milosc romantyczna

12.09.14, 15:23
wysluchalam ostatnio ciekawej audycji w radiu rdc na temat blednych wyobrazn jakie ludzie maja na temat zwiazkow; powszechnie uwaza sie, ze podstawa zwiazku powinna byc milosc romantyczna, uczucie, pozadanie a te rzekomo trwaja maksymalnie 30 miesiecy a potem zaczyna sie proza zycia- i jedyne na czym mozna wtedy zwiazek oprzec jest przywiazanie, to, ze ewentualnie dobrze sie znamy i lubimy, mamy dzieci, wspolny dom, kredyt czyli taka przyjazn+ wspolne zobowiazania + spanie w jednym lozku; i ze oczekiwanie silnych uczuc w zwiazku, ktory trwa dluzej niz trzy lata to generalnie niedojrzalosc i przyczyna zdrad lub rozpadania sie realcji bo jednak czlowiek goni za tymi porywami serca( lub ciala) a powinien cenic inne wartosci- czyli wlasnie to, ze sie jak lyse konie znamy i mozemy np. liczyc na siebie; jakos nie przemawia do mnie taka wizja zwiazku choc byc moze jak moj staz bedzie 20 albo 30 letni to uznam, ze to prawda;) jednak wydaje mi sie, ze jest mozliwe utrzymanie w zwiazku dosc wysokiej temperatury( nie mowie, ze takiej jak w fazie zakochania) przez wiele lat; ze milosc o ile jest prawdziwa nie przeradza sie w jakis bezplciowy twor podtrzymywany przez przywiazanie, rozsadek i czysto racjonalne wybory; ze jednak jest w niej cos jeszcze, jakas tajemnica i ona moze trwac wiele lat albo cale zycie- takie mam naiwne wyobrazenia, ze jest to mozliwe- a jak Wy myslicie?
    • verdana Re: milosc romantyczna 12.09.14, 19:15
      Ale każde uczucie ma swoją dynamikę. Wydaje się, że jesteś skłonna oceniać miłość romantyczną znacznie wyżej, niż miłość wynikającą z przywiązania. Ta wynikająca z przywiązania jest być może nudniejsza, bardziej codzienna, bez fajerwerków, ale nie jest w niczym gorsza. Znam bardzo niewiele par, które utrzymały taką "pierwszą miłość" w związku przez bardzo wiele lat, ale wcale nie przynosi to szczęścia. "Tajemnica" , wysoka temperatura itd ma bowiem i zalety i wady. Zaletą jest brak nudy, ale jednocześnie zwykle w takich związkach jest napięcie, swoista niepewność, brak rutyny, która w pewnym momencie może być ważniejsza od "motyli w brzuchu".
      Dziecka też nie kocha sie całe życie tak samo. Miłością znacznie bardziej zaborczą, u niektórych kobiet przypominającą zakochanie, kocha sie niemowlę. Przetrwanie takiej samej miłości do nastolatka wcale nie jest pożądane. Nastolatka kocha sie znacznie spokojniej, bardziej "codziennie", ale ani odrobinę mniej.
      • marzeka1 Re: milosc romantyczna 12.09.14, 19:37
        Się tylko Verdano podpiszę :)
      • differentview Re: milosc romantyczna 12.09.14, 21:01
        verdana napisała:

        > Ale każde uczucie ma swoją dynamikę. Wydaje się, że jesteś skłonna oceniać miło
        > ść romantyczną znacznie wyżej, niż miłość wynikającą z przywiązania. Ta wynikaj
        > ąca z przywiązania jest być może nudniejsza, bardziej codzienna, bez fajerwerkó
        > w, ale nie jest w niczym gorsza.

        hmm...gdyby nie byla niczym gorszym to ludzie by sie nie zdradzali, nie zakochiwali sie w kims innym, nie tworzyli kolejnych zwiazkow;) napewno utrzymanie odpowiedniej temperatury zwiazku nie jest niczym latwym, szczegolnie po wielu latach- ale osobiscie myslalam, ze jest to jednak mozliwe a z tej audycji wynikalo, ze to iluzja i niedojrzalosc
        • ola_dom Re: milosc romantyczna 12.09.14, 21:30
          Zdradzanie tylko dlatego, że "motyle z brzucha już uleciały" chyba nie jest jakimś szczególnym przejawem dojrzałości...?
          • differentview Re: milosc romantyczna 12.09.14, 21:53
            ola_dom napisała:

            > Zdradzanie tylko dlatego, że "motyle z brzucha już uleciały" chyba nie jest jak
            > imś szczególnym przejawem dojrzałości...?
            >

            czy zdradzanie albo odejscie dlatego, ze seksualnie partner przestaje byc atrakcyjny po tych kilku latach jest niedojrzale? byc moze; ale ja to rozumiem i rozumiem ludzi, ktorzy w tym momencie odchodza
            • ola_dom Re: milosc romantyczna 12.09.14, 22:00
              Tyle, że nie mówimy tu, co jest dobre, a co złe - tylko co dojrzałe, a co nie.
              Dla jednych dojrzałość jest dobra i wartościowa, a dla innych jest nudą nie do zniesienia i ostatnią rzeczą jakiej pragną i do jakiej dążą.
              • differentview Re: milosc romantyczna 12.09.14, 22:10
                ola_dom napisała:

                > Tyle, że nie mówimy tu, co jest dobre, a co złe - tylko co dojrzałe, a co nie.
                > Dla jednych dojrzałość jest dobra i wartościowa, a dla innych jest nudą nie do
                > zniesienia i ostatnią rzeczą jakiej pragną i do jakiej dążą.

                no ok ale powiedz mi co widzisz dojrzalego w tym, ze zyjesz z kims jak brat z siostra, nie ma miedzy Wami chemi, lacza was obowiazki, to, ze sie do siebie przywiazaliscie; dla mnie dojrzalosc to umiejetnosc zycia w zgodzie ze swoimi wartosciami- jesli dla kogos wartoscia jest stan, w ktorym przezywa intensywane uczucia- to dojrzale bedzie dla takiej osoby, ze jak uczucia sie wypalaja- odchodzi i wiaze sie z kims innym
                • vilez Re: milosc romantyczna 13.09.14, 13:14
                  Niżej napisałam o fazach zwiazku. I uważam, jak Ty, że to, iz komus nie wystarcza np. faza miłości przyjacielskiej (która to faza też może byc różna u różnych ludzi), nie musi oznaczać niedojrzałości. Czasem neidojrzałością może być włąsnei tkwienie w niesatysfakcjonującym zwiazku.
                  Może tez sie zdarzyć nierozpoznanie, czy nieuświadomienie sobie fazy, w której się obecnie znajdujemy. Zdarza się, ze dopiero jakies znaczące wydarzenia nam to uświadamiają. Np. takim zdarzeniem może być to, że się zakochamy w kimś innym, co może być zaskoczeniem także dla zakochującego się. Dopiero wówczas rusza refleksja, czym jest nasz obecny związek, czy chcemy nad nim pracować, czy ma on szanse, co z tym wszystkim zrobic itd.
                  O dojrzałości będzie świadczyć to, co z tym wszystkim zrobimy, a nie- że nasz związek jest w takiej a nie innej fazie.
                • ola_dom Re: milosc romantyczna 13.09.14, 19:18
                  differentview napisała:

