kachaa17
30.04.14, 07:48
Z mężem rozstałam się we wrześniu ubiegłego roku. Ostatnio rozmawialiśmy już o składaniu pozwu o rozwód. Po świętach miałam przyjechać po resztę rzeczy. W ostatnią niedzielę dowiedziałam się, że mój mąż miał w drugi dzień świąt poważny wypadek. Ma uraz kręgosłupa. Nie jest sparaliżowany ale nie może ruszać niczym oprócz nóg i to też słabo. Jest po operacji i czeka go wielomiesięczna rehabilitacja. Wkurzyłam się, że mnie nie powiadomili od razu. Dowiedziałam się o tym przez przypadek, jak zadzwoniłam w sprawie samochodu do męża a odebrała teściowa. Podobno nie chcieli mnie martwić dopóki nie minie zagrożenie życia. Najlepsze jest to, że mąż leży w szpitalu w mieście oddalonym ode mnie 40 km. W mieście, w którym chciałam mieszkać razem z nim i gorąco go do tego namawiałam ale on nie chciał. Mieszkaliśmy dość daleko stąd. Takie dziwne zrządzenie losu. Oczywiście od razu pojechałam do niego. Byłam u niego 3 dni z rzędu. Szczerze mówiąc mogłabym być tam z nim cały czas, opiekować się z nim gdyby nie jego charakter, który w zwielokrotnionej mocy się teraz objawia. Ja rozumiem, ze on jest w ciężkiej sytuacji. Ale to nie powód, żeby wyżywać się na mnie i na matce. Wszystko robiłam źle, jak za dawnych czasów. Wszyscy inni go lepiej karmili, masowali i co tam jeszcze. W ogóle nie nabrał pokory, choć trochę na to liczyłam. Myślałam, ze może ten wypadek go czegoś nauczy. Ale nic z tego. Zero wdzięczności, tylko ciągła irytacja. Dopiero teraz tak wyraźnie zobaczyłam co mi najbardziej przeszkadzało w naszym związku. Nie wiem jak się to dalej potoczy. Rozwodu przynajmniej na razie nie będzie, bo nawet chłopina nie mógłby odebrać dokumentów. Zresztą nie potrzebny jest mi ten rozwód więc mogę na razie odpuścić.
Ja widzę w tym zdarzeniu działanie siły wyższej tak namacalnie, że aż strach. Tak jakby ktoś to zaplanował. Ta sytuacja spowodowała, że musiałam wznieść się ponad moje uczucia, niejako pokonałam siebie. Stanęłam też oko w oko z teściową, co było dla mnie trudne ale jakoś dałam radę. Chcę mu dać z siebie tyle ile mogę a okazuje się, że z dnia na dzień mogę coraz więcej. Tylko potem muszę gdzieś spuścić emocje. Myślę, ze dostaliśmy niezłą lekcję i jestem ciekawa czego nas ona nauczy.
Co do zdrowia męża to jestem dobrej myśli. Dzisiejsze badanie pokaże czy opuchlizna zejdzie.
Szczerze mówiąc jak się o tym dowiedziałam to byłam przerażona. Teraz nie wiem co czuję bo mam wrażenie, ze jestem emocjonalnie jakoś obok tej sytuacji.