Dodaj do ulubionych

Partner nie wrócił na noc

05.03.17, 10:52
W czwartek wieczorem czytał w łóżku, a ja nie mogłam spać przez zapalone światło, wstałam więc i ostentacyjnie przeniosłam się na kanapę, co - jak się potem okazało - bardzo go zdenerwowało. W piątek poszłam do pracy, dzwoniłam do niego kilka razy, bo miałam dwie sprawy, nie odbierał. Najpierw myślałam, że był zajęty, ale potem zrozumiałam, że jest na mnie wściekły. Ma problemy ze wspólnikami, więc jest pod dużą presją. Gdy przyszłam do domu, miał napad cyklicznego focha (zachowałam się po chamsku, przeze mnie nie osiągnął wiele w życiu itd.). Byłam spokojna, zresztą on nie szukał rozmowy, tylko monologu. Po kilku godzinach powiedział do mnie spokojnie, żebym się wyprowadziła (to nie pierwszy raz). W sobotę już zachowywał się 'normalnie', próbował zagadywać itp. Nie wiem czy tekst o wyprowadzce padł po to, aby mnie zranić, czy rzeczywiście tak myśli. Wcześniej już miał takie fochy zakończone podobną konkluzją (jesteśmy razem od 10 lat).
Wczoraj wieczorem miał się spotkać z byłą dziewczyną (mężatka, matka trójki dzieci), która przelotem była w naszym mieście. Mieli to zaplanowane od dawna, nie widzę problemu.
Jest już jednak 10.40 następnego dnia, a jego nie ma. Nie wrócił na noc.
Jak mam zareagować jak wróci?
Muszę tak czy inaczej iść na terapię, bo jestem zmęczona. I choć ostatnimi miesiącami było dobrze między nami, to przestaję widzieć sens tego związku.
Póki co jednak chciałam spytać - jak zareagować, gdy się pojawi w domu?
Obserwuj wątek
    • janciara Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 11:33
      No chyba zapytać gdzie był? To nie jest normalne, że partner nie wraca do domu i nie daje znać co się z nim dzieje.
      • tt-tka Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 11:47
        Ba, zapytac....ale jak ? Z usmiechem "co tak pozno, dobrze sie bawiliscie", czy z pretensja "mogles zadzwonic" (fakt, mogl i powinien), czy z troska, bo "juz sie martwilam" czy jeszcze inaczej ?

        Mozesz takze nie pytac. "O, juz jestes?" albo beznamietne "no, jestes" lub w ogole bez slowa. Szczerze mowiac po tekscie "wyprowadz sie" na dlugo stracilabym chec rozmowy z delikwentem. Byc moze na zawsze.
        • janciara Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 12:03
          Nie z uśmiechem, bo nie bawiłaby mnie taka sytuacja. I nie z pretensją bo to już początek kłótni, tylko poważnie. Nie włączałabym w dyskusję tematu koleżanki, bo tak samo bolałoby mnie takie zachowanie po wieczorze z kumplami czy imprezie firmowej. Uważam, że to kwestia słabej relacji miedzy tą dwójką. Zauważ, że tekst "wyprowadź się" padał w tym związku już wiele razy i nic nie znaczył dla żadnej ze stron.
          • tt-tka Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 12:47
            janciara napisała:


            Uważam, że to kwestia słabej relacji miedzy tą dwójką. Zauważ, że t
            > ekst "wyprowadź się" padał w tym związku już wiele razy i nic nie znaczył dla ż
            > adnej ze stron.

            Zauwazylam. Znaczyl, nie znaczyl, tego nie wiemy - autorka czuje, ze zwiazek jej nie satysfakcjonuje.
            • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 13:59
              Właśnie nie wiem co w tej sytuacji powiedzieć, bo nastąpiła tuż po "wyprowadź się". Nie wiem czy jest jeszcze o czym rozmawiać.

    • triss_merigold6 Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 12:33
      Z ciekawości, dlaczego się nie wyprowadziłaś skoro ileś razy facet Ci mówił, żebyś to zrobiła?
      • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 14:06
        Bo on ma taki temperament i w gniewie mówi różne rzeczy (nie tylko mnie, swoim rodzicom też), a ponoć to, co się mówi w gniewie, niekoniecznie jest prawdą, chodzi o zranienie drugiej osoby . POza tymi wybuchami, nie ma między nami kłótni, dobrze się rozumiemy itd. Po prostu uznawałam, że taką ma wadę - kiedy się wścieknie, to jest nieprzyjemnie, nie traktowałam jego słów serio. Ale miarka się przebrała, nie potrafię ich puszczać mimo uszu.
        • 3-mamuska Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 10:15
          ewadale napisał(a):

          > Bo on ma taki temperament i w gniewie mówi różne rzeczy (nie tylko mnie, swoim
          > rodzicom też), a ponoć to, co się mówi w gniewie, niekoniecznie jest prawdą, ch
          > odzi o zranienie drugiej osoby . POza tymi wybuchami, nie ma między nami kłótni
          > , dobrze się rozumiemy itd. Po prostu uznawałam, że taką ma wadę - kiedy się wś
          > cieknie, to jest nieprzyjemnie, nie traktowałam jego słów serio. Ale miarka się
          > przebrała, nie potrafię ich puszczać mimo uszu.

          Bzdura to nie charakter tylko złośliwość.
          Uważam ze po pierwszym razie mówienie o wyprowadzce bys to zrobiła, to następnym razem by myślał i sie zastanowił co plecie w nerwach.
          A tak pozwalasz mu na odstawianie cyrku.

          Po pierwsze bym spytała gdzie był?
          Po drugie nie z uśmiecham nie z nerwami a z chłodnym dystansem.
          Gdyby mi nie odpowiedział na stałe przeniosłaby sie do salonu i poszukała sobie mieszka i i sie wyprowadziła. Uznałabym to jako zdradę, (spotkanie z była i noc poza domem) ciekawie sie zapowiada.
          Uważam tez ze twoje pójście spac na kanapie było głupie, szczeniackie, spytałas go czy moze wyłączyć świetlo? I dała mu czas na skończę stronę/rozdziału , jednak fajnie jest czytać w łożku.
          • enith Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 16:12
            "Uważam tez ze twoje pójście spac na kanapie było głupie, szczeniackie, spytałas go czy moze wyłączyć świetlo? I dała mu czas na skończę stronę/rozdziału , jednak fajnie jest czytać w łożku."
            Głupie i szczeniackie, a do tego trącące brakiem szacunku to jest czytanie w łóżku, gdy współdzielisz to łóżko z osobą, która rano wstaje do pracy i MUSI być wypoczęta. Książka nie zając, rozdział dokończyć można kiedykolwiek, choćby rano siedząc na kiblu czy w autobusie w drodze do pracy.
            • 3-mamuska Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 19:00
              enith napisała:

              > "Uważam tez ze twoje pójście spac na kanapie było głupie, szczeniackie, spytała
              > s go czy moze wyłączyć świetlo? I dała mu czas na skończę stronę/rozdziału , je
              > dnak fajnie jest czytać w łożku."
              > Głupie i szczeniackie, a do tego trącące brakiem szacunku to jest czytanie w łó
              > żku, gdy współdzielisz to łóżko z osobą, która rano wstaje do pracy i MUSI być
              > wypoczęta. Książka nie zając, rozdział dokończyć można kiedykolwiek, choćby ran
              > o siedząc na kiblu czy w autobusie w drodze do pracy.

              Łóżko jest jej jak i faceta, nie wiadomo czy wyszła z łazienki i kładąc sie zarządała zgaszenia światła.
              Moj maz ogłada filmy ,ja czytam książki i możemy sie dogadać co do zgaszenia światła.
              Jakos każde wstaje rano i nie biegamy ostentacyjnie na kanapę.
              Skad chłop miał wiedziec ze jej przeszkadza juz w tej chwili.
              Chodzi o wypowiedzenie własnych potrzeb nikt nie jest jasnowidzem.

              Pomijając resztę toksyczności zwiazku.
              • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 20:02
                Dzięki Enith.
                3-mamuska, ja też lubię czytać w łóżku, ale zawsze się pytam czy mu to nie przeszkadza.
                Poza tym ja chodzę do pracy na etacie i wstaję rano, a on pracuje z domu, więc może sobie spać długo i to też czyni. Często mnie budzi, bo ma taki rozregulowany rytm i dlatego się zirytowałam.
                • 3-mamuska Re: Partner nie wrócił na noc 08.03.17, 14:29
                  ewadale napisał(a):

                  > Dzięki Enith.
                  > 3-mamuska, ja też lubię czytać w łóżku, ale zawsze się pytam czy mu to nie prze
                  > szkadza.
                  > Poza tym ja chodzę do pracy na etacie i wstaję rano, a on pracuje z domu, więc
                  > może sobie spać długo i to też czyni. Często mnie budzi, bo ma taki rozregulowa
                  > ny rytm i dlatego się zirytowałam.