                  > no ok ale powiedz mi co widzisz dojrzalego w tym, ze zyjesz z kims jak brat z siostra, nie ma
                  > miedzy Wami chemi, lacza was obowiazki, to, ze sie do siebie przywiazaliscie;

                  Między motylami w brzuchu a życiem jak brat z siostrą bez chemii, za to z obowiązkami, jest jeszcze duuuuuużo różnego po drodze. Nie miałam wcale na myśli życia takiego, jakie opisałaś. Miałam na myśli naturalną ewolucję związku - jak to wyżej opisała Verdana.
                  Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie ciągłego stanu takiego, jak na początku związku, czyli motyle, niepewność, i tym podobne. Na dłuższą metę bym się wykończyła, bo pewna przewidywalność i pewność w związku jest dla mnie niezmiernie ważna i cenna. Nie mam pojęcia, czy to akurat dojrzałość, pewnie nie ma wiele z nią wspólnego. Ale nie wiem też, czy stan przeciwny to dojrzałość czy niedojrzałość.

                  I może problem leży w tym, co rozumiemy jako "chemię", "motyle" itd. Nie wyobrażam sobie związku bez namiętności, ale godzę się z tym, że z czasem wygląda ona inaczej niż na początku relacji. Bo nie ma już chociażby tej niepewności, którą odczuwamy, kiedy nie znamy się aż tak dobrze - a która dla niektórych jest najważniejsza i najfajniejsza - a dla innych trochę deprymująca i wyczerpująca.
                  • ada1214 Re: milosc romantyczna 15.09.14, 08:26
                    Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie ciągłego stanu takiego, jak na początku zwi
                    > ązku, czyli motyle, niepewność, i tym podobne. Na dłuższą metę bym się wykończy
                    > ła,

                    no ja tez. W fazie zakochania nie moge (nie moglam, bo teraz majac meza od kilkunastu lat juz przeciez nie zakochuje sie w innych) jesc i nie moge spac. I co, cale zycie bez snu i jedzenia? Absurd.
        • marsylvik Re: milosc romantyczna 14.09.14, 17:46
          differentview napisała:

          > verdana napisała:
          >
          > > Ale każde uczucie ma swoją dynamikę. Wydaje się, że jesteś skłonna ocenia
          > ć miło
          > > ść romantyczną znacznie wyżej, niż miłość wynikającą z przywiązania. Ta w
          > ynikaj
          > > ąca z przywiązania jest być może nudniejsza, bardziej codzienna, bez faje
          > rwerkó
          > > w, ale nie jest w niczym gorsza.
          >
          > hmm...gdyby nie byla niczym gorszym to ludzie by sie nie zdradzali, nie zakochi
          > wali sie w kims innym, nie tworzyli kolejnych zwiazkow;) napewno utrzymanie odp
          > owiedniej temperatury zwiazku nie jest niczym latwym, szczegolnie po wielu lata
          > ch- ale osobiscie myslalam, ze jest to jednak mozliwe a z tej audycji wynikalo,
          > ze to iluzja i niedojrzalosc

          Hmm... Gdyby palenie papierosów było złe, to ludzie nie paliliby latami, palący rodzice z czystej zawiści nie pozwalają palić swoim dzieciom ;)

          Samej audycji nie słyszałam. Dla mnie to, o czym piszecie, to nie tyle rodzaje miłości, a składowe miłości. I tak, racja, że miłość się zmienia w czasie. Zmieniają się proporcje tych składowych. I racja, że oczekiwanie, że miłość romantyczna będzie trwała zawsze, że zawsze będzie dominować namiętność jest nierealistyczne (a więc niedojrzałe). I racja, że wielu, o ile nie większości, miłość bez namiętności nie odpowiada, nie wyobrażają jej sobie, nie jest dla nich miłością (w sensie małżeńskim). Nie uważam, żeby to było niedojrzałe.

          Co osobiście uważałaś za możliwe? To, że seks i zachwyt będzie zawsze dominował w związku? Czy to, że zawsze będzie w nim istniał, choć trochę?
          Co wynikało z audycji, to, że iluzją jest nieśmiertelność namiętności, czy może iluzją jest niesłabnąca jej siła?
          W tej audycji mówili o miłości wynikającej z przywiązania i zobowiązania, czy o miłości opartej na przywiązaniu i zobowiązaniu? Mówili o utrzymaniu odpowiedniej temperatury, czy o iluzji utrzymania tej samej, wysokiej temperatury związku?
    • danaide Re: milosc romantyczna 12.09.14, 20:51
      Zważywszy na tematykę forum, można zaryzykować stwierdzenie, że znacznie dłużej wyższą temperaturę utrzymuje tzw. miłość toksyczna;)
      • verdana Re: milosc romantyczna 12.09.14, 22:40
        Jeśli dla kogoś ważny jest stan , w którym przezywa intensywne uczucia, to znaczy, ze nie dorósł do trwałego związku, po prostu. Kocha uczucie zakochania, a nie konkretna, druga osobę.
        • iziula1 Re: milosc romantyczna 13.09.14, 00:22
          Pięknie to ujełaś.
          Zgadzam się z tym.
          Albo miłość prawdziwa albo chemia. Zależy kto i czego szuka w życiu.
          • differentview Re: milosc romantyczna 13.09.14, 06:31
            iziula1 napisała:

            > Albo miłość prawdziwa albo chemia.

            bez przesady;) tym sie milosc rozni od przyjazni, ze jednak jakas chemia musi dzialac
            • vilez Re: milosc romantyczna 13.09.14, 13:22
              Niektórym wystarcza intymność. Pewnie to też zalezy od rodzaju (klasy) tej intymności, czyli klasy samego związku. Moim zdaniem nie można jednak tutaj dekretować, co jest lepsze- ludzie maja prawo także do namiętności, nie wszyscy potrafia bez niej żyć (kwestia temperamentu), nie każdy też partner rekompensuje swoją osobą jej brak czy znaczne ograniczenie. W każdym razie ja bym się nie ważyła oceniać cudzych wyborów pod tym kątem ani tworzyć wzorów (w sensie modeli).
            • iziula1 Re: milosc romantyczna 13.09.14, 16:43
              Diffirent ale jeśli jest miłość to i chemia. Natomiast chemia nie gwarantuje ze z tego narodzi się głęboka miłość.
              W dojrzałym związku chemia jest zawsze choć o różnym nasileniu
              Raz są to nieustanne motylki raz letni płomień.

