecnie, technika /trening uważności? Piszesz o sobie, że nie chyba jesteś fajna – to w połączeniu z oczekiwaniami jakie masz wobec kandydata na kandydata do ręki;-) może wskazywać na poczucie niskiej wartości. Bardzo ODPOWIEDNI mężczyzna u Twego boku dodałby Ci wartości w towarzystwie. To nie Twoje osiągnięcia, sukcesy czy chociażby sukcesiki;-) wpływają na Twoje poczucie własnej wartości , a poczucie, ze „turnus mija a ja niczyja”. Tak sobie myślę, ze uczulenie na „bez” nie jest taką najgorszą przypadłością w naszym życiu;-) Krysko – zainteresowania, facet to z pewnością fajne sprawy, które mogą nas ubogacać, ale to ciągle są, że tak to określę , działania zewnętrzne. Pozdrawiam.
          • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 22.03.14, 10:10
            Wow! Jeśli adorra trafiła, to i ja trafiłam! Opłaciło się siedzenie na forum=)
            • adorra0 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 22.03.14, 10:29
              danaide napisała:

              > Wow! Jeśli adorra trafiła, to i ja trafiłam! Opłaciło się siedzenie na forum=)
              Bez względu na to czy trafiłyśmy czy nie, danaide , witaj w klubie;-) (staram się zabierać głos tylko w tych wątkach, w których mogę coś napisać w oparciu o własne doświadczenia:-)

              • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 22.03.14, 10:33
                O, to to! Dlatego co do zasady nie doradzam mężatkom=P
                • zuzi.1 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 22.03.14, 11:51
                  ;-) zgadzam się adorra0 i z danaide, myślę, że to trafne diagnozy.
          • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 10:35
            Hej Adorra, o dzieciństwie piszę troszkę wyżej.

            Używasz pojęć pustka i głód i to są dokładnie te słowa, którymi ja określam to, co czuję.
            Tylko akurat nie jest tak, że każda aktywność niesie nadzieję na zapełnienie pustki, tu się zafiksowałam akurat na facecie.

            Bradshawa przeczytam, jest widzę dostępny w wypożyczalni. Natomiast trudno mi uwierzyć, że będę w stanie "sama sobie dać miłość". Tym bardziej, że mam dowody, że jest ze mną coś nie tak. Może mam zahamowania i dlatego niespecjalnie ktoś mnie chce. A może po prostu czegoś istotnego mi brak.

            No i jeszcze jedno - dzięki, Dziewczyny :)
            • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 11:43
              Kryśka, myślę sobie, że jakie by nie były przyczyny i jak długo by nie zabrało wychodzenie z Twojego "stanu" (jesli w ogóle chcesz), to jednak życie trwa i nie czeka, na zakonczenie terapii, osiągnięcie Absolutu/Nirwany czy pozbycia sie wszystkich skutków traum. Z tego powodu pomysl Triss wydaje mi sie super, ja sama bym sobie uszyła sukienkę z blękitnego aksamitu ze srebrnymi haftami i przeżyła jakis romans z rycerzem:) E tam, z Królem Arturem lepiej:) Sama w lato byłam na jakimś turnieju rycerskim, było tam trochę "przebieranców", tez z innych krajów sie faceci zjeżdżają. Stan życia wynika nie tylko z umiejetności (psychicznych na przykład), ale też podjecia pewnego ryzyka, wytrwałości i odwagi. Skoro masz tylko 30+ lat, to szkoda to marnować, a po pierwszych postach myślałam, że masz 50+.

              Ja sobie wyjechałam do teściów, czytam troche Bradshawa, widze, że pięknie zebrał te wszystkie zjawiska, które widziałam na plus i minus u siebie i w świecie, a nie umiałam wspólnego mianownika im dać. Widzę, że osiągniecie stanu moich teściów i ich rodziny w zahaczeniu w tu i teraz, w polaczeniu z dziećmi, co super zawsze widac na imprezach i w zabawach z dziećmi, jest stanem może nigdy przeze mnie nie osiagalnym, ale nie wypisze sie z życia, żeby 5 lat spędzić w odosobnieniu i modelowaniu siębie na kogos z większymi kompetencjami do życia;) Tak samo może potraktuj "szukanie miłości" i skoro to dla Ciebie ważne, to to rób. Przynajmniej ja bym tak robiła:)
              • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 12:11
                www.youtube.com/watch?v=_68iEzdoGzY
                Specjalnie dla Kryśki:)

                Ja bym wybrała blekitną, od razu do kompletu byłaby piosenka, kocham jak śpiewają (może jeszcze lepiej Isabella Rossellini) "bluer than velvet were her eyes":)))) Za takie rady lubie Triss, to nie to samo co biblioteki i kluby:)
                • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 12:31
                  www.youtube.com/watch?v=GPIz9pD3Zm8
                  Jeszcze dla Kryśki:) Nie mogłam sie powstrzymać;) Z "Blue Velvet" Clown:))) Czasem trzeba "Drift away", spójrz na faceta, który stoi przy clownie, cudowny;))) Nie, no miłosci nie zastapisz kotem itp, szukaj, szukaj, warto:)
                  • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 20:09
                    Miłości nie zastępuje się kotem, ale zdolności do miłości, do podejmowania ryzyka, związania się z drugą istotą, odpowiedzialności za nią, oddania części siebie trzeba się jakoś nauczyć. I od czegoś można zacząć. Od takiego kota chociażby.

                    Zresztą... syty głodnego NIE zrozumie. Miałam przypadek koleżanki z okresu sprzed jej małżeństwa - była w niejasnym związku z przyszłym mężem - i po zawarciu małżeństwa. Cóż, dwie różne osoby. Przed - ocean wątpliwości. Po - skała pewności. Tak więc pominę dalsze dywagacje na temat koloru sukni.
                    • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 20:12
                      ... zwłaszcza, że ostatnio bawię się w kłócące się wróżki ze Śpiącej Królewny: Różowa!... Niebieska!... Różowa!... Niebieska!... Różowa!...
                  • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 20:59
                    Dzięki za wszelkie dedykacje :) Królem Arturem tudzież rycerzem nie wzgardziłabym, rzecz jasna, jednakże...
                    Pomysł "rekonstrukcyjny" uważam akurat za chybiony, mnie to po prostu nic a nic nie kręci. A moje doświadczenia z wchodzenia z nowe środowiska są... no mało pocieszające. Wielu miłych kolegów, tylko kolegów, w większości zajętych.
                    Moje własne, osobiste hobby, nie przysporzyło mi faceta, ale noszę śmieszny strój i po prostu to lubię.

                    Tak, tylko (aż) 30+, ale z mojego punktu widzenia niewiele się zmieni - będę chodzić do pracy, wracać, jeść obiad, zarabiać tyle, że akurat starczy, a wieczorem czasem ryczeć w poduszkę.

                    Jestem trochę na takim rozdrożu, bo do tej pory miałam nadzieję, że coś się zmieni no i dokonałam jakiejśtam jednak pracy na terapii itp. Prosząc Was o rady również idę w tę stronę, a więc ku życiu, ku szczęściu, ku spełnieniu.

                    Często jednak frustracja jest tak duża, brak efektów pracy, samotność, tęsknota za kimś bliskim... no i to poczucie, że ta potrzeba nie jest zaspokojona, że nic a nic nie wskazuje na to, że kiedykolwiek będzie, że przegapiłam coś tak ważnego... no mam dosyć. Wolę odpuścić, nie chcę się starać. Chcę spać, spać. No i nic by się nie stało, gdyby zdarzyłby mi się nieszczęśliwy wypadek.

                    Tak, jeśli będę nad sobą pracować, to to jeszcze troszkę mi zajmie, może całe życie.
                    Więc fajnie byłoby kogoś znaleźć w tym czasie. Tylko na razie nic nie wskazuje na to, że tak będzie.
                    Szukam alternatyw, żeby nie zwariować.
            • adorra0 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 13:10
              „Nauczyciel przychodzi wtedy kiedy uczeń jest gotowy” i ja widzę to tak – z jednej strony czujesz lęk przed zmianą, z drugiej jej potrzeba zaczyna w Tobie kiełkować, stąd ten wątek. Być może jeszcze nie w pełni do niej dojrzałaś, ale daj czasowi czas;-) Mnie dojrzenie do zmiany zajęło czterdzieści lat(mam wrażenie, że poszukiwałam siebie od urodzenia;-) Cudem jest , że odrzucając podczas tych poszukiwań to co mam nie zostałam z „ręką w nocniku”, widać Opatrzność nade mną czuwa;-)Kilka lat temu przeczytałam jakieś zdanie na temat samoakceptacji i to jedno zdanie przewartościowało moje dotychczasowe życie/oczekiwania. Oczywiście, nie zdanie jako takie, ale to ono skłoniło mnie do refleksji i działania. Kiedy je przeczytałam poczułam z jednej strony wielkie zdziwienie, bo przyczyn szukałam raczej poza sobą, a z drugiej ulgę, że wreszcie trafiłam w sedno, bo już zaczęłam dojrzewać do zmian i rozumieć, że bez nich będę szukać do śmierci. Wiem, jak brzmią rady o kochaniu samej siebie, też miałam ochotę „popukać” się w czoło kiedy je słyszałam. Dla mnie punktem wyjścia była akceptacja samej siebie taką jaką jestem – tu i teraz. A wierz mi nie było się czym zachwycać, miałam naprawdę trudny i wielki orzech do zgryzienia. Ale metodą małych kroków, bez gwałtu na własnej naturze udało mi się go nie tyle zgryźć co skruszyć ;-) To, oczywiście, nie oznacza, że wszystko jest idealnie, ale nie jest źle. Wreszcie potrafię się cieszyć i doceniać to co mam bez żadnego „ale” czego i Tobie życzę
              • adorra0 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 15:52
                Chciałam Ci jeszcze polecić poradnik sensus.pl/ksiazki/nawyk-wytrwalosci-jak-go-wyksztalcic-metoda-malych-krokow-anna-kuraszynska,nawykw.htm, jest tam rozdzialik poświęconym nawykom związanym z tworzeniem szczęśliwych związków. Może znajdziesz w nim coś dla siebie:-)
                • adorra0 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 15:54
                  sensus.pl/ksiazki/nawyk-wytrwalosci-jak-go-wyksztalcic-metoda-malych-krokow-anna-kuraszynska,nawykw.htm
              • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 20:33
                No dobra, adorra, to jak to leciało? To zdanie?

                Ja z tym "kochaniem samej siebie" też mam problem. Nawet dziś te wszystkie "kocham cię!!!" córeczki odbieram jako niezasłużony przywilej. O każdej porze dnia i nocy mogę wyliczyć liczne przykłady nieakceptowania mnie. Z czysto statystycznego punktu widzenia jestem na straconej pozycji. Co zostaje? Parę osób, mały czas. Ileś sytuacji, gestów, z których wynikało, że zasługuję na coś więcej, że jestem kimś OK. Potrafisz sobie kryska zrobić swoją listę? Może być od facetów, nie musi. Czy dostałaś jakieś pozytywne sygnały od kogoś, kto był dla Ciebie ważny, lub z jakichś powodów ważniejszy od innych?
                To tak na wypadek gdybyś nie potrafiła uwierzyć samej sobie...
                • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 21:13
                  Pewnie, że potrafię.
                • adorra0 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 23:15
                  danaide napisała:

                  > No dobra, adorra, to jak to leciało? To zdanie?
                  Nie pamiętam:-) Napisalabym gdyby było inaczej, ale to i tak nie ma większego znaczenia, bo każda z nas ma, mimo podobnych doświadczeń, jednak inną wrażliwość i niekoniecznie te same słowa muszą na nas oddziaływać. A jednak nawet teraz myślę, w jakiej książce mogłam to zdanie przeczytać....Może jak sobie dam spokój z przypominaniem na siłę, to samo się pojawi? Wtedy napiszę, obiecuję:-)
              • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 21:10
                Troszkę wyżej piszę o tym, jak to teraz u mnie wygląda. Ja to widzę bardziej nie jako gotowość do zmian, ale jako ŚCIANĘ, takie miejsce, gdzie zmiany nie przyniosą rezultatu.

                Nie wiem, może uda mi się jeszcze powalczyć, na pewno chcę trochę poczytać. Wasze zaangażowanie w mój wątek to też dodatkowa motywacja. Może pójdzie...
                • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 22:01
                  Ja osobiście nie widzę sensu w robieniu spisów eksfacetów;) W przypadku, gdy ktoś chce poznać fajnego faceta, to bym optowała bardziej za piękną sukienką, bo taka nigdy nie zaszkodzi, niż za kotem, który w przypadku osób samotnych ma raczej negatywne konotacje.
                  Ja na marazm, to bym pojechała w wysokie góry i mieszkała w schroniskach. W górach też są fajni faceci, w sumie nawet fajniejsi myślę niż na inscenizacjach. Góry różne fajne sprawy wyciągają z ludzii, bardzo zbliżają, to jest wg mnie miejsce, gdzie łatwo nawiązać bardzo głębokie relacje, a samotna osoba nie wygląda na desperata, tylko kogoś kto aktualnie jest sam:). Nie wiem, czy ten dziwny strój to od nurkowania, ale nurkowanie jest takie bardziej szpanerskie i w pewien sposób nienaturalne, a góry to może ostatnie choć trochę enklawy przyrody i jakiejś naturalności.
                  • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 22:48
                    ... bo może jest zwyczajnie tak, jak mówi Twój lekarz - "takie jest życie". Nawet najzdrowsze osoby i najsilniejsze psychicznie musza mierzyć się z samotnością, okresowym spadkiem sił, najróżniejszymi problemami. Po kilku latach terapii sama piszesz, że już wszystko zrozumiałaś. Może teraz trochę na siłę szukasz jakichś "przeszkód" by ŻYĆ, bo to faktycznie wymaga odwagi. Może trzeba przyjąć okresowy spadek sił, jakiś etap, ale nie nastawiać się na nudę w życiu, nic nie robienie etc., tylko sprzyjać szczęściu poprzez różnorodne działania. I na siłę nie doszukiwać się słabych/mocnych stron i wałkować dalej tematy pewnie dogłębnie juz przerobione na terapii. Bo nawet piszesz, że nie masz już ani ochoty ani pieniędzy na terapie. I bardzo dobrze może, bo od terapii też można się uzależnić, i czekać na nich na "prawdziwe życie".
                  • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 24.03.14, 21:33
                    > Ja osobiście nie widzę sensu w robieniu spisów eksfacetów;)

                    Ja rozumiem, dzieci, ale jednak czytanie ze zrozumieniem nie zawadzi. Nie spis facetów, ale spis przesłania, tego co nas budowało i co pochodzi od ludzi, czyli niekoniecznie od facetów, choć niewykluczone, że ten i ów rzucił coś co nas jednak budowało. A co do kota - no pewnie, najlepiej iść po najmniejszej linii oporu i uznać, że kto zaczął z kotem skończy z kaktusami na parapecie. Albo z kolejnymi kieckami wieszanymi w szafie i szpilkami w pudełkach. Bo po co leźć w szpilkach skoro i tak nikt Cię nie podtrzyma gdy Ci się noga powinie, a i nie spojrzysz na tych, którzy omiotą Cię wzrokiem, bo to nie dla nich się ubierasz tylko... no i leci kolejny schemat.

