zdziwak52
18.10.19, 15:51
Było sobie starsze małżeństwo. Po wyprowadzce młodszego pokolenia wynajęli jeden z 4 pokoi dziewczynie kończącej studia. Mijał czas – zżyli się z dziewczyną, która znalazła w Warszawie pracę i nadal mieszkała z nimi. Z czasem zaczęli ją traktować jak rodzinę – wspólnie gospodarowali itd. Aż nagle okazało się, że dziewczyna ma jakąś chorobę kręgosłupa i dokuczają jej coraz większe bóle. Starszy pan, manager w korporacji informatycznej, zaczął wozić ją od profesora do profesora, aż znalazł się lekarz, który podjął się operacji kręgosłupa. Dziewczyna była rok na zwolnieniu, po czym straciła pracę. Ale nadal mieszkała ze swą przybraną „rodziną” . Starszy pan woził ją do szpitala, odwiedzał, woził na rehabilitację itd. Potem była druga operacja, potem trzecia, .... Minęło naście lat. Odwiedzali w tym czasie rodzinę dziewczyny na odległej wsi, rodzina przyjeżdżała do Warszawy. Dziewczyna podejmowała pracę , a po kolejnych operacjach ją traciła. Ale mieszkła stale u starszych państwa. Starsza pani zmarła, dziewczyna znalazła pracę, wynajęła mieszkanie i wyprowadziła się. Ale choroba nie odpuszczała i pracę znów diabli wzięłi a renta z ZUS ..... Lepiej nie mówić. Więc po niespełna roku dziewczyna wróciła do starszego pana. Na szczęście dla NIEGO, bo dopadła go wieńcówka i najkrócej mówiąc dziewczyna raz i drugi go uratowała. Potem starszy pan był w szpitalu raz, drugi, trzeci,.... I z kolei dziewczyna go odwiedzała ... Aż doszli do wniosku, że pomimo ogromnej różnicy wieku najprościej będzie pobrać się (poza wszystkim nawet w szpitalu łatwiej gdy jest się mężem/żoną ... ). Potem była kolejna operacja kręgosłupa dziewczyny .... Starszy pan zawiózł do Konstancina, odwiedzał,odebrał,..... Jak za każdym razem zadbał o odpowiedni sprzęt rehabilitacyjny itd. Aż przyjechała w odwiedziny mamusia dziewczyny – no... teraz już jednak kobiety. No i pewnego ranka, gdy dziewczyna jeszcze była w swoim pokoju w łóżku, mamusia mówi „.... to wygodnie się pan urządził .... posprzątane , ugotowane, na działce kwiatuszki ....” . „No wie pani wzajemnie sobie pomagamy jak możemy i pani córka wiele dla mnie zrobiła ..... Zawsze to razem łatwiej niż w pojedynkę ...” odpowiedział starszy pan. „Moja córka doskonale sobie radziała !” wrzasnęła mamusia. „No tak oczywiście .... dopóki nie straciła pracy, bo z renty wynajęcie mieszania ....” . Dalej nie dało się mówić bo nastąpił wrzask „Mojej córce ma kto pomagać !!!!! ... ” itd. . Zdumiony starszy pan usiłował spytać o co chodzi. Co złego jest we WZAJEMNYM pomaganiu sobie ludzi ? Ale spytać się nie dało. „ZAMKNIJ SIĘ PAN !!!!!” .... „ZAMKNIESZ SIĘ PAN WRESZCIE CZY NIE !!!!!!!!!” . No cóż ... taką osobę wyrzuca się z domu, ale ..... to przecież mamusia tej dziewczyny (pardon – kobiety)........ Koniec rozmowy. Mamusia ..... pomieszkała sobie u starszego pana jeszcze 2 dni, potem została przez niego odwieziona do autobusu ..... Bez jednego słowa. Czemu to opisuję ? Smieszne, ale pomimo upływających tygodni nadal dręczy mnie pytanie : CO TAK STRASZNIE URAZIŁO TĘ KOBIETĘ, ŻE TAK SIĘ ZACHOWAŁA ??? Co złego jest w powiedzeniu „pomagamy sobie wzajemnie”. Czy nie jest prostą prawdą, że nie da się utrzymać i wynająć w Warszawie mieszkania mając niespeła 1000 zł renty ? A skoro ktoś sam mieszka w 4 pokojach i zaprasza i nie jest to ktoś obcy lecz osoba, która Cię wspiera od lat kilkunastu w trudnych chwilach ? Niezależnie od wsparcia oddalonej o setki kilometrów rodziny .... Jak można będąc czyimś gościem tak zachować się w jego domu ? Może ktoś mi wytłumaczyć o co ta awantura ????? Bo ja nie oczekiwałem niczego poza odrobiną szacunku.