              Verdana dobrze to ujęła bo zależy czego się szuka w życiu.
          • triss_merigold6 Re: milosc romantyczna 13.09.14, 11:45
            A miłość prawdziwa oznacza, że żyjemy z kimś jak z bratem, bo pociąg fizyczny się skończył, a seks przestał być istotny?
    • kol.3 Re: milosc romantyczna 13.09.14, 07:15
      Podstawą związku oprócz miłości jest przyjaźń i szacunek. Bez tych dwóch ostatnich nie uda się stworzyć długotrwałego związku.
    • vilez Re: milosc romantyczna 13.09.14, 13:01
      Fazy miłości są z grubsza opisane (np. Sternberg, za wikipedią ) Są one zmienną dynamiką trzech czynników: namiętności (pasji), intymności (bliskości) i decyzja/zobowiązanie.

      1. Faza zakochania
      Zaczynają rozwijać się trzy składniki, przy czym najsilniej przybiera na sile namiętność. Pojawią się symptomy charakterystyczne dla miłości.

      2. Faza romantycznych początków
      Charakteryzuje się wzrostem intymności. Jest zazwyczaj krótkotrwała. Rozbudzeni namiętnością partnerzy zaczynają częściej się spotykać, rozmawiać o sobie, lepiej się poznawać, efektem tego jest wzrost intymności. Pojawia się także decyzja co do utrzymania związku i przechodzi on w fazę trzecią.

      3. Faza związku kompletnego
      Występują tu wszystkie trzy składniki, co zazwyczaj wiąże się z podjęciem decyzji o ślubie, zamieszkaniu razem, a więc decyzji co do trwania danego związku. Jest to faza najbardziej zadowalająca dla partnerów, a także najbardziej nasycona emocjami. Osiągają oni najwyższy stopień intymności. Podobnie teraz ich zobowiązanie jest bardzo mocne. Koniec tej fazy jest jednoznaczny z nieuchronnym końcem namiętności. Nagłe osłabnięcie namiętności wyznacza wejście w fazę czwartą.

      4. Faza związku przyjacielskiego
      Jest pozbawiona składnika namiętności, który jeśli był utożsamiany z samą miłością, może oznaczać, że w danym związku miłość wypaliła się. Dla wielu ludzi wejście w fazę związku przyjacielskiego oznacza najbardziej satysfakcjonujący okres dla ich związku. Uwzględniając fakt, że w fazie tej dominuje zaangażowanie, które jest zależne od naszej woli, jak i intymność, która tylko po części także jest od niej zależna, możemy stwierdzić, że przedłużenie tej fazy jest zależne od woli obojga partnerów. Problemem może być dla nich podtrzymanie intymności na wysokim poziomie, a więc wzajemne zaufanie, lubienie się, chęć pomagania i otrzymywania pomocy. Jeśli nie uda się podtrzymać intymności, związek przechodzi w ostatnią z faz.

      5. Faza związku pustego
      Jedynym składnikiem podtrzymującym związek jest zaangażowanie, więc należy się liczyć z możliwością, że któryś z partnerów zapragnie zmiany i zrezygnuje z dalszego trwania takiego związku. Jest to faza, która nie musi pojawić się w związku, o ile partnerom uda się podtrzymać intymność. Jednak w momencie spadku intymności, zaangażowanie może również podtrzymywać dany związek z równie dobrym rezultatem. Jeżeli dochodzi do tej fazy najczęściej związek przechodzi w fazę szóstą.

      6. Rozpad związku.


      Niektóre zwiazki nie dochodzą np. do fazy zwiazku pełnego, w którym namiętność nadal trwa- z różnych powodów. Miłość przyjacielska (ta z mniejsza namiętnością) ponoć jest możliwa dziesiątki lat.
      Jak rozumiem, jest to dyskusja o wyższości zwiazku pełnego nad przyjacielskim ;) Tak, też bym wolała być ciągle w związku pełnym, ale czy to jest zawsze możliwe? Wydaje mi się, że warto cenić także miłość przyjacielską, choć oczywiście dbać o miłość pełną (nad którą nie mamy pełnej władzy- też z różnych powodów: wydarzenia, traumy, predyspozycje).
      • verdana Re: milosc romantyczna 13.09.14, 14:21
        No własnie. Miłość przyjacielska oznaczać może, ze nie ma namiętności charakterystycznej dla wcześniejszych faz, nie oznacza, zę nie ma seksu, ani przyciągania seksualnego. Są ludzie, których to nie satysfakcjonuje, ale przyczyną rozpadu małżeństwa nie jest w tym wypadku akurat taka faza związku, tylko niechęć do rutyny, niechęć do stałego związku, jako takiego, pragnienie silniejszych przeżyć. Nie wiem, czy w ogóle jest możliwa dojrzała decyzja, ze związek w taką fazę nie wkroczy, raczej nie.
      • differentview Re: milosc romantyczna 13.09.14, 21:15
        vilez napisała:
        > Jak rozumiem, jest to dyskusja o wyższości zwiazku pełnego nad przyjacielskim ;
        > ) Tak, też bym wolała być ciągle w związku pełnym, ale czy to jest zawsze możli
        > we? Wydaje mi się, że warto cenić także miłość przyjacielską, choć oczywiście d
        > bać o miłość pełną (nad którą nie mamy pełnej władzy- też z różnych powodów: wy
        > darzenia, traumy, predyspozycje).