                    A w sytuacji gdy jest się samemu najbardziej zgubne jest jednak myślenie schematem.

                    Jednym ze schematów kryski jest 30+. So what? Nie jest łatwiej. Nie jest trudniej. Jest inaczej.
                    Rutyna jest trudna, bo rutynowe życie kończy się rutyną myślenia. Nie wiem czy polecać podróże. Jest ryzyko. Film "Miłość. Raj" itpd. Ale kto nic nie ryzykuje nic nie ma. W ogóle nie wiem co polecać, bo niestety jeśli robimy coś bez przekonania, takiego z głębi nas, to i tak trąci to fałszem.

                    Ale wracając do głównego wątku - jeśli będziesz opierać swoje poczucie wartości o faceta to tak jakbyś chodziła na jednej nodze. Gdy odejdzie - leżysz. Na tym Ci zależy? Widziałam kobiety, które zostawione same sobie traciły pewność siebie. Potem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odzyskiwały ją. Sama zawsze się pewniej czułam, gdy ktoś koło mnie krążył. I wiem, że to pułapka.
                    • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 24.03.14, 21:55
                      Chyba faktycznie nie zrozumiałam:) Czy chodziło, żeby Kryśka szukała akceptacji w samej sobie, a pomoże jej w tym lista sytuacji, w której to inni ją zaakceptowali:) Np. Ci faceci, których raz podziwia a raz nimi gardzi:) Ten dualizm pogardy i podziwu przyznam, że najbardziej mnie zaciekawił.

                      Jednak ja bym była za tradycyjnym podejściem, nazwijmy je jednak tak nowocześnie mindfullness:) czyli szukajmy tu i teraz. Ale to Kryśki życie i wybór:)

                      Mi się wydaje, że nie chodzi o opieranie poczucia wartości o faceta czy kobietę, ale o to, że Kryśka nie chce być już sama. Nawet jeśli osoba miałaby najwyższe możliwe poczucie wartości, to stan samotności mógłby jej nie odpowiadać. Pewne sprawy realizują się w przestrzeni dwóch osób, pewne w przestrzeni większej ilości osób. Człowiek to zwierze społeczne, trudno uznawać, że tak podstawowe potrzeby jak bycie z kimś, to wynik niskiej samooceny.
                      • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 00:49
                        No trochę o to. Ale tym samym zaprzeczyłam samej sobie. Bo skoro w jednym miejscu piszę, że trzeba się odciąć od ocen a w drugim, że jednak się tym pozytywnym przyjrzeć łaskawszym okiem, to trochę się to kupy nie trzyma. Ale czasem pisząc myślę na głos i dobrze jeśli gdzieś mi ta niekonsekwencja wyjdzie. Przynajmniej uczciwie przyznaję, że z samooceną - a co za tym niestety idzie, poczuciem wartości - mam duży kłopot, bo oceny sobie a ja sobie.

                        Co do drugiej kwestii - wyobrażam sobie, że osoby o wysokim poczuciu własnej wartości nie mają problemu z samotnością w tym sensie, że nie traktują tego jako "kary za niefajność", a raczej stan faktyczny, jak najbardziej przejściowy i do zaradzenia, którego przyczyn nie szukają w sobie - bo one są w porządku. Potrzeba bycia z kimś nie jest wynikiem niskiej samooceny, ale nieumiejętność bycia z kimś jak najbardziej może nim być. Bo bycie z kimś opiera się na jakimś zaufaniu - innym i sobie. W przypadku braku poczucia własnej wartości brak tego zaufania. I to prędzej sobie niż innym, o zgrozo!

                        O poczuciu własnej wartości zresztą pisze... Jesper Juul w książce "Twoje kompetentne dziecko". Tyle że w tłumaczeniu są dwa pojęcia, poczucie własnej wartości i pewność siebie, wg mnie zamienne, a tu jakoś rozdzielone w nie do końca jasny dla mnie sposób i chyba mylone z czymś co określiłabym świadomość własnych kompetencji. Fundamentalnym odkryciem dla mojej matki po przeczytaniu JJ było to, że ona uważała, że ktoś kto jest świadomy własnych kompetencji (np. znajomość języków czy zgrabne nogi) powinien mieć z automatu poczucie własnej wartości. A to niestety tak nie działa.
                        • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 18:34
                          Cześć Kobietki, z czasem ostatnio u mnie krucho. Odpiszę chociaż na część postów.

                          Bo skoro w jednym miejs
                          > cu piszę, że trzeba się odciąć od ocen a w drugim, że jednak się tym pozytywnym
                          > przyjrzeć łaskawszym okiem, to trochę się to kupy nie trzyma.

                          No właśnie, właśnie. Też mi się to nie zgadzało. Oceny innych niekoniecznie mieszczą się w kategorii "bezwarunkowa miłość".
                          Ale na pewno warto mieć świadomość swoich mocnych stron.

                          > Co do drugiej kwestii - wyobrażam sobie, że osoby o wysokim poczuciu własnej wa
                          > rtości nie mają problemu z samotnością w tym sensie, że nie traktują tego jako
                          > "kary za niefajność", a raczej stan faktyczny, jak najbardziej przejściowy i do
                          > zaradzenia, którego przyczyn nie szukają w sobie - bo one są w porządku.

                          No tylko u mnie to nie jest stan przejściowy, tak było zawsze. Dziesięcioletnia dziewczynka chciała podobać się chłopcom, trzydziestoletnia kobieta... nadal nie ma mężczyzny obok siebie.

                          • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 22:17
                            > > Co do drugiej kwestii - wyobrażam sobie, że osoby o wysokim poczuciu włas
                            > nej wa
                            > > rtości nie mają problemu z samotnością w tym sensie, że nie traktują teg
                            > o jako
                            > > "kary za niefajność", a raczej stan faktyczny, jak najbardziej przejścio
                            > wy i do
                            > > zaradzenia, którego przyczyn nie szukają w sobie - bo one są w porządku.
                            >
                            > No tylko u mnie to nie jest stan przejściowy, tak było zawsze.

                            No jasne, że było od zawsze. Bo Ty masz bardzo niskie poczucie własnej wartości, stąd też ten dualizm traktowania ludzi. Być może ciągle jeszcze wyobrażasz sobie, że masz wysokie i boisz się demaskacji?
                            • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 28.03.14, 18:48
                              > No jasne, że było od zawsze. Bo Ty masz bardzo niskie poczucie własnej wartości
                              > , stąd też ten dualizm traktowania ludzi. Być może ciągle jeszcze wyobrażasz so
                              > bie, że masz wysokie i boisz się demaskacji?

                              Nie, nie mam złudzeń.
                              Tzn. mam zarówno poczucie wyższości jak i niższości... ale mam świadomość, że taki mix bierze się z deficytów.
                      • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 00:51
                        To może jeszcze o mindfulness... Czyli chodzi o to by jednak protezę potraktować jak zdrową (nogę, dajmy na to) i być wdzięcznym za jej istnienie?
                      • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 18:46
                        Np. Ci faceci, których raz podziwia a raz nimi gardzi:) Ten dualizm pog
                        > ardy i podziwu przyznam, że najbardziej mnie zaciekawił.

                        Oj, Paris, to jakaś masakra jest, wiesz?
                        Pogarda i zawiść zdarza mi się w stosunku do pojedynczej osoby (niekoniecznie faceta) (i to wcale nie znaczy, że jestem wredną jędzą, po prostu jestem bardzo szczera wobec siebie i staram się nie udawać).
                        Najczęściej jednak pogardę czuję do osób, które są słabe - już to zresztą pisałam. I pewnie ma to związek z moimi własnymi słabościami, których nie akceptuję. No i ta słabość też może być pozorna. A jednak... jakiś taki powierzchowny blichtr kusi :)
                        Podziw za to do mocarzy, cóż z tego, że są zniewoleni wewnętrznie czy nieprzystępni; mają za to butę, ego i pewność, których mi brakuje! Czyżby lęk przed ojcem małej Kryśki [czyli mój własny z dzieciństwa]?
                        Piszę bardzo szczerze - nie okazuję tych emocji moim bliskim, znajomym, ale jestem ich świadoma. No i to też jest któraś warstwa emocji pod spodem, gdzieśtam w środeczku, pod powierzchnią.
                        I myślę, że droga do wyzwolenia się z tego nieprzyjemnego przecież stanu prowadzi jednak przez akceptację siebie. Wasze posty tutaj dały mi kopa na zachętę, obym nie zrezygnowała za szybko...
                        Wasze odpowiedzi dały mi małego kopa na zachętę, kolejna próba?
                  • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 18:51
                    > Ja na marazm, to bym pojechała w wysokie góry i mieszkała w schroniskach. W gór
                    > ach też są fajni faceci, w sumie nawet fajniejsi myślę niż na inscenizacjach. G
                    > óry różne fajne sprawy wyciągają z ludzii, bardzo zbliżają, to jest wg mnie mie
                    > jsce, gdzie łatwo nawiązać bardzo głębokie relacje, a samotna osoba nie wygląda
                    > na desperata, tylko kogoś kto aktualnie jest sam:). Nie wiem, czy ten dziwny s
                    > trój to od nurkowania, ale nurkowanie jest takie bardziej szpanerskie i w pewie
                    > n sposób nienaturalne, a góry to może ostatnie choć trochę enklawy przyrody i j
                    > akiejś naturalności.

                    Koleżanko paryżanko-teksanko-warszawianko :)
                    Gdyby góry były jakąś odpowiedzią, to dawno bym tam siedziała, problem właśnie w tym, że mi za cholerę się nic nie chce, nic nie przynosi odpowiedzi i ukojenia. I owszem, są zapychacze, które pomagają nie pamiętać.
                    A hobby jest totalnie nieszpanerskie, znów trochę w schemacie dobrej dziewczynki, ale tu się nie dam, bo bardzo je lubię i koniec. [Tak, tak, hobby jest fajne, ale wiecie, chciałoby się więcej i pełniej].
                    OK, moje drogie, zmykać muszę na dziś.
                • adorra0 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 23.03.14, 23:09
                  Krysko droga, tak sobie pomyślałam w związku z tą ścianą, że są dwa wyjścia – o ścianę można się rozbić albo od ściany można się odbić – wybór zależy od Ciebie. To tak na marginesie, bo nie o tym chciałam pisać. Uważam, ze nic na siłę, dotyczy to także zmian. Jest takie powiedzenie „przyjdzie czas, będzie rada” – widocznie Twój czas jeszcze nie nadszedł, może nigdy nie nadejdzie, może całe życie będziesz poszukiwać, a może wkrótce znajdziesz to/tego czego/kogo szukasz. Odpowiedź może Ci dać tylko życie i sama musisz je przeżyć, bo mimo pokrewnych doświadczeń istnieje jednak czynnik osobisty, inny dla każdej z nas. Pozdrawiam
                  • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 24.03.14, 23:19
                    www.youtube.com/watch?v=5DKnU8Qie34
                    A może w tym się jakoś odnajdziesz? Taki marazm to jak dystymia, tu fajnie mówi Bradshaw o sobie, o samotności, o tym, jak zazwyczaj związane jest to z jakimś uwikłaniem dzieci w problemy rodziców, zaniknięcie w pewien sposób różnicy pokoleniowej - może tak było, przy jedynakach zawsze więzi pionowe są silniejsze niż w przypadku rodzin z większą liczbą dzieci. To już ja dodaję o tych więziach - to pierwsza kwestia psychologiczna jaką w życiu zapamiętałam o dzieciach i dlatego też zawsze myślałam, by mieć więcej niż jedno dziecko.

                    Ostatnio to video zamieszczałam w innym wątku, ale chyba piszesz tu pierwszy raz i mogłaś go nie widzieć. To tylko taka propozycja do przemyślenia.
                    • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 08:09
                      Teraz sobie czytam te polecane tu książki, i przyszła do mnie Pia Mellody, ja mam akurat "Facing Codependance", to po polsku coś o współuzależnieniu, ona kilka tych książek wydała, tę moją akurat zaktualizowała - oni sami chyba nad tym dopiero "pracują". Tam jest to pięknie i w bardzo przejrzysty sposób opisane (ja tam się nie wczytuję, czasu nie mam, taka moja pobieżna opinia;)). To poczucie własnej wartości lub jego brak to właśnie w tym terminie współuzależnienia się zawiera. Widzę, że wiele rzeczy, które uważałam za "olewanie" różnych spraw np. mojego męża to zdrowe objawy. Chyba musze wiele jeszcze spraw sobie przewartościować. Fajnie, że te książki polecacie. Ten Bradshaw i Mellody to się tak uzupełniają, oni zresztą razem działali w the Meadows w Texasie, tam jest taki wielki ośrodek dla wszelkiej maści ludzi z problemami. Może sobie tam kiedyś wszyscy z forum na wycieczkę krajoznawczą pojedziemy, a tak to odkrywamy tu Amerykę, no ale tak to się dzieje, chyba innej drogi nie ma:)
                      • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 08:24
                        Znaczy Codependence i w Arizonie the Meadows:) Naprawdę fajna książka:)
                        • igge Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 08:56
                          jak już sobie tak polecamy różne "poradniki" to ja niczym Zuzi :) zachęcam do lektury książki Tomasza Mazura "Fiasko" (przewrotnie i zabawnie opisuje jak "zepsuć' sobie życie czyli czego należałoby w swojej postawie unikać) oraz z serii Teach Yourself dziełko psychoterapeuty Donalda Robertsona " Stoicism and the Art of Happiness", Tę ostatnia właśnie sobie smakowicie czytam i tak, jest tam mindfulness i "here and now" i generalnie działania zorientowane na proces a nie na rezultat/wynik.
                          • pade Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 09:04
                            Mindfulness to trochę szersze pojęcie niż "tu i teraz":)
                          • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 09:24
                            Danaide pisze: Tyle że w tłumaczeniu są dwa pojęcia, poczucie własnej wartości i pewność siebie, wg mnie zamienne, a tu jakoś rozdzielone w nie do końca jasny dla mnie sposób i chyba mylone z czymś co określiłabym świadomość własnych kompetencji.