                  Tak naprawde nie do końca chodzi odczytanie a o wyraźnie swoich potrzeb, czy czekałaś az sie domyśli i wyszłaś z fochem.
                  Bardziej mi chodzi o to :długo bedziesz bo wstaje rano jestem padnięta, skończył sobie spokojnie rozdzial Poczekam te 15 minut.
                  A nie biorę prysznic wchodzę do sypialni , kładę sie ,a po 5 minutach ide z fochem bo on sie nie domyślił.
                  • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 08.03.17, 22:17
                    Rozumiem i zgadzam się co do jasnego określania potrzeb. Faktycznie, mogłam spytać, ale tak jak wspomnialam wyżej - jestem zmęczona, bo on mnie wiecznie budzi przez swój niestandardowy rytm dnia. Kiedy byłam jakiś czas temu z wizytą u rodziny zobaczyłam jak fajnie jest spać jednym ciągiem przez 6-7h!
                    W normalnych okolicznościach - zgodziłabym się z Tobą, ale w tej sytuacji nie zamierzam już analizować jakim tonem to powiedziałam i co mogłam zrobić inaczej, bo naprawdę byłam zmęczona i jak widać, problem jest głębszy.
        • molly_wither Re: Partner nie wrócił na noc 14.03.17, 18:45
          Ach to ciagle tlumaczenie...
          ewadale napisał(a):

          > Bo on ma taki temperament i w gniewie mówi różne rzeczy (nie tylko mnie, swoim
          > rodzicom też), a ponoć to, co się mówi w gniewie, niekoniecznie jest prawdą, ch
          > odzi o zranienie drugiej osoby . POza tymi wybuchami, nie ma między nami kłótni
          > , dobrze się rozumiemy itd. Po prostu uznawałam, że taką ma wadę - kiedy się wś
          > cieknie, to jest nieprzyjemnie, nie traktowałam jego słów serio. Ale miarka się
          > przebrała, nie potrafię ich puszczać mimo uszu.
    • krokodil123 Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 12:37
      ''Póki co jednak chciałam spytać - jak zareagować, gdy się pojawi w domu?''

      Zależy, jak na razie nie napisałaś jaki jest powód siedzieć w mieszkaniu faceta (chyba jego a może wynajmowane) kiedy on parę razy ci mówi abyś się wyprowadziła.

      Ja na przykład po pierwszym razem zabieram bagaż i jak on wróci- minie tam nie będzie.
      On ci pokazuje nie tylko słowami ale i czynami że cię nie chce, ale ty uparcie nie dopuszczasz rzeczywistość do siebie.
      • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 13:57
        Mieszkanie wynajmujemy razem, poprzednie też. Sama dla siebie wynajęłabym mniejsze i tańsze.

        Zabrać bagaż i się wynieść - fajnie, przeszło mi to przez myśl, ale ot tak, w ciągu kilku godzin po prostu nie mam dokąd pójść. Muszę to wszystko zorganizować czyli poszukać nowego mieszkania, wynająć je i wtedy mogę się wynieść.

        Pierwszy raz wywinął taki numer. Jeśli chodzi o słowa, to jest cholerykiem i kiedy wybucha, mówi różne rzeczy. Po prostu zakładałam, że skoro normalnie jest między nami dobrze, skoro nikt nie jest idealny, to jego nieidealność przejawia się właśnie tymi fochami.
        Ale myślę, że masz dużo racji w ostatnim zdaniu.
    • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 14:02
      EDIT: wrócił po 11, akurat gdy wychodziłam. Minęliśmy się. W przelocie spytał o psa.
    • sebalda Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 14:10
      Szczerze mówić, ja nie ogarniam tematu. Wynajmujecie razem mieszkanie, jak rozumiem, partycypujecie oboje w kosztach, a gość mówi Ci, żebyś się wyprowadziła??? Wiedząc, jak rozumiem, że nie masz za bardzo dokąd się wyprowadzić po takich jego słowach??? Jeśli jemu się nie podoba, to czemu to on się nie spakuje i się nie wyprowadzi???
      Chory układ, paskudne zachowanie w połączeniu z cyklicznymi fochami. Bardzo długo też myślałam kategoriami: nikt nie jest doskonały, w związku zawsze winne są obie strony. A to nie zawsze tak jest, nie wolno godzić się na takie zachowania, bo potem jest coraz gorzej i gorzej, brak wyciągnięcia konsekwencji z takich zachowań, pozwolenie na nie sprawia, że druga strona to wykorzystuje, odgrywa się, odbija sobie wszelkie niepowodzenia na partnerze. Zachowania stają się coraz gorsze, czego idealnym przykładem jest niewrócenie na noc i brak jakiegokolwiek znaku życia. Wygląda na to, że gość się zemścił w ten sposób, ale jest to tym obrzydliwsze, że z opóźnionym zapłonem, czyli na zimno.
      Jak chcesz, napisz, co Ty złego robisz w tym związku, a może on tak Cię zmanipulował, że widzisz swoją winę tam, gdzie jej nie ma? Historia zna takie przypadki.
      • sebalda Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 14:25
        Piszesz, że poza awanturami jest między Wami OK. Ale sprawa rozbija się o te właśnie awantury. Bo jest ogromna różnica między awanturą a kłótnią. Awantura to krzyki, wyzwiska (nie zawsze, czasami są wysyczane w ucho), bardzo raniące słowa z reguły z przewagą jednej ze stron. Kłótnia to ostra wymiana zdań, czasami też podniesionym głosem, gdy różnica tych zdań jest silna, ale zawsze w nieprzekraczalnych granicach zadawania bólu. Jeśli kogoś kochamy i szanujemy, możemy się na niego nawet wściec, ale nie mówimy rzeczy nieodwracalnych, nie ranimy tak głęboko, jak tylko można, jest w nas ten hamulec, który nie pozwala zadać ostatecznego ciosu. No i po takiej kłótni musi dojść do pojednania i wzajemnych przeprosin. Nie ma bata. Ja się czasami kłócę ze swoimi już dorosłymi dziećmi, ale jesteśmy w tym partnerami, gdy się zapędzimy (ja albo one) zawsze się potem przepraszamy, tłumaczymy sobie pewne sprawy. To oczyszcza atmosferę i z reguły pozwala uniknąć podobnych konfliktów w przyszłości. Awantura z najbardziej raniącymi słowami nie oczyszcza atmosfery, wręcz przeciwnie, zostawia w stronie, nazwijmy to, słabszej osad żalu, który często się gromadzi i narasta. To jest złe.
        Nie chcę tutaj stawiać diagnozy, bo mam za mało danych, ale mimo wszystko zwrócę uwagę na zjawisko cyklicznych aktów przemocy psychicznej, po których zawsze nastają miodowe miesiące, gdy wszystko jest między partnerami OK. Wiele ofiar nie ma bladego pojęcia, co jest tak naprawdę grane.
        • sebalda Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 14:28
          Jeśli uniesiesz się honorem i nie będziesz pytać, gdzie spędził noc, wykrzyczy Ci, że jesteś obojętna i Ci nie zależy. Jeśli zapytasz, możesz usłyszeć, że to jego sprawa, nie masz prawa go kontrolować.
          To jednak obrzydliwe zagranie.
        • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 14:29
          Dziękuję, że chciało Ci się skomentować. Mądrze piszesz, mam nad czym myśleć.
      • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 14:26
        Wynajmujemy, partycypujemy, ale on spokojnie mógłby sam utrzymać to mieszkanie, a ja raczej z trudem, więc może był taki praktyczny!

        Myślę, że masz dużo racji Sebalda. Mam niskie poczucie własnej wartości i długo godziłam się na te fochy.

        Co ja złego robię? Jestem za mało przebojowa. Podjęłam parę złych decyzji zawodowych. Mało zarabiałam (zmieniłam pracę, teraz jest już w porządku). Jestem pryncypialna. Rzekomo rządzę: zgaś światło, wyłącz telewizor itd. To on by musiał odpowiedzieć.
        • triss_merigold6 Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 14:32
          A nie możesz po prostu zostawić faceta i znaleźć sobie nowego? Nie masz z nim ślubu, mieszkania, dzieci, kredytu więc nie bardzo ogarniam w czym problem.
          • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 14:51
            W 10 latach razem? Że jednak coś nas łączy? Że trochę razem przeszliśmy? Że nikt nie jest idealny?
            Widzę sens w tym co mówisz, serio, gdybym patrzyła z boku, to też bym może tak myślała, ale teoria to jedno, a w praktyce już nie jest tak jednowymiarowo.
            • triss_merigold6 Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 14:56
              A co was łączy skoro, jak widać, nie macie wspólnego mieszkania, dzieci, ślubu, kredytu? Nic konkretnego, z takich związków można wyjść na pstryknięcie palcami.
              • tt-tka Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 15:02
                triss_merigold6 napisała:

                > A co was łączy skoro, jak widać, nie macie wspólnego mieszkania, dzieci, ślubu,
                > kredytu?