        dzieki, dokladnie o to mi chodzilo; nie jest wcale zabawne- z pozycji bycia w trzeciej fazie miec przed soba taka urocza perspektywe- zanik namietnosci i pustka;) mysle, ze tym co najszybciej ludzi popycha z fazy trzeciej do czwartej jest rutyna i pewnosc tej drugiej osoby; wiele osob szuka pewnosci i poczucia bezpieczenstwa w zwiazku a to wcale nie sluzy namietnosci- tak mi sie przynajmniej wydaje
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: milosc romantyczna 14.09.14, 03:37
      To czego nie należy robić w tej dyskusji to wartościować. Coś jest lepsze lub dobre np: "miłość romantyczna" , a co gorsze lub złe np: rutyna, przywiązanie i rozsądek.
      Dla różnych ludzi inaczej bowiem rozkładają się ich potrzeby w związku.
      To tak na wstępie rozważań.
      To co mnie się wydaje ważne w tej dyskusji, to nie zastanawianie się czy istnieje "miłość romantyczna" ale to, że istnieje iluzja lub oczekiwanie, że na tej iluzji można oprzeć związek. Że jest to nienaruszalna opoka związku, a jak z jakiś powodów jej zabraknie , związek traci swoja wartość, a partnerzy czują się rozczarowani i zawiedzeni tak bardzo, że postanawiają się rozstać.
      I oczywiście zgadzam się z głosami, że nie należy tkwić w niesatysfakcjonującym związku, bez względu na to, co go czyni niesatysfakcjonującym, bo to już bardzo indywidualna sprawa.
      Ale sedno rozważań polega na przestrzeganiu, aby nie ulegać iluzji, że miłość romantyczna jest podstawą udanego związku. I należy jej oczekiwać w niezmąconej postaci. Nie można zatrzymywać się na niej, przestrzegają teoretycy, i nie można czekać, jak dziecko, na pełną gratyfikację. A gdy jej choć w małym procencie nie ma, opuszczać związek w pełni urazy i niezaspokojenia.
      To chyba ten aspekt mają na myśli teoretycy" miłości romantycznej", gdy próbują coś na jej temat powiedzieć. Bo to tkwienie w idyllicznym przeświadczeniu, a następnie reakcja na odebraniu iluzji, jest powodem frustracji a ta z kolei powodem zaciemnienia obrazu sytuacji.
      Chcę jeszcze odnieść się do terminu "miłość prawdziwa; i tezy, że gdy ona jest podwaliną związku to on ma szanse na utrzymanie tego uczucia. Każda miłość, każde uczucie ewoluuje i zmienia się. I to prawdziwe też. A potem trzeba mu nadać już inną nazwę. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • differentview Re: milosc romantyczna 14.09.14, 07:56
        > I oczywiście zgadzam się z głosami, że nie należy tkwić w niesatysfakcjonującym
        > związku, bez względu na to, co go czyni niesatysfakcjonującym, bo to już bardz
        > o indywidualna sprawa

        no wlasnie tu widze problem, bo dla wielu ludzi- ta faza przyjacielska pozbawiona namietnosci jest po prostu niesatysfakcjonujaca- tym bardziej, ze pamietaja jak wygladac moze zwiazek w fazie zakochania czy pelnej milosci; jesli nie nalezy tkwic w niesatysfakcjonujacym zwiazku to znaczyloby, ze nalezy go opusci w momencie przejcia do fazy 4 ewentualnie probowac cofnac zwiazek do fazy 3- ale to troche jak zawracanie kijem wisly- bo romans moze dac o wiele wiecej emocji niz np. reanimowanie zwiazku z kilkunastoletnim stazem; jesli ktos ceni poczucie stalosci, przywiazania, bezpieczenstwa a seks nigdy nie byl wazny- to owszem faza czwarta moze byc postrzegana jako idealna ale co jesli nie?
        • ola_dom Re: milosc romantyczna 14.09.14, 08:22
          differentview napisała:

          > jesli ktos ceni poczucie stalosci, przywiazania, bezpieczenstwa a seks nigdy nie byl wazny

          Uważasz, że zawsze jest "albo-albo" - albo poczucie stałości i bezpieczeństwa, albo seks?
          Przecież dla wielu osób niezmiernie ważne jest jedno i drugie.
          • differentview Re: milosc romantyczna 14.09.14, 08:59
            ola_dom napisała:

            > differentview napisała:
            >
            > > jesli ktos ceni poczucie stalosci, przywiazania, bezpieczenstwa a seks ni
            > gdy nie byl wazny
            >
            > Uważasz, że zawsze jest "albo-albo" - albo poczucie stałości i bezpieczeństwa,
            > albo seks?
            > Przecież dla wielu osób niezmiernie ważne jest jedno i drugie.

            pisze tylko, ze dla osoby, dla ktorej najwazniejsza wartosci jest przyjazn, bezpieczenstwo, pewnosc partnera- przejscie z fazy 3 do 4 moze byc pozytywna zmiana lub nie odczuwalna; dla osoby, ktora przywiazuje duza wage do namietnosci to bolesne doswiadczenie i moze oznaczac wypalenie sie zwiazku
            • ola_dom Re: milosc romantyczna 14.09.14, 09:30
              differentview napisała:

              > pisze tylko, ze dla osoby, dla ktorej najwazniejsza wartosci jest przyjazn, bezpieczenstwo,
              > pewnosc partnera- przejscie z fazy 3 do 4 moze byc pozytywna zmiana lub nie odczuwalna;

              Moim zdaniem często bywa tak, że namiętność nawet jeśli nie zanika, to w jakiś sposób ewoluuje i prawie nigdy nie jest taka sama, jak na początku związku. Niekoniecznie słabsza - tylko inna. Niektórzy tego nie znoszą, więc zmieniają partnerów co kilka tygodni. Tyle że trudno to wtedy nazywać związkami.
              Wiele osób pewnie chciałoby znowu poczuć się jak "świeżo zakochani", mimo że ich namiętność po latach wspólnego życia wcale nie jest słaba, a seks nadal fajny. Ale - INNY niż na początku związku - co wydaje się naturalne. A mimo to "tkwią" w tym związku, bo jakkolwiek seks jest dla nich ważny, to inne aspekty wspólnego życia są nie mniej ważne. Podkreślę - cały czas uważają ich namiętność za satysfakcjonującą, a seks za udany - mimo że pewnie już nie tak szaleńczy, jak w początkach związku.
              Bo choć w związku seks jest pewnie najważniejszy, to jednak nie wystarczy do jego zbudowania.
              • differentview Re: milosc romantyczna 14.09.14, 09:42
                ola_dom napisała:

                > differentview napisała:
                >
                > > pisze tylko, ze dla osoby, dla ktorej najwazniejsza wartosci jest przyjaz
                > n, bezpieczenstwo,
                > > pewnosc partnera- przejscie z fazy 3 do 4 moze byc pozytywna zmiana lub n
                > ie odczuwalna;
                >
                > Moim zdaniem często bywa tak, że namiętność nawet jeśli nie zanika, to w jakiś
                > sposób ewoluuje i prawie nigdy nie jest taka sama, jak na początku związku. Nie
                > koniecznie słabsza - tylko inna. Niektórzy tego nie znoszą, więc zmieniają part
                > nerów co kilka tygodni. Tyle że trudno to wtedy nazywać związkami.