                            Bradshaw brak poczucia wasnej wartości łączy ze współuzależnieniem wynikającym z niezdrowych rodzinnych systemów. Samo współuzależnienie to dla niego utrata identyfikacji, czyli sytuacja gdy się jest oderwanym od własnych uczuć, potrzeb i pragnień. Kiedy się ciągle dzieje źle, dziecko musi patrzeć "na zewnątrz" i traci powoli możliwość generowania przez siebie samego poczucia własnej wartości. To jest związane z chronicznym stresem dzieci w patologicznych rodzinach, gdzie muszą odcinać się od uczuć, etc. by skupiać na przetrwaniu. Natomiast nie widze by akurat w "Inner child" pisał o pewności siebie (pewnie gdzieś pisze;)), ale pisze o wytwałości/odporności (resilience) i jest to dla niego jedna z cech zdrowych dzieci, która bardzo łączy się z odwagą i wiarą w siebie/swoje siły/swoje umiejętności/kompetencje może używając języka J.J. Ta odwaga wydaje mi się kluczowa w wielu życiowych sytuacjach, i nawet jak człowiek jest doświadczeniem nauczony, że wiele razy się mu coś nie powiodło, to jednak czasem "na siłę" lepiej się nie poddawać, bo wynik zawsze może być dodani/ujemny podjętych działań. Tak sobie myślę:)

                            Bradshaw i Mellodo dotykaja spraw fundamentalnych, super, że o nich pisaliście, mi się zawsze poradniki kojarzyły z innym typem literatury. Te ich książki są świetne. Chyba się powtarzam?;)
                            • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 09:28
                              Widzicie sami jak to jest z uzależnieniami/współuzależnieniami.... Człowiek spędza potem miliony godzin na otwieraniu otwartych drzwi, zaniedbuje rodzinę, siedzi nieubrany, czyta po nocach, męczy innych, sto miliardów postów na forum pisze sam do siebie:)))). Kryśka brak faceta to najmniejszy pikuś, faceta znajdziesz szybciej niż ja te wszystkie książki przeczytam i przyswoję ich tajemną wiedzę:)))))))))
                              • pade Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 09:41
                                Dlatego ja się wykrzywiam do monitora, jak ktoś o książkach, które tu polecamy pisze per poradniki:/
                                • pade Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 09:41
                                  nie jak tylko kiedy
                                  • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 10:32
                                    nie kiedy, tylko gdy;)))
                                    • pade Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 11:35
                                      niekoniecznie:)
                                      • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 12:13
                                        mnie babcia wychowywała, to mam rygorystyczne naleciałości językowe sprzed wojny;)
                                        • pade Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 12:25
                                          hehe, mamy 21 wiek!!
                                          Jestem po polibudzie, ale darzę język ojczysty wielkim szacunkiem i nigdy nie sprawiał mi problemów. Co nie zmienia faktu, że piszę jedynie na forum, w pracy liczę:)
                                          Kłócić się nie zamierzam, wg mnie obie formy są poprawne, ale Twoja bardziej "pasuje":)
                                          • zuzi.1 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 22:58
                                            a ja myślałam pade, że z Ciebie jest eteryczna humanistka ;-) jak to się człowiek może zdziwic;)
                              • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 28.03.14, 18:56
                                Hehe Paris, to zaczynaj czytać już już już, PRZEczytaj, skoro to warunek do mojego mania faceta :DDD Trzymam Cię za słowo, Koleżanko :D
                                • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 28.03.14, 19:26
                                  Nie rozumiem??? Że jestem w gorącej wodzie kąpana i trochę naiwna? Chyba tak:)))
                                  • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 28.03.14, 19:53
                                    paris-texas-warsaw napisała:

                                    > Nie rozumiem??? Że jestem w gorącej wodzie kąpana i trochę naiwna? Chyba tak:))
                                    > )

                                    Sorry, Paris, drzewko mi trochę umyka, muszę jednak cytować wypowiedzi.

                                    Napisałaś:
                                    "Kryśka brak faceta to najmniejszy pikuś, faceta znajdziesz szybciej niż ja te wszystkie książki przeczytam i przyswoję ich tajemną wiedzę:)))))))))"

                                    Więc proszę tu ładnie czytać te książki, bo przecież napisałaś, że jak już je przeczytasz to ja będę na tym rumaku z rycerzem mym przez miasta i wioski pomykać :DDDD
                            • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 17:47
                              > Bradshaw brak poczucia wasnej wartości łączy ze współuzależnieniem wynikającym
                              > z niezdrowych rodzinnych systemów. Samo współuzależnienie to dla niego utrata i
                              > dentyfikacji, czyli sytuacja gdy się jest oderwanym od własnych uczuć, potrzeb
                              > i pragnień.

                              Klarowna definicja, dzięki, współuzależnienie jako przyklejenie się do cudzych uczuć, potrzeb i pragnień kosztem własnych. Dodałabym: ocen. Kiedy pierwszy raz zaczęłam czytać o zen wyszło jakoś, że wszelkie zło świata pochodzi właśnie z ocen i porównywania. Dla mnie trzyma się kupy=)

                              Ta odwaga wydaje mi si
                              > ę kluczowa w wielu życiowych sytuacjach, i nawet jak człowiek jest doświadczeni
                              > em nauczony, że wiele razy się mu coś nie powiodło, to jednak czasem "na siłę"
                              > lepiej się nie poddawać, bo wynik zawsze może być dodani/ujemny podjętych dział
                              > ań.

                              Żeby tak mieć znów w sobie odwagę dziecka, które próbuje tylu rzeczy, zawsze do skutku=) Różnego, ale skutku.
                              To ja lecę.
    • milamala Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 14:54
      Pragnienie zwiazku jest najnormalniejsze w swiecie, i zadna terapia czy jakakolwiek dzialalnosc zastepcza tego nie zmienia. Relacja z drugim czlowiekiem zaspakaja taka czesc czlowieka, ktorej nic innego nie jest w stanie zaspokoic, chocby nie wiem co czlowiek robil. Naturalnie przy zalozeniu, ze ktos posiada w sobie pragnienie zalozenia rodziny.
      Na to nie ma rady. Jedyna rada to nieustawanie w poszukianiu partnera, chocby wlasnie przy okazji hobby, internetowych randek itp.
      Natomiast chcialabym zwrocic Ci uwage na jedna sprawe. Moze sie zdarzyc, ze masz jeszcze jakis inny problem np. jak to sie czesto zdarza ludziom z naszego pokolenia nieciekawe dziecinstwo. Taka sprawe trzeba zalatwic osobno, bo nawet najbardziej udany zwiazek innych problemow nie rozwiaze. Moze sie zdarzyc, ze w poczatkowej fazie przykryje, ale szydlo i tak wyjdzie z worka, moze nawet z niekorzystnym wplywem na obecna relacje.
      Bardzo Ci zycze powodzenia.
    • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 25.03.14, 17:33
      Jeszcze raz, bo co raz coś mi się narzuci. Może w związku z Tobą, może w związku z sobą.

      Piszesz, że leżysz w łóżku i płaczesz. Dla mnie to już nie jest czysta desperacja, to jest rozpacz. Desperacja może zmotywować do działania, kiecka, szminka, no żeż kurna coś się MUSI zdarzyć. Rozpacz blokuje.

      Prymuska. Pisałam: zrób coś szalonego, wbrew schematowi. Twoja prymuska, grzeczna dziewczynka w Tobie będzie próbować Cię zatrzymać. (grzeczne dziewczynki idą do nieba, nigrzeczna tam gdzie chcą, prawda?). Spróbuj zidentyfikować ten moment gdy schemat działa. Masz ochotę połozyć się i ryczeć? Wsiądź na rower, idź na spacer. Nie idź po faceta. Zrób coś wbrew schematowi. Może kiedyś zaczniesz przełamywać schemat po to tylko by zobaczyć co to daje. I kiedyś da to, czego szukasz. Wydaje mi się, że wiem o czym piszę, bo kilkakrotnie w ciągu ostatnich dni potknęłam się o mój schemat. Mój schemat polegał latami na tym, że waliłam głową w ścianę, a jak obok otwierały się na chwilę drzwi to zamierałam w bezruchu i czekałam aż się zamkną. Dziś walczę z tym schematem, nie kopię się z koniem tylko czekam - w miarę spokojnie, choć tak, czas płynie - na te drzwi - i dostrzegam moment gdy się otwierają. I jeśli nie robię nic przynajmniej wiem, że znów się dałam schematowi. Jeśli tylko się da - biorę poprawkę i sprawdzam czy nadal są otwarte.

      A przyjaciółki - dziewczyny masz? Najlepiej takie, jak w Seksie w Wielkim Mieście! Bo podejrzewam, że też nie.
      • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 28.03.14, 19:07
        Jest tylko taki problem, najczęściej leżę i ryczę, gdy już faktycznie jest noc i próbuję zasnąć, a więc nie bardzo mam opcję np. iść na rower :D

        Ale tak, podoba mi się ten pomysł. Łzy potrafią uwolnić, dać ulgę, ale nie wtedy, gdy temat jest już przemielony, przemyślany i opłakany. Tu już nie ma co płakać, to już nic nie daje.

        Nie mam pomysłu co zrobić, gdy mi się zbierze, ale otwartość jest :D

        Moja prymuska - grzeczna dziewczynka: tu trochę są takie lęki - a może przekonania - których nie umiem - a może nie chcę - przemóc. Tu znów napiszę zawile: czasem jest cienka granica między moimi własnymi poglądami, a przekonaniami, które mi wszczepiono. Może nigdy nie zdecyduję się przekroczyć pewnych ograniczeń, w sposób świadomy, ze wszystkimi, czasem frustrującymi, konsekwencjami. I z jakimś poczuciem bezpieczeństwa.

        Ale piszę, rzecz jasna, o tym najcięższym kalibrze. Bo jest wiele sytuacji, w których chciałabym ze schematu wyjść i myślę, że mogłoby być to łatwiejsze.

        Przyjaciółki - dziewczyny mam. Też raczej dobre dziewczyny, raczej wrażliwe i wyrozumiałe niż super przebojowe.
        • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 28.03.14, 22:15
          > Jest tylko taki problem, najczęściej leżę i ryczę, gdy już faktycznie jest noc
          > i próbuję zasnąć, a więc nie bardzo mam opcję np. iść na rower :D

          No widzisz, a mi się zdarzyło iść na rower w środku nocy, nie sama, tylko z innym człowiekiem, notabene też bardzo samotnym i jakoś te nasze dwie samotności ostatecznie nie dały jednej niesamotności, ale rower, nocą, w lesie, z wyłączonym światłem, kiedy jedziesz poddając się drodze - jedno z pięknych wspomnień.
          I niestandardowe.

          Wyjście poza schemat to jest to nad czym bym pracowała, zwłaszcza że przyznajesz że nie wiesz ile jest Ciebie w Tobie, ile norm kulturowych wpojonych przy okazji, a stojących na drodze do szczęścia. A tak BTW, polecam randki internetowe - dla wprawy, dla spokoju, że nic nie przegapiłaś (wiesz, jak w kawale o Icku, co chciał wygrać na loterii i w końcu Jahwe nie wytrzymał i kazał mu choć raz na tej loterii zagrać) i wreszcie - dla spełnienia celu. A nuż znajdziesz - skoro tak dobrze wiesz, że akurat tego chcesz=) Choć obstawiam, że jeśli nie przerobisz swoich lęków - terapią, nie lekami - to na dwoje babka wróżyła.

          Nie wiem też gdzie mieszkasz. Sama zmieniałam państwa i miasta i zdarza się, że zmiana formuły się sprawdza. Ale w ostatecznym rozrachunku, bez przerobienia problemów - małpie ruchy.

          A jeśli jeszcze się łamiesz to znaczy, że - jak ktoś napisał, chyba Tobie - stoisz przed ścianą, ale się o nią nie rozbiłaś. Rozbicie o ścianę może być skądinąd wysoce konstruktywne=)
          • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 30.03.14, 16:39
            danaide napisała:

            > No widzisz, a mi się zdarzyło iść na rower w środku nocy, nie sama, tylko z inn
            > ym człowiekiem, notabene też bardzo samotnym i jakoś te nasze dwie samotności o
            > statecznie nie dały jednej niesamotności, ale rower, nocą, w lesie, z wyłączony
            > m światłem, kiedy jedziesz poddając się drodze - jedno z pięknych wspomnień.
            > I niestandardowe.
            > Nie wiem też gdzie mieszkasz. Sama zmieniałam państwa i miasta i zdarza się, że
            > zmiana formuły się sprawdza. Ale w ostatecznym rozrachunku, bez przerobienia p
            > roblemów - małpie ruchy.
            >
            > A jeśli jeszcze się łamiesz to znaczy, że - jak ktoś napisał, chyba Tobie - sto
            > isz przed ścianą, ale się o nią nie rozbiłaś. Rozbicie o ścianę może być skądin
            > ąd wysoce konstruktywne=)
            >

            Nie wiem czy rower, zmiana miejsca zamieszkania itp. to będzie moja historia, ale dróg jest wiele. Dróg wychodzenia ze schematu.

