jardinvotre
16.10.14, 14:53
Piszę w nietypowej sprawie. Moja żona zarzuca mi stosowanie przemocy.
Gdzieś zaczęła czytać, szperać, drążyć i wyszło jej że jestem przemocowcem.
Opowiada o tym swoim koleżankom, wysyła im linki do stron, aby pokazać, jakie są cechy przemocowca i że ona jest niszczona psychicznie (zresztą potem mi mówi, że tak robi). Tam było wypisanych ze 30 przykładów zachowań i uwaga, że wystarczy dwa aby uznać, że ma się do czynienia z przemocą. Dla mnie naciągane.
Kiedy próbuję z nią dyskutować, mówi, że jej poradzono, że z przemocowcem nie wchodzi się w rozmowy. Zatyka uszy. Kiedy pytam, czemu to robi - wpada w histerię a potem mówi: zobacz, do czego doprowadzasz? Dlaczego mnie niszczysz?
Dla mnie to jakiś obłęd. Nie krzyczę, nie wszczynam awantur, nawet przestałem się sprzeczać. chodzę po domu zestresowany, by nie urazić jej słowem. Suszy mi głowę,cały czas mówi,że robię coś nie tak. Jak czasem stracę cierpliwość (swiety by nie wytrzymał) i coś odburknę w nerwach, wpada w jakiś dziwny stan, cała się trzesie, wybiega z domu i leci z płaczem do koleżanki. No i jest "dowód".
Wyczytała też, że przemocowca można poznać po tym, że jest miły dla innych. Że wydaje się spokojny i odreagowuje w domu. Kiedy znajomi mówią, że nie wyglądam na przemocowca - ona komentuje, że właśnie to świadczy o tym ,że nim jestem. Ludzie twierdzą, ze ich uspokajam, że dobrze działam na nich.
Nie wiem, co robić.
jestem totalnie zdruzgotany, znajomi mówią, że wyglądam jak cień człowieka.
Nie wiem jak się przed tym bronić.