                jasne, ze tak; majac za soba kilka kilkuletnich stazy tez widze ewolucje ale mi chodzi raczej o to, ze podobno faza 4 jest nieuchronna a Ty piszesz caly czas o fazie trzeciej- troche inaczej ale jednak wszystko jest- namietnosc, intymnosc, uczucia; rzecz w tym, ze wejscie w faze czwarta bywa dla wielu osob rownoznaczne z wypaleniem zwiazku i nie widza sensu go kontynuowac chyba ze przewartosciuja sobie priorytety i uznaja, ze liczy sie wlasnie ta pewnosc i poczucie bezpieczenstwa+ racjonalne wzgledy( dzieci, kredyt, wspolna firma)
                • verdana Re: milosc romantyczna 14.09.14, 10:12
                  Nic nie jest nieuchronne. To raz. Dwa - że pani Agnieszka ma rację - wchodzenie w związek z nierealnymi oczekiwaniami jest trudne. Trzy - związek jest związkiem dwojga ludzi. Nie ma problemu, jeśli wchodzi sie w związek z założeniem, ze ma być satysfakcjonujący w pełni dla jednej ze stron, a gdy satysfakcja zmaleje lub większą będzie można znaleźć w innym związku, to ten zostanie zakończony. Nie ma nic złego, pod warunkiem, że druga strona jest o tym powiadomiona i ze nie planuje sie dzieci. Wtedy absolutna satysfakcja własna jest priorytetem, a to, z kim jest osiągana nie liczy sie tak bardzo. Ale w związku, który ma być trwały, najważniejsze jest jednak z kim, a nie jak. Dlatego też nawet faza trzecia czy czwarta, o ile nie dojdzie sie do niej po bardzo krótkim czasie, tylko po latach może być zupełnie OK, bo jest dzielona z tym, a nie innym człowiekiem.
                  • ola_dom Re: milosc romantyczna 14.09.14, 10:19
                    verdana napisała:

                    > Wtedy absolutna satysfakcja własna jest priorytetem, a to, z kim jest osiągana nie liczy sie tak
                    > bardzo. Ale w związku, który ma być trwały, najważniejsze jest jednak z kim, a nie jak.

                    hmmm.... otóż to!
                    Przy czym pewnie w dążeniu do satysfakcji własnej nie ma nic szczególnie złego - O ILE - po drodze nie zdarzą się dzieci, a partner (czy to jest wtedy "partner"? Chyba raczej "kochanek") jest przez cały czas świadomy oczekiwań wobec niego.

                    A tak w ogóle, to znowu takie sobie teoretyzowanie, bo nie wierzę, że ludzie tak sobie to wszystko przed i w trakcie "związku" rozważają :). Zapewne zdarzają się i takie przypadki, bo podobno wszystko na świecie jest możliwe, ale nie jest to norma.
                    Zakochuję się, wiążę z kimś - i dalej samo leci... I różnie się rozwija, a potem trwa - albo kończy. I tyle.
                    • marzeka1 Re: milosc romantyczna 14.09.14, 10:47
                      Nie wiem, dla mnie założycielka wątku dziwnie widzi trwałe związki- bo jak nie ma początkowych motylków, to na bank nie ma pewnie seksu i satysfakcji.
                      Bardzo zgadzam się z ujęciem tematu przez Verdanę i Olę_domu.
                      Za to gdy widzę takie marzenie o absolutnej satysfakcji jako podstawy związku to widzę osobę z rodziny z podobnym podejściem- 2 już eks małżeństwa, wielu panów po drodze , niby marzenie o dobrym związku, ale nic nie wychodzi na dłużej- i o ile miała 20+, 30+ było całkiem prosto zmieniać panów, teraz w wieku 45 lat jakoś trudniej się już robi.
                      I zgadzam się z tym, jak ujęła to pani Agnieszka.
                  • vilez Re: milosc romantyczna 14.09.14, 12:15
                    > ... bo jest dzielona z tym, a nie innym człowiekiem.

                    Dokładnie tak . I to jest chyba optimum :-)

                    Bywa jednak i tak, że osoba partnera nie rekompensuje owej "utraty". Bo: ludzie się zmieniają, rozwijają. innymi drogami się rozwijają. Wtedy z pewnością przejście do fazy przyjacielskiej może byc jakoś bolesne. W każdym razie łatwiej jest chyba utrzymać mniej satysfakcjonujący zwiazek, gdy namiętność działa bardziej, niż gdy działa mniej ;)
                • marsylvik Re: milosc romantyczna 14.09.14, 21:24
                  differentview napisała:

                  > jasne, ze tak; majac za soba kilka kilkuletnich stazy tez widze ewolucje ale mi
                  > chodzi raczej o to, ze podobno faza 4 jest nieuchronna

                  Podobno? A możesz podać jakieś źródło? W tej audycji tak mówili?
                  Nie słyszałam nigdy, by którakolwiek z faz miłości była nieuchronna.
        • asia_i_p Re: milosc romantyczna 15.09.14, 07:39
          Brakuje mi w tych rozważaniach drugiego człowieka. Co mi z tego, że romans da mi więcej emocji niż poszukiwanie namiętności w małżeństwie, skoro zabierze mi mojego męża? A ja jego chcę. Takie odważanie korzyści emocjonalnych nie działa, jeżeli nie jest ci wszystko jedno, z kim jesteś.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: milosc romantyczna 14.09.14, 12:15
      Zastanawia mnie, wynikający z treści wypowiedzi w tym wątku, priorytet nadany namiętności seksualnej jako wskaźnika istnienia "miłości romantycznej". Seks lub jego spowolnienie ma wyznaczać czy miłość jest nadal "romantyczna" czy nadal jest "prawdziwa" lub czy się nie zmienia.
      A jak znów twierdzą znawcy, miłość romantyczna to wiele innych elementów, które składają się na jej definicję. To jest: nieustanne obsesyjne myślenie i zaabsorbowanie drugą osobą, myślenie o sobie w kontekście tej osoby, niemożność zniesienia rozłąki, trudność skoncentrowania się na czymś innym , czasem silna i nieuzasadniona zazdrość, czasem myślenie paranoiczne i poczucie zagrożenia, gdy kontakt z ukochaną osobą ustaje, to porywające poczucie jedności.
      To stan zbliżony do psychozy, taki przynajmniej jest obraz mózgu w stanie zakochania. Pobudzone są te same ośrodki, co w realnej psychozie.
      Oczywiście większość jako ludzie zdrowi dołącza do tego racjonalne myślenie i jakoś łapie równowagę. Ale od takiego stanu można się uzależnić, jak od każdego stanu pobudzenia, który czasem daje poczucie mocy, wielkości, siły, szczęścia. Przysłowiowe "góry można przenosić". Można dzięki temu zrobić wiele wspaniałych rzeczy, podjąć wiele znakomitych decyzji życiowych, mieć napęd.
      Ale to mija, jak każda mania. A pamięć tego stanu zostaje i chce się go mieć znów. Pamięć stanu ale już często nie osoby, która go wywoływała.
      No i stąd może chęć utrzymywania się w tym stanie nieustająco. I rozczarowanie gdy on mija i brak zgody na to. Jeśli rozum w tym stanie nie pozwolił wybudować innych wartości (indywidualnie dla każdego ) w związku, to ruszać trzeba na poszukiwania lub tkwić we frustracji.
      Lub zdziwieniu, że coś tak pięknego zostało stracone. No i na tym właśnie polega ta iluzja, że to stan, który będzie można podtrzymywać własną wolą.
      Dlatego seks i namiętne pożądanie, to nie wszytko w miłości romantycznej. On w niektórych stałych związkach może mieć się całkiem nieźle. Ale jeśli nie ma całego zestawu czynników warunkujących nazwę "romantyczna" to czuje się pustkę.
      Oczywiście temat nadal pozostaje niewyczerpany, ale może ta treść coś jeszcze dojaśni. Agnieszka Iwaszkiewicz