            Rozbić łepetynę o mur? Brzmi obiecująco :DDD I ja bardzo chętnie :)
            Rozumiem, że tak pomijając tą uroczą metaforę to masz na myśli znów rozbicie schematu i zaczynanie od nowa, choćby z obolałym czerepem?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 26.03.14, 03:05
      Pani wątek jest w dużej mierze egzystencjalny. Pani dylemat i odpowiedzi innych, sprowadzają się do pytania, jak żyć szczęśliwie. Oraz co począć, jak szczęścia się nie czuje.
      Psychologia mieści się w zagadnieniu, jak się ten brak poczucia szczęścia układa w Pani osobistym planie.
      Skoro jest Pani na antydepresantach, to wnoszę, że ma Pani depresję lub jakąś jej wersję. Pani, zatem, patrzy na swoje życie z perspektywy osoby depresyjnej. To już naznacza rzeczywistość i czyni ją nudnym wykładem.
      I ta perspektywa jest skojarzona z aktualnym kulturowym przekazem, że po pierwsze, poczucie szczęścia jest obowiązkowe i po drugie, że takie szczęście daje związek intymny.
      Wygląda na to, że Pani obwinia się za to, że nie udało się osiągnąć tego standardowego przekazu.
      To straszna, właśnie egzystencjalna, pułapka. Pokazuje, że w czymś się Pani nie wyrobiła. Albo, że ma Pani jakiś feler.
      Faktem jest, jakąś część ludzkości nie zakłada rodzin. Dlaczego ich życie, Pani zdaniem, jest gorszej jakości ? W jakiej konkurencji Pani zaczęła startować i Pani przegrała ?
      Czemu Pani wewnętrzne życie, pełne wibracji, pytań, wątpliwości, zniechęcenia i depresji, nie jest godne atrakcyjnego, porywającego wykładu ? Wszak na te godzinę, Pani wątek zgromadził 166 wpisów, a w tym ileś Pani bardzo erudycyjnych i pełnych samozrozumienia odpowiedzi. Czy to świadczy o beznadziejności Pani egzystencji ?
      Proszę mi powiedzieć, dlaczego nie może Pani skorzystać z "Poza tym potrafię się cieszyć z głupot i bardzo cenię drobne uśmiechy codzienności" ? W czym czuje się Pani gorsza, mając taką umiejętność? Chyba, że napisała to Pani na okrasę i wcale tak nie jest.
      Ostatnie moje zdanie zabrzmi bardzo egzystencjalnie. Dlaczego ma Pani być szczęśliwa i spełniona oraz z zaspokojonymi wszystkimi potrzebami natury emocjonalnej ? Celowo zamieściłam w swojej odpowiedzi dużo pytać w zamian za szczegółowe wyjaśnienia i rady. może ich powolne matrowanie Pani pomoże? Agnieszka Iwaszkiewicz

      • differentview Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 26.03.14, 09:13
        > Ostatnie moje zdanie zabrzmi bardzo egzystencjalnie. Dlaczego ma Pani być szcz
        > ęśliwa i spełniona oraz z zaspokojonymi wszystkimi potrzebami natury emocjonaln
        > ej ?

        hehehe, moja babcia miala takie powiedzenie, ze syty glodnego nie zrozumie;) otoz zycie jest krotkie, czas ucieka a kobieta nie potrafi( nigdy nie potrafila) zaspokoic swojej najwiekszej potrzeby- bliskiej relacji/ rodziny; wszystko inne ma ale to wszystko inne nie ma sensu jesli jest sama; nie zgodze sie, ze potrzeba bycia w zwiazku to stereotyp narzucony z zewnatrz, przez kulture i autorka watku ma poczucie winy, ze nie wpisala sie w niego- wrecz odwrotnie- kultura dostarcza mnostwa substytutow, ktore mamia czlowieka, ze moga dac mu szczescie ( np. ciagla konsumpcja) ale faktycznie szczescie daje czlowiekowi bliska relacja- autorka to zrozumiala i stad depresja moim zdaniem
        • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 26.03.14, 09:43
          Natomiast nie zrozumiała dlaczego tak jest. Dlaczego nie potrafi wejść w bliskie relacje z innymi ludźmi. Najlepiej płci męskiej i na odpowiednim poziomie.

          To że mamy archetypiczne potrzeby, że nikt nie jest wyspą - zgoda. Ale dziś rano jeszcze przypomniała mi się "The Work" Katie Byron i jej metoda odwracania myśli - żeby nie było - nie, nie wykonałam Pracy, ale sama idea odwracania myśli - tych negatywnych, destrukcyjnych, depresyjnych - wydaje mi się rewolucyjna. Zatem: nie, nie żaden facet mnie nie chce tylko ja nie chcę żadnego faceta. Nie, nikt nie chce być ze mną tylko ja nie chcę być z nikim.

          Ok, rozumiem, że jak (kiedy? gdy? =P) jest się wykształconą, myślącą, czującą dziewczyną, to jak się człowiek nie ogarnął podczas studiów i może ciut po, to potem wielu fajnych facetów jest wyhaczonych, a ta pula niestety to nie jest studnia bez dna. Ale to nie jest kwestia statystyki. To jest kwestia otwartości, innego spojrzenia na świat i siebie, szczęścia, które bierze się z tej otwartości i uważności. Dlatego tak, facet to kwestia wtórna, jeśli nie potrafi się nawiązać relacji, nie za bardzo się czuje temat, to trzeba jakąś pracę nad sobą wykonać, bo nawet jak się zjawi - a zjawi - to sprawę się zawali. Wiem o czym mówię.

          Faceci są jak autobusy, zawsze będzie następny, a skoro już siedzisz na przystanku, to polecam w międzyczasie pracę nad sobą i swoimi przekonaniami. Dla mnie kamieniem milowym była książka polecana na tym forum w kontekście dzieci - przeczytałam ją i odpadłam, bo to była książka o mnie i o tym czego zabrakło w moim dzieciństwie (a w domyśle: i co z tego wynikło) - Jesper Juul "Twoje kompetentne dziecko".
          • differentview Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 26.03.14, 10:44
            > Natomiast nie zrozumiała dlaczego tak jest. Dlaczego nie potrafi wejść w bliski
            > e relacje z innymi ludźmi. Najlepiej płci męskiej i na odpowiednim poziomie.

            nie zrozumiala dlaczego tak jest ale zauwaz, ze nawet o to nie pyta;) nie opisuje na forum co poszlo nie tak w poprzednich relacjach, jakie bledy popelniala, jak sie ustrzec przez powielaniem bledow w przyszlosci- ona pisze, ze nie zalozyla rodziny i juz jej pewnie nie zalozy i niby wie dlaczego( po terapii) ale nie powie bo i tak nie umie nic zmienic;) wiec po co zaklada taki watek? pewnie z nudow;)
            • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 28.03.14, 19:48
              > nie zrozumiala dlaczego tak jest ale zauwaz, ze nawet o to nie pyta;) nie opisu
              > je na forum co poszlo nie tak w poprzednich relacjach, jakie bledy popelniala,
              > jak sie ustrzec przez powielaniem bledow w przyszlosci- ona pisze, ze nie zaloz
              > yla rodziny i juz jej pewnie nie zalozy i niby wie dlaczego( po terapii) ale ni
              > e powie bo i tak nie umie nic zmienic;)

              wiec po co zaklada taki watek? pewnie z
              > nudow;)

              Nie, moja droga, to było akurat po kolejnym maratonie poczucia pustki, beznadziei i może też łez.

              Gryzłam ten mój problem z różnych stron, dostawałam różne rady i nastąpił moment, gdy wolę odpuścić. Bo mi się nie udawało. Bo nic nie wskazuje na to, że mi się uda.

              No i, jak pisałam, biegam tu między wątkami skąpo ubrana, ale rozebrać się do golasa nie chcę. Jeśli nie piszę do końca, to raczej dlatego, że to za bardzo boli, niż że "nie powie bo i tak nie umie nic zmienic;)", nawet jeśli to tak zabrzmiało.
        • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 28.03.14, 19:40
          No dokładnie tak to widzę differentview, 10/10.
      • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 28.03.14, 19:39
        > Skoro jest Pani na antydepresantach, to wnoszę, że ma Pani depresję lub jakąś j
        > ej wersję. Pani, zatem, patrzy na swoje życie z perspektywy osoby depresyjnej
        > . To już naznacza rzeczywistość i czyni ją nudnym wykładem.

        Jak już pisałam, zaburzenie lękowe, chyba zaleczone, za jakiś czas leki chcę odstawić.
        No i gdy walczyłam z chorobą, moim jedynym marzeniem był spokój. Teraz go mam (w rozumieniu: funkcjonuję bez nieustannego silnego lęku), ale apetyt rośnie w miarę jedzenia :)
        No chcę więcej... Teraz chcę więcej.

        > Pokazuje, że w czymś się Pani n
        > ie wyrobiła. Albo, że ma Pani jakiś feler.
        > Faktem jest, jakąś część ludzkości nie zakłada rodzin. Dlaczego ich życie,
        > Pani zdaniem, jest gorszej jakości ? W jakiej konkurencji Pani zaczęła startowa
        > ć i Pani przegrała ?

        No tak. Gdybym nie była felerna, nie zostałabym na półce, tylko ktoś by mnie zgarnął. Teraz to już trochę towar z przeceny jestem...
        I raz jeszcze podkreślam, nie uważam, że życie INNYCH osób, które nie mają rodzin, które nie są w związkach, jest gorsze. Jeśli im jest z tym dobrze, OK. Mi jest źle. Nawet, jeśli to sprawka przekazu kulturowego, to odczuwam to jako swoje.

        > Proszę mi powiedzieć, dlaczego nie może Pani skorzystać z "Poza tym potrafię
        > się cieszyć z głupot i bardzo cenię drobne uśmiechy codzienności" ? W czym cz
        > uje się Pani gorsza, mając taką umiejętność? Chyba, że napisała to Pani na okra
        > sę i wcale tak nie jest.

        Nie, pisałam szczerze. Cieszy mnie tak wielka ilość nieistotnych szczegółów, że to może się wydawać dziwne otoczeniu. Ale ja akurat uważam, że to jest duża składowa właśnie szczęścia.
        Tylko znów: to jest u mnie jak wielka ilość świetnych przypraw bez głównego składnika.

        Dlaczego ma Pani być szcz
        > ęśliwa i spełniona oraz z zaspokojonymi wszystkimi potrzebami natury emocjonaln
        > ej ?

        To jest dobre pytanie. Większość z nas dąży do szczęścia, jeśli nie wszyscy. Chyba myślałam, że moje wyobrażenie szczęścia jest dość standardowe i zaspokajalne, że nie chcę zbyt wiele.
        No ale cóż, niewinne chore dzieciaki umierają (to taki jeden ekstremalny przykład), chyba rzeczywiście nie należy oczekiwać, że każdemu z nas się uda.
        I raczej to widziałabym jako pułapkę kulturową, a nie pragnienie związku.

        Dziękuję!
        • enatealie Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 30.03.14, 03:00
          Dziwię się, że w żadnym wpisie nikt nie doradził Ci po prostu przestać rozmyślać i rozłupywać wszystko na maleńkie kawałki. Taka dogłębna analiza naprawdę nie przynosi dobrych efektów, bo zawsze "coś" znajdziesz, będziesz dumać, a czy w życiu coś się zmieni? Dziwią mnie także propozycje analizowania dzieciństwa. Co w TYM KONKRETNYM momencie da rozpatrywanie spraw sprzed 20 paru lat? Myślę, że Twoim problemem jest chyba takie "zapętlanie się". Rozmyślasz o czymś w kółko, wracasz do przeszłości, nagle masz chwilę olśnienia, że chcesz wyrwać się z tego marazmu, a potem zaczyna się od nowa. Za dużo u Ciebie akcji (tak to określmy) na poziomie myśli, a za mało konkretnego działania. Skoro chodziłaś na terapie, udało Ci się zapewne poznać mechanizmy, które Tobą kierowały/kierują, miałaś czas na przeanalizowanie tego wszystkiego, ale ten rozdział powinien zostać już zamknięty.
          Może zabrzmi to brutalnie, ale po przeczytaniu Twoich wypowiedzi odniosłam wrażenie, że jesteś nieco niedojrzała. Z jednej strony przebija się z nich taki smutek osoby rozczarowanej życiem, ale i zagubienie, niczym u nastolatki. Miotasz się okropnie i chyba sama to czujesz... Posiadanie partnera tak naprawdę niczego w Twoim życiu nie zmieni, bo on nie wpłynie na Twoje myśli i usposobienie. Na podstawie tego wątku odbieram Cię jako osobę depresyjną, za dużo myślącą i taką, która sama nie wie, czego chce. Może taka po prostu Twoja natura i nie warto z tym na siłę walczyć, ciężko mi to ocenić. Z jednej strony cieszysz się drobnostkami, a z drugiej... Widzę Cię jako kobietę, która tymi małymi radościami, chwilowym szczęściem tylko zakrywa ciągły, okropny smutek, melancholię... Jest w tym coś?
          • anula36 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 30.03.14, 12:48
            Posiadanie partnera tak naprawdę niczego w Twoim życiu nie zmieni, bo on nie wpłynie na Twoje myśli i usposobienie

            pewnie nie, ale zamiast sie radykalnie zmieniac w zwiazku, lepiej sie cieszyc tym co dobre, dzieleniem zycia, mysli, planow, seksem itp.
          • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 30.03.14, 16:55
            > Dziwię się, że w żadnym wpisie nikt nie doradził Ci po prostu przestać rozmyśla
            > ć i rozłupywać wszystko na maleńkie kawałki.

            Tylko praca nad sobą, nad emocjami, znajdowanie rozwiązań polega trochę na rozmyślaniu (i działaniu potem też). A to, co udało się uzyskać podczas terapii nie kończy się na ostatnim spotkaniu.
            O tyle się zgodzę, że (jak pisałam Danaide bodajże) tak jak w tej konkretnej sprawie płacz nie przynosi ulgi, tak i rozmyślania nie bardzo przynoszą rozwiązania.
            Miotasz
            > się okropnie i chyba sama to czujesz... Posiadanie partnera tak naprawdę niczeg
            > o w Twoim życiu nie zmieni, bo on nie wpłynie na Twoje myśli i usposobienie. Na
            > podstawie tego wątku odbieram Cię jako osobę depresyjną, za dużo myślącą i tak
            > ą, która sama nie wie, czego chce. Może taka po prostu Twoja natura i nie warto
            > z tym na siłę walczyć, ciężko mi to ocenić. Z jednej strony cieszysz się drobn
            > ostkami, a z drugiej... Widzę Cię jako kobietę, która tymi małymi radościami, c
            > hwilowym szczęściem tylko zakrywa ciągły, okropny smutek, melancholię... Jest w
            > tym coś?

            Tak, ja nie wiem czego chcę (pomijając plan A, który nie wyszedł) i to jest właśnie ta trudność. Gdybym wiedziała, mogłabym do tego dążyć.
            Może bycie w związku nie zmieni tak bardzo myślenia osoby, która czasem z kimś jest, a czasem nie. Ale u mnie to jest wieloletnie pragnienie i deficyt, nie przegadasz.

            Widzę Cię jako kobietę, która tymi małymi radościami, c
            > hwilowym szczęściem tylko zakrywa ciągły, okropny smutek, melancholię... Jest w
            > tym coś?

            Od drugiej strony: nie sądziłam, że mam jakieś wygórowane oczekiwania, mogłabym właśnie osiągnąć szczęście w dość prosty, standardowy sposób, ale mi się nie udaje.
            • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 30.03.14, 20:00
              Okresowo słyszałam takie: nie myśl za wiele.
              Nie rozumiałam=)

              > Może bycie w związku nie zmieni tak bardzo myślenia osoby, która czasem z kimś
              > jest, a czasem nie. Ale u mnie to jest wieloletnie pragnienie i deficyt, nie pr
              > zegadasz.