                Pies. Czyj on ? Czy rozstajac sie z facetem musialabys rozstac sie takze z psem ?
                • triss_merigold6 Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 15:13
                  To chyba jasne.
                  • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 15:29
                    Niestety tak. On znalazł psa, to była jego inicjatywa od początku, ja nie byłam przekonana. I choć szybko ją pokochałam, to formalnie należy do niego.

                    Triss, ale to nie chodzi tylko o meble i mieszkania. Ten ktoś był częścią mojego życia przez dziesięć lat, tego się nie odrzuca ot tak! Nie mamy kredytu czy innych zobowiązań, ale mamy wspólne doświadczenia, przeżycia, wspomnienia, rozmowy, połączyło nas przecież kiedyś uczucie. To będzie wielka zmiana.
                    • verdana Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 15:36
                      Czyli lepiej, aby był częścią Twojego życia dalszych nieudanych 30 lat? Bo warto je poświęcić tylko po to, by nie czuć się winną za odrzucenie 10? To wygląda na bardzo niebezpieczne rozumowanie - zobaczyć, że popełnia sie błąd i aby nie przyznać sie do tego, brnąć i godzić sie na to, ze reszta życia będzie oparta na błędzie.
                      • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 16:52
                        Verdana, ale dlaczego 'nieudanych'? Ja nie założyłam, że te 10 lat było nieudanymi. Składa się na nie dużo fajnych wspomnień i kilka przykrych, które jednak są na tyle istotne, że nie dają mi spokoju. Co do reszty się zgadzam.
                        • verdana Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 20:41
                          Wiesz, to co piszesz to nie sa przykre wydarzenia, tylko stała huśtawka emocjonalne i trzymanie Cię w niepewności. Będzie miły czy nie? Wróci czy nie wróci? Wyrzuci Cię któregoś dnia naprawdę, czy tylko tak mówi?
                          Nikt przecież nie każe Ci zrywać, ale zastanów się, czy do końca życia chcesz nie mieć poczucia bezpieczeństwa.
                          • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 20:54
                            Tu trafiłaś w sedno. Pomimo tego, że przeżyliśmy razem wiele dobrych chwil, zadaję sobie dokładnie te pytania i rzeczywiście nie mam poczucia bezpieczeństwa, tylko niepewność.
                            • verdana Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 21:46
                              I jeszcze jedno. Dobre pierwsze lata w związku i jego stopniowe psucie się - nie takie zwyczajne, powodowane rutyną, przyzwyczajeniem, ale lekceważeniem przez partnera -nie są dobrym powodem , aby związek kontynuować.
                              Prawie wszystkie osoby rozwiedzione, ba, nawet ofiary przemocy domowej, zaczynały zwykle od zakochania, przywiązania i dobrych miesięcy czy lat. Tylko co było, to było, nie zawsze jest szansa, ze wróci. A spędzić resztę życia z kimś, kto jest niedobry z sentymentu dla "dobrych chwil"?
                              • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 21:57
                                Mnie nie chodzi o sentyment za dawnymi czasami i początkiem związku, tylko o dobrą codzienność teraz - jeżeli wyelimujemy te fochy, które niszczą moje poczucie bezpieczeństwa, jest nam dobrze: dużo czytamy, rozmawiamy, mamy podobne poczucie humoru i zainteresowania itd. Niestety każdy jego wybuch niszczył coś we mnie i z czasem czuję się coraz gorzej. Z taką niepewnością ciężko żyć, ale wyeliminować integralną część mojego życia też nie jest łatwo.
                                • janciara Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 22:24
                                  I jak się sytuacja rozwinęła? Najpierw się minęliście, ale teraz wieczorem partner coś wyjaśnił?
                                  • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 22:34
                                    Nie. On nic nie powiedział, ja też nie pytałam - to już w sumie bez znaczenia. Jedyne dialogi dzisiaj dotyczyły psa. Jeden wyjątek: wieczorem spytał czy może ja wolałabym zostać w obecnym mieszkaniu. Myślę, że to spotkanie jeszcze utwierdziło go w przekonaniu, że dobrze robi.
                                    Zaczęłam szukać mieszkania, choć wciąż nie mogę uwierzyć, że jeszcze kilka dni temu mówił koledze jakie ma szczęście, że ma taką dziewczynę jak ja, gotowaliśmy razem kolację, oglądaliśmy dokument, który obojgu się spodobał.
                                    • bablara Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 23:03
                                      ewadale napisał(a):

                                      > Nie. On nic nie powiedział, ja też nie pytałam - to już w sumie bez znaczenia.
                                      > Jedyne dialogi dzisiaj dotyczyły psa. Jeden wyjątek: wieczorem spytał czy może
                                      > ja wolałabym zostać w obecnym mieszkaniu. Myślę, że to spotkanie jeszcze utwier
                                      > dziło go w przekonaniu, że dobrze robi.
                                      > Zaczęłam szukać mieszkania, choć wciąż nie mogę uwierzyć, że jeszcze kilka dni
                                      > temu mówił koledze jakie ma szczęście, że ma taką dziewczynę jak ja, gotowaliśm
                                      > y razem kolację, oglądaliśmy dokument, który obojgu się spodobał.

                                      Chyba niestety on podjął decyzję ,że Waszego związku już nie ma.

                                    • tt-tka Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 23:14
                                      ewadale napisał(a):
                                      wieczorem spytał czy może
                                      > ja wolałabym zostać w obecnym mieszkaniu.

                                      No to pozamiatane. Szczescie w nieszczesciu, ze bedziesz miala teraz w czorta na glowie, znalezc lokum, zorganizowac przeprowadzke... Nic, lepiej pozno niz jeszcze pozniej :)
                                    • janciara Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 23:51
                                      To przykre. Na pewno nie jest Ci łatwo, ale piszesz rozsądnie, więc myślę że jesteś fajną babką i świetnie sobie poradzisz:-) Zresztą myślę, że za jakiś czas ten człowiek będzie próbował do Ciebie wrócić. Wynajmij mieszkanie, zorganizuj sobie własnego psa i bądź dobra dla siebie!
                                      • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 07:34
                                        Dzięki Janciara, to miłe. Mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej.
                                • verdana Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 22:39
                                  Zastanów się, czy naprawdę istnieje dobra codzienność, która w każdej chwili może przerodzić się w nieszczące Cię wybryki partnera. Nazwanie "fochami" straszenia wyrzuceniem Cię z domu jest - wybacz - zaprzeczaniem rzeczywistości. Oczywiście, ze zerwać związek nie jest łatwo, szczególnie gdy ma się jeszcze uczucia wobec partnera. Ale więcej uczuć powinnaś mieć dla siebie samej - już czujesz, ze związek stopniowo coś w Tobie niszczy. A to znaczy, że oszukujesz się, jak wiele osób w związkach z przemocowcami. Uznajesz dobry humor i przyjaźń pomiędzy epizodami agresji za "normę", a złe słowa za "epizod". Prawda jest taka, że jest odwrotnie. Wasze życie jest zdominowane przez partnera - to on decyduje, kiedy jest dobrze, a kiedy źle i czerpie właśnie z tego satysfakcję, z tego, że moze sam wybierać , jak będa wyglądały między nami kontakty. Może byc dla Ciebie miły, albo niemiły, Ty nie możesz nic. Może Ci pokazywać, że nie jest od Ciebie zależny i zrobi co zechce - nie wróci na noc i masz sie z tym pogodzić. To Ty sie zastanawiasz co powiedzieć, jak sie zachować, a nie on. Będzie miły i się pogodzisz, tym mocniej zrani Cię kolejny raz.
                                  • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 07:35
                                    Dziękuję Verdana. Cenię sobie Twoją opinię, choć przykro się to czyta, ale pewnie masz rację.
                                • 3-mamuska Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 10:27
                                  ewadale napisał(a):

                                  > Mnie nie chodzi o sentyment za dawnymi czasami i początkiem związku, tylko o do
                                  > brą codzienność teraz - jeżeli wyelimujemy te fochy, które niszczą moje poczuci
                                  > e bezpieczeństwa, jest nam dobrze: dużo czytamy, rozmawiamy, mamy podobne poczu
                                  > cie humoru i zainteresowania itd. Niestety każdy jego wybuch niszczył coś we mn
                                  > ie i z czasem czuję się coraz gorzej. Z taką niepewnością ciężko żyć, ale wyeli
                                  > minować integralną część mojego życia też nie jest łatwo.