      • marzeka1 Re: milosc romantyczna 14.09.14, 12:30
        Pani Agnieszko, pani po prostu opisała myślenie o związkach mojej krewnej :) i jej szukanie "no w końcu znajdę takiego, który mnie pokocha prawdziwie" :D
      • vilez Re: milosc romantyczna 14.09.14, 12:53
        Bo i też autorka nie doszła w swym opisie do miłości kompletnej. O to mi właśnie chodziło, gdy pisałam, że niektóre związki nie przechodzą wszystkich faz. Moim zdaniem, kto doświadczy tej kompletnej j fazy, nie będzie się tak bardzo fiksował w pamięci na fazie romantycznej (czy ją rozumie wyłącznie seksualnie czy jako inny wyraz "manii"), bo rozpoznaje różnicę jakościową między nimi i uwewnętrznia ją.
        To jest chyba analogiczne do tego, w jaki sposób niektórzy ludzie fiksują się na seksualności- w takim sensie, że ich życie seksualne nie jest zespolone np. z wartościami czy uczuciami wyższymi, a pozostaje tylko np. fizjologią. Niedojrzałość, regres lub skrzywienie.
        • verdana Re: milosc romantyczna 14.09.14, 14:15
          Ja widze też możliwość, zę w związku opartym na zakochaniu i seksie, przy nawet lekkim wygaśnięciu namiętności nie przechodzi się wcale do fazy "przyjacielskiej", tylko do rozpadu związku. Bo w nim po prostu niczego, oprócz zakochania nie było.
          • vilez Re: milosc romantyczna 14.09.14, 15:15
            Właśnie.
        • marsylvik Re: milosc romantyczna 14.09.14, 21:07
          vilez napisała:

          > Bo i też autorka nie doszła w swym opisie do miłości kompletnej. O to mi właśni
          > e chodziło, gdy pisałam, że niektóre związki nie przechodzą wszystkich faz.

          Próbujesz tłumaczyć fizykę kwantową komuś, czyja znajomość terminów w tej dziedzinie kończy się na pojęciach cząsteczka i atom. O cząstce elementarnej nigdy nie słyszał. I dziwisz się, że nie pojmuje, co to dziwność? W najlepszym przypadku uzna Cię za dziwną! :D
          • vilez Re: milosc romantyczna 14.09.14, 23:17
            Ale czemu tak deprecjonująco o autorce piszesz? Ja stwierdzam tylko, że nie o tej fazie pisała, nic więcej.
            • marsylvik Re: milosc romantyczna 21.09.14, 17:39
              Ja piszę deprecjonująco o autorce? To się zdziwiłam, powiem szczerze...

              Moja wypowiedź miała byc w założeniu delikatnym, żartobliwym prztykiem do Ciebie, a nie do differentview.
              Nie uważam za normalne wymaganie od ludzi, żeby znali fizykę na poziomie mechaniki kwantowej. Sama jej nie znam, tyle może co z programów popularnonaukowych. Żeby skonstruować tę konkretną wiadomość do Ciebie (wydała mi się i zabawna, i trafna) zaglądałam do Wiki :P

              Chciałam w ten sposób zwrócić Twoją i innych uwagę na fakt, że nie ma co się okopywać na swojej pozycji, czy tłumaczyć ze swoich intencji, skoro główną przyczyną (pozornej!) różnicy zdań jest używanie tych samych wyrażeń w różnych znaczeniach. Nieznajomość terminów psychologicznych, taka zupełnie normalna nie tylko dla osób nie zajmujących się psychologią teoretycznie, ale nawet dla osób zajmujących się pscychologią, tylko w innym ujęciu. Każde ujęcie psychologii, każda niemal książka wprowadzająca do przedmiotu coś nowego wprowadza także swoje terminy. Dobrze jest o tym wiedzieć i w miarę możności pamiętać, unikając używania zbyt specjalistycznego języka, tłumaczenia nieznanego nieznanym.

              Nie takie były moje intencje, ale i tak dziękuję za zwrócenie mi uwagi, że tak mogło to zostać odebrane.
              • vilez Re: milosc romantyczna 21.09.14, 18:24
                A to nie zrozumiałam, cofam zatem :-)
                Owszem, wiem, że mam skłonność do używania języka specjalistycznego, ale tu akurat dałam proste opracowanie z Wikipedii, i nijak w nim takiego jezyka tam nie znajduję ;)
                • differentview Re: milosc romantyczna 21.09.14, 19:10
                  ok, ekspertki od fizyki kwantowej- rzecz w tym, ze ja wlasnie pisalam o tym o czym wy twierdzicie, ze nie pisalam;) i nieporozumienie nie wynika z roznych definicji pojec uzywanych w dyskusji tylko z nieczytania uwaznie postow i nie zrozumienia co autor mial na mysli;)
                  • vilez Re: milosc romantyczna 21.09.14, 19:24
                    :-)
                  • marsylvik Re: milosc romantyczna 21.09.14, 23:50
                    differentview napisała:

                    > ok, ekspertki od fizyki kwantowej- rzecz w tym, ze ja wlasnie pisalam o tym o c
                    > zym wy twierdzicie, ze nie pisalam;) i nieporozumienie nie wynika z roznych def
                    > inicji pojec uzywanych w dyskusji tylko z nieczytania uwaznie postow i nie zroz
                    > umienia co autor mial na mysli;)

                    OK, to ja w takim wypadku, zanim powiem co myślę, muszę się upewnić, co "autor" miał na myśli ;)


                    "wysluchalam ostatnio ciekawej audycji w radiu rdc na temat blednych wyobrazn jakie ludzie maja na temat zwiazkow; powszechnie uwaza sie, ze podstawa zwiazku powinna byc milosc romantyczna, "

                    Uściślijmy: audycja była na temat powszechnych a błędnych wyobrażeń, tym błędnym wyobrażeniem wg autorów jest uznawanie miłości romantycznej (czyli formy miłości opartej na erosie i intymności) za podstawę trwałego związku, czy tak?