              Czyli przekombinowałaś. Nawet jeśli Ci powiemy jest najinteligentniejszy facet jest prostszym mechanizmem niż większość kobiet to nie uwierzysz i nic z tą wiedzą nie zrobisz. Czekasz sobie na rycerza na białym koniu, a tu jakieś kare, siwki i w ogóle. Może jednak jakieś małe kroki - randka 1 sztuka. I tak ileś razy. Tak na wyluzowanie. Sobotnie popołudnie na portalu randkowym i możesz mieć parę dni w kolejnym tygodniu zabukowane. Przynajmniej w większym mieście.
              Polecam też wszystkie sezony Seksu w Wielkim Mieście.
            • pade Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 30.03.14, 20:08
              Zmartwię Cię.
              Nie osiągniesz szczęścia i nie wyrównasz deficytów poznając partnera. Tak naprawdę to deficyt po początkowej fazie zakochania, może się jeszcze pogłębić. Nie nakręcaj się tym, czego nie masz, bo to Cię tylko osłabia, a nie wzmacnia.
              Tym, co mogłoby Ci dać szczęści,e to właśnie wiedza na temat tego, czego chcesz i robienie tego.
              Zrób sobie takie małe ćwiczenie. Wypisz na kartce kilka czynności, których nie chcesz robić. I przeformułuj je. Np. Nie chce zapominać, że mam odpowiadać na maile.
              Chcę pamiętać, że mam odpowiadać na maile.

              Nie chcę mieć bałaganu w książkach.
              Chce mieć porządek w książkach.
              To tylko przykłady:)
              Ćwiczenie pomoże Ci uświadomić sobie czego chcesz.
              Zastanów się również, jakimi wartościami kierujesz się w życiu. Co jest dla Ciebie ważne, co Ciebie kształtuje. Odpowiedzi na te pytania, również pomogą Ci w uzmysłowieniu sobie czego chcesz. I zacznij to realizować:)
            • kachaa17 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 30.03.14, 20:22
              Ja cię całkiem dobrze rozumiem. Częściowo czułam się kiedyś tak jak ty. Tyle, ze ja wyszłam za mąż. Chcesz to możesz poczytać co nieco o mnie w moich wątkach. Aktualnie moja sytuacja jest taka, że od końca września zeszłego roku mieszkam z rodzicami, po tym jak odeszłam od męża. Od 2 lat nie pracuję bo nie byłam w stanie. Przez długotrwałe tkwienie w raniącym związku dorobiłam dość dziwnej choroby równie przez lekarzy nazywanej: depresja, nerwica, zaburzenia adaptacyjne, zaburzenia osobowości. Ja to osobiście nazwę ogromnym kryzysem życiowym. Fakt, ze trwa on długo ale myślę, ze wychodzę już na prostą. W tej chwili nie biorę żadnych leków i nie chodzę też na terapię. Mimo, że pierwszą terapię zaczęłam około 10 lat temu i w sumie wszystkie trwały około 5 lat nie widziałam w zasadzie żadnych efektów. Dopiero teraz widzę jaką wiedze zdobyłam dzięki nim. Najbardziej jednak chyba pomogły mi mitingi dla dorosłych dzieci alkoholików. Poprzez uczestnictwo w tych mitingach stopniowo uwierzyłam, że mogę sobie zaufać. A to znaczy, że mogę też wierzyć swoim uczuciom. A to dla mnie było bardzo dużo. Dało mi to siłę do zmian. Stopniowo. Mitingi właśnie tak działają, że podświadomie zaczynasz wierzyć w siebie. Są to też mitingi przeznaczone dla dorosłych dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Więc jeśli nie masz siły na terapie to może spróbuj mitingów. Są bezpłatne.
              Efektem ubocznych uczestnictwa w mitingach jest też pojawienie się miłosci do siebie. Ja też nie kochałam siebie ale teraz uczę się tego.
              Aktualnie walczę z naporem emocji po odstawieniu leków ale jest coraz lepiej. Nawet mi przyszło do głowy takie zdanie: powstaję jak Feniks z popiołów. Bo musiałam pogrzebać wszystko co dotychczas miałam.
              • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 31.03.14, 00:07
                Post Kachy nasunał mi jeszcze taką myśl... Nie wiem, jak działają te wszystkie leki od psychiatrów, o których piszecie, ja osobiście bałabym się je zażywać, bo nie wierzę, że poznanie mózgu jest na tyle zaawansowane by tworzyć faktycznie "ucelowane" w coś leki, nie "paraliżujące innych obszarów "czucia", a jak się poiczyta o "badaniach nad lekami" to w ogóle tylko woda zostaje;). To oczywiście zdanie laika:) Ale, tak jak Kacha pisze o zalewie budzących się teraz emocji, tak sobie myślę, jak się przechodzi psychoterapie, gdy jest się odciętym od emocji np. lęku (zaburzenia lękowe) czy smutku (depresja). Jak można "teoretycznie" wgłębiać sie w emocje, kiedy już się ich nie czuje, wtedy się je przywołuje z pamieci? To piszę a propos tego "niezakochiwania się". Życie generalnie boli, ludzie wnerwiają, ale jak się tak spłyci lekami emocje to może właśnie trudno się zakochać, bo na pozytywy też się obojętnieje? Ja tak rozumiem trochę leki psychiatryczne, że człowiek trochę nie jest sobą, to jednak stale zmieniana sztucznie świadomość odcięta od pewnych przeżyć. Czasem ludzie przywołują metaforę, że leki psychiatryczne w psychoterapii to jak znieczulenie przy operacji, tylko sobie myślę, że przed operacjami są robione badania a przy takich lekach sam "badany organ" jest już zmieniony i może wtedy ciężko skutecznie operować.
                • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 08.04.14, 19:55
                  paris-texas-warsaw napisała:

                  > Post Kachy nasunał mi jeszcze taką myśl... Nie wiem, jak działają te wszystkie
                  > leki od psychiatrów, o których piszecie, ja osobiście bałabym się je zażywać, b
                  > o nie wierzę, że poznanie mózgu jest na tyle zaawansowane by tworzyć faktycznie
                  > "ucelowane" w coś leki, nie "paraliżujące innych obszarów "czucia",...

                  Mi to tak tłumaczono, że mój mózg nie produkuje tyle serotoniny, ile trzeba, więc leki typu SSRI mają w tym pomóc. Czy zmulają, znieczulają? Nie miałam takiego wrażenia, dopiero teraz, po paru latach, jestem w takim stanie. Ale czy to przez leki? Trochę nie sądzę, ale niedługo odstawiam, zobaczymy.
                  • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 08.04.14, 19:56
                    A jakie badanie robiłaś, że wyszło, że Twój mózg nie produkuje tyle serotoniny? To mnie zawsze intryguje;)))
                    • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 08.04.14, 20:04
                      paris-texas-warsaw napisała:

                      > A jakie badanie robiłaś, że wyszło, że Twój mózg nie produkuje tyle serotoniny?
                      > To mnie zawsze intryguje;)))

                      Miałam tylko EEG, ale ono tego nie bada.
                      Czułam się kijowo, a na SSRI zareagowałam pozytywnie (2 różne leki w dwóch okresach)... nie podważam diagnozy.
                      • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 08.04.14, 20:29
                        Tak wiem, że tego nikt nie bada. Ja jestem bardzo antylekowa. Co do leków wypisywanych przez psychiatrów nie mam osobistego doświadczenia, ale widzę skutki u mamy (coś na kształt uzależnienia), i przeraża mnie w ogóle jak leki nawet w ciągu mojego życia uważane za świetne teraz sa już be (to nawet głupie witaminy). Zwyczajnie nie wierzę w to, że poziom medycyny jest taki i takie głębokie i obiektywne badania by te leki faktycznie były takie dobre. Ale może się mylę.
                        • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 08.04.14, 21:13
                          paris-texas-warsaw napisała:

                          > Tak wiem, że tego nikt nie bada. Ja jestem bardzo antylekowa. Co do leków wypis
                          > ywanych przez psychiatrów nie mam osobistego doświadczenia, ale widzę skutki u
                          > mamy (coś na kształt uzależnienia), i przeraża mnie w ogóle jak leki nawet w ci
                          > ągu mojego życia uważane za świetne teraz sa już be (to nawet głupie witaminy).
                          > Zwyczajnie nie wierzę w to, że poziom medycyny jest taki i takie głębokie i ob
                          > iektywne badania by te leki faktycznie były takie dobre. Ale może się mylę.

                          Mi bardzo pomogły - a przynajmniej mogę powiedzieć: byłam na skraju funkcjonowania, a teraz jest OK (pomijając problemy egzystencjalne). Latem będę odstawiać te cudowności, więc wtedy się okaże co i jak. Czy uda się odstawić bez większych zgrzytów no i co potem.
    • asia_i_p Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 31.03.14, 20:04
      Sens życia nie zależy od związku bądź bycia singlem.
      Jeżeli masz kryzys "w życia wędrówce na połowie czasu" to go masz, w związku też, uwierz mi. Tylko najłatwiej jest przywiązać ten kryzys do tego, czego nie masz, a chciałabyś mieć, ale to dwie osobne rzeczy.
      Nie ma na to ustalonych przepisów - trzeba się pogodzić z tym, że kiedyś umrzemy, a w czasie, jaki nam został, wszystkiego nie będziemy mieć. Co nie oznacza rezygnacji z marzeń i walki o nie, tylko rezygnację z oceniania siebie według tego, czy te marzenia się spełniają.

      Tęsknota za rodziną to jest część ciebie, nie ma sensu z nią walczyć za pomocą terapii. Braki, tęsknoty najlepiej się oswaja, kiedy się człowiek godzi z tym, że są - wtedy można mimo wszystko być szczęśliwym.
      • zuzi.1 Re: może to jest jakiś pomysł ;) 07.04.14, 23:19
        forum.gazeta.pl/forum/w,16,150407640,150407640,potwierdzam_za_granica_latwiej_o_mezczyzne.html
      • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 08.04.14, 20:01
        asia_i_p napisała:

        > Sens życia nie zależy od związku bądź bycia singlem.
        > Jeżeli masz kryzys "w życia wędrówce na połowie czasu" to go masz, w związku te
        > ż, uwierz mi. Tylko najłatwiej jest przywiązać ten kryzys do tego, czego nie ma
        > sz, a chciałabyś mieć, ale to dwie osobne rzeczy.

        No widzisz, ale mam wrażenie, że stworzenie rodziny, bycie z kimś, danie życia dzieciakom, użeranie się z tym wszystkim ;) dałoby mi jednak poczucie, że to ma sens i cel.
        Póki tego nie mam, to raczej nie dam się przekonać, że jest inaczej ;)
        A jeśli będę mieć, to, no cóż, może powiem "pomyłka". Choć myślę, że pragnienie jest na tyle duże, że długo będzie się wysycać.
        A może poległabym na codzienności? Nie wiem.
        • drugikoniecswiata Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 09.04.14, 00:27
          Napisałam dłuugą odpowiedź i ją skasowałam, bo pomyślałam, że wątek się przeterminował. A tu jak widać nie. Po lekturze ostatniej odpowiedzi - zastanawia mnie, na jakim jesteś etapie. Czy to chodzi o to, żeby nazwać realny brak + obawę o przyszłość i je oswoić/opłakać, czy o to, by uznając ten brak znaleźć sens w tym, co jest? Bo to chyba wcale niekoniecznie jest tożsame.

          Może najpierw trzeba się nad sobą trochę pochylić, może nawet co nieco poużalać, niekoniecznie z perspektywy "jestem gorsza", a po prostu "nie mam czegoś, co chciałabym mieć, nie wszystko zależy ode mnie". I dopiero jak się nasycisz/znudzisz/zmęczysz tym żałowaniem, to ewentualnie brać się do aktywniejszych poszukiwań. Bo tak to może dlatego one się nie udają, że wcale tak naprawdę w tej chwili nie czujesz się zmotywowana do szukania.

          Swoją drogą, kto powiedział, że życie ma jakiś głębszy sens? Inny niż bycie tu i teraz, wydeptanie własnej drogi na miarę swoich możliwości?
          • drugikoniecswiata Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 09.04.14, 00:34
            nie wiem czy jasno się wyraziłam, ale ogólnie chodzi mi - tak jak chyba autorce poprzedniej odpowiedzi - o zastrzeżenia do tytułowej opozycji. ona nie jest zerojedynkowa, jest źle skonstruowana. prawidłowe opozycje są takie:

            singiel 0 vs. niesingiel 1
            bezdzietna 0 vs. dzietna 1
            bez sensu 0 vs. z sensem 1
            samotna 0 vs. niesamotna 1
            bez zwierza 0 vs. ze zwierzem 1
            bez samochodu 0 vs. z samochodem 1
            ...

            kierując się twoją logiką, równie dobrze można by utworzyć opozycję
            singiel 0 vs. z samochodem 1

            ;-)

            jak dla mnie nie ma nic niezrozumiałego w poczuciu nieszczęśliwości na okoliczność bycia singlem i nieposiadania dzieci. ale utożsamianie tej sprawy z jedynym patentem na sens w życiu jest nietrafione. a gdybyś nie była singielką, ale nie mogła mieć dzieci? albo miała dziecko w pojedynkę? to wtedy miałabyś pół sensu?
            • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 09.04.14, 06:18
              drugikoniecswiata napisała:

              > nie wiem czy jasno się wyraziłam, ale ogólnie chodzi mi - tak jak chyba autorce
              > poprzedniej odpowiedzi - o zastrzeżenia do tytułowej opozycji. ona nie jest ze
              > rojedynkowa, jest źle skonstruowana. prawidłowe opozycje są takie:
              >
              > singiel 0 vs. niesingiel 1
              > bezdzietna 0 vs. dzietna 1
              > bez sensu 0 vs. z sensem 1
              > samotna 0 vs. niesamotna 1
              > bez zwierza 0 vs. ze zwierzem 1
              > bez samochodu 0 vs. z samochodem 1
              > ...

              Bo to nie jest opozycja, tylko pojedynek, w którym brak sensu wygrywa.

              > jak dla mnie nie ma nic niezrozumiałego w poczuciu nieszczęśliwości na okoliczn
              > ość bycia singlem i nieposiadania dzieci. ale utożsamianie tej sprawy z jedynym
              > patentem na sens w życiu jest nietrafione. a gdybyś nie była singielką, ale ni
              > e mogła mieć dzieci? albo miała dziecko w pojedynkę? to wtedy miałabyś pół sens
              > u?

              Szukam właśnie innych patentów, bo serce i intuicja, co tam jeszcze, podpowiadają, że miłość, miłość... Związek bez dziecka to byłoby chyba trochę pół sensu, jakkolwiek śmiesznie to brzmi.
              • drugikoniecswiata Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 09.04.14, 21:27
                > Bo to nie jest opozycja, tylko pojedynek, w którym brak sensu wygrywa.

                niech będzie pojedynek - wtedy jest to pojedynek boksera z tenisistą. być może któryś z nich faktycznie go wygra, ale nie jest to konkurencja dobrze zorganizowana. i nie wiem, czym kieruje się sędzia rozstrzygając o wygranej.

                > Szukam właśnie innych patentów, bo serce i intuicja, co tam jeszcze, podpowiada
                > ją, że miłość, miłość...