                                  Tak mowia zony alkoholików czy przemociwcow, przeciez miedzy złymi chwilami sa dobre nikt nie jest perfekt.
                    • tt-tka Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 15:39
                      Dobra, on znalazl, jego inicjatywa - a kto sie tym psem zajmuje ? karmi, wyprowadza, gania do weta ?
                      Bo rozumiem, ze mozna zniknac partnerce/partnerowi (chamstwo, wiem), ale zostawic zwierzaka ? Przeciez Ty tez moglas wyjsc. A jak rzucil pytanie, to chociaz ciekaw byl odpowiedzi ? Wiesz, na zasadzie "pies wychodzil czy mam wyprowadzic ?" czy raczej "pies wychodzil czy go zaniedbalas?"

                      Pytam, bo kiedys przyjaciolka stanela przed podobnym dylematem. Rozstrzygnela "psa mu nie oddam, chociaz - jego. On nie zasluguje na takiego psa".
                      • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 16:57
                        Oboje, on nawet częściej. Uwielbia zwierzęta, więc tu akurat jest inna sytuacja. A pytanie było czy wychodziłam z psem czy on ma wyjść. Zawsze się troszczył o psa, naprawdę.
    • liliawodna222 Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 15:12
      Może tym razem to on powinien usłyszeć od Ciebie, żeby się wyprowadził.
      • tt-tka Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 15:22
        liliawodna222 napisał(a):

        > Może tym razem to on powinien usłyszeć od Ciebie, żeby się wyprowadził.


        Autorka napisala, ze dla niej jednej to mieszkanie cokolwiek drogie. I ze sama dla siebie poszukalaby innego.
        I w sumie - niech poszuka :) Pod swoj wylacznie gust i potrzeby. A i mozliwosci.
    • koto.podobna Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 18:13
      Sebalda mądrze prawi. Wg mnie również nienajlepiej się dzieje w Waszym związku, a zagranie faceta z niewróceniem na noc jest ciosem poniżej pasa. Kiedyś byłam w nieco podobnej sytuacji i moją odpowiedzią było natychmiastowe, zdecydowane zakończenie relacji. Nie dałam też exowi kolejnej szansy mimo jego próśb. No ale zrobisz jak będziesz uważała.
    • sebalda Re: Partner nie wrócił na noc 05.03.17, 18:15
      Jeszcze raz podkreślę, że mam za mało danych na temat Twojego związku, ale mam też pewne wyczucie w tych sprawach, zwłaszcza gdy pojawia się informacja o raniących słowach, cyklicznych fochach i poczuciu obopólnej winy u osoby doświadczającej tych zagrań partnera.
      Na wszelki wypadek wklejam dobry test na temat agresji słownej:
      Kilka razy w tygodniu lub częściej twój partner okazuje ci irytację lub gniew, chociaż nie zrobiłaś nic, co mogłoby go wyprowadzić z równowagi. Za każdym razem jesteś zaskoczona jego reakcją. (Kiedy go pytasz, dlaczego się złości, odpowiada, że wcale nie jest zły, lub sugeruje, że to ty w jakiś sposób ponosisz za to winę).
      Kiedy czujesz się zraniona i próbujesz przekazać mu swoje odczucia, nie masz wrażenia, że sprawa została załatwiona, nie odczuwasz zadowolenia ani ulgi, nie czujesz, że „się pogodziliście”. (On pyta: „Chcesz, żebyśmy zaczęli się kłócić?” albo w inny sposób wyraża niechęć do omawiania sytuacji).
      Często masz mętlik w głowie i czujesz się sfrustrowana jego reakcjami, ponieważ nie potrafisz sprawić, by zrozumiał twoje intencje.
      Martwisz się nie konkretnymi sprawami – ile czasu ze sobą spędzacie, gdzie pojedziecie na urlop itd. – ale brakiem porozumienia w waszym związku: co on zrozumiał z twojej wypowiedzi, jak ty odczytałaś jego słowa.
      Czasami się zastanawiasz: Co się ze mną dzieje? Nie powinnam czuć się aż tak źle.
      Twój partner rzadko – jeśli w ogóle – wyraża chęć podzielenia się z tobą swoimi myślami i planami.
      Twój partner ma przeciwne zdanie na praktycznie każdy poruszony przez ciebie temat, a swoich wypowiedzi nie próbuje stonować słowami: „moim zdaniem”, „myślę” lub „uważam”, jak gdyby to on zawsze miał rację, a nie ty.
      Czasami masz wątpliwości, czy twój partner uważa cię za samodzielną istotę ludzką.
      Nie przypominasz sobie, abyś kiedykolwiek przerwała mu słowami: „Dosyć tego!” lub „Przestań!”.
      Kiedy próbujesz przedyskutować z nim jakiś problem, twój partner albo się złości, albo „nie ma pojęcia, o czym mówisz”.
    • enith Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 02:38
      Przykra sprawa, że tak się to kończy. Trudno jednak nie zgodzić się, po twoim opisie niefajnych zachowań partnera, że wasz związek zmierzał do takiego, a nie innego finału już od dłuższego czasu. Z jakiegoś powodu ty tego albo nie widziałaś albo źle interpretowałaś pojawiające się sygnały kryzysu. Tłumaczenie zachowań partnera jego rzekomym choleryzmem, podczas, gdy chodziło o najpospolitszą agresję werbalną i cykliczną huśtawkę emocjonalną, każe mi się domyślać, że masz problemy z rozpoznaniem i nazwaniem tych akcji po imieniu. A to jest bardzo niebezpieczne, bo wpadasz w pułapkę "miodowych miesięcy", by za chwilę ponownie niespodziewanie oberwać po głowie od partnera. Posty Sebaldy świetnie przedstawiają mechanizm takich działań agresorów. Warto zdać sobie sprawę z tego, że byłaś i jesteś w tym związku ofiarą. I tu nie ma co rozpaczać nad dziesięcioma wspólnie spędzonymi latami, tylko dla własnego bezpieczeństwa ewakuować się z tej relacji. Co partner właśnie ci wybitnie ułatwił. Gdyby nie to, że on kończy związek, ty tkwiłabyś w nim nadal.
    • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 07:37
      Dziękuję wszystkim za Wasze wypowiedzi. Dałyście mi dużo do myślenia i na pewno pomogłyście.
      • koto.podobna Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 09:11
        Ale daj nam znać, co zrobiłaś, dobrze? :)
        • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 20:04
          Dam. Dzisiaj byłam oglądać mieszkanie. Nie widzę już innej możliwości, choć potwornie mi ciężko.
    • elizabeth7 Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 12:03
      Wyszłam dawno temu z toksycznego związku (małżeństwa) i powiem jedno - im szybciej tym lepiej.
      Facet cię rani, wali chamstwem na odlew a ty rozkminiasz co on miał na myśli i czy mówił to co myślał czy myślał o tym co mówi i że jego problemy w pracy go usprawiedliwiają. I zastanawiasz się czy przeniesienie się na kanapę bo przeszkadza ci światło wystarczy by on fochy stroił i nie wracał na noc.
      Tu nic samo się nie zmieni.
      Tylko twoje poczucie własnej wartości z latami jeszcze bardziej będzie pikowało w dół.
      Życia szkoda, to co masz to nie życie.
      • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 06.03.17, 20:05
        Elizabeth, to przykre, ale tak właśnie jest jak napisałaś.
    • sebalda Re: I co się dzieje? 08.03.17, 15:22
      Ewadale, napisz, co u Ciebie. Jak partner teraz reaguje, nadal milczy na temat tej nocy? Wie, że szukasz mieszkania?
      Tak myślę, że czasami dobrze, że niektóre związki nie są formalizowane i nie decydują się na dziecko. O ileż wtedy łatwiej. Fakt, czasami błahe problemy powodują rozpad może dobrze rokującego związku, ale jakże często pozwalają szybko i w miarę bezboleśnie zakończyć związek toksyczny i niszczący.
      Jestem dużo starsza, ale u mnie było na początku podobnie. Kilka lat takich huśtawek, ale wspólne zainteresowania, miło spędzany czas, bardzo przyjemne miesiące miodowe, nadskakiwanie i wyznania miłosne, gdy facet miał lepszy okres. Kiedyś mieszkanie bez ślubu było rzadkością, więc ślub i pierwsze poważniejsze sygnały niż kłótnie o nic albo z powodu chorej zazdrości. Kolejne pogorszenie to pojawienie się dziecka. Myślałam, że to zazdrość, że pojawiła się konkurencja, mąż przestał być najważniejszy, a on mnie tak strasznie kochał, że nie chciał się dzielić nawet z własnym dzieckiem. Dopiero wiele lat później dowiedziałam się, że nie o to chodziło, po prostu kobieta mając dziecko, jest tym mocniej związana z mężem, dlatego on może sobie pozwolić na dużo więcej, wtedy jego ataki złości, furii mogą się rozwijać bez przeszkód, bo ona przecież i tak nie odejdzie.
      Bogu dziękuj, że aż tak się z nim nie związałaś, przysięgam Ci, że dobre chwile, przyjemnie spędzany wspólny czas, gdy facet ma dobry dzień, nijak Ci nie zrekompensują tego ciągłego oczekiwania na kolejny cios, wmawiania Ci winy i potem rozważań, co zrobiłaś źle, podczas gdy to zupełnie nie o to chodziło. Frustrację trzeba gdzieś wyładować, na ojca nie nawrzeszczy, na szefa tym bardziej, na kupla też głupio, bo się zwinie. A kochająca kobieta wszystko zniesie i jeszcze przeprosi, że zupa była za słona.
      • nammkha Re: I co się dzieje? 08.03.17, 17:28
        A Ty Sebalda wreszcie odeszłaś od męża przemocowca?
      • ewadale Re: I co się dzieje? 08.03.17, 21:35
        Milczy, ale ja też nie pytam, to już kompletnie nie ma dla mnie znaczenia. W sytuacji, gdy nie widzę żadnych szans na uzdrowienie związku, nie jest to istotne.

        Znalazłam tymczasowe mieszkanie, mogę się przeprowadzić w weekend, a potem szukać czegoś innego.
        Staram się wypełnić sobie czas, żeby nie myśleć, ale czasem jest koszmarnie.
        Chciałabym, aby to był zły sen, ale cóż, nie ma cudów.

        Szukam też psychologa, bo nie mogę uwierzyć, że tak się pogubiłam. Ciekawe jest to, że chyba wszyscy, którzy się wypowiedzieli, uznali, że chodzi tu o związek toksyczny, przemocowy itd. Mnie samej przyszło to kiedyś na myśl, ale uznałam, że przesadzam.
        • tt-tka Re: I co się dzieje? 08.03.17, 21:50
          Jestes ogluszona i oslepiona, nagly blysk swiadomosci tak dziala. Minie. Czas to naprawde dobry lekarz.
          Znajdziesz psychologa, znajdziesz cos, co Cie pochlonie (a nie tylko wypelni czas), odnajdziesz siebie :)
          • ewadale Re: I co się dzieje? 08.03.17, 22:10
            Dzięki tt-ka.
        • koto.podobna Re: I co się dzieje? 08.03.17, 21:59
          A on o tym wie, wie że to koniec, cokolwiek mu powiedziałaś, on zapytał? czy nic zupełnie? będzie to dla niego zaskoczeniem jeśli w weekend się zwiniesz? bo jego reakcja może być różna, włączając w to atak furii lub/i agresji...
          • ewadale Re: I co się dzieje? 08.03.17, 22:10
            Powiedziałam wczoraj, że znalazłam tymczasowe mieszkanie, negocjuję jeszcze cenę i najprawdopodobniej uda mi się przeprowadzić w weekend. Skinął głową, a potem spytał ile wynosi czynsz (gdyby chciało mi się śmiać, to tu bym się zaśmiała). Jakieś filmy mi poleca do obejrzenia, jakieś linki mi przesyła do ciekawych artykułów, dzisiaj spytał czy chcę sobie zamówić nowy czytnik książek, bo znalazł świetną cenę. Dzwonił do pracy i pytał czy kupić mi owoce, bo jest w sklepie. Trochę absurdalne to wszystko jak dla mnie, ale ja chyba niewiele rozumiem.
            Śpię na kanapie, on w sypialni.

            No i będę potwornie tęsknić za psem.
            • koto.podobna Re: I co się dzieje? 08.03.17, 22:26
              Acha, czyli faktycznie on na to czekał. Ja bym na Twoim miejscu "podziękowała" mu za te linki i troskę o to, czy masz na czytnik czy na czynsz. Wcale bym z nim już nie rozmawiała, najwyżej że w spr. organizacyjnych dotyczących Waszego rozejścia się.
              Ale czy dałaś mu do zrozumienia, że to już koniec Waszego związku a nie, że tylko wyprowadzasz się do innego lokum, a nadal będzecie "razem"?
              • sebalda Re: I co się dzieje? 08.03.17, 22:40
                Boże, jakie to typowe. Skrzywdzić, skopać, upokorzyć, a potem udawać, że nic się nie stało i jeszcze grać troskliwego. Powinien jeszcze dzisiaj dać bukiet kwiatów, ale może nie chciał przegiąć. I potem będzie, że on tak z sercem na dłoni, a Ty taka niewdzięczna i uparta.
                Ogólnie bardzo Ci zazdroszczę, choćby Ci się to wydawało dziwne. Trzymam kciuki z całego serca!
                • ewadale Re: I co się dzieje? 09.03.17, 06:46
                  Dzięki Sebalda!
              • ewadale Re: I co się dzieje? 09.03.17, 06:45
                Po czym myślisz, że na to czekał?

                To raczej nie jest troska czy mam na czynsz, tylko ciekawość: myśli, że może znalazłam jakąś świetną ofertę, a on lubi, gdy wypatrzy dobre ceny. To samo z czytnikiem - był z siebie dumny, że znalazł tak doskonałą obniżkę.

                Tak, jasno określiłam, że to koniec.
            • enith Re: I co się dzieje? 08.03.17, 22:52
              Troska partnera poniewczasie i nie na miejscu. Pan zachowuje się, jakby to nie on trzy dni temu wykopał cię ze swojego życia i waszego mieszkania po dzięsieciu wspólnych latach. Co za padalec! Ciarki mnie przechodzą, gdy czytam o tym, jak wyszukuje ci okazje i podsuwa artykuły do przeczytania, jakby NIC się nie stało. To jest typowe zachowanie kogoś, kto WŁAŚNIE zerwał trwający dekadę związek? Bo mi to wygląda na jakieś zimne bezwględne wyrachowanie, może nawet zalatujące trochę socjopatią. Pan nie zdaje sobie sprawy z tego, że tobie właśnie zawalił się świat i pociska jakieś bzdety o czytnikach? No nie mogę.
              Nawet nie wyobrażam sobie, jak musi ci być trudno. Pocieszające, że jeszcze parę dni i już cię tam nie będzie.
              • ewadale Re: I co się dzieje? 09.03.17, 06:51
                Właśnie widzę to podobnie jak Ty. To nie jest normalne.

                Z drugiej strony może taki sobie przyjął mechanizm obronny - udawać, że nic się nie stało, nic się nie zmienia. To nie on przecież szukał mieszkania, to nie on się wyprowadza. Wstaje, robi to, co dotąd robił. Dalej śpi w sypialni, tyle że mnie tam nie ma. Nie siadamy razem do kolacji, nie rozmawiamy ani nie oglądamy niczego razem, ale to jedyna różnica (zresztą próbował mnie zachęcić do dołączenia do niego, gdy oglądał jakieś programy). Nawet kiedy się wyprowadzę, może udawać, że nic się nie dzieje, bo ja czasem wyjeżdżam służbowo. Nie wiem, nie rozumiem.
                • koto.podobna Re: I co się dzieje? 09.03.17, 08:44
                  No, wydaje mi się że o to mu chodziło, tego oczekiwał jednak - żebyś się wyniosła, skoro zareagował tak a nie inaczej na Twoje info o wyprowadzce i szybciutko przeszedł nad tym do porządku dziennego. I jeszcze ma czelność Ci proponować tanie zakupy i wspólne oglądanie tv... Okropny typ. Ale właśnie ciekawa jestem, czy z Twojej strony padły słowa stwierdzające/potwierdzajace, że to koniec? bo jak sama zauważyłaś, on może dalej udawać że nic się nie stało, w sensie że nadal jesteście razem mimo Twej wyprowadzki.
                • isanek Re: I co się dzieje? 09.03.17, 09:42
                  A ja odnoszę wrażenie, że -ponieważ nie były to pierwsze jego słowa, żebyś się wyprowadziła- on nadal nie wierzy, że wyprowadzisz się naprawdę. Ot, pochodzisz parę dni nadąsana, ale w końcu Ci przejdzie, i znowu będzie miło. On przecież już się stara- we własnym mniemaniu Aż do następnego razu. Trzymam za Ciebie kciuki i przytulam. Wiem, że Ci ciężko. Myślę, że gdy się wyprowadzisz i minie pierwszy żal, zupełnie inaczej spojrzysz na te Wasze 10 lat i na różne sytuacje. I odetchniesz.
                  • sebalda Re: I co się dzieje? 09.03.17, 10:28
                    Pan nie wierzy, że się wyprowadzisz. Ma nadzieję, że teraz to Ty go straszysz. Nadskakuje, udaje, że nic się nie stało, bo ma nadzieję, że w tej sytuacji sama się wycofasz z tej decyzji. Chodzi wyłącznie o przerzucenie na Ciebie winy za rozpad związku, na wywołaniu u Ciebie skruchy. On taki dobry, taki miły, a Ty taka niewdzięczna. Nie przeprosi, bo w swoim mniemaniu nie ma za co, ale za to wywoła w Tobie poczucie winy, że takiego wspaniałego faceta opuszczasz.
                    Wszyscy mamy prawo do złych dni i gorszych zachowań, ale wtedy trzeba przyjść, przeprosić, wyjaśnić. Osoby o przemocowym rysie charakteru albo nie przepraszają, tylko odwracają kota ogonem ewentualnie twierdzą, że byli sprowokowani, albo przepraszają nieszczerze, żeby coś osiągnąć. Mój mąż wiele razy przepraszał, przy czym w następnej kłótni szedł w zaparte, że to jednak moja wina była. Koszmar.
                    • koto.podobna Re: I co się dzieje? 09.03.17, 10:35
                      Dokładnie też tak uważam, Sebaldo. Znam to z autopsji, niestety i w pełni się z Tobą zgadzam. On jej nie wierzy. Ważne teraz, aby Ewadale zrealizowała to, co postanowiła bez jakichkolwiek wahań, inaczej będzie "po niej" w sensie że on będzie miał używanie - będzie się z niej śmiał i ironizował, że nawet tego nie potrafiła... Koszmar w każdym razie.
                      • tt-tka Re: I co się dzieje? 09.03.17, 11:10
                        koto.podobna napisała:

                        On jej nie wierzy. Ważne teraz, aby Ewadale zrealizowała to, co
                        > postanowiła bez jakichkolwiek wahań, inaczej będzie "po niej" w sensie że on bę
                        > dzie miał używanie - będzie się z niej śmiał i ironizował, że nawet tego nie po
                        > trafiła...

                        Niestety tez tak to widze...
                        Ewadale, jezeli mozna cos doradzic i jesli dasz rade fizycznie - nie angazuj go/nie przyjmuj jego ofert pomocy, gdyby byly, w te przeprowadzke. Nie podawaj nowego adresu. Byc moze zechcesz takze zmienic numer telefonu. Krotko - nie daj mu szansy na przejecie kontroli ani na moznosc wplywania na Twoje obecne zycie. Ani pytania o samopoczucie i jak sobie radzisz, ani ze jakas ksiazke czy inny drobiazg u niego zostawilas i on moze podrzucic...amputacja calkowita. Tego pana juz nie ma, po prostu.
                        • koto.podobna Re: I co się dzieje? 09.03.17, 11:18
                          Zgadzam się z Tobą zupełnie, trzeba tu odrzucić wszelką, nawet najmniejszą "pomoc" z jego strony (a tak naprawdę - kontrolę, jak mówisz). Należy się zdecydowanie odciąć, nawet o psa nie pytać (poboli ale przestanie). Inaczej się nie da.
                          • 3-mamuska Re: I co się dzieje? 09.03.17, 12:16
                            koto.podobna napisała:

                            > Zgadzam się z Tobą zupełnie, trzeba tu odrzucić wszelką, nawet najmniejszą "pom
                            > oc" z jego strony (a tak naprawdę - kontrolę, jak mówisz). Należy się zdecydowa
                            > nie odciąć, nawet o psa nie pytać (poboli ale przestanie). Inaczej się nie da.

                            Dla mnie jest koszmarne to co robicie.
                            To hak każecie jej sie zachować.
                            Zabieram zabawki i idzie obrażona księżniczka bo nam nie wyszło.
                            A pies to rzecz ze mozna go tak porzucić chore na głowę jesteście???
                            On tez bedzie tęsknił za swoja panią.

                            Uważam ze pani powinna sie wynieść umowic sie na zabieranie psa na spa ery.
                            Byc uśmiechnięta, i zadowolona.
                            Jak zapyta co słycha: to ogólnie wszytko super ekstra ,a reszta nie powinna cie juz obchodzić.
                            Typowo grzecznościowe zachowanie jak sie masz ok dziekuje. (Po angielsku)
                            Pan ma ja tak bardzo zmanipulować i wywalić ze swojego życia ze nawet pies ma cierpieć?
                            Dla mnie pies jest jak dziecko ciekawe jakby pan miał dzieki z młodości i pani by uciekła ucinając kontakty mimo kilkuletniej opieki nad tym dzieckiem?

                            Wlasnie należy zachować sie jak dorosła, ok nie wyszło nam, wyprowadzam sie ,ale kocham to psisko.
                            Czy Polacy naprawde nie umieją rozejść sie z klasa?
                            I nie chodzi mi o uczucia pana.

                            Umowic sie ze 2 razy w tygodniu wpadniesz po psa i w niedziele na dłuższych spacer.
                            Tak pies to członek rodziny.
                            Jego rodzine i znajomych tez ma traktować jak obcych i udawać ze ich nie zna ?:/
                            • tt-tka Re: I co się dzieje? 09.03.17, 12:22
                              Nam tez nie chodzi o uczucia pana. Chodzi o uczucia pani.
                              Nie kazemy, doradzamy.
                              Po co ona ma sie z nim widywac dwa razy w tygodniu ? Zeby dalej miec to, co miala ?
                              Narodowosc (czy Polacy nie umieja) nie ma tu nic do rzeczy, o charakterze mowa. Pana z takim charakterem i stosunkiem do partnerki lepiej trzymac z bardzo daleka.
                            • ewadale Re: I co się dzieje? 09.03.17, 18:35
                              Mamuska, litości, nikt mi niczego nie każe.
                              Pytam o radę, dziewczyny przedstawiają swoje opinie, ale chyba oczywistym jest, że to ja podejmuję decyzje. Bardzo doceniam wszelkie komentarze, które tyle osób zechciało tu zostawić, dały mi one dużo do myślenia.
                              Doceniam również Twoje komentarze, nawet jeśli styl jest zbyt obcesowy jak na mój gust. Pamiętaj jednak proszę, że pomimo kłopotów, mam swój rozum.

                              Co do psa - myślę o tym, jak to rozegrać, nie martw się, szukam najlepszego (dla psa) rozwiązania.

                              Co do rozejścia się z klasą - moja definicja wiąże się z niewyrządzaniem sobie złośliwości, brakiem ataków ad personam itd. No i nie trafiłaś, bo mam mieszane geny, w pewnej części nawet angielskie, a partner w ogóle nie jest Polakiem.

                              A jego rodzinę i przyjaciół bardzo lubię, myślę, że z wzajemnością i choć na pewno częstotliwość spotkań spadnie, szczególnie na początku, to nikogo nie wyrzucam ze swojego życia. Oprócz faceta. Być może za jakiś czas będę w stanie z nim również normalnie się spotkać i pójść na kawę, tego nie wiem. Na razie nie mam takiej ochoty ani potrzeby.
                              Tak czy inaczej dziękuję za Twoją opinię, tylko proszę nie obrażaj tych, którzy mają inne zdanie.
                            • miedzymorze Re: I co się dzieje? 09.03.17, 22:22
                              >Umowic sie ze 2 razy w tygodniu wpadniesz po psa i w niedziele na dłuższych spacer.
                              Własnie takie postępowanie będzie robieniem psu wody z mózgu.
                              Jak juz autorka okrzepnie w swojej decyzji, to ustali kogo pies zostaje i tego się trzymać.

                              >Tak pies to członek rodziny.
                              czyli co, pani ma miec pana w życiorysie na kolejne kilkanaście lat z powodu psa ? Halo, ziemia ? ;D

                              pozdr,
                              mi
                    • memphisto76 Re: I co się dzieje? 11.03.17, 19:18
                      Ja od swego meza nigdy po podobnych akcjach nie uslyszlam slowa "przepraszam". Twierdzil , ze to jest falszywe. Ale wiedzial.ze robi zle.
                      Jak to czytam mam dreszcze. I to zapraszanie na wspolne ogladanie TV. Co mam sama w kacie siedziec...
                      Tez teksty ze mam sie wyprowdzic. I tez tlumaczylam to jego.porywczym.charakterem. Ehhh...
                      Autorke przytulam.
                      • bergamotka77 Re: I co się dzieje? 12.03.17, 12:55
                        A co ty memphisto zrobiłaś ze swoją sytuacją? Tyle osób Ci pomogło, a ty nadal się godzisz na poniżanie? Ewadale zareagowała i zmienia swoje życie, przerwała to. Może doda ci siły.
                  • ewadale Re: I co się dzieje? 09.03.17, 18:19
                    Isanek, dziękuję!
            • jak.z.nut Re: I co się dzieje? 09.03.17, 10:40
              On nie wierzy że to zrobisz:) ma zamiar teraz wciągnąć cię w fazę miodowego miesiąca. Trzymaj się i bądź konsekwentna, tu nic się nie zmieni.
              • ewadale Re: I co się dzieje? 09.03.17, 18:47
                Dziewczyny, musi w to wierzyć, skoro wie, że znalazłam mieszkanie - przecież tu chodzi o dość spore pieniądze, których bym tam nie pakowała, gdyby chodziło o blef.
                Ponieważ jednak to tylko tymczasowe lokum, może uważa, że to tak jakbym gdzieś pojechała, a niedługo wrócę. Naprawdę nie wiem. Albo póki co jeszcze w ogóle o tym nie myśli, bo po pracy przychodzę do domu itd. Albo ma to wszystko gdzieś.