                    "uczucie, pozadanie a te rzekomo trwaja maksymalnie 30 miesiecy a potem zaczyna sie proza zycia- i jedyne na czym mozna wtedy zwiazek oprzec jest przywiazanie, to, ze ewentualnie dobrze sie znamy i lubimy, mamy dzieci, wspolny dom, kredyt czyli taka przyjazn+ wspolne zobowiazania + spanie w jednym lozku; "

                    Rzekomo według Ciebie, tak?
                    Znaczy się, Ty uważasz, że nieprawdziwe jest twierdzenie autorów jakoby gorące uczucie i pożądanie trwały maksymalnie 30 miesięcy, a potem pozostawały jedynie proza życia, przywiązanie i zobowiązania?
                    Dobrze rozumiem?

                    "i ze oczekiwanie silnych uczuc w zwiazku, ktory trwa dluzej niz trzy lata to generalnie niedojrzalosc i przyczyna zdrad lub rozpadania sie realcji bo jednak czlowiek goni za tymi porywami serca( lub ciala) a powinien cenic inne wartosci"

                    Oczekiwanie jakichkolwiek silnych uczuć, czy może tak silnych, jak te w początkach znajomości, kiedy jeszcze "działa chemia"? Jak Ty ten fragmento rozumiesz tak naprawdę i czy to właśnie powiedzieli?

                    "czyli wlasnie to, ze sie jak lyse konie znamy i mozemy np. liczyc na siebie; jakos nie przemawia do mnie taka wizja zwiazku"

                    I sedno sprawy według mnie: naprawdę mówili, że tylko te uczucia pozostają, że one zastępują w całości pociąg seksualny?
                    Bo do tej pory sądziłam, że z czasem zmienia się raczej ciężar poszczególnych składników miłości, że intymność, zaufanie stają się z czasem ważniejsze niż sam erotyzm, dominujący w pierwszych tygodniach i miesiącach, a na początku mniej istotne jest zobowiązanie, deklaracje są zwykle dość mało wiążące o ile się w ogóle pojawiają. Nawet jak się w pierwszych dniach mówi o wspólnym domu, to są to raczej marzenia, niż prawdziwe obietnice. Nigdy mi nie przyszło do głowy, że w miłości zobowiązanie zastępuje erosa, na przykład ślub ma automatycznie oznaczać koniec seksu ;)

                    " jednak wydaje mi sie, ze jest mozliwe utrzymanie w zwiazku dosc wysokiej temperatury( nie mowie, ze takiej jak w fazie zakochania) przez wiele lat; "

                    Co to znaczy "dość wysokiej temperatury"? Czy w audycji podkreślali, że nie jest możliwe zachowanie "dość wysokiej", czy może zauważali tylko, że utrzymanie tej temperatury uczuć na podobnym poziomie jak na początku jest na przestrzeni lat niemożliwe?
                    W ogóle takie nieostre określenia jak "dość wysoka temperatura związku" to grząski grunt. Łatwo je zinterpretować zupełnie inaczej, niż autor zamierzał...

                    "ze milosc o ile jest prawdziwa nie przeradza sie w jakis bezplciowy twor podtrzymywany przez przywiazanie, rozsadek i czysto racjonalne wybory; ze jednak jest w niej cos jeszcze, jakas tajemnica i ona moze trwac wiele lat albo cale zycie- takie mam naiwne wyobrazenia, ze jest to mozliwe- a jak Wy myslicie?"

                    No też myślę, że jeśli nawet, to rzadko się w taki twór przekształca.
                    Co więcej, uważam za niedojrzałe oczekiwanie od kogoś, żeby akceptował z góry i bez istotnego powodu miłość pozbawioną jakiejkolwiek temperatury uczuć i pociągu seksualnego.
                    Tyle, że... te teorie z grubsza znam i nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego autorzy tamtej audycji postulowali... Myślę, że albo coś nadinterpretowałaś, albo posłużyli się jakimiś skrótami myślowymi, które utrudniły zrozumienie, co dokładnie mieli na myśli.
                    • differentview Re: milosc romantyczna 22.09.14, 09:06
                      > I sedno sprawy według mnie: naprawdę mówili, że tylko te uczucia pozostają, że
                      > one zastępują w całości pociąg seksualny?
                      > Bo do tej pory sądziłam, że z czasem zmienia się raczej ciężar poszczególnych s
                      > kładników miłości, że intymność, zaufanie stają się z czasem ważniejsze niż sam
                      > erotyzm

                      po pierwsze- tak, faza czwarta zaklada brak namietnosci a nie namietnosc troche mniejsza niz w fazie zakochania; po drugie zalozenie, ze z czasem intymnosc i zaufanie staje sie wazniejsze niz erotyzm- jest moim zdaniem dla wielu osob po prostu falszywe; po trzecie- rzadko bywa tak, ze obie osoby w zwiazku przechodza wszystkie fazy w tym samym czasie- wiec sytuacja, w ktorej np kobieta odpuszcza seks i zadowala sie tym, ze czuje sie przy partnerze bezpiecznie i maja swoja intymnosc- wcale nie musi oznaczac, ze w tym samym czasie parnter uznaje, ze mu to wystarcza; albo na odwrot- kobieta czuje sie sfrustrowana, ze partner przestal ja w ogole pociagac a on do rozladowania fizjologicznego napiecia seksualnego podchodzi czysto mechanicznie ale ceni to, ze ma dom i obiad na stole po powrocie z pracy;)
      • differentview Re: milosc romantyczna 14.09.14, 20:09
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:
        > Lub zdziwieniu, że coś tak pięknego zostało stracone. No i na tym właśnie poleg
        > a ta iluzja, że to stan, który będzie można podtrzymywać własną wolą.
        > Dlatego seks i namiętne pożądanie, to nie wszytko w miłości romantycznej.

        jasne, ze nie wszystko, chyba zupelnie zle zostaly zrozumiane moje slowa; ja w ogole nie pisalam o przechodzeniu z fazy zakochania i oszolomienia- 1 i 2 do fazy 3 czyli pelnej milosci, w sklad ktorej wchodzi i namietnosc( juz inna niz w fazie "psychozy") i intymnosc i przyjazn; pisalam o zwiazku, ktory po kilku lub kilkunastu latach "pelnej milosci" przechodzi w faze czwarta, w ktorej jak bylo powiedziane- zadnej namietnosci ani intensywnosci juz nie ma- moze byc przywiazanie, moze byc odpowiedzialnosc za partnera, mog byc wzgledy praktyczne ale namietnosc zanika, chemia wyparowuje, seks jest co najwyzej zdrowotna gimnastyka, ktora przez rozsadek sie sobie aplikuje;)
      • marsylvik Re: milosc romantyczna 14.09.14, 20:57
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Zastanawia mnie, wynikający z treści wypowiedzi w tym wątku, priorytet nadany n
        > amiętności seksualnej jako wskaźnika istnienia "miłości romantycznej". Seks lub
        > jego spowolnienie ma wyznaczać czy miłość jest nadal "romantyczna" czy nadal j
        > est "prawdziwa" lub czy się nie zmienia.