                A w jaki sposób szukasz? Rozumiem, że wątek na forum jest częścią tych poszukiwań, zastanawiam się, a) czy coś ci on dał i b) co jest poza nim. To jest pytanie otwarte, bez podtekstów.

                Drugie pytanie: jest zwierz?
                • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 09.04.14, 23:50
                  drugikoniecswiata napisała:

                  >
                  > > Szukam właśnie innych patentów, bo serce i intuicja, co tam jeszcze, podp
                  > owiada
                  > > ją, że miłość, miłość...
                  >
                  > A w jaki sposób szukasz? Rozumiem, że wątek na forum jest częścią tych poszukiw
                  > ań, zastanawiam się, a) czy coś ci on dał i b) co jest poza nim. To jest pytani
                  > e otwarte, bez podtekstów.

                  "Rozmyślanie" nie jest może szałową odpowiedzią, ale kryje w sobie: szukanie w głębi siebie tego, co mnie porusza, może nawet zachwyca, próbę dotarcia do sedna pragnień i potrzeb - uczciwą konfrontację. Nie jednorazowo, ale wielokrotne mielenie, redefiniowanie. Próby skupienia się na chwilowych nawet iskrach zaangażowania.
                  Próby angażowania się w rozmaite aktywności - bez większych sukcesów (nie dawało to radości i poczucia, że chcę dalej to robić, przynosiło raczej rozczarowania).
                  Czasem też artykuły, wątki na forum, audycje itp., które przemawiały do mnie jakoś szczególnie.

                  Czy wątek coś mi dał i co jest poza nim. Jestem właściwie trochę zawieszona pomiędzy tym, żeby zawalczyć o siebie, o życie takie po prostu, a tym, że tak naprawdę to przecież wszystko jedno i wykład może się skończyć kiedykolwiek, nawet zaraz.

                  Wątek daje mi kopa w stronę "ku życiu" ;) Czytam też o wewnętrznym dziecku, ale nie bardzo wierzę, że uda mi się coś z tym zrobić. Uświadamiam sobie też (tak, banał), że życie to nie koncert życzeń, niestety, i że szczęście to nie jest sprawa oczywista. Ja się mierzę z moim pytaniem o sens i jest to dla mnie trudne. Patrzę na ludzi, których sytuacja jest obiektywnie bardzo trudna (choroba dziecka na przykład) i powraca do mnie pytanie p. Agnieszki: "a kto powiedział, że muszę być szczęśliwa i spełniona?"
                  To są truizmy, ale przerabiam to w sobie i rozważam jakoś jednak na nowo.
                  No i zauważam też troszeczkę wygodę bycia singlem - nie muszę gotować wielkich obiadów, dopasowywać się, podporządkowywać się wymaganiom dzieciaków. Skoro nie mam bonusów z posiadania rodziny, to przynajmniej omijają mnie jakieś niedogodności.

                  >
                  > Drugie pytanie: jest zwierz?
                  >
                  Zwierza nie ma.
              • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 10.04.14, 18:36
                Związek bez dziecka to byłoby chyba trochę pół sensu,
                > jakkolwiek śmiesznie to brzmi.

                Taaa, to ja mam pół sensu, bo mam dziecko bez związku?
                A teraz, specjalnie dla kryskanam pytanie-równanie z jedną niewiadomą zaledwie: masz związek i dziecko, a Twój związek właśnie złamał Ci szczękę.

                To ile teraz masz sensu?
                • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 14.04.14, 23:25
                  danaide napisała:

                  > Związek bez dziecka to byłoby chyba trochę pół sensu,
                  > > jakkolwiek śmiesznie to brzmi.
                  >
                  > Taaa, to ja mam pół sensu, bo mam dziecko bez związku?
                  > A teraz, specjalnie dla kryskanam pytanie-równanie z jedną niewiadomą zaledwie:
                  > masz związek i dziecko, a Twój związek właśnie złamał Ci szczękę.
                  >
                  > To ile teraz masz sensu?
                  >

                  Ja, Danaide, mówię o sobie.
                  Jest sobie u mnie pustka, wydaje mi się, że tęsknię za facetem i naszymi wspólnymi dziećmi. Jeśli pojawiłby się sam mężczyzna, pewnie duża część tej tęsknoty by została zaspokojona, zostałby pewien niedosyt (ja nie chcę mieć dzieci po prostu, ja je chcę mieć z kimś; posiadanie dzieci jest dla mnie konsekwencją związku, miłości).
                  Gdyby facet mnie wystawił i moja koncepcja się rypsła? Nie mam pojęcia. To, żeby dzieciaki wychować byłoby pewnie moim zadaniem, celem. A tęsknota za kimś bliskim byłaby pewnie też.
          • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 09.04.14, 06:06
            drugikoniecswiata napisała:

            > Napisałam dłuugą odpowiedź i ją skasowałam, bo pomyślałam, że wątek się przeter
            > minował. A tu jak widać nie. Po lekturze ostatniej odpowiedzi - zastanawia mnie
            > , na jakim jesteś etapie. Czy to chodzi o to, żeby nazwać realny brak + obawę o
            > przyszłość i je oswoić/opłakać, czy o to, by uznając ten brak znaleźć sens w t
            > ym, co jest? Bo to chyba wcale niekoniecznie jest tożsame.

            Hej Drugikoniec, wątek się raczej nie przeterminuje jeszcze długo długo... ;)
            Płakałam już długo i intensywnie, to już nie przynosi zmiany i ulgi, raczej utwierdza w beznadziei. Chodzi więc o to drugie: znaleźć sens w tym, co jest.

            >
            > Swoją drogą, kto powiedział, że życie ma jakiś głębszy sens? Inny niż bycie tu
            > i teraz, wydeptanie własnej drogi na miarę swoich możliwości?
            >
            Pewnie gdyby było mi OK, to wystarczyłoby mi to deptanie. I mój "bardzo oryginalny i śmiały" pomysł na założenie rodziny to jest właśnie chyba taka własna droga, mało spektakularne, ale wystarczające wydeptywanie. A na razie to drepcę w miejscu.
            • drugikoniecswiata Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 09.04.14, 21:36
              > Płakałam już długo i intensywnie, to już nie przynosi zmiany i ulgi, raczej utw
              > ierdza w beznadziei. Chodzi więc o to drugie: znaleźć sens w tym, co jest.

              To, że tak jest w warstwie deklaratywnej, to się daje przeczytać. Ale nie do końca mam poczucie, żebyś utożsamiała się z tym pragnieniem. Ja to raczej odbieram tak, ze zdrowy rozsądek każe ci przestać płakać, a ty wcale w głębi duszy nie planujesz. Raz starasz się zdusić to, co w głębi duszy, i zakładasz wątek na forum, a za chwilę jest "maraton pustki", bo jednak duszenie to strategia krótkoterminowa. Ja bym się temu przyjrzała uczciwie i wynegocjowała w sobie jakąś przestrzeń na te poszukiwania: jeśli jest to 10% na szukanie wobec 90% na płakanie i buntowanie się, to też ok. Ale niech to będzie uczciwe 10%, a nie deklaratywne 100, a faktyczne 0.

              > Pewnie gdyby było mi OK, to wystarczyłoby mi to deptanie. I mój "bardzo orygina
              > lny i śmiały" pomysł na założenie rodziny to jest właśnie chyba taka własna dro
              > ga, mało spektakularne, ale wystarczające wydeptywanie. A na razie to drepcę w
              > miejscu.

              A ktoś powiedział, że jedynym słusznym modelem drogi jest autostrada? Co z tymi wspominanymi gdzieś szlakami górskimi? One tak jakoś spektakularnie prowadzą, po prostej i konsekwentnie do góry? A na szczycie czeka nirvana? ;-))
              • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 10.04.14, 00:08
                drugikoniecswiata napisała:

                > > Płakałam już długo i intensywnie, to już nie przynosi zmiany i ulgi, racz
                > ej utw
                > > ierdza w beznadziei. Chodzi więc o to drugie: znaleźć sens w tym, co jest
                > .
                >
                > To, że tak jest w warstwie deklaratywnej, to się daje przeczytać. Ale nie do ko
                > ńca mam poczucie, żebyś utożsamiała się z tym pragnieniem. Ja to raczej odbiera
                > m tak, ze zdrowy rozsądek każe ci przestać płakać, a ty wcale w głębi duszy nie
                > planujesz. Raz starasz się zdusić to, co w głębi duszy, i zakładasz wątek na f
                > orum, a za chwilę jest "maraton pustki", bo jednak duszenie to strategia krótko
                > terminowa. Ja bym się temu przyjrzała uczciwie i wynegocjowała w sobie jakąś pr
                > zestrzeń na te poszukiwania: jeśli jest to 10% na szukanie wobec 90% na płakani
                > e i buntowanie się, to też ok. Ale niech to będzie uczciwe 10%, a nie deklaraty
                > wne 100, a faktyczne 0.

                Tu mnie masz. Uwaga, teraz kryska_na_em będzie pisać prawdę i samą prawdę, niech no tylko zajrzy wgłąb siebie:

                Założyłam wątek o tym, że miłość i rodzina pewnie mi już nie wyjdą, ale tak naprawdę to cały czas mam nadzieję. Wolę mówić sobie i wszystkim naokoło, że nic z tego, żeby nie wyjść na frajerkę, która miała nadzieję i została na lodzie. Pytam o alternatywne rozwiązania i sama ich szukam, ale wcale ich nie chcę. Na razie nie wierzę i nie widzę, żeby coś innego dało spełnienie. Jeśli istnieje coś takiego jak powołanie, to ja swojego alternatywnego nie znalazłam.
                Co do samego płaczu, po prostu czasem widzę, że on mnie dodatkowo negatywnie nakręca i uważam, że "psychologicznie rozsądne" jest pójść krok dalej w coś bardziej konstruktywnego.


                > > Pewnie gdyby było mi OK, to wystarczyłoby mi to deptanie. I mój "bardzo o
                > rygina
                > > lny i śmiały" pomysł na założenie rodziny to jest właśnie chyba taka włas
                > na dro
                > > ga, mało spektakularne, ale wystarczające wydeptywanie. A na razie to dre
                > pcę w
                > > miejscu.
                >
                > A ktoś powiedział, że jedynym słusznym modelem drogi jest autostrada? Co z tymi
                > wspominanymi gdzieś szlakami górskimi? One tak jakoś spektakularnie prowadzą,
                > po prostej i konsekwentnie do góry? A na szczycie czeka nirvana? ;-))
                >

                Widzisz, problem w tym, że (jak mi się teraz wydaje), ja mogłabym bardzo niespektakularnie; często powtarzam, że mogłabym zamiatać ulice, gdyby to dawało mi poczucie sensu.
                Nie piszę też, że założenie rodziny, facet, miłość, to jest droga jedynie słuszna i że inne są gorsze. Tylko mnie te inne drogi nie cieszą, w ogóle nie chcę tam iść, o!
                • zuzi.1 Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 10.04.14, 08:38
                  Oj tam, oj tam ;) autorko przestań się użalac i płakac, tylko zacznij aktywnie działac, zapisz się na jakiś kurs poprawy komunikacji/podrywania facetów ;)a potem poszukaj równolatków lub starszych facetów, którzy Ci się podobają, możesz poszukac za granicą, tam panowie mają mniej wysrubowane oczekiwania odnośnie kobiet. Jak będziesz siedziec i nic nie robic, to samo się za Ciebie nie zrobi i dalej będziesz sama. Czy jestes atrakcyjną kobietą? czy można na Tobie oko zawiesic? czy nie odpychasz swoim wyglądem i nie straszysz ;-) ? jeśli tak, to spokojnie dasz jeszcze radę kogoś fajnego znalezc, tylko musisz w tym celu się zmotywowac i aktywnie poszukac, nie czekac az sam do Ciebie przyjdzie lub przyjedzie na białym koniu i z pierscionkiem w ręku ;-) DASZ RADĘ, jestem o tym przekonana, tylko mniej teoretycznych rozważań a więcej aktywnych działań w tym celu !!!
                  • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 10.04.14, 18:40
                    , możesz
                    > poszukac za granicą, tam panowie mają mniej wysrubowane oczekiwania odnośnie ko
                    > biet.

                    Tam, zuzi, to mężczyźni przede wszystkim mają mniej kompleksów.
                  • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 13.04.14, 20:15
                    zuzi.1 napisała:

                    > Oj tam, oj tam ;) autorko przestań się użalac i płakac, tylko zacznij aktywnie
                    > działac, zapisz się na jakiś kurs poprawy komunikacji/podrywania facetów ;)a po
                    > tem poszukaj równolatków lub starszych facetów, którzy Ci się podobają, możesz
                    > poszukac za granicą, tam panowie mają mniej wysrubowane oczekiwania odnośnie ko
                    > biet. Jak będziesz siedziec i nic nie robic, to samo się za Ciebie nie zrobi i
                    > dalej będziesz sama. Czy jestes atrakcyjną kobietą? czy można na Tobie oko zawi
                    > esic? czy nie odpychasz swoim wyglądem i nie straszysz ;-) ? jeśli tak, to spok
                    > ojnie dasz jeszcze radę kogoś fajnego znalezc, tylko musisz w tym celu się zmot
                    > ywowac i aktywnie poszukac, nie czekac az sam do Ciebie przyjdzie lub przyjedzi
                    > e na białym koniu i z pierscionkiem w ręku ;-) DASZ RADĘ, jestem o tym przekona
                    > na, tylko mniej teoretycznych rozważań a więcej aktywnych działań w tym celu !!
                    > !

                    Hej Zuzi, zaraz mnie tu zjedziecie, no ale trochę jednak czekam na tego faceta na białym koniu. Ma mieć mnóstwo wspaniałych cech :D ale wydaje mi się, że dałabym się wkręcić na dobre porozumienie plus chemię damsko-męską. Gdybym miała zrobić małżeństwo z rozsądku to miałabym już obrączkę na palcu, może żaliłabym Wam się teraz, że słabo mi w związku.

