wolnapolna
08.07.14, 08:15
Moze zaczne od tego ze przenioslam sie nawies bo tutaj z mezem pobudowalismy dom.ja tez pochodze ze wsi ale 5 lat spedzilam w miescie uczac sie.
mimo ze mieszkamy juz tutaj 3 lata na blizej nie udalo mi sie z nikim zaprzyjaznic.probowalam-gdy zapraszala mnie jakas sasiadka-chetnie szlam na kawe z jakims smakolykiem -zzabieralam dziecko ze soba.jednak to zawsze byylo na czyichs zasadach-typuu-co robisz bo mi sie nudzi to przyjdz.ja tez wielokrotnie zapraszalam do siebie wiec wpadla na kawe z dziecmi i tyle.czulam sie czsem jak na spowiedzi wypytywanie o wszystko-wiec czsem juz ucinalm sama temat.mieszkamy w spokojnej uliczce gdzie wszyscy sie znaja-jednak kilku sasiadow trzyma sie razem-maja wspolne interesy.my niestety nie jestesmy tak zamozni jak oni mimo ze pracujemy.ogolnie sasiadki spotykaja sie ze soba regularnie wiec czuje ze ja tam nie pasuje.Jest pilnowanie dzieci,grile itp.niestety mnie nigdy nikt nic nie mowil.chcialabym zeby moje dziecko mialo tu przyjaciol ale jak.ma 6 lat samo nie pojdzie nigdzie.biore go na wycieczki spacery,na plac zabaw.tamte dzieci regularnie sie spotykajaitp.ja tez bym do nich chodziala ale czuje ze nie jestem wystarczajaca zamozna,nawet jedna jasnie pani powiedziala swojemu dziecku zeby moje do niego nie przychodzilo i naburmuszonajest nie wiadomo o co.potym wszystki wiec juz mam dosc ciaglego zagadywania,przymilania.choc chcialabym sie zaprzyjaznc czuje zal i smutek.bo gdy zaczelam chodzic do jednej czesciej druga wnet obrazila sie iodzywa sie od niechcenia.ja chyba nie pasuje do tej spolecznosci.sa oczywiscie normalni ludzie tez ale oni maja do kogo tu oojsc-maja rodzine.ja mam kawalek drogi do rodziny-wiec czasem nawet mimo pracy czuje sie smutna.wiem wiemoni tu mieszkaja od pokolen amy jestesmy nowi.poradzcie cos swiezym okiem