        Może w zastanawianiu i zrozumieniu o czym tu mówią niektórzy pomoże dość znany schemat:
        TriangleModelOfLove

        > A jak znów twierdzą znawcy, miłość romantyczna to wiele innych elementów, które
        > składają się na jej definicję. To jest: nieustanne obsesyjne myślenie i zaabs
        > orbowanie drugą osobą, myślenie o sobie w kontekście tej osoby, niemożność znie
        > sienia rozłąki, trudność skoncentrowania się na czymś innym , czasem silna i ni
        > euzasadniona zazdrość, czasem myślenie paranoiczne i poczucie zagrożenia, gdy
        > kontakt z ukochaną osobą ustaje, to porywające poczucie jedności.
        > To stan zbliżony do psychozy, taki przynajmniej jest obraz mózgu w stanie zak
        > ochania. Pobudzone są te same ośrodki, co w realnej psychozie.

        Nie. A przynajmniej ja się z takim ujęciem nie spotkałam. To co Pani opisuje, to jest stan zakochania.

        > Ale to mija, jak każda mania. A pamięć tego stanu zostaje i chce się go mieć zn
        > ów. Pamięć stanu ale już często nie osoby, która go wywoływała.

        I to właśnie zapewne (nie słuchałam) mieli na myśli autorzy audycji.

        > Dlatego seks i namiętne pożądanie, to nie wszytko w miłości romantycznej.

        Ktoś tu tak twierdził? Widocznie przeoczyłam...

        > On w
        > niektórych stałych związkach może mieć się całkiem nieźle. Ale jeśli nie ma cał
        > ego zestawu czynników warunkujących nazwę "romantyczna" to czuje się pustkę.
        > Oczywiście temat nadal pozostaje niewyczerpany, ale może ta treść coś jeszcze d
        > ojaśni. Agnieszka Iwaszkiewicz

        Myślę, że to jeden z wielu wątków, kiedy ludzie przekonują innych do swoich poglądów, a czasem nawet się o to kłócą nie dlatego, że mają różne poglądy, tylko dlatego, że nie dysponują wspólnym językiem pojęć. Zdaje się, że tym razem nawet forumowa Pani psycholog wpadła w tę pułapkę ;)

        Ja tu widzę grupę osób, które generalnie mają mniej więcej rację (wg mnie), a tylko mylą pojęcia, albo nie rozumieją znaczenia w jakim ktoś inny tych pojęć używa. Typowa blokada komunikacji ;)
    • sel-de-mer Re: milosc romantyczna 24.09.14, 06:00
      Jeżeli zgodzimy z 1. że niezbędną składową związku kompletnego jest namiętność rozumiana jako 2. (za wiki) "stan silnego odczuwania emocji, bądź uczucie skierowane wobec danej pasji, zainteresowania" które "wiąże się ze stanem odczuwania silnego i nieodpartego uczucia do drugiej osoby, które powoduje utratę kontroli intelektualnej nad zachowaniem", to wydaje mi się że możemy świadomie przedłużyć fazę związku kompletnego zamieniając miejscami skutek z przyczyną.
      Jeśliby przyjąć, że w początkowych fazach związku do seksu pcha nas stan silnego odczuwania emocji, który powoduje utratę kontroli nad zachowaniem, to wydaje mi się, że można pchać się do seksu, by w czasie niego silnie odczuwać emocje, tak silnie, że powodują one utratę kontroli nad zachowaniem. Jest takie wyrażenie "dać się porwać namiętności". Czyli, że można jej się dać porwać albo można się nie dać porwać. Zakłada to dla mnie naszą kontrolę nad tym czy przyzwolimy sobie na odczuwanie namiętności wobec naszego stałego partnera wprowadzając się w stan utraty kontroli intelektualnej nad zachowaniem. Musimy tylko chcieć to zrobić i mieć do tego warunki. W fazie zakochania i romantycznych początków to robi się samo, ale kiedy przestaje "się robić samo" nie oznacza jeszcze że wcale tego "się nie da zrobić". Żeby nam się "chciało chcieć" potrzebny jest według mnie satysfakcjonujący i nasz i naszego partnera poziom zaangażowania w związek i poziom intymności w związku oraz wola by nie tylko podtrzymywać ale i rozwijać własną namiętność. Taki stan występuje na starcie fazy miłości kompletnej ale potem z biegiem czasu poziom któregoś ze składników miłości przestaje nas albo partnera satysfakcjonować, wiec przerzucamy swoją uwagę na inne i na nich się skupiamy co wprowadza nas w fazę związku przyjacielskiego albo w związek pusty albo powoduje rozpad związku i poszukiwanie "prawdziwej miłości".
      Mam wrażenie, że część osób zgadza się co do tego, ze jako ludzie mamy wpływ na swoje zaangażowanie i intymność w związku, uważa natomiast, że nie mamy wpływu na swoją związkową namiętność. Inni z własnego doświadczenia wiedzą, że pomimo istnienia namiętności i zaangażowania, nie udało im się z różnych powodów osiągnąć satysfakcjonującego poziomu intymności związkowej. Są też tacy, którym mimo początkowego istnienia dużej namiętności i intymności nie udało się wyjść z fazy romantycznych początków, bo którejś ze stron lub obu zabrakło woli zaangażowania.
      Moim zdaniem to tak nie działa. Albo przyjmujemy, że mamy jako ludzie wpływ na wszystkie składowe miłości - intymność, namiętność i zaangażowanie albo nie mamy wpływu na żaden.
      • differentview Re: milosc romantyczna 24.09.14, 08:57
        sel-de-mer napisała:
        > Moim zdaniem to tak nie działa. Albo przyjmujemy, że mamy jako ludzie wpływ na
        > wszystkie składowe miłości - intymność, namiętność i zaangażowanie albo nie mam
        > y wpływu na żaden.

        przyjac sobie mozemy wszystko tylko rzeczywistosc nie musi potwierdzic naszych przyjetych zalozen;) choc uwazam, ze podtrzymaniu namietnosci sluzy duza sfera wolnosci jaka sobie partnerzy daja, wbrew pozorom wcale nie takie totalne 100% poczucie bezpieczenstwa ale to moje zdanie i tez nie mam pewnosci czy zawsze dziala
Pełna wersja