                Faktem jest, że kiedy pierwszy raz usłyszałam od niego, że powinniśmy się rozstać, lata temu, nie mieszkaliśmy wtedy razem i powiedziałam: bardzo proszę. Wyszłam i poszłam do siebie, a on po godzinie dzwonił z przeprosinami, że przecież tak wcale nie myśli.

                Ciężki jest ten czas, dlatego tak bardzo dziękuję Wam za tyle wsparcia i konstruktywnych uwag. Próbuję trzymać się zasady "if you are going through hell, keep going", bo wtedy mam poczucie, że działam, a gdy się zatrzymuję, to chce mi się siąść i płakać. Wczoraj praktycznie cały dzień przepłakałam. I tyle. Z niczego się nie wycofuję, ale jest ciężko.
                • tt-tka Re: I co się dzieje? 09.03.17, 19:00
                  Moze liczy, ze pomieszkasz troche (lokum tymczasowe) sama i zatesknisz. I chce wbic sie w twoja pamiec jako ten czuly, troskliwy, dbaly...
                  Przepraszam, ale mnie to wyglada tak, jakby chcial cie miec do dyspozycji - moze niekoniecznie w domu, moze w domu, ale juz skruszona i skruszala. Do ludzi (obojga plci) urzadzajacych takie jazdy jak on nie mam za grosz zaufania.
                  • ewadale Re: I co się dzieje? 09.03.17, 19:31
                    Myślę, że możesz mieć rację.

                    Albo z drugiej strony całkowicie źle odczytuję sygnały i on po prostu cieszy się, że to już koniec naszej drogi i z tej radości jest taki miły:)
                    • miedzymorze Re: I co się dzieje? 09.03.17, 22:25
                      A z trzeciej strony co on myśli i czemu jest miły to już zupełnie nie Twój problem.
                      Spisz sobie na kartce te sytuacje które były NIEMIŁE i nie ustały mimo próśb i rozmów i od nich się 'odbijaj' jak cię ściąga na dno.
                      Nasze mózgi to rutyniarze i lubią znane rzeczy i znanych ludzi, nawet jesli te rzeczy i ci ludzie nie są dla nas dobrym wyborem. Po prostu potrzeba trochę czasu, żeby mózg przyzwyczaił się do nowej sytuacji :)
                      pozdr,
                      mi
    • nammkha Re: Partner nie wrócił na noc 09.03.17, 19:43
      Ewadale A ja czytam ten wątek i jakoś mam inne zdanie na temat Twojego związku. Skoro byliście ze sobą 10 lat to znaczy, że coś istotnego Was połączyło. Łatwo jest się rozstać. Zwłaszcza w tych czasach. Zwłaszcza jak nic Was nie łączy formalnie oprócz psa. Ale czy to na prawdę najlepsze wyjście? Obserwuję otoczenie i widzę, że wcale nie jest łatwo po takim rozstaniu zaufać po raz kolejny, zbudować na prawdę rozsądny, sensowny związek... Absolutnie nie namawiam Cię na to abyś przekonywała Twojego byłego partnera do ratowanie związku, skoro to on chciał abyś się wyprowadziła, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Na prawdę po 10 latach związku chcecie się rozstać w taki sposób? Ty nadal nie wiesz co on robił tamtej nocy, nie wiesz dlaczego Twój partner chce się rozstać! Dlaczego Wy ze sobą nie rozmawiacie jak dorośli ludzie? Można się rozstać, ale najpierw wypadałoby porozmawiać co się wydarzyło, dlaczego związek się rozpadł? Przecież jeśli nie będziecie mieli takiej świadomości to nie zbudujecie żadnego innego sensownego związku na nowo, bo nie będziecie wiedzieli co się nie udało w poprzedniej relacji. Dla mnie to bardzo niedojrzałe. Jeżeli w Waszym związku do tej pory nie było normalnej, jasnej komunikacji (a gdyby istniała to moim zdaniem nie byłoby takiego rozstania) to ten związek nie miał żadnej szansy na przetrwanie! Warto abyś to przemyślała, chociażby po to, aby w przyszłości nie popełniać takiego błędu jak np. to, że nie potrafisz zakomunikować, że włączona lampka Ci przeszkadza. A jeśli chodzi o partnera, nawet jeśli nie raz groził rozstaniem to nawet jeśli była to przemoc z jego strony to na pewno takie groźby pojawiały się w konkretnych momentach i miały swoje przyczyny (nie chodzi mi oczywiście o formę w jakiej partner wyrażał swoje emocje ale samą emocję). Czy kiedykolwiek po czymś takim rozmawialiście dlaczego chciał się rozstać, ale jednak nie rozstał się z Tobą? Jedna wielka niewiadoma...
      • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 09.03.17, 20:15
        Wiesz co, ja właśnie tak myślałam przez te wszystkie lata - że ludzie się zbyt łatwo rozstają i że ja nie jestem z tych, co się poddają. I dlatego walczyłam o ten związek. Aż doszło do momentu, kiedy uznałam, że niepotrzebnie. I to był szok.
        Te wszystkie bolesne słowa i ataki złości, zostawiły we mnie wielki ślad, nie potrafię przejść nad nimi do porządku dziennego. Mam wrażenie, że one się kumulowały i wyrządzały mi coraz większą szkodę. I zapewne to moje zachwiane poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości rzutowało na nasz związek. Koło się zamyka.

        Na pewno też zadziałała zasada kosztów utopionych - skoro zainwestowałam w ten związek, to nie warto odchodzić. No i myślałam też, że już nigdy nikogo nie poznam itd.
        Za każdym razem, kiedy pojawiała się myśl "przesadził, ja nie chcę, nie mogę tak żyć", przywoływałam się jednak do porządku.

        Na pewno masz rację co do komunikacji. Tyle że akcje takie jak ta z lampką to dla mnie trochę jak głupie preteksty w stylu 'zupa była za słona' jak napisał ktoś wyżej. Akurat on wie o tym jak bardzo mi brakuje snu, z jego powodu zresztą. To żadna nowość, zresztą dzień wcześniej mnie przeprosił, że świecił światło w nocy.

        W pewnym momencie zaczęłam się bać, że byle drobiazg wyprowadzi go z równowagi i zaraz usłyszę, że jestem beznadziejna i że to koniec, a to chyba nie jest to normalne?

        Racja, nie wiem co robił tamtej nocy, ale nie bardzo ma to już znaczenie. Nie dzisiaj.
        A dlaczego chce się ze mną rozstać wiem: bo w jego odczuciu jestem beznadziejna i ma mnie dość.
        • nammkha Re: Partner nie wrócił na noc 09.03.17, 20:54
          No to teraz napisałaś trochę więcej. I już mam jaśniejszy obraz w głowie. A może to Ty zrezygnowałaś z tego związku już jakiś czas temu, jak piszesz? Albo oboje zrezygnowaliście. Nie mniej jednak dla spokoju porozmawiałabym szczerze z byłym. Powiedziałabym mu o tym o czym piszesz nam tutaj. Po to aby zamknąć jakiś etap za sobą, ale też aby z szacunkiem dla siebie i niego się pożegnać. Czy kiedykolwiek przeprowadziliście na prawdę szczerą rozmowę na temat emocji?
          • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 09.03.17, 21:15
            Chyba tak. Zrezygnowałam, choć nie dopuszczałam do siebie tej myśli. A w zeszły weekend tak jakby coś się wyczerpało, a długie lata tłumionych urazów w końcu doszły do głosu. Myślę, że to się odkładało i zapewne zbliżałam się do myśli, że to koniec, ale cały czas uważałam, że trzeba wziąć się w garść, próbować itd.

            Rozmawialiśmy o emocjach, podczas poprzednich awantur czy tuż po nich. Ale jak widać bez efektów.
            Masz rację co do konieczności przeprowadzenia rozmowy, myślę, że ona nastąpi, ale dziś nie potrafię powiedzieć kiedy.

            Nie chce mi się wierzyć, że lada dzień już mnie nie będzie w tym mieszkaniu, w jego życiu:(
            • enith Re: Partner nie wrócił na noc 09.03.17, 23:43
              ewadale napisał(a):

              > Chyba tak. Zrezygnowałam, choć nie dopuszczałam do siebie tej myśli. A w zeszły
              > weekend tak jakby coś się wyczerpało, a długie lata tłumionych urazów w końcu
              > doszły do głosu. Myślę, że to się odkładało i zapewne zbliżałam się do myśli, ż
              > e to koniec, ale cały czas uważałam, że trzeba wziąć się w garść, próbować itd.

              Przeszłam przez to samo. I wyrzuty (rodziny, znajomych), że poddaję się za szybko również. Przez te nieustanne zarzuty niewiele brakowało, a wyszłabym za mąż za mężczyznę kompletnie dla mnie nieodpowiedniego, choć CZUŁAM, wewnętrznie czułam, że to nie jest udany związek. Powinnam wcześniej była zaufać swojej intuicji, zamiast słuchać ludzi nie mających bladego pojęcia o tym, jak nasz związek wyglądał.

              > Masz rację co do konieczności przeprowadzenia rozmowy, myślę, że ona nastąpi, a
              > le dziś nie potrafię powiedzieć kiedy.

              Po zerwaniu też planowałam przeprowadzić taką finalną rozmowę, wyjaśnić pewne sprawy z eks partnerem, zakończyć definitywnie i bez urazy. Ale nie, po paru tygodniach stwierdziłam, że taka rozmowa nie jest mi absolutnie do niczego potrzebna. Eks również nie wyrażał zainteresowania. Kwestie uczuć w czasie trwania naszego związku wałkowaliśmy do wyrzygania. Żadne z nas nie czuło, żeby po zerwaniu zostało cokolwiek do powiedzenia między nami. Kontakt zakończył się definitywnie parę miesięcy po zerwaniu. To było 15 lat temu. Nie wiem, co eks robi, gdzie mieszka, ani nawet, czy jeszcze żyje.
              Oczywiście jeśli ty czujesz, że taka rozmowa jest ci potrzebna, to zadbaj o to, żeby się odbyła. Nie spodziewaj się jednak oświecenia czy wyjaśnień ze strony partnera. Mieliście 10 lat na zrozumienie, co się między wami dzieje i dlaczego. Nie liczyłabym na to, że teraz do tego dojdziecie, choć oczywiście warto spróbować, jeśli masz taką potrzebę i czujesz się na siłach.

              • mamamalutkiej1 Re: Partner nie wrócił na noc 10.03.17, 01:06
                Mnie i nasze 3 letnie dziecko Ex-partner wyrzucił ze swojego domu po 8 latach związku. Było w miarę dobrze jak nie było dziecka, jak się pojawiło to poczuł władze. I było tylko gorzej. Wyrzucił w środku tygodnia kazał oddać klucze. Nie wierzył, ze się wyprowadzę, chyba myślał ze będę go prosić o powrót. A ja nabrałam wiatru z żagle. Z duża pomocą rodziców, zaczynam nabierać pewności siebie. Urządzam mieszkanie, zaczynam odzyskiwać spokój.
                Po jakiś 3 tygodniach zaczął mnie nachodzić i chciał widzieć dziecko. Gotował obiadki, prawił komplementy, pytał kiedy się wprowadzę. Grał dobrego pokrzywdzonego faceta. Nawet moim rodzicom próbował wmówić, ze to ja specjalnie prowokowałam kłótnie zeby od niego odejść. Mi próbował wmówić, ze ja krzywdzę dziecko mieszkając osobno, ze dziecko będzie skrzywdzone. Gra dzieckiem bo wie, ze je kocham.
                Dzis mija 4 miesiące, widzę pierwsze objawy dawnego zachowania. Nerwy, zaczyna się mnie czepiać. Ludzie się nie zmieniają.
                Ja przez 5 lat myślałam, ze wszystko to moja wina. Kochana, tłumaczyłam go jak Ty. Jakbym bym siebie słyszała. Te monologi, brak słuchania drugiej osoby. Mam nadzieje, ze odejdziesz we wlasciwm momencie bo dziecko wiąże na zawsze. Biedne pokrzywdzone dziecko, które musi widywać ojca z takim charakterem, jak jest małe to niewiele rozumie ale starsze bardziej cierpi.
                • tt-tka Re: Partner nie wrócił na noc 10.03.17, 02:11
                  Mamomalutkiej, dobrze, ze masz wsparcie i oparcie w rodzicach. I racje tez masz, ludzie sie nie zmieniaja, nie az tak.
                  Przepraszam za wyrywnosc, bo nie pytasz o rade i moze wcale jej nie potrzebujesz, ale jesli gosc cie nachodzi i zaczyna ustawiac w twoim wlasnym domu, mozesz i masz prawo wystapic o spotkania regularne, w okreslonym czasie i wymiarze. Nie pozwol, zeby on sobie wpadal do ciebie jak do siebie, "bo dziecko". Sad rodzinny.
    • koto.podobna Re: Partner nie wrócił na noc 11.03.17, 19:09
      I jak tam przeprowadzka?
    • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 12.03.17, 16:28
      Jestem w nowym, tymczasowym, mieszkaniu. Przed moją wyprowadzką oboje płakaliśmy.
      Chyba oboje myślimy/mamy nadzieję, że to sensowna decyzja, ale ta świadomość w niczym oczywiście nie umniejsza bólu.
      Słabo jest. Chciałabym wierzyć, że to ma sens i że za jakiś czas okaże się, że dobrze zdecydowałam.
      Na razie nie mam tej pewności, a pamiętam tylko dobre rzeczy, wszystkie wspólne doświadczenia itd. Ciężko mi, gdy pomyślę, że to już koniec, szczególnie że z mało kim mi się tak dobrze rozmawia(ło), jak z nim. Na pewno na gruncie intelektualnym byliśmy świetnymi partnerami, ale w innych sferach już nie.
      Mam plan, żeby dużo pracować, dużo ćwiczyć, dużo robić, ale dzisiaj się po prostu rozsypałam.
      • koto.podobna Re: Partner nie wrócił na noc 12.03.17, 17:05
        No, jeśli Twój ex nie błagał Cię do ostatniej chwili na klęczkach o powrót i wybaczenie i głośno nie mówił "przepraszam", to nie robisz żadnego błędu. Nawet gdyby robił to co wyżej napisałam i tak nie byłoby gwarancji, że się poprawi - bo z tego co mi wiadomo, tacy mężczyźni są niereformowalni. Oni przecież są "chodzącymi ideałami" we własnym mniemaniu.
        Jeśli dopadają Cię wątpliwości, zrób tak, jak chyba już ktoś radził - sporządź sobie listę plusów i minusów bycia z nim, tylko szczerze! podejrzewam, że lista niestety będzie miała więcej wpisów po stronie negatywnej. Czytaj tę listę zawsze w momentach zwątpienia, ona szybko postawi Cię na nogi. Wiem, że to działa. Powodzenia. :)
        • sebalda Re: Partner nie wrócił na noc 12.03.17, 17:42
          Oddalabym wszystkie ciekawe dyskusje, wspólne uniesienia intelektualno-kulturalne, romantyczne kolacje przy świecach, wyznania miłosne, narecza kwiatów i prezenty za spokój, szacunek, poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Co znaczą te wszystkie dobre wspomnienia wobec braku szacunku, ciągłej niepewności i lęku przed kolejnym złym humorem, złymi słowami, wyrzucaniem z domu?
          Ja zostałam, nie ma niemal dnia, bym tego nie żałowała, ale już nie czuje się na siłach, by zaczynać nowe życie, odradzam taki scenariusz z całego serca
          • koto.podobna Re: Partner nie wrócił na noc 12.03.17, 18:46
            Sebaldo ale dlaczego nie zawalczysz o siebie? O ten spokój i szacunek dla samej siebie? Warto, zawsze warto, niezależnie od ilości wiosen w kalendarzu.
        • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 12.03.17, 21:48
          Dzięki!
      • sebalda Re: Partner nie wrócił na noc 12.03.17, 19:45
        No dobrze, poplakaliscie, ale czy partner powiedział, gdzie spędził te noc?
        • triss_merigold6 Re: Partner nie wrócił na noc 12.03.17, 19:52
          A co to za różnica, skoro się rozstali. Ciekawość - pierwszy stopień do piekła.
          • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 12.03.17, 21:08
            No właśnie, tak jak Triss mówi - już mnie to nie obchodzi. W momencie, gdy zakładałam ten wątek, zupełnie co innego mnie nurtowało, gdzie indziej był punkt ciężkości. A potem się wszystko zmieniło.
      • miedzymorze Re: Partner nie wrócił na noc 12.03.17, 21:30

        Opłakanie związku na ktory było nie było poświęciłaś ileś tam czasu i zaangazowania to dobry płacz, a potem otrzyj łzy, i na nowym mieszkaniu PORZĄDNIE SIĘ WYŚPIJ :D :D :D
        Będzie dobrze :)
        pozdr,
        mi
        • ewadale Re: Partner nie wrócił na noc 12.03.17, 21:48
          Dziekuję Ci bardzo!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka