iziula1
25.09.17, 14:58
Mam pytanie do tych, które już mają za sobą ten etap lub są w trakcie radzenia sobie z "odejściem" dziecka w dorosłość.
Mam syna 20 lat. A ja wciąż nie potrafię powstrzymać się od "dobrych rad" w stylu "ale dlaczego tak zrobiłeś, dlaczego nie tak ". Chcę dobrze dla niego. Za każdym razem jak syn mówi mi o swoich decyzjach, krokach, planach pojawia się we mnie nagła chęć pokierowania nim, doradzenia z naciskiem,że zrób tak jak mamusia mówi :P.
Męczy mnie moja potrzeba ciągłej kontroli poczynań syna, chciałabym aby miał lepiej i lżej i korzystał z mego doświadczenia ale nie jest to zdrowe ani dla mnie ani dla niego.
Syn przyjął pozycję biernego oporu - co ułatwia odległość i samodzielne mieszkanie. W trakcie rozmów telefonicznych gdy zaczynam przekraczać granicę milknie co jest sygnałem dla mnie,że ZNOWU włączyło mi się matkowanie.
Mam pytanie jak sobie z tym poradziłyście? Jak wyłączyć potrzebę "matkowania" i zachować zdrowe granicę? Owszem, mój syn stopuje moje zapędy, albo poprzez ucinanie tematu lub po prostu odcina mnie od informacji na swój temat. Ja jednak martwię się,że by nie wpaśc w zbytnio liberalny nurt "rób co chcesz" a terroryzm rodzicielski"chcę mieć na wszystko wpływ".
Dalsza rodzina też mi tego nie ułatwia bo wpędza mnie w poczucie winy rzucając teksty "to jeszcze dziecko", " nie możesz pozwolić mu na wszystko" "powinnaś/powinniście..." itp.
Zaczynam się gubić.
Z jednej strony syn jest dorosły i tak naprawdę niewiele mogę. Nie chcę też używać żadnego szantażu emocjonalnego czy finansowego by syn zrobił tak jak ja chcę.
Z drugiej strony myślę,że nic tak nie uczy jak doświadczenie i własne błędy i obserwowanie jak syn sobie radzi z dorosłością stojąc obok z wyciągniętą ręką na wszelki wypadek jest chyba rozsądną opcją.
Najgorsze jest to że wciąż nie potrafię wyłączyć w sobie tej kontroli. I każda rozmowa z synem schodzi na poziom dobrych rad z mojej strony, syn milknie lub daje mi do zrozumienia że ma dość , ja przepraszam i zostaje mi po całej rozmowie niesmak do siebie samej.
Za kilka dni syn przylatuje do nas. Nie wiem jak dam radę funkcjonować z ciągłym "gryzieniem się " w język zwłaszcza że nie dostrzegam wszystkich swoich negatywnych zachowań wobec syna. Muszę być cały czas czujna i obserwować reakcje syna, jego opór, złość to komunikaty dla mnie,że granice zostały przekroczone. Jest to strasznie męczące emocjonalnie.
Wszystkie dobre rady mile widziane.