                    Czy jestem atrakcyjną kobietą? Wygląd - pewnie niektórym się podobam, innym nie. Ale myślę, że faceci lubią ze mną przebywać.
                • differentview Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 10.04.14, 09:58
                  kryska_na_em napisała:
                  > Założyłam wątek o tym, że miłość i rodzina pewnie mi już nie wyjdą, ale tak nap
                  > rawdę to cały czas mam nadzieję. Wolę mówić sobie i wszystkim naokoło, że nic z
                  > tego, żeby nie wyjść na frajerkę, która miała nadzieję i została na lodzie.

                  moze i masz nadzieje ale jesli chowasz ta nadzieje pod maska- ze juz pozamiatane i nie ma o czym mowic to tym samym unikasz sytuacji, w ktorych moglabys kogos spotkac; jesli np znajomi wiedza, ze szukasz partnera to moga Cie z kims poznac- a jesli wiedza, ze nie szukasz to nie przyjdzie im do glowy aranzowac takie sytuacje; wydaje mi sie, ze Ty sie jednak strasznie wstydzisz tego, ze nie udalo Ci sie stworzyc rodziny- masz przez to zanizone poczucie wartosci i boisz sie, ze ktos to odkryje i uzna Cie za nieudaczniczke i desperatke; coz- zamiast sie tego wstydzic, zrob przed ludzmi coming out, ze jestes samotna i zdesperowana i nabierz do siebie troche dystansu;)
                  • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 10.04.14, 10:39
                    Ja osobiście mam inną filozofię życia niż Pani Agnieszka, nie kupuję tego, że "nie wszyscy musza być szczęśliwi", ale to by były bardzo długie rozważania i wchodzenie w różne dysputy, więc sobie daruję. Pomyślałam natomiast, że choć ja na Twoim miejscu bym zrobiła wszystko co się da zrobić by być szczęśliwą w Twoim rozumieniu tego szczęścia, to może Twoja sytuacja jest w pewien sposób podobna do mojego pewnego przeżycia. Z uwagi na otwarte forum nie będę wchodziła w szczegóły, bo i tak chyba jestem tu przodownikiem psychicznego ekshibicjonizmu, ale szczegóły nie są aż tak ważne. Dodam, że takie "przejście" w takim natężeniu tylko raz chyba przeżyłam, choć czasem jakieś mniejsze sprawy też moga się tak toczyć. To jest ciężko w słowa ubrać, ale byłam kiedyś w sytuacji, gdy bardzo mi na czymś zależało, a powodzenie tego opierało się na decyzji innej osoby. I zrobiłam faktycznie wszystko, co mogłam prośbą/grożbą etc. i nic nie wskórałam. Dużo czasu minęło, w końcu się pogodziłam, z tym, że już ta sprawa nie będzie tak wyglądać jak sobie umyśliłam, ale i tak mi na tym zależało. Jakoś tylko musiałam przyjąć, że więcej już zrobić nie mogę, że to się nie udało i tyle. I po tym całym procesie pogodzenia się z ta sytuacją, ta osoba sama do mnie się "zgłosiła" i wszytsko się potoczyło, tak jak ja pierwotnie chciałam, tylko trochę już na innym poziomie mojej oceny tamtej sytuacji. Z zewnątrz wiele osób mi mówiło wcześniej, że tak może lepiej etc., ale ja wiedziałam na czym mi wtedy zależało i mogłam tylko sie pogodzić z niezrealizowaniem moich zamierzen, a jak czas mijał też widziałam pewne błędne posunięcia, które zrobiłam. Myślę jednak, że kluczowe jest:
                    - być przekonanym, czego chcemy,
                    - zrobić wszystko, co się da by to uzyskać,
                    - zauważyć, jakie sie błędy popełniło,
                    - jesli nasze dążenia uzależnione są od decyzji /pragnien innych osób, to przyjąć, że jednak mogą się nie spełnić, może być jakiś konflikt interesów, etc.
                    Przynajmniej tak wtedy się to w moim życiu stało.
                    • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 14.04.14, 20:30
                      paris-texas-warsaw napisała:

                      > Ja osobiście mam inną filozofię życia niż Pani Agnieszka, nie kupuję tego, że "
                      > nie wszyscy musza być szczęśliwi", ale to by były bardzo długie rozważania i wc
                      > hodzenie w różne dysputy, więc sobie daruję.


                      Ale Paris, tak trochę jest. Ja Ci z całego serca życzę, żebyś była nadzwyczajnie, albo standardowo szczęśliwa. Ale czasem ludzie chorują. Dzieciaki umierają. I tak dalej. No i są też mniej bolesne nieszczęścia i smutki. No niestety , nie wszyscy są szczęśliwi.
                      Ja jestem akurat niespektakularnie samotna :D

                      Pomyślałam natomiast, że choć ja n
                      > a Twoim miejscu bym zrobiła wszystko co się da zrobić by być szczęśliwą w Twoim
                      > rozumieniu tego szczęścia, to może Twoja sytuacja jest w pewien sposób podobna
                      > do mojego pewnego przeżycia. Z uwagi na otwarte forum nie będę wchodziła w szc
                      > zegóły, bo i tak chyba jestem tu przodownikiem psychicznego ekshibicjonizmu, al
                      > e szczegóły nie są aż tak ważne. Dodam, że takie "przejście" w takim natężeniu
                      > tylko raz chyba przeżyłam, choć czasem jakieś mniejsze sprawy też moga się tak
                      > toczyć. To jest ciężko w słowa ubrać, ale byłam kiedyś w sytuacji, gdy bardzo m
                      > i na czymś zależało, a powodzenie tego opierało się na decyzji innej osoby. I z
                      > robiłam faktycznie wszystko, co mogłam prośbą/grożbą etc. i nic nie wskórałam.
                      > Dużo czasu minęło, w końcu się pogodziłam, z tym, że już ta sprawa nie będzie t
                      > ak wyglądać jak sobie umyśliłam, ale i tak mi na tym zależało. Jakoś tylko musi
                      > ałam przyjąć, że więcej już zrobić nie mogę, że to się nie udało i tyle. I po t
                      > ym całym procesie pogodzenia się z ta sytuacją, ta osoba sama do mnie się "zgło
                      > siła" i wszytsko się potoczyło, tak jak ja pierwotnie chciałam, tylko trochę ju
                      > ż na innym poziomie mojej oceny tamtej sytuacji. Z zewnątrz wiele osób mi mówił
                      > o wcześniej, że tak może lepiej etc., ale ja wiedziałam na czym mi wtedy zależa
                      > ło i mogłam tylko sie pogodzić z niezrealizowaniem moich zamierzen, a jak czas
                      > mijał też widziałam pewne błędne posunięcia, które zrobiłam. Myślę jednak, że k
                      > luczowe jest:
                      > - być przekonanym, czego chcemy,
                      > - zrobić wszystko, co się da by to uzyskać,
                      > - zauważyć, jakie sie błędy popełniło,
                      > - jesli nasze dążenia uzależnione są od decyzji /pragnien innych osób, to przyj
                      > ąć, że jednak mogą się nie spełnić, może być jakiś konflikt interesów, etc.
                      > Przynajmniej tak wtedy się to w moim życiu stało.

                      Pewnie inaczej by było, gdybym miała poczucie, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, aby zdobyć to, czego pragnę.
                      Tylko po pierwsze, nie zakocham się na zawołanie; po drugie, nie wiem czy mam siłę na zmiany; przede wszystkim nie bardzo wierzę, że zdołam coś zmienić.
                      Nie mam motywacji do zmian, skoro szanse na to, że mój wysiłek przełoży się na rezultaty oceniam jako niewielkie.
                  • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 10.04.14, 18:50
                    10/10
                    I dodam, że moja koleżanka poznała męża przez internet.
                    Może powinnaś pogadać z kimś (psychologiem) nie o tym, że nie masz męża i dzieci i jak być bez nich szczęśliwa tylko że coś Cię blokuje, żeby mieć to co chcesz - co i dlaczego?
                    • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 10.04.14, 19:48
                      , możesz
                      > poszukac za granicą, tam panowie mają mniej wysrubowane oczekiwania odnośnie ko
                      > biet.

                      Tam, zuzi, to mężczyźni przede wszystkim mają mniej kompleksów.


                      Ja wohl:)))) Widzę dziewczyny, nie lubiecie generalizacji:))) Zgadzam się z Wami, mniej piją, nie są freakami, mniej przemocowców i w ogóle zazwyczaj są bogaci i przystojni, nie to co Polacy:))) Ale z Polkami jest dokładnie na odwrót:))) Ale o której granicy mówicie?:))))
                      • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 12.04.14, 00:19
                        Paris, długoś Ty za jakąkolwiek granicą bez męża żyła i chłopów łowiła? Przepraszam - była łowiona, oczywiście. Masz porównanie?
                        I nie mówię tu o granicy w czasoprzestrzeni, poza którą król Artur przebiera nogami w oczekiwaniu na Twoje przybycie.
                        • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 12.04.14, 00:35
                          :)))))))

                          Danaide, powiem prawdę, ja bym wolała Merlina od Artura:))))))

                          Powiem też, że dogadać się z Polakami nie jest łatwo, a z zagraniczniakami pojawia się jeszcze ryzyko kursu walutowego:)))))




                          • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 12.04.14, 00:38
                            Uściślę - Czarodzieja Merlina ale w młodości, w ogóle lubię młodość:)))) Starość zresztą też:))))
                            • danaide Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 12.04.14, 01:07
                              Merlin nigdy nie był młody. Jak pojawił się młody Artur to już był stary!
                              No tak, 10 rano: Paris w skowronkach, 7ma wieczór: Paris wkurzona dniem odreagowuje na forum (vide liczba znaków interpunkcyjnych), północ: wszyscy w łóżkach, a Paris spokojna i kontenta znów sam na sam ze swoim ukochanym - z forum "życie rodzinne".

                              Ech...
                              • paris-texas-warsaw Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 12.04.14, 01:12
                                Dziś muszę jeszcze z pół nocy posiedzieć przy kompie, trochę wymiękam, ale staram się:)))
                    • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 16.04.14, 19:29
                      Tak, pewnie dobrze byłoby ZNÓW gadać z terapeutą.
                      Ale nie zmobilizuję się.
                      Jestem po czterech latach terapii. Nie mam czasu, pieniędzy, energii na kolejną.
                      Nie chcę znów opowiadać całej historii życia.
                      Nie bardzo chyba też wierzę w wystarczająco duże rezultaty.
                      Trochę gadam z lekarzem, tutaj z Wami, lektury, autoanaliza. Na tyle mnie stać.

                      danaide napisała:

                      > 10/10
                      > I dodam, że moja koleżanka poznała męża przez internet.
                      > Może powinnaś pogadać z kimś (psychologiem) nie o tym, że nie masz męża i dziec
                      > i i jak być bez nich szczęśliwa tylko że coś Cię blokuje, żeby mieć to co chces
                      > z - co i dlaczego?
                      >
                  • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 13.04.14, 20:22
                    Tak, wstydzę się i czuję się jak nieudacznik.
                    Przyjaciele pewnie wiedzą, ale nie mamy w swoim towarzystwie wolnych chętnych :D
                    Sytuacji, w których mogłabym kogoś poznać, było dużo dużo.
                    Tylko to się po prostu nie działo.

                    differentview napisała:

                    > kryska_na_em napisała:
                    > > Założyłam wątek o tym, że miłość i rodzina pewnie mi już nie wyjdą, ale t
                    > ak nap
                    > > rawdę to cały czas mam nadzieję. Wolę mówić sobie i wszystkim naokoło, że
                    > nic z
                    > > tego, żeby nie wyjść na frajerkę, która miała nadzieję i została na lodz
                    > ie.
                    >
                    > moze i masz nadzieje ale jesli chowasz ta nadzieje pod maska- ze juz pozamiatan
                    > e i nie ma o czym mowic to tym samym unikasz sytuacji, w ktorych moglabys kogos
                    > spotkac; jesli np znajomi wiedza, ze szukasz partnera to moga Cie z kims pozna
                    > c- a jesli wiedza, ze nie szukasz to nie przyjdzie im do glowy aranzowac takie
                    > sytuacje; wydaje mi sie, ze Ty sie jednak strasznie wstydzisz tego, ze nie udal
                    > o Ci sie stworzyc rodziny- masz przez to zanizone poczucie wartosci i boisz sie
                    > , ze ktos to odkryje i uzna Cie za nieudaczniczke i desperatke; coz- zamiast si
                    > e tego wstydzic, zrob przed ludzmi coming out, ze jestes samotna i zdesperowana
                    > i nabierz do siebie troche dystansu;)
                    • differentview Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 14.04.14, 08:44
                      kryska_na_em napisała:

                      > Tak, wstydzę się i czuję się jak nieudacznik.

                      > Sytuacji, w których mogłabym kogoś poznać, było dużo dużo.
                      > Tylko to się po prostu nie działo.

                      samo sie mialo dziac? moze wlasnie dlatego sie nie dzialo, ze sie wstydzisz, masz zanizona samoocene i z gory nastawiasz sie, ze nic sie nie zadzieje; podejrzewam, ze wstydzac sie siebie reagujesz nadwrazliwie, boisz sie w cokolwiek zaangazowac albo ujawnic, ze sie zaangazowalas- w leku przed kolejna porazka czy odrzuceniem- chyba nie przerobilas tego na tej terapii- a tu chyba tkwi Twoj problem
                • drugikoniecswiata Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 10.04.14, 21:37
                  > Tu mnie masz. Uwaga, teraz kryska_na_em będzie pisać prawdę i samą prawdę,
                  > niech no tylko zajrzy wgłąb siebie:
                  > Założyłam wątek o tym, że miłość i rodzina pewnie mi już nie wyjdą, ale tak nap
                  > rawdę to cały czas mam nadzieję. Wolę mówić sobie i wszystkim naokoło, że nic z
                  > tego, żeby nie wyjść na frajerkę, która miała nadzieję i została na lodzie. Py
                  > tam o alternatywne rozwiązania i sama ich szukam, ale wcale ich nie chcę. Na ra
                  > zie nie wierzę i nie widzę, żeby coś innego dało spełnienie.

                  > Co do samego płaczu, po prostu czasem widzę, że on mnie dodatkowo negatywnie na
                  > kręca i uważam, że "psychologicznie rozsądne" jest pójść krok dalej w coś bardz
                  > iej konstruktywnego.

                  Ale w którą stronę chcesz iść, jeśli 2 linijki wyżej piszesz, że nigdzie nie chcesz iść? Jak to chcesz zrobić, jeśli jednocześnie ciągniesz tę samą linę w 2 kierunkach? Strasznie dużo energii idzie na to ciągnięcie.

                  Użyłam słowa "płakanie" jako hasła. Z nakręcaniem oczywiście masz rację. Natomiast próba zagłuszenia, "przeprogramowania" się, zwłaszcza po to, by nie wyjść na frajera, to prosta droga do tego, by frustracja zaczęła wyłazić bokiem - choćby nawrotami lęku, natręctwami, depresją, dolegliwościami psychosomatycznymi itd itp. Jak to zrobić, żeby się nie nakręcać, ale i nie zagłuszać - nie wiem.

                  Kluczowe dla mnie jest to, że gdzieś w tym wszystkim są różne kawałki Ciebie
                  - ten, który mówi: nie udało się założyć rodziny i na pewno się nie uda, jestem biedna i nieszczęśliwa, bo tylko w tym widzę mój sens i nie każcie mi go widzieć gdzie indziej
                  - ten, który mówi: nie udało się założyć rodziny na razie, ale może jeszcze się uda, nie tracę nadziei, że mój duży sens mnie nie ominie, jednocześnie trochę mi głupio, że się tym wciąż nakręcam, to nierozsądne, psst, nie powiem o tym nikomu
                  - ten, który mówi: nie udało się założyć rodziny, być może się nie uda, chcę pomóc sobie i poszukać innej drogi, innego "dużego" sensu
                  - ten, który mówi: nie mam "dużego" sensu ani pomysłów na niego, ale może chcę za dużo? może małe radości wystarczą? może mogę się nudzić? obwąchuję tę ewentualność
                  - ten, który chciałby ustalić jedną wspólną narrację i jest rozdarty, miota się pomiędzy
                  - być może jeszcze inne

                  Gdyby tak pójść za tym moim pomysłem rozdziału % i każdemu z kawałków znaleźć uczciwą przestrzeń. No nie wiem, poniedziałek dzień na użalanie się do woli. Wtorek dzień na szukanie sensu w aktualnej codzienności, w rzeczach małych. Środa na poszerzanie horyzontów, próbowanie nowych dróg. Czwartki na robienie się na bóstwo i przeczesywanie profili randkowych. Piątki na przeżywanie strachu, że może wszystko na marne. Soboty na wściekanie się, że to nie my rozdajemy karty. A w niedzielę odpoczywamy, jak pan Bóg przykazał. Tak rozpisałam co nieco na chama, ale chodzi mi o to, żeby zrobić miejsce dla wszystkich. No i wcale nie musi być podzielone po równo, nie musi też być w jednym tygodniu, możesz mieć tydzień optymizmu, tydzień strachu itd itp. I wtedy kurczę, naprawdę uczciwie: do przestrzeni na szukanie, jak ją już zdefiniujemy w zgodzie z tym, na co naprawdę mamy gotowość - nie wpuszczamy czarnowidztwa, a przestrzeni na borykanie się z trudnymi uczuciami nie próbujemy zawłaszczyć przez próbę nowej aktywności. Może jakby każdy kawałek dostał swoje 5 minut, to łatwiej byłoby się uczciwie zaangażować w te poszukiwania i może one per saldo okazałyby się skuteczniejsze.

                  ?

                  > Widzisz, problem w tym, że (jak mi się teraz wydaje), ja mogłabym bardzo niespe
                  > ktakularnie; często powtarzam, że mogłabym zamiatać ulice, gdyby to dawało mi p
                  > oczucie sensu.

                  Już widzę, jak każdy zamiatacz ulic powtarza sobie codziennie: "to jest TO! to mi daje SENS!" ;-)) Nie mogłabyś niespektakularnie. Niespektakularne deptanie właśnie masz i Ci to nie odpowiada. Mogłabyś niespektakularnie, ale wyłącznie na twoich warunkach, czyli jednak - z perspektywy subiektywnej - spektakularnie. To, że byś mogła niespektakularnie, to jest kolejne złudzenie, kolejny rozdźwięk między deklaracją a faktyczną gotowością.

                  Tak mi tu przychodzi na myśl pojęcie przepływu, flow, i książka pod tym samym tytułem, pana o wdzięcznym nazwisku Mihály Csíkszentmihályi? Albo Kabat-Zinn i uważność w codzienności?

                  A zwierz, o którego pytałam w poście wyżej, to dobra sprawa. To ktoś, kto cię kocha bezinteresownie, kto na ciebie czeka, komu jesteś potrzebna. Kto wnosi w codzienność uśmiech i radość. W przeciwieństwie do dziecka, jest łatwiej dostępny. I może to być prawdziwa, głęboka relacja.

                  PS napisałam Ci @ na priv
                  • dalla Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 13.04.14, 14:36
                    przeczytalam caly watek i musze cos napisac, mimo, ze nigdy tu sie jeszcze wypowiadalam. Jestem mocno 30+, ale z tzw. ustabilizowanym zyciem - partner, dzieci. Rozumiem autorke, bo kolo trzydziestki rozsypal mi sie zwiazek, wrocilam do PL, jednakze z mysla, ze w "takim wieku " w Polsce to juz dol itp. Niestety takie sa uwarunkowania spoleczne, wolnego, fajnego faceta po 30-tce w Polsce to chyba tylko w TV mozna spotkac... Uproszczenie, ale jestem realistka. Po wielu latach zycia w innych krajach, moglabym napisac, ze w szeroko pojetym "tam" zycie zaczyna sie w okolicach 30+: powazne zwiazki a w okolicach 35 pojawia sie mysl o dziecku. W zwiazku z tym mysle, ze w PL naprawde jest o wiele trudniej poznac kogos sensownego, jezeli "nie zaklepie sie" wolnego faceta na studiach/tuz po.... Szczerze mowiac bylam pewna, ze jesli nie uda mi sie ulozyc sobie zycia w miare szybko, to znow wyjade. Tak wyszlo, ze nie bylam do tego zmuszona :)
                    Natomiast chcialabym sie odniesc do rad, zeby zajac sie czyms innym. Pojawilo sie kilka glosow rozsadku, ze syty glodnego nie zrozumie i niestety tak wlasnie jest. Kazdy z nas ma jakas wizje zycia i jezeli dla autorki jest to partner i dzieci, to nie zadowoli sie czyms innym, nawet jezeli bylyby to rzeczy wzniosle, altruistyczne czy dajace slawe. Mozna sluzyc przykladami, ale nie wszystkim (a raczej niewielu) odpowida zycie Beaty Pawlikowskiej, Matki Teresy, Ochojskiej itp. Mozna podziwiac, ale doskonale mozna sobie zdawac sprawde, ze taki wybor bylyby dla danej osoby substytutem prawdziwego zycia.
                    Nie lubie rozwazan psychologicznych i na miejscu autorki skupilabym sie na podejsciu praktycznym: przede wszystkim na zastanowieniu sie, gdzie, jak mozna kogos poznac a darowalabym sobie analize osobowosci i jej wplywu na nie bycie w zwiazku. Czesto jest to przypadek, zbieg okolicznosci, wieksze wymagania moze, ale nie szlabym w "defekt charakteru". Gdyby tak myslec, to wg mnie polowa ludzi, ktorych znam, nie powinna byc z kims....
                    • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 16.04.14, 19:36
                      Zakłuło jak przeczytałam [o tym, że brak fajnych wolnych facetów 30+], ale prawda...

                      Właśnie "zapuszczam korzenie" na miejscu, także będę raczej tutaj.
                      Nie jestem w ogóle typem wędrowniczka.
                      Oczywiście, nie wykluczam możliwości, że coś kiedyś zmienię.
                      Natomiast dziś przypuszczam, że mieszkając za granicą czułabym podobną pustkę jak czasami tutaj na spotkaniach, takie "co ja tutaj robię".

                      Metodyczne skupienie się na szukaniu faceta :D to jest jakieś rozwiązanie. Jak pisałam, jestem trochę w rozkroku - czy ja w ogóle chcę walczyć i o co. Bo ryzyko, że mi się nie uda, oceniam jako duże.

                      dalla napisała:

                      > przeczytalam caly watek i musze cos napisac, mimo, ze nigdy tu sie jeszcze wypo
                      > wiadalam. Jestem mocno 30+, ale z tzw. ustabilizowanym zyciem - partner, dzieci
                      > . Rozumiem autorke, bo kolo trzydziestki rozsypal mi sie zwiazek, wrocilam do P
                      > L, jednakze z mysla, ze w "takim wieku " w Polsce to juz dol itp. Niestety taki
                      > e sa uwarunkowania spoleczne, wolnego, fajnego faceta po 30-tce w Polsce to chy
                      > ba tylko w TV mozna spotkac... Uproszczenie, ale jestem realistka. Po wielu lat
                      > ach zycia w innych krajach, moglabym napisac, ze w szeroko pojetym "tam" zycie
                      > zaczyna sie w okolicach 30+: powazne zwiazki a w okolicach 35 pojawia sie mysl
                      > o dziecku. W zwiazku z tym mysle, ze w PL naprawde jest o wiele trudniej poznac
                      > kogos sensownego, jezeli "nie zaklepie sie" wolnego faceta na studiach/tuz po.
                      > ...

                      > Nie lubie rozwazan psychologicznych i na miejscu autorki skupilabym sie na pode
                      > jsciu praktycznym: przede wszystkim na zastanowieniu sie, gdzie, jak mozna kogo
                      > s poznac a darowalabym sobie analize osobowosci i jej wplywu na nie bycie w zwi
                      > azku. Czesto jest to przypadek, zbieg okolicznosci, wieksze wymagania moze, ale
                      > nie szlabym w "defekt charakteru". Gdyby tak myslec, to wg mnie polowa ludzi,
                      > ktorych znam, nie powinna byc z kims....
                  • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 14.04.14, 23:12
                    >
                    > Ale w którą stronę chcesz iść, jeśli 2 linijki wyżej piszesz, że nigdzie nie ch
                    > cesz iść? Jak to chcesz zrobić, jeśli jednocześnie ciągniesz tę samą linę w 2 k
                    > ierunkach? Strasznie dużo energii idzie na to ciągnięcie.
                    >
                    > Użyłam słowa "płakanie" jako hasła. Z nakręcaniem oczywiście masz rację. Natomi
                    > ast próba zagłuszenia, "przeprogramowania" się, zwłaszcza po to, by nie wyjść n
                    > a frajera, to prosta droga do tego, by frustracja zaczęła wyłazić bokiem - choć
                    > by nawrotami lęku, natręctwami, depresją, dolegliwościami psychosomatycznymi it
                    > d itp. Jak to zrobić, żeby się nie nakręcać, ale i nie zagłuszać - nie wiem.
                    >
                    > Kluczowe dla mnie jest to, że gdzieś w tym wszystkim są różne kawałki Ciebie
                    > - ten, który mówi: nie udało się założyć rodziny i na pewno się nie uda, jestem
                    > biedna i nieszczęśliwa, bo tylko w tym widzę mój sens i nie każcie mi go widzi
                    > eć gdzie indziej
                    > - ten, który mówi: nie udało się założyć rodziny na razie, ale może jeszcze się
                    > uda, nie tracę nadziei, że mój duży sens mnie nie ominie, jednocześnie trochę
                    > mi głupio, że się tym wciąż nakręcam, to nierozsądne, psst, nie powiem o tym ni
                    > komu
                    > - ten, który mówi: nie udało się założyć rodziny, być może się nie uda, chcę po
                    > móc sobie i poszukać innej drogi, innego "dużego" sensu
                    > - ten, który mówi: nie mam "dużego" sensu ani pomysłów na niego, ale może chcę
                    > za dużo? może małe radości wystarczą? może mogę się nudzić? obwąchuję tę ewentu
                    > alność
                    > - ten, który chciałby ustalić jedną wspólną narrację i jest rozdarty, miota się
                    > pomiędzy
                    > - być może jeszcze inne

                    Proponujesz, żeby każdy kawałek dostał swój... kawałek. A ja i tak czuję się dość schizofrenicznie. Podstawowym wyborem - stoję gdzieś na rozdrożu - jest żyć i walczyć czy odpuścić.

                    Przykład: nie mam chęci do życia, nie znalazłam sensu, mogę się ewakuować.
                    No ale nie decyduję się na drastyczne kroki, żyję, wegetuję.
                    Widzę, że w robocie pozwalam sobie wchodzić na głowę, czasem zachowuję się jak wystraszone dziecko. Więc chcę to zmienić.

                    No i widzę, że "nie chcę żyć" stoi w sprzeczności z "chcę zmienić swoje relacje". Gdzieś u podstaw jest sprzeczność.



                    > > Widzisz, problem w tym, że (jak mi się teraz wydaje), ja mogłabym bardzo
                    > niespe
                    > > ktakularnie; często powtarzam, że mogłabym zamiatać ulice, gdyby to dawał
                    > o mi p
                    > > oczucie sensu.
                    >
                    > Już widzę, jak każdy zamiatacz ulic powtarza sobie codziennie: "to jest TO! to
                    > mi daje SENS!" ;-)) Nie mogłabyś niespektakularnie. Niespektakularne deptanie w
                    > łaśnie masz i Ci to nie odpowiada. Mogłabyś niespektakularnie, ale wyłącznie na
                    > twoich warunkach, czyli jednak - z perspektywy subiektywnej - spektakularnie.
                    > To, że byś mogła niespektakularnie, to jest kolejne złudzenie, kolejny rozdźwię
                    > k między deklaracją a faktyczną gotowością.

                    Może.
                    Wiem jednak, że czasem wystarczy mi to, co mam dlatego, że jest dla mnie wystarczające, dobre i odpowiednie. Już tłumaczę.
                    Moje zarobki mogłyby być wyższe, ale potrafię sobie uświadomić, że tak naprawdę niczego mi nie brakuje, więc jest OK.
                    Moje hobby jest mało interesujące dla innych, ale za to wyjątkowe dla mnie - subiektywnie spektakularne :) I to też jest OK.
                    Zamiatanie ulic to, rzecz jasna, metafora. A chodzi o to, że nie potrzebuję czegoś obiektywnie spektakularnego. Spektakularnego dla mnie - i owszem.

                    • emigrantkaaa Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 15.04.14, 06:11
                      Krysko, po raz drugi zgrabnie unikasz odniesienia się do kwestii "zwierza". A tymczasem wszystko, co na ten temat napisała Drugikoniecswiata, jest prawdą. Ponad pół roku temu w moim życiu niespodziewanie pojawił się "zwierz" i odmienił to życie całkowicie.

                      Oczywiście zwierzę nie zastąpi Ci mężczyzny ani dzieci, ale osłodzi Twoją samotność, czyniąc ją całkiem znośną.
                      • kryska_na_em Re: singiel 0 vs. brak sensu 1 16.04.14, 19:41
                        Odpisałam Drugiemukońcowi na priva.

                        Ja niezwierzęca jestem. Lubię głaskać, pozachwycać się, ale zwierzak to też obowiązki, sierść na ciuchach, czasem specyficzny zapach.
                        Dzieciaki też, nie? Tylko dzieci to ja (chyba!) chcę.
                        A w ogóle, nie dość że stara panna, to jeszcze z kotem? ;) To już w ogóle moja wartość na rynku matrymonialnym spadnie ;)

                        emigrantkaaa napisała:

                        > Krysko, po raz drugi zgrabnie unikasz odniesienia się do kwestii "zwierza". A t
                        > ymczasem wszystko, co na ten temat napisała Drugikoniecswiata, jest prawdą. Pon
                        > ad pół roku temu w moim życiu niespodziewanie pojawił się "zwierz" i odmienił t
                        > o życie całkowicie.
                        >
                        > Oczywiście zwierzę nie zastąpi Ci mężczyzny ani dzieci, ale osłodzi Twoją samot
                        > ność, czyniąc ją całkiem znośną.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka