Ja i mama, moje emocje

08.04.16, 11:39
Witam wszystkich forumowiczów. Chciałabym podzielić się moim problemem związanym z moją mamą, która jest poważnie chora - na schizofrenię. Obecnie leczy się dobrowolnie po wielu przymusowych pobytach w szpitalu, gdyż nie lecząc się dochodziła do stanu zagrażającego jej i innym życiu. W dzieciństwie była matką troszczącą się o o mnie o i o moją siostrę pod względem jakby tu ująć- materialnym. Zawsze robiła posiłki, kupowała ubrania ,zabawki, książki natomiast pod względem psychicznym było niedobrze. Moja mama i już ś.p. tata nigdy nie dogadywali się-w domu były wieczne awantury i często alkohol z powodu alkoholizmu taty. Rodzice niezbyt dużo pracowali nad wychowaniem mnie, uwagi były zwracane mi w sposób agresywny od strony mamy i często byłam obarczana winą tak jak i inni przez mamę. Wtedy jeszcze (podczas mojego dzieciństwa) nie miała zdiagnozowanej choroby więc nikt nic z tym nie robił. Dzieciństwo miałam nieszczęśliwe (moim samopoczuciem często było osamotnienie, złość), wiele lat minęło zanim mogłam odnaleźć się w społeczeństwie, potrafić się uśmiechać, przestać być spiętą, gdyż miałam wielkie problemy w kontaktach z innymi. Teraz jest mi lepiej w dużej mierze dzięki wspaniałemu, bardzo dobremu mężowi,z którym mam dziecko i spodziewamy się kolejnego. W czym problem-w tym, że znowu mnie nachodzą wspomnienia z dzieciństwa, od których nie mogę się uwolnić. i w tym ,że ja jestem krytyczna teraz wobec mojej mamy i niezbyt miła . Zdałam sobie sprawę,że to z tego powodu,że zawsze taka wobec mnie była mama zanim zaczęła się leczyć. Teraz na lekach jest bardzo spokojna, schorowana z powodu fizycznych dolegliwości dodatkowo a ja zachowuję się wobec niej w sposób,z którego nie jestem zadowolona i miałam wyrzyuty sumienia codziennie podczas ponad tygodniowego pobytu u niej. Chciałabym być dobrą córką, gdyż nie chcę winić jej za to, że jest chora i tak się zachowywała jak zachowywała lecz pragnę jej w pełni przebaczyć. Tylko nie potrafię do końca. Jak to zrobić?
    • alpepe Re: Ja i mama, moje emocje 08.04.16, 15:34
      Nie robić. Jeśli jesteś wierząca, możesz się starać, możesz się o to modlić, ale nie wybaczaj na siłę. Nie jesteś złym człowiekiem tylko z tego powodu, że nie masz w sobie pokładów dobroci i cierpliwości do chorej matki, która cię krzywdziła, bo była chora. To przyjdzie z czasem lub nie, ale mało to się już martwiłaś i obwiniałaś? Pogódź się z tym i albo ogranicz wizyty czasowo, albo chodź w odwiedziny z kimś, przy kim będziesz się hamować.Tylko tyle.
      • klaramara33 Re: Ja i mama, moje emocje 08.04.16, 21:21
        Przy mężu umiem się hamować więc może faktycznie powinnam tylko z nim mamę odwiedzać.Wierzę w Boga, choć nie identyfikuję się do końca z żadną religią.Będę się modlić o wybaczenie i o bycie miłą po prostu dla mamy.
    • nammkha Re: Ja i mama, moje emocje 08.04.16, 20:10
      Nie obarczaj się kolejnym ciężarem - "jestem złą córką, bo mam negatywne uczucia w stosunku do mamy." Nie uważasz, że twoje życie było już na tyle niemiłe, że nie powinnaś sobie jeszcze dokładać? Skup się na tym aby zaakceptować swoje emocje. Zwłaszcza te negatywne! One powinny znaleźć swoje miejsce i ujście, a kiedy ujdą, to zrobią miejsce dla innych emocji, być może pozytywnych.
      • klaramara33 Re: Ja i mama, moje emocje 08.04.16, 21:25
        Nie jestem zadowolona ze swojego stosunku do mojej mamy a nie z emocji. Chciałabym umieć przemilczeć pewne rzeczy i być bardziej miła ale mi to nie wychodziło. Postaram się rzeczywiście tak nie obarczać, bo to błędne koło w istocie.
        • nammkha Re: Ja i mama, moje emocje 09.04.16, 09:38
          Jesteś już dorosła. Twój los jest teraz w Twoich rękach. Czas zależności od rodziców już przeminął. Musisz sobie to uświadomić i przejść na inny poziom. Piszesz:

          "znowu mnie nachodzą wspomnienia z dzieciństwa, od których nie mogę się uwolnić"

          I myślę, że tutaj trzeba się zatrzymać. Teraz to ty jesteś odpowiedzialna za to, czy pozwolisz tym emocjom być przez wiele lat, zalegać, niszczyć Cię. Czy wynikające z nich działania będą pełne niechęci do mamy. Myślę, że czas na jakąś terapię, aby zamknąć pewien rozdział w życiu. A może poradzisz sobie sama z tym powracaniem do przeszłości? Na pewno musi to polegac na ciągłej obserwacji i nazywaniu stanów, które przeżywasz. Obserwacji bez oceniania. Po prostu przyjmuj to co się dzieje i zdawaj sobie z tego sprawę. Takie zauważone stany psychiczne i wynikające z nich zachowania przedzierają się wtedy do świadomości na czym im zależy i mogą powoli zaniknąć.
    • ola_dom Re: Ja i mama, moje emocje 08.04.16, 20:48
      klaramara33 napisała:

      > nie chcę winić jej za to, że jest chora i tak się zachowywała jak zachowywała lecz pragnę jej w pełni przebaczyć.

      To nie mamy wina, że była chora i tak się zachowywała.
      I nie Twoja wina, że było Ci to trudno znosić i masz żal za tamten czas.
      Może jak się oczyści sprawę z win i uzna, że tak się Wam życie ułożyło - bez niczyjej winy - będzie łatwiej?
    • foringee Re: Ja i mama, moje emocje 09.04.16, 09:44
      Twój ojciec był alkoholikiem. Jesteś pewna, że w słuszną stronę kierujesz złość która w tobie jest ?
      koalkoholizm.pl/zlosc-zal-lzy
      • foringee Re: Ja i mama, moje emocje 09.04.16, 10:23
        Może być też tak, że będąc u mamy sama podświadomie zaczynasz odtwarzać schemat rodziny i zachowania jakie były między rodzicami, agresję, itd. Obecność kogoś z zewnątrz (tu-mąż) blokuje to u ciebie (wkodowane, że przy obcych należy udawać że jest wszystko w porządku).
        Może po prostu zafunduj sobie terapię DDA dla siebie. Bo mając za rodziców alkoholika + psychicznie chorą = to masz podwójne obciążenie problemem.
        Czy na ojca też się tak złościłaś? czy matka w tej rodzinie kanalizowała całą agresję ?
        • klaramara33 Re: Ja i mama, moje emocje 09.04.16, 11:12
          Tak właśnie też tak pomyślałam, że ja powtarzam te schematy. Na ojca bardzo się złościłam gdy zauważałam, że jest znowu pijany. Na mamę chyba nawet mniej, już sama nie pamiętam, raczej to mama we mnie wzbudzała poczucie winy,zawstydzenie, niepokój.
          "Udawać, że ma być wszystko w porządku"- nie do końca o to chodzi. Nie chcę mamy zawstydzać krytyką przy innych, mój mąż jest dla niej dobry, pomocny a ja krytyką psułabym atmosferę i prawdopodobnie jego postawę wobec mamy. To byłoby sprzeczne z moim poczuciem moralności.
          Zastanowię się nad terapią. Dziękuję za radę.
          • foringee Re: Ja i mama, moje emocje 09.04.16, 11:24
            Może być też tak, że twój organizm krzyczy, że obciążenie matki problemami jest i było dla ciebie za ciężkie i będąc sama z nią-bronisz się przed bliższą relacją z nią, bo wiesz że dla ciebie to się źle skończy. A, że nauczono cię komunikować się z rodziną agresywnie to wchodzisz w schemat.

            Pomyśl o terapii nie tyle dla samej relacji z matką, ale dla CIEBIE samej by odzyskać swoje utracone dzieciństwo. Przyda ci się uwolnienie z tej złości w dalszym życiu, wychowywaniu własnych dzieci, itd.
            • verdana Re: Ja i mama, moje emocje 09.04.16, 13:06
              Rzadko to piszę, ale moim zdaniem w tym wypadku nie obędzie się bez terapii. Sytuacja jest złożona, bo rzeczywiście - pretensje do chorej matki są absurdalne, a złe traktowanie matki, bo była chora - tym bardziej. Z drugiej strony takie uczucia i zachowanie są jak najbardziej zrozumiałe i uzasadnione, bo byłaś skrzywdzonym dzieckiem, a dlaczego dziecko jest skrzywdzone - to trochę wszystko jedno. Dzieciństwa nie da się powtórzyć, nie da się zmienić wspomnień, nie da sie zmienić pamięci.
              Jedno jest pewne - wyrzuty sumienia z powodu tego, co czujesz są kompletnie nieuzasadnione. Czujesz to, co czuje kazde skrzywdzone przez rodziców dziecko. Nic na to nie poradzisz i obwinianie się o uczucia jest absurdalne. Może znacznie lepiej byłoby sobie na nie pozwolić, szczerze powiedzieć, że ma się w d... przyczyny, a skutki nie są Twoją winą.
              Warto też przestać usprawiedliwiać rodziców. Ojca na 100% - ale matka, chora psychicznie - a w schizofrenii na ogół bywają remisje, w których osoba zachowuje się racjonalnie, powinna pomyśleć o losie dziecka w takiej rodzinie. Powinna poszukać kogoś, kto dziecko wesprze. Tak wiec mama wcale nie jest całkowicie bez winy.
              • foringee Re: Ja i mama, moje emocje 09.04.16, 13:52
                A tak, źle się wyraziłam, bo nie da się "odzyskać" dzieciństwa, można jedynie pogodzić się ze stratą
                www.niepije.net/forum/printview.php?t=732&start=0

                I też myślę, że terapia dla autorki może być czymś najważniejszym i przełomowym w jej życiu. I dla powiększającej się rodziny.
                • klaramara33 Re: Ja i mama, moje emocje 09.04.16, 16:42
                  W swoim życiu rodzinnym mam poukładane sprawy- z mężem dogadujemy się, jest między nam imiłość, czułość, dziecko dobrze się rozwija, rozmawiam z nim i bawię w miarę możliwości. Nie wybucham gniewem w stosunku do nich, inaczej zachowuję się niż moja mama ale to też wymagało dużo pracy nad sobą. Mam dobre koleżanki, z którymi utrzymuję kontakt i spotykamy się z dziećmi, czasem bez. Czuję się akceptowana ogólnie przez społeczeństwo. Natomiast z moją siostrą nie jest dobrze (choć bywała między nami przyjaźń) lecz musiałam odciąć się od niej bo mnie często o coś obwinia, krzyczy i awanturuje się co jakiś czas i już nie dałam rady w tej relacji i zaprzestałam dopóki nie dojrzeje do konstruktywnego rozwiązywania problemów (tak jej oznajmiłam). Ona twierdzi, że chce z emną dobrze tylko ja ciągle wszystko psuję, robi ze mnie jakiegoś potwora., ostatnio tak mi dała w kość,że miałam wątpliwości czy u niej schizofrenia czasem się nie zaczyna. Nie mogłam spać całą noc, nie uszanowała nawet tego, że jestem w ciąży.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Ja i mama, moje emocje 09.04.16, 19:32
      Może być tak, ze zachowania mamy, spowodowane wieloletnią choroba psychiczną, mimo spokoju , remisji itp, mogą być nadal lekko dziwaczne. Takie osoby, nawet leczone, inaczej postrzegają rzeczywistość, inaczej w nią wchodzą, są raczej wycofane, podejrzliwe. Leki, które biorą maja często skutki uboczne. Schizofrenia to jednak jest poważna choroba psychiczna , która pozostawia różne spustoszenia. To może irytować, rodzić niechęć do kontaktu, prowokować nieświadome i atawistyczne stany leku przed chorym psychicznie. Kimś niezrozumiałym.
      Może właśnie z tych powodów trudno jest Pani obcować naturalnie z mamą, być miłą choć oczywiście warto. I warto nad sobą pracować w tych momentach w których Pani ma z nią kontakt, ale to nie zawsze może wyjść. Czasem tak bywa. Pani może pomóc własna autorefleksja. I praca nad swoim zachowaniem. Ale też proszć zrozumiec siebie w tej relacji. Agnieszka iwaszkiewcz
      • klaramara33 Re: Ja i mama, moje emocje 10.04.16, 11:17
        O tak, mama czasami zachowuje się nierozsądnie i czasami rozmawia nielogicznie i za to ją gó...e krytykuję. Np. włożyła wilgotną szmatę do pralki i ją zamknęła a ja otworzywszy to pralkę poczułam smród przy czym mama stwierdziła, że przecież szmata była sucha (bardzo się przy tym upierała)no ale rzeczywiście niepotrzebnie ją włożyła. Albo mówię mamie, że szkoda że zdjęła termometr zza okna, który jej kiedyś kupiłam na co mama się upierała, że go ma przecież na szafie o co żale i tak nie mogę dojść do porozumienia. I ja nie potrafię w takich momentach powstrzymać się od komentarzy. Powinnam raz powiedzieć co myślę natomiast ja z 15 minut albo i dłużej marudzę często niemiłym tonem tak jak mama kiedyś. O jakiejś poważniejszej dyskusji poruszającej głębsze tematy nie ma mowy, nigdy z mamą nie było tego typu rozmów, a teraz gdy jest na lekach, to tym bardziej, gdyż widzę otępienie i to pewnie przez te leki.
        Będę pracowała nad sobą aby powstrzymywać się od marudzenia i być bardziej miłą ale czy mi to w końcu uda się, to nie wiem...
        • apersona Re: Ja i mama, moje emocje 10.04.16, 13:55
          Przesadzasz z byciem miłą i dobrą, a przesadne wymagania wobec siebie też skutkują napięciem i złością. Po co jeździć do matki aż na cały tydzień skoro nie jest ona dla ciebie towarzystwem do rozmowy? i rzeczywiście poszukaj kogoś z kim mogłabyś omówić problemy z dzieciństwa - ujawnienie zwykle zmniejsza siłę demonów z przeszłości
          • klaramara33 Re: Ja i mama, moje emocje 10.04.16, 18:12
            Może i nie powinnam na tyle jeździć rzeczywiście ale to też nie jest do końca dobre rozwiązanie. Jeżdżę tam i dla niej i dla siebie i dla mojego syna, który lubi babcię. Moja mama jest bardzo samotną osobą, nikt jej nie odwiedza poza mną i moją siostrą, która również mieszka w innym mieście. Moje wizyty u mamy zdarzają się raz na 3 miesiące średnio a więc jeśli mam możliwość,że mogę pobyć tam dłużej zostaję . Moja siostra jeszcze rzadziej ją odwiedza, nie odwiedziła w szpitalu gdy w tym roku mama tam poszła. Na moją siostrę rzadko kiedy można liczyć, gdy mama poważniej zachoruje i przydałaby się czyjaś pomoc ale to już inny temat.
            Poza tym lubię spędzać czas na zewnątrz w mieście, z którego pochodzę. W domu raczej nie, nachodzą mnie tam złe wspomnienia.
        • verdana Re: Ja i mama, moje emocje 10.04.16, 13:56
          Ale po co w ogóle mamie wypominasz termometr? W tym wypadku mama ma 100% racji - to jej mieszkanie, ma prawo zdjąć termometr. W ogóle nie powinnaś w takich momentach krytykować mamy. Nie o formę tu chodzi, ale o wtrącanie sie w jej życie, bez potrzeby. Przesłuchania "dlaczego włożyłaś mokrą szmatę do pralki" powodują naturalny odruch obronny. Większość ludzi wtedy idzie w zaparte. Myślę, ze nie chodzi tu o marudzenie - chodzi o pewną postawę. Traktujesz mamę jak dziecko, albo kogoś, kto powinien sie słuchać. I tu jest problem. Szmatę z pralki sie wyjmuje, termometr leży tam, gdzie mama chce.
          • klaramara33 Re: Ja i mama, moje emocje 10.04.16, 18:01
            Pralkę otrzymała ode mnie więc szkoda mi, że została zagrzybiona. Traktuję jak dziecko, to raczej zgadza się. To nie takie proste nie wtrącać się bo wiele czasu ok.10 lat nie leczyła się i często zagrażała swojemu życiu i mojemu gdy z nią mieszkałam przez około dwa lata więc musiałam pilnować i tłumaczyć lekarzom wszytko, bardzo ciężki to był okres a mama w zaparte nie chciała przyjmować leków i robiła głupoty, choroba rozwijała się.
            • verdana Re: Ja i mama, moje emocje 10.04.16, 19:09
              O nie. To, co robisz jest toksyczne. Jak dajesz coś komuś, to bez warunków. Możesz się wtrącać w leczenie, ale Ty sie wtrącasz, gdy mama nie szanuje dostatecznie Twoich prezentów. Trudno sie dziwić, że mama czuje się z tym fatalnie - poczytaj sobie o tym, jak rodzice coś dają i dzięki prezentom uzurpują sobie prawo kontroli cudzego zycia. Ty robisz to samo. Tak nie można, to rodzi bunt nawet kompletnie zdrowej osoby.
              • klaramara33 Re: Ja i mama, moje emocje 10.04.16, 20:56
                Wcale nie piszę, że zachowuję się dobrze. Już mi nie musisz udowadniać tego. Poza tym z moich obserwacji wynika, że często rola dzieci zamienia się w opiekunów swoich rodziców jak dziećmi, gdyż powiedzmy sobie szczerze ludzie na starość dziecinnieją. Nie jest to takie całkiem dziwne.
                Poza tym to ja i moja siostra całe życie byłyśmy krytykowane, krzyczała na nas dużo, biła czasem. Nie otwierała się przed nami ani od nas nie oczekiwała otwartości. Moja siostra gdy była w dużym kryzysie małżeńskim, to mama jej jeszcze "dokładała" zamiast jakoś wesprzeć. Do swoich błędów nigdy nie przyznawała się i ja to wszytko rozumiem, że to ta choroba z nią tak zrobiła. Ciężko o tym całkowicie zapomnieć i stać się super córką więc ta toksyczność nie jest bez powodu. Poza tym skąd wiesz jak moja mama się czuje? Moja mam jest silnych lekach psychotropowych, ona już nie potrafi czuć się fatalnie moim zdaniem, choć na pewno jest jej nieprzyjemnie jak i mnie po takiej akcji.
                • verdana Re: Ja i mama, moje emocje 10.04.16, 21:47
                  Cóż, nie wydaje mi sie, abyś naprawdę chciała zmienić swój stosunek do matki.
                  • ola_dom Re: Ja i mama, moje emocje 11.04.16, 10:35
                    verdana napisała:

                    > Cóż, nie wydaje mi sie, abyś naprawdę chciała zmienić swój stosunek do matki.

                    Verdano, klaramara była przez wiele lat matką dla swojej matki, z tej roli nie wychodzi się na pstryknięcie palcami, jak tylko się zachce.
                    Ja się wcale nie dziwię, jeśli ona ma w tej chwili kompletnie pomieszane uczucia - chce przestać, ale przecież "nie może!".
                    Ale już widzi, że coś musi zmienić. Niech więc najpierw się dowie, CO robi źle, bo wydaje mi się, że klaramara wcale póki co nie zdaje sobie sprawy, że takie kontrolowanie i pilnowanie - bądź co bądź chorej - matki jest niewłaściwe. To jest jej codzienność od wielu lat, taka jej "norma".
                • foringee Re: Ja i mama, moje emocje 10.04.16, 21:59
                  "Role w relacjach – trójkąt dramatyczny
                  Chociaż z pozoru może się wydawać, że ludzie bardzo różnią się od siebie, to w rzeczywistości odgrywają na zmianę tylko trzy role. Jak działa trójkąt dramatyczny?

                  Katarzyna odłożyła słuchawkę, wznosząc oczy do nieba. – Tyle razy ci mówiłem, żebyś darowała sobie te codzienne konferencje, bo się wykończysz, a i tak nic z tego nie wyniknie – powiedział Piotr, próbując zachować spokojny ton głosu. – Przecież to moja matka, nie mogę się nią nie interesować. Oprócz mnie nie ma nikogo – Kasia starała się wytłumaczyć samej sobie, że jej postępowanie ma sens.
                  Jej mama mieszkała w pobliskim mieście, sama w dużej willi. Do ich domu, położonego na wsi, z dala od zgiełku miasta, zaglądała bardzo niechętnie (przeważnie w święta) i nigdy nie zgadzała się przenocować. To powodowało, że albo Kasia, albo Piotr musieli przyjąć rolę kierowcy, czekającego na hasło do jazdy i niemogącego sobie pozwolić na wypicie kieliszka wina, bo nie było jasności, kiedy hasło zostanie rzucone. Kasia jako jedynaczka czuła się w obowiązku opiekować się matką, co dla patrzących z boku wyglądało raczej na wykonywanie jej rozkazów i robienie dobrej miny do złej gry. Piotr próbował wytłumaczyć żonie, że taka uległość nie ma sensu, ale jedynym skutkiem jego zabiegów było to, że teściowa traktowała go jak powietrze.
                  Coś z tobą jest nie tak
                  Matka była mistrzynią we wpędzaniu Kasi w poczucie winy. Od zawsze krytykowała jej sposób ubierania się („przy twojej figurze nie powinnaś chyba chodzić w spodniach”), znajomych („zadając się z tymi ludźmi, pomału zbliżasz się do ich poziomu”), pomysły na życie („mieszkanie na wsi jest może dobre dla rolników”) oraz kwalifikacje zawodowe („z takim wykształceniem to powinnaś chyba zajmować wyższe stanowisko, gdybyś naprawdę była dobra w swoim zawodzie”). Kasia od dziecka czuła się przy niej jak ofiara losu, dorastała z poczuciem winy, że jest powodem wstydu dla swojej rodzicielki. Kiedy matka się zagalopowywała, po stronie Kasi stawał zazwyczaj tata, mówiąc: „daj jej spokój, ona doskonale sobie radzi (pięknie wygląda, napisała lepiej niż połowa klasy, ma przyjaciół, na których może liczyć, zdobyła stanowisko, na które aplikowało kilkanaście osób)”. Potem rodzice zaczynali kłócić się ze sobą i ona czuła się jeszcze bardziej winna. Odkąd tata wyjechał na stałe za granicę, a Kasia wyszła za mąż i wyprowadziła się z domu, kontakt z matką przybrał charakter cowieczornych konferencji, które dość skutecznie psuły jej nastrój na resztę wieczoru. Nie była w stanie jednak ograniczyć częstotliwości tych rozmów, bo kiedy próbowała to zrobić, wtedy dowiadywała się, że nie stać jej nawet na tak drobny gest, jak telefon z pytaniem, czy wszystko w porządku, i że jest jej jedyną córką, więc na kogo innego matka może liczyć.
                  Komunikacja z poziomu winy
                  Schemat komunikacji „wypracowany” w dzieciństwie nadal działa, pomimo że Kasia jest już dorosła, niezależna finansowo, ma własną rodzinę i teoretycznie jest w stanie decydować o swoim życiu. Jednak ciągle odgrywa rolę dziewczynki usiłującej zaskarbić sobie uznanie matki, stara się ją zadowolić, tak jakby nie była w stanie wyruszyć w dorosłe życie bez matczynej pieczątki, że jest OK. Komunikacja w rodzinie Kasi przebiegała według typowych zasad trójkąta dramatycznego, opisanego przez Stephena Karpmana: Kasia – ofiara, matka – oskarżyciel, ojciec – wybawca. Dlaczego tak trudno wyrwać się z zaklętego kręgu niemożności nawiązania normalnych, partnerskich stosunków? Dlaczego tańczymy ten chocholi taniec? Ano dlatego, że gwarantuje on każdej ze stron sporo emocji o wysokim natężeniu oraz tak atrakcyjny dramatyzm akcji, która wciąga i oszałamia. Do tego dochodzi poczucie rozładowania napięcia, które co prawda nie ma raczej jakości katharsis, ale w końcu – każdy ma takie dramaty, w jakich zagra.
                  Dramatycznie i nieskutecznie
                  Trójkąt dramatyczny pojawia się w polu działania osób, którym nie do końca udaje się wziąć odpowiedzialność za siebie w dorosły sposób. Tacy ludzie mają skłonność do tego, by działać z jednej z trzech pozycji: biednej, zależnej od innych ofiary; wybawcy, który pomoże biednej ofierze wyjść z impasu; oraz prześladowcy, który zmusza ofiarę do wyjścia z impasu, motywując strachem, poczuciem winy lub wstydu. Tak naprawdę to każda z postaci dramatu stosuje sobie właściwe sposoby radzenia z frustracją: ofiara stara się przypodobać, rozchmurzyć prześladowcę, zadowolić go, bo nie może znieść napiętej sytuacji; wybawca stara się wziąć na swoje barki problemy ofiary i pomóc, bo nie może patrzeć na jej nieszczęście; wreszcie prześladowca, który zrzędzi, atakuje, „potrząsa” ofiarą, by ją zmienić lub skłonić do działania według swoich pomysłów.
                  Spodziewana zamiana ról
                  W trakcie odgrywania dramatu uczestnicy często zamieniają się rolami, bo proces takich „trójkątnych relacji” jest dynamiczny, a odgrywanie każdej z ról zaspokaja (w niezdrowy sposób) jakieś ważne potrzeby. U ofiary – potrzebę samodzielności (zamiast być samodzielną, szuka wybawcy, który zrobi coś za nią, lub prześladowcy, który ją zmusi do działania zrzędzeniem, straszeniem). U prześladowcy – potrzebę szacunku (zamiast traktować innych z szacunkiem i postępować w sposób, który pozwala go szanować, zmusza innych siłą lub manipulacją do liczenia się z nim). Wybawca, którego zewnętrzny wizerunek wydaje się szlachetny i pożądany, w rzeczywistości zamiast pomagać innym, przejmuje na siebie część ich odpowiedzialności, „wybawia” ich z życia i w ten sposób od siebie uzależnia, realizując z niezbyt dobrym skutkiem swoją potrzebę miłości.
                  Z tobą to się nie da dogadać
                  Kasia z matką zaczynają zwykle od rozdania: Kasia ofiara – matka prześladowca. Kasia opowiada, jak w pracy zarzucono ją nawałem obowiązków (liczy na współczucie). „Gdybyś mnie posłuchała, twoje życie inaczej by wyglądało. Mówiłam ci, że ta twoja kierowniczka to sprytna lisica i żeby na nią uważać, odwalasz za nią robotę, a ona dostanie premię i pewnie niedługo awans” – mówi matka, licząc, że pod wpływem krytyki córka zmieni się wreszcie w taką, jaką chciałaby mieć – zaradną i asertywną (sic!). Kasia powstrzymuje się od powiedzenia, co o tym sądzi, bo wie, że z matką nie wygra. Mąż próbuje się wtrącić, chcąc „wybawić” Kasię z roli ofiary („przestań rozmawiać z matką, to się nie będziesz wykańczać”), co powoduje, że Kasia czuje się jeszcze bardziej nierozumiana, napięcie wywołuje w niej złość, więc postanawia nie dzwonić więcej do matki („jak ją zaboli, to może wreszcie zrozumie”) i przesuwa się na pozycję prześladowcy.
                  Takie posunięcie matka odbiera jako porzucenie, pozbawienie miłości i zaczyna zachowywać się jak ofiara: użala się nad sobą, że jest taka biedna i nikt się z nią nie liczy. Zaczyna się coraz gorzej czuć, więc dzwoni do córki i służbowym tonem oznajmia, że prosi ją tylko o zawiezienie do przychodni. Kasia czuje się winna – zaniedbała matkę, rzeczywiście jest nieudacznicą, gdyby była z nią w kontakcie, zareagowałaby na czas. Kto ją pogłaszcze po głowie? Przeważnie do tej roli zgłasza się Piotr, udzielając żonie dobrych rad. Kiedy jednak jego rady rozsierdzą Kasię, wtedy Piotr z roli wybawcy („chciałem dobrze”) przechodzi na pozycję ofiary („tak się staram”) i udaje się do swojej jaskini cierpieć przed telewizorem albo w poszukiwaniu wybawcy dla siebie – do pubu. Wtedy teściowa chwilowo może stać się wybawcą swojej córki („jaka ty jesteś biedna, w ogóle nie masz w nim wsparcia”), a Piotr może dać upust swojej frustracji, przyjmując rolę prześladowcy: („ta kobieta potrzebuje psychiatry, nie reumatologa”). ......
                  • foringee Re: Ja i mama, moje emocje 10.04.16, 22:00
                    .........
                    Chocholi taniec
                    Ta zabawa nie ma końca. I chociaż z pozoru może się wydawać, że ludzie bardzo różnią się od siebie, to tkwiąc w okowach trójkąta dramatycznego, odgrywają tylko trzy role na zmianę. Trudno jest zmienić nawyki wykształcone w dzieciństwie i wyniesione z rodzinnego domu. Jedynym lekarstwem jest wyrwanie się z trójkąta poprzez wzięcie odpowiedzialności za siebie i niebranie jej za inne dorosłe osoby. Uświadomienie sobie, że za własne postępowanie odpowiadam ja, inni odpowiadają za swoje ? także w rodzinie. "


                    Wygogluj sobie "Trójkąt dramatyczny Karpmana" i czytaj czytaj czytaj
                    • foringee Re: Ja i mama, moje emocje 10.04.16, 22:36
                      www.wiecjestem.us.edu.pl/zespol-wypalenia-u-opiekunow-osob-cierpiacych-na-przewlekla-schizofrenie

                      A w przyszłości pomyśl też o odpowiednim zorganizowaniu opieki, żebyś nie zabrnęła za daleko.
                      Póki co, jeśli matka ustawiona na lekach, sama mieszka i radzi sobie, to pozwól jej trzymać termometr czy co innego tam gdzie jej wygodniej a nie tobie-wpadającej w odwiedziny na kilka dni tylko. Uznaj ją za człowieka dorosłego, pomagając gdzie trzeba pomóc ale z uszanowaniem matki odrębności i praw do własnego zdania lub innego poczucia estetyki.
    • klaramara33 Re: Ja i mama, moje emocje 18.04.16, 12:02
      Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Wszystko to, co napisaliście rozważyłam i część nadal rozważam. W chwili obecnej z mamą kontaktuję się telefonicznie i wychodzi mi to o wile lepiej. Czasami też mój synek "gadułka" dzowni do mojej mamy i z nią rozmawia, z czego ona bardzo się cieszy. Nie jadę do mamy i nie zapraszam do siebie, choć ona wie, że jeśli chce , to może przyjechać, bo jej kiedyś tak kilka razy mówiłam. Nie dziwi mnie jej brak przyjazdu ze względu na moje zachowanie a ja do końca nie czuję chęci na przyjęcie jej wizyty (denerwuje mnie często, mimo że ją kocham). Zapraszałam moją mamę dla niej samej, żeby nie musiała całego dnia sama spędzać. Kiedyś przyjeżdżała, teraz nie.

      Wczoraj miałam okropny sen-mianowicie,że moja mama zmarła. We śnie myślałam, że to jakoś spokojniej przyjmę tymczasem płakałam jak bóbr...
Pełna wersja